Psychologia

„Dostajemy tysiące wiadomości od dzieci w depresji. Nasz telefon zaufania musi istnieć”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
20 stycznia 2022
Fot. iStock/kozorog
 

– Dzieci dzwonią cały czas, dzień i noc. Nasz telefon zaufania działa od 2008 roku. Z czasem stał się coraz bardziej rozpoznawalny. To pewnie też dlatego tych telefonów jest więcej. Kolejna kwestia to rzeczywistość, w której wszyscy żyjemy. Najczęściej dzwonią do nas nastolatkowie w wieku 13- 15 lat, później ci w wieku 16- 18 lat i młodsi – mówi Paula Włodarczyk, koordynatorka pomocy telefonicznej w fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Mówiąc o rzeczywistości ma pani na myśli epidemię i zamknięcie w domach, co jest szczególnie niebezpieczne, gdy w domach jest przemoc? 

Też zauważyliśmy to zjawisko, szczególnie w sytuacji lockdownu, teraz częściej mamy do czynienia z pół-zamknięciem albo zamknięciem podczas kwarantanny. Ale nie chodzi tylko o doświadczanie przemocy. Również o gorszy nastrój czy inne kłopoty ze zdrowiem psychicznym, zaburzenia psychiczne. Wielu z nich boryka się myślami samobójczymi, samookalecza się.

Dzwonią też w trakcie prób samobójczych. Na przykład po połknięciu kilkudziesięciu tabletek leku przeciwbólowego, a to się zdarza często, bo to są środki ogólnodostępne, bez recepty. Dzieci w takiej sytuacji są przerażone tym, co zrobiły, czują niepokój, lęk, szukają pomocy w chwili krytycznej.

Bo tak naprawdę nie chcą się zabić

Różnie. Każda sytuacja jest inna, ale przed ostateczną chęcią pozbawienia się życia mnóstwo rzeczy się wydarza, pojawia się też dużo myśli u młodych osób i często prób szukania tej pomocy. Może niejednoznacznie, niezbyt wyraźnie, ale szukają. A gdy już się zdecydują na taki krok, często jest to też wołanie o pomoc.

Dlaczego się okaleczają? Słyszałam, że to się dzieje coraz częściej.

Zgadza się, to zdarza się, gdy młoda osoba nie potrafi już poradzić sobie z napięciem, jest ono tak silne, że żeby poczuć jakąkolwiek ulgę albo żeby w ogóle cokolwiek poczuć, robi sobie krzywdę.

Powody mogą być różne. To zależy od sytuacji, bywa, że powodem są trudności w szkole. Albo presja wysokich wyników, nieradzenie sobie, czasem problemy w kontaktach z rówieśnikami: porównywanie się z rówieśnikami, chęć przynależności do grupy, ale też niska samoocena, myślenie o sobie w negatywny sposób, chociażby o swoim wyglądzie. Sytuacja domowa też jest bardzo ważna, bo jeśli dziecko doświadcza przemocy, nie dostaje dostatecznie dużo uwagi, jest niesłyszane, rodzice są nieobecni, albo w domu jest trudna sytuacja – to nie dostaje wsparcia, jest osamotnione. Wtedy prawdopodobieństwo, że dzieci będą podejmowały ryzykowne zachowania jest większe.
 
Co to znaczy być niesłyszanym? 

Powiem, jak mówią o tym dzieci. Za bycie niesłyszanym uznają niepoważne traktowanie ich samych oraz tego, co mówią, przeżywają. Niepytanie o to, co czują. Ograniczanie relacji do wymagań, oczekiwań. Rodzice są też zmęczeni codziennym życiem, pracą, obowiązkami i mało mają przestrzeni na to, żeby zadbać o budowanie relacji z dzieckiem. Nawet, żeby być ciekawym swojego dziecka. Im bardziej powierzchowny jest ten kontakt, tym z pozoru wydaje się nam łatwiejszy.

Spytamy dziecko, jak było w szkole, ono mówi, że okej i my myślimy, że możemy już to odhaczyć. Zdarza nam się, nieświadomie, nie dopytywać o to na wszelki wypadek, bo może jednak nie jest okej, ale my ze zmęczenia, nadmiaru obowiązków, wcale nie chcemy tego wiedzieć, bo musielibyśmy zareagować. A kolejny kłopot nas przerasta.

Bardzo często dorośli też bagatelizują problemy dzieci. Kiedy dziecko mówi, że się źle czuje, chce iść do psychologa, psychiatry, bo być może ma depresję, to rodzic proponuje kino albo wyjście ze znajomymi. „Porób coś fajnego, to ci minie”, „ja w twoim wieku…” „dziecko, Ty nie możesz mieć depresji, masz wszystko”. Czyli szukają tych rozwiązań, ale nie tam, gdzie trzeba. Starają się przyklejać plaster na nieoczyszczoną ranę. Czasem to zadziała na krótko, a czasem w ogóle nie zadziała i może mieć dramatyczne skutki. Na pewno sprawia, że kolejny raz dziecko nie przychodzi. Szuka pomocy na zewnątrz, jeśli jej nie znajduje, dochodzi do kryzysowych sytuacji, takich właśnie jak okaleczenia, czy próby samobójcze.

Jak to się dzieje, że trzynastolatek chce się zabić? 

To wydaje nam się niewyobrażalne, ale dziś próby samobójcze podejmują coraz młodsze dzieci. Dzieci dziesięcioletnie, jedenastolatki, dwunastolatki, nawet młodsze. I coraz częściej diagnozujemy u nich zaburzenia psychiczne, lęki i depresję. Jeśli nam, dorosłym, jest coraz trudniej radzić sobie z pędem, presją, którą często sami sobie tworzymy, oglądając życia innych ludzi dookoła, to jak mają radzić sobie osoby niedojrzałe?

Dzwoni do pani trzynastolatek i mówi, że ma myśli samobójcze, depresję… Co pani robi? 

Jeżeli dziecko dzwoni do nas i opowiada o jakimś swoim problemie, mówi, że się źle czuje, od dłuższego czasu nie chce mu się wstać z łóżka, dostaje coraz gorsze oceny, opuszcza lekcje, bo nie ma ochoty chodzić do szkoły. I się zastanawia, co może się z nim dziać, to przede wszystkim go słuchamy, nie oceniamy i co najważniejsze – staramy się zapewnić mu bezpieczeństwo. Dopytujemy, od jak dawna tak jest, jak sobie radzi, czy jest coś, co pomaga. Pytamy, czy próbowało z kimś o tym rozmawiać, szukało pomocy. Dopytujemy też, jaki ma kontakt z rodzicami czy innymi dorosłymi w otoczeniu i wspólnie z dzwoniącym szukamy najlepszego rozwiązania.

A jaka jest odpowiedź? 

Bardzo różna. Czasem mówią, że kontakt jest dobry, ale nie zwracają się o pomoc, bo martwią się o rodzica, nie chcą dokładać problemów. Ale zdarza się, że mówią wprost, że kontakt jest fatalny, rodzice stosują przemoc, nie dają wsparcia i dzieci nie mogą się przyznać, że się gorzej czują, bo wtedy zostałyby ukarane, że przysparzają kłopotów, mówią bzdury czy gdzieś się naczytały głupot.

Zdarza się, że kiedy zagrożone jest bezpieczeństwo dziecka, to my kontaktujemy się z rodzicami i mówimy o tym, jaka jest sytuacja dziecka i co ważne, żeby zrobić.

 Jak rodzice reagują? 

Bardzo różnie. Są zaskoczeni, niektórzy dopytują się, czy na pewno chodzi o ich dziecko. Niektórzy reagują złością, krzyczą, jakim prawem dzwonimy, kto nam dał ich numer. To też jest w jakimś sensie zrozumiałe, bo nie spodziewali się takiej sytuacji, telefonu od pani psycholog czy pani pedagog z telefonu zaufania.

Zdarza się, że rodzice są w szoku. Dzwonimy w sytuacji kryzysowej, powiedzieć, że dziecko ma myśli samobójcze, nie chce żyć, a oni mówią, na przykład, że nie mają czasu na takie rozmowy, bo są w pracy. Albo irytują się: „No dobrze, ale co ja mam teraz zrobić?!”, „No właśnie próbuję powiedzieć, że dobrze by było, żeby pan/pani wrócił do domu albo zapewnił dziecku opiekę osoby dorosłej” tłumaczę.  „Ale ja nie mogę wyjść z pracy!” słyszę w odpowiedzi. W takich sytuacjach informujemy rodzica o naszym obowiązku zapewnienia dziecku bezpieczeństwa i wzywamy do niego pomoc.

Kiedy  młodzież najczęściej dzwoni? 

Całą dobę, najczęściej popołudniami i wieczorami. Od 17.00 do drugiej w nocy telefon jest rozgrzany do czerwoności, ale tak naprawdę telefon nie milknie całą dobę, całą dobę odbieramy też wiadomości. Tych wiadomości dostajemy miesięcznie nawet około tysiąca, na każdą z nich reagujemy. Dzwonią częściej chłopcy, a piszą częściej dziewczyny. Tak już jest od wielu lat. Mamy taką fantazję, że być może chłopcom jest łatwiej niezwłocznie załatwić swoje sprawy, czy poradzić sobie z problemami, dziewczyny często potrzebują dłuższego namysłu, szczegółowego opisu sytuacji i wybierają częściej wiadomości. Tematy poruszają bardzo podobne – w obu przypadkach najczęściej dotyczą zdrowia psychicznego. Chłopaki częściej mówią o doświadczeniach przemocy fizycznej, a dziewczyny częściej niż chłopaki zgłaszają np. wykorzystanie seksualne.

Ile was pracuje w telefonie zaufania?

Około 70 osób. I to są zarówno konsultanci, stażyści, osoby wspierające linię, pracownicy programu. Ale nadal jest nas za mało.

Co czuła pani, gdy dowiedziała się, że nie dostaniecie wsparcia rządu?

Może zacznę od momentu, gdy nie dostaliśmy pieniędzy od Ministerstwa Zdrowia – byłam bardzo zaskoczona i rozczarowana. Włożyliśmy w ten konkurs mnóstwo pracy i mnóstwo starań, żeby się dostosować do wymagań oferty konkursowej, np. gotowość do utworzenia czatu, zatrudnienia psychiatry itp.  Mamy poczucie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty, która nie została doceniona i nie wiemy, dlaczego. Czujemy się zlekceważeni, głownie brakiem wyjaśnienia tej decyzji.

Natomiast jeśli chodzi o MSWiA – to tutaj zaskoczenie było ogromne, kompletnie się tego nie spodziewałam, to było finansowanie, które mieliśmy od dłuższego czasu, współpraca układała się bardzo dobrze. Informacja o tym, że w tym roku konkurs na telefon zaufania nie zostanie rozpisany była informacją dla nas zaskakującą, przykrą. Ostatnie środki publiczne, które mieliśmy, też przepadają.

Ale ludzie stanęli na wysokości zadania, zebrali pieniądze.

Jako osoba, która odpowiada za zespół, za ten program czuję się ogromnie wdzięczna i wzruszona tym dobrem, które do nas spływa. Bardzo za to dziękuję! Tyle, że to kolejny raz osoby prywatne biorą na siebie odpowiedzialność i robotę, którą powinien wykonać nasz rząd. I to z jednej strony budujące i motywujące. Wszyscy patrzyliśmy jak kwota, którą wpłacają ludzie cały czas rośnie, nie dowierzamy, że to się dzieje w takim tempie. To niesamowite, że wystarczyło kilkanaście godzin, żeby uzbierać tyle pieniędzy.

Z drugiej strony praca włożona w konkursy, pisanie ofert zajmuje tak dużo czasu i jest tak niedoceniana, była po nic, bo nie udało się uzyskać środków – i to jest przykre. Przykre też, że żyjemy w kraju cywilizowanym, a nie jesteśmy w stanie zapewnić dzieciom pomocy ogólnodostępnej, nawet doraźnej, bo wiemy, że z pomocą refundowaną przez NFZ jest bardzo trudno i trzeba czekać miesiącami.

W komentarzach pod zbiórką możemy przeczytać wpisy dzieci, które włączają się w zbiórkę pełne niepokoju, że 116 111 mogłoby przestać działać. To niezwykle poruszające, ale czy tak to powinno wyglądać? To nie ich zadanie. Dzieci mają dość swoich zmartwień, to my dorośli mamy obowiązek zadbać o ich zdrowie i bezpieczeństwo. Jest mi wstyd, że do tego w naszym kraju doszło.

Po tym, jak wycofano rządowe wsparcie dla Telefonu Zaufania 116 111, prowadzonego przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę, internauci w niecałą dobę zebrali milion złotych na dalsze funkcjonowanie linii. Fundacja zbiera też podpisy pod apelem do premiera o przywrócenie finansowania Telefonu Zaufania przez rząd.

Psychologia

Ten list wcale nie będzie smutny, ale nie obiecam, że nie będzie łez… List do babci

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 stycznia 2022
fot. Goodboy Picture Company/iStock
 

Nigdy tak naprawdę nie leczymy się z utraty bliskich, po prostu dochodzimy do wniosku, że ich nie ma. To takie dziwne. Codziennie nosimy w sobie tę świadomość, a jednak z upływem czasu tak niewiele się zmienia. Mocniej doświadczamy dorosłości, która ukrywa się za słowem nieuchronność, nieodwracalność. I są takie dni, kiedy czujesz bardziej. Wdzięczność, miłość, dobro… i tę nieodwracalność.

Każda miłość na tym świecie to droga bez powrotu. Nieustanna podróż, zmiana, lekcja. Lekcja kochania. Któż, jak nie babcia mógłby dać nam tak cenną naukę? Jak kobieta kobiecie. Dlatego ten list wcale nie będzie smutny. Kiedy tęsknimy za ukochaną osobą, która odeszła, czasem jedyną rzeczą, jaką możemy zrobić, jest napisanie listu.

Babciu G., dziękuję Ci…

… za te wszystkie śniadania do łóżka przed południem. Za leniwe wakacje, zakazaną czekoladę i jeszcze więcej tego, co tylko Babcia może.

Za czas na czytanie poezji, gdy ma się 11 lat i umiera pierwszy raz z miłości. I wenezuelskie tasiemce, z których tak się wtedy śmiałyśmy z siostrą… i oczywiście „Modę na sukces”. Za każdą kawę podpijaną na nielegalu pod stołem. Za piątaka na kolejne lody, wciśniętego ukradkiem w rękę. Za każdy rosół spakowany na wynos.

Niekończące się morze starych szpargałów, guzików i włóczek. Godziny przeglądania szklanej, babcinej biżuterii.

Za uszyty, jedno centymetrowy portfel dla Barbie! Boże, gdybyś Ty wiedziała, jak mi wtedy wszyscy zazdrościli! Kiedy przychodziłam do koleżanki z całym tym „śmieciowym” worem, wypełnionym miniaturowymi ubrankami dla lalek. Nikt takich nie miał, ha! A przecież już wtedy uszycie tego wszystkie było dla Ciebie sporym wyzwaniem.

Dziękuję Ci za każdą partyjkę w karty! Wybacz, ale nie umiem za nic na świecie przypomnieć sobie, jak grało się w „Trumfa” – tak nazywałaś tę grę. Pamiętam, że karty układałyśmy w wachlarz.

Wreszcie, dziękuję Ci za dorosłość. Że tak długo w niej byłaś. Choć z roku na rok, coraz mniej było Ciebie samej.

Pamiętam naszą ostatnią rozmowę, byłaś w szpitalu. Ja stałam w przedszkolnej szatni, ubierając syna. Nie chciałam kończyć, odkładać słuchawki. Choć rozmawiałyśmy, jak gdyby nigdy nic, obie czułyśmy, że to będzie ta ostatnia rozmowa, ostatnie słowo. A jednak nadzieja nie pozwoliła nam powiedzieć tego na głos. Pożegnać się ostatecznie.

Choć od czasu beztroskich obiadów pływających w najlepszym na świecie sosie, do tej ostatniej rozmowy minęło wiele lat ubranych w zwykłą, szarą starość, która Cię coraz mocniej odbierała nam wszystkim, dla mnie zawsze będziesz Babcią, która na dwór zabiera sok z jarzębiny, pomieszany z przegotowaną wodą i dwie szklanki, w koszyku. Bo tego wszystkiego nie da się odebrać, ani zmienić. Tego, co zapisałaś w nas przez lata. Dziękuję. Przez wiele lat byłaś radością. Ciepłem, beztroską. Ten czas pamiętam najmocniej.

Babciu S., dziękuję Ci…

A właściwie prababciu. Wiem, że nie znałyśmy się zbyt długo, ale uwierz, że bardzo mocno zamieszkałaś w moim życiu. Byłaś ukochaną babcią mamy. Zawsze o Tobie opowiadała. Nadal to robi, wiesz?

Nigdy nie byłaś starością ani przemijaniem. Byłaś życiem i energią, nawet wtedy, gdy chodziłaś już nieco wolniej i wolniej. Byłaś kobiecością. Straszą Panią, która uosabiała najwyższą klasę.

Dziękuję, że gdy niosłam talerz i zrzuciłam z niego wszystkie jajka, bez mrugnięcia okiem szybko je podniosłaś i zaserwowałaś na stół, jak gdyby nic się nie stało. Ależ wtedy się wystraszyłam, że będzie awantura. A Ty pokazałaś mi, że to nieważne, że nie muszę być idealna. To ważna lekcja dla pięciolatka. Pamiętam, że puszczałaś mi oczko, przez ten ogromny stół, za każdym razem, gdy ktoś sięgał po jajo… 🙂

Elegancka, ciepła, niezależna. Z ogromnym dystansem do siebie i tego niedoskonałego świata. Jakbyś odrobinę nie pasowała do czasów, gdy najczęściej wszyscy słyszeli i powtarzali, że czegoś nie wypada.

Pamiętam Twoje eleganckie, staromodne rękawiczki. I usta umalowane pomadką. Perfumy, kapelusze, broszki. I tę zwykłą naturalność, która wszystko równoważyła. Fartuszek, mały piec na węgiel, słodką herbatę. Twoje mieszkanie, ogromne meble i sufit, który zdawał się sięgać nieba. To był dla mnie inny świat. Magia mojego dzieciństwa.

Babciu U., dziękuję Ci…

… za to, że jako pierwsza pokazałaś mi, że kobieta może być niezależna. Choć dziś wiem, że na wiele lat tę niezależność poświęciłaś. Tak myślę, bo nigdy Cię jeszcze o to nie zapytałam.

Nie miałam jeszcze pojęcia, co to oznacza, ale to Ty byłaś, w tych dziwnych czasach, kobietą niezależną, pracującą. Tak, kiedy byłam bardzo mała, byłaś jedyną pracującą kobietą, którą znałam! I to w telewizji! Rany, ależ Ty mi imponowałaś.

Dziękuję za to, że zawsze byłaś w trudnych chwilach buforem, który nas ochraniał. Że gdy nikt nie widział, przynosiłaś kakao do łóżka, pozwalałaś nie zjeść tego, czego nie lubiłyśmy. Często na przekór dziadkowi. Pozwalałaś nam być dziećmi. Choć pewnie musiałaś zapłacić za to nasze „dzieciństwo” swoją cenę. Dziś wiem, jak ciężka musiała być Wasza relacja.

Wiem, że gdy byłyśmy małe, nie chciałyśmy często przyjeżdżać. Wybacz Babciu, ale ta wewnętrzna bariera nie Ciebie miała zatrzymać. Dopiero dorosłość dała nam więcej odwagi i asertywności, by być bliżej Ciebie pomimo wszystkiego, co działo się obok. Dorosłość i doświadczenie nauczyły nas widzieć inaczej, rozumieć. Nasza relacja, zaczęła najmocniej rozkwitać, gdy  byłam już dorosła.

Dziękuję Ci Babciu za wiele godzin rozmów przez telefon. Ileż razy gadałyśmy, gdy zaczęłam pracować w podobnej branży. A gdy zasadziłam swoją pierwszą doniczkową bazylię i rozmaryn. Rany, miałam dwadzieścia parę lat i rosłam w oczach, bo czułam, że jesteś ze mnie dumna.

Dziękuję Ci Babciu, za to jaka jesteś, ile jest w Tobie siły. Szczególnie dzisiaj. Dziękuję, że nie żyjesz przed telewizorem, w fotelu. Za to, że się uśmiechasz. Mam wrażenie, że robisz to coraz częściej.

Za to, że tak dużo czytasz. Że pokazujesz moim dzieciom, że czas nas nie ogranicza.

Jeśli miałabym Cię nazwać, byłabyś Babcią Odważną. Babcią z historią nie do końca różową, a jednak konsekwentnie dbającą o swój rozwój.

Dziś najbardziej dziękuję Ci za to, że postawiłaś na siebie! Za to, że nie straszny Ci komputer czy smartfon, za to, że wciąż chcesz próbować czegoś nowego. Mówiłam Ci już, że dzieci uwielbiają do Ciebie przyjeżdżać?

Nikomu nie życzyłabym innej babci. Dziękuję Wam bardzo.
Pamięci B.G. i B.S oraz w podziękowaniu B.U.


Psychologia

Odzyskaj prawo do gniewu! 8 sposobów na toksyczne tłumienie złości

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
20 stycznia 2022
Fot. iStock / FotoDuets

Dlaczego tłumimy złość? Dlaczego nadal tak wiele osób postrzega gniew jako coś złego, wstydliwego i niemoralnego? Coś, co trzeba w sobie szybko stłumić i ukryć! Zapominamy, że irytacja, frustracja i złość są naturalnymi emocjami — ani dobrymi, ani złymi. One po prostu istnieją. A nawet pełnią potrzebne funkcje. – To co jest stłumione, nie znika automatycznie – twierdzi Imi Lo, która pracuje w Londynie z osobami wysokowrażliwymi jako terapeuta holistyczny, korzystając z filozofii buddyjskiej. Co się z nami dzieje, jeśli latami tłumimy złość?

Ludzie, którzy uwewnętrzniają gniew, kumulują go w swoich ciałach i psychice. Kiedy skierują złość na siebie, mogą cierpieć, m.in. na depresje, lęki i różne somatyzacje. Jak rozpoznać, że tłumimy w sobie emocje, które postrzegamy jako nieodpowiednie i wstydliwe?

Objawy stłumionego gniewu:

1. Zniewolenie we własnej wściekłości

Niektórzy ludzie nauczyli się od swoich rodzin, czy też w szkole, że nie wolno: krzyczeć, płakać, wściekać się, tupać nogami ani uderzyć pięścią w stół, bo to wszystko jest niegrzeczne, a może nawet skrajnie niemoralne. Jeśli często nam to powtarzano albo karano nas nas za objawy złości i nie uczono, jak mamy sobie z nimi radzić w zdrowy sposób, to nic dziwnego, że w efekcie boimy się własnej wściekłości. Kiedy pojawia się gniew, odczuwamy intensywny wewnętrzny konflikt. Próbujemy za wszelką cenę skupić się na potrzebach innych ludzi, a nie na swoich. Nie mówimy nikomu, co nas złości, by uniknąć konfliktów. „Wybieramy raczej bycie słuchaczem lub rozjemcą i robimy wszystko, aby utrzymać spokój i harmonię w swoim otoczeniu”, mówi Imi Lo.

2. Depresja w odpowiedzi na uciszoną złość

Kierowanie gniewu do wewnątrz kończy się często po prostu depresją. „Wiele osób obawia się, że gdyby wyrazili złość w bezpośredni sposób, zostałby odrzuceni lub porzuceni”, uważa Imi Lo. Kiedy pojawiają się konflikty, wtedy strach, że ich gniew coś popsuje np. zakłóci relacje z mężem czy przyjaciółką, przeważa nad wszystkimi innymi uczuciami. Jeśli taka osoba stale kieruje podobne emocje do wewnątrz, one mogą się zaognić i przekształcić w toksyczny wstyd i poczucie winy. Czy świadomie czy nieświadomie, ten wstyd i poczucie winy torują drogę depresji.

3. Paranoja to lęk skierowany na zewnątrz

To mniej znany wpływ tłumionego gniewu. Wyobraź sobie osobę, która zamiast przyznać, że coś spowodowało, że poczuła się wrogo nastawiona, projektuje własne uczucia na innych i postrzega ich jako wrogich wobec siebie.

„Często doświadcza świata jako niebezpiecznego miejsca i trudno jej komuś zaufać. Czuje też irracjonalny strach, że spotka ją odwet lub zostanie za coś ukarana”, uważa Imi Lo.

4. Krytyk w głowie z szalonymi standardami

Kiedy stłumiony gniew jest połączony z perfekcjonizmem lub tendencjami obsesyjno-kompulsywnymi, można stać się bardzo krytycznym wobec siebie i innych osób. Takie osoby do wszystkiego przykładają nieubłaganie zawyżone standardy.

„Ludzie, którzy są perfekcjonistami, tłumią urazę nagromadzoną nienawiścią do samego siebie za niemożność spełnienia własnych standardów. Mogą też po cichu złościć się na innych za niechlujstwo i brak etyki. Na pierwszy rzut oka wydają się jednak opanowani lub nawet spięci”, twierdzi Imi Lo.

5. Bierna agresja jako atakowanie nie wprost

Osoba, która przywykła swoją złość wyrażać nie wprost, może chłodno traktować swoich partnerów, robić sarkastyczne komentarze, zapominać o obietnicach lub uparcie odmawiać spełnienia jakiejkolwiek prośby. Ktoś z pasywno-agresywnym gniewem najczęściej subtelnie wzbudza w innych poczucie winy i sprawia, że oni czują się odpowiedzialni za jego ukrywane zdenerwowanie, zniecierpliwienie czy irytację.

„Niestety pasywno-agresywny gniew niszczy relacje w sposób cichy i stopniowy. Ci, którzy mają do czynienia z taką osobą, czują się ukarani i zaatakowani, nie wiedząc do końca, jaka jest tego realna przyczyna. Mając najlepsze intencje, nie potrafią sobie poradzić z tym, by poprawić relacje z agresorem”, relacjonuje Imi Lo.

Zobacz także: Trwanie w destrykucyjnej sytuacji prowadzi do choroby. Jakich sygnałów z ciała nie wolno ignorować?

6. Objawy psychosomatyczne i dolegliwości fizyczne

Osoby wrażliwe i wysoce empatyczne odnajdują siebie zwykle w stwierdzeniach, że są „zbyt szczere” albo „za bardzo przejmują się drobiazgami”. Aby się dopasować, nauczyli się siedzieć cicho, nawet jeśli czują złość, irytację, bezsilność. W świadomy lub nieświadomy sposób starają się ograniczyć własne podniecenie i energię. Wolą udobruchać innych, aby zachować spokój. Nie chcą otwarcie wyrażać gniewu, bo wtedy ryzykują konflikt. A jeśli postępują tak przed dłuższy czas, ich ciało nie wytrzymuje takiego napięcia. Pojawiają się: bóle głowy, migreny, kaszel (często identyfikowany jako astma), problemy z trawieniem, albo jakieś choroby autoimmunologiczne: Hashimoto, reumatoidalne zapalenie stawów, łuszczyca albo inne dermatozy.

7. Zachowania autodestrukcyjne

Nieumiejętność stanięcia w obronie siebie i tłumienie złości, może prowadzić do świadomych lub nie działań autodestrukcyjnych. Jak to się zwykle przejawia? Na najróżniejsze sposoby! Możesz się samookaleczać. W sposób świadomy ciąć nadgarstki albo mniej świadomie szczypać swoje ciało lub rozdrapywać je. Możesz też kompulsywnie objadać się i tyć. Ale nie tylko działania na ciele są autodestrukcją. Niektóre skierowane są w inne rejony, bo izolowanie się od bliskich czy przyjaciół jak i pozwalanie na wykorzystywanie w pracy (czyli niestawianie granic i branie na siebie zbyt wielu obowiązków) to też zachowania autodestrukcyjne.

8. Nagłe wybuchy, które zaskakują

Ale nawet osoby spolegliwe, ciche, wycofane, spięte, sztywne, które nie potrafią wyrażać swojego gniewu, raz na jakiś czas zwyczajnie wybuchają. Jest takie bardzo popularne porównacie do gotującego się w garnku z przykrywką rosołu. Nie ma bata! Jeśli w pewnym momencie nie uchylimy tej pokrywki, to buzująca zupa wyleje się z garnka. Eksploduje! Tak jak emocje, które nie mają ujścia, eskalują i w najmniej spodziewanym momencie – wybuchasz. Znasz to? Ktoś ci powie jedno nieprzyjemne słowo, a ty – choć zwykle tak nie reagujesz – nagle czujesz, że krew cię zalewa i nie potrafisz tego powstrzymać.

Gniew jest ważną emocją i nie należy go definitywnie odrzucić. On po prostu istnieje, a możliwość gniewania się, gdy ktoś przekracza nasze granice, to tylko oznaka zdrowia psychicznego! Warto też pamiętać, że jeśli odzyskamy prawo do asertywnego gniewu, często możemy cofnąć szkody, jakie spowodowało jego tłumienie.


Zobacz także

Miłość jest ważna, ale nie najważniejsza

Oto 41 rzeczy, przez które nigdy nie powinnaś czuć się winna:

41 rzeczy, z powodu których nigdy nie powinnaś czuć się winna

Zorkownia powstała z czysto egoistycznych pobudek. Bardzo chciałam przychodzić do hospicjum, ale nie dawałam sobie rady z emocjami.

Śmierć rodzica zmienia nas na zawsze