Związek

„Albo zaczniesz współpracować, albo się z tobą rozwiodę. Jesteś jak moje trzecie dziecko. Wydoroślej!”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
9 listopada 2021
fot. Morsa Images/iStock
 

Zacznę od tego, że bywasz naprawdę fajnym facetem, ale mój kłopot z tobą polega na tym, że nie zachowujesz się jak ojciec rodziny. Jesteś jak moje dodatkowe dziecko. Kapryśne, przekorne i krnąbrne. Nie wspierasz mnie w wychowywaniu córki i syna. Zawsze, gdy próbuję coś od nich egzekwować, stajesz okoniem. Do cholery, tak nie powinno być, to nie może dłużej trwać!

Powiedz mi, jak ja mam wytłumaczyć dzieciom, by tyle nie siedziały na Internecie, jeśli ty po powrocie z pracy zamykasz się pokoju i grasz w GTA lub przeglądasz godzinami YouTuba? Co z tego, że jesteś inteligentnym facetem i wiem, że nie skrolujesz idiotycznych obrazków na Pintereście, ale czytasz i oglądasz ciekawe rzeczy? Pomyśl, jakim wzorem jesteś dla naszych dzieci? Jak mam im zabraniać czegoś, co notorycznie robi ich ojciec?

Najgorsze, że rozmowa z tobą jest niemożliwa. Niemożliwa dlatego, że zawsze masz setki argumentów przeciwko mnie. Mówisz, że nikt jeszcze nie udowodnił, że godziny spędzane przed ekranem komputera wpływają negatywnie na zdrowie fizyczne czy psychiczne dzieci. Ty zawsze siedziałeś przed monitorem, pisząc te swoje magiczne kody i zarabiając dla domu, dzięki pracy nad sztuczną inteligencją, kupę pieniędzy. Ale… to przecież są dzieci. One tak nie mogą. To im szkodzi.

Tyle razy już prosiłam cię, byś wspierał mnie w sytuacjach, kiedy próbuję postawić granice. Jak rozmawiam młodszym synem, który ma 12 lat, by nie chodził spać o północy, to ty się wycofujesz albo się ze mnie podśmiewasz. Zrobiłeś ze mnie w domu „tego złego policjanta”. I powiem ci, że ja już dłużej tego nie zniosę.

Nasza 15-letnia córka ma fobię społeczną. Po pandemii nie chce wychodzić z domu. Odmówiła chodzenia do szkoły. Powiedziałeś, że to dobrze, że ona nie ma zamiaru uczyć się głupot i że popierasz jej decyzję o nauczaniu domowym. Mówiłeś, że cieszysz się z tego, bo twoja córka jest harda i w przyszłości nie będzie chodzić na sznurku w jakiejś korporacji.

A ja pytam ciebie: czy ona będzie szczęśliwa bez przyjaciół, bez grupy rówieśniczej? Czy będzie szczęśliwa, jeśli nie przełamie swojej fobii i nie zacznie wychodzić do ludzi? Sprawa jest poważna, bo kiedy jej proponuję, byśmy pojechały do supermarketu, ona odmawia. Kiedy ją jednak do tego zmuszam, w sklepie chodzi za mną jak cień i nie potrafi jak normalna 15-latka cieszyć się z wybierania nowej bluzki, kurtki czy butów. Chce tylko wracać jak najszybciej do domu. A ty mówisz: „I dobrze, że tak robi. Nie stroi się jak głupia lalka”. Niczego nie rozumiesz!

A dzieci tego słuchają i w to im graj. Dobrze wiesz, że weszły w nastoletni, bardzo trudny wiek. Ale i tak robisz swoje: jeśli ja czegoś od nich wymagam, to ty pobłażasz, albo śmiejesz się: „Ha ha ha, matka zawsze martwi się za bardzo”. Więc, jak syn i córka mają mnie słuchać? Jak mają mnie szanować?

Wybacz, że powiem to tak wprost: „Nie mam już sił. Chyba chcę się z tobą rozwieść. Wydoroślej człowieku!”

Chciałam, by córka zaczęła terapię. Cudem udało mi się ją do tego namówić. Cudem znalazłam bardzo dobrą terapeutkę, którą poleciły mi znajome. Ale ty znów mówisz, że to bez sensu. „Jaka to nauka, gdzie są twarde dane, gdzie dowody, że to pomaga?”, pytasz mnie przy dzieciach. „Matematyka to nauka, statystyka to nauka. A terapia? Co to z wymysł? Każdy pracuje inną metodą, więc skąd wiadomo, która skuteczna i naprawdę dobra?”, krzyczysz. I co w tej sytuacji robi nasza córka, zapatrzona w ciebie jak obrazek? Wtóruje, bo to fajne jest być przeciwko temu rodzicowi, który czegoś wymaga.

A ja nie chcę być w naszym domu ta złą – tą, która gdera, która się martwi, która stoi na straży. Dla ciebie syn mógłby jeść fast foody, spać do popołudnia, a córka nie chodzić do szkoły. Fajną sobie wybrałeś pozycję w naszym domu. Dzieci cię po prostu uwielbiają. Wtórują ci i razem drwicie ze mnie. Myślisz, że to jest dla mnie fajne? Że ile niby jeszcze mam to znosić? Nie uważasz, że rodzice jednak powinni się między sobą dogadać i w ważnych sprawach mówić jednym głosem?

Mimo wszystko zadzwoniłam do tej terapeutki, by umówić mnie i córkę na wizytę. Jednak psycholożka powiedziała, że ponieważ dziecko nie jest pełnoletnie, powinieneś przyjść chociaż na pierwszą wizytę, że ona nie może podjąć się terapii, bez zgody dwojga rodziców. Przecież nie masz odebranych praw rodzicielskich. Rozumiem, że ta terapeutka kieruje się rozsądnymi zasadami. To właśnie mi się w niej, między innymi, podoba. Ale co ja mam teraz zrobić? Ręce mi opadają, bo ty konsekwentnie odmawiasz pójścia do jej gabinetu. Cóż, powiem ci tyle: ”Jesteś jak dziecko. Przecież tu nie chodzi o jakąś zabawę, żeby się tak upierać. Tu chodzi o zdrowie i przyszłość naszego dziecka. Weź człowieku, oprzytomnij!”.

Pamiętam, że kiedyś tak okropnie się pokłóciliśmy, że ze dwa tygodnie nie odzywaliśmy się do siebie. Ty w zasadzie milczałeś tak ogólnie, do wszystkich. O dziwo, to był mój najlepszy czas z dziećmi. Poukładałam szybko w domu zasady: o której mają chodzić spać, kiedy i w czym mają mi pomagać. Dzieci chodziły jak w zegarku. Po pierwsze dlatego, że były przerażone sytuacją w domu i bały się, że jesteśmy tak pokłóceni za ich sprawą, że dojdzie do naszego rozstania. Starały się więc być grzeczne, by nie być tą cholerną „kością niezgody”. Ale były też grzeczne z innego powodu. Ja wymagałam, a nikt mi za plecami nie przeprowadzał dywersji. Nie robiłeś tego, bo milczałeś. I wtedy pierwszy raz w życiu pomyślałam o rozwodzie. Pomyślałam sobie, że bez ciebie jest mi łatwiej wychowywać dzieci, że bez ciebie one się mnie słuchają i szanują.

Słuchaj, my zabrnęliśmy w jakiś ślepy zaułek. Nie wiem, jak się z niego wydostaniemy. Jest tylko jedno wyjście, musisz się zmienić, wydorośleć i ze mną współpracować. Bo zwariuję.

Napisałam ten list, bo chcę wiedzieć, czy inne kobiety też borykają się z takimi problemem. A może są tu jakieś czytelniczki, które w końcu doszły do porozumienia z mężem? Jestem ciekawa, jak to zrobiłyście? Bo ja widzę przed sobą tylko jedno rozwiązanie. Szantaż. Szantaż, że jak nie oprzytomniejesz, to ja odchodzę!!!


Związek

„Mam się nie starzeć?! Zniknąć?” Sarah Jessica Parker ostro odpowiada hejter(k)om

Redakcja
Redakcja
9 listopada 2021
 

– Jest tyle tej okropnej, mizoginistycznej paplaniny… O mężczyznach tak się nie mówi. „Siwe włosy, siwe włosy, siwe włosy”. Wszędzie o tym pisano. Siwe włosy były odmieniane przez wszystkie przypadki. Siedzę z Andym Cohenem, ma gęste siwe włosy i jest piękny. Dlaczego to jest w porządku? Co jest ze mną nie tak? Nie wiem, co mam powiedzieć – zastanawia się gwiazda „Seksu w wielkim mieście”. 

Sarah Jessica Parker jest gwiazdą okładkowej sesji grudniowego wydania „Vogue”. W towarzyszącym jej artykułowi czytamy, że naprawdę… wkurzają ją komentarze, jakie pojawiają się na temat jej wyglądu. Wszystko wybuchło z ogromną siłą, kiedy pojawiły się pierwsze informacje o kręconym, nowym sezonie kultowego „SATC”, zatytułowanym „And just like that”.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Vogue (@voguemagazine)

Jak informował wtedy (przez ekran komputera było widać wypieki na twarzy piszącej to redaktorki) serwis „People”, na pierwszych zdjęciach z planu długo oczekiwanej kontynuacji serialu widać, że… główne bohaterki mają widocznie siwe włosy. „Silver generation” stało się więc niepodważalnym faktem.

fot. Instagram Sarah Jessiki Parker

Ze zdjęć opublikowanych na Instagramie przez HBO MAX można wywnioskować, że skończył się w życiu bohaterek etap spełniania mniej lub bardziej zwerbalizowanych oczekiwań innych.

Parker (która gra Carrie Bradshaw) i Nixon (Miranda Hobbs) wreszcie zaczęły żyć w zgodzie z własnymi potrzebami. A zatem serialowa Miranda zaprezentowała jakże praktyczną fryzurę pixie, przetykaną eleganckimi srebrnymi pasmami, podczas gdy Carrie postawiła na starannie przemyślaną nonszalancję, pozwalając, aby z fal delikatnie przebijało srebro.

I wiecie co, czekam na ten serial bardzo! Popieram każdy rewolucyjny pomysł na pokazanie kobiet w średnim wieku, z ich starzejącymi się ciałami, z ich siwymi włosami i potrzebami, które pewnie się zmieniają względem tego, czego chciały 30 lat temu, ale które wciąż są ważne. Ważne!

 

Zaczęło się od wielkiego zdziwienia, że jak to, kobiety 50+ i seks?! No szok! Szybko to tej kwestii dołączyła ta związana z ich wyglądem. Pierwsze zdjęcia z planu wprawiły świat w osłupienie. Wszystkie trzy – Carrie, Miranda i Charlotte – mają widoczne siwe włosy. Są naturalnie piękne, naturalnie seksowne, zaje**ście stylowe, bez przegięć, bez zbędnej kokieterii. Wyglądają tak, jak ja chciałabym wyglądać w ich wieku. Serio. Garderobę z serialu przyjmuję z otwartymi rękami!

Wiem, jak wyglądam. Nie mam wyboru. Co mam z tym zrobić? Przestać się starzeć? Zniknąć? – pyta w „Vogue” Sarah Jessica Parker

Jak to możliwe, że zdjęcia dojrzałych kobiet, które zdecydowały się nie walczyć z czasem za wszelką cenę, tak nam doskwierają? Jak to możliwe, skoro na co dzień tyle krzyku, tyle oburzonych głosów, że hejtuje się kobiety plus size, że mówi się nam, że nie możemy nosić za krótkich spódnic, butów na płaskiej podeszwie, czy pokazywać nieogolonych nóg czy pach.

Wygląda to tak, jakby ludzie (w tym przypadku głównie kobiety) nie chciały, abyśmy były całkowicie pogodzone z tym, gdzie jesteśmy. Wydaje się, że słychać gdzieś w oddali chichot zadowolonych z tego, że któraś z nas cierpi z powodu przemijającego czasu, pojawiających się na głowie siwych włosów, zmarszczek na twarzy i wiotczejącej skóry na ramionach.

Zawsze jest źle – czy zdecydujemy się starzeć naturalnie i nie wyglądać idealnie, czy też zrobić coś (patrz: pójść do lekarza medycyny estetycznej), co sprawi, że poczujemy się lepiej. Stale poddane jesteśmy krytyce. Popatrzcie na komentarze pod zdjęciami gwiazd na Instagramie: ale pomarszczona!, ale wyprasowana!, ale zrobiła sobie usta!, oj, mogłaby sobie wypełnić usta. No ludzie!

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez SJP (@sarahjessicaparker)

Pod naszym tekstem z ostatniego weekendu, traktującym właśnie o siwych włosach, napisałyście ponad 100 komentarzy. Temat „grzeje”, rozpala dyskusję i wyobraźnię. Część z Was przyklaskuje, część dołącza do grona sceptycznych.

Masakra już bym wolała być łysa.. siwieje od 25 roku życia i to moja największa zmora, także ten trend ominę szerokim łukiem.

Ja się w ogóle nie farbuje. Uwielbiam dotyk i zapach naturalnych włosów, również odbarwionych, które są sztywniejszej struktury. Farbowany włos w mojej opinii ma nieprzyjemny zapach, który silnie wyczuwam. Lubię siebie taką sauté choć siwych włosów coraz więcej. Ja w ogóle pięknie siwieje. Wyglądają jak balejaż, pięknie mienią się w słońcu. Jestem naturalną brunetką

Na koniec chciałabym tylko uprzejmie przypomnieć, gdyby komuś umknęło: Jest 2021 rok. Kobiety mogą wyglądać (być siwe lub pofarbowane na niebiesko), jak chcą i robić, co chcą. I nawet być, kim chcą. Peace and love! ❤


Związek

Zakochaj się w Portugalii z fotografką Kat Piwecką

Redakcja
Redakcja
9 listopada 2021

Dawno temu podczas pierwszego pobytu w Portugalii na plaży zobaczyłam łódź ze słowami „If You Can Dream It, You Can Do It”, a dwa tygodnie później w innym miejscu „Live Your Dreams”. Jako że całe życie szłam za głosem swojego serca, już wiedziałam, że wrócę tutaj, i już zawsze będę wracać. I nagle zaczęła się dziać magia…

Zawsze miałam marzenie … marzenie, żeby przenieść się na kilka tygodni lub miesięcy do małej wioski na południu Europy i pobyć trochę sama ze sobą. Uciec i zaszyć się, po to aby porozmyślać o swoim życiu, o tym, co było i o tym, co przede mną. Wynajęcie małego domku w tradycyjnym portugalskim stylu na dwa miesiące w małej portugalskiej wiosce było dokładnie tym, czego potrzebowałam. I bardzo ucieszył mnie fakt, że byłam pierwszą w historii turystką w tejże miejscowości.

Wciąż pamiętam twarze zdziwionych mieszkańców, kiedy po trzech dniach męczącej drogi na trasie Polska-Portugalia wjechałam w końcu do wioski moim samochodem na polskich rejestracjach. Nie dość, że pierwszy turysta w ich wiosce, to jeszcze z tak daleka! To było takie cudowne budzić się codziennie w tak spokojnym miejscu w środku pustkowia, w otoczeniu rozległej wyschniętej od słońca sawanny, bez ludzi i turystów, bez hałasu i pośpiechu miasta.

Czas się tutaj zatrzymał. We wsi pozostali jedynie emeryci, którzy całymi dniami pracowali we własnych ogródkach, dostarczając sobie w ten sposób zajęcia oraz własnych owoców i warzyw. Nie potrzebowałam budzika. Zasypiałam i budziłam się razem z piejącymi kogutami i ryczącymi owcami i baranami.

 

Właścicielka domu, który wynajęłam – Dona Dolores otoczyła mnie także szczególną opieką. Mieszkając niedaleko, codziennie przynosiła mi świeże warzywa i owoce z własnego ogródka. Codziennie wyczekiwałam z wielką radością na przepyszne pomidory, papryki, ogórki i figi. Mój sąsiad Senhor Antonio nauczył mnie oglądać codziennie zachód słońca. Każdego wieczora o stałej porze zwykł wystawiać przed dom małe krzesełko i zasiadać przed swoim domem wraz ze swoimi psami w oczekiwaniu na zachód słońca.

W ten sposób kończył każdy dzień – siedząc w ciszy i podziwiając piękny zachód słońca. I w podobny sposób także ja kończyłam każdy swój dzień – siedząc na plaży zamykałam oczy i wsłuchana w szum fal odpoczywałam po całym dniu. I każdego dnia czułam się szczęśliwsza i szczęśliwsza. Teraz już nie mogę sobie wyobrazić życia bez oceanu, który daje niesamowitą energię.

Ale od początku. To było naprawdę wiele lat temu, kiedy zobaczyłam kultowy film Wima Wendersa „Lisbon story”. Dwie rzeczy w filmie szczególnie zwróciły moją uwagę i zostały na lata w mojej głowie.

Pierwsza z nich to samochodowa podróż głównego bohatera przez całą Europę – z Niemiec do Portugalii oraz stacje radiowe w różnych językach, które zmieniały się, kiedy przekraczał kolejne granice: z Francją, Hiszpanią, Portugalią. Wtedy nawet się nie spodziewałam, że w dalekiej przyszłości ja sama będę każdego roku odbywać dokładnie taką samą podróż, w trakcie której będę słuchać niemieckiej stacji radiowej pierwszego dnia, francuskiej stacji radiowej drugiego dnia i hiszpańskiej stacji radiowej trzeciego dnia.

Drugą rzeczą, która wyjątkowo mnie poruszyła w filmie Wima Wendersa był głos Teresy Salgueiro – ówczesnej wokalistki zespołu Madredeus oraz wszystkie utwory wykonane w filmie przez zespół Madredeus. To było moje pierwsze spotkanie z fado. Ta muzyka złamanych serc i wielkiej tęsknoty totalnie mnie zauroczyła. I znowu, wtedy nawet nie przyszło mi do głowy, że w dalekiej przyszłości będę fotografować najsłynniejszych muzyków tego gatunku, a jeden z nich zaśpiewa mi „Parabéns P’ra Você” na moje czterdzieste urodziny (dziękuję Pedro Moutinho – nigdy tego nie zapomnę).

Pierwszy raz do Portugalii przyjechałam jako dziennikarz podróżniczy, żeby zrealizować materiał na artykuł podróżniczy dla polskiego magazynu. Wylądowałam w Faro i rozpoczęłam moją podróż od regionu Algarve, poruszając się w kierunku północnym, po drodze odwiedzając wszystkie ważne miejsca, aż dotarłam do Porto na północy kraju. W pierwszym dniu mojego pobytu na plaży zobaczyłam łódź ze słowami, które szczególnie przykuły moją uwagę: „If You Can Dream It, Yoiu Can Do It”, a dwa tygodnie później w Nazare słowa: „Live Your Dreams”. Jako że całe życie szłam za głosem mojej intuicji, poczułam głęboko w sercu, że właśnie znalazłam swój drugi dom. I nagle zadziała się magia … Już wiedziałam, że wrócę. Że zawsze będę wracać.

Od tego czasu jestem podzielona pomiędzy dwa kraje – pomiędzy moje dwa domy – Polskę i Portugalię. Każdego roku przenoszę się do Portugalii na 4 miesiące, a kiedy moje dzieci „opuszczą gniazdo”, będę mogła ten czas jeszcze zwiększyć.

Od tego czasu wielokrotnie przejechałam całą Portugalię od południa aż po północ – zrobiłam prawie 30 000 zdjęć, odwiedzając ponad 300 miejsc (miasta, wioski, plaże, zamki, pasma górskie, wyspy).

Od tego czasu opublikowałam ponad 20 artykułów o różnych regionach Portugalii w polskich i portugalskich magazynach.

I wreszcie od tego czasu – przejechałam sama moim samochodem ponad 10 razy dystans 3000 kilometrów z Polski do Portugalii i z powrotem.

Album zatytułowałam „In Love with Portugal”, bo to historia miłości opowiedziana pięknymi kolorowymi zdjęciami. Powodów do zakochania się w tym kraju miałam mnóstwo:

  • sentymentalna Lizbona z zabytkowymi żółtymi tramwajami, wijącymi się pod górę brukowanymi uliczkami i melancholijnymi pieśniami fado,
  • klimatyczne Porto położone nad rzeką Douoro z licznymi piwnicami winnymi, tętniącą życiem nadrzeczną Ribeirą i pięknymi mostami,
  • wszechobecne ceramiczne płytki azulejos, które zdobią każdą niemal kamienicę i słynne kolorowe parasolki zawieszone nad ulicami,
  • dziesiątki kilometrów piaszczystych plaż i wydm na nieodkrytym jeszcze wybrzeżu Costa Vicentina ciągnącym się na południe od Lizbony aż do Przylądka Świętego Wincenta,
  • skaliste klify, zaciszne zatoczki i skały o najróżniejszych kształtach z tajemnymi tunelami prowadzącymi do dzikich plaż w Algarve,
  • urokliwe małe miasteczka z białymi domami ozdobionymi niebieskimi i żółtymi paskami w regionach Alentejo i Centro,
  • gigantyczne oceaniczne fale i raj dla surferów,
  • najpyszniejsze na świecie słodkości, cukiernia na każdym rogu i aromatyczna kawa popijana tak często, jak się tylko da.

Album w rozmiarze A4 zawiera ponad 330 stron kolorowych zdjęć najpiękniejszych miejsc, które warto odwiedzić podczas wyprawy do Portugalii. Podzieliłam go na 5 rozdziałów odpowiadających głównym regionom: Algarve, Alentejo, Lisboa, Centro i Norte. Album można zakupić w moim studio lub w sprzedaży wysyłkowej na mojej stronie: WWW.KATPIWECKA.COM. Organizuję też warsztaty fotograficzne w Portugalii śladami mojej książki, terminy oraz program warsztatów znajdują się także na stronie WWW.KATPIWECKA.COM.

 


Zobacz także

Cztery cechy emocjonalnie niedostępnego partnera

Cztery cechy emocjonalnie niedostępnego partnera

Wybaczyć czy odpuścić?

Socjopata, moja miłość