Go to content

„Naprawdę nie wiesz, gdzie znika twój mąż czy tylko udajesz głupią?” List do zdradzanej żony

Fot. iStock/knape

Tak, to ja jestem „Andrzejem”, który czasami do niego dzwoni. Tak mnie zapisał w telefonie, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Bawi mnie to za każdym razem, gdy o tym pomyślę. Wyobrażam sobie, jak wyglądasz, w co jesteś ubrana i co właśnie robisz, gdy na stole w waszej kuchni zaczyna dzwonić jego telefon. Zapewne bierzesz go do ręki, sprawdzasz, kto dzwoni i krzyczysz przez cały dom „Kochanieeeee, Andrzej dzwoni. Podać ci?”. Znacie się już tyle lat, wiele razem przeszliście. Nie masz dwudziestu lat, żeby we wszystkim dopatrywać się zdrady. Masz pewność. I ta pewność wkrótce się zgubi. 

Nie znasz mnie, nie wiesz jak wyglądam. Ja natomiast wiem o tobie dużo. Za każdym razem, gdy płaci w sklepie lub restauracji, widzę twoje zdjęcie w jego portfelu. Znasz też wasze dzieciaki, są na tapecie w telefonie. Poza tym on często coś opowiada. Przypadkiem, mimochodem. Macie za sobą wiele lat, nic dziwnego, że często wspomina coś, gdy rozmowa między nami schodzi na temat świąt czy wakacji. Takie wzmianki typu „A moja żona nigdy by się nie zgodziła, ona tego nie lubi” czy „Tak, też tam byliśmy dwa lata temu”. Ty jesteś więc obecna w moim życiu i ja się na to godzę. Ty natomiast nie wiesz o moim istnieniu i nie musisz zaprzątać sobie tym głowy.

Wiem, że posiadanie rodziny jest dla ciebie bardzo ważne. Czasem zastanawiam się, czy naprawdę nie wiesz, gdzie znika twój mąż czy tylko udajesz głupią, żeby nie stracić tego, co masz. Trzeba mieć jaja, żeby zmierzyć się z rzeczywistością. Żeby uderzyć pięścią w stół, wskazać drzwi i powiedzieć – wypier****j.

Ale spokojnie, on też nie ma jaj.

Gdyby je miał, uczciwie by się z tobą pożegnał i poszukał kogoś, kto spełni wszystkie jego potrzeby. On woli wygodną pozycję, więc znalazł sobie kochankę.

Macie dużo szczęścia, że padło na mnie. Oboje. Dosłownie.

Większości kobiet wydaje się, że bycie kochanką jest upokarzające. Że wszystkie czekamy, aż on odejdzie od żony i zwiąże się z nami. Kombinujemy, jak tu go tylko usidlić i zatrzymać przy sobie. Że stawiamy żądania i straszymy, że żona o wszystkim się dowie. Nie zawsze tak to wygląda.

No bo spójrz na to z tej strony. Facet, który zostawia w domu swoją szczęśliwą rodzinę, żeby sobie por*chać, jest zwykłym dupkiem. Po co miałabym chcieć związać się z kimś takim? Skoro ma czelność okłamywać i zdradzać ciebie, jaką mam gwarancję, że mi nie zrobi tego samego? Co go powstrzyma? Wyrzuty sumienia? Godność? Błagam cię.

A może miłość? Miłość dziś jest, a jutro jej nie ma. Są natomiast potrzeby i to one muszą być realizowane. Ty chcesz mieć pełną rodzinę i masz ją. On chce mieć odskocznię i fajny seks, więc po to sięga.

Macie szczęście, że i ja chcę tylko seksu i dobrej zabawy. Inaczej mogłabym rozwalić wam tę rodzinną sielankę. A tak i ja i on spędzimy kilka miłych chwil i każde pójdzie w swoją stronę. Ja najprawdopodobniej będę chciała się ustatkować i poszukam sobie odpowiedniego faceta. A on? On znajdzie sobie kolejną „mnie”. Bo musisz wiedzieć, że kto raz zdradził, zdradzi ponownie.

I właśnie dlatego bardzo ci współczuję. Nie oznacza to zaraz, że mam wyrzuty sumienia. Niczego ci nie chcę zabierać. Jeśli już chciałabyś mieć do kogoś pretensje, miej je do niego. Nigdy nie wywracam oczami, gdy dzwonisz do niego, jak leżymy w łóżku, znam swoje miejsce w szeregu. Mówi się, że bycie kochanką to jak sprzątanie kibla. Tak, jeśli rozpaczliwie czekasz na odwrócenie ról. Jeśli nie, możesz świetnie się bawić. I ja właśnie tak do tego podchodzę.

Lekko.

I lubię śmiać się z jego strachu. Możesz prześledzić wiadomości od Andrzeja. Tylko idiotka napisałaby „Tęsknie za Tobą, jestem mokra”. Ja wiem, że jestem Andrzejem, kumplem z pracy, więc piszę „Dzięki za pomoc. Anka była naprawdę zadowolona z niespodzianki. Sam bym nie dał rady”. Lubię te nasze dwuznaczności. I te jego odpowiedzi „Cieszę się, cała przyjemność po mojej stronie”. Te kropelki potu, które zbierają mu się na czole, gdy słyszysz „Andrzej dzwoni, podać ci?”. Wtedy lubię go podkręcić i słuchać jak się miota. Tak, tak, pamiętam, będę, nie ma problemu. Nie, Kaśka nie będzie zła.

Bardzo pomocny ten twój mąż, prawda? I taki zapracowany, obowiązkowy. Po godzinach zostaje, żeby ze wszystkim się wyrobić na czas. Nic dziwnego, że tak go wszyscy chwalą, cenią i proszą o pomoc.

Kasiu (bo chyba możemy mówić sobie na „ty”? W końcu coś nas łączy), życzę ci siły. Potrzebujesz jej, niezależnie od tego, co postanowisz. Czy walniesz pięścią w stół, czy dalej będziesz zamykać oczy. I życzę ci także, żeby moje następczynie obeszły się z tobą równie łaskawie.

Będzie ich jeszcze sporo. Zobaczysz.