Zdrowie

9 zaskakujących korzyści z picia herbaty Earl Grey

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
19 października 2016
earl grey
Fot. iStock / PeopleImages
 

Mało kto nie pija herbaty. Może my nie mamy na jej punkcie takiego hopla jak np. Brytyjczycy, jednak trudno sobie wyobrazić śniadanie czy kolację, czy wieczorny seans z książką bez kubka gorącej herbaty.

Wybór spośród wielu gatunków herbat przyprawia o zawrót głowy. Indywidualną decyzją jest to, po jaki rodzaj najczęściej sięgamy — zielona, czerwona, biała, czarna, w granulkach lub listach, aromatyzowana lub nie, z oryginalnymi dodatkami. Każda z nich posiada swój smak i aromat, ale również właściwości, które dobroczynnie wpływają na nasze zdrowie. Badacze pod lupę wzięli Earl Grey i już wiadomo, dlaczego warto sięgać po ten gatunek herbaty.

Słowo o Earl Grey

Earl Grey jest jedną z najbardziej znanych i cenionych herbat na całym świecie. Jej bazą była pierwotnie czarna cejlońska herbata, a wyjątkowy smak i aromat uzyskiwany jest w wyniku dodania do liści herbaty olejku z bergamotki — owocu uprawianego w strefie śródziemnomorskiej. Odkryto to przez przypadek, gdy podczas transportu herbaty z dalekich Chin, liście herbaty zabezpieczano olejkiem bergamotowym, umieszczając go w lukach transportowych. Okazało się, że w ten sposób nie tylko chroniono herbatę przed pleśnią, ale i nadano jej wyjątkowy aromat.

Fot. iStock / eurobanks

Fot. iStock / eurobanks

Earl Grey to nie tylko smak i aromat, ale i wyjątkowe właściwości dla zdrowia:

Wzmacnia zęby

Earl Grey zawiera bardzo dużo katechin, czyli przeciwutleniaczy zwalczających zakażenia jamy ustnej. Zawiera również fluor, który chroni zęby przed uszkodzeniami i chroni przed atakiem bakterii próchnicznych.

Poprawia trawienie

Wspiera układ pokarmowy w procesie trawienia i wpływa na złagodzenie kolki, niestrawności i mdłości, jeśli jest stosowana regularnie. Znajduje również zastosowanie w leczeniu zaburzeń jelitowych.

Wycisza i relaksuje

Earl Grey relaksuje i uspokaja ciało niemal natychmiast, wykazuje również działanie odprężające. Działa kojąco na psychikę, co wynika z naturalnych właściwości aromaterapeutycznych bergamotki. Można się nią posiłkować, jako naturalnym rozwiązaniem dla osób cierpiących z powodu depresji, stresu i niepokoju.

Rozjaśnia umysł

Herbata, mimo że nie zawiera tak dużej dawki kofeiny, jak kawa, równie dobrze wyostrza umysł. Sprawdzi się idealnie popołudniem lub wieczorem, gdy czeka nas jeszcze intelektualny wysiłek, ale nie chcemy nadmiernego pobudzenia, jak w przypadku filiżanki kawy.

Działa antynowotworowo

Zawiera duże ilości przeciwutleniaczy, mobilizujące organizm do walki z wolnymi rodnikami, które powodują wiele różnych chorób, w tym nowotwory.

Wspiera utratę wagi

Ułatwienie w osiągnięciu szczuplejszej sylwetki, wynika z zawartości w herbacie ekstraktu z cytrusa — bergamotki (właściwie pomarańczy bergamota). Badacze tłumaczą jej działanie tym, że dzięki bergamotce kalorie zamieniane są w energię dla mięśni, uwalniane są w wyniku naturalnych procesów przemiany materii. Oczywiście sama herbata, zagryzana ciastkami z czekolady, żadnego efektu odchudzającego nie przyniesie, natomiast podczas diety to dobra alternatywa na pozbycie się kilogramów.

Chroni serce i chroni przed cukrzycą 

Naukowcy twierdzą, że dzięki wypijaniu trzech filiżanek herbaty Earl Grey w ciągu dnia, spada ryzyko wystąpienia chorób serca. Badania opublikowane w 2012 roku w „Prewencyjnej Medycynie” określają, że pacjenci, którzy pili trzy filiżanki tej herbaty dziennie, drastycznie obniżyli poziom trójglicerydów we krwi i zwiększyli „dobry cholesterol” HDL już po trzech miesiącach. Esencja z bergamotki może dawać efekt podobny do przyjmowanie statyn, czyli leków obniżających poziom „złego” cholesterolu.

Dzięki herbacie odnotowano także podniesienie poziomu antyoksydantów zwalczających wolne rodniki, które uszkadzają komórki organizmu. Poza tym, jego relaksujące działanie także ma dobry wpływ na kondycję serca.

Dalsze badania przeprowadzone przez University of Cantanzaro we Włoszech również przyniosły pozytywne rezultaty. Przebadano ponad dwustu pacjentów z wysokim poziomem tłuszczów we krwi. W efekcie okazało się, że „zły” cholesterol — LDL został zmniejszony o 39% już po miesiącu. W wyniku picia herbaty Earl Grey, zredukowano także cukier we krwi o 22%, a podniesiono „dobry” cholesterol o 41%. To pokazuje również, że Earl Grey może wpływać bardzo korzystne na zdrowie osób cierpiących zarówno na choroby serca, jak i cukrzycę.

Wzmacnia odporność 

Napar Earl Grey doskonale sprawdza się jako sposób na rozpoczynające się przeziębienie. Za sprawą bergamotki, herbata poprawia pracę układu odpornościowego i łagodzi gorączkę.

Nawadnia organizm

W przeciwieństwie do odwadniającej kawy herbata pomaga utrzymać równowagę płynów w organizmie, ze względu na wysoką zawartość potasu.


źródło: www.lifehack.orgwww.czasnaherbate.net


Zdrowie

Ty jesteś dziennikarką, a ja dziwką. Każda z nas ma swoje, inne życia. Lepsze czy gorsze?

Anika Zadylak
Anika Zadylak
19 października 2016
Fot. iStock / piranka
 

– Możesz napisać wprost, że jestem dziwką. Ja tego nie uważam za coś obraźliwego. Pani ze sklepu jest kasjerką, ty jesteś dziennikarką, a moim zawodem jest ku*ewstwo. Jestem prostytutką od sześciu lat, miałam przyjść na chwilę, żeby załatać dziury w budżecie, ale tak mi się spodobało, że zostałam. Ile ty tam w tej swojej redakcji zarabiasz? Pewnie raczej niewiele, a ja pachnę perfumami za blisko pięć stówek. Że na d*pie zarobione? Moja d*pa, moja sprawa. Jestem dorosła, dzieci się za mnie nie wstydzą, bo ich nie mam, rodzina nie wie. A jak się dowiedzą? Płakać nie będę, nie jestem małą dziewczynką, zresztą nigdy jakoś zżyci nie byliśmy. Nie, nie pochodzę z patologicznego domu, raczej zwyczajnego. Ojciec na budowie pracował, matka w markecie, bracia mają rodziny i tak zwane normalne prace. Tylko siostra ku*wa. No co tak patrzysz? Skoro ja do tego podchodzę normalnie, to ty też chociaż spróbuj. Każdy ma swój sposób na życie i ja nikogo nie oceniam. Nikomu nie robię krzywdy, nie zmuszam żeby do mnie przychodził. Że siebie krzywdzę? Nawet gdyby, to czyj to jest problem? Na pewno nie twój.

Daria ma dokładnie 28 lat, mówi o tym szczerze i otwarcie. Bardzo ładna dziewczyna, wcale nie ma wyzywającego makijażu ani tyłka na wierzchu, a wiem, że zaraz po naszej rozmowie idzie do swojej pracy. Jest ubrana tak, żeby odpowiednio podkreślić swoje walory, ale nie wyzywająco. Faktycznie ładnie pachnie, jest zadbana, i jakkolwiek to nie zabrzmi, nie wygląda jak prostytutka. Zamawia kawę i dobre ciastko, mruga do mnie okiem i śmieje się, że przy jej zawodzie nadwaga jej nie grozi. Cały czas mam mieszane uczucia i Daria chyba to wyczuwa.

Daria: „Posłuchaj, ja nie będę się użalać. Nie usłyszysz ode mnie, że zły los mnie do tego pchnął, że ciężko, chore dziecko albo bieda aż piszczy. Mówiłam już wcześniej, normalny dom miałam, nie było na ekscesy i wakacje na Majorce, ale też chleba nie brakowało. Książki do szkoły mieliśmy na czas, w dziurawych czy starych butach też nie chodziłam. Były skromne, ale zawsze prezenty na gwiazdkę, tort na urodziny, opie*dol po wywiadówce. Standardowo, jak w większości domów. Uczyłam się przeciętnie, zresztą nie czułam, żeby ktoś ode mnie więcej wymagał. Skończyłam technikum żywieniowe i na jednej z imprez poznałam taką Magdę. Starsza ode mnie o dwa lata, miała wypasione ciuchy, takie wiesz – z drogiego butiku. Widziałam też w łazience, jakich kosmetyków używała, sam podkład miała za dwie stówki. Zapytałam, czy ma bogatych starych. Roześmiała mi się w twarz i rzuciła : „Coś ty, głupia? D*py daję, to mnie stać.” Wiesz, ja już wtedy nie byłam specjalnie święta.  Zwyczajnie lubiłam seks, miałam wielu partnerów, ale jakoś mnie to tak uderzyło. Nie skomentowałam, nie wypytywałam, nie przywiązałam do tego większej uwagi. Minął spory czas, pracowałam trochę, mieszkałam z rodzicami. Ani nic złego w tym nie było, ani też wymarzonego. Ot, takie tam życie po prostu. I wtedy znowu spotkałam tę Magdę. I to był też pierwszy raz, jak poszłam z klientem. I zarobiłam kilka stów, za niecałą godzinę.

Szybko się wciągnęłam, tym bardziej, że dobrze trafiłam. Ten gość z którym poszłam się bzykać, był potem przez długi okres moim stałym klientem. Podobało mu się to, że jestem otwarta, że się nie czaję, że wprost mówię, że zależy mi na pieniądzach, więc będę się starać. Obopólna korzyść, bo jemu było bardzo dobrze, miał, co sobie zażyczył i sowicie mnie za to nagradzał. Niestety, wyjechał w interesach na stałe, ale polecił mnie kilku swoim, równie bogatym koleżkom. W niecały rok zarobiłam na mieszkanie, stać mnie było nawet na wynajęcie dekoratorki wnętrz. Zrobiłam prawko, kupiłam fajne auto. Zainwestowałam w edukację, lekcje angielskiego i hiszpańskiego, teraz też niemiecki. Kontynuuję naukę, także tę związaną z odżywianiem. Uczę się tańca towarzyskiego i języka migowego. Po co mi to? Bo w końcu mogę, zarabiam, czy to ważne jak? Zresztą, lata lecą, przyjdą młodsze i mnie zepchną z piedestału. Wiecznie dziwką nie będę, oszczędności się skończą, a z prostytucji emerytury nie ma. Ubezpieczam się prywatnie, ale chciałabym za jakiś czas robić coś innego. Dlaczego? Dziewczyno, czuję się  po prostu zmęczona. To nie jest lekki kawałek chleba, potrafię przerobić 12-tu gości dziennie. Tylko potem muszę wziąć ze dwa dni wolnego, bo fizycznie źle się czuję, wszystko mnie boli…

Mroczne strony? Nie zdarzyło mi się pobicie, czy zastraszanie jak innym dziewczynom z branży. Nie wiem, czy to moja ostrożność czy głupie szczęście. Ale miałam parę razy niefajne sytuacje. Raz mnie koleś wywiózł, taki niby z polecenia był. Fakt trochę mojej winy, bo ostrzegali, że kasiasty, ale świr. Do domku takiego pod lasem pojechaliśmy, a tam dwóch jego bardzo napalonych kolegów. Typowe karki, nie było nawet mowy o dyskusji czy sprzeciwie. Poharatali mnie wtedy, zabawiali całą noc. Raz osobno, raz wszyscy na raz. Zapłacili i  to dużo, ale tydzień leczyłam się w domu. Krew się ze mnie lała, sorry że tak dosłownie, ale ja nie umiem w ładne słówka ubierać, zresztą po co? I też parę razy takich chamów miałam, co wiesz, jak zwierzę charczał i rżnął mnie, jak szmatę taką, aż bolało. Ale odpoczywasz, nie wnikasz w sentymenty i wracasz do roboty. Zresztą wypadki się wszędzie zdarzają, na budowie, w policji, w sklepie czy banku.

Po co to roztrząsać, każdy sam odpowiada za swoje wybory. Życie nie było, nie jest i lekkie nie będzie. A mnie nikt do niczego nie zmusza. Skończę z tym wtedy, kiedy sama uznam to za stosowne, będę już pewna, co chcę robić dalej. Ryzyko? Takie głupie trochę gadanie. A jak wychodzisz z domu na ulicę, to nie ryzykujesz? Skąd wiesz, że pijany kierowca nie rozjedzie cię na zielonym świetle? Życie ogólnie jest ryzykowne, ale czy przez to ktoś z niego ot tak rezygnuje?

Nie wiem co będzie za rok czy pięć lat, zresztą może już jutro wyjadę. Kto to wie, co komu pisane. Miłość? Wiesz, ja się tyle naoglądałam i nasłuchałam od tych, którzy do mnie przychodzą, o tych niby uczuciach czy zaufaniu. Bo faceci do mnie różni trafiali. Jak w filmach o burdelach, serio jest tak, że czasem się typ chce wygadać, przytulić. Nawet popłakać, bo takich też miałam. Nawet nie masz pojęcia, ile ja dramatów ludzkich przerobiłam, przez te lata. Ile historii poznałam.  O rodzinie, wierności, o tej waszej przereklamowanej miłości też. Obserwowałam również moich rodziców, patrzę na rodziny moich braci. I widzę, jakie to wszystko naciągane, przerysowane, aż smutne i ciężkie do uwierzenia. Może kiedyś ktoś nauczy mnie kochać i mieć nadzieję, że ludzie potrafią być ważni w życiu. Że można całe życie z jednym człowiekiem chcieć spędzić.  Na razie liczę tylko na siebie i tylko sobie wierzę. Nie czuję się samotna. Tak wybrałam i nie mam do nikogo o nic pretensji. Tak jak już mówiłam.  A znasz skalę, która potrafi to ocenić? Bo ja nie…”.


Wysłuchała: Anika Zadylak


Zdrowie

Samowystarczalne. Współczesne, silne kobiety najbardziej boją się zależności w związku

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 października 2016
Fot. iStock/bowie15

Żyjemy w bardzo dziwnych czasach. Dążymy w związku do partnerstwa, ale nie jesteśmy na nie przygotowane. Wchodząc w relację z mężczyzną automatycznie przyjmujemy rolę, która nie do końca nam odpowiada. Gdzie jest nasza niezależność – pytamy? Tylko, że niezależność w związku to coś właściwie niemożliwego do osiągnięcia. Bo czy nie jest tak, że jak kochamy, mamy wspólny dom, dzieci, to już od siebie zależymy?

Beata ma 42 lata, własną firmę, spore mieszkanie, które urządziła tak, jak lubi i – jak podkreśla –  za swoje pieniądze. Zawodowo, osiągnęła bardzo dużo. Prywatnie, jest szczęśliwa, tak mówi. Nie ma nikogo na stałe, od czasu do czasu chodzi na randki, do dobrej restauracji, teatru. Szuka, ale jest wymagająca.

– Powiedz mi, tak życiowo, to czym mi mężczyzna może jeszcze zaimponować, czym zrobić na mnie wrażenie ? – pyta. – Ja jestem samowystarczalna, mam poczucie materialnego bezpieczeństwa. To, czego mi brak, to partner do rozmowy wieczorem, przy kieliszku wina. Do niedzielnego spaceru po lesie. Do podyskutowania, może nawet niezgadzania się, ale do jakiejś wymiany myśli, która wniesie coś do mojego życia. A z tym, jakoś u panów, słabo. Mężczyźni, których spotykam, z którymi wchodzę w jakąś bliższą relacje, natychmiast ustawiają się w pozycji „głowy rodziny”. Chcą być najmądrzejsi, najważniejsi. A ja mam w życiu wiele ważnych spraw. I sama dla siebie jestem ważna. Ja im na to nie pozwalam. Mam gdzieś te patriarchalne zabobony o tym jak kobieta chucha i dmucha na domowe ognisko, a on wyznacza kierunki, podejmuje decyzje i przynosi do domu kasę. Nie toleruję zależności od mężczyzny.

Beatę denerwują partnerzy, którzy starają się ją wyręczać, coś za nią „załatwiać”. Może to dlatego, że jest perfekcjonistką?

– Nie umiem spokojnie patrzeć jak facet nieudolnie nalewa herbatę, albo „próbuje” coś ugotować, wolę pójść z nim do restauracji i w spokoju porozmawiać. Nie umiem kłamać, kokietować jak moje koleżanki. Jeśli facet jest w czymś słaby, dlaczego mam mu słodzić, opowiadać, jak świetnie sobie radzi? A płacę za siebie sama. Uważam, że o to między innymi, przez lata walczyłyśmy jako kobiety. Nie znoszę też słabych mężczyzn, nieudaczników, leniów na garnuszkach mamusi. Mam znajome, które utrzymują młodszych mężczyzn. I wiesz co? Oni po kilku miesiącach związku, z potulnych, grzecznych misiów zamieniają się w roszczeniowych, obrażalskich chłopców. Wodzą te moje znajome za nos.

Uczucia, miłość? Ja już tak szybko się nie angażuję. Uważam, że jak kobieta się zaangażuje to już przegrała, jest na straconej pozycji. Każdy facet, nawet najlepszy to wykorzysta. Sprawi, że ona będzie od niego zależna. To jest nasz słaby punkt, niestety.

Byłam w związku, 10 lat. Mój mąż wykorzystał moją słabość, moje emocje. Tak to odczułam. Choć zarabiałam więcej, więcej znaczyłam w zawodowym światku, w domu czułam się kimś gorszym,a  nie równym mężowi. Wracałam do naszego mieszkania i z pani dyrektor stawałam się jego posłuszną żoną, Matką Polką, cierpiętnicą, krową, która nie ma własnego zdania. Dopóki byłam od niego zależna emocjonalnie, pozwałam się krzywdzić, lekceważyć. Kiedy powiedziałam: dość, teraz pora na mnie, wszystko stało się proste. Odchodząc, wyplątując się z tych zależności, odzyskałam poczucie godności. I spokój.

Iwona właśnie skończyła 30 lat. Ma narzeczonego, ale twierdzi, że ten związek się rozpadnie. Mimo, że są ze sobą od liceum.

–  To kwestia czasu – mówi. – On pochodzi z rodziny, w której kobiety po wyjściu za mąż nie pracują. Teraz wszystko się co prawda pozmieniało, ale przy jego wysokich zarobkach i mojej skromnej pensji, uznał za oczywiste, że po ślubie rzucę na kilka lat pracę w szkole i zajmę się domem, dziećmi. Bo po co mam pracować, tak właściwie? A dla mnie to nie do pomyślenia. Kompromis? Chyba mnie na niego nie stać. Ja mam silny charakter, mój narzeczony chętnie widziałby we mnie osobę uległą, ustępującą. Czuję, że jeśli wyjdę za niego za mąż, zniknę. Moje marzenia, dążenia zejdą na dalszy plan. No i pieniądze. Nie chcę być od niego całkowicie zależna finansowo, boję się tego. Wiem, że to będzie dla mnie jakiś koniec.

Wygrywając niezależność, zapominamy trochę (i kobiety i mężczyzni też), że kochając musimy jej trochę oddać. Silne, samowystarczalne kobiety nie chcą już tak łatwo jak kiedyś szukać w związku kompromisów. Mężczyzni zaś sami nie wiedzą jak ten związek z tak niezależną partnerką miałby wyglądać. To trochę tak, jakby nastąpił, jeśli chodzi o współczesne związki, okres przejściowy, między tym, co tradycyjne, a tym co współczesne. Jak sobie z tym radzić?

Chcesz być z drugim człowiekiem, zrób mu miejsce w swoim życiu – powiedziała mi kiedyś pewna, bardzo mądra osoba. Tyle, że to co brzmi tak prosto, ciągle jeszcze okazuje się bardzo trudne.


Zobacz także

Co chce ci powiedzieć twoje ciało? Zobacz sygnały, które ci wysyła, świadczące o niedoborze podstawowych witamin

Co chce ci powiedzieć twoje ciało? Zobacz sygnały, które ci wysyła, świadczące o niedoborze podstawowych witamin

Jak odzyskać formę w 14 dni? Dwutygodniowy plan zmian

Jak odzyskać formę w 14 dni? Dwutygodniowy plan zmian

9 produktów, które najczęściej powodują zgagę