Go to content

„Nikt nie przyjdzie cię uratować”. Ketobulka o zdrowiu, które zaczyna się od wyboru

fot. wydawnictwo Luna

W swojej nowej książce „Ketobulka. Sztuka zdrowych wyborów” Solvita Kalugina-Bulka nie pisze kolejnego poradnika o diecie ketogenicznej, ale osobisty manifest o zdrowiu, odpowiedzialności i odzyskiwaniu wpływu na własne życie. Po stanie przedzawałowym, latach palenia papierosów i życiu na granicy wytrzymałości zrozumiała, że ciało nie wybacza wiecznego odkładania siebie na później. W rozmowie opowiada, dlaczego keto to dla niej nie moda ani lista zakazów, lecz droga do uważności, wolności i codziennych decyzji, które mogą nas budować — albo powoli rujnować.

Agnieszka Grün-Kierzkowska: W rękach trzymam Twoją książkę „Ketobulka. Sztuka zdrowych wyborów”. Jest pięknie wydana – gratuluję koncepcji i treści. Długo trwały prace nad nią?

Solvita Kalugina-Bulka: Dziękuję bardzo za te słowa. Książka jest bardzo estetyczna, przepełniona wiedzą i własnymi doświadczeniami. Już sama okładka pokazuje niesamowitą symbolikę. Mamy na niej trzy papryczki, które wskazują na trzecią część mojej książki. Symbolizują też ostry język – to, że mówię wprost, bez owijania w bawełnę, bez głaskania czytelników po głowach. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach wszystko jest tak bardzo ugładzone i ugrzecznione, że ludzie potrzebują trochę ostrości i surowej oceny. Tutaj znajdą prawdziwą, bezkompromisową Ketobulkę.

Chcesz więcej takich treści?
Zapisz się do mojego newslettera i otrzymuj najnowsze artykuły z ohme.pl.

To autentyczny przekaz, dlatego znalazły się tam trzy papryczki na ostrzu noża. To mój indywidualny punkt widzenia. Wiem, że wiele osób się z nim zgodzi i podąży moją drogą. Papryczki mogą też kojarzyć się z kratami i prowokować pytanie: co jest za kratami i kto wybiera wolność? W książce jest dużo różnej symboliki, do odkrycia przez czytelników i wiele tropów, które prowadzą ich przez tę opowieść.

Twoje spojrzenie z okładki jest niesamowite. Opowiedz o nim.

Przeszywające, zaglądające każdemu w głąb duszy. Mam nadzieję, że wiele osób odnajdzie siebie w tej książce i przejrzy się w niej jak w lustrze. Kiedy mówię o swojej przeszłości, jest w tym prawda i daleko posunięty realizm. Nie chcę pudrować rzeczywistości, nakładać masek, lukrować i ozdabiać wszystkiego różowymi kokardkami. Zamiast tego chcę dać czytelnikom Ketobulkę – na zimno i na gorąco, w każdej formie. Czytelnicy będą mieli wybór, a to jest niezwykle ważne zarówno w kontekście diety, jak i zdrowego życia. Ta książka podkreśla, że zawsze mamy wybór. I powiem więcej – brak wyboru też jest wyborem. Na tym właśnie polega sztuka zdrowych wyborów.

We wstępie piszesz, że nie jest to kolejna książka o zdrowiu, ale manifest zdrowia metabolicznego, psychicznego i fizycznego, napisany z pozycji doświadczenia. Do kogo kierujesz ten manifest?

W dzisiejszym świecie gloryfikujemy nie to, co trzeba. Ta książka jest manifestem przeciwko iluzjom naszej epoki i bezmyślnemu chodzeniu na skróty, często bez świadomości, że te skróty bywają bardzo kosztowne.

W wieku 33 lat miałam stan przedzawałowy. Wiele rzeczy uczyniło mnie chorą, otyłą i doprowadziło na skraj wytrzymałości. Gdybym nadal prowadziła taki styl życia, mogłoby mnie już tutaj nie być. Jednym z problemów był brak snu – kwestia bardzo bagatelizowana. Przez 18 lat paliłam też papierosy. Ludzi trzeba od początku uczyć holistycznego podejścia do siebie i własnego organizmu. Jeśli wiemy, co nam służy i działamy rozsądnie, możemy przechodzić kolejne etapy świadomego budowania zdrowia.

Bardzo polecam tracker zdrowych nawyków, można go otrzymać ode mnie po zapisaniu się na newsletter. To prosta tabela z podziałem na dni miesiąca, w której zapisujemy zdrowe nawyki, nad którymi chcemy pracować. Przykładowo – wybieram się na siłownię i odznaczam to w tabeli. Może to być też spacer. Ważne, by świadomie zaznaczać swoje działania.

Mój manifest kieruję zarówno do kobiet, jak i mężczyzn. Każdy może odnaleźć w tej książce coś dla siebie. To propozycja dla osób, które chcą świadomie zadbać o zdrowie i budować je, zamiast je rujnować. To nie jest typowa książka o keto. Tak naprawdę o samej diecie ketogenicznej jest tam stosunkowo niewiele. To książka o drodze do zdrowia. Zawarłam w niej wszystkie moje wnioski z ponad sześciu lat życia w zgodzie ze zdrowym stylem odżywiania.

Opowiadasz o przeobrażeniu i odzyskaniu lepszego życia. To przecież nie tylko zmiana nawyków żywieniowych.

Tak, moje życie bardzo się zmieniło. Odzyskałam sprawność i zdrowie dzięki codziennym wyborom. Dzięki temu, że staram się kłaść spać o odpowiedniej porze, nie sięgam rano od razu po kofeinę, uregulowałam hormony i świadomie wybieram to, co konsumuję. I nie chodzi wyłącznie o jedzenie. Znaczenie mają również ludzie, którymi się otaczam, oraz energia, jaką wnoszą do mojego życia. Nauczyłam się sztuki selekcji.

Nad tą książką pracowałam najdłużej. Musiałam zebrać odpowiednie doświadczenia i wnioski, również dotyczące biohackingu. To hasło to tak naprawdę nic innego jak optymalizacja zdrowia. Keto również można uznać za formę biohackingu. Wszystko może być biohackingiem, tylko dziś używamy nowych słów: biohacking, anti-aging, longevity.

Pracując nad nią po prostu zbierałam wiedzę o swoim ciele i wyciągałam wnioski. Brałam udział w wielu niezwykłych przygodach, które opisuję w książce. Jedną z nich była wyprawa pod koło podbiegunowe i nocowanie przy temperaturze minus 20 stopni w śpiworze, bez namiotu.

Gdy słucham Cię i czytam Twoją książkę, dochodzę do wniosku, że keto to coś więcej niż dieta.

Zgadza się. Na początku sama myślałam, że keto to po prostu dieta wysokotłuszczowa. Większość ludzi tak do tego podchodzi, a wtedy zamiast efektów pojawia się frustracja. To nie jest tak, że keto nie działa. To Ty nie działasz zgodnie z zasadami. Istnieją konkretne reguły. To nie jest wyłącznie kwestia kalorii. Popularny jest mit, że na keto nie trzeba liczyć kalorii i wystarczy jeść tłusto. Efekt bywa taki, że nic się nie zmienia, a pojawiają się złe samopoczucie, biegunki czy bóle brzucha.

Jesteśmy nie tylko tym, co jemy, ale także tym, co jesteśmy w stanie wchłonąć. Dlatego tak ważne są jelita. Wiele osób uważa, że keto to dieta oparta wyłącznie na mięsie i pozbawiona warzyw. To nieprawda. Trzeba dbać o jakość produktów, odpowiednią ilość warzyw i błonnika, który odżywia mikrobiom.

Preferuję green keto. Nie chodzi o jedzenie samych zielonych warzyw, lecz o wybieranie dobrze zbilansowanych produktów, które stworzą zdrową tęczę na talerzu. I jeszcze jedno – nie trzeba jeść mięsa, aby być na diecie ketogenicznej. Można być wegetarianinem, choć wymaga to większej uwagi przy komponowaniu jadłospisu.

Czytając książkę, zrozumiałam, że wokół tej diety narosło wiele mitów.

Jednym z nich jest demonizowanie mięsa, na przykład twierdzenie, że czerwone mięso jest rakotwórcze. Chciałabym, aby ta książka zachęcała do niezależnego i krytycznego myślenia. Najważniejsze jest zrozumienie, że ten styl życia nie polega na ograniczeniach, lecz na poznaniu własnego ciała i psychiki. Zachęcam do wychodzenia poza schematy i ciasne ramy myślenia.

W tej książce połowę stanowi wiedza o  zdrowym stylu życia, a drugą połowę przepisy. Staram się pokazać, że nie ma ograniczeń – są możliwości. Można jeść żelki, naleśniki czy serniki. Dla mnie jedzenie i smak są bardzo ważne. Dieta ketogeniczna nie odbiera jakości życia ani przyjemności jedzenia.

Mam ogromną satysfakcję z tego, że jedząc zdrowo, nadal mogę cieszyć się pełnią smaków. Pieczone „ziemniaczki” z kalarepy albo frytki z selera? Moim zdaniem są nawet lepsze od ziemniaczanych. (śmiech) Pizza? Oczywiście, że można. Moim najczęstszym posiłkiem jest sałatka. Już słyszę te głosy: „Sałatka na keto?”. Wystarczy policzyć makroskładniki – wszystko da się dobrze zbilansować.

Chciałam poruszyć wątek radości i celebracji życia. Pokazujesz, że zdrowy styl życia nie musi oznaczać rezygnacji z przyjemności.

Czy na grillu można wybrać bezpieczne jedzenie? Oczywiście. Tak samo na weselu. (śmiech) Jeśli na talerzu są mięsa, wybieramy te bez panierki. Do tego surówka. Rosół? Wypijmy wywar i zjedzmy odrobinę makaronu. Wszystko jest w naszej głowie. Naprawdę da się to zrobić.

Przyznam jednak uczciwie – raz do roku zdarza mi się zjeść placki ziemniaczane. Mój mąż Andrzej robi je wyśmienicie (śmiech). Ze śmietaną i cebulką smakują wspaniale. Wszystko zależy od jakości składników i częstotliwości.

W książce znajdziemy wiele przepisów. Lubisz gotować?

Nie. Raczej pokazuję, jak nie zginąć w kuchni (śmiech). Gotuję szybko, kolorowo i smacznie. Kiedyś mieliśmy z Andrzejem rytuał wspólnego lepienia pierogów. Przede wszystkim jednak lubię dobrze zjeść i lubię, gdy ktoś ugotuje coś dla mnie. Cenię proste rozwiązania. Styl nisko węglowodanowy pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu i pieniędzy. Kiedyś kupowałam wiele gotowych produktów, które były znacznie droższe.

Dziś stawiam na wysoką jakość i wysoką wartość odżywczą. Jem zwykle dwa lub trzy posiłki dziennie. Mam duże zapotrzebowanie energetyczne – mierzę 186 cm wzrostu. Moja sałatka potrafi mieć nawet 1200 kalorii. Dla wielu osób to zaskoczenie. Często okazuje się, że zawiera więcej kalorii niż stek. Kiedyś, mając 20 lat miałam pewien epizod kulinarny, prowadząc restaurację przez dwa miesiące w Austrii. Tam zdobyłam sporo doświadczenia. Kuchnia austriacka jest ciężka, ale ma też świetne dania, takie jak Tafelspitz – ulubione danie cesarza Franciszka Józefa.

Jak zacząć swoją przygodę z keto?

Od edukacji i zrozumienia, czym jest keto. Działanie na chybił trafił może skończyć się niebezpiecznie. Wiedza dostępna na forach czy w mediach społecznościowych bywa bardzo myląca. Sama zaczynałam ponad sześć lat temu od niesprawdzonych informacji. Dziś informacji jest więcej, ale nie wszystkie są wartościowe.

Można zacząć od moich książek – a właściwie już trzech książek. Piszę prostym językiem, bez zbędnego medycznego żargonu. Moje książki się po prostu pochłania. (śmiech) Już dziś każdy z nas może zrobić jedną prostą rzecz. Idąc do sklepu, czytajmy składy produktów. Jeśli nie rozumiemy, co znajduje się na etykiecie, lepiej tego nie kupować. Wybierajmy przede wszystkim żywność jak najmniej przetworzoną. To pierwszy krok do świadomego dbania o zdrowie.

Wiesz, jak pierwotnie miała nazywać się moja książka?

Nie.

„SZTUKA ZDROWYCH WYBORÓW: Przestań jeść mniej, zacznij myśleć mądrzej”.

Naprawdę?

 I tutaj powinnam jeszcze dodać mój soczysty, charakterystyczny epitet. (śmiech). Nikt nie przyjdzie Cię uratować. Nikt nie zrobi tego za Ciebie. To Twoja świadoma decyzja. Nie będę nikogo motywować, bo prawdziwa motywacja musi wypływać z wnętrza. To, co robisz, zależy wyłącznie od Ciebie. Za kilka lat może się okazać, że właśnie ta decyzja była kluczowa. Albo siebie budujesz, albo siebie rujnujesz. Wybór należy do Ciebie!

Piękna puenta. Dziękuję za rozmowę.

Udostępnij