Lifestyle Związek

Jak wygląda prawdziwa miłość? Właśnie tak…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 lutego 2016
Fot. Screen z Youtube / Grafolio
 

Koreańska artystka Puuung uchwyciła na swoich pracach miłość o jakiej zapominamy. Podczas gdy dziś wszystkimi siłami szukamy fajerwerków, gubimy te wszystkie cenne i niepowtarzalne chwile. A jakie? Po prostu obejrzyjcie te rysunki i odpowiedzcie sobie na pytanie czy jeszcze zauważacie takie momenty, bo to z nich składa się szczęście.

 

Źródło: Instagram / puuung1


Lifestyle Związek

„Niech go diabli. Niczego nie jestem pewna już teraz. Wystarczyło kilka chwil”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
21 lutego 2016
Fot. Unsplash / Milada Vigerova / CC0 Public Domain
 

Powiedział: „Jak będziesz czegoś potrzebować, daj znać”. „Jasne” – odpowiedziałam i puściłam to luźno. Tańczyliśmy na imprezie. Znajomy moich rodziców, choć znacznie od nich młodszy. Właściwie nie wiem, ile ma lat.

SMS w nocy: „Zakochałem się”. Zaspana zostawiam. Dopiero rano drugi raz patrzę w telefon. Kiepski żart? Jakaś durna prowokacja. Co znaczy – zakochałem się? I co, że ja mam teraz jak na skrzydłach lecieć?

„Pomyłka” – odpisuję. „Chciałbym”. No nie wierzę. Choć czuję na plecach dreszcz ciekawości i podniecenia. Oczywiście, że nie piszę od razu. Taka gra – idiotyczna, ale lubiana, przez każdego.

Być dla kogoś atrakcyjną. Najlepsze. Jasne, że w to zakochanie nie wierzę, bo nie o miłość tu chodzi. Na pewno nie. Uśmiecham się do siebie. Dobrze mi z tą myślą. To nie jest tak, że się martwisz, że kogoś zranisz, bo odrzucisz. To gra dorosłych, która z uczuciami ma mało wspólnego.

Kobieta lubi ten moment, kiedy czuje przewagę, kiedy wszystkie najlepsze karty są po jej stronie. Tak rzadko może dominować nad mężczyzną. Mieć go w garści, zwodzić i cieszyć się tym bezkarnie.

Bo to on proponuje ci romans. Chce delikatnie, żeby nie przestraszyć. Myśli, że jak zagra miłością, to ty jak idiotka w to wejdziesz. „Zakochałem się” – łechta, ale obnaża śmieszność sytuacji.

On – ojciec dwójki nastoletnich dzieci, mąż od jakiś 20 lat. Zakochał się. No brawo. I myśli, że na to zakochanie się połasisz. Na romantyczne spotkania w ukryciu, wyjazdy na weekend i bezpieczeństwo – bo to fakt, on może dać ci poczucie bezpieczeństwa. Już wcześniej mogłaś na niego liczyć. Jakby to sobie przemyślał. Był jednym z tych znajomych, który mówił: „Nie ma problemu, pomogę”.

Mogę kalkulować na zimno: opłaca się, czy nie. Ale nie jestem zimną suką, która bez emocji, dla czystych korzyści wchodziłaby komuś do łóżka. Tak wiem, miał dwie inne. Ktoś gdzieś kiedyś go widział. Zresztą mnie samą podwoził kiedyś z jakąś lalą na przednim siedzeniu.

„Pomyliłeś adres” – odpisuję. Nie chcę ciągnąć tej bezsensownej wymiany SMS-ów. Nerwowo zerkam w telefon, bo wiem, że nie odpuści. Zaraz – chciałabym, żeby nie odpuścił tak łatwo. Niech trochę powalczy.

Właściwie niewiele o nim wiem. Że raczej nie kocha żony, że ją zdradza – to już było. Przystojny. Zawsze przykuwał uwagę. I to poczucie humoru – lubię bardzo. Czy tylko przystojni faceci mają kochanki? Głupia myśl. Że też w ogóle o tym myślę. Swoja drogą ciekawe, jaki jest w łóżku. Pewny siebie typ. Brrrr. Otrząsam się.

„Za kogo ty mnie masz?” – telefon. Za gościa, który bez skrupułów proponuje romans? Przecież nie chodzi o żadne budowanie związku. Znam jego żonę i dzieci. W ogóle co za gówniarska wymiana zdań. Za kogo ty mnie masz – też mi coś. Czemu się tak wkurzam? Czemu to w ogóle ciągnę. Już czuję się winna, choć to tylko SMS-y. Nie odpisuję. Bez sensu. Po co?

Urok tajemnicy, kłamstw, zakazanego i nowości. Właściwie, co mam do stracenia. Jestem sama. „Ciekawe jaki jest w łóżku” – nie daje mi spokoju. I jest we mnie pewność, że mogłabym w to wejść, chociaż na chwilę w pełni kontrolując to, co się dzieje. Właśnie. Kontrola – dałoby się ją utrzymać, bez zaangażowanina? „Kobiety nie nadają się do romansów” – usłyszałam kiedyś rozmowę facetów. „Dlaczego?”. „Bo one zawsze prędzej czy później się zaangażują”. Ale oni jednak nam te romanse proponują. Mówią, że to tylko seks wiedząc, że dla nas za chwilę będzie czymś więcej.

Może faktycznie nie jesteśmy stworzeni do monogamii. Instynkt przetrwania gatunku jest silniejszy. Podniecają nas atrakcyjni i pewni siebie faceci, bo to z nimi chciałybyśmy mieć równie atrakcyjne i znające swoją wartość dzieci. Czysta biologia. Gdyby tylko do takiej ją sprowadzić. Idziemy do łóżka nie zapominając o antykoncepcji. Bo przecież nie o te dzieci nam chodzi. Tylko o atrakcyjność. O pewność, że jeszcze umiem zdobywać i że ktoś chce zdobyć nas.

I znowu gapię się w ten cholerny telefon. „Jesteś?” – jak rażeniem prądem. Tysiąc wersji w głowie: „Tak” i czekać, co napisze. „Nie” i też czekać? Przecież nie podda się tak łatwo. Nie lubię tego rozedrgania. Wolę pewność. „To bez sensu” – piszę.

Bo tak też myślę. Choć od tego „zakochałem się” lekko uniosłam się nad ziemią. Bo przecież mógłby zakochać się w kimś innym. Bo niby kim ja jestem – wyjątkowa? Słyszysz siebie – zakochać się – jakie kochać? Hahaha wciąga cię w swoją grę, przeciąga na swoją stronę.

Wybrana? Z tłumu? I jeszcze te wątpliwości. Że może on jednak tak naprawdę. A co jak się zakochał? A ja go spławiam tak po prostu. W końcu fajny, na kawę moglibyśmy wyskoczyć, czy kolację nawet. Zawsze w ramach wdzięczności za pomoc przy ostatniej przeprowadzce. Zawiódł mnie instynkt. Że on tak bezinteresownie. A z drugiej strony, tyle czasu się nie zdradził. Może to prawda?

„Jesteś pewna?” – zawał. Niech go diabli. Niczego nie jestem pewna. Już teraz. Wystarczyło kilka chwil, by z pewności, że to idiotyczny żart stanąć: „A co jak kocha?”. I rozważania, że może w to wejść. „Może kawa?”. Co będziemy tak pisać…

Zagrać w tę grę oszukując się, że z ciekawości? Przecież doskonale wiem, co czeka za kolejnym SMS-em.


Lifestyle Związek

„To nie do końca jest tak, że się wsiada i jedzie. Oczywiście można pojechać w teren, tyle, że można już stamtąd nie wrócić”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 lutego 2016
Arch. prywatne

– Za pierwszym razem utopiliśmy się. To była połowa marca, musieliśmy czekać dwie godziny aż ktoś przyjedzie nas wyciągnąć. Wody w aucie było po szybę, ja cała mokra. Ale to wtedy złapałam bakcyla. Adam powiedział – weź kamerę i ponagrywaj trochę.

Edyta – kobieca twarz w bardzo męskim świecie, gdzie kobiet można by policzyć na palcach dwóch rąk. Ale Edyta nie jest tylko jedną z niewielu kobiet. Stała się twarzą off-roadu. Ktoś nawet napisał, że dla off-roadu zrobiła więcej niż niejedna reklama, czy nagłośniony rajd.

Ze swoim szwagrem Adamem tworzą Terenwizję – 130 filmów w ciągu czterech lat. To w nich Edyta opowiada o swojej pasji, daje wskazówki, wraz z Adamem robią relacje z rajdów off-roadowych, ale też wyścigów wraków, ze zjazdów aut z czasów PRL-u.

Nietypowe hobby – dlaczego nietypowe, bo męskie? Eee tam, stereotypy.

Terenwizja ma swój film z alfabetu off-roadu, my stworzyłyśmy alfabet Edyty – dziewczyny, która wsiada w terenówkę – ma swoje strachy słabości, ale też wielką pogodę ducha i pasję, którą chce zarażać innych – także kobiety.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

A jak auto

Na co dzień jeżdżę samochodem osobowym. Wymarzone? Jeep Wrangler. To taki klasyk wśród terenówek – jeszcze produkowany. Kocham Jeepy i to moja ulubiona marka. To idealna terenówka, którą można dowolnie modyfikować i przystosować do off-roadowych wyjazdów.

B jak błoto

Trudno w tym alfabecie znaleźć coś innego. Bo off-road to błoto przede wszystkim. Bo auto się nam zakopie, bo podtopimy się na jakieś błotnistej rzece. Bo jazda po polach czy lasach niewiele ma wspólnego z „czystym” przejazdem drogą krajową. Ba – jeśli chodzi o dziury, to niewiele ma nawet wspólnego z podrzędną drogą powiatową.

C jak czas

Off-road to czas, który na niego poświęcasz. Ostatnio zauważyłam, że bliżej mi do 30-tki, a ja nawet nie myślę o rodzinie i dzieciach. No bo kiedy, między jednym rajdem a drugim J Na szczęście mój chłopak też kocha off-road i mnie jeszcze rozumie. Zresztą, pewnie na wszystko przyjdzie czas.

D jak dziecko

Już jako dziecko nie należałam do spokojnych. Mam siostrę bliźniaczkę. I starszą siostrę. I ja jestem jakimś wyjątkiem. Bo obie są spokojne bardzo.  Starsza -nie lubi się brudzić, nie widzi nic fajnego w off-roadzie, ale wspiera Adama – on może sobie jeździć, ale ona już niekoniecznie chce w tym uczestniczyć. Siostra bliźniaczka – żałuję, że nie jesteśmy do siebie podobne… Ona nie mogła iść na jakieś moje zaliczenie, kiedy ja chciałam jechać na rajd…

E jak emocje

Off-road to dla mnie odskocznia od codzienności. Kiedy zaczynałam tę przygodę moja mama chorowała na raka. To był bardzo trudny czas, a wyjazdy off-roadowe dawały mi chwilę wytchnienia, oderwania się, złapania równowagi w tym ciężkim okresie. Wracała silniejsza, odprężona i łatwiej było stawić czoło temu, co na mnie czekało. Zresztą tak jest pewnie do dziś.

F jak filigranowa

Chociaż to typowo męski świat, to nigdy nie zetknęłam się z szowinizmem. Fakt, trudno uwierzyć, że taka mała, filigranowa dziewczyna da sobie radę w dość sporym aucie. Tyle, że w off-roadzie czasami bardziej liczą się umiejętności i odrobina sprytu, niż mięśnie.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

G jak głowa

Off-road to czas, kiedy można wyłączyć głowę, oderwać się dość mocno o codzienności. Spędzić czas w znakomitym towarzystwie. Ktoś by pomyślał, że to masa wariatów, którzy wjeżdżają w rowy pełne wody czy zakopują się w błocie. Ale to tak naprawdę zawsze jest przemyślane, przeszkody są sprawdzane… Choć oczywiście zawsze utopić się można, jak my za moim pierwszym razem.

H jak hobby

Spytałam kiedyś Adama: „A po co ci te wielkie auta” widząc terenówki u niego przed domem. Dopiero sześć lat później zaproponował mi wspólny wyjazd w teren. To właśnie wtedy się utopiliśmy. Kiedy Adam obejrzał filmik, który nagrałam, zaproponował mi wspólny projekt jakim jest Terenwizja. Powiedziałam: „Dobra utopimy się jeszcze z sześć razy i w to wejdę”. Tak się zaczęło. Choć ja z natury jestem nieśmiała, nigdy bym nie przypuszczała, że będę występować przed kamerą.

I jak inne

Nie skupiamy się jedynie na rajdach off-roadowych i samym off-roadzie. Czasami jeździmy wrakami, quadami, bierzemy udział w różnych imprezach. Off-roadowcy bardzo często angażują się w akcje charytatywne. Kiedyś pojechaliśmy w Bieszczady, żeby wwieźć dzieci niepełnosprawne na szczyt. Często zbieramy pieniądze dla potrzebujących dzieci i nie są to kwoty rzędu tysiąca czy dwóch, tylko zdecydowanie większe.

J jak jazda

Szczerze nie lubię tych bardzo ekstremalnych tras. W ogóle rajdy off-roadowe dzielą się na klasy w zależności od trudności trasy. To nie tylko jazda ze stromych górek czy po wodzie. Off-road to także rajdy szutrowe, szosowe. Ta różnorodność pozwala każdemu znaleźć coś dla siebie.

K jak kobieta

Kobiet w off-roadzie nie jest dużo, ale prawda jest taka, że coraz więcej przekonuje się off-roadu i te kobiety widać na rajdach. Być może dzieje się tak, dzięki temu w jaki sposób propagujemy off-road. Jeśli kobieta natknie się na nasz film, pomyśli: „Kurczę, jak ona taka mała i drobna daje radę, to może ja w końcu też spróbuję”. Ja namawiam kobiety z całego serca, bo off-road to naprawdę świetna przygoda, niekoniecznie tylko dla mężczyzn.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

L jak ludzie

Off-road to pewien sposób życia. Mówi się, że samochód terenowy jest jak karetka. Lekarz nie przestaje być lekarzem wychodząc z pracy, tak off-roadowiec jest nim cały czas. Posiadanie samochodu terenowego zobowiązuje, nikt nie przejedzie obojętnie obok auta, które się zakopało, czy wpadło do rowu. Off-roadowiec zawsze pomoże.

M jak mężczyźni

Kiedy pierwszy raz stanęłam na starcie rajdu od początku miałam wrażenie, że nikt nie wątpił w moje umiejętności. Co więcej, myślę, że mężczyźni chętniej mi we wszystkimi mi pomagali. I uważam, że oni patrzą trochę z podziwem na kobiety w off-roadzie, bo sami wiedzą, ile to wymaga siły, zaangażowania i determinacji.

N jak niebezpieczne

Wbrew pozorom off-road nie jest niebezpieczny. Dla nas to codzienność. Naturalne są błędy, które popełnia się nieświadomie. Można dachować, przewrócić się. Ale auta są bezpieczne. My mamy zawsze zapięte pasy, założone kaski, więc nawet gdy dachujemy, to cierpi na tym tylko samochód, a nie my.

O jak off-road

Off-road to sport motorowy, który polega na pokonaniu trasy specjalnie do tego przygotowanym samochodem terenowym. W Polsce organizowane są rajdy, w których udział mogą wziąć amatorzy nie posiadający licencji rajdowej. Oczywiście najbardziej znanym rajdem off-roadowym jest Rajd Dakar.

P ja pasja

Uważam, że kiedy robi się coś z sercem, z pasją, to ludzie to czują. Kiedy nie myśli się, jak na tym zarobić, to inni to kupują. Tworząc Terenwizję z Adamem mieliśmy poczucie misji, by wyciągnąć ten off-road trochę na światło dziennie, by innych zarazić pasją, pokazać, jak to naprawdę wygląda – także od kuchni. Wiem, że jest cała masa ludzi, którzy chcieliby wejść w świat off-roadowy, tylko nie wiedzą jak, a my im to właśnie pokazujemy.

R jak rajd

Mój pierwszy rajd – dwa miesiące od pierwszej jazdy. Myślałam, że Adam oszalał – bo jak mógł mi zaufać i dać auto. Było bardzo trudno, bo zastanawiałam się, jak taki samochód może na przykład przejechać przez rów. Miałam w głowie zakorzenione wyobrażenie o jeździe osobówką. Tymczasem przeszkody niemożliwe dla samochodu osobowego, terenówka pokonuje bez specjalnego problemu, to trochę taki czołg. Najtrudniej się przełamać. Poza tym przejmowałam się każdym zarysowaniem auta. Jednak te wszystkie obawy pojawiły się tylko przy pierwszym razie.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

S jak strach

Jeżdżąc terenówką przełamałam swoje słabości i przekonania. Zresztą nadal to robię. Jeśli chodzi o sam strach, to ja osobiście boję się górek, zjazdów stromych – dlatego, że mam lęk wysokości i lęk przestrzeni. Zdecydowanie wolę jeździć po płaskim.

T jak Terenwizja

Istnieje od czterech lat. Adam uczy studentów montażu filmów – stąd pomysł na taką promocję off-roadu. Po naszym pierwszy feralnym wyjeździe z podtopieniem stwierdził, że się świetnie sprawdzam w takim nagrywaniu filmików i poszło… Nikt z nas nie przypuszczał, że Terenwizja aż tak rozwinie skrzydła i na stałe zagości wśród off-roadowej społeczności, a co więcej – będzie mówić głośno o off-roadzie na zewnątrz.

U jak umiejętności

Jeśli chcesz pojechać terenówką w teren, to na początek warto poznać osprzęt jaki w aucie się znajduje, by poradzić sobie, gdy samochód się zakopie. Trzeba się nauczyć, jak działa wyciągarka, jak ją uruchomić. To nie do końca jest tak, że się wsiada i jedzie. Oczywiście można samochodem z napędem na cztery koła pojechać w teren, tyle, że można już stamtąd nie wrócić.

W jak wydatek

Jeśli chcesz mieć terenówkę, to koszt samochodu z napędem na cztery koła wynosi około 15 – 20 tysięcy złotych. Ale to nie wszystko. Bo trzeba go trochę zmodyfikować tak, by miał więcej możliwości w terenie. I tu tak naprawdę można wydać tyle, ile ma się w portfelu. Ja się śmieję, że Adam by drugi dom postawił. Takie fajne auto przygotowane do off-roadu jak Jeep Cheerokee to około 40 tysięcy złotych.

Z jak zawodowiec

Czy na naszej pracy możemy zarobić, czy ona może być sposobem na zawodowe życie? Trudno powiedzieć. Każdy wyjazd to naprawdę spore pieniądze. Kiedy robimy relację z jakieś imprezy – organizatorzy sami wychodzą nam naprzeciw zapewniając na przykład nocleg. Gdyby znalazł się sponsor, który by powiedział: „Róbcie to, co robicie, ja wam dam na to kasę, a w zamian będzie jeździć moim autem… marzenia, ale byłoby super”.

I jak drogie Panie? Któraś chętna?

Terenwizja należy do Epic Markers, sieci zrzeszającej youtuberów, Zajrzyjcie do nich.

 


Zobacz także

Chcecie wiedzieć jak niedoskonale, ale też jak wyjątkowo będzie wyglądać po treningu? Podejrzyjcie Beatę Sadowską

Matka na randce, czyli kilka porad jak skutecznie wymknąć się z domu

Regulamin konkursu „Marzenia są po to, by je spełniać”