Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. ” Mój tata nie wiedział, jak ważny jest dla nas. Gdyby wiedział, zostałby tego dnia z nami”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 listopada 2015
 

Każdy ma swój niewysłany list – u mnie są to bardziej słowa niewypowiedziane, wtedy kiedy jeszcze mogłam i gesty, które zawisły w powietrzu tego pamiętnego dnia. Wtedy jeszcze mogłam powiedzieć, że bez Ciebie – nie ma sensu. Czy to by pomogło? Mogłam powiedzieć, że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Kimś, kto dał mi miłość bezwarunkową, czułość, opiekę, uwagę, kiedy mama chciała mieć święty spokój. Kimś, dla kogo chciałam mieć dobre wyniki w nauce, bo Twoja duma ze mnie, była wystarczającą motywacją do działania. Nauczyłeś mnie, że dojdę do celu i spełnię marzenia dzięki pracy, uczciwości, życia  w zgodzie z samą sobą.

Po Tobie jestem uparta, kiedy trzeba i nie odpuszczam. Dzięki Tobie jestem wrażliwa też na krzywdę i cierpienie innych. Pamiętam telefony w nocy – każdy mógł do Ciebie zadzwonić, bo wstawałeś bez względu na to, która była godzina. Wsiadałeś do samochodu – mama zawsze czekała w oknie. Ja też nie mogłam spać, kiedy długo nie wracałeś do domu. Byłeś na zawołanie wszystkich – wiedzieli, że mogą na Ciebie liczyć. Pewnie tak jak ja – mieli poczucie, że jesteś jedyną osobą, która zawsze jest dla mnie. Nie byłeś wylewny. Ja też nie jestem – nie potrafiłeś mówić o uczuciach, czy okazywać ich w sposób oczywisty. Pokazywałeś tę miłość do nas – czy poprzez bycie na zawołanie swojej mamy, którą ogromnie ceniłeś i kochałeś, czy poprzez bycie pomocą dla całej rodziny, czy wtedy gdy zamiast kupować mamie biżuterię i kwiaty na Walentynki, czy Dzień Kobiet, w jeden dzień wyremontowałeś jej łazienkę. Lubiłeś zaskakiwać. Pamiętałeś o nas. Problem w tym, że było dla nas to tak oczywiste, że my zapomnieliśmy o Tobie. Ja zapomniałam, że jesteś nie tylko wtedy, kiedy chcę kieszonkowe, lub kiedy chcę jechać z Toba na zakupy (bo zawsze kupiłeś mi więcej rzeczy niż mama).

Przyzwyczaiłam się, że nie muszę się starać, bo i tak zawsze będę najukochańszą córeczką tatusia, cokolwiek bym nie zrobiła. Byłeś dobry, ale wymagałeś – wyczuwałam to, i zawsze wiedziałam, co sprawi Ci przyjemność, a przez co możesz być niezadowolony. Mam poczucie obowiązku  i dotrzymuję słowa dzięki Tobie – nie lubię działać na pół gwizdka. Ty też nie lubiłeś. Ciężko jest bez ciebie mimo upływu czasu. To bzdura, że czas leczy rany. Przecież jest coraz więcej dni bez Ciebie, dni ważnych, na których powinieneś być. Moja matura, studia, dyplom, pierwsza praca, pierwsze miłości.To samo przeżywa moje rodzeństwo. A Ciebie nie ma. Jak ma być niby łatwiej z czasem więc??

To, że nas opuściłeś i jak nas opuściłeś, zostanie ze mną na zawsze. Uczę się codziennie nie bać – nie bać się, że historia się powtórzy. Że ktoś odejdzie bez słowa. Bez spojrzenia w oczy. Bez pożegnania. Że zostawi mnie w pewien słoneczny poranek i ja nieświadomie dam mu odejść na zawsze. To, ile miłości i uwagi dałeś mi przez 18 lat mojego życia, cały czas walczy z tym, jak bardzo opuszczona i nieważna poczułam się, kiedy wyszedłeś z domu i nie wróciłeś, Wiem, że nie chciałeś nas skrzywdzić. Mimo, że patrzyłam w te smutne, ciemne oczy na kilka dni przed Twoim odejściem, nie widziałam tego, że coś jest nie tak. Denerwowało mnie to – bo nie mówiłeś – tylko patrzyłeś na nas. Mam nadzieję, że już nic Ci nie dolega. Mam nadzieję, że mimo tego, że zrobiłam wiele głupich rzeczy po Twoim odejściu, nadal jestem Twoją najukochańszą córeczką.

Nie mam już tych pokładów złości w sobie na Ciebie. Zabrałeś ze soba moje poczucie bezpieczeństwa i mój grunt pod nogami. Zabrałeś mój dom. Zabrałeś moją rodzinę – nie potrafię spotykać się z nimi – za bardzo im przypominam o Tobie, za bardzo mnie uderza, kiedy mówią o Tobie w czasie przeszłym. Boli mnie patrzenie w oczy mojego brata, które są identyczne jak Twoje. Boli mnie to, że on Ciebie nie pamięta, był za mały… Jak mamy mu powiedzieć, że  mimo wszystko, on też był całym Twoim światem? Została niepewność i strach, którą staram się oswoić – idzie mi coraz lepiej. Została dziura, ogromna pustka. Żal. Do siebie – że nie zatrzymałam Cię tego dnia, że pozwoliłam Ci pójść. Że nie przejęłam się tymi smutnymi oczami wpatrzonymi we mnie. Myślę, że bałeś się, że nie sprostałeś czemuś, że zawiodłeś. Tato, nigdy nas nie zawiodłeś. Byłeś najlepszym tatą, synem, mężem, bratem na świecie. Może gdybyśmy powiedzieli Ci to 10 lat temu, nie pisałabym teraz tego listu. Nie byłoby tej strasznej dziury i tych pytań, które już pozostaną bez odpowiedzi.

Na samym starcie mojego dorosłego życia, dostałam od niego najbardziej bolesną lekcję. Mówmy, że kochamy. Jeżeli mamy szczęście, aby mieć troszczących się o nas rodziców (mimo tych licznych wad, które w nich dostrzegamy), rodzeństwo (mimo, że przez większość czasu, chcemy wyrzucić młodszego brata przez okno) czy wspaniałych partnerów – mówmy im, jak są ważni. Nie przyjmujmy, że oni wiedzą.  Mogą nie wiedzieć. Coś, co jest oczywiste dla nas, nie musi być oczywiste dla naszych bliskich. Mój tata nie wiedział, jak ważny jest dla nas. Gdyby wiedział, zostałby tego dnia z nami.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Listy do redakcji

Odgrzewane kotlety, czyli o tym, czy warto dać związkowi jeszcze jedną szansę

Avatar
Magdalena Jóźwik
7 listopada 2015
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Obiad świąteczny. Przy stole zgromadzona cała rodzina. Pierwszemu kęsowi aromatycznej kaczki towarzyszą odgłosy zadowolenia kosztujących.  Próbujesz sama i jesteś przekonana, że to najlepsze co w życiu jadłaś. Jednak, kiedy po pewnym czasie wracasz do tego dania, ze smutkiem stwierdzasz, że nie jest to smak, który pamiętasz.

Inna sytuacja. Okazuje się, że bigos, który wyciągasz z lodówki po kilku dniach nadal jest dobry. Zjadasz go w ramach kolacji. I tu spotyka cię zaskoczenie. Niby ten sam bigos, a smakuje o wiele lepiej. Odleżał, przegryzł się i stał się wyrazisty. A jednak mi się udał – myślisz.

Związek miłosny dwojga ludzi może właśnie być jak ta  kaczka – do której, gdy wracasz, smakuje gorzej, albo jak ten bigos, im więcej dasz mu czasu, tym ma lepszy smak. Problem w tym, że na początku związku zazwyczaj trudno stwierdzić, z którym daniem masz do czynienia. Relacja początkowo prezentująca się jako jałowa, może w wyniku rozstania nabrać smaku. Może też stać się zupełnie odwrotnie. Znajomość, która pobudza wszystkie zmysły, po rozstaniu traci całe swoje piękno.

Przeterminowana kaczka po portugalsku

 Natalia ma 30 lat, mieszka w Warszawie. Jest specjalistką ds. marketingu w międzynarodowym przedsiębiorstwie z branży budowlanej. Dwa lata temu rozstała się definitywnie z chłopakiem, z którym spotykała się od liceum.

To była nieunikniona decyzja. Nasz związek narodził się w ostatniej klasie liceum i trwał przez wiele lat. Marcin był moją pierwszą miłością. Nasze początki to była sielanka. Nie miałam wątpliwości co do tego, że resztę życia spędzimy razem.  On był szarmancki, czuły, dbał o mnie. Pomimo młodego wieku pracował, uczył się i był wzorem odpowiedzialności. Problemy zaczęły się, gdy poszliśmy na studia. Na trzecim roku zaczęłam starać się o możliwość rocznego wyjazdu na Erasmusa do Portugalii. Poinformowałam Marcina dopiero, gdy się zakwalifikowałam, ponieważ jestem przesądna i nie chciałam zapeszać. Wpadł w szał. Powiedział, że nie wyobraża sobie rozłąki na rok. Bał się, że znajdę sobie atrakcyjnego latynosa (jak to ujął), który zawróci mi w głowie i zatrzyma mnie za granicą na stałe. Dla mnie to była kompletna abstrakcja. Nigdy w życiu nie dałam mu najmniejszego powodu do obaw czy zazdrości. Próbowałam go przekonać. Prosiłam, błagałam, ale on postawił mi ultimatum, a ja idiotka byłam w niego tak wpatrzona, że zrezygnowałam z wyjazdu w imię miłości.

Natalia, bez wątpienia miała jednak szczęście do Portugalii. Dwa lata później obroniła pracę magisterską i dostała propozycję rocznego stażu w tym samym mieście, które miała odwiedzić w ramach Erasmusa.

To była powtórka z rozrywki – mówi Natalia śmiejąc się. – Tym razem jednak wiedziałam że chodzi o całe moje życie zawodowe i wyjechałam. Rozstaliśmy się i dla obojga z nas było to przeżycie druzgoczące. Pierwszy miesiąc na wyjeździe, to był koszmar. Codziennie od nowa pakowałam walizki i chciałam wracać do Marcina. Gdyby nie wsparcie współlokatorki, pewnie bym wróciła i jednocześnie popełniła największy błąd w życiu.

Po rocznym stażu, firma w której pracowała Natalia zaproponowała jej etat w Polsce. Wróciła, wynajęła mieszkanie i zaczęła życie na własny rachunek. I wtedy Marcin pojawił się w jej życiu ponownie.

Spotykaliśmy się regularnie i dość szybko znów zaczęliśmy być razem. Marcin wprowadził się do mnie.  Zapowiadało się super, ale szybko okazało się, że taka odgrzewana miłość to nie to samo. Ten sam mężczyzna, który kiedyś był dla mnie wzorem odpowiedzialności, nagle zaczął wydawać mi się dziecinny i mało ambitny. Pracował jako sprzedawca w sklepie dziecięcym i nie miał aspiracji na nic więcej. Ja szybko z asystentki awansowałam na specjalistkę, poszłam na studia podyplomowe, a on w wolnym czasie oglądał telewizję. Nie mieliśmy o czym rozmawiać. Przestaliśmy uprawiać seks, bo chyba oboje staliśmy się dla siebie nieatrakcyjni. Po niecałym roku rozstaliśmy się. Bez żalu.

Zrozumiałam, że po moim powrocie w naszym związku nigdy już nie było miłości. Powrót do siebie nawzajem był wygodny dla obojga, bo nie wymagał randkowania i poszukiwań, ale czas który spędziliśmy oddzielnie zmienił nas. Dorośliśmy i staliśmy się dla siebie obcy. Marcin nie był tym facetem którego kiedyś kochałam, a ja kobietą, w której on się zakochał. Nie pasowaliśmy już do siebie.

Bigos musi się przegryźć

Michał zostawił mnie w momencie, gdy postanowiłam zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę. Na niego – mówi 24-letnia Ania, studentka pedagogiki, od dziecka mieszkająca na przedmieściach Warszawy. – Mój związek trwał prawie cztery lata i był bardzo burzliwy. Oboje z moim chłopakiem mamy ciężkie charaktery. Po maturze ja chciałam od razu mieć wszystko. Męża, pieniądze, życie na poziomie do którego przyzwyczaili mnie rodzice. A on nie mógł mi nic z tych rzeczy zaoferować. Po prostu do tego nie dorósł, ale wcześniej nie potrafiłam tego zrozumieć. Jestem osobą, która nie akceptuje odmowy, porażki ani tego, że cokolwiek może iść nie po mojej myśli. Michał robił wszystko, żeby dopasować się do moich oczekiwań, ale chyba był na to za młody. Przerosła go odpowiedzialność, której od niego wymagałam. I postanowił się ode mnie uwolnić. Zostawił mnie, a po miesiącu związał z inną dziewczyną. Taką, która nie miała wobec niego żadnych oczekiwań. Chciałam wydrapać jej oczy. To był jak cios tytanową patelnią w twarz. Ale otrzeźwiło mnie.

Ania długo walczyła z uczuciem po rozstaniu. Na wiele sposobów. Jednak bigos ciągle siedział w jej głowie.

Najpierw wmawiałam sobie, że Michał był po prostu dupkiem, który odszedł do chudszej i głupszej. Wiadomo, z taką łatwiej żyć. Potem tłumaczyłam sobie, że i tak na mnie nie zasługiwał, więc dobrze się stało. Gdy dowiedziałam się jednak, że on cały czas wypytuje moich znajomych co u mnie, że szuka kontaktu, zrozumiałam, że naprawdę mnie kochał tylko nie wytrzymał presji. Nie łudziłam się, że jeszcze cokolwiek może być między nami, więc zaczęłam żyć swoim życiem. Wybaczyłam mu to, co zrobił i przestałam rozkładać całą sytuację na czynniki pierwsze.

Czasem dobrze jest złapać dystans. Ania i Michał musieli dojrzeć do wspólnego życia.

Kiedy przestałam zupełnie o nim myśleć, wydarzyło się coś dziwnego. Przyśniło mi się, że ma problemy, więc napisałam do niego czy wszystko ok i dokładnie w tym samym momencie dostałam sms o identycznej prawie treści od niego. To był początek nowego rozdziału. On rozstał się z tamtą dziewczyną, zaczęliśmy spotykać się na nowo, choć oboje byliśmy bardzo zachowawczy. Uczucie jednak zwyciężyło. Nie wiem, jak było w jego przypadku, ale wiem, że moje nigdy nie zgasło i choć wydawało mi się, że jestem z niego „wyleczona”, nigdy tak naprawdę nie byłam.

Nie byliśmy razem prawie rok i uważam, że ten czas był zbawienny dla naszej relacji. Ja zrozumiałam, że jedyną osobą, od której mogę oczekiwać spełniania moich zachcianek, jestem ja sama i że nie wolno mi narzucać swojego stylu życia innej osobie. Michał zmienił się nie do poznania, dojrzał, jest rozsądniejszy, lepiej wie, czego chce od życia i konsekwentnie realizuje swoje cele. Nasze role trochę się odwróciły. Nie podejmuję już decyzji za nas obojga i pozwalam Michałowi być tym, który nosi spodnie w naszym związku. Ten układ sprawdza się jak na razie doskonale.

Miłość zakonserwowana

Zarówno historia Natalii jak i Ani pokazuje, że miłość ma wiele twarzy. Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy warto dać sobie nawzajem drugą szansę. To zależy od wielu czynników.

Jeżeli związek dwojga ludzi został zbudowany w oparciu o trwały fundament jakim jest przyjaźń i szacunek, jest szansa, że to, co doprowadziło do rozpadu relacji, zostanie podczas separacji przepracowane przez obie strony.  Czasami, jak w wypadku Ani, dwoje ludzi spotyka się w niewłaściwym dla siebie momencie. Uczucie, choć ekstremalnie silne, może w takiej sytuacji doprowadzić do katastrofy. Wzajemne oczekiwania, niespełnione obietnice powodują, że prędzej czy później któraś ze stron nie wytrzymuje. Z reguły jest to mężczyzna, bo niestety, badania pokazują, że jest on mniej odporny psychicznie od przedstawicielek płci pięknej. To dlatego kobiety potrafią latami tkwić w toksycznych związkach, które je wyniszczają, a mężczyźni ewakuują się, gdy tylko zaczyna się psuć. Nie chodzi o to, kto kogo kocha bardziej, ale o to, że nasze biedne chłopaki po prostu wypalają się psychicznie o wiele szybciej niż my.

W przypadku Natalii, dość szybko okazało się, że proces dojrzewania i weryfikacji planów życiowych poróżnił ją z jej partnerem. Musimy być świadomi, że w wieku osiemnastu lat jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż w wieku lat trzydziestu. Zmieniamy się z każdym dniem, uczymy, doświadczamy nowych rzeczy i w związku z tym nieustannie ewoluujemy. Możemy próbować zakonserwować miłość na pewnym etapie, ale po czasie zwykle okazuje się że słoik był nieszczelny i jego zawartość zupełnie się zepsuła. Rozstajemy się wtedy bez żalu, co najwyżej z poczuciem zmarnowanych lat, ale i ze świadomością, że nasz partner nigdy nie byłby w stanie dać nam szczęścia.

Osobiście, głęboko wierzę w to, że odgrzewane kotlety mogą smakować równie dobrze, co świeżo usmażone, ale wymaga to ciężkiej pracy kucharza i niemałego talentu. Dlatego nim podejmiesz decyzję o ponownym zejściu się ze swoim byłym partnerem, zastanów się najpierw, czy oboje jesteście dość dojrzali by nie popełniać błędów, które sprowadziły was na manowce. Zastanów się, czy każde z was przebaczyło to co złe i potrafi ruszyć do przodu bez wypominania przeszłości. I jeśli czujesz, że to możliwe, spróbuj.


Listy do redakcji

Bułka sama musi chcieć, czyli gdzie ten facet?

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
7 listopada 2015
Fot. iStock

Jest niedobór. I nie ma się co czarować. Kategoria facet trochę jakby w niebyt odchodzi. Panoszą się za to Piotrusie Pany, Królewicze z Bajki, pantoflowi kolesie i wszelkie inne odmiany chłopa, chłopca, chłopczyka.

Numer dwa, równie popularny, to zazwyczaj sprośny, a przy tym już nie pacholę, Fonsito z ambicją na żigolaka albo Casanovę. Najczęściej ma w głowie poprzewracane, ale z uwagi na pewien -o zgrozo – urok osobisty cieszy się sporą pożądliwością. Są jeszcze kategorie, powiedzmy wybrakowane. Może nawet i nie z ich winy. Bo móżdżki mniejsze. Pretensje do Stwórcy proszę zgłaszać. Chociaż, by załagodzić uboczne te skutki, Bóg dał im mięśnie. Czasem dużo mięśni. Rekompensata proporcjonalna do rozmiaru uszczerbku, jak mniemam. Potem są chłopaki agresywne. Damscy bokserzy, zabijaki, zaangażowani w przestępczy światek, uzależnieni od adrenaliny i innych uzależnień panowie. Opcji jest wiele, mogłabym pewnie wymieniać i wymieniać. Takie bowiem czasy mamy. Wszystkiego dzisiaj w bród, a i marketing taki, że różnorodność się liczy. Lecz ja się pytam: A jakość to gdzie?

Przyszło mi teraz właśnie do głowy, że może to nie przypadek. Te wszystkie męskie kategorie, niemęskie. Wybór zbyt duży, celowo mylący. Efekt tak zwany 100% zamierzony. Zmylić i ogłupić przeciwniczkę ma. Dać jej opcji ile wlezie i poczucie, że to z nią jest problem jak sobie wybrać kapryśna nie potrafi. Sprytne. Lekkim geniuszem podszyte. Tymczasem… Bruner, nie ze mną takie numery. Gdzie jest jakość? Ja się pytam. Gdzie jest facet?

Bo facet to człowiek nie byle jaki. W pewnym sensie potrafi zatrzymać czas, kiedy spokojnym, mocnym i pewnym siebie spojrzeniem cię mierzy. Patrzy na ciebie w ten niepojęty sposób i czujesz jak skrzydła motyla ci rosną. Pod tym spojrzeniem się przeistaczasz, z poczwarki w Morpho Cypris[1], obłędną wersję kolumbijskiej rusałki. Więc najpierw spojrzy na ciebie taki gość, a potem ruszy w twoją stronę tym krokiem króla lwa. Idzie jak kot, miękko i pewnie i nie ma szans na chwiejny krok. Nikt, powtarzam nikt, mu w drogę nie wejdzie bo pewność siebie z jaką kroczy wymiata cały las.

Facet rozmawia. Mówi do ciebie, a przede wszystkim słucha i słyszy jak mało kto. Jest obserwatorem, twoim szóstym zmysłem, czyta cię pięknie jak otwartą księgę. Dokładnie wie czego chcesz i po mistrzowsku odczytuje każde twojej duszy pragnienie (a zważ, że pragnień w tym magicznym momencie masz wiele. W praktyce, cała jesteś pragnieniem i tylko pragnieniem… w bawełnę nie będę owijać przecież). Bo to facet Król, a ty jesteś jego Królową. Wyczuwa cię na jakimś zwierzęcym poziomie, jest częścią systemu naczyń połączonych,  testosteronową kropeczką nad „i”.  Przy takim facecie istniejesz naprawdę i twoja dusza rozwija sie bez lęku. Wiec dajesz życie kobiecie, która mieszka w tobie, tej stworzonej z ciała i z pożądania, a przy tym mądrej i autentycznej. Kobiecie, która gwiazdy nosi w sobie, kobiecie o perłowych włosach.

Aż ciarki mnie przechodzą na myśl o takiej parze. Władcy świata po prostu. Angelina i Brad, Mr. and Mrs. Smith. Nie złamie ich nic. Vodca martini for Mr. Bond i Dom Perignon dla Ciebie, Mrs Bond. Taka z was para po prostu.

No więc gdzie jest ten facet? Gdzie jest ten Król?

Czy wymyśliłam go sobie w mentalnym rozpędzie? Czy bezpośrednia bliskość filmowego Hollywood zafałszowała mi obraz całego świata? Cóż… powiem tak. Jak żyję takiego króla nie było dane mi znać. Zawsze przecież było coś. Jakiś szpetny element, najczęściej charakterologiczny. I trafiał mi się chłop. Lepszy lub gorszy, jednak nie król. Z krwi i kości, z historią własną, ciągle nie król. Ludzki, czyli pełen niedoskonałości. Wchodził mi w życie i proszę obiad podać. Bo taki to był chłop. Bułka z masłem jeden z drugim. Nawet jak trochę chód podrasował, nawet jak płomień w spojrzeniu miał, to bułka z masłem był jeden z drugim. Ogień się w nim wypalał, czujność predatora tracił, najczęściej też głuchy dość szybko się robił i mogłam walić głową o mur. Z księcia w kopciucha transformował gdy północ wybiła. Ding dong.

Bo może facet to jednak postać bajkowa? Twór fantastyczny, mający swe źródło w kobiecej wyobraźni? Wyczołgał się z dziewczęcych marzeń i opowieści o panu Darcy’m, wyłonił się z surrealnych marzeń sennych i romantycznej poezji jako koncept, kamień filozoficzny, święty Graal, którego  próżno szukać?

Jeśli taka jest prawda i jeśli facet to klasyczna kobieca projekcja, to może pora ujawnić ten fakt? Cobyśmy tak w obłędzie nie poszukiwały, nie tęskniły, nie wypatrywały, tracąc cenny czas. Daleka jestem przy tym od zalecania jakichkolwiek kompromisów, a tym bardziej robienia zakupów według zasady: bierzcie co na ladę rzucili: karczek, boczek, koleś z kością albo z tłuszczem, że oh boy! Inny pomysł przyszedł mi za to do głowy inspirowany przyjaciółką mą. Best of breed, czyli najlepszy w danej kategorii. To taki koncept lekko nietypowy, wielce eklektyczny, męski collage. Czesiek dużo czyta więc z nim  o książkach się rozprawia. Z Tomkiem do kina, bo Tom to kinoman, z Michałem do opery bo tylko on libretta wszystkie zna, z Jackiem na kolację bo człowiek uwielbia wyrafinowanie jeść, z Darkiem na winko bo on prawie jak somellier, o winach wszystko wie. Z Krzychem na wycieczkę bo z nim to wszystko przygodą jest, no a z Rychem to pieszczoty bo sztukę miłości opanował łobuz jak nikt.

Trochę to może nie do końca boski plan, bo brakuje mu opcji: facet na całe życie, facet do zjedzenia, facet do przytulenia…. wait a minute…. znowu facet? Ten twór nierealny, ale za to jaki podstępny! Wkradnie się wszędzie nawet w collage.

Więc I give up. Poddaję się po prostu

Koncept faceta widać mam w oprogramowaniu. Dlatego, wniosków nie będzie. Niech każda Pani wyciągnie sobie wniosek własny. Czy zechce życie spędzić na poszukiwaniu świętego Graala? Czy może męski collage przypadnie jej bardziej do gustu? A może po prostu i bez oczekiwań, bułkę z masłem przygarnie? A nóż pewnego dnia pokryje się ta bułka plastrem polędwicy i liściem soczystej sałaty? W końcu spotykamy się po coś. Najczęściej po lekcję. I każda strona może się czegoś nauczyć. Bywa przecież, że bułka staje się croissantem… choć proces to żmudny i wielu lekcji wymaga.

No bo czyż nie jest tak, że chociaż rodzimy się doskonali, życie jakoś tak skubie nas z tej perfekcji? Najpierw więc jest strach, a potem całe serie zdarzeń. I tak z istot prawie świetlanych, ufnych i niewinnych, stajemy się ludźmi z historią. Kiedy więc spotykamy tę drugą połowę, jesteśmy jacy jesteśmy. Tacy ludzie z piosenki: „kobiety z przeszłością, mężczyźni po przejściach”. I choć nam kobietom wierzyć się w to nie chce, mężczyźni też historie swoje mają. Historie od których zależy cały ich dorosły los. I fakt, że tu i ówdzie zdarzy się diament po mistrzowsku oszlifowany. Albo i taki surowy, lecz unikalny i piękny, że strach. Częściej jednak, życie nie bywa hojne, aż tak i rodzi się bułka.

Pan bułka z masłem, który wiedzie pospolity byt. Jeden tylko wegetuje, inny odkrywa, że skrzydła ma i że jeśli trochę się przyłoży to może i wzniesie się ku kuszącym chmurom. Co drugi to Ikar, wiadomo, szybko spada rażony słońca promieniem. Chwała mu jednak za to, że próbuje. Bo koleś ciekawy, ambitny i w pewnym sensie waleczny to już zakrawa na plasterek szyneczki przecież. Na szczęście bowiem dla ludzkości, człowiek to stworzenie niegłupie i bywa, że rozwijać się chce. Jeśli więc taki „człowiek ciekawy” załapie grającą mu w duszy melodię i w głowie ułoży wszystko jak trza, to taki byt ludzki kobietę może zaskoczyć gdy z bułki nagle w księcia się przeistoczy. Stworzyć mu warunki i w chwilę potem spektakularne: voila! Przy czym uwaga drogie Panie! Nic na siłę. Bułka sama musi chcieć.


[1] Morpho Cypris. Motyl dzienny z rodziny rusałkowatych. Pochodzenie: Ameryka Południowa, Panama, Kolumbia.


Zobacz także

„Tak, jestem z siebie dumna i z podniesioną głową patrzę, co przyniesie jutro”. Akcje „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Wiesz? Ja znów marzę o tym, by ktoś mnie kochał

„Jesteś już dorosłym mężczyzną, ale nadal jesteś moim ukochanym małym synusiem”. Akcja „List do dziecka”