Psychologia

Strach jest naturalną emocją. Pozwólmy sobie na to, by się bać

Redakcja
Redakcja
12 marca 2020
Fot. iStock
 

Dziś rano dostaję wiadomości: “zaczynam się bać”, “boisz się?”. Dzwoni moja mama, która mówi, że już nie wie, co myśleć. Znajomi opowiadają, że masakra w sklepach, pan z ochrony mnie rano zaczepia opowiadając, jak nie mógł dostać płynu do mycia naczyń. A ja w głowie sobie powtarzam: “tylko spokój nas uratuje”. A nie – mówię to już też na głos. 

W ostatnim czasie przeprowadziłam sporo rozmów na temat strachu, paniki, o tym, co się z nami – ludźmi dzieje. 

Strach jest naturalną emocją i zawsze, ale to zawsze pojawia się w sytuacji kryzysu, a z pewnością w kryzysie się znaleźliśmy. Kryzysie zagrożenia, poczuciu katastrofy. Reagujemy emocjonalnie, bo tak jesteśmy skonstruowani. Nawet ci, którzy na początku wyśmiewali “cały ten koronawirus”, dziś miny mają nietęgie. Jeden ze specjalistów powiedział mi: “Wyobraź sobie, co by było, gdybyśmy się nie bali, nikt by nad tym nie zapanował”. I trudno mu nie przyznać racji. 

Strach jest emocją, która nas ogranicza, nie pozwala działać, myśleć racjonalnie. Zmusza nas do zachowań, o które byśmy się nie podejrzewali. 

Strach to grzech pierworodny. Niemal wszystko zło na świecie ma swe źródło w tym, że ktoś się czegoś boi. Jest to zimny, oślizgły wąż, który owija się wokół Ciebie. Nie ma nic okropniejszego ani bardziej poniżającego, jak żyć w bojaźni” pisała Lucy Mound Montgomery w “Błękitnym Zamku”. To jeden z cytatów, który towarzyszy mi od zawsze i przypomina, że życie w strachu nie jest rozwiązaniem, nie jest żadną metodą uleganie mu, wręcz przeciwnie – pomimo ogromu lęku powinniśmy stawić mu czoło. 

Dołóżmy do naszego dzisiejszego strachu racjonalność. Taką mocną, ugruntowaną. Pomyślmy, czy nasz strach nie jest irracjonalny, czy nie wpadamy w paranoję, panikę, nie ulegamy zbiorowej presji, która nakazuje nam wręcz żyć w strachu? 

Kiedy zastanawiam się, czego się boję, próbuję to nazwać – nie potrafię. Boję się, że zachoruję? Raczej nie, bo jakie jest prawdopodobieństwo, że mnie dotknie koronawirus. A jeśli zachoruję? Jestem w grupie niskiego ryzyka, jeśli chodzi o powikłania. Że zachorują moje dzieci? Wszystkie sensowne źródła mówią, że dzieci, nawet jeśli chorują, to przechodzą koronawirus lekko. Że zachoruje moja mama? Nie ma styczności z nikim, kto mógłby mieć kontakt z osobą zakażoną, mieszka w niedużej miejscowości, wie, że ma unikać skupisk ludzi. Że świat zginie? Że wszyscy zginiemy? Kiedy mówię to na głos, słyszę, jak absurdalnie to brzmi. 

Jesteśmy w kryzysie, boimy się – to naturalne. Ale czy sami nie karmimy naszego strachu słuchając przekazów od znajomego znajomych innych znajomych? Czy w swojej głowie mamy wiedzę na temat zagrożenia opartą naprawdę na solidnej wiedzy? Czy na paskach programów informacyjnych czytamy: “sklepy są puste” czy “nie ma powodów do paniki, nie zamykamy sklepów”. Czy zamknięte szkoły to już koniec świata, czy profilaktyka, która z pewnością odniesie zamierzony skutek i zmniejszy liczbę zakażonych?

Nie nakręcajmy się. Włączmy sobie z dzieciakami jakiś fajny serial albo film, pograjmy w karty, scrabble nie śledząc na bieżąco informacji, odkładając telefony, włączając muzykę, zamiast serwisów. Złapmy oddech, dystans. Przeżyjemy to, przetrwamy, nauczymy się na błędach, bo okazuje się, że nie jesteśmy cywilizacją, która błędów nie popełnia. Odpuśćmy analizowanie rzeczy, na które wpływu nie mamy. Zadbajmy, by nasze dzieci nie żył w cieniu naszego strachu. Rozmawiajmy o lęku, o obawach, wątpliwościach i zapanujmy nad strachem, by nie zaciskał nam swojej pętli na gardle. 

Jednego jestem pewna, z tego kryzysu wyjdziemy inni, odmienieni, bo każdy kryzys prowadzi do rozwoju, do zrozumienia, do refleksji. Teraz przeżywamy to wspólnie. 


Psychologia

Zdrada w trzech aktach. Ty i mąż. Ty i on. Ty i twoje decyzje…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 marca 2020
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
 

Akt pierwszy

Miejsce: twój dom

Aktorzy: ty i mąż

Czas: tu i teraz

Myślisz o sobie: mężatka z dwójką dzieci, po przejściach, ale szczęśliwa z tym kim jest i gdzie jest w swoim życiu; która wie, czego chce, zna swoje potrzeby; słucha bardzo, bo ufa swojej intuicji. Zbliżasz się do 40-tki i śmieszą cię miłostki, błahe problemy. Choć nigdy nie myślałaś, że to powiesz, ale cenisz sobie ten swój spokój, tę pewność, stabilność. Już cię nie gna tak, jak kiedyś, już jesteś w innym miejscu – dojrzała. O – tak lubisz o sobie myśleć, że jesteś dojrzała i choć weźmiesz, co życie ci przyniesie, to jednak już nie na hura i bez refleksji.

Ubierasz jedną ze swoich ulubionych sukienek na imprezę do znajomych. 40-tka męża przyjaciółki. Macie się spotkać całą paczką, rzadko macie ku temu okazję. Banda przyjaciół od czasów studiów. Fajnie. Nie możesz się doczekać tego spotkania, choć martwisz się, że czasu na gadanie zabraknie. Patrzysz na męża jak nago prosto spod prysznica wpada do sypialni się ubrać. Żartujecie, jak starzy przyjaciele. Ile to już lat? Przez chwilę myślisz, ile razem przeszliście, żeby być w tym miejscu. I jasne, że można by się skupić na brakach, myśleć o tym, że bliżej wam do super przyjaciół, którzy chodzą ze sobą do łóżka, niż do tej namiętności, pożądania z bardzo odległego czasu. Ale może to naturalne, może to kolejny etap miłości. Przecież wiesz, że motyle w brzuchu, to już nie teraz, że to ściema.

On ci mówi, że super wyglądasz, ty zapinasz mu koszulę. Buziak. Jeszcze tylko dzieciaki ustawić, żeby nie siedziały za długo przed x boxem. Zamawiacie taksówkę, bo macie ochotę oboje na sporą ilość alkoholu. Zerkasz w lustro – fajnie wyglądasz, uśmiechasz się do siebie. Jesteś w świetnym nastroju.

Akt drugi

Miejsce: knajpa – impreza znajomych

Aktorzy: ty i on, reszta nieważna

Czas: tu i teraz

Wchodzicie, lekko spóźnieni. Ale zamieszanie, życzenia. Super jest się bawić w towarzystwie dobrych znajomych i w ogóle ludzi, którzy lubią się zabawić. A na to właśnie masz ochotę. Ogarniasz wzrokiem salę, jest kilka osób, których nie znasz. Pewnie z pracy męża przyjaciółki. Mówiła, że będzie trochę „nowych”. Śmiałyście się, że ciekawe co to za ludzie, czy dotrzymają wam kroku w zabawie. Uśmiechasz się szeroko, lubisz, jak coś się dzieje. Mąż łapie cię za rękę i idziecie do stoliku, na wskazane przez przyjaciółkę miejsce. Na razie obok ciebie nikt nie siedzi. Mąż nalewa ci wina. Jak zabawa to zabawa. Czujesz ten luz, łapiesz oddech, chce ci się tańczyć wiesz, że zawsze (no prawie) świetnie się razem bawicie. Krzesło obok ciebie się odsuwa, kątem oka widzisz, że to mężczyzna. Uśmiecha się do ciebie, podaje rękę: „Adam” – mówi. Nie znacie się. Jakieś zamieszanie, podają kolację, toasty. Ale ty już nie bardzo zwracasz na to uwagę. Jest coś… Na początku nie wiesz, co takiego. Jakiś taki niepokój, spinasz mięśnie karku – czujesz to. Przecież nic się nie dzieje. Zerkasz na niego. Mówisz coś (masz wrażenie, że od rzeczy) do znajomej z naprzeciwka. Znasz to, już kiedyś tak się czułaś. Wystarczyło, że on usiadł obok ciebie. Ale to było tak dawno, zostało takim wspomnieniem, do którego, gdy czasami tęsknisz za czymś więcej niż przyjaźnią w małżeństwie, wracasz myślami. I byłaś pewna, że to już za tobą, że przecież jesteś świadoma siebie i swoich uczuć. Ale ciało daje znać zupełnie coś innego.

Nie możesz się skupić, on z tobą rozmawia, nie wiesz, czy jest sam, czy z kimś. „Co cię to obchodzi” – wyrzucasz sobie. Idziesz tańczyć, świetna impreza. Wychodzisz na papierosa złapać oddech i dystans do własnych myśli. On tam jest. Przesuwa się, żebyś mogła usiąść obok na ławce. Rozmawiacie, skąd znacie sprawców imprezy, pytasz o jego pracę, on o twoją. „Nic się nie dzieje, fajny gość” – krzyczysz do siebie w głowie. Ale coś wisi między wami.

Wracacie po dłuższym czasie. Kiedy odsuwa ci krzesło lekko muska twoje plecy. Drętwiejesz, dosłownie i przez chwilę marzysz o tym, żeby nie zabierał ręki, przez chwilę chcesz to czuć, to że kogoś pożądasz, że chemia, która jest między wami jest czymś tak nierealnym, że do bólu prawdziwym. „Wszystko okej” – mąż wyrywa cię z zamyślenia. Uśmiechasz się. Bo przecież nic się nie dzieje. Może ci się wydaje. Dzwonią dzieci spytać, o której wrócicie. Wiesz, że to z ich strony próba na wydłużenie czasu przed telewizorem. Trochę cię to sprowadza na ziemię. Ale gdy się mijacie, on patrzy ci w oczy, zatrzymuje twój wzrok na chwilę, przyciąga.

I wtedy już wiesz, że nic nie miałoby znaczenia. Że dla tej jednej chwili zapomnienia tu i teraz oddałabyś wiele. Że chciałabyś, żeby się wydarzyła. By wszyscy zniknęli i został tylko on. Żeby cię dotykał, żebyś mogła w tych oczach utonąć i zapomnieć o wszystkim. Kręci ci się w głowie… Zamykasz się w toalecie zastanawiając się, czy uciec z tej imprezy… Ale wiesz, że to niemożliwe, że zostaniesz tak długo, jak on. Że on wie, że też czuje… Ale jesteście dorośli. Dużo rozmawiacie, wychodzicie wspólnie na papierosa udając, że nie zauważacie tego, co się między wam dzieje. „Ile ty dzisiaj palisz, jak długo na tym papierosie można siedzieć” – żartuje twój mąż. On nie pali, świetnie się bawi tańcząc ze wszystkimi kobietami na imprezie – tak ma i tak lubi. A dla ciebie czas i przestrzeń zamyka się wokół was.

Zostajesz dłużej. Mąż ma dosyć, wraca do domu. „Niech się dzieje, co chce” – myślisz, ale chcesz jeszcze chwilę te emocje zatrzymać, jeszcze chwilę poczuć to, co tak dawno nie było twoim udziałem… Wychodzicie z innymi znajomymi. Zamawiacie taksówki. On jedzie w drugą stronę. Całuje cię w policzek. „Do zobaczenia” – mówi.

Wsiadasz do taksówki i nie możesz pozbierać myśli. Masz wrażenie, jakbyś odgrywała jedną z głównych ról w jakieś cholernej komedii romantycznej. I masz nadzieję, że ktoś napisał scenariusz, na który nie masz wpływu, że za chwilę wysiądziesz z tego auta, a on będzie na ciebie czekał. Albo, że zadzwoni, żebyś wróciła, wyśle ci adres swojego mieszkania. Tu i teraz odrzuciłabyś wszystko, co próbuje zracjonalizować tę sytuację. Wiesz, że byś w to poszła, że za tym tak bardzo tęsknisz… „Boże, jaki banał” – myślisz, ale chciałabyś, by ten banał trwał.

Akt trzeci

Miejsce: gdzieś

Aktorzy: ty

Czas: kilka dni później

Siedzisz w samochodzie. Sama. Głowę opierasz o zagłówek. Serce bije jak oszalałe, a głowę najchętniej byś wyłączyła. Chciałabyś dzisiaj powiedzieć o sobie, że jesteś niedojrzała, jesteś głupia, że nic nie wiesz o życiu, o uczuciach. Bo niewiedza zwolniłaby cię z odpowiedzialności za to, co zaraz zrobisz. Płaczesz, bo nie masz siły z tym walczyć, bo tak bardzo chcesz temu się poddać, zapomnieć się. Być nieodpowiedzialną gówniarą, która na chwilę chce znowu poczuć jak bardzo kogoś pragnie, jak ktoś pragnie jej… On tam czeka. „Kawa?” – napisał… Nawet nie pytałaś, skąd ma twój numer telefonu… A przecież wiesz, co jest po drugiej stronie, co się stanie, gdy wysiądziesz z tego samochodu…


Psychologia

Zapalenie krtani to nie tylko duszności i szczekający kaszel. Jak rozpoznać i leczyć chorobę?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
12 marca 2020
Zapalenie krtani - objawy, leczenie, przyczyny
Fot. iStock

Zapalenie krtani to uciążliwa choroba, która nie tylko pozbawia głosu, ale naraża również na wystąpienie niebezpiecznych duszności. Choroba rozwija się szybko, dając trudne do zignorowania, charakterystyczne objawy. Kto jest szczególnie narażony na zakażenie, ile trwa zapalenie krtani i jak leczyć chorobę?

Zapalenie krtani to choroba wirusowa, a dokładnie stan zapalny obejmujący błony śluzowe górnego odcinka oddechowego w obrębie odcinka szyjnego kręgosłupa. Na zachorowanie najbardziej narażone są osoby na co dzień eksploatujące głos (lektorzy, nauczyciele, prezenterzy), dzieci chorujące na alergię, palacze, którzy skarzą się na podrażnienie śluzówki. Choroba występuje częściej u osób cierpiących na refluks oraz przewlekłe choroby dróg oddechowych.

Często pojawia się pytanie, ile trwa zapalenie krtani. To zależy od jego typu. Ostre zapalenie ujawnia się nagle, a jego objawy są intensywne i mogą utrzymywać się nawet przez trzy tygodnie. Przewlekłe zapalenie wynika z istnienia długotrwałego stanu zapalnego w obrębie krtani i mówimy o nim, gdy objawy trwają ponad trzy tygodnie.

Zapalenie krtani – przyczyny

Choroba zazwyczaj jest efektem infekcji wirusowej, którą najczęściej wywołują adeno- i rynowirusy oraz wirusy grypy i paragrypy. Innymi przyczynami mogą być:

  • bakterie;
  • nadwyrężanie strun głosowych (krzyk, ciągłe i głośne mówienie);
  • długotrwały kontakt ze szkodliwymi substancjami lub alergeny;
  • refluksem (gdy kwas wędruje z żołądka do gardła, drażniąc krtań);
  • częste infekcje zatok;
  • palenie papierosów oraz narażenie na bierne palenie w otoczeniu palaczy.
Zapalenie krtani

Fot. iStock

Zapalenie krtani – objawy 

Zapalenie krtani daje charakterystyczne objawy. Na początku zakażenia pojawia się chrypka, drapanie i dyskomfort w obrębie gardła. Chory zaczyna kasłać i odchrząkiwać, zaraz po tym pojawia się ból, nasilający się w trakcie jedzenia i mówienia. Osoby chore skarżą się na wrażenie, że gardło jest bardzo suche i podrażnione, co nasila pojawiający się suchy i męczący kaszel. Głos staje się słabszy, pojawia się chrypienie, osłabienie i zmiana jego barwy. W ostrym przebiegu może dość nawet do jego utraty. Poza tym mogą pojawić się objawy grypopodobne, uczucie rozbicia, osłabienia oraz podwyższona temperatura ciała.

Zapalenia krtani bywają mylone z zapaleniem gardła, ze względu na podobne objawy. Różnica jednak polega na tym, że u pacjenta pojawiają się kłopoty ze swobodnym oddychaniem (spłycony) oddech i często utrata głosu. Po zaobserwowaniu u siebie powyższych objawów, warto zgłosić się do lekarza rodzinnego, by potwierdzić diagnozę i zdecydować o sposobie leczenia.

Zapalenie krtani u dzieci

Przy wystąpieniu choroby u dzieci należy się w każdym przypadku skontaktować z lekarzem. Dla najmłodszych choroba bywa bardzo niebezpieczna, ponieważ niemowlęta mają wąską krtań i większą podatność na obrzęki, co utrudnia oddychanie. U dzieci pomiędzy 1. a 5. rokiem życia najczęściej występuje ostre podgłośniowe zapalenie krtani, które charakteryzuje się szczególnym typem kaszlu, porównywanym do szczekania psa. Poza tym występują problemy z nabieraniem powietrza, stridor (świst krtaniowy), problemy z połykaniem, niekiedy wysoka gorączka. Ostre zapalenie nagłośni, prowadzi do mechanicznego zwężenia dróg oddechowych powyżej strun głosowych. Ta choroba bakteryjna występuje głównie u dzieci do 10. roku życia, oraz osób dorosłych.

Zapalenie krtani u dzieci

Fot. iStock

Warto wiedzieć, że w przypadku wystąpienia ataku duszności, zaleca się przeniesienie okrytego dziecka w chłodne miejsce – np. na balkon lub przy otwartym oknie w chłodny dzień/noc, czy posadzenie przy otwartej lodówce. Zimne powietrze może załagodzić niebezpieczny obrzęk dróg oddechowych. Jeśli duszność nasila się, wówczas konieczna jest pilna hospitalizacja.

Zapalenie krtani – leczenie

Zapalenie krtani to choroba, przy której leczenie i łagodzenie objawów jest konieczne. Oczywiście wiele zależy od samego przebiegu zapalenia. Z racji problemów z bólem i mową, zaleca się oszczędne korzystanie z aparatu mowy. Aby ukoić ból gardła warto zastosować aerozole działające antyseptycznie i łagodząco, tabletki do ssania, czy płukanki na bazie ziół (szałwia, rumianek, podbiał). Zaleca się stosowanie nawilżacza powietrza, kamionkowych naczyń na wodę (wodę zmieniamy codziennie) lub mokrego ręcznika powieszonego na kaloryferze, aby zwiększyć wilgotność powietrza. Zalecane są także inhalacje przy pomocy soli fizjologicznej, by nawilżyć śluzówkę gardła i ułatwić oddychanie. W poważniejszym przebiegu zapalenie krtani wymaga, by leczenie oprzeć na glikokortykosteroidach oraz środkach mukolitycznych. Odstawienie alkoholu i papierosów jest konieczne, by uniknąć dodatkowego podrażnienia i wysuszenia śluzówki. Jeśli choroba wynika z zakażenia bakteryjnego, w leczeniu stosuje się antybiotyki.

Powikłania zapalenia krtani

Nieleczone i przeciągające się ostre zapalenie krtani może spowodować konsekwencje w postaci złośliwego zapalenia krtani, tchawicy i oskrzeli, często prowadzącego do niewydolności oddechowej. Nieleczona choroba może spowodować trwałe zaburzenie funkcji strun głosowych, oraz do tworzenia się zmian nowotworowych.


źródło:  www.mp.pl , enel.pl 

Zobacz także

Codzienne nawyki, które kradną twoją energię. Uwolnij się od nich i żyj spokojniejsza

Ten cholerny patchwork. Dlaczego nikt nie mówi, jak to wygląda od środka?

Patchworkowi dziadkowie