Związek

5 sygnałów, że wciąż warto dać temu związkowi szansę. Czyli, co się da jeszcze naprawić

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 marca 2017
Fot. iStock/1BSG
 

Niektórzy z was powiedzą pewnie, że zawsze warto walczyć, dopóki jeszcze tli się miłość. Że warto ratować co się da, jeśli są dzieci, wspólny kredyt, 20 wspólnie przeżytych lat. Tego się nie przekreśla „ot, tak”, nie odchodzi się, nie wymazuje  pamięci. Ale przecież rozstania bywają trudne niezależnie od tego jak długo ze sobą byliśmy – liczy się intensywność przeżytych razem emocji i szereg innych, dodatkowych, bardzo indywidualnych czynników. Kryzys nie musi oznaczać końca związku. Na pewno warto dać tej relacji szansę, jeśli (oprócz tego, że kochasz):

1. Nadal ufasz swojemu partnerowi

Nie ma intymności bez zaufania, nie ma zrozumienia bez dobrej, efektywnej komunikacji. Ta ostatnia na pewno nie jest ciągłą krytyką i podejrzliwą próbą kontrolowania swojego partnera. Chodzi o wyrażanie swoich uczuć w taki sposób, by uzyskać to, czego się potrzebuje i oczekuje od związku, ale także o poczucie bezpieczeństwa: komfort, że w jego/jej towarzystwie możesz być sobą, możesz mówić to, co myślisz i nie zostaniesz wyśmiany, czy odrzucony. I o pewność, że ciągle możesz zaufać, a w potrzebie liczyć na pomoc zdrugiej strony.

2. Nadal wzajemnie się szanujecie

Wzajemny szacunek i wiara w to, że oboje zasługujecie na to, co najlepsze, często motywują nas do podjęcia tak zdecydowanych kroków, jak terapia dla par, czy samodzielna próba przeanalizowania związkowych problemów i walka o relację. Jeśli szanujesz tę drugą osobę, chcesz dla niej jak najlepiej i nie pozwolisz jej cierpieć. Pozytywna komunikacja ma uzdrawiającą moc. Zobaczyć, jak oboje wykazujecie determinację i chęć, by uratować to małżeństwo, to przeżycie, które potrafi scalić, połączyć na nowo, przekonać się, że warto wciąż być razem.

3. Nadal wierzycie, że wasza miłość jest silna

Miłość, to oczywiście jeden z najważniejszych czynników, składających się na udany związek, choć trzeba od razu zaznaczyć, że nie zawsze (a na pewno, nie on sam) decydujący o tym, że relacja przetrwa każdy kryzys. Zmieniamy się nieustannie, zmieniają się również nasze potrzeby i oczekiwania względem partnera, w miarę, jak dotykają nas różne, czasem bardzo trudne, życiowe doświadczenia. Świadomość, że drugiej osobie wciąż na nas mocno zależy, że jest między nami a nią uczucie, może niejednokrotnie pomóc nam poradzić sobie z osobistymi problemami. A to z kolei bezpośrednio wzmacnia związek. Wydzielana podczas bliskiego kontaktu (nawet „ciepłej” rozmowy z ukochanym) oksytocyna, może według naukowców, dosłownie wyleczyć złamane serce.

4. Zdajesz sobie sprawę z tego, że ty również masz swój udział w waszym kryzysie

Może nie zrobiłeś nic złego, ale po prostu przez cały czas wierzyłeś w to, że nie jesteś godny tej miłości. To wystarczy, by zdeterminować twoje zachowanie w waszej relacji i pozycję, jaką w niej przyjąłeś.  A może twoje błędy są bardziej „ewidentne”, ale nie potrafisz się do tego przyznać? Rozpad związku, to nie kwestia dwóch dni, to proces. Rzadko kiedy jest winą tylko jednej z jego stron. Jak często padały między wami słowa: „Przepraszam”, „Proszę ,wybacz mi” , „Dziękuję Ci”’ 'Kocham Cię”…?

5. Wizualizacja może być wskazówką

Spróbuj wyobrazić sobie życie bez  twojego partnera. Jeśli ten obraz sprawi, że jesteś szczęśliwy, to chyba najbardziej znaczący sygnał, że pora na rozstanie, a nie na ratowanie związku. Jeśli cierpisz, zastanów się, co jest przyczyną takiego stanu rzeczy – czy to lęk przed samotnością w ogóle, czy smutek i żal związany z brakiem obecności twojego partnera?…

Trudno radzić w sprawach związku, nie będąc stroną zainteresowaną. Pamiętajcie jednak o jednym – tam, gdzie jest przemoc, tam nie ma czasu, ani miejsca na setną szansę i kolejną terapię. Takie sytuacje wymagają radykalnych zmian i szybkich decyzji.


Na podstawie: powerofpositivity.com

 


Związek

Mężczyźni oburzeni. Rząd chce walczyć z masturbacją i marnotrawieniem plemników

Redakcja
Redakcja
24 marca 2017
Fot. iStock / AnnekeDeBlok
 

100 dolarów grzywny dla każdego mężczyzny, który dopuszcza się masturbacji! To pomysł Jessici Farrer z Partii Demokratycznej z teksańskiej Izby Reprezentantów. Uważa ona, że masturbacja to marnotrawienie plemników i „akt przeciwko nienarodzonemu dziecku, godzący w świętość życia”. Mężczyźni są oburzeni i mają nadzieję, że to tylko kiepski żart.

Farrar przedstawiła projekt „Man’s Right To Know Act” (czyli prawo mężczyzny do informacji), w którym proponuje nałożenie kary za masturbację. Z płacenia 100 dolarów zwolnieni byliby jedynie ci mężczyźni, którzy oddają nasienie w szpitalach bądź odpowiednich klinikach. W związku z tym Farrer chce utworzenia specjalnego rejestru placówek, które będą oferować „poradnictwo zachęcające do pełnej abstynencji, lekarzy nadzorujących ejakulację i przechowywanie spermy”.

Na szczęście dla przerażonych mężczyzn, kobieta przyznała, że proponowana przez nią ustawa ma charakter satyryczny i jest wycelowany w działania środowisk pro life. To właśnie w Teksasie panuje restrykcyjne prawo dotyczące aborcji. Od 2013 roku zamykane są kliniki, w których można było przeprowadzić zabieg przerwania ciąży oraz wprowadzane są obostrzenia, m.in. zakaz aborcji po 20. tygodniu, wymogi dotyczące sprawozdań oraz ograniczenie leków aborcyjnych. Poprzez likwidację specjalistycznych klinik, które pomagały kobietom usunąć ciążę, zwiększyła się liczba przypadków, kiedy kobiety zaczęły posługiwać się „domowymi” sposobami. Najbardziej popularnymi metodami są zioła i leki homeopatyczne, uderzanie w brzuch, nadużywanie alkoholu i narkotyków oraz przyjmowanie hormonów.

– Ustawa jest satyryczna, ale nie ma nic śmiesznego w obecnych restrykcjach w opiece medycznej dla kobiet i prawdziwych projektach proponowanych podczas sesji Izby Reprezentantów – oznajmia Farrar. Jej projekt jest formą protestu przeciwko nierówności płci. Kieruje uwagę na pytanie, dlaczego tylko kobiety mają ponosić odpowiedzialność za życie nienarodzonego dziecka? Dlaczego pomijani są mężczyźni, których plemniki są potencjalnym życiem?

Ciekawe, jak w naszym kraju propozycja grzywny za masturbację zostałaby przyjęta?


Źródło: polityka.pl , centrumschumperta.pl


Związek

13 głupich błędów, które popełniamy po rozstaniu

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
23 marca 2017
Fot. iStock/epicurean

Rozstanie to nic przyjemnego. W zasadzie to jedno z najgorszych i najbardziej stresujących nas wydarzeń, bez względu na przyczynę i winę którejkolwiek ze stron. Uniwersalnych metod na to, jak sobie z nim poradzić nie ma, bo emocje i odczucia każdego z nas są tak różne, że trudno o idealne rozwiązanie. Niektórzy potrzebują litrowego pojemnika lodów, paczki chusteczek i najlepszej przyjaciółki, inni kija bejsbolowego, przestrzeni i czegoś, na czym mogą rozładować swoje emocje. Z łatwością jednak można wymienić błędy, które niejedna z nas popełnia po rozstaniu – i nie ma tu znaczenia, czy zakończyłaś swój pierwszy czy dziesiąty związek, prawdopodobnie i tak zrobisz któreś z tych głupstw.

Niewygodne, ale seksowne

Rzucasz się na niebotycznie wysokie szpilki, wciskasz w seksowną, acz niewygodną sukienkę. Chcesz wyglądać pociągająco i kusząco, tak, by On żałował i widział dokładnie, co stracił. Uważaj tylko, żebyś ty nie straciła jedynek, gdy będziesz próbowała udowodnić, że choć od zawsze chodzisz w trampkach, to urodziłaś się na wysokich obcasach i w mini.

Fryzura dyktowana emocjami

W końcu zrobisz sobie tę fryzurę, od której On cię odwodził. Zetniesz, zakręcisz, wyprostujesz, zafarbujesz – teraz nie może cię już powstrzymać. Dobrze jednak przemyśl swoją decyzję, bo wizyta u fryzjera pod wpływem emocjonalnej burzy może nie być najlepszym pomysłem.

Przemeblowanie lub przeprowadzka

Chcesz zmienić wszystko dookoła siebie, nagle ta kanapa stojąca pod oknem cie drażni, a kolory ścian są zbyt nudne i przytłaczające. Przestawiasz, wynosisz, wnosisz, planujesz ustawienie wg feng shui albo zamierzasz całkowicie zmienić otoczenie i wyprowadzić się na drugi koniec miasta. Pamiętaj jednak, że to nie twoje mieszkanie wymaga przemeblowania, ale emocje – zajmij się najpierw nimi.

Rzucenie się w wir wydarzeń towarzyskich

Jako świeża singielka rzucasz się na każde spotkanie towarzyskie w okolicy i dołączasz do każdego wydarzenia znajomych na Facebooku. I choć nie przepadasz za jazzem, a opera nudzi cię śmiertelnie, to i tak nic nie powstrzyma cię przed aktywnością społeczną – chcesz poznawać ludzi, rozmawiać z nimi, chłonąć ich energię. Zastanów się jednak, czy może niepotrzebnie nie tracisz przy tym własnej? Nic na siłę!

Czas na rzeźbę!

Na pewno rzucił cię, boś gruba, boczki masz, fałdki i cellulit. Rzucasz się zatem ochoczo na ćwiczenia, wykupujesz karnet na siłownię, pół sklepu sportowego i planujesz pracować nad rzeźbą – jak twój eks zobaczy cię za kilka tygodni, to padnie! Zanim jednak wydasz majątek, sprawdź, czy zajęcia będą ci odpowiadać i przekonaj się, czy dana aktywność jest czymś dla ciebie. Nie staraj się też być od razu niczym mistrzyni fitnessu, bo zniechęcisz się lub nabawisz kontuzji – lepiej stopniowo i małymi kroczkami, zwłaszcza jeśli do tej pory byłaś kanapowym leniwcem.

Zbyt wczesne wyjście solo

Jeszcze nie umilkło echo waszego rozstaniu, gdy w pojedynkę wybierasz się do miasta – masz nadzieję, że będzie jak w filmie, gdy do samotnej singielki przy stoliku dosiądzie się przystojny nieznajomy lub pośle jej drinka z liścikiem. Chcesz być niezależna, odważna i silna – i dobrze, tylko upewnij się najpierw, że jesteś naprawdę gotowa na wieczór solo. Nieznajomy przystojniak może mieć tego dnia inne plany…

Randkowanie online

Rejestrujesz się na portalu randkowym (a nawet trzech, tak dla pewności) w poszukiwaniu kandydata, który wypełni puste miejsce po twoim byłym. Szukasz księcia, który błąka się gdzieś w sieci i jesteś zdeterminowana na szybkie nawiązanie nowej znajomości. Pamiętaj jednak, że nie od razu Kraków zbudowano i czasami trzeba chwilę poczekać na swoje szczęście.

Klin klinem

Szybki flirt, przelotny romans, przypadkowy seks na imprezie – jak to mówią, klin klinem! Nie zamierzasz tkwić samotnie w domu, wszak młoda jesteś i z predyspozycjami, chcesz korzystać z życia, a może nawet pokazać paru osobom (a najbardziej temu eks draniowi), że rozstanie nie zrobiło na tobie wrażenia. Szansa na to, że błahy romans sprawi, że poczujesz się lepiej jest znikoma – to tylko sposób na zepchnięcie swoich myśli i emocji na dalszy plan.

Śledzenie jego poczynań online

Zaczynasz mieć obsesje na punkcie aktywności byłego partnera w mediach społecznościowych, czytasz każdy wrzucony post, analizujesz każde zdjęcie. Boisz się, że zmieni status szybciej niż ty, posuwasz się nawet do wysłania mu kilku niemiłych wiadomości i wstawienia wrednych komentarzy. Lepiej jednak wyloguj się i powstrzymaj od takich zachowań – to, co zrobisz i napiszesz w sieci świadczy o tobie, nie o nim.

Telefon z procentami

Babski wieczór, drinki, szaleństwa namieście i już wybierasz jego numer i zaczynasz bełkotać do telefonu o utraconej miłości, ranach na duszy albo odwrotnie – odgrażasz się, obrażasz go i życzysz jak najgorzej. W obu przypadkach rada jest tylko jedna: piłaś – nie dzwoń! Jak wytrzeźwiejesz będziesz tego gorzko żałować.

Czarny PR

Po zerwaniu wszystkim dookoła opowiadasz o jego wadach, przytaczasz najgorsze anegdoty i wspomnienia, narzekasz, żalisz się i robisz mu czarny PR wśród znajomych? Więcej klasy, kobieto! Takie plotkowanie będzie działać jedynie na twoja niekorzyść.

Jedzenie pt.  „teraz mogę”

Teraz już nie musisz dbać o dietę, możesz pochłonąć paczkę ciastek, chipsy i czekoladę w pięć minut – a kto ci zabroni? Nie musisz się już starać, sama twierdzisz, że nie masz już dla kogo. A przecież masz – dla samej siebie! Nie zajadaj zatem smutków i nie szukaj pocieszenia w jedzeniu, bo tam go nie znajdziesz.

Udawanie, że jesteś szczęśliwa

Choć od środka zżera cię smutek i masz ochotę ryczeć, robisz dobra minę do złej gry, przywdziewasz maskę i tłumisz emocje. To jednak metoda jedynie na chwilę, bo w końcu te niewypowiedziane uczucia z ciebie wyjdą, wybuchną w najmniej odpowiedniej chwili.  Nie udawaj, że wszystko jest w porządku, nikt tego od ciebie nie oczekuje. Pozwól sobie na smutek, żałobę do waszym związku, przeżyj to i idź dalej – bo nawet jeśli teraz ci się wydaje, że to koniec świat, wkrótce wszystko się ułoży i znowu będziesz się szczerze uśmiechać.


Zobacz także

Przemoc domowa nie dotyczy tylko kobiet. Kiedy mężczy

Ile razy można złamać komuś serce? Tyle razy, ile ten ktoś ci na to pozwoli…

„Nie mogę spać, nie mogę jeść, myślę o tym, że mógłby teraz być z kimś innym”. Wykańcza ją obsesyjna zazdrość

Seksowny nieznajomy, strój pielęgniarki i szybki numerek w plenerze. Przestań się wstydzić, życie jest za krótkie!