Lifestyle Związek

Pomocy, czy ja naprawdę już nigdy się nie zakocham!?!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 października 2016
Pomocy, czy ja naprawdę już nigdy się nie zakocham!?!
Fot. iStock / Geber86
 

Jak żyć bez miłości? Jak żyć? Jak już ją znajdziemy, to trzymamy się kurczowo, ale nie zawsze się da. Wiadomo. Miłość też ma swoje granice cierpliwości i wytrzymałości i czasami po prostu pęka jej przysłowiowa żyłka i odchodzi, kiedy dwoje ludzi zamiast się kochać coraz bardziej się nie cierpi.

Bywa. Niestety. Choć mogło być tak pięknie. Bywa też tak, że ktoś się rozgląda wokół i nic… Nie nadchodzi na wyczekana, upragniona, która ma uczynić nasze życie szczęśliwszym.

Dlaczego tak jest? Mogłybyśmy tu powtórzyć historie i o tym jedynym, co to na białym koniu do nas przybędzie, ale… Za duże jednak na te bajki jesteśmy, choć nadal chciałybyśmy w nie wierzyć.

A czasami powody braku tego jedynego w naszym życiu są w nas samych, w naszych przekonaniach, myślach i nastawieniu.

Nie znajdzie miłości ta z nas, która myśli:

Wszyscy najlepsi są już zajęci

Haloo! Naprawdę? Skoro wszyscy najlepsi faceci są już zajęci, to znaczy, że zajęte też są wszystkie najlepsze kobiety. Jeśli tak myślisz, to naprawdę ciężko jest ci się zakochać, bo nie rozglądasz się, bo skupiasz się na tym, czego nie masz, a nie na tym, co mieć możesz. Przestań patrzeć z zazdrością na partnerów swoich przyjaciółek, wyjdź poza ten krąg, wyjdź poza swoje przekonanie, że już żadnej fajny facet nie chodzi samotnie po świecie. To nieprawda.

Co jest ze mną nie tak?

Myślisz tak czasami o sobie? Że kurczę co jest ze mną, musi coś być, skoro przyciągam niewłaściwych facetów? Eee, to tak nie działa. Zaakceptuj siebie, pomyśl o sobie dobrze. A gdyby tak: „Kurczę jestem fajna, lubię siebie, zasługuję na najlepsze” – takie myślenie zdecydowanie zmienia punkt widzenia, a także postrzegania nas przez innych. Jeśli szukamy obsesyjnie miłości, skamlemy o nią, to niestety… przyciągniemy wszystkich tych, którym nigdzie indzie się nie udało, a u nas będę mieli nadzieję na kolejną szanse.

Nie zasługuję na miłość

A kim trzeba być i co zrobić, żeby zasłużyć. Samo „nie zasługuję” pomniejsza naszą wartość, bo dlaczego ktoś inny zasłużył, a ty nie? Pomyśl – dlaczego akurat nie ty? Przecież jesteś fajna, ładna, dbasz o siebie, masz swoje pasje, zainteresowania, poczucie humoru. Czego wyjątkowego trzeba, żeby na miłość zasłużyć. Rozejrzyj się, czy ktoś ma coś więcej niż ty? No właśnie, czas najwyższy przestać tak myśleć.

Jestem za stara na miłość

Jakby miłość miała jakiś wiek. Wiadomo, że inna jest tak nastolatków, ale motyle w brzuchu można poczuć zawsze. Naprawdę. Znam ludzi, którzy zakochali się po 60-tce i oni na miłość nie byli za starzy, byli po prostu na nią otwarci, więc przyszła do nich. Miłość nie patrzy, ile mamy lat. Ona czeka, żebyśmy ją zaprosili do naszego życia.

Stara miłość nie rdzewieje

Cóż, kiedy wracamy myślami do przeszłości, to jak rozejrzeć się tu i teraz za nową miłością? Tę starą, choćby nie wiadomo, jak nas skrzywdziła, idealizujemy z czasem zapominając jej wszystkie krzywdy. Kiedy patrzymy za siebie, nigdy nie zrobimy kroku do przodu. Tamto już było. Skończyło się. Zostały wspomnienia i niech one tylko w sferze wspomnień będą. Nie szukaj faceta podobnego do tego byłego, nie porównuj. Otwórz się na nowe. Nudna, już jestem z tym „nowe”, ale co zrobić, jak to właśnie tak działa…

Miłość jest wszystkim, czego mi w życiu potrzeba

Tak, miłość jest niezbędna. Ale nie miłość drugiej osoby do nas, najważniejsza jest miłość do siebie. Koniec kropka. Inaczej się nie da. Jeśli uważasz, że to miłość cię uszczęśliwi, że to ona będzie świadectwem twojej wartości, da ci pewność i bezpieczeństwo, to pomyśl – kto udźwignie tę odpowiedzialność. Jak zakochać się w kobiecie, która na wstępie ma tyle oczekiwań. Hej, pokochaj siebie, doceń to, kim jesteś, tylko wtedy będzie wokół ciebie aura kobiety gotowej na dojrzałą miłość.

Miłość przychodzi nagle

Spada jak meteoryt na łeb i rozwala cię na kawałki. Takie rzeczy tylko w filmach – kiedy pani wpada na pana tuż za rogiem kolejnej ulicy, kiedy ona oblewa go niechcący kawą i wystarczy jedno spojrzenie, a oni już wiedzą, że spędzą ze sobą resztę życia. Naprawdę wierzysz w to, że zakochasz się w facecie, który pierwszy rozwali błotnik twojego auta? Miłości trzeba dać szansę, wyjść, próbować, sprawdzać. Spotykać się z różnymi facetami, nawet jeśli randka ma być tą najgorszą – przynajmniej wiesz, jak ta najgorsza wygląda. Jeśli my nie wyjdziemy jej naprzeciw, tylko będziemy czekać na znak z nieba… Cóż, może być trudno.

To jak? Gotowa na zmianę swojego myślenia? Gotowa na miłość? A może masz przyjaciółkę, która dzwoni w piątkowy wieczór płacząc: „Już zawsze będę sama”. Wtedy podrzuć jej ten tekst. Może się jej przyda. 😉


Lifestyle Związek

5 alternatywnych metod prasowania

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
6 października 2016
5 alternatywnych metod prasowania
fot. iStock/mediaphotos
 

Na liście najbardziej znienawidzonych obowiązków prasowanie leży gdzieś pomiędzy zmywaniem a myciem toalety. Sam proces jest tak czasochłonny, że szkoda nam tych kilku minut na rozłożenie deski czy zaczekanie aż żelazko osiągnie odpowiednią temperaturę. Szczególnie rano, gdy spieszysz się do wyjścia, proces pozbywania się zagnieceń z ubrań jest daleki od ideału. Na szczęście mamy kilka trików, które pozwolą nam zostać w łóżku dziesięć minut dłużej lub w spokoju wypić kawę!

5 alternatywnych metod prasowania

1. Roluj ciuch w wilgotnym ręczniku 

To najprostszy, zawsze sprawdzający się sposób na złagodzenie zagnieceń. Wystarczy, że na płaskiej powierzchni ułożysz ciuch, który chcesz „wyprasować”, a następnie położysz na nim wilgotny ręcznik (może być także ten papierowy!). Wystarczy chwilę gładzić całą powierzchnię ręką i przycisnąć kilka razy. Zostaw do wyschnięcia i gotowe!

2. Drugie życie suszarki do włosów 

Jeżeli kiedykolwiek zastanawiałaś się, jakie inne zastosowanie może mieć twoja suszarka do włosów, podpowiadamy! Może być alternatywą dla żelazka. Wystarczą trzy kroki do idealnie gładkiej powierzchni. Krok pierwszy: powieś zgnieciony ciuch na wieszaku. Krok drugi: odsuń się kilka centymetrów. Krok trzeci: skieruj gorące powietrze suszarki i susz tak długo, aż zagniecenia znikną.

3. 2 w 1, czyli prysznic i prasowanie

To metoda  najbardziej popularna i najbardziej efektywna, choć zajmuje trochę więcej czasu. Z drugiej strony, łączysz przyjemne z pożytecznym czyli prysznic i prasowanie! Jak? Ano bardzo prosto! Wystarczy, że zapobiegniesz wszelkiej cyrkulacji powietrza w łazience, a następnie włączysz gorącą wodę. Jeżeli to możliwe, powieś ciuch jak najbliżej prysznica. Do czasu, kiedy skończysz swój prysznic, po zagnieceniach nie będzie śladu.

4. Mój przyjaciel spray 

Wszystko czego potrzeba ci do przeprowadzenia tego zabiegu to butelka z końcówką do sprayu i woda. Ewentualnie olejki eteryczne, byle nie te, które zostawią tłuste plamy! Powieś pognieciony ciuch na wieszaku, w otwartej przestrzeni. Spryskaj miejsca, które są zagniecione. Wraz ze schnięciem, zagniecenia będą widoczne w coraz mniejszym stopniu.

5. Wrzątek po raz drugi 

To bardzo podobna metoda do tej z prysznicem. Jednak ta działa na mniejsze powierzchnie. W garnku lub czajniku zagotuj wodę do wrzenia. Następnie około pół metra od naczynia przytrzymaj naprężony materiał z zagnieceniami. Trzymaj tak długo, aż ciuch będzie perfekcyjnie gładki. Proste i szybkie!


źródło: WhoWhatWear.co.uk

 


Lifestyle Związek

To już rok. Bałyśmy się, miałyśmy wątpliwości, bo jesteśmy takie jak wy, nic nas nie wyróżnia

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 października 2016
Fot. iStock/svetikd

Tak często piszemy o tym, żeby wziąć życie we własne ręce, żeby sięgać po swoje marzenia, że przecież to nasze życie i nikt lepiej niż my same go za nas nie przeżyje.

Namawiamy was: zrób ten jeden malutki krok, którego tak bardzo się boisz, a który może okazać się milowym, poprowadzi cię ku nowemu, często ku lepszemu.

Dzisiaj chcę wam zdradzić pewną tajemnicę. Ponad rok temu, gdy usłyszałam: „zróbmy to, zróbmy nasz własny portal dla kobiet”, bałam się jak cholera. Bała się każda z nas, choć wtedy żadna o swoim strachu głośno nie mówiła. Wszystkie wierzyłyśmy, że tak, że to musi się udać. Bo jesteśmy razem, bo mamy wspólny cel, wspólne marzenie. Chcemy my, kobiety, zrobić coś wartościowego dla innych kobiet.

Gosia wtedy mówiła: „Sprzedajemy nasze marzenia, naszą wizją, sprzedajemy coś, w co okazuje się, że inni wierzą, bo my wierzymy tak bardzo”. Dzisiaj uśmiechamy się do tych słów. Bo uwierzyć kilku wariatkom, które internetu się uczyły, które postawiły wszystko na jedną kartę… gdybym tego nie zobaczyła, nie przeżyła, nie uwierzyłabym. I oczywiście byli tacy, którzy pukali się w głowę, wróżyli nam krótką karierę, mówili: „Zwariowały. Kto tak ryzykuje? Kto ma czelność być tak pewnym powodzenia własnego pomysłu”. Zdradzę wam kolejną tajemnicę… Nie byłyśmy pewne, w każdej z nas tliła się iskra niepewności: „A co, jak się nie uda?” – szeptał nam tył głowy… Mogłyśmy tego głosu posłuchać. A jednak spróbowałyśmy. Bo żyjemy tylko raz, bo lepiej żałować tego, co się zrobiło niż tego, czego nigdy się nie spróbowało.

Dzisiaj każdej z nas zakręciła się łza wzruszenia w oku.

To nie była łatwa droga. Pamiętam, jak rok temu obgryzałam ze stresu paznokcie, jak pytałyśmy Hani, która stawiała stronę: „Ale jesteś pewna, że jesteśmy gotowe, że to dziś?”. Ona nie była pewna, żadna z nas nie była. Chciałyśmy, żeby było idealnie, a wiedziałyśmy, że wiele mogłybyśmy zrobić jeszcze lepiej. Tę naszą niepewność mogłyśmy przeciągać w nieskończoność, mogłyśmy pozwolić, by strach przed waszą opinią – opinią naszych czytelniczek, paraliżował nas jeszcze przez wiele tygodni.

A przecież to był dopiero początek, pierwszy dzień. A później tydzień i miesiąc… Powtarzałyśmy sobie jak mantrę: „Spokojnie, małymi kroczkami, największe rzeczy przychodzą powoli, pracuje się na nie latami”. A wiadomo, że my chciałyśmy już i teraz i natychmiast. Kto by nie chciał! Z mieszanką wybuchową naszych temperamentów, gdzie każda z nas jest inna, bywało ciężko. Zresztą bywa nadal. Ale o tym też wam piszemy, że nic tak nie rozwija, jak problem, który musisz rozwiązać, jak zmierzenie się ze swoimi słabościami i słabościami innych, jak nie uciekanie przed trudnymi sytuacjami, tylko szukanie kompromisów i nowych rozwiązań. Tak, tego ten rok na pewno nas wszystkie nauczył.

Jeszcze jakiś czas temu napisałabym: nie lubię kobiet, nie ufam im, ale na własnej skórze miałam się przekonać, że to właśnie w kobietach siła, że w nas tkwi niesamowity potencjał i gdy zjednoczymy się w jednym wspólnym celu, w który wierzymy, choćby się waliło i paliło, będziemy razem szły do przodu. Nauczyłam się, że możemy być dla siebie prawdziwym wsparciem, wyzwaniem, inspiracją. Jesteśmy jak wielogłowy smok. Kiedy jednej głowie brakuje sił, wyskakuje ta kolejna, a później następna. Tak, dzisiaj jestem pewna, że za sukcesem każdej kobiety, stoi jakaś inna silna kobieta.

Czy miałyśmy dość? Jasne, dopadały nas chwile zwątpienia, załamania, myślenia: „nie damy już więcej rady”, kiedy zmęczenie ze stresem miesza się i odbiera nam ochotę do działania. Tak, tego pewnie nie było widać na zewnątrz, ale tu w środku, z pewnością każda z nas takich emocji doświadczyła, bo jesteśmy takie same jak wy. I tak samo bywam zmęczone, zniechęcone, z próbą wykrzesania w sobie choć odrobiny motywacji. Ale ten rok pokazał nam, że zawsze przychodzi kolejny dzień, że na ten dzień warto poczekać, że trzeba być cierpliwym i czasami odpuścić, żeby móc ruszyć z podwójną siłą.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo chcę wam pokazać, że można. Że chcieć, to móc. Naprawdę chcieć. I że ta duma, która przychodzi, jest bezcennym uczuciem. Ta energia i moc, która każe nam być coraz lepszymi dla was, ale też dla nas samych to efekt tego, że pewnego dnia każda z nas powiedziała: „Dobra, spróbuję, a niech się dzieje co chce”.

Jeśli się boicie – my też się bałyśmy.

Jeśli obawiacie się opinii innych – my też się obawiałyśmy – ośmieszenia, niezrozumienia, porażki.

Jeśli macie wątpliwości – my też je miałyśmy, pewnie każda z nas mogłaby wymienić ich co najmniej kilka.

Jeśli paraliżuje was strach – pokonajcie go, omińcie, przeskoczcie, zignorujcie, udawajcie, że wcale go nie ma, nie pozwólcie by on ograniczał realizację waszych marzeń.

I tak – nie będzie łatwo. Ale jeśli macie wokół siebie ludzi, którzy pójdą z wami, choćby mieli się pojawić tylko na chwilę – czerpcie z tego jak najwięcej. Uczcie się, doświadczajcie, bo nic oprócz was samych nie jest w stanie was zatrzymać.

Dzisiaj myślę sobie o tych wszystkich ludziach, którzy przez rok istnienia portalu się pojawili, o tych wszystkich historiach, które od was usłyszałyśmy. To wszystko składa się na całość. Każdy jedna osoba naszej układanki pod tytułem Oh!me była bardzo ważna. I nadal będzie. I za to też dzisiaj dziękujemy. Za to, że byliście z nami, za to, że jesteście.

To dopiero rok… Co się będzie działo za kolejny i jeszcze następny? Patrzymy w przyszłość z uśmiechem i wiarą, że będzie tylko lepiej i… planujemy kolejny dzień, ten jutrzejszy, bo do dużych sukcesów prowadzą te najmniejsze kroki.


Zobacz także

Psychologowie mówią, że to drzewo, które przyciągnie twoje oko, zdradzi dominującą cechę twojej osobowości

Wszyscy kupują dynie, a ty nie rozumiesz skąd ten zachwyt? Poznaj jej cudowne właściwości

Jak zrobić z mężczyzny idiotę za pomocą 5 zdań

Jak zrobić z mężczyzny idiotę za pomocą 5 zdań