Macierzyństwo Zdrowie

Drodzy Politycy! Adoptujecie moje niepełnosprawne dziecko? #CzarnyProtest

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
23 września 2016
 

Trzy miesiące temu urodziłam córkę. To moje pierwsze dziecko, pierwsza ciąża, pierwszy poród. Od dnia, gdy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, żyłam w lęku czy uda mi się ciążę utrzymać. Od 6 lat słyszałam, ze nie mogę mieć dzieci, że moje jajniki są niewydolne, że mogą być problemy, że może kiedyś in vitro załatwi sprawę. Może.

Choruję na Hashimoto, celiakię, insulinooporność i PCOS. Przez lata zmagałam się z konsekwencjami tych chorób tj. przewlekłą anemią spowodowaną niedoborem żelaza, B12 i kwasu foliowego, zaburzeniami wchłaniania i niedoborami, tężyczką, migrenami, zbyt cienkim endometrium, zanikiem miesiączek (oczywiście brak owulacji), niedoborem progesteronu i estradiolu, hipoglikemią i depresją.

Byłam „wybrakowana”, nie czułam się kobieco z tym wszystkim. Jednak wydarzył się cud, trafiłam na świetnego lekarza, który poskładał mnie do kupy i zaszłam w ciąże. Bez starania. Spontanicznie.

Całe 9 miesięcy bałam się, że coś pójdzie nie tak. Musiałam brać leki – euthyrox, metforminę i sporo antybiotyków. One nie są obojętne dla dziecka. Bałam się najbardziej, ze stracę dziecko, że poronię lub urodzę zbyt wcześnie, że dziecko urodzi się chore, niepełnosprawne, że coś mi się stanie. Czekałam od badania do badania, żeby na kolejny miesiąc odetchnąć z ulgą i powiedzieć: „uff, rozwija się prawidłowo. Serduszko bije…„.

Zaczęłam rodzić w 36 tygodniu ciąży, ostatecznie udało się skurcze wyciszyć i urodziłam na początku 37 tygodnia. Znowu lęk, czy wszytko pójdzie ok podczas porodu. Córka urodziła się po 14 godzinach, siłami natury. Zdrowa, silna, ze szmerkiem na serduszku. Z zaleceniami kontroli kardiologicznej wypisali nas do domu, a ja odetchnęłam. Już po wszystkim. Jesteśmy razem.

Teraz czytam o tym, co nasi wspaniali rządzący krajem chcą wprowadzić i nogi mi się uginają. Chcą pozbawić nas – kobiety głosu w sprawie własnej macicy! Nikt z tych mądrali nie wie co czuje kobieta, która nie może mieć dzieci, co czuje kobieta, która nosi w sobie niepełnosprawne dziecko, nikt też nie wie co czuje matka zgwałconej nastolatki w ciąży i sama nastolatka…

Od prawie 4 lat prowadzę projekt Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie i czytam tysiące historii kobiet, które nie mogą mieć dzieci i jedyną nadzieją jest dla nich in vitro. Czytam też historie kobiet, które wielokrotnie poroniły, których ciąże były i są zagrożone, które wiedzą, że ich dziecko urodzi się chore. Lekarze będą bać się udzielać pomocy, z obawy ze trafią do więzienia. W ustawie jest napisane, że ciążę może przerwać lekarz, jeśli zagrożone jest życie matki. Tylko dobrze wiemy, jak są interpretowane ustawy w naszym kraju. Nic nie jest precyzyjnie opisane i jeśli sąd uzna, że lekarz za szybko podjął decyzje o przerwaniu ciąży, że mógł jeszcze poczekać, bo życie matki nie było AŻ TAK BARDZO JESZCZE zagrożone – trafi do więzienia. Jeśli kobieta poroni samoistnie – sąd będzie doszukiwał się przyczyny i winnego. W ustawie stoi, że jeśli kobieta poroniła na wskutek swojego zaniedbania, nie dostanie zarzutów. Więc już widzę wszystkie ofiary gwałtów, które nie mogą usunąć ciąży, a nie chcąc urodzić dziecka gwałciciela i robią wszystko, żeby wyszło na „zaniedbanie” narażając swoje i cudze życie. I to jest dopiero niebezpieczne! Bo wiemy do czego zdolne są zdesperowane kobiety, a jeśli w dodatku są np. niepełnoletnie? Coś czuję, że ta ustawa wyrządzi więcej krzywdy niż pomoże… 

13 lat temu leżałam w szpitalu dziecięcym przy Litewskiej w Warszawie. W pokoju, na oddziale endokrynologicznym leżałam z Kamilą – moją rówieśniczką. Rozmawiałyśmy o tym co robią nasi rodzice, gdzie chodzimy do szkoły, czy mamy rodzeństwo. Ja chwaliłam się, że mam dwie starsze siostry, a Kamila powiedziała, że jest jedynaczką, chociaż miała siostrę, ale jej nie pamięta. Gdy Kamila miała 2-latka, jej mama urodziła siostrzyczkę, która zmarła po miesiącu. Urodziła się z ciężkimi wadami rozwojowymi. Nic nie widziała, nie słyszała, miała niewydolność serca, płuc i nerek. Udusiła się. Nie słyszała głosu swojej mamy, ani bicia jej serca będąc jeszcze w brzuchu, nie widziała ich twarzy, prawdopodobnie nie czuła ich zapachu. Kamila mówiła, że jej mama za późno się dowiedziała, że jej siostra jest chora i nic nie dało się już zrobić. Wtedy ta historia tak bardzo mną nie poruszyła, jak teraz gdy do niej wracam. Podejrzewam, że mama Kamili dowiedziała się o wadach po 24 tygodniu ciąży i nie mogła jej przerwać. A może wiedziała wcześniej, ale nie chciała? Nie wiem, nie pamiętam, nie rozumiałam wtedy tego, ale dopiero teraz mogę się domyślać co czuła jej mama wiedząc, że rodzi niepełnosprawne dziecko, które lada chwila może umrzeć. I umiera. Na rękach matki, która wycierpiała poród i czas spędzony z umierającym dzieckiem.

W ustawie jest paragraf, który mówi, że kobieta, która urodziła niepełnosprawne dziecko otrzyma od rządu pomoc. Zarówno finansową jak i społeczną. Jeśli kobieta odda dziecko niepełnosprawne do adopcji, rząd gwarantuje, że przyspieszy proces adopcyjny dla tego dziecka. Miło z ich strony. Ale jaką mamy gwarancje, że tak będzie? I co to znaczy, że przyspieszy? To znaczy o ile? O dzień czy miesiąc? A może każdy Poseł adoptuje tak chociaż po jednym dziecku? Albo może osobiście by przychodzili do domu pomagać przy opiece i pielęgnacji? Co Wy na to, drodzy Posłowie i Posłanki? I co to jest pomoc finansowa od rządu? To znaczy ile? A społeczna? Pielęgniarka 24h czy dodatkowa wizyta w miesiącu? Przy wielu niepełnosprawnościach rodzice muszą rezygnować z pracy. I zamiast zarabiać 6 tys zł we dwoje, zarabia tylko jedna osoba – 3 tys zł (jestem optymistką, wiem. Nie każdy tyle zarabia. Niektórym zostaje 1500 zł, albo i mniej). Osoba, która decyduje się odejść z pracy, żeby zajmować się chorym dzieckiem, rezygnuje ze swojego życia. Nie realizuje się, nie rozwija, pogarszają się relacje małżeńskie, często jeden małżonek odchodzi zostawiając drugiego samego… Czytam komentarze rodziców dzieci z Zespołem Downa. Większość pisze, że gdyby wiedziała jak to wygląda, przerwała by ciążę. Niektórzy z Was pewnie myślą „co za rodzice…”. A ja uważam, że oni naprawdę kochają swoje dzieci! I właśnie dlatego pewnie by ponownie nie dopuścili do takiego cierpienia. Widzę też po sobie, bo widząc swoją 3-miesięczną córkę podczas pobierania krwi, ryczę „bo ona cierpi”, więc nie wyobrażam sobie co czują rodzice chorego dziecka, który musi mieć robione dużo gorsze, bardziej bolesne zabiegi.

Zachecam do przeczytania wywiadu z prof Dębskim z warszawskiego szpitala Bielańskiego.

Nie jestem typem krzyczącym pod Sejmem. Jestem warszawianką i widziałam setki protestów, pikiet i manifestacji, z którymi zgadzałam się lub nie. Nigdy nie brałam w tym udziału i raczej trzymałam opinie dla siebie. Ale teraz nie mogę. Jeszcze nie dawno chciałam mieć drugie dziecko, teraz się boję. Bo pierwsza ciąża przebiegła ok, ale jaką mam gwarancję że z drugą też tak będzie? Żadnej. Czy zatem będę miała prawo zdecydować o własnym życiu i zdrowiu oraz swojego dziecka?

Bardzo ładnie to napisał prof Dębski:
Nie da się też ograniczyć liczby wad rozwojowych dzieci. Tylko, że ja w tej chwili mam otwarte pole działania. Mam ciążę, 27 tygodni. Mam dziecko 500 gramów. Umierające. Bo powinno być dwa razy więcej. Ale mogę zrobić pacjentce cięcie, urodzić tego dzieciaka, dać neonatologom na OIOM noworodkowy i powiedzmy 60-70 proc. tych dzieci przeżyje. Ale 40 proc. umrze. I zgodnie z tym projektem ustawy ja za któreś z tych 40 proc. pójdę do więzienia, bo wyjąłem je z macicy „za wcześnie”. Konserwatyści chcą chronić prawa zapłodnionej komórki od pierwszego dnia, zapominając zupełnie o prawach matki. Ona ma być worem na urodzenie tej komórki i koniec. Obecnie mogę ratować pacjentkę, gdy bezpośrednio zagrożone jest jej życie. Jeśli zmieni się ustawa, nie będę mógł zrobić pacjentce z ciążą pozamaciczną laparoskopii, żeby do tego zagrożenia życia nie doszło – bo to już nie będzie działanie w sytuacji zagrożenia życia! To jest absurd!

Mamy wielu wspaniałych lekarzy, którzy uratowali tysiące istnień, czemu musimy ich ograniczać w tym co robią najlepiej?


Macierzyństwo Zdrowie

Kilka powodów dla których kobiety nie chcą uprawiać seksu po porodzie

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
26 września 2016
 

Mija ten koszmarnie długi 6-tygodniowy czas połogu, panowie wyposzczeni czekają na ten pierwszy poporodowy seks, żona idzie do ginekologa na badanie, lekarz daje zielone światło i…. NIC się nie dzieje. Żadnego seksu ani niczego co by miało wskazywać na to, żeby miał się w najbliższej przyszłości pojawić. A tak obiecywała… a tak mówiła, że to już niedługo… Oto kilka powodów dla których kobiety uciekają z małżeńskiego łoża po urodzeniu dziecka:

1. Zmeczenie
Powód, którego panowie nigdy nie chcą słuchać, ale jest najczęstszy. Kobieta przebiegła maraton po którym nie może się w pełni zregenerować i wyspać! Matatończyk regeneruje sie około miesiąc po maratonie. Ona nie ma jak. 9 miesięcy ciąży, poród, który trwa ileś godzin i jest ogromnym obciążeniem dla organizmu, a potem 6-tygodni połogu, w których organizm musi dojść do siebie. Przy tym pojawia się dziecko, którym trzeba się przecież zajmować 24h! Zanim przyzwyczai się do tego trybu może minąć nawet kilka miesięcy. Wiec pomóż jej! Zajmij sie dzieckiem a ona niech się w tym czasie wyśpi. Wieksza szansa że jej się zachce, bo nie bedzie zmeczona i poczuje Twoje wsparcie. Kobiety sa uczuciowe i doceniają inicjatywe swoich partnerów.

2. Hormony
Ciąża, poród, połóg, laktacja… to istny koktajl hormonalny! Organizm próbuje dojść do siebie i ustawia hormony tak, żeby było dobrze dla kobiety i dziecka. Żeby mleka starczyło, żeby matczyna miłość nie wygasła. Niestety często wiąże się to z niskim libido. Ciężko to przeskoczyć, dlatego warto pielęgnować uczucia i bliskość. Przytulajcie się, całujcie, rozmawiajcie, rozgrzewajcie… Znacie na pewno te metody 😉 . Panowie, bądźcie cierpliwi. Gra wstępna powinna trwać cały dzień, żeby był udany wieczór w sypialni (Wiem wiem, to wymaga wysiłku, ale jeśli chcecie przeskoczyć burze hormonalną to może to być jedyne rozwiązanie).

3. Nie pomagacie!
Wiem, że chodzicie do pracy, ale my tez pracujemy (przy dziecku, zajmując się domem itp) i do tego nie śpimy. Czujemy sie jak matki-polki-bolesne i cierpiące. Wiec zmyjcie czasami naczynia, rozwieście pranie albo umyjcie prysznic. Nie musicie od razu sprzątać całego mieszkania, ale jeśli sami z siebie coś zrobicie – nawet drobną rzecz, to Wasze partnerki poczują, że mają w Was wsparcie. Raz dziennie coś zróbcie co da im poczucie, że nie są z całą robotą same. Zajmie to kilka minut a zaowocuje w partnerskich relacjach.

4. Przestajecie się starać
Chcecie seksu a kobiety chcą bliskości i czułości. Finał jest taki sam ale kobietę trzeba dopieścić, popodrywać. Jak na pierwszej randce. Po porodzie nie zawsze kobiety czują się atrakcyjnie: zbędne kilogramy, ciało jeszcze nie wróciło do formy, zmęczenie, podkrążone oczy… Powiedzcie swoim kobietom coś miłego, zróbcie lub zaproście na kolacje, włączcie film, zróbcie masaż, kupcie kwiatka.. romantyzm jest zawsze w modzie a kobiety lubią być ciagle zdobywane. Oczywiście najpierw upewnijcie się czy dziecko śpi lub ma się nim kto zająć, bo jeśli ona będzie miała na głowie „a co z dzieckiem” to na pewno nie będzie myślała o niczym innym i raczej w trakcie romantycznego wieczoru wyrwie się, żeby iść się nim zająć.

5. Nie dbacie o siebie
Kiedyś casanova a teraz wielki smrodek 🙂 . Pojawia sie brzuszek, bo latka lecą a ruchu coraz mniej, nie zawsze jest ochota na prysznic albo ponowne umycie zebów wieczorem po podjadaniu przed snem, paznokcie często nie wyczyszczone, do tego te dziurawe majty… it’s not sexy! Dbajcie o siebie i bądźcie dalej fajnymi facetami, a nie zamieniajcie się w TATUŚKÓW 🙂 . Żadna kobieta nie nabierze ochoty na wiecznie zarośniętego, ciągle tyjącego i nie dbającego o siebie partnera.

6. Dziecko
Zajmuje dużo czasu. Pomyśl może czy czasem babcia albo opiekunka sie nim nie zajmie? Dzieci są różne, jedne można położyć do łóżeczka, włączyć karuzelę i mamy 40 minut z głowy (np. nasza ;)), a z innych nie można spuścić oka. Weźcie to też pod uwagę.

7. Nudny seks
Po latach związku do łóżka i życia wkrada się monotonia. Warto pomyśleć o jakiś modyfikacjach. Porozmawiajcie, poczytajcie, niech coś zaiskrzy na nowo!

8. Coś zgasło…
Uczucia mają to do siebie, że wygasają jeśli się nie wznieca ognia. Dlatego związek nie może po prostu BYĆ, o niego trzeba dbać i go pielęgnować. Zdobywać siebie na wzajem, rozmawiać, rozwijać relacje. Niestety żyjemy w czasach, że rozwody stają się częstszym zjawiskiem niż śluby, a zdrady już tak nie bulwersują, bo są codziennością. Nic się samo nie zrobi – to ciężka praca, którą trzeba wykonać, żeby stworzyć szcześliwą relacje.

9. Stres
Nic tak nie utrudnia pójścia do łóżka z partnerem, jak milion spraw na głowie i STRES. Powodów jest mnóstwo… pieniądze (najczęściej), dziecko, praca, dom, zdrowie. Żyjemy w ciągłym napięciu i nie radzimy sobie z presją, nie potrafimy opanować emocji. A kobiety mają szczególny talent do zamarwiania się, szczególnie przy dziecku 🙂 Dajcie  się wygadać i wypłakać swoim partnerkom. Nie bagatelizujcie problemów i nie szukajcie od razu rozwiązania. Niech się po prostu wygadają, nie zależnie czy jest to duży problem czy błahostka 😉

10. Duże dzieci
Czasami problem leży w Was. Zachowujecie się jak duże dzieci, którymi trzeba się zajmować, a to też jest aseksualne. Uprasuj sobie czasami sam koszulę, wstaw pranie, zrób śniadanie… niech ona nie robi wszystkiego za Ciebie. W końcu NIE JEST Twoją MATKĄ! 🙂

To by było na tyle. Dodacie coś? 🙂

Panowie, sorry! Następnym razem będzie dlaczego to Wam się odechciewa seksu… 😉 Zachęcam do podrzucania Waszych argumentów.


Macierzyństwo Zdrowie

Co kupic i czego nie kupowac noworodkowi w prezencie?

Zrozum Matkę
Zrozum Matkę
15 września 2016

Odwiedziny noworodka wiążą się zwykle z zakupami. Jeśli nie mamy dzieci, albo nasze dzieci sa już sporo starsze, możemy mieć problem z kupieniem prezentu. Kupujemy wtedy albo losowy gift, który doradzi nam akurat ekspedientka w sklepie, albo wybieramy coś zgodnie ze swoim gustem. Niestety często prezenty sa nie trafione. Dlaczego? Kupujemy najczęściej ubranka, zabawki i gadżety dla niemowlat. Co w tym złego? Na przykład to, że nie każda zabawka nadaje się dla takiego malucha, nie każda zabawka jest rozwojowa albo rodzice mają już tyle tego, że starczy dla całego przedszkola. To samo dotyczy ubranek. Kupujemy to co nam się podoba, a nie mając doswiadczenia, nie patrzymy czy rozmiar sie zgadza (często po prostu nie wiemy w jakim rozmiarze chodzi maluch. Jak kupimy za duże to się nie zmarnuje, gorzej jak za małe…), czy są guziki/suwaki/koraliki na plecach (noworodek cały czas leży, więc nie bedzie mu wygodnie), czy da się wygodnie to ubranko założyć (noworodki maja bardzo ograniczone ruchy. Nie mozna ich za mocno wyginać, wciskać ciasnego ubranka przez głowę itd). Żeby uniknąć nietrafionego albo zdublowanego prezentu – najlepiej zapytać rodziców co by chcieli, zeby kupić dziecku! Unikajmy kupowania w ciemno, bo może sie okazać, ze nie potrzebnie wydamy pieniadze i nikt na tym nie skorzysta. Co najchetniej chcą otrzymywac w prezencie dla swojego dziecka rodzice?

1. Kosmetyki dla dziecka
Wszelkie zasypki, maści do smarowania pupy, szamponiki, żele do kapieli, waciki, chusteczki wilgotne, akcesoria typu gruszki czy aspiratorki do noska, cążki do paznokci itd. Oczywiście – zapytajmy co jest potrzebne, bo każdy rodzic ma inne preferencje co do kosmetyków dla dzieci (my np. nie używamy prawie żadnych kosmetyków, poza szamponikiem Musteli i Alantanem do pupy. Jeśli chcemy nawilżyć skóre to raz na jakiś czas smarujemy córke oliwa z oliwek albo moim mlekiem! :))

2. Ubranka
Ubranek nigdy dość, ale warto zapytać jakie są potrzebne. Po co dwudziesta para pajaców w rozmiarze 62, skoro brakuje body na krótki rękaw a jest lato? Do tego warto upewnić się czy ubranko faktycznie bedzie wygodne i czy rodzice na pewno go potrzebują. My na początku dostaliśmy trzy kartony ubranek po moich dwóch siostrzenicach, wiec uważałam, ze każde kolejne ubranko to bedzie zbędny zawalacz komody dziecięcej. Ale z czasem okazało się, że nie wszystkie ubranka sa dobre, niektóre sa niewygodne do zakładania, a gdy Oliwka zaczęła koszmarnie szybko rosnąć, to odkładalismy kolejną stertę ubranek do oddania tworząc pustki w szufladach. Okazało się, że brakuje kurteczek na chłodniejsze dni, spodni czy cienkich body na krótki rękaw. I nagle ubranka dla nas to strzał w 10 🙂

3. Reczniki, kocyki, przescieradla, podklady itd
Kolejna rzecz, której nigdy dość.

4. Pieluchy jednorazowe i tetrowe
Niby wydaje się, ze prezent słaby, ale jest to rzecz, która schodzi w sekundę, a tania nie jest. Rodzice będą wdzięczni, ale dopytajcie jakie ich maluch nosi! Istotny jest rozmiar i firma. Np. u nas Pampersy odparzają pupę 🙁 dlatego uzywamy Baby Dream, Happy i Panda.

5. Ewentualne zabawki
Dziecko przez pierwsze miesiące nie potrzebuje zabawek, ponieważ dopiero poznaje swiat. Nie widzi wyraźnie, ma ograniczoną widoczność kolorów, ma bardzo wrażliwy słuch, więc wszelkie piszczałki sa niewskazane, ma bardzo wrażliwe płuca, dlatego też pluszaki odpadają ze względu na alergeny (siedlisko kurzu) i ryzyko zadławienia się futerkiem. Natomiast ok trzeciego miesiąca zaczyna interesować sie przesuwajacymi obrazkami, zaczyna wyciagać rączki do grzechotek itd. Dlatego można kupować wszelkie grzechotki, gryzaki chłodzące (przydadzą sie jak beda zęby wychodziły) czy proste karty kontrastowe.

6. Coś droższego
Jeśli chcemy kupić droższy lub większy prezent, również warto uzgodnić to z rodzicami. Znam przypadek gdy dziadkowie chcieli zrobić niespodziankę i kupili wózek z fotelikiem dla dziecka. Okazało się, ze rodzice już dawno dokonali takich zakupów, do tego fotelik nie pasował do samochodu którym jeździli rodzice. Prezent trzeba było oddać i glupio wyszło. Można kupić np. chustę do noszenia dziecka (upewnijmy się czy rodzice zamierzają nosić w chuście), wanienkę, przewijak, poduchę do karmienia (polecam Motherhood), bujany fotel do kołysania dziecka i karmienia, pojemnik na pieluchy, ochraniacz na łóżeczko, przewijak turystyczny, sterylizator do butelek czy podgrzewacz.

7. Prezent dla rodzicow
Oczywiście to rodzice zajmują sie dzieckiem, więc warto o nich też pamiętać 🙂 mama ucieszy sie z kosmetyków dla kobiet w połogu (balsamy nawilżające, kremy ujedrniające, kremy regenerujące do piersi czy laktator), tacie natomiast bedzie miło gdy dostanie np. koszulkę „Super Tata”, czy chociaż pudełko czekoladek na osłodę 😉 . Dobrym pomysłem dla rodziców jest video niania (drogi prezent!) czy książki o wychowaniu i pielegnacji niemowląt.

Pomysłów na prezenty jest teraz cała masa. Wybór jest przeogromny, ale w tym wirze zakupowym łatwo wpaść na minę nieudanych zakupów. Nie bójmy sie zapytać rodziców czego im potrzeba. W końcu niemowlę w domu to spore wydatki dla rodziców, wiec warto kupić coś praktycznego i odciążyć ich finansowo chociaż w niewielkim stopniu 🙂