Psychologia

Krótka lista momentów, w których powinnam była przyznać, że się mylę. Łatwiej było milczeć, niż ryzykować dla ciebie serce

Z życia kobiety
Z życia kobiety
7 września 2022
przeprosić
fot. Marina Vitale/Unsplash
 

Mamy moc decydowania, do kogo i w jaki sposób się zwracamy. Czasem głęboko się zastanawiamy, zanim coś powiemy, jesteśmy uważne, skupione i nastawione pozytywnie, czasem zaś złośliwe, albo przez nieuwagę klepiemy, co nam ślina na język przyniesie. Czasem zaś nie mówimy nic, choć tak bardzo byśmy chciały. I o tym dziś. O tym, że zbyt wiele razy nie mówiłam tego, co chciałam i kiedy potrzebowałam. To pierwszy i największy błąd, jaki popełniłam w swoim związku. Tyle razy powinnam była przeprosić.

Teraz nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będę miała szansę to naprawić lub naprawdę przeprosić za krzywdę, którą wyrządziłam. Czasami ludzie nie rozumieją, że mogą być toksyczni w związku, a ja niestety grałam tę rolę kilka razy.

Zbyt często martwię się, że zrujnuję relacje, zanim się na dobre zaczną, zanim pojawi się choć nic porozumienia i więzi. Dzieje się tak, ponieważ jest to łatwiejsze niż przyznanie, że mogę naprawdę się o kogoś troszczyć. Wiem, że tak właśnie się stało w tym przypadku. Łatwiej było mi udawać, że mnie to nie obchodzi, niż ryzykować dla Ciebie moje serce. To mój największy żal do siebie samej.

Ale są też inne rzeczy, które zrobiłam i słowa, które powiedziałam, a które chciałabym teraz cofnąć. A przynajmniej w odpowiednim momencie za nie przeprosić. Ponieważ wiem, że celowo cię skrzywdziłam.

Nie dostaniesz dziś wszystkich moich przeprosin, ale oto niektóre, które jestem ci winna.

  1. Powinnam była przeprosić za to, że sprawiałam, że czułeś się tak, jakbyś nigdy nie był wystarczająco dobry.
  2. Powinnam była ci powiedzieć, że się myliłam, kiedy robiłam rzeczy, o których wiedziałam, że sprawią ci przykrość.
  3. Powinnam była przeprosić od razu, kiedy wiedziałam, że spieprzyłam. Wiedziałam, że trudno będzie przyznać do błędu.
  4. Powinnam była przeprosić, kiedy odłożyłem słuchawkę po raz pierwszy po tym, jak powiedziałeś mi, że tego nie doceniasz.
  5. Powinnam była ci powiedzieć, że się myliłam, kiedy obwiniałam cię za to, jak się czuję.
  6. Powinnam była przepraszać za każdym razem, gdy milczałam, ponieważ był to łatwiejszy, pasywno-agresywny sposób, aby pokazać ci, że jestem zła, zamiast o tym mówić.
  7. Powinnam była ci powiedzieć, że źle zakończyłam ten związek. Nie tak miało być.

Wiem, że są rzeczy niewypowiedziane i jestem pewien, że ty o nich wiesz, ale to już nie ma znaczenia. Żadne z nas nie podejmuje świadomego wysiłku, aby coś z tym zrobić – a to mówi więcej niż nasze słowa.


Psychologia

Nie miej ochoty, odpuść i pamiętaj, że jeśli gdzieś jesteś, to gdzie indziej ciebie nie ma!

Z życia kobiety
Z życia kobiety
20 maja 2021
Fot. istock/1001Love

Pomyślałam sobie, że za stara jestem na zmiany i wielkie postanowienia. Nie, nie za stara w sensie wieku, bo mam wrażenie, że upływający czas działa tylko na moją korzyść. Za stara w sensie zdobytych doświadczeń, dojrzałości i też – nie ma co się korygować – jakieś życiowej mądrości, która ci mówi: serio, chcesz coś sobie założyć, postawić sobie cele i oczekiwania?

Myślę sobie o tych wszystkich planach, o mocnych postanowieniach poprawy. Czyli nie będę już objadać się wieczorami, odstawię colę, będę biegać z trzy razy w tygodniu. Tylko czy o to w życiu mi chodzi, żeby być coraz lepszą w kontekście tego, jak widzą cię inni, czy może jednak o to, żeby czuć się dobrze sama ze sobą.

Może jednak warto skupić się na tym, czego przez ostatnie 12 miesięcy się nauczyłam, gdzie byłam, czego spróbowałam.

Mój rachunek sumienia zawiera się w trzech aspektach.

Po pierwsze dotarło do mnie z całą mocą, że jeśli gdzieś jesteś, to gdzie indziej ciebie nie ma. Powiedziała mi to pewnego jesiennego wieczoru przyjaciółka. Zasiała ziarno, tak mam, że jedno zdanie potrafi we mnie zagościć na długo i dojrzewać. Rozmawiałyśmy w kontekście szukania miłości, związku, energii i zaangażowania, które dajemy czemuś, co być może (i często o tym wiemy, choć ciężko nam się zmierzyć z tą wiedzą) nie ma żadnej przyszłości, nie uczyni nas lepszymi. Jest po prostu kolejnym doświadczeniem, z którego warto wziąć co dobre dla nas i pójść dalej swoją drogą.

Odchodzenie, zmiany nigdy nie są łatwe, ale jeśli spojrzymy na nie przez pryzmat tego, że to kolejna lekcja, dzięki której się wzbogacimy, która uświadamia nam nasze potrzeby i pozwala dzięki temu nadal poszukiwać, jest zdecydowanie łatwiej. Zawsze, ale to zawsze, gdy zamykamy jedne drzwi, otwierają się kolejne. Jedynym pewnikiem w naszym życiu jest to, że wszystko płynie, przemija, zmienia się. Dlaczego nie mielibyśmy popłynąć z tym nurtem, zamiast kurczowo trzymać się tego co tu i teraz ze względu na strach. Naprawdę w życiu chodzi nam o to, żeby się bać spróbować tego, co nowe, co nieznane?

Po drugie wraz z odejściem tamtego roku wpisałam sobie w mój słownik hasło: nie mam ochoty. Przyszło, gdy obarczona wyrzutami sumienia i myśląc o tym jak jestem beznadziejna, bo nie chce mi się wstawić prania, powiedziałam głośno: bo nie mam ochoty. Nie jestem w stanie opisać ulgi, jaką wtedy poczułam. Może ktoś z was, kto mówi sobie, że nie robi czegoś, bo nie ma na to ochoty, zrozumie. A jeśli nie próbowaliście – zachęcam. Czeka na was stos naczyń, prasowanie, umycie podłogi – zaczynam od tych zwykłych drobnych codziennych zajęć, którymi nierzadko czujemy się obarczone. Bo mama nas wychowała, że okna muszą być czyste, że każdego dnia powinien być przez nas zrobiony obiad na stole, a wynajęcie pani do sprzątani jest wyrazem lenistwa, egoizmu i głupotą w wydawaniu pieniędzy. Czasami nie jesteśmy świadomi jak często naszymi zachowaniami  kierują wkodowane w nas przekonania, którym możemy powiedzieć: stop, nie mam ochoty, zrobię to jutro, za pięć godzin, a może poproszę kogoś o pomoc, bo mam inne rzeczy na głowie.

Owo “nie mam ochoty” wręcz niezauważalnie zacznie się przenosić w inne obszary naszego życia. Kiedy zaczynamy stawiać granice, nie pozwalać na to, byśmy byli używani przez innych, by ktoś naszym kosztem dbał o swój dobrostan. “Nie mam ochoty” to nie egoizm, tumiwisizm, to nazwanie tego, czego ja teraz i tutaj chcę, czego potrzebuję. Nie mam zamiaru z tego rezygnować w kolejnych latach mojego życia.

I w końcu po trzecie coś, co nie przychodziło do mnie, ale czego nie potrafiłam wcielić w swoje życie. Niby wiem, że nie na wszystko mamy wpływ, że nie każdy plan uda się zrealizować, że po drodze może dojść tak wiele czynników, które przestawią twoje tory na zupełnie inną stronę. Dlatego tak ważne jest, aby nauczyć się odpuszczać. Słucham swoich emocji i tego, co mi gdzieś w środku gra. Kiedy odczuwam niepokój, szukam jego źródła, a nie próbuje zagłuszyć kolejnymi projektami do zrealizowania, nadaktywnością i emocjonalnością, której później żałuję, bo efekty zazwyczaj są opłakane.

Wiem już, że to na co nie mamy wpływu, nie jest nasze, więc nie warto temu dawać swój czas i uwagę, tylko skierować energię na to, na co wpływ mamy. W jednej z trudnych dla mnie sytuacji przyjaciółka powiedziała: uspokój się, pomyśl na czym ci zależy, jakie są twoje potrzeby, czego chcesz i dopiero wtedy działaj. Nie było łatwo, bo w moim przypadku emocje zazwyczaj biorą górę. Ale udało się, posłuchałam jej i okazało się, że było warto.

Ponownie dotarło do mnie z całą mocą, że ja i to co moje jest ważne, a cała reszta, która toczy się wokół, niech się dzieje. Mam wpływ na swoje emocje, na własne wybory i decyzje, jeśli nie są one z kimś kompatybilne, to znaczy, że trzeba to odpuścić, poszukać innego wentyla. Dać upust temu, co nam w duszy gra i podążać za tym, choć droga na początku wydaje się być usłana wielkimi górami, pod które toczymy nasze kanciaste głazy.

Ale – często powtarzam kiedyś zasłyszane słowa: na końcu zawsze jest dobrze, a jak nie jest, to znaczy, że to jeszcze nie koniec. I tego mam zamiar się trzymać.