Psychologia Silna kobieta

Ewa Kasprzyk: kobiety mnie pytają, jak takie uczucie można znaleźć, a ja odpowiadam „Nie szukać!”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
8 marca 2022
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
 

– Gdy ktoś pyta, co to jest szczęście, zazwyczaj odpowiadam, że to umiejętność wydobycia z siebie pokładów miłości i dobroci wobec drugiego człowieka. Jednocześnie dla mnie to był też jednak akt odwagi. Zaprosiłam swojego chłopaka do programu telewizyjnego, bo chciałam uciąć rozmaite plotki i powiedzieć światu: Proszę się ze mnie nie śmiać, bo ja też mam prawo do miłości. I czy się komuś podoba, czy nie: proszę mi tego nie zazdrościć. Ja przecież każdej kobiecie życzę miłości!  –  mówi Ewa Kasprzyk.

Marzec w Oh!Me to MIESIĄC KOBIECYCH SPRAW. Dlatego naszą akcję otwiera jedna z największych i najsympatyczniejszych polskich gwiazd – Ewa Kasprzyk. Ona nie boi się tematów tabu. Mówi o naturalnym wyglądzie, seksie i dojrzałej miłości, która rodzi się po „60”.  – Mogę tylko powiedzieć jedno: Kobiety, nie bójcie się! To nic strasznego. Paradoksalnie dziś wiele pań zaczyna wszystko od początku w dojrzałym wieku, ponieważ chcą cieszyć się życiem, spełnieniem, miłością – mówi Ewa.

A my jej wierzymy!

Ewa, jesteś jedną z najsilniejszych kobiet, które znam. Wiele w życiu przeszłaś. Powiedz nam, jak dziś radzisz sobie ze stresem?

– Jestem urodzoną optymistką! Ale muszę przyznać, że do tego całego mojego życiowego optymizmu dziś wkrada się niepokój. Kiedy oglądam wiadomości ze strefy wojny, jedzenie staje mi w gardle i płaczę. Na szczęście to są tylko momenty. Staram się nie poddawać i nie pogrążać w lęku, w czym bardzo pomaga mi praca. Na początku miałam takie myśli: Po co w ogóle wychodzić z domu? Jakie seriale? Jakie filmy? Jednak od razu pomyślałam, że skoro już gramy w niedzielę na scenie, to trzeba załatwić flagi ukraińskie. I to było wzruszające poczucie solidarności, zdecydowanie lepsze od nierobienia niczego. Jestem zadaniowcem i w sytuacjach kryzowych rzucam się w wir działań, bo dzięki temu mogę choć na chwilę przestać myśleć o wojnie. Teraz razem ze znajomymi próbujemy załatwić materace i pościele dla dzieci z domu dziecka, które lada chwila przyjadą do Warszawy.

Ale pamiętajmy, że my, kobiety, musimy też dbać o siebie i młodsze pokolenia. Nasze dzieci przecież nie przeżyły stanu wojennego. One są bardzo „wymacdonaldowane” i „wyinternetowane”, ale naprawdę szalenie nieprzygotowane do tej sytuacji. Ja, będąc studentką w latach osiemdziesiątych, podczas manifestacji w Krakowie dostałam pałą po nogach i doskonale pamiętam czołgi na ulicach. Wiem, że to przetrwaliśmy. Dlatego dziś mówię mojej córce, że ufam, że przetrwamy i teraz.

Twoja córka Małgorzata jest już dorosła. Czy możesz nam powiedzieć, z dzisiejszej perspektywy, co jest najważniejsze w wychowywaniu córki?

– Nie wolno narzucać swoich pomysłów na życie i naginać do swojej wizji świata. Wolność dla dziewczynki jest podstawą wszystkiego. Tak to dziś pojmuję. Dziecku trzeba dać wykształcenie, miłość oraz zaufanie, że ono wie, co robi ze swoim życiem. Tylko wtedy będzie szczęśliwe. Moja córka śpiewa, interesuje się jogą, medycyną. Nie jestem babcią, ale w zamian za to dostaję od niej różne dyplomy ukończenia rozmaitych kursów, co mnie bardzo cieszy. Bo dziś kobiety muszą być niezależne i wolne.

Słucham cię i czuję, że mimo wszystko humor cię nie opuszcza.

– Życie nauczyło mnie, że trzeba balansować pomiędzy tragedią a komedią. Kobiety wiedzą, że poczucie humoru ratuje nas z poczucia opresji. Ja czuję, że gdy żartuję, to rzeczywistość po prostu łagodnieje. Dlatego nie mam czarnowidztwa w sobie. Może jak byłam młodsza, byłam bardziej podatna na poezję francuską, ale z latami kobiety nabierają doświadczenia i wiedzą, że kiedy myślimy katastroficznie, to przyciągamy do siebie wszystko, co złe. Nie ja to odkryłam! Jak dojeżdżam do sklepu i na parkingu jest mnóstwo samochodów, to sobie myślę: „Spokojnie, znajdzie się miejsce”. I zwykle tak jest. Zawsze staram się myśleć pozytywnie, że udadzą mi się negocjacje w jakiejś sprawie, że dostanę tę wymarzoną rolę. Jestem praktyczna i uważam, że z takim podejściem nam kobietom jest łatwiej żyć.

Co powiesz dziś kobietom, które boją się 40., 50., 60. urodzin?

– Mogę tylko powiedzieć jedno: Kobiety, nie bójcie się! To nic strasznego. Paradoksalnie dziś wiele pań zaczyna wszystko od początku w dojrzałym wieku, ponieważ chcą cieszyć się życiem, spełnieniem, miłością.

Czy mogę cię spytać, jaki jest seks po „60”? Odważam się, bo jesteś kobietą, która nie boi się żadnego tabu.

– Ty możesz pytać, ale ja nie muszę odpowiadać. No dobrze, powiem tyle: spokojnie, nie jest nieźle. (śmiech).

Jesteś dla na wzorem i nadzieją, że można się szczęśliwie zakochać po „60”. Czy powiesz nam, jaka ta miłość jest?

– (śmiech). Nasza miłość jest bardziej złożona, skomplikowana, ale wspaniała! Jesteśmy dwoma chodzącymi emocjami. Dobraliśmy się chyba na zasadzie podobieństwa. Na zabój będziemy spierać się, że mamy rację. Lubimy pośmiać się, pobawić, poryzykować trochę. Ludzie mówią często, że przeciwieństwa się przyciągają, a myślę, że podobieństwa też się przyciągają. Dziś myślę, że jestem wielką szczęściarą, że coś takiego mi się przytrafiło. A gdy ktoś pyta, co to jest szczęście, zazwyczaj odpowiadam, że to umiejętność wydobycia z siebie pokładów miłości i dobroci wobec drugiego człowieka. Jednocześnie dla mnie to był też jednak akt odwagi. Zaprosiłam swojego chłopaka do programu telewizyjnego, bo chciałam uciąć rozmaite plotki i powiedzieć światu: Proszę się ze mnie nie śmiać, bo ja też mam prawo do miłości. I czy się komuś podoba, czy nie: proszę mi tego nie zazdrościć. Ja przecież każdej kobiecie życzę miłości!

Instagram

Mnie wydawało się w pewnym momencie życia, że już będę żyła tylko dla siebie i że nikogo nie pokocham. W sztuce, którą teraz gram, mój partner pyta: „A może by sobie pani kogoś znalazła? Mężczyznę jakiegoś!”. Na co ja odpowiadam: „A po cholerę mi taki kłopot w życiu?”. Więc teraz taki kłopot jest i trzeba się z tego cieszyć. (śmiech) Zdecydowałam się na nowy dom i zaczynam zupełnie nowy etap w życiu.

Co dało ci siłę, by wszystko pozmieniać?

– Miłość i wrodzona aktorska ciekawość. Poza tym tego się nie kalkuluje, to się po prostu zdarza. Ja sobie tego wszystkiego nie wywróżyłam. Nie czekałam, a przede wszystkim już nie szukałam tej miłości. Kobiety mnie dziś często pytają, gdzie takie uczucie można znaleźć, więc ja wtedy odpowiadam dwoma słowami: Nie szukać!

Podobno ta miłość zdarzyła ci się w momencie, kiedy byłaś kompletnie nieprzygotowana: nawet nie miałaś makijażu. To prawda?

– Powiem ci, że Coco Chanel, która mówiła, że zawsze trzeba być przygotowanym, że za rogiem można spotkać miłość swojego życia, nie byłaby ze mnie zadowolona. Byłam nieumalowana, nieuszminkowana, a nawet nieupudrowana.

Nie boisz się pokazywać ludziom bez makijażu, emanujesz siłą swojego charakteru i naturalnością i właśnie taka nam się podobasz.

– Wiesz, jednym się podobam, a innym jednak nie. Kiedyś pod zdjęciem, które wrzucałam na Instagram z mojej wyprawy na safari w Afryce, jedna z pań napisała: Ja rozumiem, że pani jest zakochana. Ale niechże się pani chociaż uczesze!” (śmiech). Więc zrobiłam sobie kolejne zdjęcie i napisałam, że specjalnie dla tej pani jest moja nowa fryzura. Mam jednak poczucie, że minęły czasy, kiedy ludzie chcieli oglądać aktorki w pełnym makijażu, dobrym świetle i w wystrzałowych kreacjach. Poza tym uważam, że przykładanie nadmiernej uwagi do wyglądu jest czymś egocentrycznym. Owszem, kiedy potrzeba, jak kręcę reklamę czy idę na galę, to proszę bardzo. Nie mam też nic przeciwko kobietom jak spod igły. Moja koleżanka mówi, że czułyby się nago bez makijażu oraz przyklejonych rzęs i ja to w nich cenię. Każdy ma prawo żyć, jak lubi! A ja po prostu źle bym się czuła, gdybym rano wychodziła z psem na spacer na szpikach i ze szminką na ustach.

Poza tym ja rano mam bardzo wiele rytuałów. Piję różne herbatki i przygotowuję jedzenie, bo moja dieta oparta jest na zasadach Efektu Klimasa, co oznacza, że muszę jeść konkretne posiłki co trzy godziny i uprawiać sport. Próbuję też jak najmniej oglądać informacji w telewizji, bo chcę w ten sposób chronić swoje siły. Oczywiście mogłabym zajeść te trudne emocje, nakładając sobie na talerz makaron i tort. Ale nie poddaję się! Staram się nie karmić niezdrowym jedzeniem i złymi emocjami, włączam muzykę jazzową, która mnie bardzo uspokaja i dalej działam. Takie są kobiety. Silne i mądre!

Instagram

Zaczęłam też w końcu uczyć się języka hiszpańskiego, chodzę na lekcje i to jest dla mnie dowód, że jednak niezależnie od wieku, możemy robić wszystko, cokolwiek chcemy. Mam przyjaciółkę w Hiszpanii i wielu znajomych. Pomyślałam sobie, że podczas wakacji chcę móc z nimi naprawdę porozmawiać. Poza tym uważam, że nauka języka obcego to jest jakiś rodzaj ćwiczenia dla mózgu. Nie mam ochoty zapaść się z pilotem w swojej kanapie. Niedawno wszyscy przeżywaliśmy czas izolacji podczas pandemii i podczas tych długich miesięcy nadrobiłam już wszystkie zaległości w czytaniu książek i oglądaniu filmów. Świat bez ludzi, bez wyjazdów, bez grania i widza to nie jest moja bajka. To świat ubogi, pozbawiony tego, czym oddycham. Jestem osobą społeczną i nie nadaję się do samotności; uważam, że nic nie zastąpi kontaktu z drugim człowiekiem.

Czego oprócz ludzi potrzebujesz jeszcze do szczęścia?

– Worka bokserskiego i porządnego wycisku podczas treningu. Uwielbiam założyć rękawice –  zamachać się i spocić. Potem idę z psem na spacer albo zabieram ukochanego na rowery i jak wracam do domu, to kładę się na chwilę i mówię do siebie: Tak, teraz czuję, że ja żyję!

fot. materiały prasowe TVN


Psychologia Silna kobieta

Małgorzata Ohme: Chroń siebie! Nie oglądaj non stop obrazów wojny. Napij się kawy, daj sobie chwilę wytchnienia, by móc pomagać

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
9 marca 2022
 

„Jestem bardzo zadaniowa, bo jestem dobra dla siebie. Wiem, że zadaniowość bardzo mi pomaga, bo odsuwa od przeżywania. Dlatego natychmiast weszłam w tryb organizowania”. Choć Małgorzata Ohme przyznaje, że jest osobą wysoko lękową, dziś ma głębokie przekonanie, że w Polsce jesteśmy bezpieczni. „Raczej towarzyszy mi  złość związana z bezradnością, że w XXI wieku mogło się to wszystko zdarzyć” – mówi. 

Mindgram to platforma oferująca holistyczne rozwiązanie, dzięki któremu pracodawcy mogą zagwarantować pracownikom i ich bliskim dostęp do wsparcia psychologicznego oraz rozwoju osobistego przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Rozmowy z platformy wszyscy mogą oglądać na YouTube. Przedstawiamy skrócony zapis rozmowy Macieja Żylewicza, dyrektora programowego Mindgram oraz psycholożki Małgorzaty Ohme pt. RAZEM SILNI: Twarzą w twarz z lękiem i stresem w czasie wojny.

 

 

Rozmówcy udzielili kilku praktycznych porad, jak w dzisiejszej sytuacji funkcjonować, by pomagać, ale też dbać o siebie.

1. Nie oceniajmy i nie porównujmy się

Każdy ma inne zasoby. Ktoś może jeszcze nie pomagać, bo po prostu nie ma na to siły. Nie musimy pomagać tu i teraz. Możemy pomagać za tydzień albo za dwa. Być może za chwilę to będzie jeszcze bardziej potrzebne. – Gwarantuję wam, że pomysły na pomoc przyjdą, przecież tysiące ludzi przechodzi cały czas przez polsko-ukraińską granicę – mówi Małgorzata Ohme.

2. A co robić z poczuciem winy

Bo kiedy Ukraińcy walczą, my pijemy pod kocykiem ciepłą kawę. – Z poczuciem winy najlepiej sobie radzić, włączając się w różnego rodzaju działania. Ale nie przesadzajmy, nie porównujmy się z innymi. Są ludzie, którzy mają większe możliwości, bo mogą mniej pracować i mają więcej czasu, by pomagać. Są tacy, którzy bardziej angażują się, bo nie mają małych dzieci. Pamiętajmy, że wszystko robimy w zależności od naszych zasobów. Ale róbmy to! Bo poczucie niemocy i winy redukuje się, gdy czujemy, że mamy na coś wpływ – radzi Małgorzata Ohme.

3. Wrogami naszej psychiki jest wejście w poczucie bezradności

Dlatego warto pomagać i nie wstydzić się tego, że takie działania pomagają też nam (egoistycznie). – Bo pomaganie buduje naszą siłę, odporność i daje poczucie sprawczości, a dzięki temu łatwiej poradzić nam sobie z lękiem – mówi Małgorzata Ohme.

4. Teraz mocno reagujemy, mobilizujemy się i działamy na adrenalinie

To początkowo łagodzi trochę uczucie lęku, ale za chwile i tak każdy z nas wejdzie w taki samotny, indywidualny tryb człowieka i zaczynie się pojedyncze przeżywanie. Każdy z nas rozejdzie się w kierunku własnych słabości, swoją drogą emocjonalną. Zdaniem Małgorzaty Ohme jedni mają więcej lęku, inni smutku, jeszcze inni są bardziej impulsywni i jest w nich więcej złości. Osoby wysoko wrażliwe, które już dziś rady sobie nie dają, będą potrzebowały pomocy.

5. Musimy na nowo wypracować higienę informacyjną

Pozornie może wydawać się, że telewizor nastawiony na kanał informacyjny non stop, nie „wpływa” na naszą głowę. To nie do końca prawda! Obrazy wojny, które chwyta nasze oko, sprawiają, że każdy z nas z tyłu głowy prowadzi rozmowę ze sobą i zastanawia się, co ja bym zrobił na miejscu tej płaczącej matki czy ojca. Niejako wchodzimy w buty tych bohaterów z Ukrainy. – Teraz mamy okres empatyzowania i musimy na to bardzo uważać, bo takie obrazy często odcinają nas od logicznego myślenia – mówi Maciej Żylewicz.

6. Dziś już wiemy, że nasz mózg rejestruje dosłownie wszystko

Nie wiemy tylko, w których momentach słabości, zaktywizują się te obrazy. Zauważcie, że kiedy mamy słaby moment w życiu, przypominają się nam przeróżne rzeczy, które nas dodatkowo obciążają. Jakieś słowa, które kiedyś usłyszeliśmy, dawne doświadczenia, które teraz nagle do nas wracają. To nie jest tak, że mózg jest obojętny na to, co mu dostarczamy. W różnych momentach aktywizują się tylko ścieżki dostępu – dodaje Małgorzata Ohme.

7. Pamiętajmy, że jesteśmy swoją pierwszą linią obrony

Nawet jak dziś wydaje wam się, że jesteście silni, to przecież każdy człowiek czasem ma gorszy moment i wtedy obrazy i informacje, które teraz chłoniemy, bo nie potrafimy zatrzymać swojej ciekawości, mogą nas dopaść w jakiś kompletnie niespodziewanym momencie. Coś zawsze może otworzyć ścieżkę dostępu do czarnych lękowych myśli.

8. Bądźmy w kontakcie ze swoją racjonalnością

Przecież musimy pracować, zarabiać i normalnie funkcjonować. Fakt, że pijemy kawę, świadczy tylko o tym, że potrzebujemy kopa, by dalej działać lub chwilę wytchnienia. Powrót do swoich rytuałów daje nam siłę i pomaga przetrwać. Jeśli chcemy zadbać o przyjaciół w Ukrainie, teraz musimy też zadbać o siebie. Małgorzata Ohme mówi: „Nie miejmy wyrzutów sumienia, że się uśmiechamy i wieczorem oglądamy relaksujący serial, bo potrzebujemy równowagi. Jedzmy zdrowo, uprawiajmy sport, chodźmy na spacery, relaksujmy się, by zachować równowagę w dobrostanie.”


Psychologia Silna kobieta

Przykazania szczęśliwych waginy i wulwy. Każda kobieta powinna znać swoje ciało!

Redakcja
Redakcja
8 marca 2022
fot. AndreyPopov/iStock

Czy wiecie, że niektóre z nas nie odróżniają cewki moczowej od łechtaczki? Że spora część z nas nigdy nie widziała swojej wulwy? Że nie wiemy, jak prawidłowo robić siku? Że można ćwiczyć mięśnie dna miednicy, żeby mieć jeszcze lepszy seks? Znane ekspertki Ewelina Tyszko-Bury i Kamila Raczyńska-Chomyn razem z czternastoma specjalistkami i specjalistami zapraszają kobiety w najważniejszą podróż życia – podróż w głąb własnego ciała. Naucz się, jak ćwiczyć i relaksować mięśnie dna miednicy, żeby zadbać o swoją postawę i… doznać jeszcze więcej przyjemności w łóżku. Przekonaj się, że możesz uniknąć PMS i mieć bezbolesne miesiączki. Uzyskaj jeszcze więcej informacji o endometriozie, menopauzie, płodności, ciąży i kobiecych nowotworach. „ONA” to pierwszy poradnik poświęcony najważniejszym problemom związanym ze zdrowiem intymnym i seksualnym kobiet. Przeczytaj, skorzystaj z porad i podaj dalej najlepszej przyjaciółce!


Wokół pielęgnacji intymnej narosło wiele mitów i nie będziemy cię oszukiwać – część z nich jest podtrzymywana przez koncerny kosmetyczne, ponieważ nasze niezadowolenie z własnych genitaliów i chęć wydawania pieniędzy, by je „ulepszyć”, jest im zwyczajnie na rękę. I tu ponownie wracamy do mojego przekonania, że wiedza to wolność i siła. W tym wypadku mam na myśli wolność od manipulacji i siłę, by zadbać o swoją waginę i wulwę w zgodzie ze sobą.

Wraz z ginekolożką doktor Hanną Szwedą przygotowałyśmy dla ciebie zestaw „cipko‑przykazań”. Pamiętaj jednak, że to ty jesteś ekspertką od własnego ciała i jeśli uważasz, że coś nie jest dla ciebie, to do niczego się nie zmuszaj.

BIELIZNA

  • Jeśli możesz i lubisz, to jak najczęściej chodź bez majtek, na przykład w samej spódnicy/sukience. Najłatwiej może być ci zacząć chodzić tak po domu, gdy możesz po pracy przebrać się w coś wygodnego. Chodzi o ciągły dostęp powietrza do obszaru, który zwykle jest przez wiele godzin „przyklejony” do majtek lub – co gorsza – do wkładki higienicznej, przez co „nie oddycha”.
  • Śpij bez majtek, najlepiej nago, ale jeśli to nie dla ciebie, to zakładaj spodenki od piżamy z naturalnych włókien i jak najmniej przylegające do sromu (na przykład bokserki z luźno wiszącym krokiem).
  • Wybieraj bieliznę bawełnianą lub lnianą, czyli z naturalnych materiałów, i najlepiej jak najmniej farbowaną. Ciemne barwniki stosowane w produkcji ubrań i bielizny (czarny, granatowy) mogą cię podrażniać, zwłaszcza w kontakcie z naturalnie kwaśną w odczynie wydzieliną pochwy.
  • Wybieraj raczej bieliznę o typowym kroju z wygodnym krokiem, nie stringi, ale jeśli to jest właśnie twój ulubiony krój i nie czujesz, by sprzyjało to infekcjom i podrażnieniom, noś, co chcesz, nie będziemy się wtrącać. Niemniej jednak, jeśli czujesz jakiś dyskomfort w okolicy genitaliów, przynajmniej na jakiś czas zrezygnuj ze stringów i postaw na „babcine majty”.
  • Jeśli jesteś w grupie tych szczęśliwych osób z waginą, którym nic nie przeszkadza i mogą nosić, co chcą, ciesz się tym i nic nie zmieniaj.

OWŁOSIENIE

  • Nie ma żadnego obowiązku golenia się ani depilacji intymnej, jeśli nie czujesz takiej potrzeby.
  • Owłosienie łonowe nie sprzyja infekcjom ani nie jest „brudne” czy „niehigieniczne”, to mit wykreowany przez pornografię oraz przemysł kosmetyczny, by wcisnąć ci żele, pianki, maszynki, wosk, krem do depilacji oraz cały arsenał środków łagodzących po goleniu.
  • Do porodu i na wizytę ginekologiczną również nie musisz się golić (a jeśli lekarz/lekarka lub położna nieprzyjemnie komentują twoje owłosienie łonowe, wiedz, że nie mają do tego prawa i nie musisz się na to godzić).
  •  Owłosienie łonowe stanowi naturalną amortyzację i ochronę delikatnego wejścia do pochwy oraz sromu przed bakteriami i zewnętrznymi czynnikami fizycznymi, zatem jeśli masz problem z nawracającymi infekcjami intymnymi, otarciami i podrażnieniami (lub dużo jeździsz na rowerze), to lepiej nie szarżuj z depilacją i na jakiś czas jej zaniechaj lub chociaż ogranicz się do przycięcia włosków trymerem i/lub zostawienia części owłosienia przy samym wejściu do pochwy.
  • Podstawowa zasada jest taka, by mieć takie owłosienie łonowe, z jakim czujesz się komfortowo i zdrowo. Golenie to kwestia czysto estetyczna i to tobie ma być wygodnie, więc – ponownie – jeśli jesteś osobą, która nie zmaga się z żadnymi infekcjami ani podrażnieniami, rób, jak uważasz i jak tobie jest dobrze. Jeśli jednak czujesz, że golenie/depilacja mocno cię podrażniają – zaniechaj ich choćby na jakiś czas.

MYCIE SIĘ

Z naszego doświadczenia wynika, że to najbardziej kontrowersyjny temat, więc usiądź wygodnie i weź głęboki oddech, ponieważ…

  • Wystarczy podmywać się raz dziennie samą wodą, gdy nie masz miesiączki ani infekcji intymnej, a częściej (lecz nie bardziej agresywnie, czyli nadal samą wodą) podczas menstruacji i aktywnej infekcji. Naprawdę.
  • Jeśli mycie się samą wodą jest dla ciebie nie do wyobrażenia i bardzo chcesz stosować detergenty, wybieraj te z jak najkrótszym składem i bezzapachowe. Możesz też spróbować, jak to jest używać detergentu mniej lub rzadziej, czyli możesz brać nie jedną dużą porcję płynu na dłoń, ale pół porcji. Albo rano podmywać się samą wodą, a po całym dniu płynem (lub odwrotnie) – sprawdź, co ci pasuje, ale pamiętaj, że nie ma potrzeby stosowania żadnego kupnego środka myjącego do higieny intymnej.
  • Jeśli nie pasuje ci ani sama woda, ani pieniące się środki myjące, możesz rozważyć olejową higienę intymną. „Mycie się” olejem lub przeznaczonymi do higieny intymnej olejkami bardzo różni się od standardowej pielęgnacji, przede wszystkim dlatego, że olej nigdy nie będzie się pienił, ale tak ma być. Olej będzie delikatnie pomagał zmyć naturalne, codzienne wydzieliny gruczołów łojowych (inaczej mastkę lub smegmę: to ta biała, tłusta wydzielina, którą możesz czasem zaobserwować między wargami sromowymi i w okolicy łechtaczki), dzięki którym nie mamy wysuszonej skóry i okolic intymnych. Ale ponieważ w mastce znajdują się też resztki nabłonka i bakterie, to warto od czasu do czasu delikatnie ją zmywać. A jako że smegma jest tłusta, to najlepiej poradzi sobie z nią inny tłuszcz. Możesz stosować do higieny intymnej oleje spożywcze, na przykład olej lniany, wiesiołkowy, migdałowy lub sezamowy (ten ostatni ma też właściwości antygrzybiczne i antybakteryjne), o ile nie jesteś na nie uczulona. Możesz też zastosować w tym celu specjalne olejki do
    pielęgnacji intymnej z odpowiednio dobranymi składnikami, by dbały o twoją wulwę.
  • Absolutnie nie ma potrzeby robienia irygacji (jest to wręcz niewskazane), czyli płukania waginy wodą z prysznica, wodą i mydlinami, octem czy czymkolwiek innym (chyba że twój lekarz prowadzący/ lekarka prowadząca powie inaczej i zaleci lek z apteki do irygacji). Pochwa sama się oczyszcza przez złuszczanie nabłonka i wytwarzanie wydzielin, które możesz zaobserwować na bieliźnie, a „wspomaganie” jej czymkolwiek z zewnątrz będzie sprzyjało wyłącznie podrażnieniom i infekcjom, ponieważ zaburzy równowagę delikatnej mikroflory pochwy.
  • Pamiętaj o kierunku podcierania i podmywania się (od przodu do tyłu, nigdy odwrotnie, żeby nie przenieść bakterii kałowych w okolice wejścia do pochwy) i o osuszaniu umytego miejsca. Dla zdrowia intymnego kluczowe jest, by było nam sucho. Jeśli masz aktywną infekcję, do osuszania genitaliów po podmyciu się używaj jednorazowego ręcznika papierowego i pamiętaj, by prać majtki w wysokiej temperaturze.
  • Nie używaj na co dzień żadnych chusteczek nawilżanych ani modnego ostatnio nawilżanego papieru toaletowego. To są rozwiązania na wyjątkowe okazje, takie jak podróż czy spanie pod namiotem, a nie do codziennej pielęgnacji. Chusteczki nawilżane i perfumowane (nawet te dla niemowląt) sprzyjają powstawaniu grzybic i infekcji układu moczowego.

Najważniejsze, co musisz wiedzieć o higienie, to to, że im więcej się myjemy, tym bardziej zaburzamy delikatną mikroflorę miejsc intymnych. I to właśnie z tego powodu najczęściej kobiety trafiają do ginekologów z objawami infekcji. Nadmierna higiena sprawia, że wyjaławiamy sobie pochwę, w której poza tak zwanymi dobrymi bakteriami (czyli pałeczkami kwasu mlekowego) bytuje szereg innych mikroorganizmów, żyjących na co dzień w symbiozie. Gdy ją zakłócimy, zaczną się namnażać inne bakterie (najczęściej Gardnerella vaginalis), prowadzące do bakteryjnej waginozy, której leczenie może trwać nawet kilka miesięcy, gdyż najpierw trzeba pozbyć się nadmiaru „złych bakterii”, a następnie odbudować mikroflorę pochwy. Zatem w tym wypadku mniej znaczy więcej, a szczęśliwa pochwa to
taka, której nie przeszkadzamy nadmiernie w samooczyszczaniu się i dbaniu o wewnętrzną równowagę.

KREMY, BALSAMY I SMAROWANIE MIEJSC INTYMNYCH

Tu cię może zaskoczymy, ponieważ po serii porad typu „tego nie używaj, nie ma takiej potrzeby”, pojawia się zachęta, by jednak smarować okolice sromu czymś delikatnie natłuszczającym. Dlaczego?

  • Dzięki natłuszczaniu delikatnej skóry sromu tworzymy barierę mechaniczną między wargami sromowymi a majtkami. Nasze ciało na co dzień się poci, miejsca intymne też, a cały dzień ściśnięcia majtkami może sprzyjać odparzeniom i podrażnieniom. Tłusty krem lub balsam będzie tworzył naturalną izolację w tych trudnych dla wulwy warunkach.
    Wraz z wiekiem spada ilość estrogenów, co z kolei wpływa na spadek poziomu kolagenu w skórze, na jej wiotczenie i wysychanie. Dotyczy to skóry na całym naszym ciele, od twarzy, szyi i dekoltu po srom. Jeśli należysz do osób, które smarują twarz kremem, i czujesz, że twoja skóra tego potrzebuje, smaruj również okolice sromu. To taka sama część ciała, jak każda inna (a nawet delikatniejsza niż cała reszta), więc okaż jej czułość i zainteresowanie. Możesz używać ulubionego oleju (zob. fragment wyżej na temat olejowej higieny intymnej)  lub poszukać innego produktu – byle jak najdelikatniejszego – i masować się kilka razy w tygodniu, bez wprowadzania kremu/balsamu do pochwy, oczywiście. Twoja wulwa będzie ci wdzięczna. W określonych przypadkach, szczególnie u kobiet z niedoborami estrogenów, zaleca się również stosowanie kremów z hormonami dopochwowo.

WKŁADKI HIGIENICZNE

Być może to również będzie dla ciebie zaskoczenie, ponieważ z własnych obserwacji wiem, że Polki uwielbiają wkładki higieniczne, ale stosowanie ich przynosi nam, niestety, więcej szkody niż pożytku.

  • Wydzielina z pochwy to objaw zdrowia! Nie ma nic wspólnego z upławami i jest nam bardzo potrzebna (natomiast upławy to wydzielina najczęściej o przykrym zapachu lub niepokojącym kolorze, często pojawiająca się jednocześnie ze świądem lub pieczeniem, zaczerwienieniem sromu, świadcząca o toczącej się infekcji). Nie jesteśmy w stanie i nie powinnyśmy starać się pozbyć naturalnej wilgoci naszej pochwy.
  • Wkładki higieniczne utrudniają dostęp powietrza do wulwy. Poza nielicznymi wyjątkami są najczęściej z tworzywa sztucznego i zabezpieczone od spodu klejem, którego składu nie znamy. Wilgoć + brak cyrkulacji powietrza + tworzywo sztuczne to idealne warunki do powstawania podrażnień, na co twoje ciało odpowie większą ilością wydzieliny, a nawet upławami, jeśli rozwinie się infekcja. Czyli, de facto, używasz wkładek, bo przeszkadza ci naturalna, zdrowa i chciana wydzielina, przez co niechcący doprowadzasz do sytuacji, w której tej wydzieliny będzie jeszcze więcej, więc będziesz jeszcze częściej zmieniała wkładki i się podmywała… i koło się zamyka.
  • „Odstawianie” wkładek trochę trwa, ponieważ początkowo wagina jakby z rozpędu wciąż będzie produkowała sporo wydzieliny, co może być dla ciebie niekomfortowe. Przez kilka pierwszych dni zmieniaj więc bieliznę parę razy dziennie, aż zauważysz, że pochwa się uspokaja i przestaje wytwarzać aż tyle wydzieliny, ponieważ zniknie drażniący ją bodziec – wkładka.
  •  Jeśli jednak nie wyobrażasz sobie życia bez wkładek, poszukaj tych z certyfikatami eko, z bawełnianą powłoką i nieperfumowanych (to samo dotyczy podpasek). Staraj się ich używać w wyjątkowych okolicznościach, na przykład podczas owulacji, gdy standardowo mamy więcej naturalnej wydzieliny.
  • Oczywiście, jeśli nie masz pewności, czy wydzielina z dróg rodnych jest prawidłowa i czy nie jest jej za dużo, to skonsultuj się z ginekologiem, zgłoś się na kontrolną cytologię i ewentualne badania mikrobiologiczne.

DODATKOWO PAMIĘTAJ

  • Zawsze rób siusiu po seksie! Dzięki temu znacznie zmniejszysz ryzyko wystąpienia infekcji układu moczowego, ponieważ strumień moczu wypłucze z cewki bakterie „wtłoczone” tam podczas współżycia.
  • Oglądaj swoje miejsca intymne w różnych momentach cyklu, zobacz, jak się zmieniają w odpowiedzi na działanie hormonów. Dzięki temu będziesz od razu wiedziała, gdy zacznie się dziać coś niepokojącego. Pamiętaj, że wulwa to część ciała jak każda inna: jasne, że intymna, ale to nie znaczy, że wstydliwa. Zapoznaj się z nią, dotykaj jej z ciekawością i czułością, a odpłaci ci zdrowiem i przyjemnością.
  • Jeśli coś cię zaniepokoi, udaj się do zaufanego lekarza/lekarki. Nie wyciskaj sama żadnych krostek ani nie walcz sama z wrastającymi włoskami, bo możesz doprowadzić do zakażenia.
  • Jeśli to dla ciebie komfortowe – wąchaj wydzielinę pochwy (możesz wąchać wieczorem krok w majtkach). Wygląd i zapach wydzieliny to bardzo istotny barometr zdrowia intymnego. Wszystkie kwaśne zapachy, podobne do zapachu cydru lub jogurtu naturalnego, są w  normie, podobnie jak zapach zbliżony do piżma. Każdy niepokojący cię zapach (zwłaszcza rybi lub gnilny) prawdopodobnie będzie świadczył o infekcji bakteryjnej – wtedy powinnaś udać się do lekarza. Pamiętaj, że świeża krew miesięczna sama w sobie też nie ma nieprzyjemnego zapachu, a jej woń zmienia się dopiero pod wpływem bakterii.
  • Ślina to nie lubrykant! To bardzo, bardzo ważne, żeby w celu nawilżenia wejścia do pochwy podczas współżycia penetracyjnego nie stosować śliny i nie pozwalać na to partnerowi/partnerce. W ślinie mogą się znajdować bakterie próchnicze (z których część to naprawdę groźne dla zdrowia intymnego paciorkowce), które po dostaniu się do waginy na palcach, penisie lub zabawce erotycznej mogą doprowadzić do przykrej infekcji.

Fragment pochodzi z książki Eweliny Tyszko-Bury i Kamili Raczyńskiej-Chomyn “ONA. Zdrowie, seksualność, ćwiczenia mięśni dna miednicy”, która ukazała się 23 lutego nakładem wydawnictwa ZNAK.

  • DR HANNA SZWEDA – specjalistka położnictwa i ginekologii. Obszarem jej szczególnego zainteresowania jest uroginekologia – szeroko pojęta patologia dna miednicy, diagnostyka i kompleksowe leczenie. Klinicystka i wykładowczyni akademicka, z empatią obejmuje pacjentki holistyczną opieką.
  • EWELINA TYSZKO-BURY – osteopatka, fizjoterapeutka. Dzięki swojej pracy nauczyła się słuchać kobiecego ciała. Od dziewięciu lat zgłębia tajniki pracy z pacjentkami z problemami ginekologicznymi. Ma to szczęście, że kocha to, co robi. Współautorka książki “ONA. Zdrowie, seksualność, ćwiczenia mięśni dna miednicy”.
  • KAMILA RACZYŃSKA-CHOMYN – edukatorka seksualna, instruktorka treningu mięśni dna miednicy, doula i autorka projektu Dobre Ciało, w ramach którego pomaga kobietom wrócić do siebie po trudnych zdarzeniach, jak poronienie lub doświadczenie przemocy i na nowo cieszyć się własnym ciałem. Wspiera kobiety w poszukiwaniu przyjemności i radości płynącej z eksplorowania ich seksualności. Współautorka książki “ONA. Zdrowie, seksualność, ćwiczenia mięśni dna miednicy”.

 

 


Zobacz także

Jak wzmocnić zdrowie psychiczne

30 dni dla zdrowia psychicznego. Podejmij wyzwanie i zadbaj o siebie już dziś

Naiwni czy bezczelni? Czy naprawdę wierzymy w powtarzane sobie kłamstwa?

Jak radzić sobie z odrzuceniem i przezwyciężyć strach przed nim

Jak radzić sobie z odrzuceniem i przezwyciężyć strach przed nim