Związek

„Nikt by ci nie uwierzył”, „kocham cię”. 11 rzeczy, które mówi narcyz

Redakcja
Redakcja
4 listopada 2021
fot. Constantinis/iStock
 

Każdy, kto kiedykolwiek był w związku z narcyzem lub w inny sposób manipulującą, toksyczną osobą, dobrze wie, jak tacy ludzie inaczej używają języka. Zwroty, których większość ludzi używa w codziennych rozmowach, mają zupełnie inne znaczenie w kontekście związku z narcyzem. Pamiętaj, że to nie jest tak, że narcyzi potajemnie cierpią z powodu niskiej samooceny lub niepewności. Ostatnie badania wskazują, że oni czerpią przyjemność z udanych manipulacji. Porzucanie niczego niepodejrzewających dusz o miękkim sercu to ich sport. Naprawdę wierzą w swoją wyższość, nawet jeśli obiektywne dowody tego nie potwierdzają.

Kiedy masz do czynienia z osobą pozbawioną empatii i sadystyczną potrzebą poniżenia innych, rozmowy stają się szalonymi polami minowymi, które mają cię psychologicznie terroryzować i odwracać twoją uwagę. W rzeczywistości rozszyfrowanie języka narcyza wymaga bardziej obserwowania jego działań niż słuchania jego słów.

Kiedy słowa narcyza są tłumaczone na ich rzeczywiste znaczenie, wyniki bywają niepokojące. Oto 12 często używanych przez narcyzów zwrotów i ich znaczenie:

1. Kocham cię.

Tłumaczenie: Kocham cię mieć. Uwielbiam cię kontrolować. Uwielbiam cię wykorzystywać. Tak dobrze jest bombardować cię miłością, mówić ci słodkie słówka, przyciągać cię i odpychać, kiedy tylko zechcę. Kiedy ci schlebiam, mogę mieć wszystko, co chcę. Ufasz mi. Otwierasz się tak łatwo, nawet po tym, jak już zostałaś źle potraktowana. Kiedy już się uzależnisz i zainwestujesz w tę relację, podetnę ci nogi tylko po to, by patrzeć, jak upadasz.

18 kroków, które pomogą ci wyjść z cienia narcyza i zapanować nad własnym życiem

2. Przykro mi, że tak się czujesz.

Tłumaczenie: Przepraszam, ale nie przepraszam. Skończmy już z tą kłótnią, abym mógł w spokoju kontynuować moje obraźliwe zachowanie. Nie jest mi przykro, że zrobiłem to, co zrobiłem, przykro mi, że zostałem złapany. Przepraszam, że pociągnięto mnie do odpowiedzialności. Przykro mi, że masz emocje. Dla mnie nie są ważne, ponieważ mam prawo mieć wszystko, czego chcę – niezależnie od tego, jak się z tym czujesz.

3. Jesteś przewrażliwiona/przesadnie reagujesz.

Tłumaczenie: Reagujesz zupełnie normalnie na ogromną ilość bzdur. Emocjonalne unieważnianie ciebie jest kluczem do zachowania twojego posłuszeństwa. Dopóki nie ufasz sobie, będziesz pracowała o wiele ciężej, aby zracjonalizować, zminimalizować i zaprzeczyć moim nadużyciom. Podczas gdy tak ciężko pracujesz, aby mnie zadowolić, czerpię wszystkie korzyści bez żadnych konsekwencji.

4. Oszalałaś.

Tłumaczenie: Jestem mistrzem tworzenia chaosu, kocham cię sprowokować. Uwielbiam, kiedy reagujesz. W ten sposób mogę wskazać palcem i powiedzieć, że jesteś szalona. W końcu nikt nie słuchałby tego, co o mnie mówisz, gdyby myślał, że jesteś po prostu zgorzkniała lub niestabilna.

5. Moje eks to wariatki.

Tłumaczenie: Doprowadziłem je do szaleństwa. To było takie zabawne! Wszystko, co musiałem zrobić, to prowokować, szturchać i szturchać, aż dostałem pożądane reakcje. W końcu, kiedy to zrobiłem, wykorzystałem te reakcje przeciwko nim, aby udowodnić im, jak bardzo są obłąkane. Wkrótce też będziesz „szaloną eks”.

6. To tylko przyjaciółka.

Tłumaczenie: Zatrzymuję tę osobę jako wsparcie, gdy się nudzę. Mogą cię nią zastąpić, jeśli odejdziesz. Jeśli narzekasz na moje podejrzane zachowanie w stosunku do tej osoby, udowodnię ci, że jesteś osobą kontrolującą.

7. Jesteś taka zazdrosna i niepewna.

Tłumaczenie: Boże, ten trójkąt miłosny jest fajny. Uwielbiam sposób, w jaki walczysz o moją uwagę. Sprawia to, że ​​czuję się tak pożądany i silny, kiedy flirtuję z innymi przed tobą. Wkurza cię to. Szczególnie zabawne jest tworzenie w tobie niepewności poprzez wskazywanie wad, które nie istnieją lub dłubanie w ranach, które już istnieją. Im bardziej czujesz się osłabiona, tym mniej prawdopodobne, że spróbujesz uciec z mojego uścisku. Prawda jest taka, że ​​wszystko, co podejrzewasz, ma swoje uzasadnienie w rzeczywistości. Ale przypomnę: mam prawo do wszystkiego.

8. Masz problemy z zaufaniem.

Tłumaczenie: Jestem osobą niegodną zaufania, co pokazywałem raz po raz, zdradzając cię. Masz rację, ale prędzej piekło zamarznie niż ja to przyznam. Najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić, to zaufać sobie i pobiec w innym kierunku – ale oczywiście byłoby to dla mnie znacznie mniej zabawne.

9. Nie chodzi tylko o ciebie.

Tłumaczenie: Chodzi tylko o mnie, o mnie, o mnie. Jeśli kiedykolwiek znów zwrócisz uwagę na własne potrzeby, na pewno przeniosę na ciebie mój egocentryzm. Sprawię, że poczujesz się winna i będzie ci wstyd, że próbowałaś swoje sprawy postawić na pierwszym miejscu. I odwrócić uwagę od osoby, która jest naprawdę ważna. Czyli ode mnie!

Nim nazwiesz kogoś narcyzem, musisz poznać kilka faktów

10. Dlaczego nie możemy pozostać przyjaciółmi?

Tłumaczenie: Naprawdę nie lubię tracić członkiń mojego osobistego haremu. Wolałbym trzymać cię na tylnym siedzeniu na wypadek, gdybym musiał cię wykorzystać w przyszłości. Poza tym kolekcjonowanie byłych to moje hobby. To tak wygodne, że mogę się z nimi skontaktować, gdy czuję się szczególnie znudzony.

11. Nikt by ci nie uwierzył.

Tłumaczenie: Odizolowałem cię do punktu, w którym czujesz, że nie masz wsparcie. Wcześniej obsmarowałem cię przed innymi, więc ludzie już zaczynają wierzyć w kłamstwa, które o tobie opowiadałem. Więc tak, niektórzy ludzie mogą ci nie uwierzyć – szczególnie ci, którzy nadal uważają, że jestem niesamowitą osobą. Ale są jeszcze inni, którzy mogą ci uwierzyć, i nie mogę ryzykować, że mnie przyłapią na manipulacji. Sprawienie, że poczujesz się wyobcowana i samotna, to dla mnie najlepszy sposób na ochronę mojego wizerunku. To najlepszy sposób, aby przekonać cię, żebyś milczała i nigdy nie mówiła prawdy o tym, kim naprawdę jestem.

 

Projektujemy marzenia na swoje dzieci, a marzymy o ideałach… Nieświadomy narcyzm w relacji rodzic – dziecko


Związek

Psycholog: dla dzieci obrazy sadystycznie torturowanych ludzi są po prostu OK i oznaczają, że tak można

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 listopada 2021
fot. Imgorthand/iStock
 

– Ostatnio do mojego gabinetu przyszła dorosła pacjentka, która opowiadała, że w wieku siedmiu lat obejrzała film, w którym główny bohater zmarł na raka i ona to doświadczenie ze swojej przeszłości wspominała jak traumę. Przytaczam tę historię dlatego, by czytelnicy zrozumieli, że małe dzieci naprawdę często rozumieją dosłownie to, co widzą na ekranie telewizora. Dla nich obrazy sadystycznie torturowanych czy zabijanych ludzi są po prostu okej i oznaczają, że tak można – mówi Igor Rotberg, psycholog i psychoterapeuta.

Nasze dzieci są dziś sprytniejsze od nas. Pokonują blokady rodzicielskie zakładane na smartfony w kilka minut. Jeśli zabraniamy im oglądania seriali dla dorosłych, które epatują brutalnością, idą do kolegów. To samo, gdy zakazujemy grać w GTA. Czy w dzisiejszym świecie jest sens zakładać dzieciom blokady na komputery i reglamentować smartfony? Czy słuszną karą jest odłączanie ich od internetu?

Czy pan oglądał „Sqiud Game”?



– Mam taką umowę ze sobą, żeby nie oglądać tego serialu ze względu na swoje zdrowie psychiczne i zawarte w nim sceny, które epatują brutalnością. Ponieważ jednak serial jest teraz popularny wśród młodzieży i, niestety, dzieci, postanowiłem zobaczyć jego fragmenty i doszedłem do wniosku, że ”Squid Game” nie jest jakąś nowością. To problem, z którym zmagamy się od dawna, bo widzieliśmy już podobne obrazy np. „Piłę”, „Igrzyska śmierci” czy „Więźnia labiryntu”. Jednak teraz kłopot polega na tym, że „Squid Game” zyskał tak olbrzymią popularność i z podobnymi sytuacjami rodzice będą mieć coraz częściej do czynienia, bo treści seriali dziś niesłychanie szybko się wiralują. A to oznacza to, że nasze dzieciaki wcale nie muszą mieć w domu Netflixa (gdzie serial jest oznaczony 16 +), by zyskać dostęp do tych obrazów. Treści rozpowszechniają się teraz w internecie błyskawicznie i trafiają w jakiejś części na portale dla małych odbiorców, nawet na te przeznaczone dla tych poniżej 13 roku życia.

Jeśli przypadkiem dziecko kliknie na jakiś link czy obrazek, to jest potem atakowane dziesiątkami podobnych i tu właśnie widzę kłopot. Jeśli dorosła osoba tak zrobi, może potem z pełną świadomością unikać tych treści, a maluch już nie! On będzie klikać dalej. Poza tym dorośli poradzą sobie z tym, bo mają dystans poznawczy i wykształcone mechanizmy obronne, które pomagają im radzić sobie z trudnymi emocjami. Natomiast małe dzieci nie mają jeszcze w pełni wykształconych płatów czołowych w mózgu, co utrudnia im odróżnienie fikcji od prawdy. Maluchy „kupują” wiele scen 1:1. Ostatnio do mojego gabinetu przyszła dorosła pacjentka, która opowiadała, że w wieku siedmiu lat obejrzała film, w którym główny bohater zmarł na raka i ona to doświadczenie ze swojej przeszłości wspominała jak traumę. Przytaczam tę historię dlatego, by czytelnicy zrozumieli, że małe dzieci naprawdę często rozumieją dosłownie to, co widzą na ekranie telewizora. Dla nich obrazy sadystycznie torturowanych czy zabijanych ludzi są po prostu okej i oznaczają, że tak można.

Dlaczego uczniowie przebierają się za tych oprawców w różowych kombinezonach i chcą tak chodzić do szkoły?



– Wie pani, tak było zawsze. Jak ja bawiłem się na podwórku z kolegami w ubiegłym wieku, wtedy w naszej czarno-białej telewizji dostępny był jeden serial „Czterej pancerni i pies” i myśmy przebierali się również za Niemców, czyli wcielaliśmy się w tych złych bohaterów. Przyczyna jest prosta: dzieci nie mają rozróżnienia na dobro – zło. To się kształtuje dopiero we wczesnym wieku nastoletnim. Natomiast kilkulatek odtwarza tę rzeczywistość, która widzi na ekranie. „Squid Game” z całą pewnością normalizuje przemoc, bo pokazuje, że można zabijać bez konsekwencji. To niestety może to kształtować nieprawidłowe mechanizmy zachowań. Jak kolega uderzy dziecko, może nie mieć wyraźnych wyrzutów sumienia i poczucia winy.



Co my rodzice powinniśmy teraz zrobić?

– W naszym dzieciństwie mieliśmy dostęp tylko do telewizora i jak mama powiedziała „nie”, to nie mieliśmy możliwości obejrzeć „filmu dla dorosłych”. Dziś jak zabronimy Krzysiowi, pójdzie on do Jurka i poprosi na przerwie w szkole, by ten pokazał mu wszystko na swoim smartfonie i nawet jak Jurek ma założoną blokadę tzw. kontrolę rodzicielską, często potrafi ją ominąć. Zakazywanie dziś już się nie sprawdza. Dlatego jest tylko jedno rozwiązanie – rozmawiać. Rodzic musi po pierwsze poznawać nowe aplikacje i „doszkolić się”, co jest teraz popularne na YouTube i na Tik-Toku. Druga sprawa jest taka, że nie powinniśmy oceniać od razu, że dzieci oglądają tylko głupie i nieodpowiednie rzeczy. Jak będziemy wszystko krytykować, syn czy córka nie powie nam potem, że coś go czy ją zaniepokoiło. Uzna, że to bez sensu, bo i tak zawsze jesteśmy na „nie”. Podam przykład, przyszła do mnie kiedyś pani z 15-letnim synem, by mu pomóc. Najpierw porozmawialiśmy wspólnie, potem zostałem z nim sam, by kontynuować rozmowę. Na koniec zaprosiłem mamę do gabinetu i powiedziałem jej, co udało mi ustalić, że rozwój syna jest prawidłowy, że wszystkie procesy, także te separacyjne, przebiegają w normie. Spytałam potem mamę, jakich syn ma ulubionych bohaterów i jakiego zespołu lub wykonawcy lubi słuchać. Pani milczała. Powiedziałem jej, że dowiedziałem się tych rzeczy po kilku minutach rozmowy, tylko dlatego, że zadawałem pytanie nieocenne. Mówiłem: „A to ciekawe, a dlaczego?”. Mama natomiast krzyczała tylko: „Za dużo komórki używasz! Co to za głupoty?!”. Dlatego on nie chciał z nią rozmawiać. Dziś rodzice muszą sobie uświadomić, że młodzi będą funkcjonować w tej wirtualnej rzeczywistości i że my tego już nie zatrzymamy.

Jesteśmy z pokolenia imigrantów cyfrowych, więc żeby zrozumieć tubylców cyfrowych, musimy wykonać pewną voltę poznawczą i porozmawiać z dziećmi, bo świat wirtualny dla nich jest bardzo realny. Oni w tym świecie się komunikują ze znajomymi, przeżywają w nim emocje. Oczywiście słownictwo też trzeba dobrać do wieku rozwojowego. Muszę jednak podkreślić tu, że z przykrością obserwuję, że dziś rodzice bardzo małym dzieciom, rocznym czy dwuletnim, serwują tablet zamiast smoczka, by mieć chwilę wolną dla siebie. Niestety to budzi mój jednoznaczny sprzeciw. Jest jeszcze jedna sprawa – jeśli rodzic zauważy, że jego siedmiolatek oglądał sceny ze „Squid Game” i spróbuje z nim na ten temat porozmawiać, nie może liczyć, że taka jednorazowa rozmowa zmieni coś od razu na stałe. To jest dłuższa praca nad budowaniem relacji, po to, by dziecko samo przyszło kiedyś i powiedziało: „Tato, Jacek mi pokazał na swojej komórce taki serial i ja wtedy czułem się źle, jakoś się przestraszyłem”. Ale żeby mogło się to wydarzyć, potrzeba bliskości i zaufania.

Czy jest więc sens zakładanie blokad rodzicielskich na tabletach smartfonach?

– Wszystko zależy od wieku rozwojowego. Nastolatek, jak będzie chciał coś zobaczyć, i tak zobaczy to u kolegi. Natomiast w przypadku młodszych, blokada ma sens, bo oni mogą przypadkiem kliknąć w coś nieodpowiedniego dla ich wieku. Zawsze w przypadku zakładania blokady, tłumaczyłbym, dlaczego to robię. Psychologowie podkreślają, że dziecko, przeglądając internet, może trafić przypadkiem na patostreaming czy pornografię. Pytajmy więc naszych synów i córki, czy wiedzą, co to jest patostreaming? Czy w klasie znajomi to oglądają? I co oni o tym myślą?

Dzieci chcą dziś grać w gry GTA, oglądać seriale dla dorosłych ze względu na znajomych, bo muszą być jak inni i na czasie.



– Pamiętajmy, że ostracyzm społeczny dla młodych nastolatków 11+ jest bardzo trudnym doświadczeniem, a wykluczenie z grupy zawsze boli. W takich sytuacjach warto rozmawiać i tłumaczyć, dlaczego my nie pozwalamy na jakieś konkretne gry czy filmy. Młodszym można zaproponować coś innego atrakcyjnego w zamian i pomóc wymyślić bezpieczną odpowiedź dla znajomych, którzy próbują imponować, że oglądają filmy 16 +. Zabieranie za karę telefonu i odcinanie od internetu dziecka, które obejrzało coś nieadekwatnego dla swojego wieku, moim zdaniem też nie ma sensu. Bo to jest druga strona medalu – taka kara sprawia, że sami uczymy syna czy córkę, jak ulegać przemocy.

Po stronie rodzica jest zatroszczenie się i rozsądna rozmowa, a nie mówienie „nie, bo nie”. Warto też zatrzymać się i zastanowić się, dlaczego dziecko chce grać w tę konkretną grę. Mówmy: „Rozumiem, że moje „nie” sprawia, że czujesz się dziś sfrustrowany. Ale po co ci ten film lub gra? Dlaczego jest taki ważny?”.

Czasem dzieci potrafią nas naprawdę umęczyć, wiercą dziurę w brzuchu, by na coś pozwolić. Mój przyjaciel, gdy syn pyta go po raz enty: „Tato, ale, czemu”, odpowiada: „Bo nie ma dżemu” i dalej już nie dyskutuje. Robi błąd?



– My rodzice jesteśmy tylko ludźmi, nie jesteśmy robotami. Chodzi o to, żeby częściej rozmawiać, niż nie rozmawiać. Nie musimy być idealnymi rodzicami. Dzieci często nas testują, do granic wytrzymałości. Jeśli więc odpowiemy: „Bo nie ma dżemu”, bo potrzebujemy odsapnąć, wróćmy do tej rozmowy następnego dnia. Możemy powiedzieć: „Wczoraj tak ci odpowiedziałem, bo byłem zmęczony, ale chodź, dziś pogadajmy”.


Znam też rodziców, którzy z dziećmi dyskutują bez końca.

– To też jest ekstremum. Jedni stawiają granicę, mówiąc: „Nie, koniec i kropka”, a inni dyskutują bez końca o wszystkim. Pamiętajmy, że w relacji z synem czy córką to my jesteśmy dorosłymi. Jak dziecko stanie na parapecie na czwartym piętrze i będzie się wychylać, to przecież nie będzie pani go przekonywać, by tego nie robiło, tylko złapie za chabety i zestawi go na podłogę. Tu nie ma dyskusji. Tak samo, jak wbiegnie na ulicę, a pani widzi, że nadjeżdża samochód… Zabierze go pani stamtąd, nawet siłą. Ale potem zawsze doradzam rozmowę na ten temat, dlaczego tak, a nie inaczej postąpiliśmy.


Igor Rotberg – psycholog, psychoterapeuta, trener. Wykładowca na studiach podyplomowych z psychotraumatologii. Autor książek naukowych o psychoterapii. Zajmuje się propagowaniem wiedzy z zakresu współczesnej psychologii, przybliżając zjawiska, które są spowodowane rozwojem cywilizacyjnym, technologicznym, zmianami kulturowymi czy społecznymi, takie jak przeciążenie informacyjne, cyfryzacja życia, pracoholizm i wypalenie zawodowe czy medykalizacja życia codziennego.

Igor Rotberg


Związek

„Schudnij, a mój syn przestanie ci dokuczać”. Gwiazda TVN Style Kinga Zawodnik czekała na swoje szczęście 26 lat

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
3 listopada 2021

– Jestem technikiem farmaceutycznym. Kiedyś w jednej z aptek, w której już nie pracuję, zdarzało się, że byłam oddelegowywana przez kierowniczkę do innych zadań. Tłumaczono mi, że inne szczuplejsze dziewczyny lepiej się prezentują w okienku i lepiej sprzedadzą lekarstwa niż ja – mówi Kinga Zawodnik, która od pewnego czasu robi furorę w mediach. Jest gospodynią programów „Dieta czy cud?” i „Pierwszy raz Kingi” w TVN Style, a ostatnio ogłosiła na Instagramie, że sama zamierza walczyć ze zbędnymi kilogramami. Kim jest nowa gwiazda show-biznesu?


Kingo, jak trafiłaś do telewizji?

– Historia, która mnie spotkała, była jak z bajki. Gdyby ktoś mi opowiedział, że coś takiego przytrafiło mu się, chyba powiedziałabym mu: „Niemożliwe, popukaj się w głowę!”. A jednak stało się i to w najtrudniejszym dla mnie prywatnie momencie życia. Do telewizji trafiłam prosto z apteki, w której pracowałam jako technik farmaceuta, bo tam wypatrzyła mnie reżyserka TVN Style. Bez żadnych znajomości! Nawet bez castingu! Po prostu zaproponowała mi poprowadzenie programu „Dieta czy cud”.

Powiem ci, że taką karierę przepowiedział mój świętej pamięci tata, który zawsze powtarzał, kiedy oglądaliśmy razem telewizję: „Kinga, ty jakbyś trafiła do telewizji, to byś tam wszystkich przegadała”. Ja mu odpowiadałam: „Coś ty! To niemożliwe. Żeby tam trafić, trzeba mieć kasę lub znajomości”. Tata zmarł 22 maja, a ja 4 czerwca dostałam tę propozycję. Niecałe dwa tygodnie po jego śmierci, dlatego dziś często powtarzam: „Tata czuwa!”

Jesteś dziś twarzą kampanii „Dotykam=wygrywam”. Dlaczego zdecydowałaś się wziąć w niej udział?

– Od dwóch lat jestem dumną ambasadorką tej kampanii, a zdecydowałam się na nią z powodów prywatnych, ponieważ mój tata zmarł po chorobie nowotworowej. Niestety muszę przyznać, że on nie badał się regularnie. Kiedy zmiana została wykryta, już nic nie dało się zrobić. Dlatego teraz chcę namawiać wszystkich, nie tylko kobiety, by nie bali się badań profilaktycznych. W przypadku mojego taty było za późno, w maju mijają już trzy lata od jego śmierci. Przeszedł wprawdzie chemioterapię, ale od momentu zdiagnozowania choroby żył tylko 2,5 roku.

Dziś mam świadomość tego, że w przypadku ciężkiej choroby, nie tylko nowotworowej, cierpi nie tylko chory, ale cała jego rodzina. W trakcie prób ratowania taty rozmawiałam z profesorami i specjalistami na oddziale onkologicznym i wszyscy mówili jedno, że im szybciej osoba trafi do szpitala, tym szansa nawet na całkowite wyleczenie rośnie. Dlatego chcę dziś mówić głośno, byśmy wszyscy robili sobie badania profilaktyczne.

Jak często ty się badasz?

– Zawsze pod koniec stycznia tuż przed swoimi urodzinami robię pakiet badań. Dość niedawno dowiedziałam się, że mam insulinooporność, bo resztę wyników miałam naprawdę w normie. Przyznam szczerze, że choć wiele osób mówiło mi już dawno, że przy tak dużej otyłości, pewnie mam insulinooporność, liczyłam, że wszystko ze mną jest dobrze, tym bardziej że udało mi się schudnąć 14 kilogramów dzięki diecie i ćwiczeniom. Jednak jak już schudłam, to szybko zaczęłam przebierać na wadze i wtedy zaczęłam zastanawiać się, co się dzieje, bo wcale nie jadałam specjalnie więcej.

Dlatego postanowiłam zrobić badanie, które nazywa się: „krzywa cukrzycowa” i faktycznie okazało się mam wysoki współczynnik HOMA. Teraz lekarz mi przepisał zastrzyki, które przyjmuję raz w tygodniu. Do tego tabletki, które regulują wytwarzanie przez trzustkę insuliny i dzięki temu nie odczuwam już wilczego apetytu, nie czuję się już tak zmęczona i zyskałam więcej energii.

Długo jednak nie mogłam zaakceptować tej diagnozy, a mój opór wynikał ze wstydu i lęku. Obawiałam się, co powie rodzina i zwykli ludzie, którzy oglądają mój Instagram i YouTube.

Bałam się przyznać otwarcie do tak intymnych spraw, dlatego wypierałam diagnozę. W końcu jednak przełamałam się, bo pomyślałam, że jako osoba publiczna, nie powinnam wstydzić się mówić o tym głośno. Dlatego nagrałam odcinek o insulinooporności i wtedy przekonałam się, że wiele osób ma podobne zaburzenia metaboliczne. Odbiór był bardzo pozytywny. Dziewczyny pisały, że dzięki ćwiczeniom, diecie i lekarstwom udało im się schudnąć i że dziś nie mają insulinooporności i nie muszą już brać leków. To bardzo zagrzewało mnie do walki. Rzadko staję na wadze, ale przed naszym wywiadem zrobiłam to i okazało się, że z tych 6 kilogramów, co przytyłam, już 3 kilogramy straciłam. Dlatego nie poddaję się.

POLECAMY: 6 bolesnych błędów, które popełniają osoby z insulinoopornością [można ich uniknąć]

Co pomaga ci zachować optymizm?

– Ćwiczenia na siłowni! Na początku szłam do CityFit trochę z niedowierzaniem, że mogę zaprzyjaźnić się z ćwiczeniami z obciążeniem. Bałam się, jak ludzie będą odbierać mnie w miejscu, gdzie wszyscy są wysportowani i piękni. Bałam się ciekawskich i oceniających spojrzeń, ale okazało się, że ludzie są bardzo przyjaźni. Na początku wiele osób pomagało mi z urządzeniami, trener tłumaczył, jakie podstawowe ćwiczenia mogę wykonywać. Uważam, że warto poprosić o pomoc fachowca, który jest zatrudniony na siłowni i doradza bez dodatkowych opłat, w ramach karnetu.

Nikt mnie nie wyśmiewał i nie dlatego, że jestem osobą publiczną. Na siłowni były inne dziewczyny „większych rozmiarów” i widziałam, że wszyscy traktują jej przyjaźnie. Dziś chcę przełamywać stereotypy, że na siłownię przychodzą tylko wysportowani i szczupli.

Spotyka cię hejt z powodu otyłości?

– Dziś coraz rzadziej. Czasem ludzie piszą coś nieprzyjemnego na Instagramie, ale zawsze z fejkowych kont, nigdy prosto w twarz! Szczerze? Nie bardzo się tym przejmuję. Wiele osób uważa, że osoba otyła sama sobie jest winna. Owszem, tak może być, ale to jest tylko część prawdy. Przyznaję, że sama jadłam kiedyś dużo śmieciowego jedzenia: ciasteczka, bułeczki, kebab. Tak, to prawda, nie będę oszukiwać. Jest też druga strona medalu, bo dziś dużo pracy wkładam w to, by schudnąć. Walczę, a nie każdy to widzi i nie każdy bierze pod uwagę, że zmagam się zaburzeniami metabolicznymi. Zmieniłam swoją dietę, jem więcej warzyw i unikam fast foodów.

Natomiast kiedy byłam dzieciakiem, spotkało mnie dużo przykrości, zwłaszcza ze strony rówieśników. Wychowywałam się na wsi, a tam nie za bardzo zwracano uwagę dzieciom, że nie wolno śmiać się z otyłych. Pamiętam, że podczas jednej z interwencji mama jednego chłopca powiedziała do mnie wprost przy wszystkich: „Schudnij, to mój syn przestanie ci dokuczać”.

Czułam wtedy, że było na takie zachowanie przyzwolenie społeczne. Moja sytuacja zmieniła się dopiero w gimnazjum, gdzie mieliśmy świadome grono pedagogiczne i nie pozwalano już na obrażanie mnie. Dostałam duże wsparcie i pomoc.

Czy jako dorosła kobieta spotkałaś się w pracy z nieprzyjemnościami lub dyskryminacją?

– Jestem technikiem farmaceutycznym. Kiedyś w jednej z aptek, w której już nie pracuję, zdarzało się, że byłam oddelegowywana przez kierowniczkę do innych zadań. Tłumaczono mi, że inne szczuplejsze dziewczyny lepiej się prezentują w okienku i lepiej sprzedadzą lekarstwa niż ja. Natomiast od klientów rzadko spotykałam się ze złośliwymi komentarzami. Sporadycznie, gdy nie było na stanie jakiegoś leku, zdarzało się, że w moim kierunku poleciała wiązanka, zahaczająca o mój wygląd. Mam świadomość, że ludzie robili to, by wyładować swoje frustracje.

Kinga, a gdzie znajdujesz ubrania na swój rozmiar?

Nie ma ich! Napisz koniecznie apel do producentów, by było jak najwięcej dużych rozmiarów w sklepach. Nie wstydzę się, że na co dzień chodzę w dresach, ponieważ są wygodne i najłatwiej dostępne. Niestety nie mam zarąbistej garderoby. Jeśli już znajdę sukienkę, w której dobrze wyglądam, to często zakładam ją na kilka ważnych wyjść, pokazuję się w tej samej kreacji kilka razy na ściankach. Niestety sklepy, które mają w swojej ofercie ubrania „plus size”, oferują raczej niemodne babcine kroje. Dlatego korzystam z zakupów internetowych, ale wtedy cena jest też wyższa. Fajnym rozwiązaniem jest szycie na miarę. Jedna z projektantek Marta Banaszek uszyła mi niedawno po prostu idealną suknię wieczorową. Prowadziłam w niej gale i byłam w niej na czerwonym dywanie.

Czy ty jesteś dziś szczęśliwa i spełniona?

– Tak! Pochodzę z małej wioski i z niezamożnej rodziny. Moi rodzice mieli gospodarstwo rolnicze, którym teraz opiekuje się już mój brat. Nigdy nie wywyższaliśmy się, nic takiego nadzwyczajnego też w naszym życiu się nie działo. Teraz odnoszę sukcesy dzięki swojej ciężkiej pracy i to właśnie jest najfajniejsze w przygodzie z telewizją.

Chcę o sobie opowiadać, by dodawać otuchy i nadziei innym. Mnie nie zależy na sławie i rozpoznawalności, po prostu czuję, że mam misję do spełnienia. Chcę pokazać osobom, które boją się marzyć lub nie wierzą w siebie, że warto mieć marzenia i że one się spełniają. Zawsze zastanawiałam się, kiedy wreszcie poczuję spełnienie i w końcu stało się.

Pomimo trudności życiowych, jakich doznawałam, bo cały czas miałam pod górkę, czekałam na swoje szczęście 26 lat. Dziś mogę realizować wiele swoich marzeń. Czy jest jeszcze coś, czego nie mam, a bardzo bym chciała? Pewnie! Do pełni brakuje mi tego, o czym marzy też moja mama. Ona zawsze powtarza, że będę świetną mamą. Chciałabym. Marzy mi się piątka małych szkrabów: trzech chłopców i dwie dziewczynki. Dlatego teraz walczę o swoje zdrowie.

 

Na koniec chcę cię poprosić, byś powiedziała kilka słów wsparcia dla dziewczyn, które podobnie jak ty, nie raz już próbowały schudnąć. Co robić, by się nie poddawać?

– Nie lubię słowa dieta, bo ono kojarzy mi się restrykcyjnym odmawianiem sobie wszystkiego. Dla mnie odchudzanie to wprowadzanie zdrowych nawyków żywieniowych na całe życie. Warto zacząć od małych i prostych rzeczy, z którymi czujecie się dobrze. Nie wszystko na raz, bo nie dacie rady! Nawet, będąc na diecie, możecie sobie pozwolić na drobne porcje przyjemności, typu pizza czy czekolada.

Chciałabym powiedzieć wszystkim dziewczynom i chłopakom, żeby walczyli o sobie. Wyznaczajcie sobie realne cele i małymi krokami podążajcie do nich. Nie przejmujcie się hejtem. Zaczynajcie dzień z uśmiechem na twarzy. Ja wierzę, że to się da zrobić.


Zobacz także

"Dotarło do mnie, że z własnej głupoty za chwilę zostanę sam. A przecież tak bardzo ją kocham". Miłości nie da się wysłać do korekty

Bombardowanie miłością to nie miłość, to tajna broń narcyza

Przemoc werbalna doświadczona w dzieciństwie

Jest minimum 20 sygnałów, które mówią wprost: „Kobieto, daj sobie spokój, odejdź, znajdź swoje szczęście, bo przy tym facecie na pewno go nie ma”

O czym faceci myślą w trakcie seksu? Warto wiedzieć…