Związek

Czy my w ogóle umiemy rozmawiać o seksie?

Redakcja
Redakcja
13 lipca 2021
fot. Valerii Apetroaiei/iStock
 

Z Anią i Jackiem Jaworskimi spotykam się w centrum Warszawy, by przy okazji debiutu literackiego Jacka – książki „Kara za grzechy” – porozmawiać na temat seksu, który jest w powieści wyraźnie obecny. Chcemy wyjaśnić, jak ten temat omawiać z dziećmi i czy Polacy są na te rozmowy gotowi. Jaworscy wraz z trzema synami mieszkają w okolicach Gdańska, gdzie od lat prowadzą kilka biznesów i piszą blogi – mistersoperfect.pl (Jacek) i mumme.pl (Ania).

Miło mi Was widzieć i cieszę się na okazję do dyskusji, choć wciąż jeszcze nie jestem przekonana, czy będę potrafiła rozmawiać z Wami otwarcie właśnie o seksie…

Ania: Nam też miło Cię widzieć. Dlaczego nie będziesz potrafiła? Przecież to temat jak każdy inny…

Jacek: Myślę, że po prostu musimy spróbować!

Dobrze. Chyba dawno tak wprost o tym nie rozmawiałam… a może nigdy?

Ania: Nie dziwi mnie to. Nasze pokolenie nie jest po prostu tego nauczone, nie przywykliśmy. Ze mną rodzice nigdy nie rozmawiali wprost na te tematy. Ja też dopiero się tego uczę. Muszę, bo dzieci nieustannie o coś pytają i trzeba im odpowiedzieć! Jestem pedagogiem wczesnoszkolnym, więc może mi trochę łatwiej, bo mam dostęp do różnych opracowań, źródeł specjalistycznej wiedzy, które edukują, w jaki sposób rozmawiać z dzieciakami na te tematy. Dla wielu osób to wciąż temat tabu, zamiatany pod dywan i taki, na który po prostu wcale się nie rozmawia.

Jacek: Ale nie tylko o dzieci tutaj chodzi. Partnerzy też niewiele na ten temat rozmawiają. Brakuje też badań na temat tego, jak często i na jakim poziomie Polacy potrafią mówić o seksie lub jakiego języka używają.

Czyli Waszym zdaniem kłopot z rozmowami o seksie to problem społeczny, pokoleniowy?

Ania: Z całą pewnością. Ludzie z pokolenia naszych rodziców – 60+ i starsi – przeważnie odczuwają skrępowanie podczas rozmów o seksie. Dla większości z nich był to temat tabu od zawsze. Wykształciła się więc swoista blokada, którą od razu można zauważyć podczas rozmowy np. o relacjach, problemach w związku itd. Tematów seksu raczej się nie dotyka, a jeśli już – w bardzo zakamuflowany sposób. Sądzę, że ta blokada dotyczy absolutnej większości tego pokolenia. Z kolei w przypadku kobiet mniej więcej w moim wieku, mających około 40 lat, ta sytuacja jest bardziej zróżnicowana. Są więc takie panie, które będą mówić o seksualności w sposób otwarty, i są też takie, które będą równie zawstydzone lub wręcz oburzone tematem co ich starsze koleżanki – takie osoby potrafią określać temat seksu mianem „tych spraw” i mają spory kłopot, gdy z ust dziecka usłyszą „niewygodne” dla nich pytanie. A dzieci – jak to dzieci – nie przestaną ich zadawać, będą ciekawskie i zupełnie szczere. Pozostanie dla nich niezrozumiałe, dlaczego rodzic jest zawstydzony np. pytaniem o to, czym jest orgazm. Z kolei młodzież…

Jacek: …również nie umie rozmawiać o seksie…

Ania: …choć chce i potrzebuje, więc szuka dostępu do treści – i uważam, że jest to zupełnie naturalne! Ciało młodych ludzi się zmienia, jak więc mają nie zdawać pytań? Jak nie szukać odpowiedzi na nurtujące kwestie, o które nie mogą zapytać swoich rodziców, o których nie rozmawia się z nimi w szkole… Pozostaje więc internet i tam, niestety, powszechny dostęp do pornografii.

Jacek: I teraz wyobraźmy sobie taką młodą osobę, z którą nikt nie rozmawia o seksie, a w jej w głowie rodzą się pytania i wątpliwości. I nadchodzi ten dzień, gdy ta dziewczyna lub chłopak po raz pierwszy natkną się na pornograficzne treści w sieci. Mogą się przestraszyć i zamknąć komputer albo obejrzeć film do końca. Mogą poczuć ekscytację, obrzydzenie lub zażenowanie, ale nie będą umieli nazwać tych uczuć. Przyłapani na gorącym uczynku – mogą mieć poczucie winy, że zrobili coś bardzo złego. A wątpliwości jest jeszcze więcej, tymczasem odpowiedzi na pytania brak…

Ania: Nic więc dziwnego, że młodzi ludzie nadal nie umieją rozmawiać o seksie. Nikt nie prowadzi ich przez meandry internetu, nie sugeruje im wartościowych treści, nie wprowadza krok po kroku w temat. Nieliczni szczęściarze mogą liczyć na rodziców, może na jakiegoś mądrego nauczyciela, który ma odwagę, by iść pod prąd coraz bardziej konserwatywnemu systemowi edukacji, a inni – muszą radzić sobie sami. To zaklęty krąg, który trzeba przerwać.

Jacek: I trzeba działać – najpierw w swoich rodzinach, potem wśród znajomych. Trzeba wyjść z szafy. My z naszymi synami rozmawiamy otwarcie, a temat seksualaności traktujemy jak każdy inny, choć oczywiście dostosowujemy sposób rozmowy do wieku dziecka. Nie dzielimy się z chłopakami jakimiś intymnymi informacjami na temat naszego pożycia, nie dajemy im do czytania mojej książki Kara za grzechy, gdyż jest skierowana do pełnoletniego odbiorcy, ale wyjaśniamy, dlaczego tak postępujemy, rozmawiamy o zjawiskach, wykorzystujemy różne okazje, by tłumaczyć, o co tyle hałasu z tym seksem.

A Twoja książka może pomóc innym rodzicom w tym, by mieć podobne podejście do tematu?

Jacek: Myślę, że tak, choć literatura erotyczna to twardy orzech do zgryzienia. Autorzy stąpają po cienkim lodzie, lawirując pomiędzy dwoma błędami, które łatwo popełnić – odważne sceny mogą zostać ukazane niczym fantazja nastolatka albo razić przemocą i epatować wulgaryzmami. Myślę, że w mojej „Karze za grzechy” uniknąłem tych zasadzek. Przedstawiłem po prostu seks takim, jaki jest – stosunek płciowy nie zawsze idealny, czasem niezdarny, taki, w którym nie wszystko wychodzi perfekcyjnie – szczególnie początkującym kochankom. W powieści opisuję więc scenę inicjacji seksualnej głównego bohatera, gdzie zależało mi na oddaniu tego, jak bardzo przejmujący i wymagający jest to moment w życiu młodego człowieka.

Ania: I choć to wyraźnie męski punkt widzenia, to w mojej opinii Jackowi udało się uzyskać efekt, który niczym nie razi. Jego przedstawienie erotyzmu mi się podoba, bo przede wszystkim jest szczere, a więc na pewno odpowiednie i potrzebne nam wszystkim.

Twoja książka, Jacku, prowokuje też do zadania sobie pytania, czy również w naszych związkach z naszymi partnerami potrafimy normalnie rozmawiać o seksie. A może kochamy się tylko pod kołdrą?

Ania: Seks to jest jeden z fundamentów związku! Poza sytuacjami, gdy ludzie nie mogą go uprawiać z powodów zdrowotnych czy z innych losowych przyczyn, współżycie jest po prostu jedną ze składowych relacji między ludźmi. Tymczasem partnerzy wstydzą się o tym rozmawiać nawet ze sobą. Efektem tego mogą być narastająca frustracja i niespełnienie. Są badania, których wyniki pokazują, że 30% kobiet nigdy nie osiągnęło orgazmu, a 60% nie jest w stanie szczytować podczas „klasycznego” stosunku. Panie często ten fakt ukrywają, udają uniesienie, bo nie chcą, by ich faceci poczuli się „niemęsko”.

Jacek: Wydaje się, że w kwestii seksu dla nas – mężczyzn – wiele spraw jest łatwiejszych, chociaż my też mamy pewne potrzeby, o których nie mówimy. Dla nas również istotne jest poczucie bliskości z drugą osobą. Szczególnie, że główną rolę odgrywają tu przecież przede wszystkim emocje. Bo seks to emocje – i to nie tylko u kobiet, ale i u mężczyzn! Tymczasem często o tym zapominamy, pomijając uczucia mężczyzn w tym kontekście. Dla mnie jest to zupełnie niezrozumiałe. Owszem, uważam siebie za silnego mężczyznę, ale to nie oznacza, że odczuwam mniej. Dla mnie przecież liczy się przede wszystkim bliskość z drugą osobą, a bez uczucia nie ma dobrego seksu. Faceci tymczasem często nie umieją mówić o swoich emocjach.

To, o czym mówisz, to pokłosie stereotypów, jakie latami narosły wokół seksualności.

Jacek: Tak i w książce jest też o tym sporo… Musimy się wszyscy sporo nauczyć i krok po kroku mierzyć z tematem. Nie ma na co czekać, trzeba działać!

Ania: Jacku – wiesz dobrze, że popełniając Karę za grzechy – włożyłeś kij w mrowisko…

Jacek: Wiem i nie mogę się doczekać, co będzie dalej…

No to zobaczymy… Dziękuję Wam bardzo za to spotkanie.

 


Związek

Przybywa dowodów na to, że szczepienia przeciwko COVID-19 w ciąży to korzyść i dla matki, i jej dziecka

Redakcja
Redakcja
13 lipca 2021
fot. RossHelen/iStock
 
Przeciwciała, jakie wytwarza matka po szczepieniu, przenikają barierę łożyskową, a ponadto znajdują się też w pokarmie kobiecym. Wygląda zatem na to, że dziecko zyskuje zatem ochronę przed zachorowaniem na COVID-19. Prof. Mirosław Wielgoś z WUM podkreśla, że tego rodzaju zabezpieczenia maluch długo w inny sposób nie będzie mógł uzyskać – małych dzieci nie szczepi się przeciwko COVID-19.

Dowodów na to, że wytworzone przez zaszczepioną kobietę przeciwciała przechodzą barierę łożyskową, dostarczyli ostatnio polscy lekarze z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie. Prowadzą badania nad wpływem szczepień przeciwko COVID-19 na kobiety ciężarne i ich dzieci. Wstępne rezultaty ich pracy zostały właśnie opublikowane w czasopiśmie Vaccines. Jako jedni z pierwszych na świecie i pierwsi w Polsce udowodnili bowiem przezłożyskową transmisję przeciwciał przeciwko antygenowi S wirusa SARS-CoV-2. Tym samym należy wnioskować, że urodzone niemowlę zyskuje ochronę przed zakażeniem.

„Kobiety ciężarne są w grupie podwyższonego ryzyka ciężkiego przebiegu infekcji COVID-19. Zaszczepienie ich zmniejsza ryzyko zachorowania u mam, ale także zwiększa szansę na uniknięcie wielu powikłań ciąży w przebiegu tej infekcji dla płodów. Badanie prowadzone w naszym ośrodku ocenia właśnie skuteczność i bezpieczeństwo szczepienia przeciwko COVID-19 w czasie ciąży” – wyjaśnił w specjalnym komunikacie prof. Tomasz Waśniewski, ordynator Oddziału Klinicznego Ginekologiczno-Położniczego.

Dodał, że w badaniu uczestniczą kobiety dobrowolnie zaszczepione w okresie ciąży. Kwalifikacja do badania odbywa się po szczepieniu. Do tej pory do badania zakwalifikowano ponad 180 kobiet ciężarnych z całej Polski – wszystkie pracują w systemie opieki zdrowotnej, w większości są to lekarki. W krwi pępowinowej wszystkich urodzonych przez zaszczepione matki noworodków stwierdzono przeciwciała przeciwko COVID-19.

„Potwierdzamy tym samym możliwość uodpornienia dzieci pacjentek zaszczepionych w ciąży. Udowodniliśmy, że tydzień ciąży, w którym jest podawana szczepionka, jest głównym czynnikiem wpływającym na transfer przezłożyskowy przeciwciał poszczepiennych” – podkreślił Zdanowski.

Obecnie badacze analizują zebrane dane. Chodzi o to, że polscy naukowcy mogą się przyczynić do ustalenia optymalnego momentu podania szczepionki kobietom ciężarnym. W polskim badaniu zauważono bowiem, że istnieje pewna zależność w poziomie przeciwciał w krwi pępowinowej u noworodka a terminem podania szczepionki matce: im szczepionka podana była wcześniej przed porodem, tym poziom przeciwciał u noworodka był wyższy (jednak trzeba pamiętać, że wszystkie ciężarne, które brały udział w badaniu, szczepione były w trzecim trymestrze ciąży). Jednocześnie naukowcy zastrzegli w pracy, że odnotowano przeciwciała także w krwi pępowinowej noworodka, którego matka otrzymała drugą dawkę szczepionki zaledwie tydzień przed porodem.

Lekarze zaznaczają przy tym, że ich praca ma ograniczenia – przede wszystkim mała grupa badawcza (choć na tle innych dotychczasowych badań jest ona jedną z większych – przyp. Serwis Zdrowie).

Wcześniej, już marcu, badanie sugerujące przeniesienie odporności na COVID-19 na płód i dziecko z zaszczepionej kobiety w ciąży przeprowadzono w Izraelu. Wstępne wyniki przeprowadzonych w USA badań kohortowych także wykazały, że przeciwciała powstające w organizmie zaszczepionych kobiet preparatami mRNA przenikają przez łożysko do ciała płodu, a matka karmiąca piersią przekazuje je dziecku także po porodzie wraz z mlekiem.

Kiedy zaszczepić się w trakcie ciąży?

– Wiemy już, że  choroba jest znacznie bardziej niebezpieczna zarówno dla ciężarnej, jak i przebiegu ciąży niż szczepienie. Ciężarne reagują na szczepienie tak samo jak kobiety nie będące w ciąży. Jeśli wystąpi podwyższona ciepłota ciała, to jest to krótkotrwałe i nie wymaga jakiegoś specjalnego działania – zwykle wystarczy przyjąć wtedy paracetamol – mówi ginekolog i położnik prof. Mirosław Wielgoś, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w latach 2016-2020.

Dlatego zachęca wszystkie swoje pacjentki i wszystkie kobiety w ciąży, by udały się do punktu szczepień, a ewentualne wątpliwości wyjaśniły ze swoim lekarzem prowadzącym.

– Pamiętajmy o tym, że przyjęcie szczepienia w ciąży daje dziecku odporność na COVID-19, którego w inny sposób nie uzyska, przynajmniej na razie, ponieważ nie szczepi się obecnie małych dzieci. I pewnie jeszcze długo takiej rejestracji nie będzie – podkreśla.

Lekarz zastrzega, że oczywiście, na obecnym etapie, nie ma twardych wytycznych co do tego, w którym konkretnie momencie ciąży najlepiej jest przyjąć szczepionkę przeciwko COVID-19. Ale nie oznacza to, że nie ma wielu przesłanek pozwalających na „miękkie” wskazówki.

W sukurs przychodzą tu bowiem doświadczenia z innymi szczepionkami, wiedza o rozwoju ciąży, a także doświadczenia na zwierzętach.

– Obecne zalecenia eksperckie są wynikiem daleko posuniętej ostrożności, która nakazuje, by jednak szczepionkę podawać po 1. trymestrze, choć są też zwolennicy szczepienia w trakcie tego trymestru, jednak po zakończeniu 8. tygodnia ciąży; wtedy proces organogenezy jest już zakończony – mówi prof. Wielgoś.

Dodaje jednak, żeby nie panikować, jeśli kobieta zaszczepiła się wcześniej.

– Są też dane świadczące o tym, że zaszczepienie w 1. trymestrze nie przyniosło żadnych negatywnych skutków, a wprost przeciwnie – wyjaśnia.

Apeluje, by nie poddawać się lękowi o powikłania zakrzepowe po szczepieniu.

– Nie ulega wątpliwości, że ryzyko zakrzepu w przebiegu COVID-19 jest zdecydowanie – podkreślam – zdecydowanie wyższe niż po szczepieniu. Powikłania zakrzepowe poszczepienne są moim zdaniem demonizowane, a jednocześnie zapomina się o tym, że choroba powoduje u znacznego odsetka pacjentów zmiany zakrzepowe, na dodatek u niektórych bardzo zaawansowane – podkreśla.

Jaka szczepionka lepsza w ciąży

Specjalista uważa, że przede wszystkim ta, która jest szybciej dostępna.

– Wprawdzie więcej szczepień w populacji kobiet ciężarnych wykonano szczepionkami mRNA, w związku z czym istnieje już pokaźna baza wiedzy na temat skutków tych konkretnych szczepionek u przyszłych matek. Nie zapominajmy jednak, że drugą sporą grupą kobiet w ciąży, które przyjęły szczepionkę przeciw COVID-19, są te, przede wszystkim z USA, które zostały zaszczepione szczepionkami wektorowymi. W związku z tym, kiedy pacjentka pyta mnie, którą szczepionką się zaszczepić, odpowiadam, że generalnie tą, która będzie dostępna – wyjaśnia.

Jego zdaniem, lepiej nie czekać tygodniami na szczepionkę mRNA, jeśli dostępna jest wektorowa, bo w tym czasie może dojść do zakażenia.

– Wówczas kobieta ciężarna ma o wiele gorszą sytuację, bo będzie się borykać z chorobą, a być może także i jej następstwami – mówi.

Dodaje, że wiele kobiet dziękuje mu na mediach społecznościowych za rzeczowe przedstawienia argumentów, które zachęciły je do szczepienia.

– Piszą, że czują się bezpieczniejsze teraz, a jednocześnie nie było się czego obawiać w związku ze szczepieniem – dodaje.

Prof. Wielgoś przypomina przy okazji, by kobiety w ciąży nie zapominały o dwóch szczepieniach, które w trakcie ciąży są zalecane: przeciwko grypie i przeciwko krztuścowi.

– Jeśli szczepimy ciężarną przeciwko krztuścowi w trzecim trymestrze, mamy na uwadze to, że jej dziecko zyska tzw. bierną odporność, czyli będzie wyposażone w przeciwciała przeciwko tej chorobie, które wyprodukuje matka, i które przejdą barierę łożyskową – wyjaśnia.

Szczepionka przeciw krztuścowi jest obowiązkowa dla dzieci, ale można ją podać w drugim miesiącu życia (potem maluch dostaje dawki przypominające). Jednocześnie pałeczki krztuśca są częstymi patogenami w środowisku i o ile zdrowym dorosłym nie czynią wielkiej krzywdy (najczęściej chorują w taki sposób, że nie doznają powikłań), to dla niemowląt i małych dzieci krztusiec bywa chorobą wręcz śmiertelną.

Przechorowanie grypy w ciąży zwiększa zaś ryzyka powikłanego przebiegu ciąży – przedwczesnego porodu, niskiej masy urodzeniowej, a także zakończenia ciąży niepowodzeniem.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Związek

Hipoterapia – dlaczego jest tak ważna? Zalety hipoterapii

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
13 lipca 2021
Hipoterapia - co to jest, zalety, przeciwwskazania
Fot. iStock

Hipoterapia opiera się na terapeutycznym kontakcie człowieka z koniem, który może odbywać się na różnych płaszczyznach. Mogą korzystać z niej dzieci, jak i osoby dorosłe, począwszy od kontaktu z koniem, aż po jazdę na jego grzbiecie. Istnieje wiele zaleceń dla podjęcia hipoterapii, a jej skuteczność jest zauważalna i doceniana.

Hipoterapia — co to jest i kto może z niej korzystać?

Określenie hipoterapia wywodzi się z języka greckiego — „hippos”, czyli koń i „therapeia”, czyli terapia. To jedna z metod rehabilitacji ruchowej, której podstawowym elementem jest kontakt z koniem. Hipoterapia działa jednocześnie na wiele sposobów, oddziałując w tym samym czasie sensorycznie, psychoruchowo, psychomotorycznie, społecznie i psychicznie.

Hipoterapia - co to jest, zalety, przeciwwskazania

Fot. iStock/Hipoterapia

Cele hipoterapii

Do głównych celów hipoterapii należą:

  • normalizacja napięcia mięśni spastycznych u dzieci wiotkich;
  • wzmocnienie mięśni grzbietu i brzucha;
  • poprawa kontroli głowy i tułowia;
  • kształtowanie reakcji obronnych i równoważnych;
  • zapoznanie się ze stereotypem chodu ludzkiego;
  • poprawa koordynacji wzrokowo – ruchowej;
  • ćwiczenia orientacji w schemacie własnego ciała i orientacji przestrzenne;
  • trening zmysłu równowagi.

Z hipoterapii powinny korzystać osoby z niepełnosprawnością, o ile zgodę na to wyraził lekarz, po stwierdzeniu braku przeciwwskazań. Hipoterapia powinna być prowadzona z odpowiednio przygotowanym fachowcem instruktorem hipoterapii.

Zalety hipoterapii

Hipoterapia a nauka chodzenia

Hipoterapia może stać się pierwszym etapem nauki chodzenia, lub być dla niej przełomem. Gdy podczas stępu konia barki i ręce, luźne nogi „zachowują się” w ten sam sposób, jak u idącego człowieka. Podczas najwolniejszego chodu konia (tzw. stępu), jego grzbiet porusza w sposób identyczny, jak miednica człowieka podczas prawidłowego chodu. W trakcie jazdy miednica otrzymuje informację, jak wygląda prawidłowy ruch podczas chodzenia. Jest to szczególnie istotne w przypadku osób z nieprawidłowym napięciem mięśniowym, które w wyniku urazu lub choroby nie chodzą, oraz dzieci, które nie miały możliwości samodzielnego przemieszczania się w pozycji pionowej.

Hipoterapia - co to jest, zalety, przeciwwskazania

Fot. iStock/Hipoterapia

Zmniejsza spastyczność mięśni  

Hipoterapia jest dobrym wsparciem w przypadku zmożonego napięcia mięśni (spastyczności), szczególnie kończyn górnych i dolnych. Podczas ruchu konia u człowieka dochodzi m.in.: do kołysania ciała, rozgrzania mięśni i rozluźnienia ich.

Hipoterapia przywraca zaburzoną symetrię mięśni tułowia

Koński chód przywraca także zaburzoną symetrię mięśni tułowia, w efekcie napięte i przykurczone delikatnie się rozluźniają i rozciągają. Mięśnie słabszej wiotkiej strony ulegają wzmocnieniu. Dzięki temu po pewnym okresie jazdy stępem w prawidłowym dosiadzie dochodzi do symetrycznej równowagi mięśniowej.

Zapobiega przykurczom

Hipoterapia delikatnie wpływa na ruch mięśni i stawów, dzięki czemu łagodzi przede wszystkim przykurcze przywodzicieli ud i ograniczenia ruchomości obręczy biodrowej.

Hipoterapia jest źródłem bodźców

Sierść konia, jego ciepło, odgłosy, jakie wydaje, są dobrą i różnorodną stymulacją dla wszystkich zmysłów. Ponadto bodźce pochodzą również z mięśni i stawów podczas siedzenia na końskim grzbiecie, co wpływa na odczuwanie własnego ciała. Wpływ na obiór bodźców ma także zmiana kierunku jazdy czy przyspieszanie i zwalnianie zwierzęcia.

Poprawia samopoczucie

Styczność ze spokojnym zwierzęciem uszczęśliwia. W trakcie hipoterapii wydzielają się hormony, które wpływają na pobudzenie aktywności ruchowej, koncentracji uwagi i dobrego samopoczucia.

Hipoterapia - co to jest, zalety, przeciwwskazania

Fot. iStock/ Hipoterapia

Hipoterapia uspokaja

Łagodne i kołyszące ruchy konia pozwala na odczucie rozluźnienia i odprężenia. Obecność żywej i łagodnej istoty wspiera osiągnięcie  równowagi emocjonalnej i łagodzi reakcje nerwicowe.

Hipoterapia — przeciwwskazania

Hipoterapia na końskim grzbiecie ma zbawienny wpływ na osoby potrzebujące tego typu stymulacji, ale nie każdy może skorzystać z jej możliwości. Jednym z przeciwwskazań jest brak umiejętności samodzielnego utrzymywania głowy w pozycji pionowej. Innym przeciwskazaniem jest padaczka lekooporna, w której może przydarzyć się nagły atak z utratą świadomości, co podnosi ryzyko upadku z konia. Z hipoterapii nie mogą także korzystać chorzy na wrodzoną łamliwość kości. W ich przypadku nie tylko upadek jest niebezpieczny, ale nawet gwałtowny ruch czy ucisk osoby asekurującej przy koniu.

O ile w powyższych przypadkach hipoterapia na końskim grzbiecie nie jest dobrym pomysłem, tak można w inny, znacznie bezpieczniejszy sposób skorzystać z jej zalet. Alternatywną formą hipoterapii jest po prostu sam kontakt z koniem. On sam ma wiele zalet, poprzez opiekę nad zwierzęciem, karmieniem, czy po prostu dotykaniem. Pacjenci, którzy korzystają z tej formy hipoterapii, odczuwają wiele pozytywnych emocji, które mają dla nich ogromne znaczenie.


źródło:  www.pzhk.pl, www.mp.pl 

 


Zobacz także

Związek wymaga poświęceń, ale nie za wszelką cenę. Tych 12 zachowań nie powinnaś tolerować u faceta

„Przestańcie nas, k…., non stop oceniać. Pomyślcie, co wy możecie zrobić dla nas. To na ogół tak działa: miłość rodzi miłość, akceptację akceptację, uwaga uwagę”

5 faktów na temat ślubu, o których mogliście nie wiedzieć