Psychologia Związek

Panowie, my nie oczekujemy Bóg wie czego. Krótka lista, o co nam chodzi

Redakcja
Redakcja
17 stycznia 2018
Fot. iStock/gruizza
 

Wam się wydaje, że my potrafimy tylko narzekać. I że oczywiście dopiero po czasie pokazujemy swoją prawdziwą twarz, bo na początku związku szczebioczemy Wam nad głowami, podsuwamy wszystko pod nos, stroimy się, wdzięczymy i skaczemy na rzęsach. Racja. Robimy jednak dokładnie to samo co Wy. W skrócie – patrzymy na wszystko przez różowe okulary i staramy się zrobić jak najlepsze wrażenie. A potem, gdy przychodzi proza życia, zaczynamy być typowymi, zrzędliwymi babami. To w pewnym stopniu Wasza wina. 

Wy, tak samo jak my, na początku bardzo się staracie i nie dostrzegacie pewnych naszych wad. To działa w dwie strony. Potem wszystko się komplikuje, bo nagle pojawiają się zobowiązania, wspólne plany, niespełnione obietnice. Nie dziwota, że i wymagania inne i pretensje nagminne. Wydaje Wam się, że my Bóg wie czego oczekujemy od Was. A to kompletna bzdura. Robią na nas wrażenie proste rzeczy. Takie, które u normalnych ludzi i w zdrowych relacjach są naturalne.

Oto krótka lista rzeczy, których od Was oczekujemy:

Uczciwość

Wcale nie chodzi tylko o wierność, chociaż jest to oczywiście szalenie ważne. Chcemy, żebyście byli wobec nas lojalni w każdej możliwej sytuacji. Żebyście zawsze grali z nami do jednej bramki, żebyście stali za nami murem, a w awanturach trzymali się zasad gry fair play. To wiąże się z zaufaniem. Jeżeli jesteście wobec nas uczciwi, ufamy was. Gdy nie ma zaufania, nie ma związku.

Empatia

To nie musi być Waszą mocną stroną, ale fajnie, gdybyście potrafili zrozumieć emocje drugiego człowieka i chociaż przez moment zastanowić się nad tym, co czujemy i dlaczego w danej sytuacji reagujemy tak, a nie inaczej. To bym nam wszystkim naprawdę wiele ułatwiło.

Asertywność

My wcale nie chcemy Was zmieniać w ciepłe kluchy. Lubimy, gdy macie inne zdanie, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy potraficie je uargumentować. Wy natomiast albo mówicie „NIE” dla zasady (bo przecież facet ma mieć ostatnie słowo, a kobieta ma go słuchać), albo jak te pieski na podszybiu kiwacie głowami. Ani jedna, ani druga postawa nie spowoduje, że będziemy Was bardziej szanować czy kochać. Miłość i szacunek są, albo ich nie ma.

Pożądanie

Tak, dla nas też seks jest cholernie ważny i chcemy czuć się pożądane. Lubimy przeglądać się w Waszych oczach, gdy zalotnie zrzucamy z siebie kolejne elementy odzieży. Zależy nam na chemii i emocjonalnej więzi w trakcie seksu. Nie traktujcie nas jak seks-robotów, które mają do wykonania określone zadania.

Romantyczne gesty

Wy zaraz widzicie podróż do Paryża, pisanie wierszy i bukiety kwiatów. Wcale nie. Ogromne wrażenie robi na nas, gdy nagle, ni z tego, ni z owego puścicie piosenkę, przy którejś kiedyś razem tańczyliśmy. Albo gdy kupicie nam w sklepie ulubioną czekoladę. Albo gdy zabierzecie nas na spacer. To wszystko są romantyczne gesty.

Szacunek

Dobrze czujemy się w towarzystwie dżentelmenów, którzy potrafią traktować kobietę z szacunkiem. W codziennym życiu zwracamy jednak uwagę na inne drobiazgi, niż to, czy otwieracie nam drzwi od samochodu. Przede wszystkim chcemy, żebyście zwracali się do nas z szacunkiem i uważali na to, co mówicie, bo to właśnie w słowach najczęściej lokujecie swoją pogardę.

Odpowiedzialność

Chcemy, żebyście byli niezawodni. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystko jesteście w stanie zrobić/załatwić, ale doceniamy Wasze starania. Pewność, że zrobicie wszystko, co w Waszej mocy, daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa. Bierzcie więc odpowiedzialność za to, co nam obiecujecie i do czego się zobowiązujecie.

Komunikacja

Uwielbiamy gadać, ale nie lubimy gadać do siebie lub ze ścianą. Chcemy z Wami rozmawiać o wszystkim – o problemach, o śmiesznych sytuacjach, które nam się przydarzyły, o książkach, które nas poruszyły, o planach na przyszłość i najbliższych wyborach. Rozmawiajcie z nami, a nie tylko omawiacie harmonogram na kolejny dzień.

Poczucie humoru

Chcemy się z Wami dobrze bawić i naprawdę uwielbiamy te Wasze wszystkie wygłupy, o ile potraficie zachować umiar. Życie jest jedno i my też chcemy czerpać z niego całymi garściami. Wcale nie jesteśmy takie poważne, jak Wam się wydaje. Czego od Was oczekujemy? Żebyście byli naszymi kompanami do tańca i do różańca.

Prawda, że nie brzmi to wcale tak strasznie?

Inspiracja: Love Panky


Psychologia Związek

Najciemniej pod latarnią, czyli dlaczego rodzina i najbliżsi mogą nas doprowadzić do depresji

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 stycznia 2018
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Kiedy nie mamy już dwudziestu lat i z powodu jakiegoś życiowego kryzysu szukamy pomocy terapeuty, jednym z najczęstszych problemów odkrywanych przez nas „przypadkowo”, jakby „obok” tego, z czym przychodzimy do specjalisty, stanowi depresja. I z reguły jest to spore zaskoczenie, bo przecież nic „aż tak smutnego” w naszym życiu się nie wydarzyło. Nie musiało. Ostatnie badania pokazują bezpośredni związek między tą chorobą a naszymi (często „niewypowiedzianymi”) konfliktami z matką lub rodzeństwem. Związek ten jest szczególnie silny w przypadku kobiet. W przypadku mężczyzn zaś istotna okazuje się relacja między depresją a długością życia.

Skąd się biorą te zależności? Żeby to zrozumieć należy wyjść poza schematy i zrezygnować na chwilę ze stereotypowego myślenia dotyczącego tak zrozumiałych zmian w relacjach, jakie następują między członkami rodziny, kiedy dzieci wchodzą w dorosłość i opuszczają dom rodzinny. Kiedy po dwudziestu latach dom, który był zawsze pełen pustoszeje, a córka i syn zaczynają „żyć swoim życiem”, rzeczywiście bywa ciężko. I oczywiście, syndrom „pustego gniazda”, może przyczynić się do depresyjnego nastroju, tak samo jak konieczność opieki nad niedołężnymi rodzicami, naturalna zwłaszcza w naszej kulturze. Osoby, które doświadczyły jednej lub obu z tych zmian często sięgają po leki ze względu na obniżony nastrój.

Ale, po za tymi „typowymi” czynnikami ważna jest również jakość naszych relacji z bratem lub siostrą oraz z matką. Jeśli pozostajemy z nimi w ciągłym konflikcie, ciągnie się za nami mnóstwo niewyjaśnionych spraw, odczuwamy ciągłe napięcie, podobnie jak w przypadku związku z partnerem, wiąże się to bezpośrednio z objawami depresji. Prędzej, czy pózniej – pojawią się.

Psychologowie zaznaczają, że dla kobiety relacja z matką ma podobny efekt dla zdrowia psychicznego jak relacja z partnerem, konflikt w małżeństwie nie jest tu czynnikiem silniejszym. Toksyczna, narcystyczna matka i nasza nieumiejętność poradzenia sobie z jej zaborczym wpływem na nasze życie powodują, że zaczynamy chorować. Nie potrafimy poradzić sobie z tą sprzecznością: „męczy nas”, dusi relacja z kimś, kto jest nam (lub powinien być) szalenie bliski. To samo dzieje się w przypadku niekorzystnego dla nas związku.

Kiedy osiągamy wiek średni, kończymy czterdzieści , pięćdziesiąt lat,  stajemy przed koniecznością częstszego porozumiewania się z rodzeństwem, na przykład w kwestii opieki nad rodzicami. Rodzi to napięcia, wzajemne przerzucanie na siebie odpowiedzialności, poczucie winy jednej ze stron i całą gamę niewypowiedzianych (bo nie wypada) emocji. Jest ciężko. Więcej tu stresu i coraz więcej niezgody, dodatkowo towarzyszy nam lęk przed przemijaniem, bo jesteśmy świadkami odchodzenia najbliższych, tych, którzy towarzyszyli nam od początku, byli „zawsze”.

Jeśli chodzi o matki i ich dorosłe córki, trzeba jeszcze nadmienić, że ich relacje są najbardziej bliskie, ale jednocześnie najbardziej konfliktowe, takie sprzężenie tych dwóch czynników daje dość katastroficzny efekt końcowy. Bo kochamy, ale również nienawidzimy, potrzebujemy kontaktu, ale także uciekamy przed nim, bo jest on dla nas wyniszczający. No i, bardzo rzadko szukamy pomocy specjalisty, ponieważ sami nie potrafimy zdefiniować swojego problemu. W rezultacie, kiedy już trafiamy do psychoterapeuty z objawami depresji, domniemana przyczyna naszych problemów okazuje się jedynie wierzchołkiem góry lodowej.

Zawsze warto zacząć analizę swojego zdrowia psychicznego od szczerej odpowiedzi na pytanie o relacje rodzinne. Często to właśnie one stanowią trudne do zidentyfikowania i nazwania wprost, centrum naszych problemów „z samymi sobą”. Depresja, jako choroba duszy, karmi się również słabością wypływającą z naszej niepewności w kontaktach z tymi, których kochamy i nie chcemy ranić, ale którzy niekoniecznie stanowią dla nas wsparcie.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Psychologia Związek

„Zdradziłam, żeby uratować małżeństwo”. Dlaczego kobiety tak często zdradzają swoich mężów

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 stycznia 2018
Fot. iStock/martin-dm

Od blisko trzydziestu lat stale rośnie odsetek zamężnych kobiet zdradzających swoich partnerów. Ciekawe, że liczba panów zdradzających żony utrzymuje się na tym samym poziomie. Ale najważniejsze, że większość pań jest w stanie otwarcie przyznać się do zdrady, a wiele z nich nie odczuwa poczucia winy z powodu niewierności.

Jakie są powody kobiecej zdrady?

Nie zawsze takie jak wam się wydaje. Wyobraźcie sobie rodzinę, na pozór szczęśliwą. Są dzieci, kredyt na mieszkanie, życie towarzyskie i raczej nie puste portfele. Jest mąż, rozsądny, opiekuńczy, układ partnerski. Ale żona, choć nie okazuje tego na zewnątrz, w środku ma poczucie niespełnienia, jest urażona, wściekła. I pewnego dnia zwierza się swojej przyjaciółce, że nie zdradza swojego męża, tylko raz na miesiąc wyjeżdża z kolegą z pracy na jeden dzień, do hotelu za miasto. Albo, że nigdy w życiu nie uprawiała seksu z innym mężczyzną niż mąż, ale przez dwadzieścia lat małżeństwa miała tak wiele „platonicznych” romansów i niedopowiedzianych relacji przez e-mail lub telefon, że musiała dokupić sobie twardy dysk w komputerze, żeby je przechowywać.

Wyobraźcie sobie, że ona nie ma poczucia winy w stosunku do męża. Nie uważa też, że go oszukuje, że jest „nie w porządku”. Kocha go, ale gdzieś głęboko czuje, że jej potrzeby (seksualne, emocjonalne, psychologiczne) nie zostały spełnione w małżeństwie. Uważa nawet, że mąż wie o jej „skokach w bok”, ale woli ich nie zauważać, bo kiedy ona „ma kogoś” staje się dla niego lepsza, milsza, bardziej cierpliwa. Jest, paradoksalnie, lepszą partnerką. Taki układ może trwać latami.

Nie odeszłaby po tylu latach wspólnego budowania, wspólnego bycia razem. Nie wyobraża sobie rozwodu. Nie traktuje niewierności jako wojnę z mężem, ale próbę ratowania małżeństwa. A przede wszystkim wie, że rozwód i ponowne związanie się z kimś innym nie przyniesie jej większego szczęścia niż wybór, którego dokonuje w tej chwili


Na podstawie: thecut.com

 


Zobacz także

Niczego się nie obawiam. Potrzebuje tylko ramienia. Twojego.

Co odpowiedzieć, kiedy jesteś w depresji, a ktoś cię pyta jak się czujesz

Naucz się rezygnować

Chcesz być szczęśliwa? Naucz się rezygnować!