Lifestyle Psychologia Samorozwój Silna kobieta

Ewa Woydyłło: Zmierzaj tam, dokąd pragniesz dojść. Nie wszystko musi się udać

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
10 marca 2022
 

– Osoby z ugruntowanym poczuciem własnej wartości są odporne na przeciwności losu, ponieważ może mniej wierzą w cuda, ale za to bardziej w siebie oraz życzliwe i trwałe przyjaźnie – mówi Ewa Woydyłło, psycholog, autorka książki „Droga do siebie. O poczuciu wartości”. 

Z kimkolwiek bym nie rozmawiała, twierdzi, że ta książka jest o nim i dla niego. Dlaczego dziś tak wiele osób przyznaje się do niskiego poczucia własnej wartości?

– Wiele osób interesuje się samodoskonaleniem i pracą nad sobą. Zwłaszcza kobiety mają skłonność do introspekcji i skupienia na relacjach. Zadają więc sobie często pytania: „Czy ja zasługuję?”, „Czy mi się należy?”, „A może ja już nie muszę na nic zasługiwać, bo po prostu czegoś pragnę?”. Wiele kobiet ma wciąż kulturowy nawyk, by dbać ponad wszystko o bliskich, zapominając o sobie i swoich potrzebach. Niektóre potulnie godzą się na związki, w których ktoś je krzywdzi, wyśmiewa czy obraża. Nawet jeśli z jego powodu wyraźnie cierpią. A gdy dochodzi do rozwodu, to wiele kobiet myśli: „Okropnie mi głupio, bo co ludzie powiedzą?” W tych myślach jest więcej poczucia winy niż złości, chociaż to on ją zdradził, ma dziecko z inną kobietą i porzucił rodzinę.

Poczucie własnej wartości dodaje odwagi do decydowania o sobie, a także do obrony przed krzywdą i złym traktowaniem. Można powiedzieć, że daje prawo do szczęśliwego życia na własnych warunkach, nie na cudzych. A przy okazji, poczucie wartości umacnia wewnętrzne przekonanie, że to, jaka jesteś, co potrafisz i czego jeszcze się możesz nauczyć, jest wystarczająco mocnym fundamentem do zbudowania dobrego życia. Osoby z ugruntowanym poczuciem wartości są odporne na przeciwności losu, ponieważ może mniej wierzą w cuda, ale za to bardziej w siebie oraz życzliwe i trwałe przyjaźnie.

Jak to się dzieje, że czasem nasze poczucie wartości doznaje uszczerbku?

– Zwykle dzieje się to pod wpływem krzywdzących i nieżyczliwych ludzi. Może nawet zdarzyć się u progu życia. Gdy dziecko przychodzi na świat domaga się głośno uwagi, troski, karmienia, zadbania – to właśnie jest zachowanie kogoś, kto jeszcze nieświadomie, ale wyraźnie manifestuje pewność siebie i komunikuje swoje potrzeby. Na tym właśnie polega późniejsze, już świadome poczucie wartości. Niektóre dzieci, niestety, tracą je bardzo wcześnie pod wpływem negatywnych komunikatów zawartych w złych słowach, np. „jesteś niegrzeczna”, „inne dzieci są ładniejsze”, „za dużo płaczesz” itp. Albo nawet nie w słowach, tylko w tym, że dorośli lekceważą potrzeby dziecka — nie słuchają go, źle karmią, nie reagują na płacz lub prośby itd. No i takie nieprzytulane lub ignorowane dziecko pomyśli sobie, że nie jest „takie, jakie powinno być”, że coś z nim jest nie w porządku, skoro nikt nie odpowiada czule na jego wezwania. To dziecko może jeszcze nie rozumieć nawet słów, ale czuje brak miłości, troski i zrozumienia. No to jak może mieć poczucie wartości i pewność siebie?

W książce napisała pani, że życie to droga i zachęca nas pani, byśmy pamiętali, że znajdujemy się w miejscu, do którego właśnie doszliśmy. Jak to ma nam pomóc?

– Droga to oczywiście metafora. A to miejsce, w którym się znajdujesz, to jakaś refleksja, pomysł, pragnienie, chwila zastanowienia, co robić dalej. Poczucie wartości to rodzaj abonamentu, stałej wejściówki w głąb siebie. Poznaj swoje potrzeby, a potem miej odwagę dążyć do ich spełnienia. Dalej piszę tak: „Nie zatrzymuj się, zmierzaj tam, dokąd pragniesz dojść. Nie wszystko musi się udać. Niewykonalne cele zamień na wykonalne”. To ostatnie zdanie było kiedyś wielkim moim odkryciem z czasów młodzieńczych, gdy często słyszałam, podobnie jak wiele kobiet: „Nie dawaj za wygraną, musisz mieć wyniki, czerwony pasek, masz odnosić sukcesy”. A prawda jest taka, że nie musisz! Bo może twoją mocną stroną jest to, że pięknie śpiewasz albo czule opiekujesz się swoją babcią. Jeśli nie masz uzdolnień matematycznych, a jesteś wesołym człowiekiem, możesz na tym zbudować piękne życie. Nie mówię tego po to, żebyś zrezygnowała ze swoich ambicji i zaczęła się lenić. Chcę powiedzieć, że nie ma wstydu w tym, że coś ci nie wychodzi i że warto wsłuchać się w siebie i wierzyć intuicji i dostosowywać swoje wybory do możliwości i warunków.

W dzieciństwie byliśmy uczeni, że trzeba być grzecznym, przejmować się kłopotami, walczyć, pokonywać je i jeszcze czasem rwać włosy z głowy. A pani w książce napisała na spokojnie: „Zaakceptuj rzeczy, nad którymi nie masz kontroli”.

– Opowiem pani historię jednej z moich pacjentek, która po kilku sesjach terapii wyznała, że już ogarnęła swoje problemy i wie, jak dążyć do szczęścia. Poprosiłam ją, by spisała swoje myśli i na następnej sesji przedstawiła je. Kiedy się spotkałyśmy, pacjentka zaczęła czytać, jak ona zorganizuje wszystko, żeby jej syn i córka teraz byli szczęśliwi. Przerwałam jej. Nad innymi ludźmi, nawet własnymi dziećmi, nie mamy kontroli, a w szczególności nad tym, jak się czują. W najlepszym razie możemy się nauczyć dbać o swoje samopoczucie.

Wspomina pani w książce, że w budowaniu poczucia wartości ważne jest wybaczenie. Nie tylko innym, ale też sobie. Dlaczego?

– Bo poczucie winy nie jest dobrym doradcą, zwłaszcza w naszych relacjach z innymi ludźmi. A wobec siebie też powoduje pogorszenie mniemania o sobie i zamiast zmobilizować do poprawy, często każe wycofywać się, rezygnować i podminowuje wiarę w siebie. Popełnienie błędu najlepiej przyjąć jak lekcję, zadośćuczynić tego, komu wyrządziliśmy przykrość, a samą siebie umocnić przekonaniem, że więcej tego błędu już nie popełnię. Moja mama ułatwiała mi to od wczesnego dzieciństwa, zawsze kiedy nabroiłam, pytając: „Zaraz, a który ty raz żyjesz”. Zdziwiona odpowiadałam: „Jak to, który? Pierwszy…” I wtedy obie zaczynałyśmy się śmiać, gdy mama uspokajała: „No to skąd miałaś wiedzieć, jak się zachować?” W ten sposób pomagam sobie do dziś nie katować się za każde potknięcie.

Dlaczego tak wielu z nas ma problem, by wybaczyć rodzicom?

– Wybaczyć rodzicom różne przewiny jest wyjątkowo trudno, bo przynajmniej w teorii oni powinni być mądrzejsi od swoich dzieci. A prawda jest taka, że dopiero teraz mamy do czynienia z pierwszym lub drugim pokoleniem, które weryfikuje staroświeckie wyobrażenia o rodzicielstwie i wychowywaniu dzieci. Nasi dziadkowie działali niejako z automatu w zgodzie z wielopokoleniowymi nawykami. Dawniej mało kto zastanawiał się np. czy dzieci można bić albo głodzić. Obserwując dziś pokolenie młodych rodziców, nie tylko matek, ale i ojców, widzimy, jak świadomie podchodzą oni do rodzicielstwa. To rewolucyjna zmiana, jeszcze nie powszechna, ale już coraz częściej widoczna w wysoko cywilizowanych środowiskach i społeczeństwach.

Napisała pani, że warto czasem poaanalizować coś w swojej głowie, ale nie ma sensu rozpamiętywać swoich żałości. Dlaczego jest to szkodliwe?

– Rozpamiętywanie tego, co było złe w naszym życiu i tak przeszłości nie polepszy i nie zmieni. Natomiast sprawi, że to dawne nieszczęście popsuje nam samopoczucie dzisiaj. Życie przeszłością, zwłaszcza gdy była niedobra, jest destrukcyjne dla psychiki, prowadzi do depresji i odbiera radość życia. To toksyna. Lepiej przypominać sobie o dobrych chwilach, zamiast na nowo wzbudzać żale, smutki, pretensje czy złość na kogoś, kto nas rozczarował czy zadał cierpienie. A już w ogóle najlepiej, to niczego nie rozpamiętywać, tylko skupić się na tym, aby dzień dzisiejszy przeżyć najlepiej jak potrafimy.

Czy pani uważa, że my się wzajemnie niejako „zarażamy” negatywnymi myślami?

— Może nie myślami, ale naszymi postawami, zachowaniami i słowami. Smutasy rozsiewają zgorzknienie i pesymizm. Ludzie pogodni generują dobry nastrój, uśmiech, życzliwość i ufność. No więc tak, ma pani rację, tak jak ziewanie jest zaraźliwe, nasze nastroje również. Dlatego dobrze jest otaczać się pogodnymi ludźmi, a malkontentów z daleka omijać.

Myśli nadają koloryt naszemu życiu. Niech pani sobie wyobrazi, że obudziła się rano, piła smaczną kawkę i włączyła sobie radio, w którym poleciała jakaś piosenka, która przypomniała pani o zawodzie miłosnym sprzed lat. Zakręciła się łza, a w tym momencie zadzwonił telefon. To koleżanka chciała zaprosić panią do kina na pokaz przedpremierowy, ale spyta: „A czemu dziś jesteś jakaś markotna?”. Na co pani odpowiedziała: „Nie jestem w sosie”. A ona: „Dobra, to nie będę ci przeszkadzać”. I teraz proszę spojrzeć – miała pani przed sobą cudowny dzień. A przypomniała sobie pani historię sprzed czterech lat. I tak naprawdę sama sobie popsuła nastrój. Nasz mózg nie rozróżnia, czy to, czym się martwisz, dzieje się teraz, czy działo się w przeszłości. On przeżywa wszystko tak, jakby działo się teraz i naprawdę. Uruchamia kaskadę biochemicznych reakcji, które wzmacnia zły nastrój.

Czy to znaczy, że trzeba dyscyplinować swój mózg?

– Oczywiście. Trzeba się opanowywać! Po rozstaniu oczywiście można sobie popłakać, ale jeśli coś się stało dawno kiedyś, a teraz nadal nad tym płaczemy, to coś jest nie tak. Smutek nie jest zabroniony, ale jeżeli ci z nim źle, to poszukaj pomocy. Trzeba się zastanowić, dlaczego tak się dzieje. Przyczyn może być wiele, np. użalanie się nad sobą może dawać profity, bo dzięki temu zyskam czyjąś uwagę.

Przyznam, że osobiście nie przepadam za wmawianiem sobie, że jestem szczęśliwa, kiedy wszystko idzie jak po grudzie. Takie podejście kojarzy mi się z toksyczną pozytywną psychologią. Ale może się mylę?

– Proszę raczej pomyśleć: „Nie będę się sztucznie rozśmieszać i chwalić siebie na siłę wbrew zdrowemu rozsądkowi. W zamian za to postaram się przypomnieć sobie, co w moim życiu jest dobre”. Wtedy poczuje pani wdzięczność za to, że ma fajną rodzinę, że skończyła interesujące studia i że pracuje pani w zawodzie, który kocha. Nic na siłę! Można sobie pomyśleć, że w tej chwili mam zmartwienie, ale mam przyjaciółkę, o której wiem, że poszłaby za mną w ogień. Widzę, że pani się teraz uśmiecha i dokładnie o to chodzi.

Pani potrafi tak panować nad swoimi emocjami i umysłem?

– Opowiem pani historię. Kiedy moja wnuczka żegnała się przed dalekim wyjazdem i była zmartwiona, że jej największa lalka nie mieści się do bagażu, ja jej wtedy powiedziałam: „No trudno, niech lala zostanie u mnie, będę się z nią czasem bawić i uszyję jej nową spódniczkę. Tylko powiedz, w jakim kolorze”. Mała wybrała różowy. I wie pani, akurat dziś rano uszyłam tę spódniczkę i jeszcze nagrałam telefonem filmik z wystrojoną lalką. Wyobrażam sobie, jak mała Ewunia ucieszy się, gdy tata jej to pokaże. Ten miły drobiazg sprawił, że mój dzień zrobił się super, choć nie wydarzyło się nic spektakularnego.

Często radość płynie ze zrobienia czegoś dobrego dla bliskiej osoby. W ten sposób możemy regulować swoje emocje. Kobiety to potrafią. Poprawiamy sobie humor, nawet sprzątając na błysk łazienkę. Albo kiedy ugotujemy dobry obiad. Albo zrobimy sobie przyjemność i pójdziemy z przyjaciółką do kina. Zna pani to uczucie?

 

Ewa Woydyłło jako psycholog zajmuje się terapią uzależnienia i współuzależnienia, poradnictwem małżeńskim i rodzinnym oraz pomocą w rozwiązywaniu konfliktów w miejscu pracy. W ramach Fundacji im. Stefana Batorego kieruje Regionalnym Programem Przeciwdziałania uzależnieniom.


Lifestyle Psychologia Samorozwój Silna kobieta

Zdjęcia mówią więcej niż tysiąc słów. Tak Ukraińcy ratują swoje zwierzęta ❤

Redakcja
Redakcja
11 marca 2022
 

Wojna trwa od ponad dwóch tygodni. W tak trudnych warunkach zespół UAnimals kontynuuje ratowanie zwierząt. Niestety w wielu schroniskach sytuacja jest krytyczna. Wiele z nich jest nadal blokowanych przez wojska rosyjskie i znajduje się w rejonie aktywnego ostrzału. Do takich schronów nie można się dostać, zwłaszcza że nie ma możliwości ewakuacji zwierząt. Oznacza to, że z każdym mijającym dniem życie zwierząt w zamkniętych schroniskach staje się coraz bardziej zagrożone. – Staramy się utrzymywać kontakt z właścicielami schroniska i szukać sposobów na ratowanie zwierząt – piszą działacze UAnimals.

 

Pełen zakres ludzkich doświadczeń można zobaczyć w Irpinie – pisze autor niezwykle działającego na wyobraźnię zdjęcia poniżej. Od 5 marca toczą się tu zacięte walki. Słyszałem kilkanaście doniesień z pierwszej ręki o rosyjskich czołgach strzelających na oślep do budynków mieszkalnych. I w tej atmosferze strachu pojawia się kobieta, która przewozi psy niepełnosprawne ze schroniska w bezpieczne miejsce. Potem skręcasz za róg i na ulicy pod kartonem leży ciało zamordowanego cywila. potem dziecko siedzi w autobusie czekając na ewakuację, ukraińscy żołnierze czekają pod mostem na pomoc ewakuowanym, martwy rosyjski żołnierz w parku. Wreszcie na stacji są ludzie, którzy uciekli z Irpenia… rodzice pocieszają swoje dzieci, a wolontariusze pomagają starszym i niepełnosprawnym wsiąść do pociągu – czytamy na Instagramie Christophera Occhicone.

Psy prawdopodobnie były podopiecznymi miejscowego schroniska dla zwierząt. Wiele osób chce pomóc dziewczynie ze zdjęcia, wszyscy jej szukają.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Christopher Occhicone (@occhicone98)

Na Facebooku i Instagramie UAnimals, ukraińskiej organizacji, która w tej chwili niesie pomoc zwierzętom, które przecież też są ofiarami tej wojny, pojawia się mnóstwo zdjęć przedstawiających przebieg akcji ratunkowych, a także cała masa wzruszających historii ludzi i ich zwierząt.

Jedną z najbardziej poruszających jest ta. Ktoś (trudno określić czy to kobieta, czy mężczyzna) niesie swojego 13-letniego psa do granicy z Polską przez 17 km. Owczarek prawdopodobnie nie był w stanie iść o własnych siłach ze względu na swój wiek i kondycję.

 

 

– Dziś pomogliśmy Kijowskiemu Ogrodowi Botanicznemu, dostarczając mu 100 kg paszy. W ogrodzie lokalni wolontariusze chronili głodne zwierzęta z pobliskiego sektora prywatnego. Pomagali także w karmieniu koni na kijowskim hipodromie. Ponadto nasz zespół przekazał środki do kliniki weterynaryjnej „Asti” na zakup leków, sprzętu i karmy dla chorych zwierząt. Klinika ta zapewnia bezpłatne leczenie rannych zwierząt. Ponadto pomoc z UAnimals została wysłana do zoo w Charkowie. Kolejne 1100 kg paszy wysłaliśmy na potrzeby zwierząt z Odessy. Dziś zespół UAnimals rozpoczął ewakuację dwóch niedźwiedzi i wilka z Czerniowiec i Kamieńca Podolskiego do Rumunii. Nie zapominamy o monitorowaniu sytuacji ze zwierzętami w małych miejscowościach i wsiach oraz sytuacyjnej pomocy lokalnym schroniskom.

 

 

ashrdtyfui


Lifestyle Psychologia Samorozwój Silna kobieta

Najpiękniejsza mężatka w Ukrainie uruchomiła zbiórkę na front. Pomoc obiecały miss z całego świata!

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
10 marca 2022

Dwa lata temu została Mrs. Ukraine International 2020, czyli „miss Ukrainy dla mężatek”. Po inwazji Rosji na Ukrainę Victoria Faynblat wraz z dwójką dzieci uciekła spod Kijowa do Gorzowa. Teraz pomaga na odległość. Czy w zbiórce pieniędzy pomoże jej fakt, że na Instagramie obserwuje ją milion internautów z całego świata?

Najpiękniejsza mężatka w Ukrainie

Victoria Faynblat jest architektem, od 18 lat zajmuje się wystrojem wnętrz. Na Ukrainie miała też fundację, która pomaga sierotom. W większości są to dzieci, które mieszkają z babciami, którym fundacja pomaga remontować mieszkania. Ale Victoria nosi też tytuł Mrs. Ukraine International 2020, czyli miss Ukrainy mężatek. Spod Kijowa uciekła z trójką dzieci do Gorzowa. Właśnie rozkręca w Polsce ogólnoświatową zbiórkę, by zakupić rzeczy, które przydadzą się żołnierzom na froncie.

Jak wspomina moment swojej ucieczki z Kijowa?

„O piątej rano obudził nas dźwięk samolotów i wybuchów. Nad nami latały rakiety, które ostrzeliwały lotnisko. Sześcioletnia córka, mimo podania środków uspokajających, była cała w histerii. Nic nie mogliśmy zrobić. Gdy leki na uspokojenie zadziałały, zaczęliśmy się pakować. Początkowo chcieliśmy zostać na miejscu. Nie chcieliśmy uciekać. Do 14.00 do naszego domu zjeżdżali się znajomi. Było nas 20 osób. Podjęliśmy decyzję, że będziemy się bronić. Około 16.00 widzieliśmy coraz więcej rozbitych domów. Podjęliśmy więc decyzję, by jechać na zachód Ukrainy, by wyjechać z rejonu, w którym jest ostrzał, w którym są bombardowania,” opowiada Victoria Faynblat „Gazecie Lubuskiej”.

Pojechali wiec grupą w kierunku Lwowa. Autostradą, która mimo, że ma cztery pasy, ale była zakorkowana. W samochodzie Victoria miała miejsce tylko dla najbliższych i na bagaże podręczne, bo resztę przeznaczono na kanistry z benzyną. Po drodze dowiedziała się, że mąż już nie przekroczy polskiej granicy, bo była powszechna mobilizacja. Do Gorzowa, oprócz Victorii, dotarły jej dzieci: 6-letnia Victoria i 9-letni Leonid oraz 63-letni ojciec. Mąż został na Ukrainie.

 

Poprą ją Miss z całego świata

„Gdy jechałam na granicę z dziećmi, dopadł mnie stan bezsilności. Zastanawiałam się, jak ja mogę walczyć, skoro wyjeżdżam. Wiedziałam, że na Ukrainie nie uda mi się zebrać pieniędzy, bo Ukraińcy nie będą mieli możliwości ich wpłacać, a poza tym konta mogą być zamrożone. Zaczęłam myśleć, jakie mam kontakty, które można uruchomić, jakie znam królowe piękności”, mówi Mrs. Ukraine „Gazecie Lubuskiej”.

Wtedy wpadła na pomysł ogólnoświatowej zbiórki na rzecz sprzętu potrzebnego na froncie. Skontaktowała się z ukraińskim ministerstwem do spraw obrony cywilnej, sytuacji nadzwyczajnych i likwidacji skutków klęsk żywiołowych. Ono przesłało jej wykaz rzeczy potrzebnych dla broniących Ukrainy.

„Tam, na froncie, nie potrzebna jest kasza czy ryż. Tam potrzebne są batony energetyczne, tam potrzebne są apteczki pierwszej pomocy, defibrylatory, maski tlenowe, środki zatrzymujące krwawienie, apteczki sanitariusza, generatory dieslowskie, średnie i duże namioty na stelażach. Potrzebne są również śpiwory, kamizelki kuloodporne i hełmy, ochraniacze na łokcie i kolana, radiostacje, walkie-talkie…”, wylicza Victoria i zapewnia, że w Ameryce w konkursie piękności uczestniczyło 90 kobiet z różnych stron świata. Każda w swoim kraju będzie prosić o datki dla Ukrainy.

Jeśli wy chcecie wesprzeć zbiórkę Victorii 80 1870 1045 2078 1062 2669 0004. Jego właścicielem jest Fundacja Kuźnica im. Hugona Kołłątaja – ul. Arciszewskiego 3/6, 66-440 Skwierzyna. Przelewy z dopiskiem: Victoria Faynblat


Zobacz także

10% kobiet mówi, że wychodzi za mąż z miłości, z czego połowa, moim zdaniem, jeszcze kłamie…

Śmiejecie się z facetów? Kobiety też przechodzą kryzys wieku średniego

Teraz wreszcie mogę spać – historia Mariam i jej córeczki Kadii