Zdrowie

Możesz zapobiegać i łagodzić. Obolałe gardło i kaszel można łatwo poskromić

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 października 2015
Fot. iStock
 

Ciepłe miesiące minęły i wraz z nastaniem niskich temperatur i niesprzyjającej pogody, nadciągają kłopoty ze zdrowiem. Każdy choć raz cierpiał z powodu bólu gardła i ataków suchego kaszlu. Zazwyczaj zaczyna się niewinnie – pieczenie, drapanie i uczucie ”czegoś” zalegającego w gardle. Problem bywa bagatelizowany, choć najczęściej ból gardła nie wróży niczego dobrego i często zaczynamy działać w tedy, gdy potrzebna jest już interwencja lekarska. A warto zacząć działać jak najwcześniej.

Oczywiście, uporczywy ból i przykre dolegliwości w obrębie gardła nie biorą się znikąd. Najczęstszą przyczyną bywają wirusy i bakterie, wywołujące stan zapalny i choroby. Może to być również kwestia suchego powietrza, spowodowanego niedostateczną wilgotnością w pomieszczeniu, wysoką temperaturą przy podkręconych w porze jesienno-zimowej kaloryferach. Palacze czy osoby pracujące głosem jak np. lektorzy czy nauczyciele, również nie mają lekkiego życia z infekcjami i podrażnieniami gardła.  Warto znać sposoby na złagodzenie bólu, tak aby ulżyć sobie w cierpieniu i jak najszybciej zażegnać nastały kryzys. Sięgnijmy więc do zasobów natury, które nie ograniczają się jedynie do zaleceń picia szklanki gorącego mleka z czosnkiem i masłem przed snem.

Oto sprawdzone sposoby naszych babć na ból i drapanie w gardle:

Wypłucz gardło z bakterii

Jeśli jesteście zwolennikami Matki Natury, oraz macie odrobinę wolnego czasu na zabawę z miksturami, wypróbujcie pomysły na zdrowotne płukanki. Kupcie w sklepie zielarskim lub w aptece odpowiednie zioła – szałwię, rumianek czy tymianek. Mają one działanie antywirusowe i antybakteryjne, dzięki swoim właściwością złagodzą ból. Wystarczy zalać łyżkę ziół szklanką przegotowanej, gorącej wody i płukać sporządzonym, przestudzonym specyfikiem gardło. Jeśli nie macie pod ręką suszu, spróbujcie płukanki z solą kuchenną, w takiej samej jak wyżej proporcji. Alternatywą dla ziół i soli jest… miód! Ten cenny naturalny antybiotyk rewelacyjnie podziała, jeśli 4 łyżeczki miodu (najlepiej z drzew iglastych,  tymianku, szałwii lub lipy) rozpuścicie w lekko ciepłej wodzie, by płukać gardło co kilka godzin.

Napar naciąga z odsieczą

Nie każdy lubi płukać gardło płukankami, które powodują u wielu osób odruch wymiotny, lub skutkują zachłyśnięciem. Posłużyć można się z takim samym efektem naparami, które z założenia są łagodniejsze w mocy. Wystarczy pół łyżeczki wybranych ziół zalać szklanką wody. następnie ciepły napar wypija się powoli, tak aby nawilżył gardło i przyniósł ulgę w bólu. Działanie silnie nawilżające i ściągające będzie miał napar z siemienia lnianego, z dodatkiem miodu.

Inhalacje pełną parą

Temat równie stary jak i sprawdzony. Inhalacje, czyli wdychanie gorącej pary nie tylko oczyszcza drogi oddechowe, ale skutecznie i szybko nawilży gardło i przyniesie ulgę w suchym, drażniącym kaszlu. W wersji podstawowej, wystarczy naczynie z wrzącą wodą, które należy postawić na stabilnym meblu. Następnie wystarczy pochylić się nad naczyniem- ale na bezpieczną odległość tak, aby się nie poparzyć! -, przykryć głowę ręcznikiem, by para nie uciekała i oddychać. Jeszcze prostszym sposobem jest skorzystanie z profesjonalnego urządzenia – inhalatora- , które wytworzy nawilżającą parę w bezpieczny sposób. Dzięki maseczce lub ustnikowi, para trafi dokładnie w miejsce, które chcemy tym zabiegiem poratować. Do inhalacji można wykorzystać samą wodę, jak i krople oraz napary z ziół.

Naturalne rozwiązanie w pastylkach

Nie zawsze jednak można znaleźć czas i mieć pod ręką odpowiednie składniki, aby skorzystać z tradycyjnych sposobów na łagodzenie bólu gardła, chrypki i kaszlu. To co naturalne służy nam najlepiej, więc sięgając do szybkich i skutecznych rozwiązań, warto szukać inspiracji i rozwiązań zaczerpniętych z natury. Wyjątkowe właściwości mają pastylki, które dzięki zastosowaniu naturalnych składników, w tym wyciągu z porostu islandzkiego, a także olejku miętowego, imbirowego, czy wyciągu z czarnej porzeczki, wspaniale koją gardło.

Szczególną uwagę należy zwrócić na porost islandzki, którego właściwości nie są jeszcze szeroko znane. A szkoda, bo dzięki temu porostowi o nazwie płucnica islandzka, łatwiej o regenerację i leczenie gardła. Ta pożyteczna roślina, wykazuje działanie powlekające i osłaniające na drogi oddechowe. Dzięki zawartości śluzów i wielocukrów, zmniejsza stany zapalne i chroni przed podrażnieniem. Z pastylek zawierających porost islandzki, mogą także skorzystać dzieci powyżej 4 roku życia, co zdecydowanie ucieszy troskliwych rodziców.

Już starożytni znali właściwości płucnicy, więc wracając do zasobów medycyny ludowej, nie obawiajmy się takiego rozwiązania. Zdecydowanie lepiej przysłuży się ono gardłu, niż tabletki napakowane jedynie chemią. Naturalnie na zdrowie!


Artykuł powstał we współpracy z ISLA

isla-pastylki

 


Zdrowie

Każdy ma swój niewysłany list. „Niewysłany, niedokończony, jak dżin wysączył się z butelki czerwonego wina…”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 października 2015
Fot. iStock / Alina555
 

Niewysłany, niedokończony, jak dżin wysączył się z butelki czerwonego wina, a zaczął się tak:

 

… Nikt nie wie co chodzi mi po głowie. Ja sama nie wiem. Kiedy jestem pijana świat jest jakby bardziej przejrzysty. A może jest tylko wrażeniem? Jak większość tej naszej egzystencji z serii: ceci n’est pas une pipe? Don’t really know. Dzisiaj jednak jestem pijana i palce mi się plączą na klawiaturze życia. Muzyka, wino, Marylin na niebieskim tle, zwyczajem Andy’ego Warhol’a. I smutek na dnie duszy przepełniony tęsknotą nie do pojęcia. Więc komunikuję, żeby było uczciwie. Ale pomimo wszystko, nawet potencjalni kochankowie są tej nocy jakby w Palm Springs. To życie jest poezją choć wolałabym być nią ja. Ale Lucy… it is what it is and it is not what it is not.

Palce mam zwinne i cała jestem giętka niczym żółte tulipany popołudniem. Lecz mimo to błagam o ten dotyk, o spojrzenie, o oddech, który wdycha mnie całą, po sam pępek ludzkiego obłędu. Czy to takie jest trudne doprawdy? Rozbłyszczeć dwie kule?

Dzielę się z Tobą bo chyba nie mam wyjścia. Wywęszyłam w Tobie outsider’a i to wystarczyło bym zapragnęła zainicjować prowokację. Wzorem Almodovara po prostu. Wydawało się, że jesteś podatny i wszechmogący. Lecz potem jakbyś zgasł. Więc i ja zgasłam, taka wywiedziona w pole. Como la flor de mi secreto. 

Tęsknię za  Nowym Jorkiem, you know. Tam, moja dusza była w pięknej harmonii. Tu, hoduję raka piersi z entuzjazmem godnym Trzeciej Rzeszy.

Więc sobie płaczę. Po cichutku tak. Spoglądam w oczy Marylin, wgryzam się w jej zęby i usta, które sączą krew pod pędzlem mistrza. I niewiele doprawdy trzeba, bym stała się złotym lokiem. 

Więc zawieszam się w diamentowej przestrzeni pomiędzy płatkiem ucha, linią szyi i erotyką. I czekam na cud, miracle,  of course, bo po angielsku cud jest jakby cudowniejszy. 

Widziałam dzisiaj księżyc w totalnej pełni. Niewiele rzeczy ma wymiar totalny, a księżyc ma, bez wysiłku tak. Więc może wzorem księżyca należałoby się udoskonalić. Tyle bowiem wzorów dookoła. Choć to już nie ten sam dekadentyzm i nie to samo ciało, wygięte w miłosnym pocałunku. Oto jak się zmieniamy wbrew zdrowemu rozsądkowi i zawodzącym smyczkom. Tymczasem jeden pocałunek tuż za uchem mógłby zmienić kierunek, w którym kręci się Matka Ziemia. Lecz któż to wie droga Lucy, skoro nikt już nie czyta między wierszami? I love you, moja boska siostro. 33 minuty, 10%, oto ile pozostało mi z życia. Więc śpij kochana. Śpij kochany. Niech to będzie boski sen.  

Przez chwilę myślałam, że może jesteś jak M. Tylko, że  M to ja kochałam miłością totalną. Dopóki miłość ta wieczna nie skończyła się zabita słowami na śmierć. M. o nic się nigdy nie pytał. Po prostu potargał na mnie koszulę, a ja byłam zachwycona bo uśmiech miał zupełnie nonszalancki. Zaczęło się oczywiście jak w filmie (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że życie jest filmowe takie). Powiedział, że ma na imię M. i że kochać się chce. A ja naiwna taka, nie rozróżniałam znaczenia słów i nie przeczuwałam nawet, że ta zwierzęca miłość tamtej nocy to nie było kochanie. Wszystko jednak jakoś tak pięknie mi pasowało. M. był silny i zdecydowany i zawijał moje ciało w ten w swój uśmiech Mona Lisy z precyzją niemalże bolesną. Jak pająk jakiś, tkał sieć dookoła mojej cielesności, aż cała byłam najsłodszym kokonem niemocy. 

M. pojawiał się i znikał w oceanicznym cyklu. Przypełzał najczęściej nocą, pachnący alkoholem i nieco rozmowniejszy. Czarne włosy kosmykami opadały mu na twarz gdy tak przeistaczał się w pajęczaka. Z reguły szybko mnie łapał w te swoje lepkie, słodkie sieci. Jakaż ja byłam wtedy bez szans. Mała muszka złapana w sieć. A M. podpełzał powoli i zanim jeszcze wbił zęby i zanim wpuścił jad, obwąchiwał mnie jak zwierz, który kalkuluje soczystość swej ofiary. A potem mnie brał. Jak chciał. I trząsł całym moim wszechświatem, rozpuszczając te moje delikatne skrzydła w soczystej rozkoszy okupionej potem i krzykiem. 

Seks. Języki, zęby, usta, poznawały ciała po milimetrze. Tonęliśmy w oceanie śliny, potu i soków roztarzani w cyklopich oczach i długich, jedwabnych włosach.  Zamienialiśmy się na ciała, pletliśmy się w gordyjski węzeł. Tańczyliśmy dookoła ognia jak szamani w transie. I tylko ciągle nie mogliśmy się nasycić. Więc piliśmy kielich za kielichem, aż przychodziło nieludzkie zmęczenie i sen mordował w nas kochanków. Nie wiem dlaczego, ale M. zawsze pozwalał mi żyć. Wegetować pomiędzy odpływem a przypływem…. 

Niewysłany, niedokończony i jak dżin albo miraż rozpłynął się w nicość…

 A.

Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Zdrowie

Matka na randce, czyli kilka porad jak skutecznie wymknąć się z domu

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
19 października 2015
Fot. iStock/Geber86

Dzieci u Eks, chata wolna, nie musisz nigdzie się spieszyć, masz czas na długie przygotowania, golisz dokładnie nogi, wklepujesz w siebie kremy, nacierasz olejkami, peeling (nawet ten do stóp, na który nigdy w życiu nie znalazłaś czasu), muzyka gdzieś w tle, która nastraja Cię do romantycznego wieczoru i, co najważniejsze, niezależnie od tego jak RANDKA się potoczy- nigdzie nie musisz się spieszyć (to może być nawet randka, która przedłuży się do kolejnego dnia, yeah!!!).

To tyle na temat wyobrażeń, jak będzie wyglądać moje życie, gdy zacznę chodzić na randki. To było zresztą dawno temu, gdy ledwo przekroczyłam 30-tkę i miałam poczucie darowanego drugiego życia. I może miałam wtedy rację, że gdyby tak od razu, jak dzieci były małe, wskoczyć w ich relatywnie niską czujność, niewielką świadomość, naiwność niezmąconą serialami na Disney Channel, w których słowo randka pojawia się w co drugim zdaniu lub też „ambitnymi” paradokumentami, gdzie ludzkie losy toczą się w sądzie, a randki zazwyczaj kończą słowem seks lub więzieniem- może, gdybym wtedy ruszyła na rynek randkowy, to byłoby prosto łatwo i przyjemnie. Czyli dokładnie tak, jak miało być.

A nie jest. W towarzystwie zblazowanego 12-latka i emocjonalnie nad wiek rozwiniętej 9-latki temat „randka” to mało powiedziane, że trudny. Straszny. Złowrogi. Niosący ze sobą wizje katastroficzne, w których matka wychodzi i już nie wraca, bo natychmiast zakłada nową rodzinę, przywołuje na świat nowe dziecko, a może nawet i troje, przestaje zajmować się tymi, które ma, właściwie je porzuca, a tak w ogóle, to chodzi tylko o seks. Bardzo dziękuję produkcjom typu „Naga prawda” czy „Sędzia Anna Maria Wesołowska”. Światy, które przedstawiają, przenikają do mojego.

Przykład sprzed tygodnia

Wybieram się na kolację. Nie pada słowo randka. Ani miłość. Ani żadna inna miłosna konotacja. Po prostu informuję, że wychodzę i że pójdą najprawdopodobniej do Taty (którego zresztą bardzo kochają). – Gdzie idziesz? – pada czujne pytanie od Klary, towarzyszy mu świdrujące na wylot spojrzenie. Wychodzę na kolację – odpowiadam udając bardzo zajętą układaniem świetnie ułożonych płyt DVD. – Z kim? – czuję jak przewierca mnie niczym wiertło syk wydobywający się kolejnego pytania. – Z XYZ – odpowiadam podając zgodnie z prawdą dane człowieka, który miał odwagę się ze mną umówić. – Oezu. Znowu. – słyszę zrezygnowane westchnienie i zapewne to byłby koniec męczącego dialogu, gdyby w akcję nie wkroczył syn. – Mama idzie na randkęęęęę- podśpiewuje pod nosem. „Nieee!”. „Tak!”. „Głupi jesteś”. „A Ty debilka”. I tak dalej. Wychodzę i dzwonię do Eks, by zaklepać sobie termin wolnego wieczoru.

– Nie mogę. Idę do teatru – to tyle na temat wizji niezmąconego niczym weekendu. Na szczęście przyjeżdża BB (czyli Babcia Basia), która będzie z nami chwilowo mieszkać, a więc nie ma problemu. Czyżby?

To teraz już w skrócie. Sobota

Rozwożenie, przywożenie – zamiast zacząć przygotowywać się o 18, by zdążyć na 20.00, zostaje mi 20 minut na wszystko. Suszę włosy, próbuję skręcić je metodą z filmiku na YouTube, z powrotem prostuję, bo wyglądam jak Tina Turner, spsikuję je czymś co ma zrobić efekt mokrej porannej bryzy, maluje oko na smokey, zmywam to, wklepuje korektor pod oczy (dużo korektora), koralowa szminka na usta, jedyna, która nie zawodzi, rajstopy zamiast samoopalacza na nogach (nie zdążyłam) i sukienka z kolekcji trzy jesienie temu. Żegna mnie rozczarowane spojrzenie Klary (to mnie zawsze zdumiewa, że dzieci zapominają, niby już akceptują, a potem na sekundę przed wyjściem reaktywują emocje ze zdwojoną siłą). Trzy pytania kontrolne syna „kiedy wrócisz” (zawsze podaję za wczesną godzinę, zapominając, że dzieci są dosłowne). I zamykam drzwi. Ufff.

Jadę, odpowiadam na smsy, co mają niby robić w sobotni wieczór. Gdzie jest figurka jeźdźca ze stajni. I czy mogą zamówić pizze. Potem jest przez chwilę miło. Jest tatar z łososia, ośmiornica z grilla, ciekawa rozmowa, świeczka. Brakuje czerwonego wina, ale przecież MUSZĘ wrócić. Pada propozycja nocnego seansu kinowego, ale wykręcam się niedzielną wizytą w poranku w TV (co za pomysł?!). Po 22.30 zerkam na telefon: 11 nieodebranych połączeń od syna, 2 sms’y od córki („Dlaczego nie odbierasz?”, „Babcia zwariowała”). Przepraszam XYZ i wychodzę zadzwonić.

– Mamo, dlaczego zwariowałaś? – pytam i słyszę litanię skarg na temat tego, czego nie chcą jeść, co chcą oglądać i czego nie robią. Dzwonię więc do dzieci zapytać o wersję z ich strony. Babcia znowu chce im gotować parówki (bleee), ogląda głupi serial i nie chce im dać cokolwiek obejrzeć, nie pozwala im jeździć po salonie hulajnogami, wyrzuca hulajnogi na dwór. I dalej o tym, że na pewno je zniszczyła (hulajnogi), że to było za ich zebrane pieniądze, że będzie musiała odkupić i tak dalej. I wszystko po to, by za chwilę dopytać, czy już jadę. – Tak, jadę.

Nie jadę. Kończę deser zerkając nerwowo w telefon. Rozmowa się nie klei, bo już jestem myślami ze zniszczonymi hulajnogami i zmasakrowaną Babcią, która dzwoni, że się pakuje i wraca do Sandomierza. Mój empatyczny rozmówca orientuje się szybko, o co chodzi, zamawia rachunek, płaci i prowadzi do auta. Przepraszam i mówię, że zadzwonię. „Jak odbiorę” – rzuca na koniec żart. Bardzo śmieszne. I czy to na pewno żart?

Całą drogę rozmawiam z Klarą, która łka, że Babcia jej powiedziała, że jest egoistką, bo nie da Matce wyjść w spokoju (dziękuję Mamo za słowa, choć mogłabyś również poprzeć je czynami, na przykład nie oglądać serialów cały wieczór, tylko troszkę się nimi zająć. Może mogłabym wyjść w spokoju???). Jest prawie północ. Klara jeszcze nie śpi, tylko czeka (w moim łóżku), aż wrócę. Nie może zasnąć i niby się boi (Babcia śpi). Jurek czekając zasnął na kanapie na dole. Psa nikt nie wpuścił do domu, wiec zasnął w krzakach przy wejściu. Mam dość i spisuję kilka porad dla Matek, które mają podobną sytuację i wybierają się na randkę:

Nie zawsze musisz mówić prawdę dokąd idziesz. Nie wymieniaj słowa „randka” ani też zamienników „kolacja”, „kino”, „imprezka”. Powiedz, że jedziesz pod miasto na służbową integrację. Co z tego, że nie rozumieją słowa „integracja”, może i lepiej?

Jednak postaraj się dokładniej i z uprzedzeniem rezerwować terminy z Eks. Zdecydowanie weekend u Niego stworzy lepszy kontekst wyjść.

Babcia w roli opiekunki to nie zawsze jest najlepsze wyjście. Możesz mieć troje dzieci zamiast dwojga w domu. Czasami obca pani lepiej to zorganizuje.

Nie fantazjuj zbyt mocno na temat oczekiwanego wieczoru. Zawsze miej na zapleczu opcję, że coś się nie uda. Historii o temperaturze, bólach brzucha, wysypce na pięć minut przed wyjściem wysłuchałam tysiące.

Wyłącz telefon! Umów się na kontrolny sms lub rozmowę przed ich pójściem spać. Uprzedź z góry, że w miejscu, w którym będziesz nie ma zasięgu: „Tak, synu, ani jednej kreski!”.

Nie czuj się winna, że wyszłaś. Że porzuciłaś. Że jak sieroty zostały. To projekcje. Twoje kochane dzieci właśnie tak chcą, byś myślała. Bo są dziećmi i myślą o sobie.

Nie wyobrażaj sobie, co z tego będzie. Z tego Pana. Wieczoru. Relacji. Co ma być to będzie. Niech płynie jeśli Ci z nim po drodze.

Nie eksperymentuj z: włosami, paznokciami, strojem, gdy masz mało czasu. Nie skręcaj włosów metodą z YouTube, poćwicz wcześniej jeśli chcesz mieć rozwichrzone loki i wyglądać oszałamiająco

I zanim wyjdziesz nie myśl o tym, ile rzeczy byś zrobiła, gdybyś nie musiała wychodzić. Nie przekonuj siebie, że ci się nie chce, że wolisz poczytać, obejrzeć film, odpocząć. Jak będziesz tak myśleć, to w końcu w to uwierzysz.

Nie czuj się winna wobec XYZ. Tak, masz dzieci. Tak, masz trochę bałaganu w życiu. Tak, nie jest to wszystko proste. Ale, wierz mi, ośmiornica z grilla w Twoim towarzystwie smakuje najlepiej! I on to wie.

„ Jeszcze kilka lat, a będą nastolatkami, zajmą się swoim życiem” – myślę. I wtedy przypomina mi się opowieść mojej koleżanki, która szła na randkę, a jej 16-letni syn w drzwiach: – Baw się dobrze, Mamo. Tylko nie bądź hardkorem. – Czyli? – No nie idź na całość, na pierwszej randce nie wypada, you know…

You know? 🙂

Ps. XYZ zadzwonił. Dzwoni codziennie.


Zobacz także

7 przyczyn kłucia i bólu w klatce piersiowej, które warto skontrolować

Zaparcia, ból głowy i depresja. Poznaj 10 sygnałów świadczących o tym, że twój organizm wymaga oczyszczenia

Co się dzieje z twoim ciałem po wypiciu filiżanki kawy