Go to content

Jesteś swoim własnym oprawcą? Sprawdź, czy sama wobec siebie stosujesz gaslighting

fot. Verne Ho/Unsplash


Sporo już napisano o ludziach, którzy stosują gaslighting, czyli rodzaj wyrafinowanej przemocy psychicznej. W jej wyniku powoli tracisz zaufanie do siebie, kwestionujesz własne odczucia i masz wątpliwości, czy postępujesz słusznie. Brzmi znajomo? Ale my nie do końca o tym chcemy opowiadać. Okazuje się, że wielu z nas posiada również… wwnetrzy głos, który niszczy nas od środka i czyni podatnym na manipulacje zewnętrznych drapieżców. Mechanizm do złudzenia przypomina gaslighting. Tylko, że to ty jesteś swoim własnym oprawcą.

Co to jest gaslighting?

Termin gaslighting nie ma w języku polskim odpowiednika. Pochodzi od tytułu sztuki Patricka Hamiltona  „Gaslight”, która opowiada historię pewnego małżeństwa. Paula podejrzewa męża o morderstwo. Zauważa, że z domu znikają przedmioty, a w nocy docierają do niej dziwne dźwięki. Mąż usiłuje jej wmówić, że to urojenia i dlatego zapala lampy gazowe, próbując przekonać żonę, że tylko ona je widzi. W pewnym momencie Paula zaczyna wierzyć, że jest chora psychicznie, co oznacza, że okrutna manipulacja męża się powiodła.

Klasyczny gaslighting polega więc na takim manipulowaniu drugą osobą, by stopniowo przejmować kontrolę nad jej sposobem postrzegania rzeczywistości. Gaslighting można rozpoznać dzięki kilku sygnałom ostrzegawczym. Są to: częste powątpiewanie w swoje własne sądy; zastanawianie się, czy oby na pewno warto poruszać jakiś temat z obawy przed konsekwencjami; łapanie się na przybieraniu postawy przepraszającej, by nie sprowokować manipulatora; drobne kłamstwa, by uniknąć niezadowolenia po drugiej stronie. Jednym zdaniem chodzi o to, że w wyniku manipulacji drugiej osoby zaczynasz realnie wątpić w siebie.

Jednak terapeuta Richard Brouillette idzie o krok dalej i twierdzi, że wielu z nas takiego gaslighting ma zakorzeniony głęboko w sobie. Już tłumaczymy o co chodzi w tej teorii.

Wewnętrzny złośliwy krytyk

Wszyscy mamy w sobie „wewnętrznego krytyka”, który mówi nam co można, a czego nie powinno się robić. Jeśli ten krytyk mówi do ciebie „zdrowym głosem”, to podpowiada ci sensowne zasady moralne, jest niejako twoim sumieniem.

Kiedy zaczyna się problem? Psychologowie twierdzą, że dzieci wychowywane w domach, w których ich potrzeby nie były zaspokajane, szybko zaczęły wierzyć, że mogą polegać tylko na sobie. Kłopot w tym, że małe dziecko nie jest psychicznie gotowe, by dbać o siebie w pojedynkę. Dwulatek nie umie karmić się, gdy przychodzi głód; otulać kołdrą, gdy zimo; głaskać po dłoni, gdy czuje strach. Nadal jest zależny od rodziców i to do nich należy ten podstawowy obowiązek – dawanie mu poczucia bezpieczeństwa. W późniejszym wieku np. u nastolatka zaniedbywanie może dotyczyć np. zbyt silnej krytyki i braku wsparcia rodziców i nauczycieli w trudnych sytuacjach. To wszystko niestety „odbija się” później na naszym dorosłym życiu.

Później tacy zaniedbywani dorośli mają tendencje do tego, by czuć większe psychiczne obciążenie i napięcie, którego sami nie potrafią wyregulować. Wydaje im się, że ponoszą porażkę i nie są wystarczająco dobrzy. Wewnętrzny głos, czyli właśnie krytyk szepce im do ucha: „Wciąż zawodzisz! Musisz się postarać, żeby przetrwać. Nie ma tu nikogo, kto mógłby ci pomóc”.

Wewnętrzne zastraszone dziecko

Teraz czas na drugą cząstkę tej fatalnej układanki. „Jeśli zaniedbywane emocjonalnie dziecko było jeszcze poniżane, maltretowane lub zastraszane przez swoich opiekunów – najprawdopodobniej rozwinęło się u niego głębokie poczucie wstydu, nieadekwatności i strach przed porzuceniem”, twierdzi Richard Brouillette.

Kiedy połączysz w parę silnego „wewnętrznego krytyka” z niepewnym, bezbronnym „wewnętrznym dzieckiem”, to robi się z tego poważny galimatias. Owo bezbronne dziecko zwraca się bowiem do krytyka po opiekę i wsparcie. To zupełnie tak jakby w realu jakiś maluch, który boi się porzucenia, próbował polegać na złośliwym i karzącym dorosłym. W ten sposób zaczyna się odbywać niszczący od środka dialog – podobny do gaslightingu. Sama sabotujesz siebie. Sama siebie ranisz. Stajesz się swoim największym wrogiem.

Jak to się może objawiać? Możesz np. bać się, że zostaniesz sama do końca życia, bo nie zasłużyłaś na miłość. Możesz też trzy dni pisać swoje CV, zanim wyślesz je do pracy, ponieważ ciągle uważasz, że nie jest wystarczająco idealne. Możesz nie wierzyć swoim odczuciom, że jesteś mobbingowana i sama przekonujesz siebie, że przesadzasz.

Kto może ci pomóc?

Psychologowie radzą, by zacząć postrzegać siebie jako człowieka złożonego z kilku części. Każdy z nas ma w sobie: „wewnętrznego krytyka”, „wewnętrzne dziecko” i część „wewnętrznego mądrego dorosłego” – albo jak go inni nazywają „prawdziwego przewodnika”. To właśnie ta część potrafi sprawnie zarządzać wszystkim i należycie troszczyć się o twój codzienny dobrostan. Właśnie od niej zależy, czy poradzisz sobie z wewnętrznym krytykiem i bezbronnym dzieckiem. Tylko ona potrafi powstrzymać twój wewnętrzny „gaslighting”.

Dlatego monitoruj swoje odczucia i próbuj łapać te chwile – podczas których mówi do ciebie „wewnętrzny krytyk”. Za każdym razem, gdy czujesz się przez niego łajna, poniżana, uciszana, unieważniana – notuj, co w danej chwili czułaś. Niepewność, wstyd i strach przed porzuceniem? Saraj się przejść do bardziej zdroworozsądkowej argumentacji przeciw „krytykowi”. Mów np. tak: „Powtarzanie, że jestem nieudacznikiem, nie pomoże mi stać się bardziej asertywną!”.

Opiekuj się też swoim „wewnętrznym wrażliwym dzieckiem”, które odczuwa strach i wstyd. Jeśli przychodzi do ciebie jakiś lęk, powiedz swojemu dziecku: „Nie martw się, kochanie! Czas sprawi, że ta emocja minie. Musimy przeczekać”. W tzw. międzyczasie zrób sobie ciepłą herbatę i poleż pod kocem, by uspokoić smutki.

Pamiętaj, że proces zdrowienia polega nie na zamiataniu pod dywan… niepokoju. Te uczucia są naturalne i każdy dorosły człowiek je przeżywa. Jednak gdy do głosu dopuścisz już swojego „wewnętrznego przewodnika”, poczujesz, że jego siła i mądrość potrafią przeganiać smutki, pokonywać kłopoty, troszczyć się, odpuszczać. Co ciekawe – każdy z nas ma w sobie tę część. Nawet jeśli miał „spaprane” dzieciństwo. Ważne tylko, by umiał to w sobie odnaleźć i pielęgnować. Twój mądry „wewnętrzny przewodnik” naprawdę sprawi, że życie rozkwitnie milionem barw – czyli twoją wewnętrzną siłą.