Zdrowie

5 mitów o otyłości, które słyszymy (i powtarzamy) najczęściej

Redakcja
Redakcja
18 listopada 2021
fot. cesar fernandez dominguez/istock
 

Otyłość jest chorobą, którą wielu Polaków nadal lekceważy. W postrzeganiu większości społeczeństwa pozostaje ona wyłączenie defektem estetycznym czy problemem, z którym należy poradzić sobie samemu. Brak wiedzy, że otyłość to choroba przekłada się na sposób, w jaki patrzymy na pacjentów, obarczając ich winą za rozwój choroby. Aby przełamać bariery związane z chorobą otyłościową i zrozumieć jej prawdziwe przyczyny, a także możliwości leczenia obalamy 5 najczęściej powielanych mitów na temat tej choroby.

Mit 1: Otyłość to defekt estetyczny

Aż 80% osób z otyłością nie postrzega jej jako choroby, a jedynie jako defekt estetyczny1 wynika z badania realizowanego w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości”. Otyłość, zgodnie z definicją American Medical Association, jest chorobą, ponieważ powoduje „upośledzenie normalnego funkcjonowania”.

U osób chorujących na otyłość dochodzi do rozwoju wielu nieprawidłowości i zaburzeń, które powodują m.in. zwiększone ryzyko cukrzycy typu 2., wzrost ciśnienia krwi, podniesienia poziomu cholesterolu oraz stłuszczenia wątroby. W opracowanej przez WHO Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych otyłość ma kod E66 – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański, Katedra i Zakład Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych oraz Dietetyki Klinicznej, Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości (PTLO).

Mit 2: Przyczyną otyłości są zawsze wybory dotyczące stylu życia

Zdecydowana większość osób łączy otyłość z niewłaściwymi wyborami żywieniowymi i brakiem aktywności fizycznej. Często słyszy się, że osoby chorujące na otyłość są leniwe lub brak im motywacji. Tymczasem otyłość to choroba wieloczynnikowa. Współczesna medycyna nie zna w pełni przyczyn jej rozwoju. Niewątpliwie nasz styl życia ma na jej powstanie istotny wpływ, ale wśród przyczyn otyłości należy przede wszystkim zwrócić uwagę na te czynniki, które predysponują do nadmiernej masy ciała, a zarazem w żaden sposób nie są zależne od pacjenta. Należą do nich m.in. czynniki genetyczne i epigenetyczne, płodowe, hormonalne, a także psychologiczne. Chociaż dieta i ćwiczenia fizyczne odgrywają istotną rolę, stres, zaburzenia snu, zaburzenia hormonalne i neurohormonalne czy przyjmowane leki również mogą wpływać na ryzyko wystąpienia otyłości.

Mit 3: Wystarczy jeść mniej i więcej się ruszać

Zmiana stylu życia nie jest jedyną metodą leczenia otyłości. Wielu pacjentów, mimo wysiłków i ogromnej pracy, nie jest w stanie samodzielnie redukować masy ciała do poziomu, który nie zagraża ich zdrowiu i życiu. Kluczem do rozpoczęcia leczenia jest świadomość, że otyłość to choroba. Pacjent powinien trafić do lekarza, który postawi diagnozę i zaproponuje odpowiednie leczenie. Wskazane jest też wsparcie procesu terapeutycznego przez dietetyka w zakresie edukacji żywieniowej, a także psychologa i niejednokrotnie fizjoterapeuty. Powszechna opinia, że leczenie otyłości zawsze polega tylko na zmianie nawyków żywieniowych oraz większej aktywności fizycznej, jest błędna i często nie przekłada się na osiągnięcie celu terapeutycznego – tłumaczy prof. Paweł Bogdański.

Mit 4: Miarą sukcesu jest liczba straconych kilogramów

Pacjenci często skupiają się na liczbie, jaka pojawia się na wadze. Jednak uznawanie „zgubionych” kilogramów za jedyną miarę sukcesu jest nie tylko niewłaściwe, ale także szkodliwe pod kątem psychologicznym. Może prowadzić do zwiększenia poziomu stresu, zaburzeń odżywiania i problemów z samooceną. Kluczem do długoterminowego sukcesu jest skupienie się na trwałej modyfikacji stylu życia i korzyściach wynikających z leczenia otyłości wyrażonych m. in. poprawa stanu zdrowia i samopoczucia oraz ochroną przed rozwojem licznych powikłań związanych z otyłością – wyjaśnia prof. Bogdański.

Badania sugerują, że skupienie się na wynikach neutralnych dla wagi, takich jak ciśnienie krwi, jakość diety, aktywność fizyczna, samoocena i obraz ciała jest bardziej efektywne.

Mit 5: To tylko dziecięcy tłuszczyk

Ponieważ wczesne dzieciństwo jest okresem szybkiego wzrostu i rozwoju, zakłada się, że małe dzieci, u których pojawia się nadwaga i otyłość, wcale nie pozostaną takie w wieku dorosłym. Często słyszymy, jak rodzice mówią, że „to tylko dziecięcy tłuszczyk”, że ich dzieci z tego wyrosną.

Chociaż otyłość w dzieciństwie nie zawsze skutkuje otyłością w wieku dorosłym, większość dzieci nie wyrasta z problemu nadwagi. Jak wynika z badań tylko około 17% dzieci w wieku przedszkolnym, które mają nadwagę lub chorują na otyłość, wraca do normalnej wagi do czasu rozpoczęcia nauki w gimnazjum. Otyłość w dzieciństwie jest głównym predykatorem tego, czy dana osoba stanie się dorosłym chorującym na otyłość. W porównaniu z chorobą występującą u dorosłych, konsekwencje otyłości, która zaczyna się w dzieciństwie, mogą być poważniejsze.

Rodzice dzieci chorujących na otyłość powinni umówić się z dzieckiem na wizytę u lekarza w celu postawienia rozpoznania i zaplanowania leczenia. Dodatkowo mogą pomóc poprzez dawanie dobrego przykładu. Kiedy rodzice są zaangażowani w promowanie zdrowych nawyków, dzieci mają większe szanse na sukces. Pamiętajmy, że dzieci zawsze obserwują dorosłych, a bycie dobrym przykładem uczy je, jak żyć zdrowiej, jednocześnie poprawiając ich relacje z jedzeniem i własnym ciałem – dodaje ekspert.


Zdrowie

Jesienne trendy, które zostaną z nami na długo. Jeśli chcesz coś kupić, postaw właśnie na to!

Redakcja
Redakcja
19 listopada 2021
fot. AnnaZhuk/iStock
 

Trendy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Choć trzeba przyznać, że i tak jest już nieco „lepiej” niż nawet przed pięciu laty, kiedy to projektanci pokazywali po cztery kolekcje w roku, a sklepy w galeriach handlowych potrafiły wymieniać je nawet 12 razy w ciągu roku.

Na szczęście coraz częściej, wybierając ubrania, stawiamy na jakość, miejsce, w którym dana rzecz została uszyta, czy też z jakiego rodzaju materiału. No i last, but not least – kupujemy coraz mniej. Myślimy o tym, że przemysł odzieżowy jednym z najbardziej obciążających środowisko. I to jest genialne! Tym bardziej warto wiedzieć, co przyda nam przez kolejne lata, a nie wyjdzie z mody po kilku miesiącach. Zatem dobra jakość plus ponadczasowy design dają nam pełen sukces modowy.

Co zatem warto upolować w tym sezonie?

Torba XXL

Do tego elementu nie potrzebujemy przekonywać żadnej z pań. Małe torebki są super, nie zgubimy w nich portfela ani kluczy, ale to te XXL są naprawdę praktyczne. Która z nas nie ładowała do codziennej torebki zakupów na obiad, niech pierwsza rzuci… 🙂

No i uwaga, torba XXL jest świetna, jeśli chcemy sobie poprawić… proporcje sylwetki!

Biżuteria, która ma znaczenie

Biżuteria to sprawa indywidualna – niektóre z nas nie lubią jej wcale, niektóre mogą nosić po kilka pierścionków na raz, a do tego kolczyki i wisiory. Ostatnie miesiące, a chyba nawet już lata, należą do tzw. magicznej biżuterii. Na rynku roi się od spersonalizowanych ofert – biżuterii robionej pod znak zodiaku, aurę, czy co tam jeszcze wymyślimy. I to jest akurat dobra inwestycja – takie pierścionki zawsze wyglądają dobrze i zawsze będą dobrze wyglądać. Sięgnijcie pamięcią wstecz, jakie nosiły nasze mamy, jakie oglądałyśmy z wypiekami na policzkach w szkatułkach babć? No właśnie!

Kurtka pikowana

Pikowana kurtka. Temat kontrowersyjny, ale faktycznie dość uniwersalny. Skąd to przekonanie? Spójrzcie na stylizacje… królowej Elżbiety II! No właśnie. Mnóstwo teraz w sklepach takich kurtek, znajdź taką naprawdę dobrej jakości i o ciekawym kroju, a posłuży ci przez lata.

 

Wysokie kozaki

Czasy, kiedy kojarzyły się z wulgarnością, dawno minęły. Pamiętacie Julię Roberts w „Pretty Woman” i jej błyszczące czarne kozaki? Wtedy symbol raczej tandety, dziś obiekt pożądania. Dlaczego jeszcze warto sobie takie sprawić? Odmienią nawet najbardziej banalną stylizację. Długi sweter z golfem plus takie kozaki i wyglądamy jak milion dolców!

 

Mocna zieleń

„Bottega Green” to absolutnie kolor tego sezonu. Instagram pęka w szwach od zdjęć stylizacji z taką właśnie zielenią. Jeśli nie jesteś na tyle odważna, żeby postawić tu na total look, możesz zdecydować się na torebkę, szalik, czy skarpetki. Warto naprawdę, to kolor, który nigdy nie wyjdzie z mody. Kilka lat temu kupiłam kaszmirowy sweter o takim kolorze w lumpeksie i do dziś mi go koleżanki zazdroszczą. 🙂


Zdrowie

„60-latka nie jest stara. Przestańcie!” Gdzie zatem zaczyna się starość?

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
18 listopada 2021
fot. insta_photos/iStock

Kojarzycie Magdę Kostyszyn? Inaczej Chujowa Pani Domu, blogerka, instagramerka, autorka książki „Też tak mam”. Ostatnio udzieliła wywiadu w „Newsweeku”, który to wywiad redakcja tygodnika opublikowała na swoim profilu. Rozpętała się burza.

Wytłumaczę. Magda (rocznik 1987) powiedziała, że jest szczęśliwa, bo napisała do niej starsza, 60-letnia kobieta, że dzięki niej zrozumiała, że nie musi robić mężowi codziennie kanapek.

Co odczytaliśmy z tej wypowiedzi (przynajmniej wnioskując z komentarzy pod tekstem)? Że oto Chujowa Pani Domu jest niepoprawna politycznie, pokazuje swoją wyższość, stawia się na piedestale. Oto ona edukuje staruszki. Dobry boże. Przecież 60-latka to młoda osoba, dobra, dojrzała. Ale starsza pani??? Nie, my się na to nie godzimy.

Na dowód tego Facebook został „zalany” przez zdjęcia zirytowanych 70-latek i 60-latek, piszących „czuję się młoda”.

Na początku oniemiałam. Co z nami nie tak?

Magda Kostyszyn udzieliła fajnego wywiadu, ale my złapaliśmy się tej nieszczęsnej sześćdziesiątki. Czy dla 34-letniej kobiety 60-latka nie ma prawa być starszą kobietą?

Spytałam szesnastoletniego prawie syna, w którym momencie, jego zdaniem zaczyna się starość. – 50– 60 lat – odpowiedział.

Czy powinnam go od razu pouczyć, żeby tak nie mówił, bo to niepoprawne politycznie? Obrazić się, bo według niego za pięć lat sama przekroczę ten próg i stanę się już po prostu staruszką?

A przecież sama doskonale pamiętam, jak babcia powiedziała o kimś: „Taki młody człowiek, tak szybko umarł. Miał tylko 52 lata”. Niemal nie parsknęłam śmiechem. Miałam 17 lat i i za młodych nie uważałam nawet trzydziestolatków, bo pamiętam, jak poznałam trzydziestolatka to myślałam, że to już starszy, dojrzały facet.

Mamy jakąś obsesję…

Przerażającą obsesję bycia młodymi i obrażamy się, gdy ktoś oszpeca nas przymiotnikiem „starsza”. Czy naprawdę nie pamiętamy, jak same byłyśmy młode? To prawo natury. Dla trzydziestolatki sześćdziesięciolatka jest starszą osobą, dla osiemdziesięciolatki– młodą. Nie będzie inaczej i żadna poprawność polityczna tego nie zmieni.

Z drugiej strony trudno nam się dziwić

Wszystkie chcemy jechać przez życie w przedziale: „młodość”. Bo to przedział, gdzie serwują najlepsze przekąski. Młoda to znaczy, że ma przed sobą świat, jest atrakcyjna, piękna, świeża, budzi wrażenie na mężczyznach i nigdy, przenigdy nikt jej nie powie: „jesteś na to za stara”.

Wiele z nas– mimo modnego teraz trendu na siwiznę– nie pozwoliłoby sobie na siwy włos głowie, to nas przeraża, bo oznacza wejście do świata niewidzialnego, w którym już nie dostaje się świetnej pracy, nie ma się dobrego seksu, nie jest się osobą pożądaną.

Możemy się o to kłócić…

…ale sporo z nas się tego boi, dlatego tak uparcie przesuwamy tę granicę dojrzałości. I rani nas, gdy ktoś mówi o sześćdziesięciolatce „starsza kobieta”.

Miałam 36 lat, gdy ktoś powiedział o mnie „stara”. Zszokowało i zabolało. Mam 45 lat i zarówno ja, jak i moje koleżanki szukamy swojego miejsca w „dojrzałości”. Czasem to jest cudownie proste, po czterdziestce zaczyna się dobry czas. Czas siły, mocy, przekonania, gdzie się chce być i z kim. Po pięćdziesiątce podobno jest jeszcze lepiej. Ale są też jakieś minusy. Nie wstydzę się powiedzieć, że ostatnio z koleżanką (w moim wieku) gapiłyśmy się na twarze kelnerek w okolicach dwudziestki.

– Ty widziałaś te gładkie czoła i policzki, nieskazitelną cerę? – jęknęła.
– Widziałam – zachichotałam.

Co tu dużo mówić, te dziewczyny jadą pierwszą klasą w przedziale „młodość”. Wszystkie tam byłyśmy. Wszystkie (jeśli nam się uda) będziemy dojrzałe, a potem stare. Też uważam, że należy szerzej otwierać drzwi kobietom. Mówić, że każdy wiek jest super, w każdym można wejść na szczyt, poznać miłość, otworzyć firmę, być szczęśliwą.

Ale nie oszukamy świata. Dla pewnych osób już jesteśmy starsze. 🙂

PS. Napisałam do Magdy Kostyszyn, odpowiedziała:

„Zaskoczyła mnie ta dyskusja, szczególnie, że pojawiła się pod wywiadem, w którym mówiłam o ważnych rzeczach: o nierównościach płacowych, braku solidarności, presji, którą narzuca się kobietom. Tymczasem czytelnicy skupili się na tym, że nazwałam panią po „60” starszą panią. Nie miałam złych intencji i absolutnie nie chciałam nikogo urazić, zresztą, jeśli ufać definicji, wiek podeszły określany jest jako przedział wiekowy od 60 lat wzwyż”.

PS. 2 W sumie może powinniśmy zacząć od zmiany definicji. Ale w takim razie, jak ją zmienić? Gdzie zaczyna się starość?:)


Zobacz także

Naturalne suplementy, które ułatwiają odchudzanie

Lubisz cytrusy? Świetnie! Flawonoidy kontra komórki tłuszczowe

Białaczka - typy, objawy, badania, leczenie

Białaczka – co należy wiedzieć o raku krwi?

Nawyki „łóżkowe” szkodliwe dla twojej skóry