Dieta Zdrowie

Młody (zielony) jęczmień – źródło „zielonej krwi” i nie tylko. Dlaczego warto włączyć go do diety?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
26 października 2021
Młody (zielony) jęczmień
Fot. iStock
 

Młody jęczmień, zwany także zielonym jęczmieniem, zyskał na popularności jako uzupełnienie zdrowej diety oraz wsparcie procesu odchudzania. Doceniony został m.in. za wpływ na wygląd skóry, pomoc w oczyszczaniu organizmu z toksyn, oraz jako wsparcie dla układu odpornościowego. Jakie zalety posiada zielony jęczmień i w jaki sposób można włączyć go do diety?

Czym jest młody jęczmień?

Jęczmień (Hordeum vulgare) to najdłużej uprawiane przez ludzi zboże, znane od czasów neolitu. Młody jęczmień to mniej więcej 7-dniowe źdźbła trawy jęczmiennej, z których przygotowuje się tabletki, susz z pociętych listków oraz sproszkowany liofilizowany sok. Proszek z zielonego jęczmienia powstaje z wyciśniętego z trawy soku, z którego odparowuje się wodę pod ciśnieniem w niskiej temperaturze. Ten proces pozwala proszkowi zachować właściwości świeżego zielonego jęczmienia — jest świetnie przyswajalny, ale nie zawiera błonnika.

Z kolei proszek z trawy to listki suszone w wyższej temperaturze i przez dłuższy czas. Taki sposób produkcji jednak zmniejsza walory odżywcze suszu, choć znajdziemy w nim dużo błonnika pokarmowego.

Młody (zielony) jęczmień

Fot. iStock/Młody (zielony) jęczmień

Moc młodego jęczmienia wynika z faktu, że liście zebrane w początkowej fazie wzrostu zawierają o wiele więcej cennych dla zdrowia witamin i różnych substancji biologicznie czynnych, w porównaniu do dojrzałych roślin.

Co zawiera młody jęczmień?

Młody jęczmień stanowi bardzo dobre źródło witamin i minerałów. Zawiera witaminy B1, B2, B6, kwas foliowy, kwas pantotenowy, w dodatku ma więcej witaminy C niż sok pomarańczowy, a także więcej beta-karotenu niż marchewka. Ponadto jest źródłem wapnia, miedzi, żelaza, magnezu, potasu i cynku. Dzięki dużej zawartości żelaza młody jęczmień polecany jest w diecie zapobiegającej niedokrwistości (anemii).

Zawiera dużą ilość flawonoidów, które są silnymi antyoksydantami wymiatającymi wolne rodniki z organizmu. Antyoksydanty chronią komórki organizmu przed procesem przedwczesnego starzenia się i ich uszkodzeniami. Są ważnym elementem diety chroniącej przed nowotworami, chorobami przewlekłymi czy chorobami neurodegeneracyjnymi. Zielony jęczmień dostarcza dużą ilość egzogennych aminokwasów (organizm ich sam nie produkuje), kwasy tłuszczowe (linolenowy i linolowy), oraz chlorofil, zwany zieloną krwią.

Młody (zielony) jęczmień

Fot. iStock/Młody (zielony) jęczmień

Zielony jęczmień skarbnicą chlorofilu  

Chlorofil to roślinny zielony barwnik, który pełni dla roślin rolę podobną do krwi u człowieka. Cząsteczki chlorofilu mają podobną budowę chemiczną do hemoglobiny. Różnica polega na tym, że w centrum chlorofilu znajduje się magnez, a hemoglobiny żelazo. Obie substancje łączą się z tlenem, odbierając z komórek niepotrzebne i szkodliwe produkty przemiany materii. Chlorofil jest odpowiedzialny za prawidłowy przebieg funkcji metabolicznych, bez których rośliny nie byłyby w stanie rosnąć.  Tak więc obecność tej substancji w młodym jęczmieniu podnosi jego wartość dla zdrowia.

Zielony jęczmień to moc błonnika pokarmowego

Młody jęczmień jest znakomitym źródłem rozpuszczalnego błonnika pokarmowego. Błonnik pełni ważne funkcje w organizmie. Przyspiesza metabolizm, obniża stężenie cholesterolu we krwi, a tym samym może zmniejszać ryzyko rozwoju chorób układu krążenia. Reguluje pracę układu pokarmowego, ułatwia wypróżnianie i zapobiega dokuczliwym zaparciom. Wzmacnia także uczucie sytości po posiłku, co pomaga wytrwać na diecie odchudzającej. Dieta obfitująca w błonnik zdecydowanie obniża ryzyko nowotworu jelita grubego. Dobrze wpływa na regulację poziomu cukru we krwi, co szczególnie ważne jest dla osób chorujących na cukrzycę. Błonnik ogranicza wchłanianie toksyn oraz metali ciężkich, przyspieszając ich usuwanie z organizmu.

Młody (zielony) jęczmień

Fot. iStock/Młody (zielony) jęczmień

Jak stosować młody zielony jęczmień?

Młody jęczmień charakteryzuje się specyficznym smakiem, do którego trzeba się przyzwyczaić. Można poprawić go, dodając nieco miodu dla osłody. Najbardziej wartościowy dla zdrowia jest świeżo wyciśnięty sok z liści młodego jęczmienia, ale takiej formie do bezpośredniego  spożycia, trudno jest go dostać. Sproszkowany jęczmień, który najczęściej można nabyć, nadaje się do przygotowania napoju, może być dodatkiem do owocowo-warzywnych soków czy koktajli, do sałatek i zup. Wystarczy rozpuść go w szklance chłodnej wody lub soku. Tak przygotowany napój należy pić 20 do 30 minut przed jedzeniem, 2 razy dziennie. Trzeba pamiętać przy tym, by nie zalewać młodego jęczmienia wrzątkiem, ponieważ zbyt wysoka temperatura niszczy jego cenne właściwości.


źródło:  www.poradnikzdrowie.pl, dietetycy.org

Dieta Zdrowie

„Mój ojciec pije wódkę tak, jak my herbatę. Piwo, jak my wodę. A ja? Mam ataki paniki i napady gniewu”

Redakcja
Redakcja
26 października 2021
fot. axelbueckert/iStock
 

– To DDA potrafią powiedzieć: „Mamo, to ty jesteś moją mamą, nie ja twoją”, „Co z tego, że to twoja rodzina, skoro wszyscy cię krzywdzą?”, albo „Jesteśmy ofiarami ofiar”. Tę bolesną i niełatwą lekturę polecam wszystkim rodzicom Dorosłych Dzieci Alkoholików oraz psychoterapeutom – mówi Ewa Woydyłło- Osiatyńska, psychoterapeutka, po lekturze nowej książki „Dom w butelce” autorstwa – Agnieszki Jucewicz oraz Magdaleny Kicińskiej. Woydyłło-Osiatyńska dodaje: „Aby dowiedzieć się nie tylko jakich cierpień przysparza „dom w butelce”, lecz również tego, że prawdziwie dobry dom to miejsce, w którym nie ma ustawicznych huśtawek nastrojów, wszystkie emocje są dozwolone i o wszystkim można bezpiecznie rozmawiać. I gdzie dzieci nie muszą być ratownikami swoich rodziców”.

Według szacunkowych danych półtora miliona polskich dzieci wychowuje się w rodzinach z problemami alkoholowymi. A przecież alkoholizm to nie jest tylko choroba osoby, która nadużywa alkoholu. Ta choroba wikła ich bliskich – partnerów, rodzeństwo, rodziców, ale przede wszystkim dzieci. W takich domach potrzeby najmłodszych schodzą na dalszy plan. One umieją ugotować zupę z niczego, zaopiekować się młodszym rodzeństwem, sprzątać wymiociny i przekonująco usprawiedliwiać nieobecność matki czy ojca na wywiadówce. Autorki zaczynają swoją książkę od słów: „To eksperci i ekspertki. Są biegli w odczytywaniu kroków, tonu głosu, sposobu, w jaki rodzic przekręca klucz w zamku. Wypił? Wypiła? Kończy swój ciąg, czy dopiero się rozkręca? Będzie się bić i awanturować czy po prostu padnie?”

Dwanaście osób w różnym wieku kobiet i mężczyzn powierzyło Jucewicz i Kicińskiej swoje historie. My dla czytelników Oh!Me wybraliśmy obszerne fragmentu historii Justyny, która ma teraz 44 lat.

Co poczułaś, gdy urodziłaś syna?

……Chyba poczułam, co straciłam… Zobaczyłam tego malutkiego człowieka, który jest całym światem, poczułam bezgraniczną miłość do niego, odpowiedzialność, taką totalną, bezwarunkową… Teściowa się ze mnie śmiała, że mam syndrom kwoki. Chciałam być z synkiem non stop. Niechętnie go komuś dawałam. Hołubiłam każdą chwilę z nim. Sprawiało mi to radość. I zaczęłam się wtedy zastanawiać: czy ja też tak miałam? Czy ktoś się mną tak opiekował? Przytulał? Robiło mi się coraz trudniej, bo nie przypominałam sobie takich chwil ze swojego dzieciństwa…

A co sobie przypominałaś?

Ojciec był albo nieobecny, albo pijany, albo wkurzony. Wkurzony, bo jeszcze nie był pijany, albo wkurzony, bo już wypił. Cały świat się kręcił wokół niego. Mamy świat też. Kiedy miałam siedem lat, urodził się mój brat. Był bardzo chory, miał wodogłowie, liczne dolegliwości. Pamiętam taką scenę – stoję sama nad jego pustym łóżeczkiem, w domu nikogo nie ma, mama jest jeszcze razem z bratem w szpitalu. Nie wiem, o co chodzi, bo nikt ze mną nie rozmawia, boję się… Kurczę, dziś mam dwóch synków. Jakub ma dziesięć lat, Franek osiem. Wiem, na jakim etapie jest siedmiolatek, czego potrzebuje. I jak patrzyłam na tych moich chłopców mniej więcej w tym wieku, to dotarło do mnie, jak bardzo samotna musiałam się wtedy czuć.

Ja w ogóle często czułam się sama. Rodzice przenieśli mnie do mojego pokoju, gdy miałam sześć lat. Mieszkaliśmy w dużym domu – ja sama na piętrze, oni na dole. Ta samotność była ze mną do czasu, aż poszłam na studia do Warszawy. Na początku myślałam jeszcze, że tam wrócę – do domu rodzinnego. Dzisiaj zaglądam tylko, jak jedziemy na wakacje na Mazury, bo to po drodze.

Dlaczego przestałaś tam jeździć?

Za każdym razem wracałam chora, zryczana, z potworną migreną. Jak te kilkanaście lat temu zaczęłam spotykać się z moim mężem i zobaczył, co się ze mną dzieje, to w pewnym momencie tupnął nogą i powiedział: „Justyna, koniec z tym, nie jeździmy tam”. Widział, że nie wynoszę stamtąd nic oprócz toksyczności. Brat miał i nadal ma do mnie pretensje, że mi się udało, że ja mam. (….) Od podstawówki mam migreny. Jak byłam młodsza, to miałam takie bóle głowy, że wymiotowałam od światła, od wszystkiego. Były takie dni, że mama biegała od łazienki, gdzie podtrzymywała mi głowę nad sedesem, do salonu, gdzie rzygał mój, za przeproszeniem, napierdolony ojciec. Pamiętam dokładnie moment, w którym przestałam tam jeździć z dziećmi. Bo gdy się one pojawiły, to pomyślałam: „No dobra, ja to ja, ale może ojciec się trochę zreflektuje ze względu na wnuki”. Tym bardziej że mój brat nie ma dzieci. To są jego jedyne wnuki. Jakub miał wtedy dwa i pół roku, Franek pół roczku. W domu mieliśmy remont. Pomyślałam, że pojadę do mamy na trochę. Zawsze mówię, że jadę do mamy, nie do rodziców.

Siedziałam na górze z Frankiem, zeszłam na dół po coś do kuchni i patrzę, że ojciec jest w swojej najlepszej formie – kompletnie pijany rzuca się po kuchni, jakimiś garnkami rozwala jedzenie, a na środku stoi mój dwuipółlatek i patrzy na to przerażony. Pomyślałam: „O, nie! Nie chcę, żeby miał w głowie to, co ja”. Zakręciłam się, zabrałam dzieci i wyjechałam. Na moją mamę nie mogę liczyć. Ona zawsze trzyma się z boku. Jej nie przeszkadzało, że dwuipółletni wnuczek na to patrzy.

W domu była przemoc?

Wobec mamy… Tata ją bił. Jedna z najgorszych scen, jaką pamiętam, miałam z siedem, osiem lat, mój brat był malutki, leżał w kołysce… O coś poszło. Nie wiem, o co. Ojciec ganiał mamę z butem dookoła domu. Dopadł ją i zbił po głowie. Do tego stopnia, że jak wróciła, to go nie poznawała… Siadła naprzeciwko mnie, tak jak ty siedzisz. Kompletnie w szoku. Oczy miała błędne. Mówiła, że to nie jest jej mąż, że jej mąż zaraz wróci, że wszystko będzie dobrze… Miałam do siebie potem długo żal, że nie zadzwoniłam po policję, że nic z tym nie zrobiłam. Ale ja miałam wtedy siedem lat! Co ja miałam zrobić?!

Nic nie mogłaś. Byłaś dzieckiem.

No nic… Nic… I to jest takie straszne.(…) Rodzice w którymś momencie przestali spać razem. Ojciec spał w pokoju na dole. Mama na górze. Do dzisiaj zresztą tak jest. Pamiętam, że przy łóżku trzymała kij. Na ojca.

Ciebie nigdy nie bił?

Czasem mnie tłukł. Jak coś przeskrobałam. Mama też, ale bardziej wychowawczo. Jak sobie nie radziła z nami. Przez kolano i kablem w dupę. Ojciec bił ręką. Kawał chłopa, to bolało. Mam w sobie teraz awersję do przemocy. Nie toleruję jej w ogóle. Raz uderzyłam własne dziecko. Ale to było w kompletnej panice. Byliśmy na basenie, w przebieralni. Odwróciłam się na chwilę, zajęta młodszym synem, a Jakub chciał włożyć rączkę w takie metalowe drzwi, którymi akurat ktoś przechodził. Mogły mu obciąć palce. Złapałam go i uderzyłam w pupę. Bardzo się rozpłakał, ja się od razu poryczałam. Przeraziłam się sobą. Dla mnie to była straszna porażka. (….)

(Ojciec) próbował przestać pić?

Nigdy. On pije wódkę tak, jak my herbatę. Piwo jak my wodę. Kilka piw dziennie to standard. Jego ojciec pił, jego brat się właśnie zapija. Nie mam ostatnio wieści stamtąd, ale ojca brat był już parę razy w szpitalu. Zaszywali go, wychodził, znów pił. Ojciec chyba w ogóle się nad tym swoim piciem nie zastanawiał. Ani mama. Kiedyś się mnie spytała, czemu nie dam jej chłopców na wakacje. Odpowiedziałam: „W tę patologię?!”. Oburzyła się. „Przecież to jest dom, będą mieć tu swoje miejsce”. Ona też tego nie widzi. (…)

I robi ci się żal?

Tak, bo to są takie stracone chwile, których już się nie odzyska. Nawet jak jechaliśmy z rodzicami na Mazury, bo czasem na weekend tam jeździliśmy, to zawsze były karczemne awantury. Ojciec pijany wieczorem potrafił nagle zniknąć. Wszyscy go szukali. Każdy wyjazd, zamiast być fajny, był beznadziejny. Czepianie się o wszystko, niezadowolenie ze wszystkiego. Ojciec się mną interesował tylko wtedy, gdy usłyszał, że dostałam trójkę. Od razu pytał: „Dlaczego trója?”. Na zebrania chodziła mama. (…)

Jak zaczęłam dojrzewać, bardzo zależało mi na jego akceptacji. Aż zaczęłam go naśladować w stosunku do matki. Stałam się wobec niej tak samo wredna. Dogadywałam jej, żeby mu się przypodobać. Wtedy wydawało mi się, że mamy z ojcem więź. Ale dziś wiem, że wcale nie, że jemu po prostu pasowało, że ja się tak zachowuję. To był taki jego kaprys. Zauważał mnie, gdy trzeba było w piecu rozpalić, obiad zrobić, guzik przyszyć, w sklepiku pomóc. (…)

Z mamą czuję się jednak bardziej związana. (…) Nigdy nie dzwonię do niej, żeby ją prosić o radę. Bo nigdy nie była dla mnie autorytetem. Dla mnie jest życiowo niezaradna. Wiem, że kocha mnie na swój sposób – tak jak potrafi. Ale ostatnio jej powiedziałam: „Mamo, to ty jesteś moją matką, a nie ja twoją”. To było przy okazji tego, jak ją namawiałam, żeby w końcu się wyprowadziła. (…)

Na studiach udało mi się skutecznie od tego odciąć. Przynajmniej tak myślałam. Poznałam męża, układałam sobie życie, pojawiły się dzieci i nagle wszystko wróciło. Było ze mną źle, coraz gorzej, coraz trudniej. Miałam poczucie ogromnej niesprawiedliwości. Na przykład szłam z dziećmi na plac zabaw, widziałam inne dzieci z dziadkami i robiło mi się potwornie smutno, że tego dziadka nie ma w ich życiu, że on to tak olał.

Próbowałaś tę relację jakoś odbudować?

Próbowałam. Jak Franuś miał pięć lat, zapragnął zaprosić mojego ojca na przedstawienie do przedszkola z okazji Dnia Babci i Dziadka. Wykręciłam jego numer, włączyłam telefon na głośnomówiący, mówię: „Tato, dzwonimy, bo Franio chce cię zaprosić na przedstawienie”. Powiedział: „Ale ja nie przyjadę, bo na godzinę to mi się nie opłaca”. Franek zalał się łzami – było mu okropnie przykro. To był jeden z ostatnich razów, gdy rozmawialiśmy przez telefon. (…)

Dlaczego w końcu zdecydowałaś się na terapię?

Przestałam sobie zupełnie radzić z emocjami. Często płakałam. Wpadałam w stany depresyjne. Dwa razy dostałam ataku paniki. Raz na zajęciach aikido. Nagle poczułam, że muszę stamtąd wyjść, bo będzie źle. Zacznę zaraz krzyczeć.

Coś się wydarzyło?

No właśnie nie. Może tylko to, że ćwiczyłam z osobą, z którą nie chciałam ćwiczyć. Nie szło mi. Znów weszłam w tryb: „Nic nie umiem, nie nadaję się”. Może to był ten dwudziesty czy dwusetny raz za dużo? I mi się wylało? Wcześniej podobnie przydarzyło mi się w pracy. Miałam kiepski dzień. Byłam w drodze do domu i nagle ścisnęło mnie za gardło, nie mogłam oddychać. Szłam przez centrum, wszystko dookoła mnie przerażało. Mąż widział, co się ze mną dzieje, że reaguję nadmiernie, że jak jestem zmęczona, to się robię odpychająca, i namawiał mnie, żebym coś z tym zrobiła. Wcześniej miałam kilka podejść do terapii, ale nie trafiłam na osobę, która by mnie przekonała. Teraz spotkałam terapeutę, który pokazuje mi ciąg przyczynowo-skutkowy. Zaczynam rozumieć, co się z czego bierze. Na pierwszym spotkaniu zapytał mnie: „Z czym pani przychodzi?”. Miałam problem, żeby odpowiedzieć.

Co w końcu odpowiedziałaś?

Niby jest OK – mam fajnego partnera, dzieciaki, rodzinę, dom – ale nie jest. Bo ta złość, bo te ataki paniki, bo ta niska samoocena. Przez półtora miesiąca nie byłam w stanie ustalić, czego od tej terapii oczekuję. Dopiero niedawno to odkryłam. Najbardziej przeszkadza mi we mnie to, że czuję się uzależniona od bycia ważną. Potrzebuję ciągle docenienia. Uwagi. Bez tego czuję się nic niewarta. Terapeuta powiedział mi: „Wie pani, dziewczynka, żeby móc się rozwijać, być pewna siebie, potrzebuje wspierającego, kochającego bezgranicznie ojca. Pani tego nie miała, więc musi to pani przepracować”. Odkryłam to w pracy.

Kilka miesięcy temu zaczęłam w nowej firmie. Przez jakiś czas nie miałam przydzielonych konkretnych zadań, więc nie mogłam się wykazać i totalnie zgasłam. Jak wreszcie dostałam nowe projekty, to odżyłam. To samo się dzieje w relacjach. Kiedy przyjaciel mówi, że zadzwoni i nie dzwoni, to nie mogę się skupić, robię się smutna, czasem zła. Ostatnio wyjechaliśmy ze znajomymi na weekend, w dwa samochody. Mieliśmy wspólny apartament. Zostałam dłużej, żeby spakować rzeczy, jeszcze ogarnąć. Wyszłam i zobaczyłam, że znajomi już odjechali. Pomyślałam: „Kurde, ale buraki, nie poczekali na mnie”. Już byłam załamana. A oni się po prostu spieszyli.

Rozumiem, że odbierasz wszystko bardzo osobiście?

Strasznie! Do granic! Ktoś na mnie krzywo popatrzy, a ja już robię z tego gorącą historię, że pewnie mnie nie lubi. A jego może akurat zabolała stopa. Z dziećmi to samo. Ta moja potrzeba ważności była zaspokajana, gdy byli malutcy. Teraz dorastają. Ostatnio wchodzę do domu, Kubuś robi jakiś projekt do szkoły, Franek czyta, i zamiast się cieszyć, że są już tacy samodzielni, zrobiło mi się przykro. Wkurza mnie, że moje dobre samopoczucie zależy od tego, czy ktoś mnie potrzebuje. Terapeuta powiedział mi, skąd się może brać ten mój nadmierny smutek, który często przechodzi w nadmierną złość.

Skąd?

Przez tyle lat starałam się być taka grzeczna, nie sprawiać problemów. Czułam smutek, złość, żal, ale nie mogłam ich pokazać, więc one tak we mnie narastały, narastały, aż w końcu po latach zaczęły się wylewać.

Złość na ojca?

Na rodziców, na dom, na samotność, na bycie niesłuchaną. Na wielokrotne przekraczanie moich granic. Teraz jak ktoś tylko trochę je przekroczy, od razu wybucham.

Myślisz, że długo będziesz w terapii?

Nie wiem. Czasem jest bardzo ciężko. Zresztą tego się bałam, że się przez to rozpadnę. Terapeuta spytał mnie o moje pierwsze wspomnienie z dzieciństwa. Powiedziałam mu, jak stałam nad pustym łóżeczkiem brata. To była straszna wizualizacja. Spłakałam się okropnie, bo wreszcie dotknęłam tej samotności. Terapeuta powiedział mi, żebym zamknęła oczy i porozmawiała z tą dziewczynką, która tam stoi.

I co jej powiedziałaś?

Że nie jest sama.

 


Dieta Zdrowie

Żylaki odbytu (hemoroidy) – wstydliwa przypadłość, którą warto leczyć. Jak pozbyć się kłopotu?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
26 października 2021
Żylaki odbytu (hemoroidy)
Fot. iStock

Żylaki odbytu, zwane również hemoroidami, pojawiają się u wielu ludzi, bez względu na płeć i wiek. Powodują one przykre dolegliwości, które zgłaszane są lekarzowi najczęściej dopiero wtedy, gdy choroba hemoroidalna jest już bardzo zaawansowana. Czym są niesławne żylaki odbytu, dlaczego powstają, jakie powodują objawy i na czym polega ich leczenie?

Czym są żylaki odbytu (hemoroidy, guzki krwawnicze)?

Żylaki odbytu (hemoroidy, guzki krwawnicze) są często zgłaszaną dolegliwością. Szacuje się, że z ich powodu cierpi nawet połowa osób dorosłych. Tendencja do ich powstawania nasila się po 50 roku życia, co nie oznacza jednak, że u młodszych nie pojawiają się wcale. Zwiększone ryzyko tworzenia się żylaków odbytu odnotowano u kobiet po ciężkich porodach, osób uprawiających seks analny, nadużywających środków przeczyszczających, a także otyłych. Również osoby, które cierpią z powodu przewlekłych biegunek i zaparć, również są bardziej narażone na rozwój żylaków odbytu.

Guzki krwawnicze (hemoroidy) są prawidłowymi strukturami odbytu. Są to trzy jamiste naczynia żylne wypełnione umiarkowanie krwią, umiejscowione nad brzegiem odbytu. Uszczelniają one odbyt, co pozwala na pełną kontrolę oddawania gazów i stolca. Żylaki odbytu (hemoroidy) z kolei to patologicznie powiększone hemoroidy, które powodują nieprzyjemne dolegliwości.

Żylaki odbytu (hemoroidy)

Fot. iStock/Żylaki odbytu (hemoroidy)

Żylaki odbytu — przyczyny powstawania 

Na powstawanie hemoroidów wpływają różne czynniki. Żylaki odbytu zazwyczaj pojawiają się u osób praktykujących niehigieniczny tryb życia. Do ich powstawania przyczynia się dieta uboga w błonnik i bez odpowiedniej ilości płynów, długie godziny spędzane w pozycji siedzącej, brak aktywności fizycznej. Te czynniki powodują problemy z wypróżnieniem się, co po pewnym czasie zwiększa ryzyko powstawania żylaków odbytu. W przypadku kobiet w zaawansowanej ciąży winę za ich tworzenie się ponosi ucisk na jelita powiększającej się macicy, oraz wolniejsza perystaltyka jelit, spowodowana działaniem hormonów.

Żylaki odbytu — objawy hemoroidów 

Najczęściej żylaki odbytu powodują objawy takie jak krwawienie, najczęściej zauważane jako świeża, jasnoczerwona krew na papierze toaletowym lub na bieliźnie. W przypadku, gdy żylaki odbytu są zaawansowane, krew widoczna jest również w muszli po wypróżnieniu. Jeśli krwawieniu towarzyszą skrzepy krwi, która przybiera kolor ciemnowiśniowy lub smolisty, może zwiastować o wiele poważniejsze problemy ze zdrowiem.

Żylaki odbytu, poza krwawieniem, powodują inne objawy:

  • uczucie niecałkowitego wypróżnienia,
  • świąd i pieczenie w okolicy odbytu,
  • ból, podrażnienie, dyskomfort w okolicy odbytu,
  • wyciek śluzu.

W przypadku zaawansowanej choroby hemoroidalnej żylaki mogą wypadać z odbytu w trakcie wypróżniania. Najczęściej cofają się one samoistnie, ale bywa, gdy są dużych rozmiarów, że nie cofają się po wypadnięciu i należy je odprowadzić ręcznie.

Żylaki odbytu (hemoroidy)

Fot. iStock/Żylaki odbytu (hemoroidy)

Diagnostyka żylaków odbytu 

Mimo że hemoroidy mogą się wydawać błahym problemem, z czasem zmieniają się w dokuczliwą dolegliwość, którą należy omówić z lekarzem i dobrać leczenie. Specjalista dobierze odpowiednie leczenie. To ważne, ponieważ zaawansowane żylaki odbytu mogą powodować intensywne krwawienia. Taka przedłużająca się sytuacja może skutkować anemią (niedokrwistością).

Aby nie dopuścić do powikłań, warto już przy pierwszych objawach zasięgnąć porady lekarskiej. Specjalista przy pomocy badania rozpozna problem. W diagnostyce żylaków odbytu stosuje się:

  • badanie fizykalne jamy brzusznej i okolic krocza,
  • badanie per rectum (przez odbyt)
  • ocenę hemoroidów zewnętrznych,
  • anoskopię, która umożliwia oświetlenie i bliższe przyjrzenie się żylakom odbytu.

Jak leczyć żylaki odbytu?

Hemoroidy można już leczyć, gdy tylko pojawią się pierwsze sygnały choroby. Domowymi sposobami, które łagodzą ból i dyskomfort, są  nasiadówki w naparze z kory dębu. Działają one ściągająco i łagodząco, przynoszą ulgę. Można pomagać sobie również preparatami dostępnymi bez recepty w aptekach. Do dyspozycji pacjenta są czopki i kremy zawierające substancje ściągające, przeciwzapalne, przeciwbólowe.

Zaawansowane żylaki odbytu można leczyć na kilka różnych sposobów, które dobiera specjalista zgodnie  z potrzebą. Należą do nich m.in.:

  • założenie gumowych opasek na hemoroidy;
  • skleroterapia, czyli wstrzyknięcie środków chemicznych zamykających dopływ krwi do żylaków odbytu;
  • koagulacja laserowa, czyli zmniejszenie objętości hemoroidów przy wykorzystaniu światła lasera;
  • elektrokoagulacja, wykorzystująca do zamknięcia naczyń krwionośnych prąd elektryczny;
  • krioterapia, czyli leczenie zimnem, najczęściej przy pomocy ciekłego azotu;
  • hemoroidektomia, czyli wycięcie guzków krwawniczych. Tę metodę stosuje się rzadko, ze względu na zwiększone ryzyko pokiwań oraz bolesność zabiegu.
Żylaki odbytu (hemoroidy)

Fot. iStock/Żylaki odbytu (hemoroidy)

Profilaktyka żylaków odbytu — dieta

Na uniknięcie problemu, jakim są żylaki odbytu, pozwala zmiana trybu życia na aktywny oraz dieta bogata w błonnik i płyny. Według zaleceń WHO zaleca dziennie należy spożywać do 40 g błonnika pochodzącego z różnych źródeł. Najwięcej znajdziemy go m.in. w:

  • pieczywie żytnim pełnoziarnistym i graham; płatkach owsianych, otrębach;
  • gruboziarnistych kaszach, brązowym ryżu;
  • nasionach roślin strączkowych, surowych warzywach i owocach;
  • suszonych owocach i orzechach.

Trzeba przy tym pamiętać, że za duża ilość błonnika, przy zbyt małej ilości płynów, może powodować zaparcia lub biegunki, wzdęcia, bóle brzucha, podrażnienie jelit. Ponadto nadmierna ilość błonnika może upośledzać wchłanianie leków.

W przypadku stwierdzenia żylaków odbytu warto usunąć z diety produkty zapierające, takie jak:

Powyższe zmiany nie tylko poprawią pracę jelit, ale także stan całego organizmu.


źródło:  www.mp.pl 

Zobacz także

7 niesamowitych zmian, które zajdą w twoim organizmie, gdy przestaniesz pić krowie mleko

3 powody, dla których od jutra będę spać z cebulą w skarpetkach

Zaparcia - przyczyny, objawy, sposoby na zatwardzenie

Zaparcia – co je powoduje i jak sobie z nimi poradzić?