Psychologia Związek

Nosi w sobie potwora, który zmienia ją i wzbudza lęk. Potwora zwanego schizofrenią

Anika Zadylak
Anika Zadylak
19 sierpnia 2016
Nosi w sobie potwora, który zmienia ją i wzbudza lęk. Potwora zwanego schizofrenią
Fot. iStock / cranach
 

Gdy przyglądam się jej pięknym, smukłym dłoniom, które dotykają klawiszy fortepianu, nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka dni temu, była zupełnie innym człowiekiem. Maria ma 42 lata, jest wykształconą pianistką, wykładowcą i nauczycielką w szkole muzycznej. Jest też piękną, ciepłą i mądrą kobietą. Kiedy wtula się w ramiona swojego męża, szklą mi się oczy. Bo Maria nosi w sobie potwora. Potwora, który zmienia ją i sprawia, że staje się obca, odpychająca i wzbudza lęk. Potwora  zwanego schizofrenią.

– Poznałem moją ukochaną 15 lat temu, na koncercie fortepianowym – mąż Marysi, Karol również jest wykładowcą i muzykiem. Oboje byliśmy  po przejściach, ona po rozwodzie, a mnie zostawiła długoletnia partnerka. Co mnie zauroczyło, od pierwszego wejrzenia? Jej oczy. I piękne, lśniące włosy, i cudowne dłonie. I łagodny głos, i zaraźliwy uśmiech. No tak, cała ona mnie zauroczyła. Ale umówić się nie chciała, unikała mnie. Nie rozumiałem tego, bo wyraźnie czułem, że też mnie polubiła. Nie odpuszczałem jednak, wiedziałem, że warto. Że to kobieta, mojego życia. W końcu się przełamała i zgodziła, na wspólną kolacje. Nie mogliśmy się nagadać, niesamowite uczucie! Ale ciągle czułem jakiś dystans, jakiś lęk, obawę ? Powiedziała mi od razu, gdy tego samego wieczoru, odwoziłem ją do domu. Powiedziała wprost, że ma schizofrenie, że ataki są dość często, bo nawet dwa razy w roku, że nie chce mnie w to wciągać. Wiedziałem mniej więcej co to za choroba, uspokajałem ją, że nie ma to dla mnie znaczenia, że chce się z nią spotykać, być z nią. Prosiła, żebym tego nie robił, że już to przerabiała z byłym mężem. Uparłem się bo nigdy wcześniej, na nikim tak mi nie zależało. Marysia w końcu ustąpiła i zaczął się nasz wspólny, bajkowy rok. Aż do pierwszego ataku. Wtedy dotarło do mnie, czym jest ta choroba i jak niewiele, o niej wiem.

Nosi w sobie potwora, który zmienia ją i wzbudza lęk. Potwora  zwanego schizofrenią

Fot. iStock / cranach

Obudził mnie w środku nocy dziwny szelest, otworzyłem oczy a ona stała nade mną, z ogromnym kuchennym nożem. Miała już pocięte nogi i poranione ręce. Wiedziałem, że już mnie nie poznaje, że słyszy obce głosy, które każą jej robić złe rzeczy i że na jakiś czas moja Maria zniknie, bo pochłonęła ją choroba. Gdy wieźliśmy ją karetką do szpitala psychiatrycznego, był luty. A moja żona pytała, czy podlałem róże w naszym ogrodzie, cały czas uważając mnie, za swojego zmarłego ojca. Trzymałem jej dłoń, a z oczu leciały mi łzy. Tak, ja dorosły facet a płakałem jak dziecko.

W szpitalu zapieli ją w pasy, bo zrobiła się bardzo agresywna. Nie sądziłem, że ma tyle siły, aż trzech pielęgniarzy musiało ją trzymać. Gryzła, pluła, wyzywała w tak straszny sposób, że nie mogłem tego słuchać. Moja delikatna, krucha Maria, która brzydzi się przekleństwami. Byłem tam z nią, pierwsze kilka dni. Nawet nie była tego świadoma, ale czułem, że jestem jej potrzebny. Pamiętam, że przysnąłem zmęczony obok jej szpitalnego łóżka. Nagle zrobił się ruch i zamieszanie, bo ona zniknęła. Okazało się, że w ubraniach weszła do wanny z zimną wodą, a potem ukryła na takim tarasie, gdzie inni pacjenci przychodzili palić papierosy. Zaczęły jej już zamarzać, mokre spodnie. Podbiegłem i wziąłem ją na ręce, a ona patrzyła na mnie, rozpłakała się i powiedziała – tak za tobą tęskniłam, tatusiu. Myślałem, że sam zwariuje, że tak już będzie zawsze, że dawna, zdrowa ona już nie wróci. Wyjechałem, bo wzywały obowiązki zawodowe, ale dzwoniłem codziennie, i przyjeżdżałem bardzo często.

Dzwoniłem, a ona opowiadała niestworzone historie, nawet nie zdając sobie sprawy z kim rozmawia. Mi wystarczał jej głos, to żeby czuła podświadomie, że z nią jestem, wierzyłem, że tak jest, że ona to wie. Gdy jej stan się polepszył i zabierałem ją do domu, nie mogłem tego zrozumieć. Jakbym znał dwie różne kobiety. Jedna jest moją ukochaną żoną, jedyną i na zawsze. Mądrą, piękną, czułą, zabawną i cholernie zdolną. A druga jest odrażającą, obcą istotą, która robi pod siebie, nie myje się, jest wulgarna, opowiada o swoich kontaktach z diabłem, okalecza się, nie poznaje bliskich.

Po pierwszym ataku, Marysia zażądała, żebym odszedł. Zarzucała mi, że widzi we mnie zmianę, że już jej tak nie dotykam, że patrze na nią inaczej. Tłumaczyłem, że to nieprawda, żeby dała mi chwilę na oswojenie się z tym. To był dla nas ciężki czas, patrzyliśmy na siebie podejrzliwie, ona obserwowała czy się od niej nie odsuwam a ja, czy choroba znowu nie wraca. Obłęd. Chwilę zwątpienia? Nigdy! Raczej bałem, się, że nie będę umiał jej pomóc. Mojej ukochanej, najważniejszej na świecie. Jakoś to przetrwaliśmy i mieliśmy, ponad rok względnego spokoju. Potem scenariusz się powtórzył. Inaczej już do tego podchodziłem, choć martwiłem i bałem się o nią, tak samo. Poza tym wszystkim, tymi strasznymi momentami, kiedy Marysie pożera schizofrenia, żyje nam się bardzo dobrze. I szczęśliwie. Dużo razem muzykujemy, pracujemy, podróżujemy. I zawsze przed zaśnięciem, ona mi dziękuje. Za miłość, w dostatku i chorobie. A ja zawsze wtedy jej odpowiadam, że przecież to nie jej wina, że ma chorą duszę. I że kocham ją tak bardzo, że bez niej nie oddycham i nie istnieje.

Nosi w sobie potwora, który zmienia ją i wzbudza lęk. Potwora  zwanego schizofrenią

Fot. iStock / portishead1

Kończymy rozmowę, a z auli obok dociera do nas dźwięk fortepianu. To Maria, gra dla innych podopiecznych szpitala psychiatrycznego, w którym obecnie przebywa. Karol uśmiecha się i mówi – Wiesz, kiedy jestem pewny, że choroba znowu odeszła i przestała ją męczyć, że jest poprawa i moja żona wróciła, do świata żywych? Gdy prosi, żebym zaprowadził ją do pianina.

linia 2px

Na świecie choruje obecnie na schizofrenię około 50 mln osób.  Patrząc na to od innej strony, w twoim otoczeniu zachoruje jedna z każdych 100 osób. Schizofrenia jest chorobą uleczalną. Nowoczesne leczenie i uznanie pacjenta za partnera w leczeniu, może zapobiec nawrotom, znacznie złagodzić przebieg choroby i umożliwić chorym dość dobre funkcjonowanie osobiste i społeczne. ( źródło – Towarzystwo Przyjaciół Niepełnosprawnych)


Psychologia Związek

Grzechy główne, które każda z nas popełnia w przymierzalniach

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
19 sierpnia 2016
fot. iStock/nicoletaionescu
 

W sklepowej przymierzalni wszystko wygląda piękniej. My jesteśmy szczuplejsze, a ubrania jakby były szyte tylko dla nas. Światło i dobry kąt nachylenia luster może zdziałać cuda! Może to niezbyt dobra dla nas zagrywka. Nie zmienia to jednak faktu, że przymierzając ciuchy w sklepach, ciągle popełniamy te same błędy. Pora z tym skończyć!

Przymierzasz tylko jeden rozmiar 

Rozmiar 38 w jednym sklepie może pasować zarówno na dziewczynę w rozmiarze 36 jak i tę w rozmiarze 40, a nawet 42. Magia szycia w azjatyckich fabrykach. Nawet jeżeli jesteś pewna swojego rozmiaru, weź ze sobą ciuch o pozycję większy i mniejszy. Czasem nawet kilka centymetrów może dać zupełnie inny efekt. Zwłaszcza w wypadku dopasowanych sukienek.

Masz na sobie złą bieliznę 

Dobrze dobrana bielizna to podstawa każdego dobrze dopasowanego stroju. Nie masz co liczyć na to, że twój biust będzie wyglądał pięknie w sukience z głębokim dekoltem, jeżeli stanik jest źle dobrany. To tak jakbyś chciała przymierzyć suknię balową na sportowy biustonosz. Można, ale po co? To samo dotyczy majtek, które będąc w złym rozmiarze mają tendencję do odcinania się i tworzenia tych popularnych wałków  i boczków.

fot. iStock/Eva Katalin Kondoros

fot. iStock/Eva Katalin Kondoros

Nie przymierzasz ciuchów z odpowiednimi butami 

Krótka sukienka zawsze będzie wyglądać inaczej z trampkami czy zimowymi butami, a zupełnie nowego wizerunku nabierze przy połączeniu ze szpilkami czy balerinami. Nie musisz przynosić do sklepu swojej pary butów, dobierz je ze sklepowego asortymentu. To pomoże ci wyobrazić sobie outfit w całości, a przy okazji zapobiegnie np. zawijaniu się długiej sukienki pod obcasy czy za krótkiej spódnicy, bo nogi w szpilkach zawsze wyglądają na dłuższe!

Nie zobaczyłaś, jak rzecz wygląda w ruchu 

Kiedy stoisz, wszystko wygląda na tobie perfekcyjnie. Nieważne, czy przymierzasz suknię od najlepszego projektanta czy dżinsy w zwykłej sieciówce. Stojąc przed lustrem przybierasz wyprostowaną pozę, wciągasz brzuch i dumnie patrzysz na swoją sylwetkę. Kłopot pojawia się, kiedy po założeniu ciucha w warunkach domowych coś przestaje grać. Nieważne czy są to za długie ramiączka, niezbyt dobra długość czy źle dobrany rozmiar – zawsze towarzyszą temu nerwy. Żeby tego uniknąć, przejdź się kilka razy po przymierzalni, ukucnij, rozciągnij się. Sprawdź, jak dana rzeczy wygląda w ruchu!

Zobaczyłaś się tylko w jednym oświetleniu 

Ach to światło… Może zdziałać prawdziwe cuda. Z kolorem, ale także z tym, jak wyglądamy my same. Dlatego zanim zdecydujesz się na kupno ciuchu, podejdź jak najbliższej światła dziennego lub innego niż to, które panuje w przymierzalniach. Najlepsze rozwiązanie? Każdy ciuch możesz zwrócić, pod warunkiem, że ma metki, a ty zachowasz paragon. Kup, sprawdź jak czujesz się w nim w domu, a jeżeli w świetle dziennym wygląda zupełnie inaczej – zwróć. Chyba właśnie przez przymierzanie w domu tak bardzo kochamy zakupy internetowe.

Nie zrobiłaś sobie zdjęcia

Spokojnie, nie musisz go odrazu wrzucać do sieci! Lustro może i kłamie, ale aparat nigdy. Dlatego zrób sobie zdjęcie w lustrze, przyjrzyj się i oceń, jak wyglądasz. Zaleta tego rozwiązania? Zawsze możesz zapytać o zdanie przyjaciółek! Niech żyje Internet!


źródło: PureWow.com


Psychologia Związek

Czego nie lubią w nas faceci?

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
19 sierpnia 2016
Czego nie lubią w nas faceci?
fot. iStock/StudioThreeDots

O tym, co denerwuje nas w facetach mogłybyśmy gadać godzinami. Najlepiej przy butelce dobrego wina, albo trzech. Za dużo piją, za mało od siebie wymagają, a do tego ciągle nie widzą swoich błędów. Lista mogłaby być mniej więcej milion razy dłuższa, ale po co się denerwować w tak piękny dzień? Dzisiaj rano postanowiłam zapytać moich cudownych kolegów, co takiego drażni ich w nas, kobietach z krwi i kości. Dawno się tak nie uśmiałam!

Niezdecydowany numer jeden

Z samego rana do swoich pięciu ulubionych facetów wysłałam pytanie: „czego nie lubisz w kobietach?” Panowie na początku chyba podeszli do mojej wiadomości z rezerwą, aczkolwiek po chwili każdy z nich zareagował tak samo – śmiechem. A ja przecież wcale nie jestem taka zła i nie wykorzystam tego przeciwko nim, chyba. Kiedy najbardziej męscy z męskich się rozkręcili, jeden zapytał:

– Chcesz w punktach czy mogę napisać kolejną epopeję?

Wiem, że baby potrafią być denerwujące. Czasem sama mówię swoim przyjaciółkom, żeby nie zachowywały się jak baby i na coś w końcu zdecydowały. I wiecie co? To właśnie niezdecydowanie pojawiło się we wszystkich odpowiedziach.

– Szybkie podejmowanie jakichkolwiek decyzji to dla was czarna magia! Dziesięć razy zmieniacie zdanie. Gdy już dochodzimy do meritum, wychodzi na to, że jest jak było za pierwszy razem. Istny koszmar! – wyparował Damian. I niestety ma trochę racji. Michałowi zarzuciłam, że przecież faceci też nie potrafią podejmować decyzji. Na przykład w sprawie kobiet! Wiecie co usłyszałam? – Wybieranie między jedną a drugą kobietą to jak wybierać między bułką a hamburgerem.

Makijażowe niewolnice

Która z nas nie kocha makijażu? Nie wiem jak wy, ale ja mogłabym kupować nowe szminki i palety cieni do powiek non stop. Bankructwo murowane, ale efekt wow gwarantowany! Malujemy się po to, żeby podkręcić swój wygląd, czasem sprawdzając nowe trendy i eksperymentując. Jak się okazuje, faceci wolą jednak bardziej naturalne makijaże. – Naprawdę za bardzo dbacie o swoją urodę! Liczy się naturalne piękno, no ewentualnie jej delikatne podkreślenie. Tona tapety sprawia, że czujemy się oszukiwani. – Pomyślałybyście? Dodatkowo panowie mają do nas kilka słów odnośnie wydawania pieniędzy na wory kosmetyków. – Za te pieniądze,które wydajecie w ciągu roku na kosmetyki, mogłybyście pojechać na tropikalne wakacje. Jeden krem do twarzy, drugi pod oczy, trzeci na policzki… No ileż można?! Jak dla mnie można by było jeszcze więcej, ale może jest w tym trochę racji?

Trajkotanie na ekranie

– Nienawidzę trajkotania, a kobiety są w tym mistrzyniami! – Zawsze wyrozumiały Tomek nie owijał w bawełnę. Jego imiennik szybko utwierdził mnie w przekonaniu, że mają rację. – Nieważne czy w Polsce czy w Niemczech, gdzie na co dzień mieszkam, kobiety mogą gadać wszędzie i o wszystkim. Okres? Nieudana randka? Angela Merkel? Temat jest nieważny, miejsce tak samo.
Babskie gadanie to częsty motyw w serialach, dowcipach, filmach. Ale czy faceci przez przypadek nie są tak samo rozgadani jak my? Czasem okazują się jeszcze większymi plotkarzami, bo przecież muszą się pochwalić nowym samochodem, zegarkiem, dziewczyną. Kiedyś spotkałam się po długim czasie z kolegą, który wyjechał do Anglii. Wiedział więcej o tym, co dzieje się naszych starych znajomych niż ja, mieszkając ciągle w tym samym mieście. Jego tłumaczenie było proste „bo ten powiedział mi o tamtym…”. Skąd my to znamy, panowie!

Ale nie mam co na siebie włożyć!

Wielkie wyjście. Stoisz przed szafą. Zdanie, które wypowiesz może być tylko jedno. Nigdy nie mamy wystarczającej ilości ciuchów, chociażby były nimi zapełnione dwie szafy. – Mamy gdzieś wyjść. Czekam godzinę, dwie, a ona ciągle jest niegotowa! I powiedz mi, jak mam być spokojny? – Chętnie odpowiedziałabym na to pytanie, ale sama dobrze znam syndrom pustej szafy. Z drugiej strony rozumiem też męskie zdenerwowanie, które towarzyszy naszym przygotowaniom. Ale czy nie robimy tego dla nich? Chcemy wyglądać pięknie, żeby mogli się nami pochwalić, a my przy okazji z dumą patrzymy na ukradkowe spojrzenia innych mężczyzn. Ten stan wymaga poświęceń! I kilku godzin także.

… ale i tak was kochamy

Po porannej dawce śmiechu byłam gotowa już na wszystko. Wiedziałam, że padnie temat zazdrości, bo my przecież lubimy czuć się wyjątkowe i jedyne. O przyjaciółkach także usłyszałam. – Tu się kochacie, a zaraz dzwonicie do nas żeby się wyżalić jak to Kaśka i Aśka zostały najlepszymi przyjaciółkami, a ty tak bardzo ich nie lubisz. Co z tego, że przed chwilą płakałaś jej, że jestem zły i niedobry, teraz one są gorsze! – Punkt za trafne spojrzenie, kolego! Na szczęście każda z tych wypowiedzi kończyła się tak samo. – Ale i tak was kochamy, bo jesteście najpiękniejsze.


Zobacz także

Bo to zła kobieta była. 7 zdroworozsądkowych zachowań, za które bywamy potępiane przez innych

Bądź kobietą, która potrafi odejść, kiedy nie jest szczęśliwa

„Kiedyś, jak coś się zepsuło, to naprawialiśmy. A teraz wyrzuca się stare”. Zadbaj o siebie, o dzieci, nie o niego – miałyście prawo odejść

Masz dobre serce, pomagasz innym i czujesz… że jesteś wykorzystywana? Czas powiedzieć STOP