Związek

Dlaczego mężczyźni zamykają się w sobie i wycofują, gdy krzyczysz lub płaczesz? Jak ich nakłonić do „normalnej” rozmowy?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 maja 2022
Fot. iStock/Mixmike
 

Mężczyźni często czują się niekomfortowo, gdy ich partnerki odczuwają złość, furię czy lęk. Dlaczego silnie emocjonalna kobieta jest takim wyzwaniem dla facetów? Odpowiedź nie jest łatwa. Można powiedzieć, że oni są wychowywani do poczucia odpowiedzialności za szczęście kobiet. Jeśli więc żona jest bardzo nieszczęśliwa, mąż uważa, że zwyczajnie ją zawiódł w ważny sposób i to jest dla niego pierwszy powód do frustracji. Ale nie tylko!


Wyobraź sobie rodzinę. Anka od jakiegoś czasu martwi się o córkę i wciąż próbuje przekonać Marka, że ​​on nie dostrzega zagrożeń. Ich szesnastoletnie dziecko chodzi spać o 2.00, 3.00 nad ranem, niemal non stop przesiaduje w internecie i nie chce chodzić do szkoły. „Czy to depresja?”, pyta męża Anka. A on na to odpowiada: „Daj spokój, wyluzuj. Dziś świat wygląda inaczej. Daj jej żyć, jak chce”. Anka swoje: „Dzieci nie powinny tyle czasu przebywać on-line. Mamy ostatnią szansę, by wykształcić w córce zdrowe nawyki. Teraz albo już nigdy. Pomóż mi”, prosi.
W rzeczywistości Anka chce, aby Marek dołączył do niej w poczuciu strachu. Teraz czuje się niezwykle samotna i ma wyrażenie, że niepotrzebnie strzępi język, bo do Marka nic a nic nie dociera. Brzmi znajomo?

Trudno powiedzieć, jak się czuje Marek, ponieważ on ciężko pracuje, aby nikt się o tym nie dowiedział, łącznie z nim samym. Najprawdopodobniej jednak cały ten jego logiczny wywód o odmienności dzisiejszego świata jest tylko przykrywką dla jego rzeczywistych lęków o córkę. Z jakiegoś niezrozumiałego dla siebie powodu Marek stara się nie denerwować. Jednocześnie wyraźnie widzi, że jego Anka jest zła, co sprawia, że on ​​właśnie czuje się zaskakująco nieswojo. Chociaż chciałby być bardziej empatyczny, jest coś w tych silnych uczuciach jego kobiety, że go niepokoją. Ponieważ Marek czuje się niekomfortowo, zaczyna się odcinać. Robi to, aby się chronić.

Anka jednak nie potrafi się wyluzować, czuje się bardzo odpowiedzialna za córkę. A ponieważ Marek sprawia wrażenie obojętnego, ona musi martwić się za dwoje. Mąż wtedy wysuwa inne racjonale argumenty np. takie, że on też siedział sporo w necie i dlatego teraz jest programistą, pisze kody, sporo zarabia na rodzinę. Słowem wyszedł na ludzi. Nieustannie naciska na Ankę, aby się trochę wyluzowała, aby „pozostała racjonalna” i „nie wpadała w histerię”. Oczywiście, że chciałby jakoś pocieszyć, ale im bardziej emocjonalna staje się Anka, tym on jest bardziej wycofany. A im bardziej on się dystansuje od kłopotów w domu, tym silniejsze stają się uczucia jego partnerki. Anka jeszcze bardziej „przyciska” męża, bo próbuje przecież znaleźć sposób na nawiązanie z nim jakiegokolwiek porozumienia. Teraz są zamknięci we wzajemnie destrukcyjnym cyklu; im bardziej ona naciska na połączenie, za którym bardzo tęskni, tym on bardziej od wszystkiego ucieka. Im on bardziej stara się kontrolować własny strach przez odłączenie, tym ona się bardziej denerwuje.

Dlaczego doszło w tej rodzinie do takiego impasu?

Powodów są dziesiątki. Na ogół faceci są mniej zaznajomieni z własnymi uczuciami i zazwyczaj nie bardzo potrafią o nich mówić. Dlatego czują się od razu przegrani, gdy rozmowa z kobietą staje się pełna emocji. Poza tym nasza kultura traktuje świat płaczu, krzyku, rozpaczy i niewysłowionej radości jako terytorium zarezerwowane dla płci pięknej. To jest oczywiście stereotyp, ale od wczesnego dzieciństwa mężczyźni są wyszydzani za okazywanie emocji innych niż gniew.

Dlatego obawiają się, że jak okażą miękkie uczucia, to ktoś popatrzy na nich jak… na mażące się baby. Intuicyjnie czują, że emocje są zaraźliwe. Przebywanie wśród kobiet, które krzyczą z rozpaczy albo ze szczęścia jest w ich perspektywie groźnie zaraźliwe, właśnie jak wspomniane ziewanie. Oni boją się, że to może u nich wywołać kaskadę płaczu, lęku, złości, których nie chcą prezentować ani światu, ani nawet najbliższej kobiecie. Czują się z czymś takim niekomfortowo i dlatego nauczyli się to tłumić.

Marek najprawdopodobniej obawia się też, że jeśli rozluźni czujność i podda się temu, co do niego „przypływa”, wściekłość może wymknąć się im spod kontroli i eskalować jako przemoc. Dlatego kiedy Anka jest zdenerwowana, on całą swoją energię skupia na tym, by nie wybuchnąć. Przeraża go wizja własnej agresji. Woli przeczekać, dopóki sytuacja nie zostanie rozwiązana.

I co teraz? Czy taki impas można jakoś pokonać? Czy Ance i Markowi wystarczy sama wiedza o mechanizmach, którym się do tej pory bezwiednie poddawali? Być może jeśli on dostrzeże, że Anka nie jest histeryczką, a ona zrozumie, że on nie jest obojętnym gburem, łatwiej im będzie się porozumieć.

Artykuł powstał na postawie książki Dr Avrum Weissa Hidden in Plain Sight: How Men’s Fears of Women Shape Their Intimate Relationships

 


Związek

6 powodów, dlaczego byli kochankowie chcą wrócić do siebie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 maja 2022
sapioseksualizm, para, randka
fot. Ridofranz/iStock
 

Czy wiesz, że statystycznie 50 % par na jakimś etapie życia wraca do siebie. Na chwilę, na dłużej, na całe życie. Ale motywacji, by znów kochać tę samą osobę, dzielić z nią łóżko, mieszkanie, życie mogą być dziesiątki. Przedstawiamy sześć najbardziej  popularnych. Chociaż wcale nie tak oczywistych.

1. Wracasz, bo to wydaje się bezpieczne

Dzieje się tak często w przypadku osób, które w przeszłości doświadczyły jakiegoś nadużycia. Powrót do byłego może być wtedy postrzegany jak ponowne wejście w znajomą sytuację, która wydaje się bezpieczna. Ale to nie musi być prawda. Zastanów się: Czy przypadkiem nie masz problemu z wchodzeniem w nowe relacje? Czy nie powstrzymuje cię przed tym jakiś głęboko zakorzeniony lęk przed bliskością? Może tak naprawdę wolisz być zraniona ponownie w sposób, który dobrze znasz niż zaryzykować nowe miłosne doświadczenie.

2. Wracasz, bo zapomniałeś wszystko, co złe

Niestety czas ma to do siebie, że łatwo ulatują z naszej pamięci złe wspomnienia. Zostają w niej tylko te cudowne chwile, podczas których naprawdę czuliśmy się szczęśliwi. Do tego dochodzi nasza ludzka skłonność do idealizowana przeszłości, która po latach zaczyna ma się jawić jako „cudowna kraina dzieciństwa”, w której byliśmy wyluzowani, ufni, żądni nowych doświadczeń i przygód. A rzeczywistość jest taka, że z biegiem lat – owszem zmieniamy się – ale nie zawsze na lepsze. Zarówno ty jak on macie nowe bagaże doświadczeń, inne obowiązki. Nikt nie zagwarantuje ci, że jeśli zaczniesz spotykać się z eks, ożyje w was, to co było najfajniejsze. Trudno będzie też ominąć dawne rafy. Dlatego zanim powiesz „tak”, warto byś przypomniała sobie wszystkie punkty zapalne. Może cię zdradzał? Może był nieczuły? Może miał inne priorytety życiowe? Jeśli wracasz – rób to świadomie – przypomnij sobie, oprócz dobrych rzeczy, także te złe.

3. Wracasz, bo potrzebujesz domknięcia

Często ludzie wracają do siebie, bo potrzebują domknięcia i kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy. Tęsknią, snują domysły, nie rozumieją, dlaczego nagle zerwali. Po prostu niczego sobie nie wytłumaczyli (ani powodu rozstania, ani przyczyn niezadowolenia). Rozeszli się w przeciwne strony bez poważnej rozmowy i te niezałatwione między nimi sprawy, niewytłumaczone motywacje i popędy cały czas w nich drzemią i potrzebują postawienia kropki nad i”. Coś ich do siebie nadal przyciąga, ale tak naprawdę, to nie jest uczucie czy nieprawdopodobna seksualna chemia. Tak naprawdę to jest nieuświadomiona chęć zrozumienia tego, co poszło nie tak: dlaczego się tak strasznie kłócili, dlaczego nie potrafili ze sobą wytrzymać. Zastanów się, czy to nie twój przypadek. Czy nie masz ochoty po raz drugi wejść do tej samej rzeki, by w końcu dowiedzieć się, dlaczego nie możecie być razem.

4. Wracasz, bo uwielbiasz gonić króliczka

Często jest tak, że kompletnie nie doceniamy partnera, gdy jest nam oddany i gdy mamy go blisko. Wtedy wydaje nam się zwykły, szary, nudny. Zupełnie jakby przy nas jego magiczna wartość gasła. Dopiero gdy odejdzie, dociera do nas, kogo straciliśmy. Obserwujemy jego media społecznościowe i serce przebija nam sztylet, że jest taki szczęśliwy z inną kobietą. Więc zaczynamy o niego na nowo zabiegać, by go odzyskać. Ale czy to dobra droga? Nie wydaje się. Jeśli mamy tendencję do powtarzania tego typu związków z odpychaniem ukochanych osób i przywoływaniem ich na nowo, warto skorzystać z terapii. W przeciwnym razie wykończysz sama sobie. Bo gdy dogonisz króliczka, na bank wyda ci się znów zwykłym szaraczkiem. I tak w koło.

5. Wracasz, bo boisz się być sama

To wcale nie taki rzadki przypadek. Zastanów się, czy twoja motywacja, by wrócić do byłego partnera, jest szczera. Być może po prostu boisz się, że już zostaniesz sama, na wieki? Albo, że już nikt cię nie zechce? Wolisz wrócić do kogoś, kogo znasz, by tylko nie doświadczyć samotności? To wszystko jest kiepską motywacją! Myślę, że jesteś warta tego, by przeżyć prawdziwe wielkie uczucie. Dlatego nie zadowalaj się kimś, kto tak naprawdę do ciebie nie pasuje. To nie jest fair ani dla ciebie, ani wobec niego.

6. Wracasz, bo wyciągnęłaś wnioski

I oby tak było właśnie! Tej wersji ci życzę. Być może faktycznie oboje mieliście dość czasu, by przemyśleć błędy młodości. Być może wiesz już, co robiłaś źle, że to uczucie nie przerwało. Być może on też przemyślał własne postępowanie. O ile życie osobno dało wam szkołę, z której wyciągnęliście dla siebie mądre wnioski, o ile faktycznie czujecie, że dawna decyzja o rozstaniu to był błąd – czeka was nowe otwarcie. I trzymam za was kciuki, by tym razem się udało. Bo ubóstwiam dobre zakończenia miłosnych historii. Zwłaszcza tych z perypetiami.

 


Związek

Antonina: Dzięki terapii czuję się gotowa, by podążać za intuicją. Uwierzyłam, że nagranie płyty jest w zasięgu moich możliwości

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 maja 2022
Fot. Dominik Czerny

Antonina Panek – młoda zdolna. Studiuje na piątym roku psychologii. Niedługo posłuchamy jej pierwszej płyty, bo podpisała kontrakt z Island Records, labelem Universal Music. Nam Antonina opowiada, jak pomaga kobietom chorym na nowotwory i jak sama, dzięki psychoterapii na nowo uwierzyła w swoje dziecięce marzenia. Mówi: „Pamiętam taki moment przełomowy, kiedy obejrzałam wywiad z Grimes, która cały swój pierwszy album stworzyła przy pomocy programu darmowego programu do produkcji muzyki zainstalowanego defaultowo na komputerze. Wcześniej wydawało mi się, że tworzenie muzyki wymaga wielkich zasobów finansowych, a okazało się, że wystarczy otworzyć Garageband, który ja też miałam na komputerze, a nawet o tym nie wiedziałam”. Wtedy się odważyła! W październiku ukaże się jej pierwsza płyta.

Niedawno podpisałaś kontrakt na płytę. Czy to znaczy, że porzucisz psychologię?

Absolutnie nie! Po prostu zdecydowałam się realizować marzenia, które nosiłam w sercu od dzieciństwa. Co więcej, zrozumiałam że nie muszą być marzeniami, a mogą stać się celami i to osiągalnymi. Kluczową rzeczą, która umożliwiła mi w końcu robienie muzyki, była zmiana mojego nastawienia. Poszłam na terapię i tam zaczęłam pracować między innymi nad poczuciem własnej wartości. To była najlepsza decyzja w moim życiu, bo dzięki terapii, dziś czuję się bardziej gotowa podążać za moją intuicją niż kiedykolwiek.

Miałaś depresję?

Podczas terapii pracowałam głównie nad rozpoznawaniem swoich uczuć. Pamiętam, że na początku zarzekałam się, że ja żadnej złości nie odczuwam. Ale jak zaczęłam rozmawiać z terapeutką, która tak naprawdę uratowała mi życie, okazało się, że złość była jedną z głównych emocji, które odczuwałam. Jednak fakt, że nie dopuszczałam tego do siebie, stwarzał tyle oporu i tarcia psychicznego, że moja frustracja była jeszcze większa, siejąc spustoszenie w moim życiu.

 

Fot. Dominik Czerny

 

Podczas terapii zrozumiałam, że moja depresja była nieświadomą autoagresją i samosabotażem. W zasadzie już od podstawówki zmagałam się z takim poczuciem, że życie nie ma głębszego sensu i niestety, to było we mnie bardzo głęboko. Czułam, że ten świat nie jest dla mnie. Teraz wiem, że jak zaczynam się tak czuć, to znaczy, że dawno nie robiłam muzyki.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Antonina 🦦 (@antonina_muzyczka)

 

Muzyka pomogła ci „dojść do siebie”?

Ojejku, tak! Terapia to jedno, ale muzyka jest dla mnie odnalezieniem czegoś, co przepełnia mnie radością i daje pewność, że robię coś, co jest integralne z moim DNA. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to jest to, czemu chcę poświęcać mój czas i energię. Pamiętam taki moment przełomowy, kiedy obejrzałam wywiad z Grimes, która cały swój pierwszy album stworzyła przy pomocy programu darmowego programu do produkcji muzyki zainstalowanego defaultowo na komputerze. Wcześniej wydawało mi się, że tworzenie muzyki wymaga wielkich zasobów finansowych, a okazało się, że wystarczy otworzyć Garageband, który miałam na komputerze, a nawet o tym nie wiedziałam. Ona wokale nagrała na najbardziej standardowy mikrofon dynamiczny, jaki widziała ta ziemia, czyli Shure SM58. Napisała też poradnik o tym, że robienie muzyki wcale nie jest takie trudne. Wtedy poczułam nadzieję, że może jest sens spróbować i zapisałam się na kurs produkcji muzyki. W międzyczasie zaczęłam coraz więcej produkować sama, a równolegle podczas lekcji śpiewu zaczęłam też wierzyć, że mogę przekazywać emocje moim głosem.

Przestałam też martwić się swoim wiekiem, bo wcześniej miałam mocne przekonanie, że show-biznes interesuje się kobietami, które startują przed 20 rokiem życia. Wszyscy jesteśmy „karmieni” obrazami gwiazd, które zaczynają karierę, gdy mają trzynaście lat. Byłam więc zafiksowana na tym, że czas mi ucieka. Grimes zaczęła mając lat 22 czyli tyle, co ja w momencie oglądania wywiadu z nią.

Mówisz, że chciałabyś, aby twoja płyta była jak apteczka dla innych ludzi. Co przez to rozumiesz?

Jak jestem w trudnym stanie emocjonalnym i słucham smutnej muzyki, to pozwala mi głębiej wejść w to uczucie i przepracować emocje. Może to brzmi dziwnie, ale dla osób, które odbierają świat poprzez muzykę – niekoniecznie. Dzięki muzyce można głębiej wejść w swój smutek i bardziej go zrozumieć. Czasem jest odwrotnie. Nie chcę sugerować, by uciekać od przeżywania emocji, ale przecież wszyscy wiedzą, że czasami potrzebujemy podnieść swoje wibracje. Leżymy w domu i nie mamy ochoty nigdzie wychodzić ani nic robić. Wtedy dobierając odpowiednią muzykę, możemy sobie pomóc, dodając energii.

O czym jest twój najnowszy singiel „Nostalgia”?

Kiedy byłam dzieckiem, zawsze chciałam być dorosła, ale wtedy wszyscy powtarzali mi: „Jak będziesz już dorosła, to zatęsknisz za dzieciństwem”. Jednak tak się nie stało. Nie chciałabym cofnąć czasu. „Nostalgia” jest fantazją i przypomnieniem sobie dobrych chwil ze swojego dzieciństwa. Uśmiechem i puszczeniem oczka do tego, co mnie ukształtowało.

 

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Antonina 🦦 (@antonina_muzyczka)

Dziś, jak czasem patrzę na rozwój technologii, to ze smutkiem dostrzegam przebodźcowanych ludzi. Czas, kiedy słuchałam muzyki na walkmanie, wydaje się miłą odskocznią. Dziś nie dziwię się, gdy słyszę, jak ktoś mówi, że źle się czuł, więc cały dzień oglądał serial. Nam teraz zależy, by być produktywnymi i nie tracić czasu. Jak gotujemy, to jeszcze jednocześnie słuchamy podcastów. Jak stoimy w korku, automatycznie odsłuchujemy maile. Możemy też je dyktować na cito. Ale wszystko to sprawia, że mniej kontaktujemy się sami ze sobą, z własnymi myślami i uczuciami. Sama kiedyś miałam z tym kłopot, bo muzyka towarzyszyła mi dosłownie cały czas. Nie mogłam wyjść z domu bez słuchawek i zaczynałam panikować, jak o nich zapomniałam. Dlatego dziś staram się świadomie dobierać to, czego słucham i nieco ograniczać bodźce.

Czym możesz nam opowiedzieć o start’upie?

Jestem częścią zespołu, wraz z którym stworzyliśmy aplikację dla kobiet z diagnozą raka, która jest obecnie badana klinicznie w trzech krajach. Nasza aplikacja składa się z 22 lekcji i każda z nich jest poświęcona innemu tematowi, np.: Jak rozmawiać z rodziną o chorobie? Jak radzić sobie z nadmierną ilością stresu? Jak stosować techniki relaksacyjne? Jak znaleźć czynności witalne, które sprawiają, że odczuwamy radość i sens życia? Nasza aplikacja pomaga kobietom też śledzić codziennie, ile takich czynności wykonały. Czy jest to wystarczające? Czy może powinny bardziej o siebie zadbać? Po każdej lekcji jest zadanie domowe, bo naszym celem jest wytworzenie nowych zdrowych nawyków i zmiana niesłużących nam przekonań (żeby zmiany w życiu wprowadzić na stałe, a nie tylko na czas, w którym korzystamy z aplikacji).

Jaka to działa w praktyce?

Wyobraźmy sobie pacjentkę z nowotworem, która ma przyjmować chemioterapię, a ma w sobie przekonanie, że „chemia” to trucizna. Wiadomo, że takie przekonanie nie będzie jej służyć. Dlatego warto to przeformułować np. na zdanie “chemioterapia to lek, który pomaga mojemu ciału pozbyć się komórek nowotworowych”. Zmianę takiego przekonania może wspomóc też praca z wyobraźnią. Niektóre kobiety wyobrażają sobie, że chemioterapia jest jak eliksir życia, który wypływa w ich żyły i rozświetla wszystkie komórki. Albo wyobrażają sobie, że ich organizm to drzewo z wyschniętymi gałązkami, a jak popłynęła w nich chemia, to zaczęły rozkwitać. Wiele badań potwierdza, że sposób, w jaki myślimy o tym, co nas spotyka, jest elementem, który decyduje o tym, jak przeżywamy emocje i jak radzimy sobie ze stresem. A przecież stres wpływa na działanie naszego układu immunologicznego, a on jest kluczowy w procesie zdrowienia onkologicznego.

Co robisz teraz w Kalifornii?

Zawsze chciałam postudiować trochę za granicą. Ale kiedy już miałam wyjechać na Erasmusa, wybuchła pandemia i byłam na Erasmusie w Berlinie on-line. Dlatego Kalifornia to prezent od losu, który staram się wykorzystać jak najlepiej. Jestem tu od kilku tygodni. Poznaję muzyków, chodzę na koncerty, oglądam piękną naturę Stanów Zjednoczonych, piszę utwory. Gram też w golfa i jeżdżę na wrotkach. Wierzę, że Kalifornia pomoże mi nabrać jeszcze więcej wiatru w żagle.

 


Zobacz także

Dlaczego ludzie decydują się na małżeństwo, choć dobrze wiedzą, że to się nie uda?

„Ryzykanci”. Dlaczego ludzie decydują się na małżeństwo, choć dobrze wiedzą, że to się nie uda?

No mieli przecież być razem. Miał się rozwieść i należeć do niej. Obiecywał, że ją kocha, że jest jedyna, najlepsza

Jak mieć dobry związek? Szanować się wzajemnie. I nie uważać, że miłość jest nam dana raz na zawsze