Związek

„Jesteś jak twoja matka!”. Czego nie mówić podczas kłótni. Czasami naprawdę lepiej ugryźć się w język

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 maja 2017
Fot. iStock/stsmhn
 

Wiadomo, że nie ma związków bez kłótni, a jeżeli już ktoś mówi, że się nie kłóci, to ja bardzo przepraszam, dla mnie jest tam jakiś problem z komunikacją. Bo przecież nie sposób nie wyrzucić z siebie negatywnych emocji, nie sposób udawać, że wszystko jest w porządku i nic – kompletnie nic nas nie drażni i nie wkurza. Ja przynajmniej nie znam pary, która od czasu do czasu nie ma ostrej wymiany zdań.

I nie ma co się korygować, kłótnie pozwalają nam lepiej zrozumieć siebie nawzajem, pokazują, na czym nam zależy, co warto by było zmienić, w którą stronę pójść, by związek wszedł na wyższy poziom. Ale bywają też kłótnie, które kompletnie nic nie wnoszą do naszego życia, w których obrzucanie się argumentami niczym nie podpartymi, jest kompletnie bez sensu i wyczerpuje emocjonalnie przynajmniej jedną ze stron, nie prowadząc do konstruktywnych rozwiązań.

A przecież w złości potrafimy wykrzyczeć masę nieprzyjemnych rzeczy. Dlatego może czasami warto ugryźć się w język i dwa razy pomyśleć niż chlapnąć coś, czego będzie się żałowało.

W kłótni nie powinniśmy mówić nigdy tych kilku rzeczy:

Jesteś jak twoja matka/twój ojciec

Oj wiemy, że to może zaboleć. Mamy świadomość, że takie rzucone pod wpływem emocji oskarżenie trafi w czuły punkt partnera. Bo za tym zdaniem może kryć się a) po pierwsze wszystko to, co najgorsze w naszych rodzicach, czego w nich nie lubiliśmy i o czym oczywiście wolelibyśmy nie pamiętać, b) to po drugie – obraża naszych rodziców, bo wiemy, że oni nigdy nie rozmawialiby ze sobą w ten sposób, nie kłóciliby się na tak bezsensowne argumenty. Tak czy siak – po tych słowach nikogo nie powinno dziwić trzaśnięcie drzwiami.

Nieważne, wszystko jest w porządku

Unikanie kłótni, nie wyrażanie swojego gniewu, tłumienie go, powinno być dla każdego ostrzeżeniem. Co to za związek, w którym obawiasz się powiedzieć, co myślisz, w którym korygujesz się, żeby się nie złościć? A przecież to właśnie w związku powinniśmy móc być sobą, powinniśmy być akceptowani tacy, jakimi jesteśmy, powinniśmy czuć się bezpieczni wyrażając swoje zdanie choćby niezgodne z opinią partnera.

Co ty mówisz, to absurd!

Nawet jak tego nie powiesz głośno, to ile razy podczas kłótni tak pomyślisz? W ten sposób kompletnie nie przyjmujesz, co partner chce ci powiedzieć, obojętnie czy się z tym zgadzasz, czy nie. Kiedy ona mówi: „Zachowałeś się jak dupek”, a on uważa to za kompletną bzdurę – do czego doprowadzić ma ta kłótnia. Cały ambaras polega na tym, żeby pochylić się nawet nad takimi słowami i zastanowić się, skąd taka opinia? Przyjąć krytykę na swój temat, a może i wyjaśnić daną sytuację.

No jasne, świetnie

Sarkazm nie jest dobrym doradcą podczas kłótni. To raczej pasywno-agresywne podejście do kłótni. Zamykanie buzi drugiej osobie, tym „świetnie”, umniejszanie jej słów, problemów. Taka postawa przede wszystkim budzi nieufność i powoduje zamknięcie się na siebie… A to nie jest dobra droga.

Uspokój się!

Czy kiedykolwiek w kłótni to zdanie przyniosło zamierzony efekt? Czy druga strona naprawdę się uspokoiła, czy może stało się zupełnie odwrotnie? „Uspokój się” działa jak płachta na byka: „A niby dlaczego mam się uspokoić?!? Jestem spokojna!” i talerze idą w ruch. Każdy ma prawo wyrazić swoje emocje, także gniew, rozładować to, co w nas siedzi.

Bo ty nigdy/bo ja zawsze

Skoro ona nigdy nie okazuje uczuć, a on zawsze pozostawia po sobie bałagan, to po co ktoś ma się zmieniać? Przecież już wszystko jest jasne, kiedy twierdzimy, że nie ma szans na zmianę, kiedy nie dostrzegamy, że druga strona się jednak stara, że coś w sobie zmienia. Nie szukamy rozwiązania, raczej chcemy zamknąć temat i zranić, pokazać, że my jesteśmy lepsi. Tylko, czy po takiej kłótni lepiej się czujemy?

To może powinniśmy się rozstać

Uwielbiam ten argument. Najgorsze w nim jest to, że to klasyczny szantaż emocjonalny, manipulacja. Bo to zawieszone podczas kłótnic rozstanie jest tylko groźbą, nierealną, a jednak groźbą, na zasadzie: „Jak będziesz się tak zachowywać, to ciebie zostawię”. Na litość boską – to jak kłótnia dzieci w przedszkolu: „Nie dasz mi tej zabawki, to nie będę cię lubić”. Może lepiej pomyśleć nad konstruktywnym rozwiązaniem wspólnych problemów niż grozić, że się ucieknie, bo związek nie spełnia naszej wizji idealnego życia. Cóż, kłótnie są wpisane w nasze relacje, czy tego chcemy, czy nie.


Związek

5 deserów banalnie prostych w przygotowaniu, które możesz jeść na diecie

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
3 maja 2017
Fot. iStock/GlobalStock
 

Dbając o linię nie musisz rezygnować z pysznych deserów. Jeśli masz ochotę na coś słodkiego, sięgnij po jedną z naszych propozycji. Są to zdrowe desery o obniżonej kaloryczności, którymi śmiało możesz zastąpić ciasta, ciastka i batoniki. Ich spożywanie na pewno nie zniweczy twoich wysiłków, a nawet pomoże ci przetrwać kurację odchudzającą bez większego bólu. Jedz na zdrowie i przy okazji gub zbędne kilogramy.

Aksamitny mus czekoladowy

Tajemnicą tego delikatnego musu jest awokado, który nadaje aksamitną konsystencję. To źródło wielu cennych składników, dlatego koniecznie musi znaleźć się w diecie osób dbających o linię. Naukowcy dowiedli, że pomaga w zrzuceniu zbędnych kilogramów. Osoby, które jadły połówkę awokado codziennie, mieli o 28 proc. mniejszą ochotę jeść w ciągu kolejnych pięciu godzin.

Składniki: 1 awokado, 1 banan, 4 łyżki kakao, 3 łyżki oleju kokosowego, 100 ml mleka migdałowego.

Wszystko zblenduj, wlej do miseczki i schłodź. Przed podaniem przystrój np. malinami.

Jedna porcja zawiera 220 kcal.

 

Pieczona gruszka

Pyszny deser na ciepło. Gruszki ułatwiają trawienie, zawierają wiele cennych składników. Są źródłem błonnika, który zapobiega wzdęciom i zaparciom. A przy tym są słodkie. Dlatego nic dziwnego, że mogą być alternatywą dla niezdrowych słodyczy.

Składniki: 1 gruszka, cynamon, kilka sztuk ulubionych orzechów

Przekrój gruszkę na pół, usuń nasiona. Posyp cynamonem. W otwory po nasionach wsyp orzechy. Piecz w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez 30 minut.

Jedna porcja (połówka) zawiera 80 kcal.

 

Czekoladowo-bananowe sushi

Banany są skarbnicą potasu, który obniża ciśnienie krwi. Zawierają wszystkie najważniejsze witaminy – A, C, E, K oraz te z grupy B. Nie brakuje w nich także błonnika oraz składników mineralnych – magnezu, fosforu i wapnia.

Składniki: 1 banan, gorzka czekolada, pokruszone pistacje

Zanurz owoc w czekoladzie, umieść na talerzu i posyp pistacjami. Podziel na kawałki sushi i włóż do lodówki. Możesz jeść pałeczkami.

 

Ciasteczka na spodzie z jabłka

Dietetycy zgodnie podkreślają, że jabłko jest nieodłącznym elementem diety odchudzającej. Wspomagają trawienie, dostarczają mnóstwo cennych składników. Oczyszczają organizm i regulują florę bakteryjną jelit.

Składniki: 1 jabłko, masło orzechowe, orzechy, rodzynki

Pokrój jabłko w plasterki (może być ze skórką). Posmaruj je masłem orzechowym i posyp orzechami oraz rodzynkami.

 

Sorbet z mango w 5 minut

Deser banalnie prosty w przygotowaniu. Możesz zrobić sorbet z mango lub z innych ulubionych owoców. Wybrałyśmy mango, ponieważ należy do najzdrowszych owoców na świecie i jest pyszny. To źródło błonnika oraz witamin, które wpływają nie tylko na nasze zdrowie, lecz także na urodę np. witamina A i E, które korzystnie działają na kondycję skóry.

Składniki: mango (lub inne owoce)

Włóż owoce do zamrażalki. Zostaw je do momentu, aż się dobrze zmrożą. Następnie zblenduj je do uzyskania aksamitnej masy. Sorbet jest gotowy do spożycia.

 

Jak widać dbanie o linię nie musi wiązać się z rezygnacją ze słodkich deserów. Nasze propozycje są banalnie proste w przygotowaniu, zdrowe i poprawiają stan naszej skóry. Gubienie zbędnych kilogramów może być naprawdę przyjemne i smaczne.


 

Źródło: dailymail.co.uk

 


Związek

„Powiedział, że nie wytrzymam bez niego nawet jednego dnia… Ale wie pan co? Ja wytrzymałam ten jeden cholerny dzień… Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 maja 2017
Fot. iStock/martin-dm

Środek tygodnia, południe. I jak zwykle o tej porze – niemal pusty lokal. Pod ścianą standardowo usadziła się ta przezroczysta kobieta, w której jedynym mocnym akcentem były fatalnie dobrane ramki do okularów: grube i ciężkie. Zawsze tam siadała – po prostu było najbliżej do gniazdka, do którego skwapliwie się podpinała z przechodzonym laptopem i łapczywie ścigała darmowe wi-fi.

Po raz setny sprawdził witrynę, ekspres i wyszedł dosłownie na chwilę do pakamery, a gdy wrócił, przy barze siedziała jakaś kobieta. Nerwowo szukała czegoś w torebce i dopiero na jego głośne:

– Dzień dobry! Co dla pani? – podniosła wzrok.

– Kawę…

– Jaką? – uśmiechnął się z zawodową uprzejmością.

– Jezus… Nie wiem! Jakąś… – zatopiła wzrok w czeluściach torby i nieustannie testowała jej zawartość zanurzoną w niej po łokieć ręką.

– Duża? Mała? – siłą się powstrzymał, żeby nie przewrócić oczami.

– Kawę, człowieku…. – skupiła wzrok na wielkim menu za jego plecami i jakby z ulgą sapnęła – Latte!

– Z syropem?

– Może być brandy… Macie tu w ogóle brandy? Czy tylko karmelek? – prychnęła.

Odwrócił się w stronę ekspresu i wziął gorącą szklankę. Z górnej półki zdjął butelkę i szybko odkręcił nakrętkę. Zanim zdążył przechylić ją nad szklanką, kobieta upomniała go:

– Tylko wie pan… Niech pan się nie oszczędza…

Spojrzał zdziwiony.

– Lubię kiedy brandy pachnie kawą, a nie na odwrót… – dorzuciła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Z dna torebki wyciągnęła papierosy i zapalniczkę, po czym beztrosko zapaliła. Wzięła tak głęboki wdech, że dym miał pełne prawo wydobyć się z jej stóp.

– Tu nie wolno palić… – powiedział zmęczonym głosem.

– Bo co? – bezczelnie wypuściła dym w jego stronę.

– Bo to przeszkadza innym gościom – dodał tonem wyjaśnienia.

– Jakim innym?! – zaśmiała się kpiąco. – Przecież tu nikogo nie ma!

Spojrzeniem wskazał tę internetowa kloszardkę. Kobieta przy barze odwróciła się powoli i omiotła ją wzrokiem. Po czym znów spojrzała na niego, kolejny raz zaciągnęła się dymem i unosząc w zdziwieniu brwi, uściśliła:

– Ta nudziara? Słowem się odezwie… Wygląda na taką, której wszyscy skaczą po głowie – papieros utknął w kąciku ust, a ona znów pochyliła się nad torebką. – Panu też wszyscy skaczą po głowie? – podniosła wzrok.

– To lokal dla niepalących – uparł się. Codziennie miał takie sytuacje… Przywykł i nie emocjonował się niepotrzebnie.

– To wezwij, służbisto, policję i niech mnie aresztują… – zaciągnęła się niepodlegle i powoli wypuściła dym. Na filtrze papierosa odbiła się jej szminka. Patrzył na ten ślad i zastanawiał się, jak ona wygląda bez makijażu. Teraz spora warstwa kosmetyków ewidentnie pokrywała koszmarne zmęczenie.

– No co z tą kawą? – upomniała się nie przestając się uśmiechać kpiąco.

– Proszę zgasić papierosa albo opuścić lokal – patrzyli na siebie chwilę i nagle poczuł, że ta scena zaczyna go wciągać.

Uśmiechnęła się lekko mrużąc oczy.

– No no no… Jaki dzielny… Ma tu pan na stanie jakąś popielniczkę? – zerknęła z żalem na wypalony do połowy papieros. Podsunął jej spodek, na którym z pasją go zgasiła.

– No i? Teraz kawę dostanę? Czy mam jeszcze jakoś specjalnie  poprosić? – zapytała z wyszukaną uprzejmością. Wzruszył ramionami i nalał mleko do dzbanka. Po chwili spieniony, gęsty obłok był już w szklance, wyraźnie odcinając się od warstwy alkoholu.

– Coś do kawy? – zapytał dla porządku.

– A co pan proponuje?

– Ciasta są w witrynce – wskazał na ekspozycję.

– Nie… – skrzywiła się. – Kawa wystarczy…

Dolał do mleka espresso i postawił przed nią szklankę.

– To jak? – wsypała do kawy brązowy cukier i patrzyła, jak złocisty stożek utrzymuje się na warstwie gęstej piany. Spojrzał pytająco.

– Wchodzą panu na głowę? – wbiła w niego wzrok.

– Kto?

– No… takie uciążliwe krowy? – ewidentna prowokacja. Nachalna, żałosna.

– Jakie?

– Jak ja…

Spojrzał na nią bardzo uważnie. Kpiący uśmiech nie schodził z jej ust. Zastanawiał się, co i komu tak bardzo chce udowodnić.

– Ilość brandy właściwa? – uciekł od odpowiedzi.

Upiła łyk i przymknęła oczy.

– W sam raz… – z przyjemnością oblizała usta. – Dawno tu jesteście? – wysiliła się na kurtuazyjną gadkę.

– Od siedmiu lat.

– O, do diabła! – zachichotała. – Rzadko bywam w tej części miasta – wytłumaczyła się ze swojej niewiedzy. Tęsknie spojrzała w stronę niedopałka. – I jak idzie?

– Jakoś idzie… – wyczuł, że kobieta urabia grunt pod coś innego. Znał ten zmęczony wzrok i namacalną wręcz chęć pogawędki z człowiekiem, którego widzi się pierwszy i z pewnością ostatni raz w życiu. Nie pomylił się… Chwilę kręciła się na krześle, zanurzyła rękę w torbie, wyciągnęła komórkę, coś tam przejrzała i wrzuciła ją z powrotem. Dał jej czas. Spokojnie przetarł szklanki, dosypał do młynka kawę, zmiótł z blatu kilka mikroskopijnych kryształków cukru. Usłyszał, że westchnęła i odwrócił się w jej stronę.

– Wie pan, jaki dziś jest dzień? – nawet na niego nie patrzyła. Utknęła gdzieś na szlaku nieprzyjemnych wspomnień i chyba nie mogła się wydostać.

– Środa – odparł zdziwiony.

– Środa? Środa…Może i środa… … – miała szeroko otwarte i suche oczy. – Kolejna środa w kolejnym tygodniu…To w tej chwili jest kompletnie nieistotne – wciąż wpatrywała się tępo w jeden punkt na blacie.

– A co jest? – zapytał spokojnie.

– Że się udało…

– Co… się udało? – nie zrozumiał.

– Muszę zapalić… Fuck, no muszę!… – Odwróciła się w stronę stolików i zapytała głośno: – Przeszkadza pani papieros?

Tamta nerwowo zaprzeczyła ruchem głowy.

– Mogę? – teraz już patrzyła na niego inaczej, bez tej bezczelnej kpiny.

Postawił przed nią czysty talerzyk. Szybko zapaliła i znów mocno się zaciągnęła, jakby ten pierwszy haust dymu miał uratować ją od szaleństwa. Przymknęła powieki i uśmiechnęła się.

– Powiedział, że nie wytrzymam bez niego nawet jednego dnia… – otworzyła oczy i wbiła w niego spojrzenie. – Ale wie pan co? Ja wytrzymałam ten jeden cholerny dzień i  jeszcze jeden, i kolejne… Wytrzymałam trzysta sześćdziesiąt pięć pieprzonych dni i dziś już wiem, że każdy następny nie miał najmniejszego znaczenia… Bo najważniejszy był właśnie tylko ten pierwszy dzień… bez niego…

Patrzył z niedowierzaniem, jak coraz bardziej zbliża żarzący się papieros do wierzchu swojej dłoni. Spokojnie, na zimno, z dziwnym namysłem. Nagle podniosła na niego pusty wzrok i zaciągnęła się dymem ostatni raz, a widząc jego zdziwione spojrzenie dodała:

– Ból jest najgorszy tylko chwilę po… A potem to tylko żmudna rekonwalescencja… – z pasją zdusiła niedopałek. – Ile za kawę?

autorka: Aldona Reich


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logo WAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Zobacz także

„Wtrącasz się, osaczasz, nie rozumiesz”. Dlaczego kobieta nie lubi swojej teściowej

Jak uniknąć kochania „niewłaściwej” osoby? Wybierz tego, który…

Pamiętacie pierwsze spotkanie u jego rodziców? To była ostatnia szansa na ucieczkę