Psychologia Związek

Czy można kochać kogoś, ale stracić zainteresowanie nim? Można

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
7 kwietnia 2018
Fot. iStock/SIphotography
Następny

Gdyby ktoś teraz zapytał cię, czy go kochasz, miałabyś problem z odpowiedzią. Niby tak, niby kochasz, ale… Coraz częściej cię denerwuje, coraz częściej patrzysz na niego ze zdziwieniem, a w twojej głowie pojawia się jedna myśl: „Boże, co ja w nim widziałam?”. Kiedyś nie mogliście się od siebie odkleić, a teraz… no po prostu tworzycie parę. Dawna euforia gdzieś uleciała. Czy to oznacza, że miłość się skończyła? Niekoniecznie. Długoletnie związki mają to do siebie, że ewoluują. Na początku jest szaleństwo, motyle w brzuchu, różowe okulary, pasja. Wszystko chcecie robić razem, jesteście pełni nadziei, macie plany na przyszłość. Potem, z biegiem lat wszystko się zmienia. Pojawia się szara codzienność, rutyna, problemy. Wy się zmieniacie – dojrzewacie, nabieracie doświadczenia. Zmieniają się wasze poglądy, plany, cele, wyobrażenia o związku o oczekiwania wobec siebie.

Utrata zainteresowania partnerem pojawia się sama z siebie. Nawet, jeśli bardzo się kochacie. Można o taki związek walczyć, spróbować wyłamać się ze schematu, przerwać błędne koło i na nowo rozpalić ogień. Ale można też się rozstać (i często później żałować), poszukać kogoś, kto bardziej by do nas pasował na tym etapie życia. Tu wszystko zależy od was.

Trzeba jednak mieć świadomość, że utrata zainteresowania pojawia się nawet wtedy, gdy bardzo kogoś kochamy. Znudzenie przewija się we wszystkich aspektach wspólnego życia. Oto niektóre znaki, na które powinnaś zwrócić uwagę:

Nie ekscytujesz się jego obecnością

To uczucie poddenerwowania, motyle w brzuchu, ucisk w żołądku są charakterystyczne dla pierwszych etapów związku. Na myśl o spotkaniu czy seksie czujesz wówczas podniecenie. Potem to wszystko gdzieś znika. Nadal może być fajnie, ale to już nie jest ta sama ekscytacja. Co możesz zrobić? Zastanów się, co się stało. Czy zmiana twojego nastawienia pojawiła się nagle, czy też słabła powoli. Pomyśl, co pomogłoby na nowo was do siebie zbliżyć.

Traktujesz go jak przyjaciela

Wiesz, że jest kompanem do tańca i do różańca i bardzo go za to cenisz. Zauważyłaś jednak, że przestało być między wami gorąco. Mówiąc jednym słowem – nie ma chemii. Nie flirtujecie, nie dotykacie się, nie całujecie. Może i zdarza się, ale to raczej powinność, niż efekt silnego podniecenia. Istnieją pary, które nie potrzebują namiętności. Jeśli jednak zauważyłaś, że twój popęd wcale nie osłabł, ale jest ukierunkowany w inną stronę, czas się zastanowić dokąd zmierza wasz związek.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Psychologia Związek

Dlaczego trak trudno uwierzyć, że w związku dochodzi do przemocy. Zazwyczaj nie wierzymy ofierze

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 kwietnia 2018
Fot. iStock/martin-dm
 

Odkrywając, całkiem przypadkowo, że na pozór idealna para, którą znamy od lat boryka się z problemem agresji i przemocy, zazwyczaj przeżywamy szok. Bo stereotypowy obraz w naszej głowie podpowiada nam, że to „powinno” wyglądać inaczej. Że przemocowy on czy ona powinni być już na pierwszy rzut oka odpychający, że powinno „być widać”. A to wszystko nie tak…

Ci, którzy są stroną agresywną w związku zazwyczaj mają pewien plan. Pociągają ich ci, którymi łatwo można manipulować, których będą mogli kontrolować. Ci, którzy są w relacji ofiarami normalizują emocjonalne i słowne nadużycia ze strony partnera, często nie identyfikując ich z przemocą. Obopólna zmowa milczenia trwa, nikt z zewnątrz nie ma możliwości zorientować się, że jedna ze stron cierpi. Kiedy dochodzi do tragedii, czy też przełomu, nie dajemy wiary ofierze – żądamy dowodów.

Jako obserwatorzy koncentrujemy się bardziej na skutkach przemocy fizycznej, bo ją jest łatwiej zauważyć. Poza tym, zakładamy, że jeśli w związku dzieje się źle, logicznie jest się po prostu rozstać.

Tymczasem on/ona tego nie robią – nie odchodzą od oprawcy. Psycholodzy wyróżniają kilka motywów takiego zachowania:

  • Samooszukiwanie i zniekształcenie: obejmuje ono racjonalizację nadużyć, postrzeganie ich jako czegoś zasłużonego i minimalizowanie znaczenia własnego cierpienia
  • Brak poczucia własnej wartości : wierzymy, że nie jesteśmy godni innego traktowania
  • Strach : Wiara, że ​​odejście może doprowadzić do „czegoś gorszego”, w tym krzywdę lub śmierć dla siebie, dzieci i innych bliskich
  • Konieczność uratowania partnera: wielu zostaje, ponieważ uważają, że mogą zmienić lub uratować sprawcę, a zatem mogą utrzymać rodzinę w stanie „nienaruszonym”.
  • Uratowanie dzieci: Wiele kobiet uważa, że zostając i przyjmując ciosy na siebie oszczędzają dzieci
  • Oczekiwania rodziny (od wiary w świętość małżeństwa po konieczność dostosowania go do zniekształconych oczekiwań wynikających z doświadczeń z dzieciństwa)
  • Finanse: Brak pieniędzy ma istotny wpływ na nasze życiowe wybory.
  • Izolacja i brak wsparcia społecznego.

Te motywy jasno pokazują, że decyzja o odejściu – jakkolwiek oczywista dla osób osądzających – jest znacznie bardziej skomplikowana dla kogoś, kto funkcjonuje w takim związku.


Na podstawie: psychologytoday.com


Psychologia Związek

Zaburzenia osobowości typu borderline. Możesz nie wiedzieć, że ktoś bliski ma problem

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 kwietnia 2018
Fot. iStock/KatarzynaBialasiewicz
Następny

Zazwyczaj ludzie mówili, że „ciągle ma PMS” albo żartowali, że „żyje na krawędzi”. I choć znamy się od lat i dostrzegałam pewne zachowania Aśki, zawsze zwalałam to na karb charakteru. Wiedziałam, że jest emocjonalna, wybuchowa, ale bardzo empatyczna i wrażliwa. Taki „chodzący wulkan”. Czasem niepewna siebie, czasem stająca w pierwszym rzędzie na barykadach. Zawsze się dogadywałyśmy, uzupełniałyśmy. Do tej pory nie widziałam powodu do zmartwień.

Do czasu aż ja sama wpakowałam się w związek, z którego nie mogłam się wygrzebać. Pomogła mi wówczas rozmowa z zaprzyjaźnioną psychoterapeutką. Otworzyła mi oczy nie tylko na samą siebie i swoje wnętrze, ale też na otoczenie. Wtedy spojrzałam na Aśkę inaczej. Nie bawiłam się w psychoterapeutę czy coacha, ale starałam się więcej z nią rozmawiać o emocjach. O tym, jak reaguje czy jak zachowuje się w pewnych sytuacjach i dlaczego do jasnej cholery znów wpakowała się w związek bez szans. Z facetem, przy którym ona chciała czuć się bardziej kobieco i bezpiecznie. A który miał dość jej „stabilnej niestabilności” i odszedł. Jak wszyscy przed nim.

Trafiłam w tym samym czasie na jakiś magazyn, w którym przedstawiono dane dotyczące osób z – nazwijmy go – syndromem „borderline”. Osobowość chwiejna emocjonalnie, bo tak dokładnie nazywa się ta choroba, dotyka prawie 2 proc. Amerykanów. Podejrzewam, że na polskim podwórku statystyki wcale nie są bardziej optymistyczne. Być może nie ma aktualnych badań? To jednak informacja dotyczyła osób zdiagnozowanych. Wg danych przedstawionych przez Narodowy Instytut Zdrowia (USA) borderline dotyczy prawie 10 proc. amerykańskiego społeczeństwa.

Zazwyczaj pod wpływem takich tekstów człowiek zastanawia się, tudzież zaczyna u siebie obserwować opisane zaburzenia. Ja jednak czytając artykuł miałam przed oczami Aśkę. I zapaliła mi się czerwona lampka. Dlaczego?

Brak pewności siebie tak charakterystyczny dla mojej przyjaciółki. Momentami. Wtedy, kiedy nie jest na fali ekscytacji jakimś pomysłem przestaje myśleć i funkcjonować samodzielnie. Staje się jednostką totalnie nieautonomiczną i może dlatego pakuje się w związki z dziwnymi typami. Szukając schronienia i kompletnie podporządkowując się swoim aktualnym facetom. Zmiana trampek na szpilki, potem znów na martensy. Tatuaż, koncerty jazzowe – w zależności od tego, czym akurat aktualny partner się interesuje. A potem zmiana. Plan? Jaki plan. Co najwyżej ten na długi weekend. Praca, mieszkanie, kredyt, zobowiązania – to wszystko jej nie dotyczy. Chyba, że aktualny partner jest stabilnym bankierem. Ale to oczywiście chwilowe.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Pogrywa, szybko wyrzuca zepsute i lubi jak jest… Kim jest wieczny chłopiec?

Chcesz wcielić się w dominę? 5 skutecznych sposobów, by ten seks został mu w pamięci

3 sytuacje, w których powinnaś zakończyć związek, a przynajmniej poważnie zastanowić się nad jego przyszłością