Psychologia

26 sygnałów, które mogą świadczyć o tym, że… niestety jesteś toksyczna

Redakcja
Redakcja
23 sierpnia 2021
fot. Prostock-Studio/iStock
 

Czy jesteś osobą toksyczną? Założę się, że twoja odpowiedź brzmi: „Nie, oczywiście, że nie!” Większość z nas myśli o sobie jako o osobie życzliwej lub, w najgorszym przypadku, czasami trochę szorstkiej, ale ogólnie o dobrym sercu. Prawda? Niestety, możesz nie wiedzieć, jaki wpływ na innych ludzi ma to, co robisz i mówisz. Toksyczni ludzie mogą być toksyczni tylko w określonych sytuacjach. Możesz być wspaniałym rodzicem i małżonkiem, ale tyranem w pracy. Albo świetnym szefem i mentorem, ale fatalną partnerką.

To, co wydawało ci się dobrodusznym pytaniem, mogło być bardzo bolesne dla kogoś innego. Krytyka, o której myślałaś, że to nic wielkiego, mogła sprawić, że twój współpracownik czuł się niepewnie przez wiele dni. Być może myślałaś, że zabawiasz swoich pracowników wspaniałymi opowieściami o swoich wyczynach, ale oni słuchali tylko dlatego, że musieli i niecierpliwie czekali na szansę, aby się wymknąć.

Jak więc możesz naprawdę stwierdzić, czy inni uważają cię za toksyczną, czy nie? Aby pomóc Ci to rozgryźć, mamy 26 punktów, które mogą świadczyć o twojej toksyczności. Zadaj sobie pytanie, czy kiedykolwiek zrobiłaś któreś z poniższych. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, być może będziesz musiała przemyśleć niektóre ze swoich zachowań lub założeń.

Istnieją różne poziomy toksyczności. Niektóre rzeczy są od razu mają działanie śmiertelne. Inne powodują szkody z czasem. Jeśli chodzi o ludzi, definicja niewiele się zmienia. Toksyczna osoba to taka, która swoimi słowami i czynami wyrządza krzywdę innym. Pozostawia innych w gorszej sytuacji, gorszym samopoczuciu, niż przed spotkaniem z nią. Czasami ta krzywda jest odczuwana natychmiast. Innym razem buduje się powoli z czasem. Jak możemy rozpoznać, że niestety to właśnie my jesteśmy tymi toksycznymi?

Oto sygnały, na które powinnaś zwrócić uwagę.

1. Ludzie czują się gorzej po kontakcie z tobą.

2. Ludzie unikają cię lub znikają z twojego życia na dobre.

3. Jesteś bardzo krytyczna i uważasz, że jesteś lepsza od innych.

4. Kontrolujesz lub jesteś emocjonalną manipulantką.

5. Nigdy nie przepraszasz ani nie przyznajesz się do tego, że zrobiłaś coś źle, popełniłaś błąd.

6. Za wszystko starasz się obwiniać innych.

7. Korzystasz z dobroci innych ludzi.

8. Upokarzasz ludzi, aby zyskać przychylność tłumu.

9. Chowasz w sobie urazę.

10. Sprawiasz, że wszelkie tematy nabierają osobistego charakteru.

11. Nie cieszysz się z sukcesów innych.

12. Jesteś zazdrosna o innych.

13. Grozisz reperkusjami tym, którzy próbują cię wyprzedzić w jakiejkolwiek dziedzinie.

14. Nigdy nie idziesz na kompromis.

15. Nie można ufać, że dochowasz tajemnicy.

16. Robisz złośliwe, pasywno-agresywne komentarze.

17. Używasz presji tłumu, aby skłonić ludzi do robienia rzeczy, których nie chcą robić.

18. Twoje nastroje są zmienne.

19. Jesteś królową dramatu.

20. Wciąż rywalizujesz.

21. Ludzie wypominają ci twoje zachowanie.

22. Grasz ofiarę.

23. Nigdy nie wspierasz innych.

24. Nie bierzesz pod uwagę uczuć innych ludzi.

25. Kłamiesz i wywołujesz konflikty.

26. Twoim ulubionym tematem rozmowy jesteś TY!

 

 


Psychologia

Jęczmień a makijaż na oku: o czym pamiętać, kiedy coś pojawia się koło naszego oka?

Redakcja
Redakcja
23 sierpnia 2021
 

Jęczmień w oku to dolegliwość, która może wywoływać dyskomfort i utrudniać codzienne funkcjonowanie. Występowanie ropnej zmiany stanowi również przeszkodę do wykonania codziennego makijażu, który mógłby przyczynić się do nasilenia stanu zapalnego w oku. Czy można malować się mimo wystąpienia jęczmienia w oku? Jakich kosmetyków używać, żeby sobie nie zaszkodzić?

Jęczmień na oku a makijaż: czy można go wykonywać?

Jęczmień to charakterystyczna, ropna zmiana, która pojawia się w obrębie powiek. Najczęściej przybiera postać czerwonego guzka, wokół którego może pojawić się obrzęk oraz zaczerwienienie.

„W większości przypadków jęczmień znika samoistnie po upływie kilku dni, natomiast w tym czasie niezwykle istotne jest zadbanie o prawidłową higienę oczu oraz unikanie czynników, które mogłyby nasilać stan zapalny” – podkreśla redakcja portalu na-oczy.pl, która udzieliła nam kilku merytorycznych wskazówek w obrębie tego tematu.

Ze względu na fakt, że jęczmień wywołany jest przez zakażenie bakteryjne, do momentu wygojenia zmiany ropnej warto zrezygnować z wykonywania makijażu, który mógłby ułatwić rozprzestrzenianie się bakterii. Warto podkreślić, że ewentualna możliwość użycia tuszu do rzęs czy innych kosmetyków zależy od rozmiaru zmiany ropnej, jej umiejscowienia, a także od rodzaju zastosowanych preparatów do makijażu.

Dlaczego należy uważać przy wykonywaniu makijażu mając jęczmień na oku?

W przypadku pojawienia się jęczmienia należy zachować szczególną ostrożność w trakcie wykonywania makijażu. Brak rozwagi oraz nieprzestrzeganie zasad higieny mogą doprowadzić do nasilenia stanu zapalnego w oku oraz wydłużyć proces gojenia się zmiany ropnej. Malowanie się może przyczynić się do pogłębienia dolegliwości ze względu na czynniki, takie jak:

  • nasilenie stanu zapalnego,
  • wydłużenie czasu leczenia,
  • zwiększone ryzyko przeniesienia się bakterii do drugiego oka,
  • drażniące działanie niektórych kosmetyków stosowanych do wykonywania makijażu.

Jakich kosmetyków unikać, gdy jęczmień powoduje u nas dyskomfort?

Niektóre, zawarte w kosmetykach do makijażu substancje mogą utrudniać utrzymanie prawidłowej higieny twarzy lub wręcz działać drażniąco. W przypadku pojawienia się jęczmienia w oku należy zwrócić szczególną uwagę na składy stosowanego tuszu do rzęs, eyelinera czy cieni do oczu, aby uniknąć pogorszenia stanu zapalnego. Składniki, które warto omijać w momencie wystąpienia infekcji bakteryjnej oka, to między innymi:

  • substancje zapachowe,
  • chemiczne filtry przeciwsłoneczne,
  • parabeny,
  • parafina,
  • silikony,
  • alkohol benzylowy,
  • formaldehyd,
  • glikol propylenowy.

Jakich kosmetyków powinnyśmy używać, aby załagodzić dolegliwości?

W przypadku pojawienia się jęczmienia pod okiem należy stosować kosmetyki o delikatnym składzie. Wybierając produkt, warto przeanalizować jego skład, aby uniknąć niepożądanych reakcji ze strony skóry oraz zapobiec nasileniu stanu zapalnego powstałego w obrębie powiek. Składniki, które nie zaburzą procesu gojenia się zmiany ropnej, to:

  • ekstrakty roślinne,
  • wyciągi z alg,
  • witamina E,
  • kwas hialuronowy,
  • skwalan,
  • oleje,
  • alantoina.

Dodatkowo, aby załagodzić odczuwany dyskomfort, możemy wykorzystać domowe sposoby, które skutecznie mogą pomóc załagodzić nasz dyskomfort. Jakie domowe metody warto wykorzystać w zwalczaniu jęczmienia? Rekomendujemy sprawdzić techniki opisane tutaj: https://na-oczy.pl/jeczmien-na-oku/domowe-sposoby/

Jęczmień a makijaż: jakie środki ostrożności warto zachować?

Przestrzeganie zasad higieny oraz unikanie stosowania kosmetyków, które mogłyby nasilić zmianę na powiekach może przyspieszyć proces gojenia się obrzęku oraz zapobiec dalszemu postępowi infekcji bakteryjnej. Z tego względu na czas występowania jęczmienia w oku warto zadbać o przestrzeganie zasad, takich jak:

  • dokładne oczyszczenie pędzli lub gąbek do makijażu,
  • rezygnacja z przedłużania rzęs,
  • unikanie produktów zatykających pory skóry,
  • rezygnacja ze stosowania produktów zawierających w składzie drobinki brokatu,
  • unikanie dzielenia się kosmetykami z innymi osobami,
  • dokładne wykonywanie demakijażu,
  • regularne mycie rąk.

Podsumowanie

Jęczmień pod okiem to dolegliwość, która może utrudniać wykonywanie makijażu. Ignorowanie zmiany ropnej oraz nieprzestrzeganie zasad higieny może przyczynić się do nasilenia stanu zapalnego i wydłużenia czasu gojenia się jęczmienia. Osoby, które nie mogą całkowicie zrezygnować z malowania się w tym czasie, powinny szczególnie zadbać o zachowanie środków ostrożności.

W przypadku nasilenia stanu zapalnego lub wątpliwości co do wykonywania makijażu w trakcie wystąpienia infekcji bakteryjnej oka warto skonsultować się z lekarzem, który będzie w stanie ocenić stopień nasilenia dolegliwości oraz zaproponować ewentualne leczenie.


Psychologia

„Kazały przystawiać małego jak najczęściej, ale on nie chciał. A ja już chciałam po prostu, żeby moje dziecko było najedzone”

Redakcja
Redakcja
23 sierpnia 2021
fot. Vasyl Dolmatov/iStock

Karmisz dziecko piersią? To pytanie, które najczęściej zadaje się młodej mamie. Jednak mleczna droga nie dla wszystkich kobiet jest oczywista i bezproblemowa, szczególnie na początku. Są sytuacje, które sprawiają, że kobiety muszą zawalczyć o laktację, zanim odnajdą w karmieniu wiele radości i satysfakcji. Przedstawiamy trzy różne historie mam, którym udało się utrzymać laktację z udziałem pomocnika – laktatora.

Agnieszka lat 27

Kiedy byłam już na końcówce ciąży, planowałam, że będę karmić synka piersią. Ponieważ rodziłam przez cesarskie cięcie – wiedziałam, że będę mieć trudniejszą drogę do pokonania – by zawalczyć o wywołanie laktacji. Stres, ból po cięciu – nie ułatwiały osiągnięcia sukcesu. Maluch denerwował się przy piersi – ponieważ mleko nie chciało z niej lecieć, a on płakał i był głodny. Bardzo mnie to frustrowało.

W szpitalu, w którym rodziłam – niemile widziane było dokarmianie dziecka butelką. Położne mówiły, że jak dam mu zasmakować picia z butelki – to już nie będzie chciał piersi. Jednocześnie jednak nie bardzo potrafiły mi pomóc, bym osiągnęła sukces w karmieniu piersią. Kazały jedynie przystawiać małego jak najczęściej, ale on nie chciał ssać dłużej, tylko płakał zdenerwowany i głodny. A ja już chciałam po prostu, żeby moje dziecko było najedzone. I faktycznie prawie się poddałam – już dzwoniłam do męża, żeby kupił butelki i mleko i przywiózł je do szpitala.

Wtedy zadzwoniła koleżanka i poradziła mi, żebym spróbowała rozkręcić sobie laktację laktatorem. Stwierdziłam, że warto spróbować – i traktowałam to jako ostatnią deskę ratunku przed podaniem dziecku mleka modyfikowanego. I to była świetna decyzja! Faktycznie po kilkukrotnym, regularnym odciąganiu mleka – laktacja ruszyła. To wystarczyło, żeby zachęcić synka do ssania – i dalej już on sam regulował moją laktację. A ja byłam szczęśliwa, że jednak będę mogła karmić synka piersią.

Magda lat 28

Moje doświadczenia z karmieniem piersią były trudne, już w ciąży zastanawiałam się jak to będzie i czy będę miała pokarm. Miałam spore obawy, głównie dlatego, że przez wiele miesięcy źle się czułam, dokuczały mi mdłości, później złe wyniki badań, anemia, totalny brak sił. Mimo wszystko wierzyłam, że pokarm wytworzy się instynktownie jak maleństwo będzie już na świecie.

Niestety trudny, wielogodzinny poród, utrata dużej ilości krwi, stres a w konsekwencji depresja poporodowa spowodowały, że jeszcze w szpitalu musiałam maleństwo dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Walka o laktację trwała – konsultacje z doradcą laktacyjnym, częste przystawianie maleństwa do piersi, a w międzyczasie w każdej wolnej chwili praca na wyczekiwanym szpitalnym laktatorze i odciąganie pokarmu. Po wyjściu ze szpitala walka trwała jeszcze kilka miesięcy, w pewnym momencie nie miałam już siły i odpuściłam. Bardzo to przeżyłam.

Cały ten temat musiałam poukładać w swojej głowie, a dokładnie dwa lata później spróbować zawalczyć ponownie z drugą córeczką. Byłam pozytywnie nastawiona, przygotowana psychicznie i fizycznie. Idealnie spakowałam torbę do szpitala, wzięłam ze sobą laktator i wszystkie najpotrzebniejsze akcesoria. Wiedziałam, że tym razem nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć i mamy duże szanse na to, aby tym razem wszystko się udało.

Joanna lat 32

Kiedy na świecie pojawił się mój pierwszy syn, wszystko przebiegało książkowo. Od razu po urodzeniu przystawiłam małego do piersi, a on nie miał żadnych problemów z jedzeniem. Nie miałam stresu, który spotyka wiele mam na początku ich drogi z karmieniem.

Kiedy po kilku latach starań dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży, nie obawiałam się, że może pójść coś nie tak. Niestety już pod koniec trzeciego miesiąca ciąży okazało się, że jej utrzymanie może być problemem. Leżałam kilka miesięcy, uważałam na siebie i czekałam na pomyślne rozwiązanie. Antoś urodził się siłami natury dwa tygodnie po terminie. Kiedy wzięłam go na ręce, byłam bardzo szczęśliwa, że jest z nami, że wszystko skończyło się dobrze… Minęło kilka godzin od porodu i przy pierwszym obchodzie pediatry, usłyszałam słowa, które do dziś sprawiają, że łzy same płyną mi po policzkach: „Pani Asiu, niestety wyniki badań krwi Pani synka są złe, nie możemy jeszcze dać jednoznacznej diagnozy. Musimy zrobić mu szereg badań”. To był wielki szok dla mnie! Ale jak to, przecież syn urodził się zdrowy i dostał 10 punktów?

Kiedy otrzymałam dokumenty i informacje jak wiele badań mały musi przejść – byłam przerażona. Na dodatek synek został mi zabrany i trafił na oddział neonatologii. I wtedy pojawiło się wiele obaw o jego życie oraz o laktację. Zastanawiałam się, jak będę go karmić… Położna powiedziała mi, że mały przez kilka pierwszych dni może być karmiony tylko butelką. Wiedziałam, że to, co mogę dać mu najlepszego, to będzie podawanie mojego mleka, bałam się jednak, że kiedy nie mogę go karmić sama, może okazać się, że stracę pokarm. Musiałam coś zrobić, aby utrzymać laktację. I wtedy przypominałam sobie, że w szkole rodzenia położna polecała nam, aby do szpitala spakować laktator. Wbiegłam do swojej sali, otworzyłam torbę wyciągnęłam laktator i zaczęłam odciągać pokarm. Potem w butelce zaniosłam go położnej, aby nakarmiła Antosia. Mały był jednak tak słaby, że bardzo mało jadł.

Ale ja się nie poddawałam, odciągałam mleko laktatorem co 3-4 godziny i stosowałam metodę 7 5 3. Metoda ta polega na naprzemiennym odciąganiu mleka w systemie 7 minut jedna pierś, następnie 7 minut druga, następnie wracamy do pierwszej i przez 5 minut odciągamy ponownie z niej mleko, i z drugiej znowu 5 minut. Wracamy znowu do pierwszej i przez 3 minuty odciągamy, i znowu druga przez 3 minuty.

Kiedy kończyłam – biegłam na oddział neonatologii, oddawałam mleko położnej, a ona podawała je maleństwu. Po kilku dniach, gdy synek mógł już być ze mną i kiedy przystawiałam go do piersi, a on ssał – wiedziałam, że moja determinacja i pomoc laktatora pomogły mi utrzymać laktację. Mogłam już cieszyć się bliskością z małym. Czułam dumę i wielkie szczęście, że wszystko skończyło się dobrze! Dziś mały jest zdrowy i radosny, a chwile, kiedy przystawiałam go do piersi zapamiętam na zawsze.

***

Ile kobiet, tyle historii związanych z laktacją. Dlatego wybierając się do szpitala warto, aby w torbie każdej mamy znalazł się laktator, który pomoże jej w chwilach kryzysu. Jednak, aby osiągnąć dobre rezultaty, najlepiej do odciągania pokarmu używać dobrego i sprawdzonego laktatora elektrycznego. Easy & Natural firmy Canpol został stworzony z myślą o maksymalnym komforcie odciągania mleka. Doskonale sprawdza się po porodzie fizjologicznym, jak i po cesarskim cięciu. Dzięki silikonowej nakładce masującej zapewnia wysoki komfort, także podczas długotrwałego odciągania. Jest intuicyjny i łatwy w obsłudze – posiada aż 18 ustawień siły i rytmu ssania, dzięki czemu można dopasować jego pracę do potrzeb i preferencji kobiety karmiącej.

Są sytuacje w życiu, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć – ale możemy zrobić wiele, żeby się na różne ewentualności odpowiednio przygotować. Planując karmić piersią, warto mieć pod ręką odpowiednie wsparcie, które pomoże uratować laktację, jeśli będzie zagrożona. Pakując torbę do szpitala, nie powinno zabraknąć w niej laktatora, który pozwoli mieć spokój w głowie w wielu kryzysowych sytuacjach.


Zobacz także

„Chyba wezmę cię na 7 piętro onkologii, żebyś zobaczyła jak dzieci żegnają się z matkami. Zrozumiesz, co to są prawdziwe problemy”. Ania Szubert – życie po raku

„Chyba bym umarła – pękłoby mi serce…”. Jaka to straszna głupota, kiedy obok ludzie umierają naprawdę

5 sposobów, by skończyć to, co zaczynasz

5 sposobów, by skończyć to, co zaczynasz

Komentarze w sprawie gwałtu nie pozostawiają złudzeń: w Polsce to wciąż ofiara jest winna przestępstwa. Szczególnie jeśli jest kobietą