Listy do redakcji Psychologia Związek

Kiedy dowiedziałam się o zdradzie, mój świat się zawalił. A później było jeszcze gorzej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 kwietnia 2021
zdj. Alex Green/ Pexels
 

Nigdy nie sądziłam, że dołączę do tego grona. Że będę jedną z tych zdradzanych kobiet. Chyba żadna tego nie przewiduje. Tym bardziej nie sądziłam, że będę przez długie lata żyła z kimś, kto mnie zdradza w nadziei, że w końcu przestanie.  

Nie przestał, a ja się przyzwyczaiłam. I to było chyba najgorsze, co mogło się stać.  

 

 Najpierw przez długi czas byłam ślepa. Wypierałam ze swojej świadomości fakt, że coś może być nie tak. Udawałam, że nie widzę oczywistych sygnałów. Na wszystko miałam jakieś wyjaśnienie. Człowiek wierzy w to, w co chce wierzyć. Wmawiałam sobie, że on by mnie przecież nigdy nie zdradził. Nie jest ideałem, ale co to, to nie. Przecież zapewniał, że kocha i że nie robi niczego złego. Zaufanie jest podstawą związku. Trzeba ufać drugiej osobie, bo inaczej taka relacja nie ma sensu.  

 

Za późno się zorientowałam 

Mieliśmy wtedy trudny okres. Niebawem miał minąć rok od narodzin naszego dziecka. Ja byłam zmęczona nową rolą matki. A on miał coraz więcej pracy i coraz częściej nie było go w domu. W natłoku obowiązków nawet nie zauważyłam, że mnie unika. Kiedy się zorientowałam było już za późno. Spytałam go wprost, czy kogoś ma, sama w to nie wierząc. Byłam pewna, że zaprzeczy. Ale on potwierdził.  

Nie rozstaliśmy się wtedy, bo nie wyszło mu z tamtą kobietą. Wrócił do mnie, a ja przyjęłam go z otwartymi ramionami. Kochałam go i nie chciałam żyć bez niego. Kochałam go mimo wszystko, tak bezwarunkowo. Teraz wiem, że to był mój błąd. Wtedy sądziłam, że prawdziwa miłość zasługuje na kolejne szanse. Nic już jednak nie było jak przedtem, a ja każdego dnia miałam przed oczami twarz tamtej. Sprawdzałam jej profile w mediach społecznościowych i zastanawiałam się, w czym jest lepsza. Teraz już wiem, po prostu nie była mną. Tylko tyle.  

Mąż mnie przeprosił, przyznał, że popełnił ogromny błąd i przysiągł, że to był pierwszy i ostatni raz. Kłamał. Zdradzał mnie przed tym i zdradzał mnie po tym.  

 

To nie był pierwszy raz 

Jak się dowiedziałam o wcześniejszych zdradach męża? Powiedział mi o tym nasz wspólny znajomy. Nie wiem, dlaczego to zrobił. Nie wiem też, dlaczego dopiero wtedy. Gdyby zdecydował się wcześniej, oszczędziłby mi sporo bólu. I kilka zmarnowanych lat u boku zdrajcy. Ale i tak jestem mu wdzięczna. Później się okazało, że prawie wszyscy wiedzieli. On jeden postanowił stanąć po mojej stronie i mi powiedzieć.  

Oczywiście, że mu wtedy nie uwierzyłam. Ale ziarno niepewności zostało zasiane. Zaczęłam analizować pewne sytuacje i baczniej obserwować męża. Ludzie kłamią, fakty nie. Zrobiłam więc coś, czego nie powinno się robić. Sprawdziłam bilingi telefoniczne. Nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego. Od dawna korzystał z usług prostytutek.  

Kiedy uświadomiłam sobie, że mój mąż mnie regularnie mnie zdradza, poczułam jakbym się rozpadała na maleńkie kawałeczki. To był tak ogromny ból, żal, strach i złość, że nie potrafię tego ubrać w słowa. Jakbym spadała w ciemną otchłań. Zrobiło mi się zimno, zaczęłam się trząść i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. W tamtym momencie czułam się najgorzej na świecie. Nigdy wcześniej nie przeżyłam czegoś takiego. 

 

Nie chciałam, żeby się przyznawał. Chciałam, żeby przestał 

Nie wiem, co było gorsze i trudniejsze do zaakceptowania. Że się zakochał, czy że uprawiał seks za pieniądze.  

Ale pogodziłam się z jednym i z drugim. Kiedyś pijana zapytałam go o panie do towarzystwa. Zaprzeczył i spojrzał na mnie tym swoim najszczerszym spojrzeniem. “Nie, nie zrobiłbym tego. Nie umiałbym” – powiedział.  A ja mu prawie uwierzyłam, chociaż doskonale wiedziałam, jaka jest prawda. Tak bardzo chciałam mu wierzyć.  

 Przez kolejne miesiące sprawdzałam bilingi, przeglądałam mu telefon i cierpiałam w milczeniu. Czasami próbowałam dać mu do zrozumienia, że ja wiem. Nie chciałam, żeby się przyznawał. Chciałam, żeby przestał. A on cały czas twardo obstawiał przy swoim.  

 Teraz widzę, że byłam głupia i czekałam na coś, co się nie zdarzy.  

 

 Czasami się zastanawiam, czy była w tym moja wina. Czy mogłam zrobić coś, żeby temu zapobiec. Może, gdybym była inna i inaczej postępowała, to by się nie stało. Jak to jest, że niektóre kobiety są ciągle zdradzane? Czegoś im brakuje, czy są zbyt dociekliwe i po prostu się dowiadują? A może chodzi o to, że źle dobierają sobie partnerów? 


Listy do redakcji Psychologia Związek

Gdy choroba dziecka dodaje skrzydeł

Redakcja
Redakcja
15 kwietnia 2021
Na zdjęciu Marta i jej mąż Sebastian, arch. Fundacji ISKIERKA
 

Kiedy w rodzinie pojawia się choroba nowotworowa dziecka wszystko zostaje wywrócone do góry nogami. Wraz z nią pojawia się strach, bezsilność, niezrozumienie, a czasem nawet poczucie winy.

Pierwszy szok i co dalej?

Rodzic, który przecież do tej pory funkcjonował nie tylko w roli mamy/taty zazwyczaj porzuca swoje dotychczasowe życie zawodowe, rezygnuje z pasji, przestaje być aktywny w życiu społecznym. Wszystko po to, by opiekować się dzieckiem w trakcie leczenia szpitalnego. Jednak w pewnym momencie, gdy mija pierwszy szok, gdy powoli obecność na oddziale przestaje tak przerażać i jak to mówią, opadnie pierwszy kurz, zaczyna kiełkować w nich potrzeba działania i wydatkowania tej kumulowanej od dłuższego czasu energii, w której przeplatają się wszystkie emocje. Początkowo ta potrzeba może nie jest do końca nazwana, ukierunkowana, ale daje nadzieję, moc i przede wszystkim sprawczość. Bo właśnie o tę moc i poczucie wpływu chodzi tu najbardziej.

Poznajcie historie kilku rodziców, których dzieci leczyły się kiedyś onkologicznie i którzy te doświadczenia przekuli w konstruktywne działanie, odkrywanie i rozwój nowych pasji, czy też podnieśli swoje kompetencje.

Rodzi się nowe

Kiedy w 2003 roku syn Joli Czernickiej-Siweckiej zachorował na ostrą białaczkę szpikową, Jola postanowiła wykorzystać własne zasoby i kompetencje do walki. Z racji, iż zawodowo była trenerem i szkoliła innych, zaczęła w formie zabawy tworzyć specjalny program, bazujący na pozytywnym nastawieniu do choroby i zamianie leczenia w formę zabawy. Oskar, syn Joli, wyobrażał sobie, że jest generałem, który musi mieć jak najwięcej czerwonych krwinek by pokonać chorobę. Gdy wyniki się poprawiały, wybierali się np. na weekendową wycieczkę w góry. Mijały miesiące wypełnione działaniem, rozmowami z lekarzami, innymi rodzicami, wymianą doświadczeń i tak w głowie Joli pojawił się pomysł, aby w ten sposób pomagać także innym. Niedługo potem, bo w 2006 roku powołana została do życia Fundacja ISKIERKA, która wspiera dzieci z chorobą nowotworową i ich rodziców. ISKIERKA łączy też inne historie…

Na zdjęciu Jola, Prezes Fundacji ISKIERKA wraz z podopiecznymi fundacji, arch. Fundacji ISKIERKA.

Sport, fotografia, dietetyka – odnaleźć siebie

Czasem energia idzie w kierunku rzeczy, których wcześniej nie robili, albo które nie wiązały się z takim poziomem profesjonalizmu jaki przybrały później. Bo co może zrobić dorosły człowiek, aby dać ujście napięciom wynikającym ze stresu, złości, lęku? Może na przykład zacząć uprawiać sport, czyli coś co daje mu poczucie wolności i wspólnoty, co nie wymaga rewolucji w życiu, a to bardzo ważne, gdy czasem brak siły by przedzierać się przez całkiem nowe. I tak właśnie potoczyła się historia między innymi Izy, Dagmary, Marty, Marcina i Ryśka – rodziców, którzy w sporcie odnaleźli siebie. Izę z Dagmarą połączyła też przyjaźń, bo wspólnie przemierzone kilometry (teraz już chyba liczone w dziesiątkach tysięcy) dają przestrzeń do bycia razem, wymiany doświadczeń, dzielenia się emocjami.

Nie powiedzielibyście, że Iza, która uśmiecha się do Was ze zdjęcia też sama zmagała się z chorobą nowotworową. To już przeszłość, ale ogromny optymizm i nastawienie do działania są w niej do dzisiaj. Podobną energią dzieli się Marta, teraz już profesjonalna instruktorka nordic walking, która promuje zdrowy styl życia i organizuje charytatywne marsze na rzecz chorych dzieci.

Na zdjęciu w żółtych koszulkach, od lewej, Dagmara, Marcin, Iza i Rysiek, arch. Fundacji ISKIERKA

Ewę Miketę już możecie znać. Pisaliśmy o niej przy okazji działań terapeutycznych, jakie prowadzi na oddziałach onkologii dziecięcej Fundacja ISKIERKA. Ewa w fotografii dostrzegła siebie i swoją siłę. Odnalazła tam swoją wrażliwość. Do dzisiaj wykonuje cykliczne sesje na oddziałach, którymi na stałe opiekuje się ISKIERKA. Jest też autorką dwóch kalendarzy fundacji. Obok tego z powodzeniem prowadzi własną działalność, dając kobietom przestrzeń do poczucia się wyjątkowymi i wydobywając przy pomocy fotografii ich piękno.

Na zdjęciu Ewa (po prawej) w trakcie sesji zdjęciowej na oddziale, arch. Ewy Mikety.

Są też takie historie, że z chorobą dziecka rodzice stają się ekspertami w pewnych dziedzinach, albo poszerzają własną wiedzę, by wspierać dziecko w procesie leczenia i tą wiedzą dzielić się także z innymi. Tak właśnie zadziało się u Kasi Stankow, mamy Agatki, która w trakcie leczenia jak większość onkologicznych dzieci, miała problemy z apetytem. Kasia jest dietetyczką i pasjonuje się zdrowym odżywianiem. Sama doświadczyła jak trudno w warunkach szpitalnych przygotować dla dziecka smaczny, wartościowy, ale przede wszystkim zachęcający do zjedzenia posiłek. Eksperymentowała i wymyślała nowe przepisy. Zaczęła tym zarażać innych rodziców. Potem przyszły warsztaty żywieniowe na oddziale, a wraz z nimi narodziły się aż 3 poradniki z serii „JedzONKO” wydane przez ISKIERKĘ, których autorką jest właśnie Kasia.

Na zdjęciu Kasia w trakcie warsztatów promujących zdrowe odżywianie, arch. Fundacji ISKIERKA

Przykładem dzielenia się specjalistyczną wiedzą jest także to, co robi Ewa Majewska. Ewa jest opiekunem grupy wsparcia dla rodziców dzieci chorych na nowotwory hematologiczne. Teraz została także redaktor naczelną portalu onkorodzice.pl, będącego obszerną i rzetelną bazą wiedzy na temat nowotworów dziecięcych, z której mogą korzystać zarówno rodzice chorujących dzieci, jak i środowisko medyczne. Ma on ułatwić wymianę doświadczeń z innymi rodzicami znajdującymi się w podobnej sytuacji oraz dać wsparcie w wielu obszarach związanych z onkologią dziecięcą. Portal został powołany do życia między innymi z inicjatywy ISKIERKI, by dawać siłę i wsparcie.

Takich osób, jak wymienieni przez nas rodzice, jest zdecydowanie więcej. Łączy ich siła, którą mają w sobie, a która przybiera różne formy. Wszystko z myślą o dziecku, które jest w tym wszystkim najważniejsze, bo rodzic, który sam zadba o siebie, o swój rozwój może dawać wsparcie.

Zachęcamy wszystkich, którzy na co dzień zmagają się z chorobą dziecka, aby nie zapominali o sobie. Skorzystajcie ze wsparcia, mówcie o własnych potrzebach i emocjach, sięgajcie po pomoc.

Fundację ISKIERKA możecie wesprzeć przekazując im swój 1% podatku – KRS: 0000248546.
Więcej o ISKIERCE przeczytacie na ich stronie https://fundacjaiskierka.pl/


Listy do redakcji Psychologia Związek

Sadź, pielęgnuj, grzeb w ziemi – uzdrawiająca moc natury!

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
14 kwietnia 2021
Hortiterapia
Fot. iStock

Przebywanie na łonie natury to doskonały sposób na odzyskanie wewnętrznej równowagi i pozbycie się stresu. Przemieniamy zewnętrzną rzeczywistość i tworzymy wokół siebie piękną przestrzeń. Kontakt z przyrodą działa ożywczo, uspokajająco i regenerująco, dlatego sadźmy, pielęgnujmy i grzebmy w ziemi. Ten artykuł ma uspakajającą moc!

Hortiterapia – wyjątkowa współzależność

Ogród ułatwia wejście w stan fizjologicznego relaksu, a jego uprawianie jest bardzo twórczym rytuałem. Hortiterapia będąca rodzajem terapii ogrodniczej zajmuje się współzależnościami między człowiekiem a ogrodnictwem. Utwierdza nas w przekonaniu, że powinniśmy pielęgnować swoje ciało, dusze i serce. Uzdrawiająca moc natury, która sięga czasów starożytnych, coraz częściej wykorzystywana jest we współczesnej nauce. Jako pierwszy, pozytywny wpływ kontaktu z przyrodą udokumentował w XIX wieku dr Benjamin Rush, sygnatariusz Deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych.

Ogród – część naszej tożsamości

Obcowanie z naturą jest kluczowe w odczuwaniu radości. Zaangażowanie w pracę w ogrodzie – przygotowywanie podłoża, sadzenie, sianie, podlewanie czy nawożenie roślin sprawia, że staje się on częścią naszej tożsamości. Pielęgnowanie i grzebanie w ziemi uzdrawia ciało i duszę. Już samo przebywanie w ogrodzie, dźwięk szumiącego w drzewach wiatru działa kojąco na organizm. Zarówno czynny, jak i bierny kontakt z naturą ma uzdrawiającą moc. Przeprowadzone badania dowodzą, że po kilku minutach przebywania na łonie natury zmniejsza się aktywność współczulnej części autonomicznego układu nerwowego, która odpowiada za reakcje stresowe, a wzrasta aktywność części przywspółczulnej odpowiadającej za stan odprężenia. Matka natura jest naszą opiekunką, która odczuwa i zabiera wszystkie negatywne emocje. Dba i troszczy się o nas, ale musimy jej na to pozwolić. Jednak tak jak my nie możemy żyć bez natury, tak i ogród nie poradzi sobie bez ogrodnika. Ogród jest odzwierciedleniem umysłu człowieka, efektem jego opieki i troski. Pracując z naturą utożsamiamy się z nią, przywiązujemy i zapuszczamy korzenie. Czujemy się przy niej dobrze.

Moc natury

Hortiterapia ma wielokierunkowy wpływ na ludzkie zdrowie. Pełni funkcję rehabilitacyjną i edukacyjną. Przebywanie w ogrodzie pomaga w walce z samotnością, stresem emocjonalnym uzależnieniem od substancji psychoaktywnych. Nasza dusza budzi się do życia i rozkwita jak wiosenny kwiat. Spędzanie czasu na łonie natury zmniejsza stopień odczuwania bólu. Stymulacja sensoryczna w warunkach naturalnych sprawia, że zapominamy o nieprzyjemnych emocjach i odczuciach. Terapia ogrodowa wykorzystywana jest jako naturalny środek przeciwbólowy w przypadku osób cierpiących na przewlekłe choroby.

Praca w ogrodzie daje poczucie kontroli nad własnym życiem, poczucie siły. Rosnące kwiaty, dojrzewające owoce i warzywa udowadniają, że działania przynoszą oczekiwane rezultaty. Wpływa na poczucie własnej wartości, poprawia samoocenę i sprawczość.  

 

fot.istockphoto.com

Wpływ dobrodziejstw przyrody na zdrowie

Interakcja z roślinami poprawia samopoczucie niezależnie od tego czy pielęgnujemy ogród, czy wsłuchujemy się w otaczającą nas przyrodę. Dbanie o ogród to jedna z najprostszych form samouzdrawiania. Uciekają niespokojne myśli, przemija lęk i strach, co sprawia, że czujemy się bezpiecznie, otwieramy swoją duszę i serce. Badania dowodzą, że przebywanie wśród zieleni ma korzystny wpływ na ciśnienie krwi, tętno i poziom hormonów stresu. Obcowanie z naturą bardzo nam służy, a dodatkowo wydłuża życie. Korzystanie z dobrodziejstw przyrody poprawia nastój, odpręża i wspomaga powrót do zdrowia. Hortiterapia pomaga w nauce nowych umiejętności lub odzyskaniu utraconych. Z tego względu stosowana jest u osób po udarze, które zostały częściowo sparaliżowane, u chorych na Alzhaimera czy tych z demencją starczą. Kolor zielony wycisza, regeneruje i daje nadzieję na lepsze jutro. Kontakt z naturą ma pozytywny wpływ na dzieci z autyzmem i porażeniem mózgowym.

Hortiterapia wykorzystywana jest w resocjalizacji więźniów i terapii uzależnień. Dbanie o ogród, sadzenie, przycinanie, grzebanie w ziemi wzmacnia mięśnie, poprawia koordynację, równowagę i wytrzymałość. Uzdrawiająca moc natury jest nie do przecenienia na wielu płaszczyznach naszego życia, dlatego sadźmy, pielęgnujmy i patrzmy na efekty.

A gdy nie mamy ogrodu…

Nie mając dostępu do ogrodu warto poszukać innych, równie wartościowych rozwiązań. Spacerujmy po lesie, parku, przytulajmy się do drzew, a zwłaszcza brzozy, której sok posiada właściwości oczyszczające i przeciwbólowe. Obejmowanie brzozy poprawia nastrój, łagodzi stres, a także przyspiesza gojenie ran i pobudza do pracy metabolizm. Spacerując możemy obserwować cykliczności występujące w przyrodzie, zwłaszcza że nasz organizm rządzi się podobnymi prawami. Ciekawą alternatywą są ogrody w szkle, zwane także ogrodami w słoiku. Gotowe aranżacje lasu czy ogrodu w słoiku można kupić lub wykonać samodzielnie. Warto wybierać te, w których rośliny żyją zgodnie z cyklami przyrody.

fot.istockphoto.com


Zobacz także

Bardzo chciałbym… Marzę o… Wiele bym dał za… Bądź wdzięczny za to, co masz. Niesamowity film, który otwiera oczy

Trudne dojrzewanie – mit czy rzeczywistość?

Przyjaźń czy kochanie? Co on naprawdę do ciebie czuje

Nie umawiaj się emocjonalnie z niedostępnymi chłopcami, chyba że chcesz być samotna… na zawsze