Zdrowie

Polka u ginekologa. Nie jesteśmy niestety systematyczne – pora to zmienić

Redakcja
Redakcja
20 czerwca 2022
 

Polki nie są zbyt sumienne, jeśli chodzi o profilaktykę dotyczącą kobiecego zdrowia. Brakuje nam systematyczności, ale przede wszystkim świadomości, że badania profilaktyczne służą zachowaniu zdrowia. Regularnie (tzn. co najmniej raz do roku lub według zaleceń lekarza) ginekologa odwiedza 61% respondentek, natomiast aż 13 % w ogóle nie odwiedza tego specjalisty – wynika z raportu „Profilaktyka zdrowia kobiet” * zrealizowanego wiosną 2022 roku dla Gedeon Richter Polska. Firma od kilku lat bada rozmaite aspekty zdrowia Polek, ponieważ to właśnie zdrowie kobiet jest w centrum jej zainteresowania.

Złoty standard – wizyta raz w roku

– Kluczem do zachowania kobiecego zdrowia są regularne wizyty u ginekologa, najlepiej raz w roku – mówi ginekolog dr n. med. Grzegorz Południewski. Wówczas mamy możliwość uchwycenia nieprawidłowości, które mogą być początkiem poważnej choroby na wczesnym etapie, kiedy prawdopodobieństwo jej wyleczenia jest bardzo duże. To czas na omówienie badań profilaktycznych, rozmowę o antykoncepcji i planach macierzyńskich. Z regularnych porad ginekologa raz do roku korzysta jednak tylko 21% Polek. Co 4. chodzi do ginekologa raz na 3 lata, a 13% w ogóle nie odwiedza tego specjalisty.

– Pacjentki, które nie były u ginekologa przez kilka lub kilkanaście lat znacznie częściej, niż te, które badają się regularnie słyszą w gabinecie niekorzystne diagnozy, że choroba jest zaawansowana i wymaga ciężkiego, nierzadko okaleczającego leczenia – mówi dr Południewski.

Systematycznie, co najmniej raz w roku ginekologa najczęściej, odwiedzają kobiety w wieku 25-34 lata (26%). Natomiast w grupie 45-54 lata najwięcej kobiet (34%) bada się raz na trzy lata. W tej grupie jest też największy odsetek kobiet, w ogóle nie odwiedzają ginekologa (28%). – Fakt, że kobiety dojrzałe przestają o siebie dbać jest bardzo niepokojący, bo właśnie w tej grupie wiekowej wzrasta ryzyko raka piersi.

– Ponadto okres okołomenopauzalny, wiąże się u wielu kobiet z występowaniem nieprzyjemnych dolegliwości takich jak uderzenia gorąca, obfite poty czy labilność nastroju, którym można zaradzić stosując odpowiednie leczenie. Jedną z misji ginekologa jest wspieranie kobiet w przechodzeniu przez ten trudny czas – zauważa dr Południewski.

Mieszkanki dużych i średnich miast odwiedzają ginekologa częściej niż kobiety ze wsi i małych miasteczek. Wśród kobiet mieszkających na wsi oraz w miastach od 20 do 50 tys. mieszkańców jest najwięcej respondentek (25%), które przyznały, że w ogóle nie chodzą do ginekologa. To kwestia gorszej dostępności do poradni ginekologicznych w małych miejscowościach, ale także słabszej świadomości, a nierzadko także wstydu.

Cytologia

Prawie co 5. kobieta biorąca udział w badaniu deklaruje, że nie wykonuje w ogóle badań cytologicznych lub wykonuje je, gdy zauważy u siebie niepokojące objawy.

– Dzięki badaniu cytologicznemu mamy szansę wykryć zmiany przednowotworowe szyjki macicy. Jeśli w tym momencie zastosujemy odpowiednie leczenie unikamy śmiertelnie groźnej choroby – mówi dr Południewski. Takie wczesne zmiany nie dają żadnych objawów. Przykładem są chociażby widoczne w cytologii zmiany charakterystyczne dla zakażenia wirusem HPV, które zwiększa ryzyko rozwoju raka szyjki macicy. Współcześnie dysponujemy preparatem, który ogranicza ryzyko przeobrażenia zmiany zapalnej wywołanej zakażeniem HPV w nowotwór, a także przyspiesza proces gojenia się zmian śródbłonkowych wywołanych tym wirusem. Dlatego ogromnym błędem jest rezygnacja z cytologii z powodu braku dolegliwości. Gdy kobieta zgłasza się na cytologię zaniepokojona objawami, najczęściej okazuje się, że wymaga już leczenia.

Ideę profilaktyki nowotworów szyjki macicy najlepiej rozumieją kobiety dojrzałe (powyżej 54. roku życia) oraz młode (18-24 lata), które najczęściej wykonują cytologię zgodnie z zaleceniami lekarza (odpowiednio 42% i 31%). Raport pokazuje, że podejście do cytologii nie zależy wprost od tego czy respondentki mieszkają na wsi czy w dużym mieście. Nie zależy też od wykształcenia. Kobiety z wykształceniem zasadniczym badają się najczęściej według zaleceń lekarza (36%), tak samo często jak kobiety z wykształceniem wyższym.

Samobadanie piersi

Tylko 24% respondentek deklaruje systematycznie, comiesięczne badanie piersi, a 26% twierdzi, że robi to kilka razy do roku (26%), natomiast co 5. kobieta nie bada swoich piersi w ogóle. Świadomość na temat tego, jak ważne jest samobadanie piersi rośnie wraz z wiekiem. Jednak wśród dojrzałych kobiet, które są bardziej narażone na zachorowanie na raka piersi niż młode, ta świadomość jest ciągle niezadawalająca.

Aż 41% Polek pomiędzy 45-54 rokiem życia nie wykonują w ogóle samobadania piersi. W grupie powyżej 54. roku życia nie robi tego 42% respondentek (ale tyle samo robi to regularnie co miesiąc).

Antykoncepcja

– Prawie co 4. kobieta w Polsce (23%) nie stosuje żadnych metod antykoncepcji. Dotyczy to co 5. kobiety w wieku reprodukcyjnym. Przyczyną niechęci Polek do antykoncepcji jest przede wszystkim lęk przed szkodliwym działaniem hormonów. Te przekonania są oparte na  historycznej wiedzy zaczerpniętej od poprzednich pokoleń. Stosowanie nowoczesnych środków hormonalnych wiąże się z minimalnym ryzykiem poważnych działań niepożądanych – dodaje dr Południewski.

Polki, które decydują się na stosowanie antykoncepcji wybierają najczęściej metody hormonalne. Odsetek kobiet stosujących antykoncepcję maleje wraz z wiekiem.

– Niepokoi mnie fakt, że 10% najmłodszych Polek (18 do 24) stosują kalendarzyk małżeński (10%) i prezerwatywy (19%), czyli metody, które u młodych ludzi często okazują się zawodne. W tej grupie tabletki antykoncepcyjne stosuje tylko 5% – zauważa dr Południewski. Drugi niepokojący fakt dotyczy kobiet po 45 roku życia, aż 48% z nich nie stosuje żadnej metody zapobiegania niechcianej ciąży. To błąd, bo choć po 45 roku życia prawdopodobieństwo ciąży jest niewielkie, to jednak ciągle trzeba się z nim liczyć. W tej grupie cykle stają się nieregularne, dlatego nie sprawdza się kalendarzyk, tymczasem 5% dojrzałych respondentek mu ufa – dodaje ekspert.

Kobiety mieszkające na wsi i w miastach do 20 tyś. mieszkańców najczęściej nie stosują żadnej metody antykoncepcji (odpowiednio 43% i 42%). Natomiast kobiety mieszkające w miastach powyżej 500 tyś. najczęściej stosują tabletki antykoncepcyjne (35%).

Z jakim problemem do ginekologa?

Z raportu wynika, że najczęstszą przyczyną wizyt u ginekologa są objawy infekcji intymnych takie jak zmiana koloru wydzieliny z pochwy oraz dolegliwości takie jak pieczenie i ból czy nieprzyjemny zapach.

– Rzeczywiście infekcje intymne są najczęstszą przyczyną, dotyczącą nawet 70% wizyt w gabinecie ginekologicznym – przyznaje dr Południewski. Jednak często kobiety zbyt długo zwlekają z wizytą u lekarza próbując leczyć się samodzielnie przy użyciu środków dostępnych bez recepty. Problem w tym, że pacjentka sama nie jest w stanie stwierdzić, czy przyczyną infekcji są bakterie, wirusy, czy może grzyby, a ma to kluczowe znaczenie dla doboru odpowiedniej terapii. Konsekwencją odwlekania właściwego leczenia jest często zaawansowany stan zapalny, który wymaga bardziej skomplikowanego i dłuższego leczenia, a także niesie ze sobą ryzyko powikłań takich jak przewlekły stan zapalny przydatków i dróg moczowych oraz powstawanie zrostów, które mogą powodować niepłodność.

Aby uniknąć tego typu komplikacji lepiej jak najszybciej odwiedzić lekarza. Preparaty dostępne bez recepty można stosować przez 1-2 dni dla złagodzenia dolegliwości w czasie oczekiwania na wizytę.

Podsumowanie

Z raportu „Profilaktyka zdrowia kobiet” wynika, że tylko nieco ponad połowa respondentek ma właściwy stosunek do badań profilaktycznych dotyczących kobiecego zdrowia, czyli odwiedza ginekologa co najmniej raz do roku lub według zaleceń lekarza. Z raportu wynika, że kobiety mieszkające w dużych miastach podchodzą do profilaktyki ginekologicznej bardziej sumiennie niż mieszkanki wsi i małych miasteczek. Natomiast okazuje się, że wykształcenie nie zawsze wiąże się z lepszą zgłaszalnością na badania profilaktyczne. Z raportu wynika, że przy wyborze ginekologa Polki zwracają uwagę przede wszystkim nie na płeć lekarza, ale na merytoryczne podejście do problemu, z jakim
przychodzą. Świadczy to o ich rosnącej świadomości na temat zdrowia.

Jak pokazuje raport najlepszą motywacją do badań profilaktycznych jest świadomość, że są nam one naprawdę potrzebne (kieruje się nią 35% badanych). Ważne są również zalecenia ze strony lekarza prowadzącego. To właśnie one motywują do profilaktyki 23% respondentek.
W przypadku blisko 30 % respondentek na decyzje o badaniach profilaktycznych mają wpływ znajomi i bliska rodzina.

* Raport „Profilaktyka zdrowia kobiet” powstał na podstawie badania, które przeprowadzono w marcu 2022 przez Mobile Institute na zlecenie firmy Gedeon Richter Polska. Badanie przeprowadzono z wykorzystaniem metody CAWI (Computer-Assisted Web Interview) na Polkach w wieku powyżej 18 roku życia, N=1000. Artykuł konsultowany oraz autoryzowany z dr. n med. Grzegorzem Południewskim, ginekologiem i położnikiem.


Zdrowie

Nie dziw się, gdy ktoś na portalu randkowym spyta: „Masz ochotę walić w kable na grupówkach?” Cała prawda o chemseksie

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
20 czerwca 2022
fot. Motortion/iStock
 

Wolna miłość, grupowe orgie pod wpływem narkotyków – to wszystko już było. Dziś jednak ponieważ żyjemy coraz szybciej, nie akceptujemy nudy w żadnej dziedzinie – również w seksie. On też musi być spektakularny. Młodzi ludzie chętnie eksperymentują z narkotykami i seksem. Nie z klejem, syropami na kaszel czy marihuaną. Istnieją portale „randkowe”, na których za pomocą ikonki kryształku można oznaczyć, czy chcesz uprawiać seks po narkotykach. Tam może cię ktoś zapytać: „Czy masz ochotę walić w kable na grupówkach?” Chodzi właśnie o chemseks.

Ale co to jest ten chemseks?

Dziś coraz bardziej popularny staje się chemseks, czyli branie narkotyków w celu podjęcia eksperymentów seksualnych. Takie osoby zażywają różne nielegalne substancje psychoaktywne. Cel jest jeden — fantastyczny seks, podczas którego mężczyzna dłużej utrzymuje wzwód, a pożądanie tak szybko nie mija. Seks, podczas którego nie zastanawiasz się, czy jesteś za gruba, bo wyzbywasz się kontroli, przekraczasz własne granice oraz odczuwasz zintensyfikowane doświadczenia seksualne. Brzmi świetnie! Ale czy to może w ogóle być bezpieczne?

Psychoterapeuci i seksuolodzy a w szczególności ci, którzy zajmują się uzależnieniami są zgodni. Chemseks nigdy nie jest bezpieczny. Zwłaszcza jeśli jesteś osobą młodą, która od tego zaczyna w ogóle swoje życie seksualne. Dr Maria Banaszak, certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, twierdzi, że wtedy odłączamy się wtedy od takiej prawdziwej, naturalnej intymnej bliskości z drugim człowiekiem.

Kolorowe tabletki do paczkomatu

Dziś problem polega na tym, że narkotyki są niesłychanie łatwo dostępne. Współczesny polski dzieciak nie musi mieć kontaktu z dilerem, który mu sprzedaje biały proszek w woreczku strunowym. Wystarczy, że nastolatek zamówi sobie dopalacze, czyli takie niby zabawne kolorowe tabletki z uśmiechniętymi buźkami albo z logo superbohatera do… paczkomatu. Andrzej Gryżewski, seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny, mówi wprost, że od pandemii seks pod wpływem używek zaczął się w Polsce rozkręcać na dobre. Podobno niektórzy taksówkarze w czasie pandemii wykonywali kursy nie z ludźmi ale głównie ze środkami psychoaktywnymi od dilerów do klientów. Najczęściej z zaznaczoną opcją, by zostawić paczkę na wycieraczce. Bez potrzeby nawiązywania kontaktu wzrokowego.

Na początek kilka cytatów z netu

„Brałam ekstazy i wtedy seks był turbo przyjemny. Potem brałam więcej, bo mniejsze dawki nie przynosiły już takiej nieziemskiej rozkoszy. Aż zorientowałam się, że nie potrafię uprawiać miłości bez narkotyków. Nudziłam się”, pisze Martyna.

„Przed monitorem komputera każdy jest pewny siebie. Jednak w realu moja pewność siebie znikała. Dlatego zaczęłam eksperymentować, by dodawać sobie odwagi. Najpierw był alkohol, ale ponieważ bałam się przytyć od kalorycznych drinków, zaczęłam stosować kropelki, które popularnie nazywa się piłką gwałtu. Po nich czułam się seksowna i pożądana. Jak szłam z kimś nowo poznanym do łóżka, byłam gotowa na więcej”, pisze Jus28

„Po różnych eksperymentach z metamfetaminą i mefedronem miałam fajny seks. Ale z czasem zaczęłam mieć dziwne objawy. Słyszałam głosy, wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi albo że ludzie na ulicy czy przystanku autobusowym się ze mnie śmieją. Partner zawiózł mnie do szpitala. Po miesięcznym pobycie zdiagnozowano u mnie objawy psychotyczne i osobowość paranoiczną. Nie wiem, czy to wszystko by się u mnie odpaliło w taki sposób, gdyby nie narkotyki. Dlatego żałuję!”, pisze Martynka

Trzy pytania do specjalistów

1. Jaki wpływ na psychikę młodych ma seks pod wpływem narkotyków?

Maria Banaszak: „Człowiek odkrywa własną seksualność z czasem, krok po kroku. Dorasta do pewnych potrzeb, zgłębia predyspozycje na podstawie kolejnych doświadczeń. Po prostu dojrzewa seksualnie. Jeśli młoda osoba zacznie od doświadczeń seksualnych podsycanych narkotykami, omija ją cały proces odkrywania radości z seksu. Później seks na trzeźwo, w wersji „tradycyjnej”, już nie będzie atrakcyjny ani satysfakcjonujący. Bo jeżeli rozpoczyna się przygodę z własnym ciałem i seksem od hardcore’owego porno, to nie należy się dziwić, że potem dwie nagie osoby obok siebie wzajemnie się nudzą.

Problem w tym, że współczesna młodzież ma wielki problem z kreatywnością. To kolejna cecha nowoczesnych narkotyków – pozbawiają ludzi pomysłowości, spontaniczności. Zabierają radość z małych rzeczy. Jeszcze dwie dekady temu temperament pacjentów Monaru trzeba było poskramiać, bo ich inwencja nie miała granic – codziennie organizowaliby bale przebierańców, malowali, rzeźbili, tańczyli. Dziś trudno jest młodych ludzi zainteresować czymkolwiek – nawet głupiego kwiatka nie namalują na pierwszy dzień wiosny, nie mówiąc o zrobieniu marzanny. Podobnie jest z seksem – obserwujemy, że tracą ciekawość odkrywania siebie nawzajem, bo już mają doświadczenia, których prawdopodobnie nigdy nie zdobywali ich rodzice”.

Po czym poznajesz, że ktoś ma problem z chemseksem?

Andrzej Gryżewski: „Kiedy seks i narkotyk i nierozerwalnie się komuś splatają. Popatrzmy na to z perspektywy związku. Jeden z partnerów mówi do drugiego: >Ja bym się z tobą pokochał<. A tamten: >OK, to dzwonię do Mariusza, żeby załatwił nam towar<. Pierwszy odpowiada, że nie ma ochoty na ćpanie. Pożąda swojego partnera, czuje coś do niego, chce mu okazać bliskość. Ale partner się upiera, że bez mefedronu nie da rady. Jeden chce seksu ze swoim facetem, a drugi z substancją! […] >Nie chcesz ze mną ćpać? To poczekam aż będziesz chciał. A dzisiaj nici z seks<”. Partner, który to słyszy, zaczyna czuć się jak dodatek. […] Nadużywanie narkotyków powoduje miszmasz hormonów w głowie, zmiany funkcjonowania mózgu, wreszcie jego uszkodzenia. No i przez to ludzie odklejają się od rzeczywistości”.

Co robić, jeśli masz problem z chemseksem?

Andrzej Gryżewski: „Warto zgłosić się do specjalisty, który jest połączeniem psychoterapeuty, seksuologa i terapeuty uzależnień. To bardzo ważne. Idąc tylko do jednego z nich, możesz dostać w najlepszym przypadku połowiczną pomoc, po której wciąż i wciąż będziesz wracał do chemseksu. Internet z chęcią podpowie, gdzie znaleźć odpowiedni gabinet. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę np. chemseks pomoc”.


Andrzej Gryżewski — seksuolog, psychoterapeuta poznawczo-behawioralny (CBT), psycholog, certyfikowany edukator seksualny. Założyciel Gabinetu Psychoterapii Seksualnej CBTseksuolog„. Wieloletni współpracownik prof. dr. hab. Zbigniewa Lwa-Starowicza w Instytucie Seksuologii Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Autor – wraz z Przemysławem Pilarskim — książki „Sztuka obsługi penisa” oraz „Jak facet z facetem”, której fragmenty wykorzystaliśmy w tekście.

dr Maria Banaszak – certyfikowana specjalistka psychoterapii uzależnień, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna i badaczka społeczna. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego oraz Freie Universität Berlin. Pracuje w Ośrodku Leczenia, Terapii i Rehabilitacji Uzależnień Monar w Głoskowie. Dyrektor Hostelu dla Osób z Zaburzeniami Psychicznymi. Współautorka książki „Hajland. Jak ćpają nasze dzieci”, której fragmenty wykorzystaliśmy w tekście.


Zdrowie

Uchodźcy w Polsce nie mają odwagi do przeżywania zwykłych trosk – komentarz Marianny Lutomskiej, wiceprezes Fundacji Nagle Sami

Redakcja
Redakcja
20 czerwca 2022
fot. Animaflora/iStock

Od pierwszego dnia wojny schronienie w Polsce znalazły już 4 miliony Ukraińców. Ale ci, którzy uciekli przed koszmarem rosyjskiej inwazji, mimo upływu ponad 100 dni od jej zapoczątkowania, codziennie mierzą się z nieustępującym poczuciem straty, lękiem oraz bezradnością. Dla nas to również ogromna lekcja człowieczeństwa. Bo do tej pory słowo „uchodźca” kojarzyło się z czymś odległym i obcym, dotyczącym takich krajów jak na przykład Syria. Dziś, odmieniane przez wszystkie przypadki, towarzyszy nam w nowej, wojennej codzienności, bo uchodźcami stali się nasi sąsiedzi, a nawet bliscy.

Przepraszam. Tam spadają bomby, a ja płaczę, bo zerwał ze mą chłopak

Trudno wyobrazić sobie kogoś, kto stracił więcej niż uchodźca: bliskich, dom, ojczyznę, poczucie bezpieczeństwa, pracę, dobytek. Poczucie straty jest obezwładniające. Aby wesprzeć uchodźców w ich dramatycznej sytuacji, Fundacja Nagle Sami od pierwszych dni wojny uruchomiła dodatkowy dyżur po ukraińsku na infolinii wsparcia dla osób po stracie (numer: 800 108 108). Psychologowie fundacji dyżurują też na Dworcu Wschodnim w Warszawie. Co słyszą?

Smutek i lęk – to dwie dominujące emocje, które pojawiają się podczas rozmów z uchodźcami. Poczucie straty ma nie tylko aspekt fizyczny – utraty kontaktu z rodziną, z domem, rzeczami, które były dla nich ważne, z przyjaciółmi czy sąsiadami. Jest również strata, której nie widać – mniej oczywista, ale niezwykle bolesna i dotkliwa. To strata statusu, poczucia sprawczości i godności. Każdy z nas czułby się tak samo, gdyby był zmuszony opuścić kraj, w którym było mu do tej pory dobrze. Justyna Palevič jedna z konsultantek psychologicznych linii wsparcia Fundacji mówi:

Jako konsultant słyszę, że Ukraińcy, przede wszystkim Ukrainki, bo dzwonią do nas głównie kobiety, są ogromnie wdzięczni za wsparcie jakie dostali. Są wdzięczni za dach nad głową, bezpieczeństwo. Ale mają też ogromne poczucie winy wobec bliskich, którzy zostali w Ukrainie: dlaczego ja tu jestem, a nie oni? Ogromna bezradność oraz duża chęć zrobienia czegokolwiek dla tych, którzy zostali w kraju często doprowadza do tego, że uchodźcy chwytają się wszystkiego – każdej akcji pomocowej. Robią zbiórki pieniędzy, odzieży, pomagają na dworcu. Są w ciągłym działaniu, żeby między innymi zagłuszyć poczucie winy. To jednak prowadzi do tego, że często się wypalają. Doprowadzają siebie do dużego przemęczenia. Co gorsza – dalej mają poczucie, że nic nie robią, bo przecież ich cierpienie to nic w porównaniu z tym, co ich bliscy przeżywają tam na miejscu, w Ukrainie.

Uchodźcy nie dają sobie również prawa do trosk „doczesnych”. Kilkukrotnie konsultanci Fundacji Nagle Sami świadczący pomoc psychologiczną na Dworcu Wschodnim w Warszawie rozmawiali z osobami, które cierpiały z powodu problemów towarzyszących nam na co dzień, na przykład z powodu rozpadu relacji z partnerem. W przypadku rozmów z uchodźcami zawsze padało zdanie: „Przepraszam, że o tym mówię, bo co te moje problemy znaczą wobec tych, które mają osoby w Ukrainie. Tam spadają bomby, a ja płaczę, bo zerwał ze mną chłopak”.

W rozmowach z uchodźcami widać ogromne poczucie bezradności. Pojawiają się ataki paniki, które są naturalną reakcją na utratę więzi, na utratę czegoś bezpiecznego. Zdarza się, że utrata kontroli jest dla nich nie do przyjęcia. To, co możemy im oferować, to szansę na opowiedzenie o tym jak się czują.

Uchodźcą nie zostaje się z wyboru

W Światowym Dniu Uchodźcy warto pamiętać o tym, że uchodźcą nie zostaje się z wyboru. Osoby, które trafiły do Polski, w bardzo krótkim czasie straciły prawie wszystko. Nie tylko bliskich. Doświadczyły również strat w aspekcie materialnym. Uchodźcami często są osoby dobrze wykształcone, które straciły możliwość wykonywania swojej dotychczasowej pracy i zarobku. W Polsce stają się obce, tracą status, muszą udowadniać swoją wartość, a nie do końca mają na to szansę. Jest również grupa uchodźców nie znająca języka polskiego, co dodatkowo – mimo otwartości naszych rodaków – wzmacnia poczucie wyobcowania. Warto o tym wszystkim pamiętać szczególnie wtedy, gdy denerwuje nas tłok w tramwaju, zajęte place zabaw czy ludzie mówiący w języku ukraińskim w naszym najbliższym otoczeniu czy mieście. Uchodźcy nie mają wyjścia – muszą zdać się na łaskę innych. Przy rozważaniach na temat tego, dlaczego korzystają z bezpłatnego transportu albo mają dostęp do darmowej pomocy psychologicznej (a Polacy – nie), warto położyć na drugiej szali to, co utracili, to, czego nie mają i nie będą już mieli szans odzyskać. Może to zakończy społeczną debatę na temat pomocy, na którą mogą liczyć osoby uciekające przed tą okrutną wojną.

W związku ze Światowym Dniem Uchodźcy pamiętajmy również o tym, co dzieje się na granicy z Białorusią. Apelujemy o wsparcie organizacji, które działają na tamtym obszarze. I choć 4 miliony uchodźców w Polsce to ogromne liczby, nie zapomnijmy, że na całym świecie kryzys uchodźczy obejmuje jeszcze 86 milionów ludzi.


Zobacz także

Kołatanie serca - przyczyny, kiedy należy zgłosić się do lekarza?

Czujesz się chwilami tak, jakby serce chciało wyskoczyć z piersi? Sprawdź, co może być przyczyną kołatania serca

Jesteś na diecie, a czasem dopada cię ochota na drinka? Sprawdź jak nie przesadzić z kaloriami

Ćwiczenia na piłce – mięśnie pośladków, grzbietu i tylnej części ud