Lifestyle Psychologia Randki Silna kobieta Związek

Najgorsze teksty z pierwszych randek. Uciekaj, gdy je słyszysz

Redakcja
Redakcja
29 kwietnia 2021
Fot. iStock/lechatnoir
 

Tak, są rzeczy, które zrażają drugą stronę. A jeśli nawet nie zrażają, to powinny, bo zapowiadają duże kłopoty. Szczególnie jeśli nie zależy ci tylko na seksie.

„Tylko się nie zakochaj”
Asekuracyjny zwrot, który ma go chronić. Później ci powie: „Przecież mówiłem”. Gdy więc to słyszysz, potraktuj poważnie. W tył zwrot.

„Nie traktuję tego jak randkę”
Mówi pan wsadzając ci rękę w majtki. Jeśli szukasz randek, odwrót. Jeśli myślisz, że sprawisz, że zmieni zdanie: odwrót w sekundę

„Miejsce baby jest…”
W kuchni, w wojsku, w łóżku, pod stołem. Nieważne, co powie dalej. Nawet nie słuchaj. Poradź mu, żeby znalazł swoje miejsce. Daleko od ciebie.

„Nie mam nic przeciwko gejom, czarnym, ale…”
To samo co wyżej. Uwierz, ma przeciwko. Właśnie to powiedział.

„Nie chwal się tak swoją pracą”
O proszę, już zazdrości. Albo już pokazuje, że nie umie słuchać. Bye. Od razu.

„Nawet masturbatory mi się z tobą kojarzą”
Niby powinno ci być miło, ale… No zresztą twoja decyzja. Brzmi jednak dziwnie.

„Good vibes only” zamiennie z „No drama pls”
Stały tekst narcyza albo króla zabawy. W każdym razie na pewno tekst faceta, który nie szuka poważniejszej relacji. Zwinie się po pierwszej złej minie, smutku, czy żalu. Możesz to ciągnąć tylko jeśli też jesteś zwolenniczką „Good vibes only”

„Chyba jednak wolę być z tobą niż z nią”
Chyba niech idzie porozmyślać nad tym gdzieś indziej

„Masz pożyczyć trzy stówy?”
Dziś trzy, jutro pięćdziesiąt. Tylko dla tych, co szukają utrzymanka. Albo wierzą, że to ten jeden raz.

„Dziecko pierwsze lata powinno być przy mamie”
Tak ojcowie mistrzowie odpowiadają na pytanie: „A dlaczego tak rzadko widujesz się z dzieckiem?”. Uciekaj. Chyba, że jesteś pewna, że sama nie chcesz mieć dzieci.

„To może sama się doprowadzisz? Ja już jestem zmęczony”
On tuż po orgazmie. Nie ma już siły na ciąg dalszy. Niech się sam doprowadzi do drzwi.

„Powinnaś ugotować coś z moją mamą”
Syneczkowie mamusi są cudowni pod warunkiem, że są twoim własnym synem.

Macie coś jeszcze?
Zebrane wśród kobiet na grupie Virtual Colleagues Daily (na Facebooku)

P.S Tak, chętnie poznamy teksty, które odstraszają mężczyzn. 🙂


Lifestyle Psychologia Randki Silna kobieta Związek

„Dziewczynka wszystkiego nauczyła się od rodziców: kłamstw, manipulacji, wchodzenia w rolę partnerki ojca, dogadzania mu, kajania się kiedy było trzeba”

ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
ROZMÓWKI NIEOBYCZAJNE
29 kwietnia 2021
 

„Znam takie patchworkowe rodziny, które całkiem dobrze funkcjonują. Nawet w mojej tak było przez jakiś czas, gdy mama mojego syna wyszła za mąż i spotykaliśmy się latami w zgodzie w dwadzieścia osób (moi i jej rodzice, nasz syn, plus jej mąż z dziećmi i rodziną) przy wszelkich okazjach i świętach. Niestety, do czasu…” – dziś Rozmówki Nieobyczajne o rodzinach patchworkowych.

Melisandra: Trudno mi rozpocząć ten tekst, bo temat też niełatwy. My i dzieci partnerów.  Czuję, że masz doświadczenia także i na tej płaszczyźnie. To, jak się układa z dziećmi naszych ukochanych wiele mówi o nich samych i o relacjach jakie tworzą. U mnie były dwa takie doświadczenia w życiu i oba bardzo mocne. Mój mąż miał dwoje dzieci z poprzednich związków.

Z synem był świetny kontakt, też dlatego, że jego mama była pozytywnie nastawiona do partnerek swojego eks i nie przenosiła negatywnych emocji. Skończyło się między nimi i tyle. Znalazła nowego partnera, a wraz z nim rozpoczęła nowe życie. Fakt, że mój eks mąż nie był też jakoś superwyględny w kontaktach z synem, bo miał korbę na punkcie swojej córki z drugiego związku. I tu mamy sedno… córeczki tatusiów. Znasz?

Marcin Michał Wysocki: Czyli rozmawiamy o dzieciach partnerów w ogóle, czy o córeczkach tatusiów? Nie mam wielu doświadczeń w tym względzie, a na pewno przykrych. Tak, dzieci partnera to trudny case, szczególnie gdy zajmują w jej/jego sercu mnóstwo miejsca. Jeszcze gorzej, gdy pochłaniają także większość jej uwagi i czasu. Wtedy znikam, zanim pojawiłem się na dobre, gdyż nie widzę przestrzeni dla nas, dla siebie. Takie osoby zdają się tego nie rozumieć i dziwią, że tobie to przeszkadza…

Melisandra: Miałam dwie pasierbice, aż zaczęłam szukać w sobie o co chodzi? Dlaczego tak mnie to dotyka i co chce powiedzieć? O tym powiem jako pointę.

W tym pierwszym związku córka była bardzo roszczeniowa. Ciągłe zaspokajanie jej potrzeb, często bardzo wygórowanych. Mama jej uświadomiła, czego powinna chcieć od mężczyzn i egzekwowała to od ojca. Miała to być forma kary, że zostawił matkę. Chcesz się ze mną spotykać? To proszę. Płać i płacz. I tak było. Mimo, że młodą ciągnęło do mnie, to po jakimś czasie i dobrze nawiązanej więzi był ban od jej mamy. Nie oceniam tego i rozumiem przesłanki. Ale szła za tym niezwykła  manipulacja i nieszczerość, toczenie nienawiści do mężczyzn, na czym najbardziej ucierpiał ojciec.

Marcin Michał Wysocki: …a potem ofiarą niechęci padnie partner…

Melisandra: Drugi związek, mama odeszła z dnia na dzień. Dla dziecka tragedia i niezrozumienie sytuacji. Dziecko zaczęło o wszystko obwiniać matkę. Ojciec skutecznie w tym pomagał. Dla mnie też to było niezrozumiałe i bardzo chciałam dziewczynce wynagrodzić tę pustkę, chociaż matki nikt i nic nie zastąpi. Z czasem zobaczyłam, jaka jest prawdziwa relacja ojca z córką. I dlaczego matka odeszła. Jak mała jest o niego zazdrosna. Jak przyglądała się kim jestem i co mogę zrobić, jaki to będzie miało wpływ na nią. Nic dziwnego dbała i walczyła o swoje, żyjąc w ciągłym strachu, chciała przeżyć, bo już matkę straciła a teraz mogła i ojca. Bardzo inteligentna dziewczynka wszystkiego nauczyła się od rodziców: kłamstw, manipulacji, wchodzenia w rolę partnerki ojca, dogadzania mu, kajania się kiedy było trzeba. Znała go najlepiej ze wszystkich, nawet od jego rodziców. To do niej przychodził się radzić i dźwigać z emocji. Była z nim bo nie miała wyboru, ale też nie pozwoliła innej kobiecie zająć miejsce przy nim. Ona nią była i znienawidziła kobiety, bo mama ją zostawiła.

Marcin Michał Wysocki: Boże, i taką potem spotykasz na swojej drodze…

Melisandra: Czy to okrutne, co mówię? Tak. Trudno się żyje w związkach, gdy dzieci manipulują rodzicami, a rodzice dziećmi, gdzie są ich własne gierki i tajemnice, gdzie ręka rękę myje, a wzajemna lojalność jest ponad ból, poniżenie, emocje. Bo mamusia lub tatuś są władcami i bogami życia i przyszłości dziecka, a dziecko jest od nich uzależnione i nie zna innego świata i innych emocji niż te niszczycielskie. Na to wszystko jest mój kolega, który ma czworo dzieci, dwie kobiety – byłą i obecną. Dzieci są dla siebie prawdziwymi siostrami i braćmi mimo, że z różnych związków, natomiast panie przyjaciółkami.

Marcin Michał Wysocki: Znam takie patchworkowe rodziny, które całkiem dobrze funkcjonują. Nawet w mojej tak było przez jakiś czas, gdy mama mojego syna wyszła za mąż i spotykaliśmy się latami w zgodzie w dwadzieścia osób (moi i jej rodzice, nasz syn, plus jej mąż z dziećmi i rodziną) przy wszelkich okazjach i świętach. Niestety, do czasu…

Melisandra: No właśnie. Wszystko zależy od nas. Jak stworzyć dzieciom nasz obraz szacunku wzajemnego, kiedy kobieta mówi o swoim byłym partnerze dobrze i z szacunkiem obojętnie co było, a mężczyzna darzy kobietę atencją i zrozumieniem. Jak wiele zależy od nas aby schować swoje chore ego i ambicje i zadbać o relacje. To jak odnosimy się do siebie jest matrycą związku dla dzieci. Tak będą tworzyć nowe związki, tak będą patrzeć na swojego partnera.

W ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy zapatrzeni w swoją nienawiść i chęć zemsty. Nienawiść do kobiet i nienawiść do mężczyzn. Jak obok matrycy wzajemnego hejtu, zaczynamy sami się zamykać na związki, bo dziecku to „szkodzi”, a dziecko zaczyna rządzić w domu i mówić, jak powinno być. Wchodzić w rolę dorosłego, partnera. Nie pozwalać rodzicowi na własne życie. Bo dziecko się boi porzucenia. To nie wyrachowanie, to strach.

Marcin Michał Wysocki: Absolutnie się z Tobą zgadzam. Naszymi ofiarami są dzieci, które tracą poczucie bezpieczeństwa.

Melisandra: Odkryłam to, bo się okazało, że jako mała dziewczynka robiłam to samo. Tak się bałam że mama „pójdzie z innym panem” że kłamałam, histeryzowałam, chorowałam na zawołanie, aby tylko została ze mną. Bo po co jej jakiś Pan? Dzisiaj moja mama jest samotna, ma swoje „jazdy” i taki mężczyzna bardzo byłby dla niej ważny. Byłby wsparciem na jesienne dni.

Dlatego dbajmy o siebie i o otwartość na partnerów. Nie róbmy z dzieci naszych powierników obaw, złości i nienawiści, „przyjaciół do pogadania” szczególnie o eks lub partnerze. To jakaś moda się zrobiła z równością dzieci z dorosłymi. Jestem przeciwna wciąganiu dzieci w świat dorosłych, w negocjacje i podejmowanie decyzji, doradzanie. One mają swoje życie, dzieciństwo, które powinno trwać jak najdłużej, a nie być ucinane i potem wyrzygiwane przez wewnętrzne dziecko w wieku dorosłym. Zostawmy je w swoim świecie i poświećmy im najpiękniejszym słońcem, miłością i zaufaniem. Niech sobie rośnie i cieszy się swoim czasem.

Marcin Michał Wysocki: Amen.

 

O autorach:

 

Fot. iStock

Melisandra, Projekt Szczęście oraz Inkubator Sukcesu to autorskie inicjatywy fundatorki Fundacji, która występuje pod pseudonimem Melisandra, czyli mityczna kobieta, która służy światłu i wyprowadza innych z cienia. Na co dzień pisze na swoim funpagu Melisandra Fundacja Projekt Szczęście o potrzebach kobiet i ich drodze do odzyskania siebie, prawdzie, autentyczności, kobiecości i miłości. Dla Oh Me o świecie intymnym i delikatności wnętrza kobiecego. Tworzy projekty, które pomagają ludziom dotrzeć do swojej świadomości, akceptacji aby zrozumieć swój cel życiowej podróży. Tworzy przestrzeń szczególnie dla tych, którzy po wyjściu z korpo chcą odzyskać siebie i żyć na swoich warunkach szczęścia. Jej projekty są szczególnym miejscem dla ludzi, bez względu na wiek, którzy po różnych związkach, relacjach i tych rodzinnych, i z pracą i z domem pragną ponownie doświadczyć szczęścia znaleźć swoje nowe miejsce na Ziemi. Gromadzi wokół siebie szlachetnych i doświadczonych przez życie ludzi, którzy chcą się dzielić swoją wiedzą i kompetencjami dla dobra innych, dając unikatowe wartości i szczodrość swojego doświadczenia.

Archiwum prywatne

Marcin Michał Wysocki

Urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego, jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach: LUZ, Sportowa apteka, Kawa czy herbata?. Był autorem muzyki do programów Mur, Sportowa Apteka oraz nagrał autorską płytę Head. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano sześć pozycji jego autorstwa: pracę naukową Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]; wyróżnioną monografię żołnierza AK, Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921–1955; impresję historyczną Remedium na śmierć – historie prawdziwe; relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia, powieść obyczajową Baku, Moskwa, Warszawa oraz zbiór historii o poznawaniu się przez internet #Portal randkowy.


Lifestyle Psychologia Randki Silna kobieta Związek

„Chodź, zrobię ci dobrze”. O mężczyźnie, który sprawił, że nie muszę udawać orgazmu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 kwietnia 2021
Fot. iStock

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz udawałam, że jest mi dobrze, a wcale nie było. Wysnułam później teorię, że symulowanie orgazmu jest przedłużeniem odwiecznego problemu kobiet: robienia innym dobrze. Przede wszystkim.

Pierwszy raz. Miałam 15 lat, a kolega z liceum, nad jeziorem włożył mi rękę pod bluzkę, a potem w majtki. Gmerał i gmerał, co mnie trochę krępowało, ale nie umiałam mu powiedzieć, żeby przestał. Jęknęłam, więc kilka razy, żeby zabrał wreszcie tę rękę.

–Ale super, że było ci dobrze – mruknął.

Choć niczego takiego nie powiedziałam.

Potem rozpoczął się korowód licealnych miłostek. Nie miałam szczęścia, przemilczę.
Potem zaczęłam mieć chłopaka. Też nie miałam szczęścia, bo choć miał duże przyrodzenie i potrafił kochać się po kilka razy, brakowało mu finezji.

Jego palce drwala docierały między moje nogi i próbowały rozbudzić wargi sromowe i łechtaczkę. Niezły to był ból, gdy mnie tam tarmosił i naciskał.

– Jesteś jak pustynia– mruknął.

Zapamiętałam.

Nie umiałam mu powiedzieć, co robi źle. Bo wtedy nie wiedziałam jeszcze, jak robić dobrze. Kobieta rocznik 81. Nie miałyśmy dostępu do internetu, edukacji seksualnej, a chyba żadnej z nas nie przyszło do głowy pytać o to ginekologa.

Potem było ciut lepiej, bywałam zostawiana na granicy. Gdy już prawie, prawie, prawie.

– Bo ty ciągle prawie, no nie dam rady więcej.

Zapamiętałam. Głównie to, że nie warto się dla mnie starać.

Przestałam o tym rozmawiać, po co komuś tłumaczyć

Udawałam z tych samych powodów, dla których może udawały inne kobiety.
Nie zrobić przykrości, nie zrazić, pozwolić, żeby to się już skończyło.
Rozmawiałam z przyjaciółkami. Odkrywałyśmy własne sposoby osiągania orgazmu. Ręka. Własna. Prysznic. Stymulowanie się kawałkiem materiału. Odnajdywałyśmy tempo, rytm, nacisk. Co szczęśliwsze spotykały partnerów, którzy byli gotowi odtworzyć z nimi tę drogę.

Na studiach się zakochałam. Seks nie był naszą mocną stroną. Robiliśmy wokół teatr, żeby za bardzo się nie zbliżyć. Przemoc, seks w przebieralni, w kinie, z rodzicami za drzwiami. Była przygoda, nie było orgazmu. Mojego. Bo jego bywały długie i głośne. Dręczyło mnie jego pytanie: „Ale było ci dobrze?” .
Pod koniec studiów spotkałam swojego przyszłego męża. To był pierwszy raz, gdy czułam z kimś tak wielką chemię. I rzeczywiście, przez dwa lata kochaliśmy się wszędzie, zawsze. Szybko i długo.

Ale nie mogłam dojść do tego cholernego orgazmu.
Przez te dwa lata wypracowaliśmy system. Robiłam sobie dobrze przy nim. Jego to kręciło, mi pozwalało nie udawać.
W końcu jednak zrobiło mi się przykro, bo obwiniał siebie. Co robi źle, czy go nie kręcę, dlaczego. Zadawał tyle pytań, robił taką presję, że znów zaczęłam symulować.
Było mniej fajnie, ale za to bezpiecznie.

Ślub, dziecko, codzienność, kredyty, zmęczenie, znudzenie

Ale byłam dobrą żoną. Nie odmawiałam. Mój facet myślał, że jestem taka hot i cool, a ja robiłam mu loda, żeby on nie dobierał się do mnie. Albo „miałam” orgazm po pięciu minutach. Żeby już się skończyła ta zabawa.

– Ale mamy zajebisty seks – szeptał mi do ucha.

Obudziłam się w dniu swoich 35 urodzin i poczułam, że tak już nie może dłużej być.
Nie chcę. Być dobrą kobietą. Poukładaną, sprzątającą, cierpliwą. Idealną żoną. Matką. Nie chcę.

Brak orgazmu jawił mi się jako moje własne ograniczenie, zduszenie

Nie mam go, bo nic nie umiem puścić. A już najbardziej siebie.
Wytrwałam jeszcze dwa lata. Potem się rozwiedliśmy. A ja spotkałam kochanka idealnego. Jak to się stało?

– mój facet nie był narcyzem. Zauważał. Po którejś z pierwszych naszych nocy rzucił: „Ej, ale po co ty udajesz orgazm”? Nie było w tym pytaniu oceny, pretensji, naigrywania się. Czysta, ludzka ciekawość. Bo po co coś udawać?

Spytałam skąd to wie, a on, że podczas orgazmu kobiecie sztywnieją palce u stóp, a u mnie takie rzeczy się nie dzieją. „Czytałem kiedyś poradnik, jak zrobić kobiecie dobrze” zaśmiał się. „Zresztą jestem czujny, nie ty pierwsza udajesz”.

– wytłumaczył mi, że nawet facet czasem udaje. „Wytrysk to nie zawsze orgazm”. To było uwalniające.

– wspierał moją drogę do wolności. Każdą. Nie skoncentrował się na tym, że nie szczytuję, ale muszę, bo a.) to jemu zrobi dobrze b.) mamy XXI wiek i kobieta musi. Dawał mi za to poczucie bezpieczeństwa. Wyjazdy, intymność, czas. Seks przestał być w życiu przerywnikiem, czy grą, stał się ważną sferą, która wymaga intymności, nastroju.

– zniósł moje śmianie się z tych rytuałów

– był finezyjny. W końcu poczułam co to znaczy czuć delikatne palce między nogami

– szukał ze mną odpowiedniej pozycji. I gdy było już prawie, zatrzymywał się i zaczynał od nowa.

– nie dopytywał co chwila „Ale już?”

– był świetnym partnerem w życiu. Nie testował, nie osaczał, nie sprawdzał, nie grał, nie manipulował. Był. To chyba najlepsze określenie.

– kupował mi wibratory, które wspólnie testowaliśmy.

Pierwszy orgazm miałam na pralce u nas w mieszkaniu. Był krótki, ale i tak wiedziałam, że to to. Kolejny w pozycji „na jeźdźca”. Kolejny zrobił mi dobrze ustami. Puściła tama.

„Weź, to nie ja jestem kochankiem, ty się zmieniłaś” zaśmiał się.

To była prawda. Zmieniłam pracę, niektórych znajomych, byłam bardziej sobą.
W sumie to nie do końca wiadomo co było pierwsze. Wolność osobista czy orgazm.
Wczoraj rozmawiałam z 18– letnią siostrzenicą.

– Ciotka, lubisz pingwinka? Bo matka jak go zobaczyła u mnie w pokoju, prawie umarła na zawał. Co wy, nie używacie wibratorów?

Zaczęłam się śmiać. Pingwinka, magiczną seks zabawkę, stymulator łechtaczkowy dostałam miesiąc temu. Od niego.
Fajnie, że moja osiemnastoletnia siostrzenica już go zna.

Dobrze, że teraz dziewczyny wiedzą szybciej czego chcą.

 


Zobacz także

Seks w czasie okresu

Seks w czasie okresu?! Kilka rzeczy, które musisz wiedzieć

Jeśli nie wierzysz w siebie, jak możesz wierzyć, że twój partner kocha cię naprawdę. Jak niska samoocena niszczy związek

Zasady samuraja – jak prowadzić zrównoważone życie