Zdrowie

Otyłość zaczyna się w głowie. 10 dowodów na to, że mózg może sprzyjać tyciu

Redakcja
Redakcja
10 maja 2017
Fot. iStock / evgenyatamanenko
 

W przypadku, gdy choć raz zmagałaś się z problemem tycia, na pewno zastanawiałaś się, z jakiego powodu właściwie przybierasz na wadze? Być może problem tkwi w predyspozycjach genetycznych lub chorobach, które spowalniają metabolizm. A może po prostu nie potrafisz pohamować się z tłustymi i słodkimi potrawami, co mści się na swoim ciele.

Przyczyna łapania zbędnych kilogramów może wynikać nie tylko ze słabej psychiki czy chorującego organizmu. Ogromne znaczenie dla tego problemu ma przede wszystkim mózg.

A wszystko to może być winą mózgu, ponieważ: 

1. Mózg kocha przyzwyczajenia

Mniej istotne, czy są one dobre, czy złe, mózg uwielbia regularność. Zakorzeniony sposób myślenia nie pozwala na podejmowanie innych decyzji, szczególnie gdy mamy pod ręką to, co tak bardzo kochamy. Za zamiłowanie do smaku niezdrowej żywności i zbyt częste jej spożywanie, w wielu przypadkach odpowiada wdrukowany od najmłodszych lat wzorzec wyniesiony z domu rodzinnego.

2. Tworzy zaburzenia ośrodkowego układu nerwowego

W wielu przypadkach po prostu zawodzi kontrola głodu i sytości, sprawowana w organizmie przez ośrodkowy układ nerwowy, a w nim podwzgórze, węchomózgowie, układ limbiczny, twór siatkowaty, kora mózgowa, jądra migdałowate. Gdy w mózgu następują różne zachwiania ze strony neuroprzekaźników (serotonina, noradrenalina, dopamina), zaczynamy jeść zbyt dużo.

3. Wykazuje impulsywność 

Impulsywność mózgu, czyli skłonność do poszukiwania silnej stymulacji oraz gwałtownych zachowań, wynika z różnicy w grubości kory mózgowej. Osoby impulsywne mają większą skłonność do podejmowania ryzykownych decyzji i niskiej samokontroli, więc narażeni są bardziej na uleganie pokusom.

4. Cierpi z przepracowania 

Mnogość zadań, jakie każdego dnia wykonuje nasz mózg jest niewiarygodna. A przecież ten organ nie ma ani chwili zupełnego spoczynku, bo nawet gdy odpoczywamy czy śpimy, nasz organizm kierowany przez mózg pracuje, procesy myślowe również mają miejsce. Więc gdy mózg jest przepracowany, co może wynikać ze zbyt wielkiej ilości aktywności, chcąc odwrócić uwagę od istotnych zadań, skupia się na przyjemnościach, łatwiej im ulegając.

5. Ma ograniczone zasoby 

A dokładniej jego skłonność do nieustawicznej pracy na wysokich obrotach, nie jest stale taka sama. W wyniku konieczności podejmowania poważnych decyzji wyczerpuje  rezerwy siły woli. A słabsza wola oznacza łatwiejsze poddanie się przyziemnym pokusom.

6. Tworzy się błąd przewidywania

Czyli sytuacja, w której mózg tworzy przekonanie, że jesteśmy w stanie pokonać pokusę, a jednak sięgamy po zakazany owoc mimowolnie. Mózg się myli w odbiorze rzeczywistości, co skutkuje powstaniem uczucia zdziwienia tym, co się stało i jednocześnie lekceważenia skłonności do przejadania się.

7. Wykazuje podatność na uzależnienia

Mózg szybko uzależnia się od działania używek, w tym także od dużych ilości cukru i tłuszczu w pożywieniu. Szczególnie osoby o słabszej samokontroli są podatne na ich działanie. Tendencję do przejadania się wykazują również osoby cierpiące z powodu silnego uczucia nudy, samotności i stresu. Aby poluzować towarzyszące napięcie wewnętrzne, ludzie ci często sięgają po żywność bogatą w cukier i tłuszcz, co zapewnia tymczasową emocjonalną ucieczkę od odczuwalnego dyskomfortu.

8. Odczuwa głód cukru

Mózg stanowi mniej więcej 2% masy ciała, a zużywa prawie 1/4 dostarczanej organizmowi energii. To bardzo dużo, więc by nie skończyło się mu paliwo, „zmusza nas” do ładowania akumulatorów. Mózg żywi się głównie glukozą, bez której komórki nerwowe zaczynają szybko obumierać. Z tego powodu w czasie intensywnego wysiłku umysłowego pojawia się nieposkromiona ochota na słodycze, które przecież są bardzo kaloryczne.

9. Reaguje na obecność bodźców smakowych/zapachowych

To, co nazywamy samokontrolą może szybko zniknąć, po zjedzeniu nawet najmniejszej ilości fast foodów. Wystarczy, że przejdziemy obok ulubionej restauracji czy cukierni, poczujemy zapach, zobaczymy szyld reklamowy i w naszej głowie rodzi się przemożna chęć na zjedzenie czegoś zakazanego. To odczuwamy nawet nie tyle jako pokusę, ile po prostu przymus.

10. Uspokaja poczucie winy

Żeby uspokoić poczucie winy, które często odczuwamy podczas jedzenia niezdrowej żywności, wymyślamy wymówkę, aby tymczasowo uciszyć niewygodne poczucie kontroli. Wtedy pojawiają się myśli pt. „tylko dziś zjem kawałek, a i tak od jutra wracam na ścisłą dietę”. Niestety efekty zazwyczaj są inne niż te zamierzone.


 

źródło: www.powerofpositivity.com, vitalia.pl


Zdrowie

W tę wiosnę, która nadejść nie chce, znajdź ją najpierw w sobie. Akcja „Oh!Mamo – jestem kobietą” wyzwanie #3

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 maja 2017
Fot. IStock
 

Pogoda za oknem nie sprzyja specjalnie dobremu nastrojowi. Zimno, szaro, że nosa się nie chce wytykać za drzwi. Najchętniej to grzane wino w rękę, książka i ciepły koc. Trudno przełamać to jesienno-zimowe samopoczucie, skoro nawet nasz organizm przesłanek, że jest cieplej nie odbiera.

Ale uwaga – wyjścia są dwa:

a) można pogrążyć się w tej beznadziei i narzekać jak nam źle

b) można zmienić swoje nastawienie, wystarczy popracować trochę ze sobą i ze swoją głową.

Jeśli wybrałyście punkt b) zapraszam na dzisiejsze wyzwanie. Będzie banalnie proste. Weźcie kartkę i długopis i wypiszcie pięć rzeczy, za której dzisiaj jesteście wdzięczne. Pięć – nie mniej. Bo im dalej na liście, tym będzie to bliżej nas i bardziej autentyczne. Obiecuję, że zastanawiając się nad piątą rzeczą poczujecie słońce, które w was wschodzi i świeci. Uśmiechniecie się do siebie i jakoś wszystko dookoła stanie się bardziej znośne.

To jak? Podejmujecie wyzwanie? Co macie do stracenia? Nic! A zyskać możecie podwójne zaproszenie na naszą konferencję, a tam dopiero naładujecie swoje słoneczne baterie i odzyskacie siły i energię! O tym jesteśmy przekonane. 🙂

 

Akcja „Oh!Mamo – jestem kobietą”

Wyzwanie #3

Nasze trzecie wyzwanie to:

Wypiszcie najpierw na kartce pięć rzeczy, za które dzisiaj jesteście wdzięczne. Pięć – nie mniej. A nam w komentarzach napiszcie przynajmniej o jednej, która sprawia, że myśląc o niej czujecie się lepiej – napiszcie też dlaczego. 🙂

Co trzeba zrobić?

Być z nami! Przez najbliższe dni będziemy zachęcać was pochylenia się nad sobą, do zrozumienia, że powinniśmy być dla siebie ważne, powinniśmy mierzyć się z własnymi lękami i ograniczeniami. Będziemy pytać, co dla was znaczy być kobietą, czym jest dla was kobiecość.  Bądźcie w tym czasie z nami i pod artykułami piszcie swoje komentarze.

Najfajniejsze komentarze, zwłaszcza tych najbardziej aktywnych uczestniczek po zakończeniu akcji nagrodzimy podwójnymi zaproszeniami na naszą konferencję „Oh!Mamo – jestem kobietą”, która odbędzie się 27. maja w Warszawie, w Fortach Mokotów, a dokładnie w Studio 99. .

Akcja trwa od 08.05.2017 do 22.05.2017 roku. Wyniki akcji zostaną opublikowane do dnia 24.05.2017 roku na stronie ohme.pl.

cp_przeskalowane_bold

Regulamin akcji znajdziecie TUTAJ.


Zdrowie

Jeśli facet, to tylko starszy i błagam nie przekonujcie mnie, że jest inaczej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 maja 2017
Fot. iStock/YakobchukOlena

Pokłóciłam się z koleżankami niemal na śmierć i życie. I to o co? O facetów! Masakra. Hasłem, że jeśli facet, to tylko starszy wywołałam taką dyskusję, że niemal skoczyłyśmy sobie z pazurami do oczu. Dlatego też postanowiłam o tym napisać.Oczywiście wszystko zaczęło się od romansu jednej z nas z młodszym o prawie 15 lat kolegą z pracy. Usłyszałyśmy, że po pierwsze jest genialnym kochankiem, co to i z trzy razy w nocy bez problemu może. Po drugie, że przy nim czuje się pożądana i piękna. Po trzecie, że może z nim śmiać się do rozpuku, że ją rozśmiesza, jest dowcipny, elokwentny. Po czwarte, że ona przy nim jakby miała z 20 lat mniej. I tu jak dla mnie miarka się przebrała. No bo jeśli chodzi o to, żeby czuć się o 20 lat mniej nie trzeba mieć młodszego kochanka i taki argument, to raczej objaw strachu przed starzeniem się.

Nie rozumiem zachwytów nad młodszymi facetami. Zawsze pojawia się: bo ma więcej energii, więcej pomysłów, jest pełen zapału, pozytywnego myślenia. Kochane, ale czy wasz facet/mąż, który dzisiaj jest w waszym wieku albo ciut starszy, nie był taki, gdy poznałyście? Czy te 20 lat temu nie tryskał energią i humorem? Czy nie zachwycił was ciekawością świata, swoimi planami, marzeniami? Czy seks nie był wtedy cudowny?

Żeby było jasne. Nie jestem kobietą, której w życiu wszystko wyszło. Niestety. Ale po rozwodzie przez chwilę wpadłam w sidła takiego młodszego faceta. Piałam dokładnie tak, jak ta moja przyjaciółka. Że ach i och. I jaki on cudowny, wspaniały. Tyle, że gówniarz. I oczywiście, że to może być urocze i że można takiemu matkować, ale nikt mi nie powie, że w większości przypadków (daleka jestem od generalizowania) to faceci, którzy w starszych kobietach szukają:

a) swoich matek

b) potwierdzenia swojej męskości, skoro potrafią zaspokoić tę bardziej doświadczoną i starszą

c) sięgnięcia po zakazane, zwłaszcza, gdy ona jest mężatką

Czasami jest to związane z jakimś podziwem, że ona starsza na niego spojrzała, to koi ich niezaspokojone zachwytów ego. Później będą się chwalić o ile od nich starsza babka, poszła z nimi do łóżka. Słyszałam takie rozmowy, uwierzcie dla kobiet dzisiaj zachwycających się młodszymi kochankami, to nic miłego.

Jak było w moim przypadku? Klasyczne połączenie potrzeby, by mu matkować z potrzebą mówienia mu, jaki jest wspaniały. Te pyszne obiadki, te wyprane gacie, ognisko domowe wychuchane i ja po latach kiepskiego seksu w małżeństwie odkrywająca dzięki niemu na nowo swoją kobiecość – idylla. Do czasu. Kiedy okazało się, że właściwie to ja robię wszystko, a on wszystko ma w głębokim poważaniu. Ta jego dotychczas urocza szczeniackość zaczęła mnie trochę mierzić. Te buty rozwalone w przedpokoju, ciuchy rzucone na podłodze w łazience. Wpadał, kiedy jemu było wygodnie, kiedy jemu pasowało. Zasada była jedna – przychodził, gdy nie było dzieci. Tego też nie mógł zrozumieć z czasem. Nie rozumiał, gdy mówiłam mu, że nie mogę im wywracać życia do góry nogami, że mam potrzebę poświęcania im maksimum mojej uwagi, nawet na razie kosztem tego nazwijmy to „związku”. Żałuję, że my się od razu tylko na seks nie umówiliśmy. Ale ja z poczuciem styrania życiem potrzebowałam tego powiewu świeżości, tylko z czasem coraz częściej miałam wrażenie, że dzieci u ojca, a ja w domu z jeszcze jednym… Żadnych wyjść na kolację, do kina, nigdy nie poznałam jego znajomych, choć później zdałam sobie sprawę, że wcale mi na tym nie zależało.

Szybko zabrakło nam tematów do rozmów, nasza relacja opierała się na seksie i na kłótniach o to, że ja jednak jestem dla niego za mało. Kiedy mu powiedziałam, żeby spadał na drzewo, poczułam tak niewypowiedzianą ulgę, jakbym się balastu pozbyła. To, co miało mnie unosić, niebezpiecznie ciągnęło w dół i w chorą zależność.

I pewnie też dlatego cała dyskusja o wyższości starszych facetów nad młodszymi się rozpętała. Bo dzisiaj jestem z mega fajnym facetem, już kilka lat i nigdy nie było mi lepiej. Jest 8 lat ode mnie starszy, też po przejściach, ale wiecie po czym poznać klasę – po tym, jak mówi o swojej byłej żonie, jak dobre relacje mają.

Starszy facet to niewyczerpane źródło realnego zachwytu. Bo ma dystans do siebie, potrafi z siebie żartować. Nie szuka dziury w całym, pierdoły nie urastają dla niego do ogromnego problemu, który trzeba wykrzyczeć. Niestety młodszym facetom tego zdecydowanie brakuje. Są za nami lata świetlne w każdym obszarze naszego życia. Brakuje im doświadczenia, obycia. Wierzę, że będą świetnymi partnerami, ale dla młodszych od siebie kobiet, bo dopiero im będą mogli pokazać swoją prawdziwą wartość, a nie szukać jej potwierdzenia w oczach starszej od nich partnerki.

Nie chciałbym przez cały taki związek zastanawiać się, co będzie, gdy to ja się zestarzeję, a on wtedy zrozumie, że te 30-latki patrzą na niego z ogniem w oczach, bo jest starszy, dojrzały, budzi zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. One będą młode, on pewnie koło 40-tki, a ja? Różnie może być. Nie chciałabym żyć w takiej powracającej niepewności i nieustannej pracy nad tym, by udowadniać mu jemu swoją atrakcyjność.

Poza tym, nie potrzebuję młodszego faceta, żeby przy nim cieszyć się życiem i czuć się o 20 lat młodziej. Kogo chciałabym oszukać? Siebie? Jego? Mam tyle lat, ile mam. A na ile się czuję? Na pewno nie czuję się staro, ale też nie chcę być podlotkiem, co to nagle w wieku ponad 40-tu lat ubiera miniówki, wsiada do terenowego auta, śpi pod namiotem i w weekend wskakuje na rower przejeżdżając 180 km. No nie, to już mam za sobą. Lubię namiot – ale też lubię odpocząć w bardziej komfortowych warunkach. Lubię, jak mój facet o mnie dba, jak rozumie, że też mam swoje życie, swoje dzieci. Lubię, gdy nie jest nachalny, gdy daje mi przestrzeń do złapania oddechu, Lubię, gdy jest, nawet gdy go nie ma. Tak potrafią starsi faceci, faceci dojrzali. Którzy nie boją się, że zdradzimy ich za rogiem, bo są świadomi swojej wartości. Męscy i silni i na nich można się wesprzeć.

A seks? Seks też może być cudowny. I choć kiedyś nie myślałam, że to powiem, to jednak – seks ze starszym facetem to inna bajka, to inny poziom wtajemniczenia. To inna jakość – dla mnie osobiście lepsza od tamtej, z młodszym.

Pewnie dlatego nigdy nie zrozumiem zachwytu nad młodszymi facetami i związków z nimi… To złudne budowanie poczucia wiecznej młodości… A co, gdy on powie: „Sorry, ale jesteś za stara”. Nie chciałabym nigdy martwić się, że to usłyszę. Zdecydowanie to ja wolę być tą młodszą.


Zobacz także

Ziółka i witaminki a odchudzanie. Sprawdź, o czym warto pomyśleć na diecie. „Polka na diecie”, dzień #6

Nie przegap okazji! SENS życia

bruksizm

Chorujesz na bruksizm? Chorujemy nieświadomie, bo nasz organizm rozładowuje napięcie w trakcie snu!