Lifestyle Związek

6 powodów, dlaczego byli kochankowie chcą wrócić do siebie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 maja 2022
sapioseksualizm, para, randka
fot. Ridofranz/iStock
 

Czy wiesz, że statystycznie 50 % par na jakimś etapie życia wraca do siebie. Na chwilę, na dłużej, na całe życie. Ale motywacji, by znów kochać tę samą osobę, dzielić z nią łóżko, mieszkanie, życie mogą być dziesiątki. Przedstawiamy sześć najbardziej  popularnych. Chociaż wcale nie tak oczywistych.

1. Wracasz, bo to wydaje się bezpieczne

Dzieje się tak często w przypadku osób, które w przeszłości doświadczyły jakiegoś nadużycia. Powrót do byłego może być wtedy postrzegany jak ponowne wejście w znajomą sytuację, która wydaje się bezpieczna. Ale to nie musi być prawda. Zastanów się: Czy przypadkiem nie masz problemu z wchodzeniem w nowe relacje? Czy nie powstrzymuje cię przed tym jakiś głęboko zakorzeniony lęk przed bliskością? Może tak naprawdę wolisz być zraniona ponownie w sposób, który dobrze znasz niż zaryzykować nowe miłosne doświadczenie.

2. Wracasz, bo zapomniałeś wszystko, co złe

Niestety czas ma to do siebie, że łatwo ulatują z naszej pamięci złe wspomnienia. Zostają w niej tylko te cudowne chwile, podczas których naprawdę czuliśmy się szczęśliwi. Do tego dochodzi nasza ludzka skłonność do idealizowana przeszłości, która po latach zaczyna ma się jawić jako „cudowna kraina dzieciństwa”, w której byliśmy wyluzowani, ufni, żądni nowych doświadczeń i przygód. A rzeczywistość jest taka, że z biegiem lat – owszem zmieniamy się – ale nie zawsze na lepsze. Zarówno ty jak on macie nowe bagaże doświadczeń, inne obowiązki. Nikt nie zagwarantuje ci, że jeśli zaczniesz spotykać się z eks, ożyje w was, to co było najfajniejsze. Trudno będzie też ominąć dawne rafy. Dlatego zanim powiesz „tak”, warto byś przypomniała sobie wszystkie punkty zapalne. Może cię zdradzał? Może był nieczuły? Może miał inne priorytety życiowe? Jeśli wracasz – rób to świadomie – przypomnij sobie, oprócz dobrych rzeczy, także te złe.

3. Wracasz, bo potrzebujesz domknięcia

Często ludzie wracają do siebie, bo potrzebują domknięcia i kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy. Tęsknią, snują domysły, nie rozumieją, dlaczego nagle zerwali. Po prostu niczego sobie nie wytłumaczyli (ani powodu rozstania, ani przyczyn niezadowolenia). Rozeszli się w przeciwne strony bez poważnej rozmowy i te niezałatwione między nimi sprawy, niewytłumaczone motywacje i popędy cały czas w nich drzemią i potrzebują postawienia kropki nad i”. Coś ich do siebie nadal przyciąga, ale tak naprawdę, to nie jest uczucie czy nieprawdopodobna seksualna chemia. Tak naprawdę to jest nieuświadomiona chęć zrozumienia tego, co poszło nie tak: dlaczego się tak strasznie kłócili, dlaczego nie potrafili ze sobą wytrzymać. Zastanów się, czy to nie twój przypadek. Czy nie masz ochoty po raz drugi wejść do tej samej rzeki, by w końcu dowiedzieć się, dlaczego nie możecie być razem.

4. Wracasz, bo uwielbiasz gonić króliczka

Często jest tak, że kompletnie nie doceniamy partnera, gdy jest nam oddany i gdy mamy go blisko. Wtedy wydaje nam się zwykły, szary, nudny. Zupełnie jakby przy nas jego magiczna wartość gasła. Dopiero gdy odejdzie, dociera do nas, kogo straciliśmy. Obserwujemy jego media społecznościowe i serce przebija nam sztylet, że jest taki szczęśliwy z inną kobietą. Więc zaczynamy o niego na nowo zabiegać, by go odzyskać. Ale czy to dobra droga? Nie wydaje się. Jeśli mamy tendencję do powtarzania tego typu związków z odpychaniem ukochanych osób i przywoływaniem ich na nowo, warto skorzystać z terapii. W przeciwnym razie wykończysz sama sobie. Bo gdy dogonisz króliczka, na bank wyda ci się znów zwykłym szaraczkiem. I tak w koło.

5. Wracasz, bo boisz się być sama

To wcale nie taki rzadki przypadek. Zastanów się, czy twoja motywacja, by wrócić do byłego partnera, jest szczera. Być może po prostu boisz się, że już zostaniesz sama, na wieki? Albo, że już nikt cię nie zechce? Wolisz wrócić do kogoś, kogo znasz, by tylko nie doświadczyć samotności? To wszystko jest kiepską motywacją! Myślę, że jesteś warta tego, by przeżyć prawdziwe wielkie uczucie. Dlatego nie zadowalaj się kimś, kto tak naprawdę do ciebie nie pasuje. To nie jest fair ani dla ciebie, ani wobec niego.

6. Wracasz, bo wyciągnęłaś wnioski

I oby tak było właśnie! Tej wersji ci życzę. Być może faktycznie oboje mieliście dość czasu, by przemyśleć błędy młodości. Być może wiesz już, co robiłaś źle, że to uczucie nie przerwało. Być może on też przemyślał własne postępowanie. O ile życie osobno dało wam szkołę, z której wyciągnęliście dla siebie mądre wnioski, o ile faktycznie czujecie, że dawna decyzja o rozstaniu to był błąd – czeka was nowe otwarcie. I trzymam za was kciuki, by tym razem się udało. Bo ubóstwiam dobre zakończenia miłosnych historii. Zwłaszcza tych z perypetiami.

 


Lifestyle Związek

Siedem pomysłów na to, jak być szczęśliwym bez polegania na partnerze

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 maja 2022
fot. Lyndon Stratford/iStock
 

Może jesteś teraz singielką i chcesz być po prostu szczęśliwa bez czekania na to, że w końcu pojawi się mężczyzna, który da ci radość i miłość? Albo czujesz, że twój partner ma natłok innych zajęć i nie masz ochoty narzucać się? Co możesz zrobić, aby być szczęśliwszą? Oto kilka sugestii, które pomogą ci znaleźć więcej uśmiechu w codziennym życiu bez angażowania ukochanej osoby.


1. Ciesz się wspomnieniami

Oczywiście, że nie warto rozpamiętywać smutków z przeszłości. Ale czasem warto wracać do tych klejnotów, czyli chwil, które były cudowne. Fantastyczny seks, świetne wakacje z rodziną, znacząca rozmowa, fartowny przypadek, dzięki któremu coś ci się udało w pracy. Czy już czujesz, jak twarz rozpromienia ci się? Warto też szukać drobnostek, za które chcemy podziękować danego dnia. To wcale nie muszą być ekstremalnie mocne doświadczenia. To może być wdzięczność za to, że w sobotę w końcu miałaś czas porządnie wyspać się, a wieczorem w niedzielę poczytać książkę przy zapalonych świecach. Najważniejsze jest to, by zauważać te chwile, bo zazwyczaj w natłoku zdarzeń dnia, to co miłe, a przelotne, po prostu nam umyka. Nie pozwalaj na to. Zatrzymaj przy sobie na dłużej wspomnienia, wtedy poczujesz, że twoje życie wcale nie jest takie monotonne i szare.

2. Podaruj sobie coś drobnego

Nie musisz jechać od razu na Bali. Wystarczy, że w końcu kupisz sobie te dawno upatrzone kolczyki albo wodę toaletową, której nuty zapachowe chodzą za tobą od miesięcy. Każda kobieta wie, że zakupy ciut poprawiają humor. Ale tak naprawdę wcale nie musisz wydawać kasy. Znam panie, którym niezwykłą przyjemność sprawia upieczenie babeczek cytrynowych albo składanie łabędzi origami, które potem zwieszają nad oknem. Chodzi o to, że warto siebie obdarowywać i robić  drobne przyjemnostki, które (koniecznie!) nie są praktyczne. To musi być coś, co sprawia tylko tobie przyjemność. Nie dzieciom, nie partnerowi, nie całej rodzinie. Tobie!

3. Afirmuj przyszłość

Dobrze jest dobrze myśleć o swojej przyszłości. Narzekactwo oraz czarnowidztwo są toksycznie zaraźliwe. Jeśli je uprawiasz, niejako infekujesz nimi swoją duszę. Myślisz: „Nic ciekawego mnie już nie czeka” albo „Nie wierzę, że jeszcze spotkam wielką miłość”. Jeśli takie myśli obracasz non stop w swojej głowie, to niestety oddalasz szanse na szczęście. Zalewasz się smutkiem, czarnym brakiem perspektyw i… mówiąc szczerze, musiałby się wydarzyć prawdziwy cud, by spełniły się twoje zasypane pod warstwą kurzu prawdziwe marzenia. Nad tym warto panować i nie pozwalać swoim myślom krążyć wokół potencjalnych niepowodzeń. Siłą własnej woli jesteś w stanie „wygrzebać się” z dołka. Afirmuj; myśl o tym, co dobrego może cię spotkać. Spisuj marzenia, odhaczaj te zrealizowane. Dąż nawet drobnymi kroczkami do tego, co daje ci szczęście.

4. Wyjdź do ludzi

Jeśli jesteś singielką albo czujesz się ostatnio ciut samotna w zawiązku, szukaj wsparcia bliskich dusz. Nie musisz upijać się albo rozmawiać o smutkach. Wystarczy, że pogadasz o niczym albo pośmiejesz się razem z koleżankami, by trochę odreagować lub nabrać dystansu. Towarzystwo życzliwych osób zawsze zaraża nas ich entuzjazmem, pogodą ducha i przynosi nowe pomysły na życie. Inspiruj się fajnymi ludźmi, korzystaj z ich pozytywnej energii. Ona jest zaraźliwa, wystarczy trochę się otworzyć.

5. Nakrecaj endorfiny

Nie musisz od razu iść na siłownię albo na jogging. Choć tak pewnie byłoby najskuteczniej. Przypomnij sobie, która aktywność sprawiała ci największą przyjemność. Spróbuj odgrzebać jakieś wspomnienie z przeszłości. Może świetnie ci kiedyś robiły wycieczki po górach, kiedy twój zmęczony oddech stawał się równomierny i wpadałaś w marszowy trans, podziwiając cudowne widoki? A może uwielbiałaś pływać krytą żabką w basenie. Po trzech długościach wpadałaś w rytm, nie czułaś już chłodu wody, a twoje mięśnie nabierały sprężystości. Potem czułaś cudowne ukojenie dzięki obmywającej twoją skórę wodzie. Może to przynosiło ci przyjemność i sprawiało, że wyrzut endorfin był… jak orzeźwiający koktajl dla twojego mózgu. Warto tego poszukać.

6. Bądź uważna

Czy masz takie zajęcie, które sprawia, że odpoczywasz i pozwalasz swoim myślom wolno przepływać przez głowę, co sprawia, że po chwili uspakajasz się? Dla jednych to oczywiście może być medytacja lub joga. Ale inni robią przetwory lub dziergają coś na drutach. Jeszcze inni wyrabiają chleb lub chodzą na zajęcia lepienia w glinie. Po prostu warto znaleźć coś takiego, że zapominasz o „bożym świecie”, nie masz ochoty patrzeć w telefon komórkowy, nie odczuwając jednocześnie niepokoju. Wyciszasz się, jest ci dobrze, a gonitwa myśli gdzieś ulatuje.

7. Zadbaj o siebie

Bądź dla siebie po prostu dobra. Jeśli czujesz się zmęczona – nie zmuszaj się, by świetnie bawić się tego wieczora na imprezie lub iść z rodziną na przymusowy niedzielny spacer. Odpuść. Nie musisz być ciągle w produktywnym ruchu, by odczuwać szczęście. Nie musisz pracować na swoje dobre samopoczucie. Czasem wystarczy wsłuchać się w siebie i podążać za emocjami. Niejako zatopić się w nich. Nawet jeśli jest to smutek czy przygnębienie. Nie jesteś dziś w nastroju? Spokojnie, możesz sobie poleżeć w łóżku albo posiedzieć na balkonie czy tarasie. Zapytaj po prostu siebie (bez oceniania, bez dołowani się), na co dziś naprawdę mam ochotę?

 

 

 


Lifestyle Związek

Dlaczego mężczyźni zamykają się w sobie i wycofują, gdy krzyczysz lub płaczesz? Jak ich nakłonić do „normalnej” rozmowy?

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
4 maja 2022
Fot. iStock/Mixmike

Mężczyźni często czują się niekomfortowo, gdy ich partnerki odczuwają złość, furię czy lęk. Dlaczego silnie emocjonalna kobieta jest takim wyzwaniem dla facetów? Odpowiedź nie jest łatwa. Można powiedzieć, że oni są wychowywani do poczucia odpowiedzialności za szczęście kobiet. Jeśli więc żona jest bardzo nieszczęśliwa, mąż uważa, że zwyczajnie ją zawiódł w ważny sposób i to jest dla niego pierwszy powód do frustracji. Ale nie tylko!


Wyobraź sobie rodzinę. Anka od jakiegoś czasu martwi się o córkę i wciąż próbuje przekonać Marka, że ​​on nie dostrzega zagrożeń. Ich szesnastoletnie dziecko chodzi spać o 2.00, 3.00 nad ranem, niemal non stop przesiaduje w internecie i nie chce chodzić do szkoły. „Czy to depresja?”, pyta męża Anka. A on na to odpowiada: „Daj spokój, wyluzuj. Dziś świat wygląda inaczej. Daj jej żyć, jak chce”. Anka swoje: „Dzieci nie powinny tyle czasu przebywać on-line. Mamy ostatnią szansę, by wykształcić w córce zdrowe nawyki. Teraz albo już nigdy. Pomóż mi”, prosi.
W rzeczywistości Anka chce, aby Marek dołączył do niej w poczuciu strachu. Teraz czuje się niezwykle samotna i ma wyrażenie, że niepotrzebnie strzępi język, bo do Marka nic a nic nie dociera. Brzmi znajomo?

Trudno powiedzieć, jak się czuje Marek, ponieważ on ciężko pracuje, aby nikt się o tym nie dowiedział, łącznie z nim samym. Najprawdopodobniej jednak cały ten jego logiczny wywód o odmienności dzisiejszego świata jest tylko przykrywką dla jego rzeczywistych lęków o córkę. Z jakiegoś niezrozumiałego dla siebie powodu Marek stara się nie denerwować. Jednocześnie wyraźnie widzi, że jego Anka jest zła, co sprawia, że on ​​właśnie czuje się zaskakująco nieswojo. Chociaż chciałby być bardziej empatyczny, jest coś w tych silnych uczuciach jego kobiety, że go niepokoją. Ponieważ Marek czuje się niekomfortowo, zaczyna się odcinać. Robi to, aby się chronić.

Anka jednak nie potrafi się wyluzować, czuje się bardzo odpowiedzialna za córkę. A ponieważ Marek sprawia wrażenie obojętnego, ona musi martwić się za dwoje. Mąż wtedy wysuwa inne racjonale argumenty np. takie, że on też siedział sporo w necie i dlatego teraz jest programistą, pisze kody, sporo zarabia na rodzinę. Słowem wyszedł na ludzi. Nieustannie naciska na Ankę, aby się trochę wyluzowała, aby „pozostała racjonalna” i „nie wpadała w histerię”. Oczywiście, że chciałby jakoś pocieszyć, ale im bardziej emocjonalna staje się Anka, tym on jest bardziej wycofany. A im bardziej on się dystansuje od kłopotów w domu, tym silniejsze stają się uczucia jego partnerki. Anka jeszcze bardziej „przyciska” męża, bo próbuje przecież znaleźć sposób na nawiązanie z nim jakiegokolwiek porozumienia. Teraz są zamknięci we wzajemnie destrukcyjnym cyklu; im bardziej ona naciska na połączenie, za którym bardzo tęskni, tym on bardziej od wszystkiego ucieka. Im on bardziej stara się kontrolować własny strach przez odłączenie, tym ona się bardziej denerwuje.

Dlaczego doszło w tej rodzinie do takiego impasu?

Powodów są dziesiątki. Na ogół faceci są mniej zaznajomieni z własnymi uczuciami i zazwyczaj nie bardzo potrafią o nich mówić. Dlatego czują się od razu przegrani, gdy rozmowa z kobietą staje się pełna emocji. Poza tym nasza kultura traktuje świat płaczu, krzyku, rozpaczy i niewysłowionej radości jako terytorium zarezerwowane dla płci pięknej. To jest oczywiście stereotyp, ale od wczesnego dzieciństwa mężczyźni są wyszydzani za okazywanie emocji innych niż gniew.

Dlatego obawiają się, że jak okażą miękkie uczucia, to ktoś popatrzy na nich jak… na mażące się baby. Intuicyjnie czują, że emocje są zaraźliwe. Przebywanie wśród kobiet, które krzyczą z rozpaczy albo ze szczęścia jest w ich perspektywie groźnie zaraźliwe, właśnie jak wspomniane ziewanie. Oni boją się, że to może u nich wywołać kaskadę płaczu, lęku, złości, których nie chcą prezentować ani światu, ani nawet najbliższej kobiecie. Czują się z czymś takim niekomfortowo i dlatego nauczyli się to tłumić.

Marek najprawdopodobniej obawia się też, że jeśli rozluźni czujność i podda się temu, co do niego „przypływa”, wściekłość może wymknąć się im spod kontroli i eskalować jako przemoc. Dlatego kiedy Anka jest zdenerwowana, on całą swoją energię skupia na tym, by nie wybuchnąć. Przeraża go wizja własnej agresji. Woli przeczekać, dopóki sytuacja nie zostanie rozwiązana.

I co teraz? Czy taki impas można jakoś pokonać? Czy Ance i Markowi wystarczy sama wiedza o mechanizmach, którym się do tej pory bezwiednie poddawali? Być może jeśli on dostrzeże, że Anka nie jest histeryczką, a ona zrozumie, że on nie jest obojętnym gburem, łatwiej im będzie się porozumieć.

Artykuł powstał na postawie książki Dr Avrum Weissa Hidden in Plain Sight: How Men’s Fears of Women Shape Their Intimate Relationships

 


Zobacz także

Dość fałszywej troski o to, czy nie pokazujemy zbyt wiele ciała, czy nie wstydzimy się naszych rozstępów i dużych ud!

Kobieta prawo do aborcji daje sama sobie. Nie potrzebuje doradców, nakazów i zakazów

Kilka sygnałów, które wysyła ci ciało, kiedy spotykasz tego „jedynego”