Psychologia

Przemoc emocjonalna. 20 sygnałów ostrzegawczych, których nie można przegapić

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 października 2016
Przemoc emocjonalna
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Przemoc emocjonalna, nawet nieuświadomiona, uderza w nasze poczucie wartości, burzy miłość własną i pewność siebie. W przeciwieństwie do przemocy fizycznej, która sprawia realny, fizyczny ból, a bywa, że pozostawia widoczne ślady, sygnały krzywdy emocjonalnej nie są tak oczywiste. 

Przemoc emocjonalna przejawia się w zachowaniu, postawie i słowach, które mają na celu poniżyć i upokorzyć. Jest używana jako forma kontroli i narzędzie dyscyplinujące, bezpośrednio atakuje naszą samoocenę, poczucie bycia kochanym i akceptowanym. Może się zdarzyć w każdej relacji.

20 objawów ostrzegawczych świadczących o przemocy emocjonalnej

Bliska ci osoba:

Ciągle upokarza cię przed innymi ludźmi

Krytykuje twoje działania w taki sposób, że czujesz, że nigdy nie robisz niczego „dobrze”

Żartuje z ciebie w sposób poniżający i niewłaściwy

Chce mieć kontrolę nad wszystkim, także nad twoimi działaniami, decyzjami

Stale przypomina ci o twoich słabościach i niepowodzeniach

Nie szanuje twoich uczuć i często powtarza, że się mylisz i jesteś zbyt wrażliwy

Okazuje ci swoją dezaprobatę i lekceważenie

Jako formę kary stosuje wstrzymanie okazywania uczuć i bliskości fizycznej

Umniejsza twoje osiągnięcia, kpi z twoich marzeń

Wbrew twojej woli dzieli się z innymi waszymi prywatnymi sprawami i sekretami

Uważa, że nie masz pojęcia co jest dla ciebie najlepsze

Wini cię za swoje problemy, swój zły nastrój

Nie potrafi śmiać się z siebie i staje się bardzo wrażliwa, gdy inni śmieją się i żartują z niej

Sprawia, że czujesz się winna, gdy chcesz spotkać się ze swoimi  przyjaciółmi sam na sam

Sprawia, że czujesz się nie wystarczająco dobra dla niej, i że powinnaś być jej wdzięczna za tę relację

Podkreśla, że to ona ma zawsze mieć rację, a ty się mylisz

Manipuluje stwarzając zagrożenia i od razu podsuwa ci rozwiązania

Kontroluje twoje wydatki

Ciągle dzwoni lub wysyła wiadomości, żeby sprawdzić, gdzie i z kim jesteś

Oskarża cię o rzeczy, których nie zrobiłaś, i sprawia, że stale musisz udowodniać jej swoją miłość

Oczywiście, do tej listy można dopisać jeszcze wiele innych pozycji. Kiedy pojawia się uczucie, że nie możemy być w relacji z daną osobą autentyczni, że odczuwamy strach przed popełnieniem jakiegoś błędu, warto zastanowić skąd biorą się te negatywne symptomy. Ludzie, którzy dopuszczają się przemocy emocjonalnej, starają się tak zmanipulować swoimi ofiarami, by mocniej związać je ze sobą uczuciem wdzięczności. To ONI są lepsi, my mamy szczęście, że zdecydowali się z nami być. Za taką relację możesz zapłacić chronicznym stresem, depresją, a nawet chorobą.


Źródło: powerofpositivity.com


Psychologia

Casual nie musi być nudny!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
27 października 2016
Casual nie musi być nudny!
fot. materiały prasowe
 

Myślisz ‚casual’ widzisz jeansy, biały t-shirt i buty na płaskiej podeszwie. Wszystkie sieciówki co najmniej raz do roku zachęcają cię do zakupu kilku podstawowych ciuchów, dzięki którym twój casualowy look będzie zachwycający! W rzeczywistości wszystko sprowadza się do rozpinanych sweterków i wcześniej wspomnianych skojarzeń. Kolory? Biel, czerń, brązy i szarości. I tyle. Jest jednak coś, o czym warto pamiętać – casual nie jest synonimem słowa ‚nuda’. Casual to styl, który podkreśla twoją osobowość!

Szara królowa

Podstawą swobodnego stylu zawsze była i będzie szarość. Na szczęście nie musi być ona synonimem niezbyt pewnej siebie kobiety, która zamiast królową szarości woli zostać szarą myszką. Wystarczy, że połączysz ze sobą kilka odcieni tego niesamowitego koloru. Oczywiście wszystko zależy od twojej wizji, ale także od materiału! Nie ma nic piękniejszego, od mięsistego szarego swetra, który będzie idealny jako płaszcz, ale także jako element równoważący nasze szaleństwo. Bo dlaczego nie założyć go na ultrakrótką, wzorzystą sukienkę?! W lookbooku marki Just Paul zrobiono to po mistrzowsku! Szczególnie jesienią, kiedy na polskich ulicach króluje monotonia, warto zaskoczyć i casualową szarość przełamać odrobiną szaleństwa. Jest jednak jedno połączenie, które z mody nigdy nie wyjdzie – szarość i pewność siebie. Dzięki temu nigdy nie będziesz wyglądać jak szara myszka.

Casual nie musi być nudny!

fot. materiały prasowe

Casual nie musi być nudny!

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Z tęsknoty za łąką

A gdyby tak jesienią wylądować na pięknej łące pełnej kwiatów? Zamiast o niej marzyć, wybierz sukienki w kwiaty o bardzo stonowanej kolorystyce. Nie ma co się oszukiwać, te zupełnie letnie bez odpowiedniej oprawy mogłyby wyglądać po prostu niestosownie. Lejący się materiał, neutralny kolor i upragniona łąka to synonim szczęścia na każdy dzień. Idealnie wpasuje się w casualowy look, ale też ten bardziej oficjalny. Wystarczy, że dodasz do niej szpilki i marynarkę. Idealnym wyborem będzie sukienka Just Paul w modelu Lea Saffron. Długość 3/4, długi rękaw, ciepły brąz… Wystarczy dodać botki i ruszać na miasto! Nie warto jednak rezygnować z krótkich sukienek. Piękne nogi zasługują na podkreślenie niezależnie od pory roku. Najważniejsze są jednak proporcje. Jeśli jesienią odkrywamy nogi, zakrywamy ramiona. Doskonała będzie do tego sukienka Capri Blue Autumn Flowers. Dodajmy do niej szary sweter, gruby szal, wygodne buty, a o poczuciu nudy możemy zapomnieć!

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

Koronkowe cuda

Czarne, czerwone, seksowne i bardzo dzienne! Choć koronki kojarzą nam się z wieczornymi wyjściami lub bardzo późnymi romantycznymi kolacjami, nadszedł czas na zmianę przyzwyczajeń. Koronki wychodzą na światło dzienne i bardzo im z tym dobrze. Wiele kobiet boi się założyć koronkową sukienkę w ciągu dnia. Zupełnie niepotrzebnie. Ażurowe tkaniny nie muszą przytłaczać naszego casualowego looku. Wręcz przeciwnie! Koronkowy element doda outfitowi lekkości, ale także zadziorności. Możesz zestawić ją ze swetrem lub skórzaną kurtką – wszystko zależy od twojej inwencji twórczej i tego, w czym czujesz się dobrze. Kolejna ogromna zaleta koronek w wydaniu bardzo dziennym? Wystarczy, że zmienisz dodatki, a twoja stylizacja zamieni się w wieczorową kreację. Brzmi zachęcająco, prawda?

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1610

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1695

Cekinowe uzależnienie

Co wspólnego z casualem mają cekiny? Podobnie jak koronki, cekiny wychodzą z ukrycia. Co roku zimą świecące kreacje są mocno lansowane przez wielkich projektantów. Zawsze miało to większy związek z nadchodzącym okresem świątecznym i karnawałem. W tym roku jest zupełnie na odwrót! Cekiny stały się najbardziej pożądanym elementem codziennych stylizacji. Jest jednak pewna niepisana zasada noszenia ich w świetle dziennym. Stylizacja nie może być ‚przesadzona’. Co to znaczy? Jeżeli wybierzesz cekinową sukienkę, musisz pamiętać o bardzo casualowych dodatkach. Przykład? Wybierając przepiękną Sequin Mini Dress od Just Paul w kolorze czarnym lub kremowym, załóż swoje ulubione botki, w których chodzisz na co dzień. Dodatki powinny być w stonowanych kolorach – szarości i beże dodatkowo podkreślą pięknie odbijane przez cekiny światło.

MW_JustPaul_11.10.16.1796

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1775

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1755

Pewność siebie przede wszystkim!

Casual nie musi być nudny. Jednak tak jak we wszystkim, tak i tutaj najważniejsza jest pewność siebie. Nowoczesna kobieta, która ceni wygodę i chce podkreślić swoją kobiecość wcale nie musi przecież biegać całymi dniami w szpilkach. Jeżeli nie będzie się w nich dobrze czuła i tak nie podbije świata. Wygoda i świadomość siebie to podstawa stylu casual. Bardzo często styl casual uważany jest za nudną wersję mody dla ignorantów. Na szczęście są marki takie jak Just Paul, które udowadniają, że casual może oznaczać także odrobinę stylu boho, ale na pewno oznacza dużą dawkę kobiecości.

MW_JustPaul_11.10.16.1914

fot. materiały prasowe

MW_JustPaul_11.10.16.1952

fot. materiały prasowe

 


Artykuł powstał we współpracy z marką Just Paul


Psychologia

Wyszłam za mąż z rozsądku, a teraz rozsądek mnie niszczy. Z festiwalu uniesień została okrutna, przyziemna prawda…

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 października 2016
Wyszłam za mąż z rozsądku
Fot. iStock / Lorraine Boogich

Droga redakcjo,

Musze się komuś wyspowiadać bo czuję, że od nadmiaru emocji zaraz wybuchnę i zanim faktycznie rozwiążę wszystkie problemy doczekam się siwych włosów i poważnych schorzeń zdrowotnych. Musze wam to napisać, bo może jest więcej takich dziewczyn jak ja, które w myśl hasła „miłość przyjdzie z czasem” wpadły w najbardziej popieprzoną sytuację w życiu i które podobnie nie wiedzą którędy uciekać. Jak znowu zacząć żyć! Dziewczyny, ja szukam pomocy!

Dwanaście lat tkwiłam w związku z miłości. Pierwszy seks, wyznania, pierwszy wyjazd za granicę z dala od krótkiej smyczy matki, pierwsze samodzielne decyzje. Celowo piszę „tkwiłam”, bo oprócz szczerej, szczeniackiej miłości do tego człowieka nie dostałam nic w zamian. Przez cały czas słyszałam, że jestem za gruba, brzydka, nie znam świata polityki i nie umiem gotować. Wpadałam w chwilowe depresje i chcąc się przypodobać łykałam tabletki na odchudzanie zamawiane przez internet, po których wysuszyłam się prawie na śmierć. Sięgałam po książki historyczne i śpiewniki z jego ulubionymi piosenkami, żeby tylko czymś mu imponować. Nosiłam ubrania, które jemu się podobały, a których sama nigdy bym nie kupiła. Często wyglądałam jak suka zupełnie wbrew sobie. Jak tania, połyskująca dziwka.

Rozchodziliśmy się i schodziliśmy tysiące razy zawsze w akompaniamencie łez i histerii, pościgów autem po osiedlu, wychodzeniem z knajpy z odpowiednio głośnym trzaśnięciem drzwiami. To była relacja jak rollercoaster zabierająca moje uczucia w chmury, żeby za chwilę drastycznie rzucić mną o ziemię. Odeszłam po tylu latach z nadal zaangażowanym sercem, ale rozum i chęć założenia domu, o którym mu się nie śniło, zwyciężyły. Moja rodzina nigdy nie zaakceptowała tego wyboru, odetchnęła wręcz z ulgą, kiedy ostatecznie powiedziałam „cześć”.

Jeżeli myślicie, że tu się kończy historia to uprzedzam, że dopiero się zaczyna

Praktycznie od razu na drodze stanął nowy mężczyzna. Był niesamowicie przystojny, ciepły, czuły, zaangażowany, przede wszystkim – zainteresowany. Oddawał mi takie emocje, o których istnieniu nie wiedziałam i dzień za dniem coraz bardziej zachodziłam w głowę, gdzie się ukrywał tyle lat. Śmialiśmy się w głos dniami i nocami. Nie pamiętam kiedy się tak szczerze śmiałam. Uprawialiśmy seks, o jakim czytałam w poczytnych książkach, który nie był jedynie epizodem zaspokajającym fizyczną potrzebę, ale głębszą metaforą tego, co do siebie czuliśmy. On mi przynosił rano jeszcze ciepły chleb. To było dla mnie tak nowe, że aż wzruszające. Poprzedni facet przez tyle lat nie zrobił dla mnie tyle ile ten w dwa miesiące. Przepadłam totalnie. Przybrałam na wadze, zaczęłam wyglądać zdrowo. Spod oczu zniknęły sine worki wyhodowane przez kłopoty i zmartwienia. Przestałam się hamować z tym jakie mam poglądy, co myślę. Nie siedziałam już na baczność nawet w toalecie. Pokazywałam się rankiem taką jaką naprawdę byłam. Bez makijażu. Bez cekinów i doczepianych rzęs.

Chyba potrzebowałam drugiej osoby obok siebie i bałam się luki po dwunastu latach bycia czyjąś, po nastu latach przynależności. Od razu zaprosiłam go do siebie do domu i oddałam szafkę, ręcznik, miejsce na majtki. Po dwóch miesiącach randkowania już ze sobą mieszkaliśmy, a pół roku później poprosił mnie o rękę. Kiedy wnosił kwiaty i przyklejony do buzi uśmiech czułam się niesamowicie szczęśliwa, nie do opisania wręcz. Patrząc na wszystko z perspektywy czasu wpadłam z totalnego dramatu w tłusto polukrowany scenariusz, a ten cukier zakleił mi powieki. Kiedy prosił o rękę byłam już w ciąży. Nie, nie z wpadki. Pod sercem nosiłam od początku do końca zaplanowane dziecko.

Tutaj zaczyna się dramat. Mój dramat. Jego dramat

Małżeństwo, wspólnie prowadzone gospodarstwo, ba, dziecko nawet, zaczęły pomału odkrywać różnice światopoglądowe. Z festiwalu uniesień została okrutna, przyziemna prawda o nas, że oprócz wstępnego zauroczenia i powierzchownej, uczuciowej jazdy bez trzymanki nie wiedzieliśmy o sobie nic. Odkrywane z dnia na dzień nowe karty jeszcze bardziej pogrążały naszą relację, a ja z kolorowego ptaka z szeroko rozpostartymi skrzydłami zaczęłam znowu zamieniać się w szarego, zmarzniętego wróbla. Żeby była jasność – nigdy mnie nie uderzył, nie nazwał wulgarnie, nie wprowadził uczucia upokorzenia. Nic.  My po prostu byliśmy jak dwójka tolerujących się współlokatorów, wynajmująca mieszkanie, która dzieli się opieką nad dzieckiem i finansami za prąd, gaz, wodę. Zaczęliśmy zwracać sobie uwagę za niedomknięte okno w sypialni i źle ustawiony na palniku czajnik. Jemu przeszkadzał włączony do snu telewizor, mnie totalna cisza po jego wyłączeniu. Opłacając żłobek robiliśmy dwa oddzielne przelewy. Pół na pół.

Z deszczu pod rynnę

Problem mój polega na tym, że tu się nie ma nawet o co rozstać. My ze sobą nie rozmawiamy jak ludzie, którym zależy, którzy się kłócą bo mają o co. Bo pamiętają jak było zaje*iście. Wracają do nieopisanych stanów uniesień. My jesteśmy dla siebie grzeczni, mili, pytamy czy jest masło w lodówce i kto się idzie umyć pierwszy. Cała ta sytuacja powoduje, że czuję się umysłowo chora, wracam do wyniszczających mnie wspomnień z toksycznego związku numer jeden i porównuje go do próżni, w której obecnie ugrzęzłam. Między nami nie ma nic. NIE MA NIC.

Łzy? Nigdy. Raz płakałam kiedy zdałam sobie sprawę, że ja go po prostu nie kocham i że zmarnowałam czas, ale płakałam tak, że nie widział. Nie mam dla niego tych scen. Jest bo jest, ale nie wyobrażam sobie, że wyskakuje za nim z okna na parterze, bo uciekamy nad morze kąpać się nago. Wyszłam za mąż z rozsądku, a teraz rozsądek mnie przygnębia. Nie potrafię go przeprosić za brak oddania i miłości. Nie potrafię zarządzić wyprowadzki. Mamy wspólnie dziecko, kredyt. Jest mi wstyd, bo ten kredyt zobowiązuje mnie bardziej do walki niż mąż, któremu przysięgałam. Myślę, że on czuje to samo. Nie kocha mnie, a toleruje.

Patrząc na wszystko przez pryzmat trzech lat małżeństwa, w którym po cichu więdnę i ginę, to myślę, że dziękować mogę jedynie nadszarpniętej odporności emocjonalnej, która została mi po pierwszym związku. Byłam zupełnie bezbronna, a każda, nawet odrobinę lżejsza relacja wydawała się zbawieniem. Przeskok z pierwszego w drugiego w takim tempie był fatamorganą. Nie ma tego człowieka, który miał być lepszym. Nie ma nas. Wszystko za szybko, za intensywnie. Mąż był plastrem na starte kolano, który teraz boleśnie odklejam. Nic nie przemyślałam jak trzeba. Dusze się. Nie mogę już tak dłużej. Jak ja mam to skończyć dla siebie, dla niego, dla naszego dziecka ?! Przecież nie wychowamy szczęśliwego człowieka, kiedy  sami jesteśmy tacy jałowi.

Agata.


Zobacz także

11 sposobów na wzmocnienie więzi pomiędzy rodzeństwem

Nie ma żadnego kryzysu męskości! Same musicie wiedzieć czego chcecie

10 toksycznych zdań, które musisz usunąć ze swojego słownika