Związek

Na czym opiera się dobry związek? Na sześciu prostych zasadach

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 września 2016
Fot. iStock/Squaredpixels
 

Jak to na sześciu? Przecież związek to ciągła praca, to dbałość o intymność, o bliskość. Gdyby to było takie proste, to wszyscy żyliby w szczęśliwych związkach, nikt by nie słyszał o rozwodach i rozpaczliwych rozstaniach.

Czy życie z drugim człowiekiem naprawdę musi być nieustanną harówką tylko po to, by na koniec móc się uśmiechnąć do siebie i powiedzieć: „Ufff nam się udało”. Jasne, że być nie musi. I że tak naprawdę relacja z człowiekiem, którego kochamy nie musi być jakoś strasznie skomplikowana i naszpikowana nieustającymi powodami do awantur i kłótni. Wcale nie. Gdyby tak zacząć od wprowadzenia w nasz związek sześciu prostych zasad, może to dałoby szansę na to, by każde z nas poczuło się szczęśliwe, kochane i kochające.

Szczęśliwy związek opiera się na:

Pełnym zaufaniu

Nie da się zbudować związku bez zaufania. Niemożliwe jest bycie szczęśliwym z kimś, kogo nieustannie podejrzewamy o zdradę, kłamstwo, brak szczerości. I odwrotnie, nikt nie będzie z nami szczęśliwy, jeśli my będziemy nieuczciwi wobec niego. Kiedy dostajemy w związku sygnały, że jesteśmy okłamywani, że nie o wszystkim, co ważne i istotne dla nas dwojga wiemy, to uwierzcie – nie ma szans, żeby taki związek przetrwał na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie. Zaufanie to jeden z najważniejszych składników fundamentu szczęśliwego związku i szczęśliwych w nim ludzi.

Braku agresji

I nie chodzi tu o przemoc fizyczną, tylko o kontrolowanie wybuchów gniewu. Oskarżania się i upokarzania. Jeśli kochasz, to także szanujesz tę swoją połówkę. Nie chcesz zranić jej uczuć, a i obrazić. A kiedy już dochodzi do kłótni, ostrej wymiany zdań między wami, to jednak tylko po to, by znaleźć rozwiązanie problemu, a nie obrzucać się pretensjami, wypominaniem i żalami. Kłótnia to szukanie rozwiązania, a nie wzajemne obrażanie się i poniżanie.

Rozmowie

Banał, prawda? Przecież rozmawiamy, jaka jest pogoda, co kupić na kolację, o której odebrać dzieci i kiedy wrócimy do domu po pracy. Tyle tylko, że nie o takiej rozmowie mówimy. Bolączką związku jest kompletny brak komunikacji, unikanie trudnych rozmów, brak rozmowy o swoich uczuciach, pragnieniach i potrzebach. Dlaczego czujemy się w związku samotni? Bo nie mamy z kim porozmawiać, komu się zwierzyć, powiedzieć o swoich wątpliwościach i otrzymać wsparcia. Ludzie w szczęśliwych związkach ze sobą rozmawiają i to nie tylko o miłych rzeczach.

Szacunku

Przecież znacie się jak łyse konie, każde z was wie o słabych punktach drugiego. Doskonale wiecie, jak zranić, jak się zachować, by zabolało. Wiecie, co powiedzieć, żeby dopiec maksymalnie. Tylko po co? Ta wiedza o drugiej osobie powinna służyć tylko temu, żeby nigdy jej nie użyć. Jeśli kochasz – nie ranisz celowo, z premedytacją, w zaplanowany sposób. A jeśli już zranisz w przypływie złości, w afekcie, to szybko się reflektujesz. Naprawiasz to, co zostało zepsute, a w sytuacjach konfliktowych szukacie oboje rozwiązania.

Braku manipulacji seksem

Często traktujemy seks jak broń, żeby ukarać, żeby pokazać, kto ma większą władzę w związku. Seks bywa kartą przetargową, kiedy chcemy coś wymusić na partnerze, czy osiągnąć. Jeśli myślisz: „dobra dla świętego spokoju się zgodzę”, to nie jest normalne. Szczęśliwe pary mają swój wspólny seksualny rytm, nikt na nikim seksu nie wymusza, szanuje decyzje, nie chce, by seks w związku był jedynie narzędziem dla własnych korzyści.

Bliskości

Kiedy jesteście w szczęśliwym związku żadne z was nie pozwoli na emocjonalne oddalenie się drugiej osoby. W takim związku pracuje się nad bliskością, szuka się jej. Tu nikt nie zamyka się co wieczór w osobnych pokojach, żeby zająć się własnymi sprawami. Szuka się pretekstu do intymności, do bliskości. A kiedy jedno z was czuje, że się oddala – zaczynacie o tym rozmawiać, nim jest za późno.

Piszę i myślę sobie – no przecież proste. No proste i banalne. Tylko dlaczego tak trudno nam to wprowadzić w życie? Może czas najwyższy spróbować?


Związek

Biznes-matki. One już wiedzą, że biznes z potrzeby serca ma wielkie szanse na sukces

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
2 września 2016
Fot. iStock / svetikd
 

Pewnie pamiętasz, jak w czasie poprzedzającym pojawienie się dzieci na świecie wyglądało twoje zawodowe życie. W pracy myślałaś tylko o pracy, po pracy też być może bez większego marudzenia brałaś nadgodziny, albo dorabiałaś w innym miejscu. 

Nie doszukiwałaś się specjalnie negatywów, żadne szczególne obowiązki nie ściągały cię do domu wcześniej, a pieniądze na koncie wynagradzały brak czasu dla siebie. Wolna kobieta to szczęśliwa kobieta, która dysponuje swoim życiem tak, jak chce. A co się dzieje, gdy na świat przychodzi dziecko, a po nim często i kolejne?

Macierzyństwo uskrzydla, ale praca potrafi uziemić młodą mamę

Zaczynają się schody, bo czujesz, że to dziecko, a nie praca, stało się centrum twojego istnienia. Urlop macierzyński daje ci okazję do rozmyślania, komu powierzysz dziecko, gdy ty będziesz w pracy, jak poukładasz swoje obowiązki, by spędzać poza domem jak najmniej czasu. Nie masz ochoty marnować życia na dojazdy, nie marzysz o nadgodzinach, wolisz zrezygnować z nadmiernych wydatków, niż dorabiać poza domem na drugim etacie. To zupełnie naturalne i zrozumiałe. Gdy dotychczasowa praca staje się mało komfortowa, rozglądasz się za inną perspektywą, która pozwoli ci rozwinąć skrzydła przy twoim dziecku. Szukasz pracy etatowej, mniej absorbującej od wcześniejszych zajęć, ale z tym może nie być tak łatwo. Pragnienia matek nie zawsze idą w tym samym kierunku, co pragnienia pracodawców. Gdy szczęśliwe rozwiązanie bezbolesnego łączenia pracy i macierzyństwa rozmywa się na horyzoncie, zastanawiasz się nad innym planem… A może by tak, zamiast szukać pomysłu na siebie w korporacji, poszukałabyś go we własnej głowie?

Wszystko jest w twoim zasięgu, jeśli tylko wiesz, czego pragniesz

Jeśli w twojej głowie tłucze się z pozoru szalony pomysł, by zrobić coś swojego, mieć pieniądze z realizacji własnego konceptu, zaryzykuj. Pamiętasz to powiedzenie, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana? Ty nie musisz sięgać od razu po alkohol z bąbelkami, bo pierwszy sukces możesz uczcić nawet szklanką soku owocowego! Rozejrzyj się, jest wiele matek, które były w twojej sytuacji, a teraz są kobietami, które prowadzą własne biznesy — czasem w skali mikro, inne w skali makro, ale wszystkie przekonane o tym, że to, co wzięły na swoje barki, warto dźwigać.

Biznes z potrzeby serca ma szansę na sukces 

Fot. Materiały prasowe / Karolina Jędrasiak

Fot. Materiały prasowe / Karolina Jędrasiak

Kobiety chcą się rozwijać, a bycie matką nie powinno gasić tych ambicji. Przecież każda z nas może osiągać sukces jako matka i pracownik jednocześnie, szczególnie gdy chce pracować dla siebie i na siebie, a nie dla innych okradając się po trosze z życia rodzinnego. Jeśli zdecydujesz się na ten krok, pamiętaj, że gra jest warta świeczki, bo chodzi o rozwój osobisty, naukę nowych rzeczy oraz firmowanie własnym nazwiskiem produktu lub usługi. A wszystko to będziesz zawdzięczać głównie sobie. Oczywiście, taka praca to nie same przyjemności, ona również będzie wymagała poświęcenia czasu i energii. Jednak tu będziesz pracować na siebie, a nie na kogoś innego, no i w końcu na twoich własnych warunkach. Wystarczy mieć pomysł i chcieć go zrealizować, by odnieść sukces, tak jak miało to miejsce w przypadku Karoliny Jędrasiak, założycielki perspektywicznej firmy o nazwie Miapka Design. To historia, która może i powinna inspirować mamy do realizacji swoich ambicji i pasji.

Miapka Design, czyli droga do realizacji biznesowych marzeń

Skoro wspomniany został konkretny przykład przedsiębiorczej mamy — Karoliny, warto powiedzieć więcej o realizowanym przez nią przedsięwzięciu. Powód wzięcia się za bary z biznesem i rezygnacja z pewnego etatu w firmie był podobny do wielu powstających w głowach mam — chęć realizacji własnych planów, które można śmiało godzić z wychowywaniem dziecka. Tak powstała Miapka Design, czyli urzeczywistniony pomysł na ułatwienie życia samej sobie, ale także innym mamom oraz ich pociechom. Karolina problem poznała na własnej skórze, dlatego koncepcja jest prosta, a jednocześnie genialna —  kurteczka z krokiem, czyli połączenie kurtki dla malucha z body.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Rozwiązanie to narodziło się z potrzeby rozwiązania problemu z ubieraniem dziecka w niewygodny i krępujący ruchy kombinezon zimowy oraz kurtki, która podnosiła się na pleckach podczas jego aktywności. To prawdziwy problem, przed którym staje wiele młodych mam, bo dzieciaczki bywają wybitnymi przeciwnikami żmudnego ubierania w typowo zimowe (ale nie tylko!) ciuchy.

Kurteczka nowej generacji

Kurteczka Miapka Design podoba się rodzicom i dzieciakom, ponieważ nie krępuje ruchów, nie podciąga się, jest przyjemna w dotyku, wykonana z najwyższej jakości tkanin, a krój oversize gwarantuje przyjemne i szybkie ubranie dziecka. To dobry pomysł na skrócenie katorgi podczas wyjścia w chłodne dni, szczególnie gdy dzieją się podczas ubierania dantejskie sceny, okraszone łzami spoconego i zmęczonego całym zamieszaniem malucha. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Krój kurtki został dobrze przemyślany: dłuższy tył chroni plecy, a suwak z boku ma za zadanie chronić wrażliwą skórę dziecka przed przycięciem. Miapkowa kurteczka rośnie razem z dzieckiem — pomaga w tym możliwość odwijania rękawków i regulacja elementu krocznego. Co więcej, koncepcja i użyteczność kurtki został sprawdzony „w boju” na synku właścicielki marki — Karoliny.

Marek dziecięcych jest dużo, ale to Miapka Design pozytywnie się wśród nich wyróżnia. Kurteczka to nie jedyny produkt tej marki. Dostępne są także dobrze pomyślane i skrojone spodnie, czapki, apaszki, koszulki i nie tylko…

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Karolinie Jędrasiak udało się osiągnąć wytyczony cel. Jeśli ty także marzysz o realizacji własnych planów biznesowych i połączeniu ich z wychowywaniem dzieci, po prostu to zrób. Sukces przypisany jest każdej z nas, tylko trzeba znaleźć w sobie odwagę, by wkroczyć na jego ścieżkę. Powodzenia!


Wpis powstał we współpracy z firmą Miapka Design

 


Związek

„To miłość jest lekarstwem. Dla płaczącego faceta, jego serca i duszy także. A ja po prostu chcę być twoim lekiem”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 września 2016
Fot. iStock/PeopleImages

Kochany,

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu myślałam, że zraniona ze związku może wyjść tylko i wyłącznie kobieta. Bo przecież to wy, faceci zawsze nas ranicie. Potem my, biedne kobietki nie potrafimy ogarnąć się przez kolejne kilka dobrych tygodni. Dziś siedząc obok ciebie na niezbyt wygodnej kanapie, zastanawiam się, jak można tak bardzo zranić kogoś, kogo ponoć kochasz. Bo zraniona wcale nie jestem ja, ale ty. Blizny na twoim sercu i umyśle mogą się nigdy nie wyleczyć. Ale wiesz, ja się nie poddam. Za bardzo cię pokochałam. Tak, takiego zranionego, choć na początku wcale nie dawałeś tego po sobie poznać.

Byłeś jak każdy facet, z którym się spotykałam. Pewny siebie, inteligentny, zabawny, pełen chęci na więcej. Dokładnie pamiętam moment, w którym pękła ta skorupa twardziela. Leżeliśmy wtuleni w siebie po zmysłowym, pełnym uczuć seksie. I nagle z głośnika mojej przestarzałej wieży wydobyły się dźwięki „Say you love me”, Jessie Ware. „Bo nie chcę się zakochać, jeśli ty nie chcesz spróbować.” Łzy leciały z twoich burzowych ślepi jedna po drugiej. Chłopaki nie płaczą, ale mężczyźni owszem.

Dopiero wtedy opowiedziałeś mi całą prawdę o swoim poprzednim związku. Kilkanaście lat w kłamstwie. Wstrząsnął mną fragment o pracy. Codziennie wysłuchiwałeś, jakim według niej i jej rodziny nieudacznikiem jesteś. Tylko dlatego, że nie zarabiasz tyle co ona, a najlepiej jeszcze więcej. A przecież kochasz swoją robotę! I jesteś w niej doskonały. Zabawne, poznaliśmy się właśnie dzięki twojej pracy. Może to jakiś znak, może ja mogę być twoim lekiem?

Kiedy się w tobie zakochiwałam, nie myślałam o trudnej przeszłości, którą każde z nas miało. Byłeś po prostu ty. Opiekuńczy, troskliwy, przystojny, inteligentny… Było jednak coś, co nie pasowało mi do tego obrazka szczęśliwego faceta. Czasem, gdy byliśmy razem, mocniej chwytałeś mnie za rękę, a myślami byłeś zupełnie gdzie indziej. Miałam nadzieję, że myślisz wtedy o mnie. Myślałeś, ale o tym czy nie zranisz mnie swoją przeszłością. Mnie jednak ciągle najbardziej ranią twoje słowa, że szkoda mnie na ciebie, że z kimś innym byłabym szczęśliwsza. Może i nie musiałabym leczyć serca i duszy, ale wiesz… To właśnie przy tobie poczułam, że jestem bezpieczna. Jesteś tym jedynym.

Nie jest idealnie. Ponoć te idealne związki nigdy nie są prawdziwe. Nasz jest, bo kiedy wszystko się wali, potrafimy dać sobie dzień oddechu, a zaraz potem wpaść sobie z płaczem w ramiona. Po pierwszej kłótni wyznałeś, że byłeś przygotowany na przekleństwa, tydzień obrazy majestatu i wyzywanie cię od najgorszych. Wiesz, czasem słuchając o twojej poprzedniej kobiecie zastanawiam się, czy aby na pewno tak traktuje się kogoś, kogo kochasz. Wiem, wszystko wynosi się z domu. Jej ojciec był alkoholikiem, a ona nie miała zamiaru się leczyć. Jednak w żadnym momencie nie usprawiedliwia to jej zachowania. Ranienia ciebie. Jakim cudem tak długo byłeś w stanie to znosić?!

Pamiętasz zaskoczenie twoich rodziców, kiedy zadzwoniłeś czy możesz przyjść na niedzielny obiad? Przez kilka lat w ogóle z nimi nie rozmawiałeś. Bo jej rodzina była ważniejsza. Tak jak ona – zawsze ważniejsza od ciebie. Kiedy wyszłam z propozycją wspólnych wakacji, po prostu się uśmiechnąłeś. Nie wiedziałam, o co chodzi. Dopiero po godzinie dostałam SMS-a, że powinnam znaleźć sobie kogoś, kto będzie mnie zabierał na drogie wycieczki, wypady za miasto i wakacje na Bali. Przez kilkanaście lat zapomniałeś, że dla jakieś kobiety wartością nie są pieniądze, ale ty sam. A ja po prostu uwielbiam spędzać z tobą czas. Czas to pieniądz, dla mnie ten z tobą jest największą walutą.

Wiem, że się boisz. Chciałabym powiedzieć, że ja nie. Może strach jest dobrą oznaką? W końcu mamy co stracić, boimy się o to. Wiem, że „ja nigdy bym ci tak nie zrobiła” nic nie da. Ktoś inny już bardzo cię zranił. Nie wierzysz w siebie, czasem nie potrafisz uwierzyć nawet w to, że ktoś naprawdę może cię pokochać. Kiedyś powiedziałeś, że twoja miłość i oznaka słabości zawsze zapowiadało ostrą kłótnię, kolejną dawkę wyrzucania jadu. Wcześniej nie rozumiałam twojego strachu i wycofania. Dziś nie rozumiem kobiety, która powolnie niszczyła tak cudownego faceta. A na końcu miała czelność robić z siebie ofiarę. Bo tak przecież wygodniej.

Żyjemy w dziwnym świecie, w którym to zawsze kobieta jest poszkodowana. A nawet gdy to prawda, nikt nie chce jej pomóc. Wiesz, nie mówiłam ci tego wcześniej… Moją jedyną obawą jest utrata ciebie. Moment, w którym coś przypomni ci o przeszłości, a twoje rany zaczną krwawić na nowo. To nie rozerwie tylko twojego serca, rozerwie także moje. Bo ja, w przeciwieństwie do niej, chcę tylko ciebie. Nawet gdybyśmy mieli mieszkać w szałasie w Bieszczadach i jeść to, co zbierzemy sami w lesie. Pokochałam cię takiego zranionego, ale to nie znaczy, że tylko takiego cię chcę. Bo ja po prostu pragnę twojego szczęścia i zdrowia. Czerp z mojej siły i optymizmu ile wlezie! Bo kocham cię i wiem, że ty czujesz to samo do mnie. A skoro już postanowiłeś mi zaufać – nie mam zamiaru się poddać.

A gdy kolejnym razem z nieba będzie spadała gwiazdka, poproszę o poczucie bezpieczeństwa dla nas obojga. I o wspólną przyszłość, bo razem możemy wszystko. To miłość jest lekarstwem.


Zobacz także

„Mądrości” życiowe mogą zniszczyć niejeden związek. Proszę państwa, w te rzeczy absolutnie nie wierzymy

„Bo to wszystko przez tę miłość, proszę pani. Wszystko przez nią”

Rozwód vs. separacja – co wybrać i czym się różnią?