Dieta Zdrowie

Cała prawda o jajkach!

Redakcja
Redakcja
26 marca 2021
Fot. iStock
 

Wielkanoc coraz bliżej. Jednym z najczęstszych skojarzeń z tymi świętami są właśnie jajka. Symbolizują one nowe życie i odrodzenie się. Co ciekawe we współczesnym świecie budzą spore kontrowersje. Jaka jest prawda o jajkach i ile tak naprawdę możemy ich zjadać bez obawy o negatywne konsekwencje?

Jajko to produkt idealny?

– Jajka są bardzo korzystnym produktem i warto je spożywać – mówi dietetyczka kliniczna dr Hanna Stolińska. – Zawierają one wszystkie aminokwasy egzogenne, czyli te, których nasz organizm nie potrafi samodzielnie wytworzyć – zwraca uwagę. Warto zaznaczyć, że jajka są jedynym produktem, poza kobiecym mlekiem, który ma tak wzorcowy skład, jeżeli chodzi o białko. Oprócz tego dostarczają one bardzo dużo żelaza, magnezu i witamin z grupy B, a także selenu, cynku, manganu. – Można powiedzieć, że w jajku znajduje się większość witamin i składników mineralnych niezbędnych dla człowieka – wyjaśnia dietetyczka i dodaje, że poza uczuleniem nie ma żadnych przeciwwskazań do jedzenia jajek.

Ile maksymalnie można zjadać jajek? Więcej, niż sądzono

Oczywiście z jajkami, jak ze wszystkim, nie można przesadzać. Przez wiele lat pokutowało stwierdzenie, że nie powinno się zjadać więcej niż dwa jajka tygodniowo. Na szczęście to zalecenie możemy wsadzić między bajki, bo w rzeczywistości ta liczba jest znacznie większa. Dr Stolińska rekomenduje do 10 sztuk jajek tygodniowo dla osób zdrowych. Przy zaburzeniach lipidowych lub podwyższonym cholesterolu ekspertka zaleca zmniejszyć tę liczbę do 4-6 jajek na tydzień.

Jajka to nie nabiał

Wiele osób klasyfikuje jajka jako nabiał. To błąd. – Nabiał to produkty mleczne – wyjaśnia dietetyczka i dodaje, że powinniśmy raczej traktować je jako wymiennik mięsa. – Weźmy pod uwagę, żeby zmniejszyć ilość mięsa w diecie w dni, kiedy spożywamy jajka – radzi. Dzięki temu nasze menu będzie bardziej urozmaicone i zdrowsze.

Cała prawda o jajkach!

Fot. iStock

Jak wybrać dobre jajko i jak je przygotować?

Najlepsze to oczywiście zerówki, czyli jajka oznaczone numerem 0. Pochodzą one z hodowli ekologicznych. Dobre są też jedynki z wolnego wybiegu. Cyfra 2 oznacza chów ściółkowy, a 3 klatkowy. – Chociaż nie różnią się one aż tak bardzo wartościami odżywczymi, ze względów etycznych lepiej zrezygnować z tych ostatnich – proponuje dr Stolińska.

Jajka, chociaż zdrowe, są dość ciężkostrawne, dlatego tak ważne jest właściwe ich przyrządzenie. Dotyczy to szczególnie osób z problemami żołądkowymi, małych dzieci i seniorów. Dietetyczka rekomenduje w takich przypadkach jajecznicę na parze lub jajko na miękko. W tej postaci jest najlepsze dla delikatnego układu pokarmowego. – Im krócej gotujemy, tym lepiej – przypomina Hanna Stolińska, dlatego szybka jajecznica na parze lub jajko na miękko będą bardziej odżywcze niż jajko na twardo czy smażone placki jajeczne. Aby otrzymać zdrowy i pełnowartościowy posiłek, jajka powinniśmy łączyć z warzywami. Szczególnie zielonymi, które pozytywnie wpływają na ich trawienie.

Czy jajko jest dobrym produktem dla dzieci?

– Jajka, jeżeli tylko nie powodują u danej osoby alergii, są zdrowe – mówi dr Joanna Gzik, pediatra i homeopatka. – Znajduje się w nich szereg cennych składników, które dobrze wpływają na nasz organizm – wyjaśnia. Ekspertka zwraca jednak uwagę, że nie każdy dobrze toleruje jajka. Dodaje również, że te z ferm pędzonych hormonalnie mogą powodować powiększanie się gruczołów sutkowych u dzieci we wczesnym wieku, głównie dziewczynek. – Jeżeli zaobserwujemy taką przypadłość, zaleca się odstawienie jajek i drobiu, który również zawiera dużo hormonów – mówi dr Gzik. Jajko jest jednym z pierwszych produktów, jakie podajemy dziecku. – Wprowadza się je już w pierwszym półroczu, około ósmego miesiąca życia – wyjaśnia pediatra i dodaje, że zaczynamy od ćwiartki żółtka. Jeżeli nasz maluch dobrze je toleruje, możemy podawać je później 2-3 razy w tygodniu.

Cała prawda o jajkach!

Fot. iStock

Dlaczego zaczynamy od żółtka? – Jest mniej alergizujące i zawiera więcej składników odżywczych, a więc jest bardziej wartościowe dla dziecka – mówi dr Gzik. Lekarka zwraca uwagę, by obserwować czy dziecko chętnie je ten produkt. – Jeżeli dziecko czuje jakiś dyskomfort przy spożywaniu danego pokarmu, to go odmawia. Warto w takich sytuacjach odczekać i dopiero za jakiś czas ponownie spróbować wprowadzić ten produkt do diety. Można też podawać go w postaci przetworzonej jako placuszek czy makaron – radzi.

Ile jajek może jeść dziecko? – Ja nie proponuję diety jednostronnej i myślę, że jajko codziennie albo co drugi dzień nie jest dobrym rozwiązaniem – mówi dr Gzik i zaleca raczej podawać je 1-2 razy w tygodniu.

Jak najlepiej przechowywać jajka i czy powinno się je myć?

Jajka najlepiej jest przechowywać w warunkach chłodniczych, ale uwaga – nie na drzwiczkach lodówki. Wbrew pozorom to najgorsze miejsce ze względu na częste wahania temperatury podczas jej otwierania i zamykania. Jajka trzymajmy na środkowej półce, możliwie głęboko. Wiele osób zastanawia się, czy należy myć jajka. Na pewno nie powinniśmy tego robić zaraz po ich zakupie. W ten sposób zniszczymy ich naturalną warstwę ochronną, przez co mogą szybciej się zepsuć. Na wszelki wypadek warto natomiast umyć je bezpośrednio przed przystąpieniem do przygotowywania posiłku z jajek. Dzięki temu mamy pewność, że żadne zanieczyszczenia ani bakterie ze skorupki nie trafią do naszego jedzenia.

Jeżeli chcemy, aby jajka dłużej były świeże, można zastosować pewien prosty trik. Otóż wystarczy po zakupie obrócić je do góry nogami, tak aby ich węższa strona była na dole. Można również co tydzień je obracać.

Największy mit o jajkach

Przez wiele lat uważano, że jajka ze względu na zawartość cholesterolu podnoszą jego poziom w organizmie. Dlatego odradzano ich spożywanie osobom z chorobami sercowo-naczyniowymi, a zdrowym sugerowano nieprzekraczanie 1-2 sztuk tygodniowo. Teraz już wiemy, że największy wpływ na poziom cholesterolu we krwi ma to, ile spożywamy tłuszczów nasyconych i tłuszczów trans, a nie zawartość cholesterolu w pożywieniu. Jak podaje portal medyczny Medical News Today, spożywanie cholesterolu w diecie, na przykład poprzez spożywanie jajek, nie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem chorób układu krążenia. Najnowsze badania nie potwierdzają związku pomiędzy dietą bogatą w jajka a podwyższonym cholesterolem, chorobami serca ani większą śmiertelnością. Co więcej, naukowcy odkryli, że zastąpienie czerwonego i przetworzonego mięsa rybami, nabiałem lub jajami wiązało się z 20 procent niższym ryzykiem choroby niedokrwiennej. Warto tutaj przytoczyć przypadek opisany w czasopiśmie akademickim The New England Journal of Medicine. 88-letni mężczyzna bez żadnych przewlekłych chorób, poza chorobą Alzheimera, codziennie zjadał od 20 do 30 jajek. Badania nie wykazały, aby jego poziom cholesterolu odbiegał od normy. Oczywiście naukowcy nie sugerują, aby przejść na dietę złożoną wyłącznie z jajek. Przykład wspomnianego mężczyzny nie jest również dowodem, że takie menu jest bezpieczne dla wszystkich. Każdy organizm jest inny, a kluczem do zdrowia jest zróżnicowany jadłospis. Na pewno jednak nie ma sensu odmawiać sobie jajek profilaktycznie bez wyraźnych wskazań ze strony lekarza.

Cała prawda o jajkach!

Fot. Istock

Teraz być może ciężko w to uwierzyć, ale kiedyś rekomendowano jedzenie samych białek. Żółtka były demonizowane z powodu zawartego w nich tłuszczu i cholesterolu. Tymczasem to w nim znajduje się większość składników odżywczych. Dlatego najlepiej i najzdrowiej jest oczywiście zjadać jajka w całości i bez obaw. Szczególnie podczas nadchodzących świąt, bo co to by była za Wielkanoc bez jajek, prawda?


Źródła:
https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJM199103283241306
https://www.medicalnewstoday.com/articles/are-eggs-bad-for-cholesterol#are-eggs-unhealthy

Dieta Zdrowie

Co dała mi pandemia? Pierwszy raz w życiu okazało się, że nieidealna też jestem dobra

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 marca 2021
Fot. iStock
 

Wszystko zaczęło się, gdy chodziłam do podstawówki. Miałam piękne gęste włosy, długie prawie do pasa. Mama niemal zawsze czesała mi je w zebrany na czubku głowy koński ogon. Uwielbiałam go i już w wieku 7 lat byłam przekonana, że taką fryzurę mogę nosić już do końca życia. Ale w tym kucyku była jakaś obsesja. Nic nie mogło wystawać, być krzywo – szukałam perfekcji w każdym kosmyku, a mama z anielską cierpliwością poprawiała lub tłumaczyła, że naprawdę moje włosy wyglądają dobrze. Już wtedy żyłam w chorym przekonaniu, że wszystko, co sobą prezentuję, ma być wzorowe. Do dziś nie rozumiem dlaczego.

Nie byłam baletnicą, która spędzała godziny przed lustrem, poprawiając każdy ruch. Moim rodzicom daleko było do tych, którzy stawiają swoim dzieciom wygórowane wymogi. Dorastałam w domu, w którym odkąd pamiętam, słyszałam, że jestem mądra, piękna, ważna, zabawna. Prawdę mówiąc, bliżej było mi do zapędów narcystycznych, niż zbytniej krytyki względem siebie. A jednak.

Po włosach przyszła pora na szkołę – tam też byłam prymuską, często z najlepszą średnią w klasie. Duma wychowawców, duma rodziny. Tata do dziś wspomina, jak razem z mamą odbierali list gratulacyjny, gdy wychodziłam z gimnazjum. Dalej nie było gorzej. Dostałam się do jednego z tych „elitarnych” liceów, gdzie chodzili laureaci olimpiad. Już w pierwszej klasie dowiedziałam się od znajomych, że jestem popularna „nawet wśród maturzystów”. Byłam w głębokim szoku. Ja? Koleżanki zazdrościły mi powodzenia u chłopaków, nieschodzącego z twarzy uśmiechu i tego, jak dogadywałam z rodzicami.

Doceniałam to wszystko, jednocześnie dźwigając na barkach ciężkie jak worek kamieni poczucie, że nie jestem wystarczająca. Przez całe życie chciałam być lubiana, dobra dla innych, nawet swoim kosztem, szczuplejsza bez znaczenia, ile właśnie ważyłam i odnosić więcej sukcesów. Jakbym startowała sama ze sobą w wyścigu, w którym zawsze wygrywałam w oczach innych, ponosząc porażkę w swoich własnych.

Dawniej idealny musiał być kucyk, a przed maturą – idealny odcień farby na głowie, dokładnie wytuszowane rzęsy, starannie wyprasowane ubranie. Buty czyste, nawet jeśli po drodze do szkoły złapał mnie deszcz i musiałam czyścić je w szatni chusteczkami. A i tak mijając grupę śmiejących się obcych ludzi na korytarzu, byłam przekonana, że śmieją się właśnie ze mnie.

Nie muszę chyba wspominać, że przez studia przeszłam bez jednej poprawki. Kiedy po paru latach planowałam swój ślub, byłam pewna, że będzie perfekcyjny tak jak moja suknia. Wyglądałam nienagannie od spinki we włosach po czubek buta. Goście bawili się do rana, mąż nosił na rękach – wszystko było jak z bajki.

A potem przyszła pandemia. Jak większość z nas przechodziłam, w czym czasie przez różne etapy. Zabijała mnie monotonia, przytyłam, a w międzyczasie musiałam pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego. Idealny kucyk z podstawówki zastąpiła niedbała kitka, a idealny kolor włosów – odrost pokryty farbą rozrobioną we własnej łazience. Trudno było mi zmobilizować się do ćwiczeń i strojenia się tylko po to, by zasiąść tak na kanapie. Robiłam to rzadko i tylko z troski o to, by nie stracić w oczach mojego partnera. I wiecie co? Pierwszy raz w życiu okazało się, że nieidealna też jestem dobra. Wystarczająco dobra.

Pandemia nauczyła mnie, że bez tuszu na rzęsach, w getrach i nawet z trzema kilogramami więcej, jestem równie ważna, atrakcyjna i „wystarczająca” – przede wszystkim dla samej siebie. Odkąd to sobie uświadomiłam, paradoksalnie chętniej robię coś dla siebie. Zaczęłam bardziej o siebie dbać i częściej uśmiechać się do lustra. Mniej wymagać od siebie, a więcej od życia. Po worku kamieni na barkach została jedynie kupka kurzu, dlatego dziś postanowiłam napisać ten list z myślą o wszystkich „idealnych” kobietach – nie pozwólcie, żeby przygniotły was wasze własne wyobrażenia o sobie. Im szybciej sobie to uzmysłowicie, tym mniej chwil stracicie na poprawianie wystających z kucyka kosmyków.


Dieta Zdrowie

„Jeśli chcesz zostać aktorem, to musisz cierpieć”, czyli o przemocy w łódzkiej filmówce

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 marca 2021
Fot.iStock

O przemocy w łódzkiej filmówce szeptało się (a nie mówiło na głos) od lat. Jednak dopiero Anna Paliga, absolwentka tej uczelni, odważyła się podać konkretne nazwiska wykładowców, którzy przez lata dopuszczali się przemocy fizycznej i psychicznej wobec studentów. Opublikowany na Facebooku list odczytała przed Radą Programową Szkoły. Poruszony problem okazał się zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Weronika Rosati, Joanna Koroniewska, Dawid Ogrodnik, czy Tamara Arciuch opowiedzieli o wstrząsających doświadczeniach z okresu studiów w szkołach fimowych i teatralnych. W środowisku zawrzało. W końcu.

Na wydziale aktorskim panuje absurdalne i niszczące przekonanie, że młodych należy „łamać” i „przyzwyczajać do zaciskania zębów”, a także że doświadczanie przemocy pomoże im w zostaniu lepszymi aktorami. Studenci, wychodząc do świata profesjonalnych planów filmowych, nie są przygotowani na stawianie oporu manipulacjom i zastraszaniu. To prowadzi do kontuzji, frustracji, zaburzeń odżywiania, załamań nerwowych… – pisze Anna Paliga.

Joanna Koroniewska wspomina, że kiedy prosiła swoją o jeden wolny dzień, żeby móc pożegnać się z chorą na nowotwór mamą, została przez swoją wykładowczynię zwyzywana od egoistek. Było rzucanie słuchawką, publiczny ostracyzm. Mimo próśb, nie została zwolniona z prób do spektaklu. Mama aktorki odeszła w samotności, w hospicjum.

Weronika Rosati pisze o regularnym poniżaniu i mobbingu, a Tamara Arciuch opowiada, jak podczas zajęć z interpretacji prozy w krakowskiej szkole teatralnej, jedna z jej wykładowczyń kazała trzem kolegom z grupy popychać aktorkę jak szmacianą lalkę. Nauczycielka krzyczała przy tym: mocniej, mocniej. „Kiedy szlochając upadłam na ziemię, powiedziała, że w końcu wydobył się ze mnie jakiś prawdziwy dźwięk…” – wspomina Tamara.

Dyplom, rok IV, prof. dr hab. Mariusz Grzegorzek, rektor naszej szkoły w trakcie prac nad dyplomem wielokrotnie, niemalże codziennie przez okres trwania prób wpadał w furię i nazywał mnie „pie******ą szmatą, ku**ą”. Poniżał zarówno mnie, jak i moich kolegów w obecności całej grupy i pracowników technicznych. Najmniejszy błąd wprowadzał go w stan niepowstrzymanej agresji słownej potęgowanej przedpremierowym stresem. O wszystkim szczegółowo dowiedział się ode mnie prorektor Michał Staszczak. Usłyszałam, że „nie umiem zaciskać zębów, a powinnam” i że „jestem zbyt miękka na ten zawód” – czytamy dalej w liście Anny Paligi.

O ile zjawisko fali w wojsku jest nam znane, to jednak przemoc fizyczna i psychiczna w środowisku uniwersyteckim, w takiej skali jak przedstawiają ją absolwenci szkoły, szokuje. Wielu aktorów starszego pokolenia reaguje panicznie, nie zajmując stanowiska po stronie Ofiar. Skąd biorą się toksyczne mechanizmy, które prowadzą do takich drastycznych przypadków znęcania się nad studentami?

Przez to ze o dostaniu się do szkoły filmowej marzą setki tysięcy ludzi, osoby które tam wykładają mogą w pewnym momencie poczuć bardzo silne uderzenie władzy i uaktywnić swoją narcystyczną stronę, która nierzadko zakrawa o zachowania psychopatyczne takie jak te opisywane przez Studentów – mówi Katarzyna Kucewicz, psycholog i terapeuta poproszona o komentarz ekspercki. – Władza, mentorowanie innym powinno być zarezerwowane wyłącznie dla dojrzałych ludzi pełnych empatii i co najważniejsze pokory i stabilności psychicznej. Jeśli ktoś nieodpowiedni dostaje takie narzędzie w ręce zaczyna swoją wszechmoc wykorzystywać bez skrupułów i opamiętania, lecząc tym przy okazji swoje frustracje, kompleksy, dowartościowując się, odreagowując swoje krzywdy. Zachowania takie wzmacniane są biernością władz uczelni, która daje poczucie bezkarności i biernością zastraszonych studentów nie mających w sobie siły na jakąkolwiek reakcję (to zupełnie zrozumiały mechanizm grupowy, ze dostosowujemy się do innych milczących studentów).  Nierzadko w takich sytuacjach nauczyciel staje się „legendarny”, krążą o nim anegdoty, ludzie sobie opowiadają latami ze udało im się przetrwać zajęcia z tym panem/ panią X. To proceder znany od lat nie tylko w szkołach filmowych. Dzisiaj na szczęście czasy się zmieniają i młodzi ludzie maja odwagę powiedzieć wprost  ze takie „legendarne” zachowania wykładowców  to mobbing, przemoc, nadużycie i molestowanie. 
Bardzo podziwiam i jestem dumna z Ofiar, które zdecydowały się powiedzieć „NIE”. To cały czas efekt akcji #metoo, która moim zdaniem rewolucjonizuje cały świat. Dawniej posiadanie autorytetu i stanowiska czyniło z człowieka nietykalnego guru, posiadającego władze nad innymi. Dzisiaj te autorytety są śmielej obalane jeśli nie idzie za nimi uczciwa moralna postawa. To bardzo słuszna droga. 

List Anny Paligi możecie przeczytać tutaj:

Szanowni Państwo,
na wczorajszej Małej Radzie Programowej Łódzkiej Szkoły Filmowej przedstawiłam swoje stanowisko wobec…

Opublikowany przez Anna Paliga Środa, 17 marca 2021

 


Zobacz także

Zapalenie płuc - objawy

Zapalenie płuc – objawy, których nie należy ignorować

Dieta bez nabiału - produkty zakazane, zamienniki

Dieta bez nabiału – czego należy unikać, a czym zastąpić produkty nabiałowe?

3 zaskakujące sposoby na zdrowe nawodnienie organizmu