Psychologia

„Zakochujemy się w kopiach swoich rodziców. Jeśli rodzice byli zimni, okrutni lub nieobecni – mamy pecha”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
17 września 2021
Photo by Everton Vila on Unsplash
 

Warto uwierzyć, że nie musimy dokonywać dramatycznego wyboru między byciem sobą a miłością. Wystarczy popracować nad tym, jak być sobą w relacji, czyli jak zadbać o zdrowe granice. Lęk i bariery nie zapewnią nam samorealizacji – mówi psychoterapeuta i seksuolog Michał Pozdał w rozmowie z Beatą Pawłowicz.

Czy jeszcze doświadczamy czegoś takiego jak pierwsza miłość? A może częściej myślimy o pierwszym seksie? A jeśli nawet pragniemy miłości, to czy ta pierwsza ma dla nas znaczenie? Zazwyczaj kończy się rozstaniem…

Pierwsza miłość jest nadal ważna. Powiem więcej – zawsze będzie – niezależnie od zmian obyczajowych, czy rozwoju technologii. Pracuję z młodymi ludźmi jako terapeuta i seksuolog i mogę zapewnić, że zakochują się tak samo, jak zakochiwało się pokolenie 40 plus.

Ale prawdą jest, że miłość bywa postrzegana jako groźna. I to jest ta różnica: wielu młodych ludzi nie chce się zakochiwać. Wprost deklarują, że ważniejsze dla nich jest bycie wyzwolonymi. Zwłaszcza młode kobiety obawiają się wchodzić w związki. Miłość się im źle kojarzy. Mówią: zapłacę za nią rezygnacją z realizacji siebie, uległością, zależnością… A potem rozwodem!

To smutne! Ale czy można powstrzymać się przed miłością – dodajmy, tą pierwszą! – nawet gdy tak czarno widzi się jej ciąg dalszy?

Pytanie, dlaczego ludzie się zakochują? Powiedziałbym, że to jest po prostu wspaniały stan. Pisze się o tym powieści, poezje, kręci filmy, seriale… Próbuje uchwycić i opisać ten stan uczuć i umysłu. Romantyczny stan duszy. Są jednak badacze, którzy widzą to pragmatycznie: potrzebujemy się zakochać, żeby się połączyć z drugim człowiekiem, żeby uformować związek. Ja się z tym nie do końca zgadzam.

Ludzie bez zakochania też potrafią tworzyć związki, choć my wierzymy w popkulturowy mit, że to możliwe wyłącznie dzięki romantycznemu uniesieniu. W USA obserwowałem terapie hinduskich aranżowanych małżeństw z długoletnim stażem, i tę miłość, która między nimi była…

A więc nie musimy się zakochać, żeby kochać?

Ważne jest to, że czym innym jest zakochanie, a czym innym miłość. Mam mówić o miłości, pierwszym romantycznym uczuciu, a nie o zakochaniu. Chciałbym to podkreślić, bo miłość różni się od zakochania. Zakochania uniknąć nie sposób, bo to hormony, bo to fascynacja, bo to lekki odlot! Kiedy jesteśmy zakochani, wydaje się nam, że obiekt naszej miłości jest doskonały. Że czeka nas razem tylko radość i rozkosz. Dlatego wielu ludzi uzależnia się od tego stanu i nie dociera do kolejnego, jakim jest miłość. Dlaczego?

Miłość, to koniec odlotu i haju. To także decyzja – chcę być z tym człowiekiem – choć już znam także jego wady. Bo miłość od zakochania różni się tym, że nie idealizuje.

Kocham, kiedy mówię: „znam twoje złe strony, ale chcę z tobą być”?

Właśnie! Nie loguję się znów na jakimś portalu i nie szukam kolejnego ideału, kiedy zobaczę, jaki ten drugi człowiek naprawdę jest. Kiedy kochamy, chcemy z nią czy z nim być, mamy zaufanie, tworzymy razem intymną więź. Odczuwamy bliskość, dajemy sobie poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. No i odczuwamy fizyczną fascynację, która ma różne natężenie w rożnym czasie… Ale to możliwe, kiedy otworzymy się na miłość.

Kiedyś ludzie dążyli do tzw. fuzji, czyli do połącznia się w jedno z drugim człowiekiem, bo w większym stopniu niż dziś akceptowali zależność, jaka pojawia się w każdym nawet najlepszym związku. Dziś lęk przed zależnością stopuje młodych przed fuzją. A jak przeżyć pierwszą miłość bez fuzji? Wtedy jest ona czymś naturalnym. Kiedy kochamy, kiedy zależy nam na drugiej osobie, nie widzimy świata poza nią, chcemy być wciąż razem. Potem dopiero, kiedy stworzymy więź, jest czas na to, żeby także mieć własną przestrzeń w związku. Naturalny proces w miłości prowadzi więc od symbiozy do samodzielności.

No a dziś ludzie chcą od razu niezależności – nie chcą razem mieszkać. Nie chcą najmniejszej rezygnacji z siebie. Młode kobiety mówią: „chcę zajść w ciążę i mieć dziecko, ale żeby moje życie się nie zmieniło”. A to nierealne. To ten lęk przed rezygnacją nawet z fragmentu siebie, uniemożliwia doświadczenie miłości. Dramat polega na silnym wewnętrznym konflikcie między potrzebą fuzji, czyli bycia blisko z drugim człowiekiem, a potrzebą samostanowienia, niezależności.

Pierwsza miłość w czasach lęku przed więzią to prawdziwe wyzwanie. Czy da się pokochać, kiedy boimy się miłości?

Ten lęk bywa niezwykle silny i dla naszego pokolenia jest trudno zrozumiały. Pewna młoda kobieta, 24 latka, umawia się z mężczyzną poznanym na Tinderze, na kilka randek. Uprawiają seks. On zostaje u niej na pół nocy i tyle. Tak ta relacja była przez nią definiowana. Nie szukała miłości. Pewnego razu jednak ten mężczyzna zaprosił ją na kolację. Wtedy ona – zerwała z nim znajomość. Opowiadała znajomym, że to jakiś stalker!

A więc można iść do łóżka, można spędzić pół nocy razem, ale nie można zadzwonić i iść na kolację… Gdzie ta młoda kobieta ma swoje granice? No a taka postawa, jak jej, nie jest czymś wyjątkowym. Często słyszę od klientek, że jak mężczyzna dzwoni, a nie tylko pisze na Messengerze, to już przekracza granice.

No to co będzie z pierwszą miłością? Zniknie, jak dinozaury?

Nie wszyscy w to uczucie wchodzą, ale jednak za nim tęsknią i go pragną. Znam wiele przypadków, kiedy ktoś chciał się umówić tylko na seks, no i się umówił. Seks wyszedł, a w trakcie okazało się, że obojgu kochankom jest razem wyjątkowo dobrze. Seks się więc przeciągał, a potem przeciągało się gadanie. Oboje byli zdziwieni. Ona nie szukała już miłości po kilku nieudanych związkach. Umawiała się na seks, kiedy czuła ochotę. A jak trzeba było iść np. na wesele, to szła z kumplem gejem. A tu nagle trach! Miłość.

Miłość pojawia się nawet, kiedy jej nie szukamy i nie chcemy?

Jest tak, jak się często mówi: jeśli czegoś chcemy i jesteśmy na to nastawieni, to się nam nie przydarzy. A to dlatego, że wtedy szukamy według kryteriów, jakie mamy w głowie. No i właśnie przez te kryteria nam się to nie udaje. Już wyjaśniam: przeglądamy Badoo czy Tindera, kierując się kryteriami estetycznymi i wyobrażeniami na temat osoby, z którą będzie nam dobrze. Spotykamy się z tymi wybranymi według kryteriów i rzadko kiedy coś więcej z tego wynika!

Inaczej jest, kiedy odpuszczamy kontrolę, na domówce, czy imprezie organizowanej przez rodzinę. Siadamy albo jesteśmy sadzani obok kogoś, kto by nas nie zainteresował, gdybyśmy mieli wybór. Ale tak się jakoś składa, że zaczynamy z tym kimś rozmawiać i przegadujemy całą imprezę.

Kiedy szukamy, kierując się określonymi kryteriami, możemy przegapić miłość?

Poznawczo – mamy wtedy mniejszą elastyczność. Dlatego dopiero, kiedy odpuszczamy oczekiwania, możemy trafić na kogoś, z kim będzie nam naprawdę fajnie. Zakochujemy się w osobie, o której byśmy nie pomyśleli, kierując się tylko wyglądem, czy zawodem albo pasją. „To ma być brunetka, wysoka, prawniczka albo lekarka…”. Idę na domówkę i siadam obok małej blondynki, która jest przedszkolanką, gadamy, tańczymy i coś między nami zaczyna klikać!

Znam wiele osób, które także na portalach znalazły miłość, bo właśnie jej nie szukały, i z tego powodu nie trzymały się ściśle kryteriów partnera idealnego.

No właśnie! Skoro nie moje kryteria czy gust, to co decyduje, że właśnie ta osoba będzie moją pierwszą prawdziwą miłością?

Są różne teorie. Jedna z nich mówi, że osoba w której się zakochujemy, jest połączeniem cech naszych wczesnodziecięcych opiekunów. Według terapeuty par i autora książek o miłości Harville Hendrixa poszukujemy kogoś, kto będzie najbardziej podobny do powstałego w naszym umyśle w dzieciństwie imago, czyli jakby szablonu idealnego opiekuna. Jeśli kogoś takiego spotykamy, to wówczas w nas rezonuje i rozwija się w uczucie.

No i chociaż mnie to dziwi, a nawet oburza, to tak jest. Widzę to w mojej pracy z klientami: zakochujemy się w kopiach swoich rodziców. Jeśli rodzice byli zimni, okrutni lub nieobecni to mamy pecha. Miłość staje się wtedy często powtórką z bólu dzieciństwa, bo umieszczamy nasze uczucia w niewłaściwym człowieku.

Czy jest wtedy jakiś ratunek dla nas i dla naszej miłości?

Urealnienie. Czyli nauczyć się oddzielać siebie i swoje prawdziwe potrzeby od tego, co doświadczyliśmy jako dzieci i co, błędnie, nazywamy miłością. A więc dostrzec, że nie chcemy partnera, który jest np. chłodny i zdystansowany, albo nawet agresywny, i nazywać to, co nas łączy miłością.

Nauczyć się też odróżniać imago od realnej postaci tego drugiego człowieka. Nie kierować do niego oczekiwań, jakie mieliśmy do wczesnych opiekunów. Uwolnić się od tego szablonu, to pogodzić się z tym, że jeśli nie doświadczyliśmy bezwarunkowej miłości jak dzieci, a taką powinni nam dać rodzice, to już jej nie doświadczymy.

Musimy w pewnym momencie udźwignąć realność tego, że wobec parterki czy partnera możemy mieć tylko oczekiwania jakie ma dorosły człowiek, a nie oczekiwania jakie ma dziecko.

Biorąc pod uwagę nasz styl życia, możemy mieć sporo wątpliwości, który związek był pierwszą miłością?

Wiemy to, ale zazwyczaj w retrospekcji. Kiedy kochamy, możemy nie rozpoznać intensywności tych uczuć. Po latach jednak jest już dla nas jasne, że to była właśnie nasza pierwsza miłość. Na bazie tego, co potem doświadczyliśmy, możemy już być pewni, kiedy pierwszy raz kochaliśmy. Wtedy też wiemy już, jak kochamy, bo każdy z nas ma swoje wzorce miłości.

Kochamy różnie? Mamy rozmaite wzorce?

Zakochujemy się zawsze podobnie, ale kochamy różnie. No i dlatego różnie bywa z tą naszą miłością dalej. Kiedy jesteśmy zakochani, wydajemy się o wiele bardziej zdrowi niż jesteśmy. Na tym haju nie tylko idealizujemy obiekt naszych uczuć, ale sami jesteśmy idealni! Nie krytyczni, odważni, wyrozumiali! No a potem okazuje się, że jesteśmy na przykład: zazdrośni albo żartujemy kpiąc a to rani drugiego człowieka.

O tym, jak to z nami będzie w miłości, decyduje styl przywiązania, czyli rodzaj opieki jaką otoczyła nas matka. Zasadniczo tych styli jest kilka. Jeśli matka była zrównoważona, reagowała na potrzeby dziecka i odwzajemniała jego mimikę, to dziecko nauczyło się stylu przywiązania bezpiecznego. Kiedy więc dorośnie będzie szukało miłości w oczach najbardziej odpowiedniej osoby czyli takiej która reaguje na potrzeby partnera, jest zrównoważona czyli przewidywalne są jej reakcje emocjonalne.

Ale jeśli matka była zimna, nie reagowała na potrzeby dziecka albo reagowała agresją, dziecko może nauczyć się stylu przywiązania ambiwalentnego lub lękowego. Wtedy, mówiąc w skrócie, bardzo pragnie bliskości, ale też się jej obawia, bo ta kojarzy się z porzuceniem, bólem, lekceważeniem potrzeb itd. No ale też prawda jest taka, że kiedy dorośnie, nie umie zbudować relacji, opartej na uważności trosce i akceptacji.

Czy pierwsza miłość tak na nas wpływa jak się pisze? Programuje zachowania seksualne i romantyczne na całe życie?

Jaki będzie wpływ tej pierwszej miłości zależy od wielu rzeczy. Najsilniejszy jest wtedy, kiedy tak jak mówisz, zostaliśmy poranieni. Oszukani, wykorzystani. Wtedy bywa, że musimy iść na terapie, żeby przepracować lęk przed kolejnym związkiem. Najmniejszy wpływ ma na nas pierwsza miłość, jeśli to było neutralne doświadczenie. Nie wszystkie pierwsze miłości też się kończą. Uważam jednak, że czasami lepiej, żeby się związek skończył, bo lepiej mieć kilka fajnych związków w życiu niż jeden do niczego.

Bywa jednak, że jakiś typ urody, czy choćby zapach budzi w nas emocje, bo przypomina o tamtym człowieku, którego kochaliśmy. Czasem nawet cień pierwszej miłości, sprawia, że każdy kolejny związek, nie jest już taki…

Jeśli tak widzimy rzeczywistość i nowe związki, to znaczy, że nie dokończyliśmy procesu żałoby po tamtej miłości. Być może boimy się tych emocji i uczuć jakie odczulibyśmy uznając, że tamto to zamknięty temat. Może trudno nam pogodzić się z rozstaniem, bo mamy poczucie winy – to my tą pierwszą miłość spieprzyliśmy? Trudno, bywa, jesteśmy tylko ludźmi. Ważne by nie psuć kolejnych relacji. Trzeba się z tymi wszystkimi uczuciami i myślami skonfrontować, żeby przestać żyć w iluzji. Żeby zakończyć proces żałoby musimy przede wszystkim pozwolić sobie na to, żeby – mimo bólu – pogodzić ze stratą.

A jeśli nie zaryzykujemy miłości poprzestaniemy na zakochiwaniu czy seksie, to co? Może nam to wystarczy?

Spotykam bardzo wiele samotnych osób, które tworzą swoje awatary. Pozornie są gwiazdami Instagrama. Głęboko tak ukrywają swoje zalęknienie i samotność… Co gorsze te awatary są tak różne od nich, takimi jacy są, że odstręczają innych od szukania z nimi bliskości. Utrudniają im nawiązanie prawdziwej głębokiej relacji. Smutne jest to, że ci podziwiani i często sławni ludzie, kiedy wracają do domu, upijają się, albo sięgają po kompulsywny seks przed ekranem, bo czują się samotni. A ja powiem z pełnym przekonaniem: samotność jest najgorszym uczuciem na świecie.

Warto uwierzyć, że nie musimy dokonywać dramatycznego wyboru między byciem sobą a miłością. Wystarczy popracować nad tym, jak być sobą w relacji czyli jak zadbać o zdrowe granice. Lęk i bariery – nam nie zapewnią samorealizacji. Ale pozbawią bliskości z drugą ludzką istotą. W mojej ocenie jeśli ktoś nigdy nie kochał, to powinien się zastanowić, dlaczego? Może jest aseksualny albo aromantyczny? Ale może też mieć problem z zależnością…


Michał Pozdał – psychoterapeuta, seksuolog. Wykładowca Uniwersytetu SWPS. Założyciel Instytutu Psychoterapii i Seksuologii w Katowicach, autor książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta”. Niebawem ukaże się nowa książka „Kobieta świadoma. O seksualności kobiet. Prawdziwe historie z praktyki terapeutycznej autora”.(wyd. Świat Książki). Ekspert akcji Sexedpl.


Psychologia

„Ciągnie się coś za nami, czego nie można nazwać ani miłością, ani przyjaźnią, ani romansem. To jest pierwsza miłość, po prostu…”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 września 2021
fot. malerapaso/iStock
 

Zaczynam się uzależniać. Ja, taka niezależna, wolna, bezkompromisowa. Swoja. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można tak tęsknić za messengerowym – „co słychać?”. Wiedziałam, że mnie znajdzie, że będzie dociekał, wyjaśniał, wracał… Wracał do lat, kiedy byliśmy razem. Po co? Każde z nas ma swoje rodziny, poukładane życie, dzieci, swoje marzenia. I jak widać – tęsknoty wspólne. Czy robimy coś złego, że wspominamy?

Pierwsza miłość – zapiski nikomu niepotrzebne

ON: „Najbardziej mnie wkurwia to, że chyba zawsze będę Cię kochać, trochę Cię nienawidzę przez to, że jestem Twoim niewolnikiem…”

Otwieram oczy ze zdumienia, nigdy nie był tak szczery ze mną, jak to możliwe? Nie widzieliśmy się 15 lat, nie wydarzyło się nic od kiedy rozjechaliśmy się po Polsce. Przyznaję, zostaliśmy rozdzieleni wbrew sobie. Taka profilaktyka rodzicielska przed niechcianą ciążą zamiast edukacji i rozmowy. Wtedy, 30 lat temu, myślałam, że skończył się świat. Jak widać jego też.

ON: Nie pytaj mnie więcej o to… sam nie wiem… kocham moje dziewczyny, wszystkie, jak nikogo na świecie, ale Ciebie też kocham i nie potrafię sobie z tym poradzić, sorry… kocham Cię i to pewnie się nie skończy.

Pytam, jak można tak żyć?

ON: „Sam nie wiem, Ty jesteś we mnie, żyjesz we mnie…”

Tak. Potrafię to zrozumieć, bo choć sama nie wiem, jak to możliwe, doskonale pamiętam każdy fragment jego ciała. Mocne ramiona, gładkie plecy. Byliśmy opętani pragnieniem nieustannego kochania się, całowania, bycia w sobie. Niewiarygodne.
Wierzę mu. Mnie chowa w myślach, idealizuje, żonę trzyma w ramionach. Znane przypadki, męczące na dłuższą metę. Boję się spotkania z nim, bo wiem, że kiedy się rozjedziemy, tęsknić będziemy już zawsze. I wszystko zacznie się od nowa. Zdecydowanie dużo lepszy jest taki rodzaj abstrakcji – jestem dla niego idealna, on dalej pamięta mnie jako nastolatkę, czas stanął w miejscu…
Nieźle się ubawiłam, kiedy stwierdził, że „ze mną to już nawet nie zdrada”.

ON: „Znalazłbym Cię wszędzie, ale nie wiedziałem, czy tego chcesz…”

Czy chciałam? Próbuję przypomnieć sobie tamte lata. Na pewno nie myślałam już o nim i nie zdawałam sobie sprawy z tego, że w ogóle może mnie szukać. To jeszcze gorsze niż pisanie listów, które nigdy nie doszły, a potem zwinięte w jedną paczkę – wracają do adresata. Takie są teraz jego wiadomości: pełne żalu, tęsknoty, rozczarowania sobą, że nigdy nie powalczył o mnie do końca. Że za szybko odpuścił. Ale na boga, mieliśmy po 19 lat…

***

Nie lubi, jak w korespondencji ze mną pojawia się temat związany z żoną. Natychmiast się wycofuje i odpowiada zdawkowo. W naszej korespondencji jesteśmy tylko MY, matrixowa enklawa. W tym świecie mamy „swoją rodzinę”, swoje tajemnice, marzenia, wyobrażamy sobie różne sytuacje, jesteśmy razem, jakby nigdy nic. Czy to chore? Sama nie wiem…

Pytam, jak mu minął weekend.

ON: Dobrze.

Nie jest wylewny, albo może inaczej: jest oszczędny w słowach. Zresztą, niektóre trafiają bezbłędnie w sedno. Napisałam dzisiaj, że za nim tęsknię. Żeby mu było miło. I żeby wiedział, że zawsze tęsknię, ale musi tak zostać. Nie zobaczymy się nigdy.

ON: Dobra.

Odpisał jednym słowem. Jednym… nie żadne: dlaczego, umrę, jeśli się nie zobaczymy, uschnę, błagam, tylko nie to… Dobra. Po prostu – „dobra”.

ON: „Myślałaś kiedyś o tym, że możesz znaczyć dla kogoś więcej niż Ci się wydaje?”

Nie myślałam, bo nie znaczyłam nigdy więcej, niż mi się wydawało. Sama decydowałam o tym, jak dużo miałam znaczyć …

ON: Co słychać?

– Nic. Smutno mi.

ON: Martwię się, kiedy jest Ci smutno.

Dziwne się czuję, kiedy tak pisze. Czasem racjonalizuje mu te jego uczucia, nie chcę, żeby się tak męczył, tłumaczę.

ON: „Skąd wiesz, co jest dla mnie dobre? Dlaczego uważasz, że to niemożliwe że Cię kocham? Nie zabieraj mi tego, nic o mnie nie wiesz!

To prawda. Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia co lubi, co je na śniadanie, na co ma alergię, jakim jest ojcem. Nie wiem nic. Pewnie dlatego wydaje się idealny. I z całą pewnością on podobnie myśli o mnie. Wspomina i kocha, myśli że jest obecny.

***
Odeszli od siebie z powodu nieustaleń
Zgubili adresy i zapomnieli twarzy
Wracali do wspomnień co najwyżej z uśmiechem
Po którejś tam wódce kiedy robi się gorzko

Nie – ani ich pociąg ani też katastrofa
Ani deszcz też nie złączył To było bezpowrotne
To że bardzo kiedyś z powodu nieustaleń
Odeszli od siebie na dwa bieguny mostu
(Stanisław Grochowiak)

Z powodu nieustaleń… tak właśnie było z nami, M., dlatego tak siedzimy w sobie, gdybyśmy chociaż się pokłócili, znienawidzili, zrobili złe rzeczy, byłoby łatwiej.

A tak, ciągnie się coś za nami, czego nie można nazwać ani miłością, ani przyjaźnią, ani romansem. To jest pierwsza miłość po prostu… Przepraszam Cię za tę nostalgię, siedzę nad książką i lubię pogrzebać w przeszłości, zwłaszcza kiedy trwa…

 

 


Psychologia

Jak obniżyć poziom cukru we krwi? Sposoby na to, by poziom glukozy wrócił do normy

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
17 września 2021
Jak obniżyć poziom cukru we krwi
Fot. iStock

Jak obniżyć poziom cukru we krwi to pytanie, które zadaje sobie w trosce o zdrowie wiele osób. Wykazany w badaniach zbyt wysoki poziom glukozy we krwi określa się mianem stanu przedcukrzycowego, który może przeobrazić się w pełnoobjawową cukrzycę. Ponieważ poziom cukru we krwi waha się od rodzaju i ilości produktów obecnych na naszych talerzach, warto wiedzieć, jak go w prosty sposób obniżyć, by zadbać o swoje zdrowie.

Poziom cukru we krwi

Właściwy poziom cukru we krwi jest niezwykle istotny dla zdrowia. Organizm potrzebuje glukozy jako głównego źródła energii. Po posiłku poziom glukozy we krwi wzrasta, a w efekcie trzustka zaczyna wydzielać  insulinę, która odpowiada za transport glukozy do tkanek, powodując jej spadek we krwi. Natomiast gdy insuliny jest za mało, komórki nie dostają zastrzyku energii, a we krwi pozostaje nadmiar cukru (hiperglikemia). Gdy poziom glukozy we krwi jest zbyt wysoki, prowadzi to m.in. do stanów przedcukrzycowych oraz rozwoju cukrzycy.

Normy poziomu glukozy we krwi, przy pomiarze na czczo:

  • Wynik od 70 do 99 mg/dl (od 3,9 do 5,55 mmol/l) – jest to prawidłowy poziom glukozy;
  • Od 100 do 125 mg/dl (od 5,6 do 6,9 mmol/l) – oznacza nieprawidłowy (zbyt wysoki) poziom glukozy, który wskazuje na stan przedcukrzycowy;
  • wynik od 126 mg/dl i więcej (muszą być przynajmniej dwa pomiary) – stwierdza się cukrzycę.

W przypadku zbyt wysokiego poziomu cukru we krwi należy stosować się do wytycznych pozwalających utrzymać go na odpowiednim poziomie.

Jak obniżyć poziom cukru we krwi

Fot. iStock/Jak obniżyć poziom cukru we krwi?

Jak obniżyć poziom cukru we krwi? Sięgaj po produkty o niskim indeksie glikemicznym 

Stosowanie prawidłowej diety to główny warunek utrzymania odpowiednich wartości glukozy we krwi. Spożywanie produktów o niskim  indeksie glikemicznym zapobiega gwałtownym wzrostom cukru. Indeks glikemiczny (IG)  porządkuje produkty spożywcze na podstawie ich wpływu na poziom glukozy 2-3 godziny po spożyciu. Im wyższy IG produktu, tym wyższy poziom cukru we krwi po posiłku. Z kolei niski IG  produktów powoduje wolniejsze przyswajanie glukozy, co za tym idzie stopniowy jej wzrost we krwi.

Produkty możemy podzielić na trzy grupy pod kątem wartości indeksu:

  • Niski IG: 55 lub mniej.
  • Średni IG: 56-69.
  • Wysoki IG: 70 lub wyższy.

Grupa o wysokim indeksie to np.: białe pieczywo, makarony, naleśniki, ryż biały, kasza manna, słodycze słodkie, płatki ryżowe, i wiele innych.

Produkty o niskim i średnim indeksie pozwalają kontrolować glikemię. Zaliczamy do nich: surowe warzywa, nabiał, produkty z pełnoziarnistej mąki, warzywa strączkowe, większość owoców, i wiele innych. Należy jednak zachować ostrożność, gdyś niekontrolowane spożycie ich  spowoduje duży wzrost glukozy. Warto wydrukować dla siebie tabelę z indeksem glikemicznym produktów i wspierać się nią podczas przygotowywania posiłków.

Jak więc obniżyć poziom glukozy we krwi? Zdecydowanie unikać produktów o wysokim indeksie glikemicznym.

Jak obniżyć poziom cukru we krwi

Fot. iStock/Jak obniżyć poziom cukru we krwi?

Jak jeszcze obniżyć poziom cukru we krwi?

Sięgać po skrobię oporną 

Skrobia oporna nie jest trawiona przez ludzki organizm i nie wpływa dodatnio na indeks glikemiczny. Tak jak błonnik ulega fermentacji w okrężnicy, i podobnie jak on obniża poziom glukozy we krwi. Gdzie znajdziemy skrobię oporną? Jej źródłem jest m.in. tapioka, czerstwe pieczywo, płatki zbożowe, fasola, ugotowane i przechowywane od poprzedniego dnia w lodówce ryż, ziemniaki i makaron.

Sięgać po naturalne produkty na obniżenie cukru we krwi

Popularność zdobywają naturalne produkty, które pomagają kontrolować poziom glukozy we krwi. Należą do nich m.in.:

  • morwa biała, która obniża poziom glukozy oraz cholesterolu. Dzięki morwie wchłanianie glukozy ulega spowolnieniu, a jej stężenie we krwi wzrasta łagodniej;
  • młody jęczmień jest znakomitym źródłem błonnika, który pomaga kontrolować właściwy poziom cukru we krwi;
  • spirulina również wykazuje działanie obniżające poziom glukozy we krwi dzięki zawartości fikocyjaniny;
  • imbir także ma zbawienny wpływ na regulowanie poziomu glukozy. Imbir wpływa na zwiększenie aktywności enzymów wątrobowych, dzięki którym glukoza ulega szybszemu rozpadowi;
  • cynamon — badania opublikowane na łamach czasopisma „Journal of the Academy of Nutrition and Dietetics” wykazują, że cynamon zwiększa wrażliwość organizmu na insulinę, która z kolei reguluje poziom glukozy we krwi;
  • kozieradka — zawiera trygonelinę i kumarynę, które wpływają na obniżenie poziomu glukozy w krwi.
  • Jak obniżyć poziom cukru we krwi

    Fot. iStock/Jak obniżyć poziom cukru we krwi?

Jak obniżyć poziom cukru we krwi? Ogólne zalecenia

Aby utrzymać prawidłowy poziom glukozy we krwi, przestrzegaj ogólnych zasad:

  • sięgaj po zbożowe pełnoziarniste produkty o niskim indeksie glikemicznym (IG) – pieczywo pełnoziarniste, makaron pełnoziarnisty, gruboziarniste kasze, brązowy ryż, płatki owsiane;
  • ogranicz spożycie owoców do 1 porcji dziennie, ponieważ zawierają one m.in. fruktozę, która bardzo szybko wchłania się, i szybko podnosi poziom glukozy. Unikaj owoców takich jak: banany, winogrona, suszone śliwki, rodzynki, owoce kandyzowane. Wybieraj owoce o niższym IG, np.: czarne porzeczki, czereśnie, wiśnie, owoce jagodowe, gruszki, morele, nektarynki, jabłka, gruszki;
  • spożywaj dziennie przynajmniej 4 porcje warzyw, jako źródła błonnika pokarmowego;
  • w ciągu dnia pij przynajmniej dwa litry wody;
  • zrezygnuj z produktów wysokoprzetworzonych, bogatych w tłuszcze zwierzęce, sól i cukier;
  • zrezygnuj z alkoholu;
  • przyrządzaj potrawy na parze lub gotuj, duś, piecz w folii.

źródło: www.poradnikzdrowie.pl, diagnosis.pl 

Zobacz także

Kilka sposobów, by złapać dystans i odetchnąć głęboko

Kilka sposobów, by złapać dystans i odetchnąć głęboko

„Chyba wezmę cię na 7 piętro onkologii, żebyś zobaczyła jak dzieci żegnają się z matkami. Zrozumiesz, co to są prawdziwe problemy”. Ania Szubert – życie po raku

„Chyba bym umarła – pękłoby mi serce…”. Jaka to straszna głupota, kiedy obok ludzie umierają naprawdę

Mężczyźni nie chcą takich kobiet. Ile swoich cech tu odnajdziesz?