Psychologia

Dlaczego sfrustrowany facet jest największym wrogiem kobiet

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
3 czerwca 2020
Fot. iStock
 

To może być twój szef, który zamiast cieszyć się z twoich sukcesów, na siłę udowadnia ci, że umiesz mniej niż naprawdę. Albo partner, który sprawia, że tracisz poczucie wartości. A może kolega, który wyżywa się na tobie emocjonalnie, bo sam czuje się nieszczęśliwy? Ale najczęściej, anonimowy troll. W każdym przypadku, sfrustrowany facet to największy wróg kobiet.

Dlaczego? Sfrustrowani faceci nie lubią kobiet. Taki „Jan Kowalski” albo inny „Piotr Nowak” zakrywając się banalnym nickiem trolluje w sieci kobiece portale, wylewając swoje żale i prowokując bezsensowne dyskusje, nierzadko nie przebierając w słowach. Czemu to ma służyć? W jakiej rozsypce emocjonalnej i intelektualnej trzeba być, by od rana do nocy śledzić posty i odpowiedzi na własne komentarze? Może to próba bycia zauważonym, połechtania swojego nadwyrężonego ego, wsadzenia „kija w mrowisko”, pokazania swojej wyższości… Czy taki „Kowalski” znalazłby odwagę, by przedstawić swój punkt widzenia twarzą w twarz? Nie sądzę. Bo chyba jednak czuje, że nazwanie kobiety „przechodzoną szmatą¹” jest, mówiąc delikatnie, zupełnie nie na miejscu.

Sfrustrowani faceci mszczą się na kobietach za własne niepowodzenia. I kochają osądzać. Ma tatuaż? to znaczy, że jest „wybrakowana”.  A w ogóle,  jak to możliwe, że jej się udało, a jemu nie? Na pewno z kimś się przespała, żeby osiągnąć ten swój wątpliwy sukces. Przecież „żenująco niski poziom dzisiejszych kobiet, zmusza współczesnych mężczyzn do obniżenia standardów”, więc ten awans to z pewnością dlatego, że ktoś się nad nami ulitował…

Sfrustrowani faceci chcą zmieniać kobiety. Najchętniej na takie, które łatwo zdominować, a nie „wyklepane rupiecie z wymaganiami”. Stawiają na „młodsze”, bo tylko te, skuszone wyższym statusem materialnym mężczyzny, dadzą się łatwo zmanipulować i przekonać, że jedynie „usłużna postawa” da im samoakceptację…

Sfrustrowani faceci żyją w alternatywnej, czarno-białej rzeczywistości. W tym świecie kobiety to paskudne, wychowane przez matki na „wyszczekane księżniczki” (niestety – również kobiety) harpie, które tylko czekają, by dorwać się do męskiego portfela. Wiadomo, same utrzymać się nie potrafią. Tylko czekają na „frajera”, który skuszony słodkim wyglądem (a to przecież jedynie maska), odda im we władanie swój rachunek bankowy. A wtedy pokażą swoje prawdziwe, patologiczne oblicze.

A mężczyźni? Pozostają zawiedzeni, bezbronni i bezradni, szczerzy i z masą dobrych chęci, których nikt niestety nigdy nie docenił. Po raz kolejny ktoś ich wykorzystał, okradł o i oszukał. Dlatego właśnie nie radzą sobie z życiem. Jak żyć wierząc, że większość kobiet to „niewolnice własnych emocji i słabości, zadufane materialistki, które nie wyglądają już nawet jak kobiety”?

Sfrustrowani faceci powinni leczyć swoją frustrację i wziąć się za bary z własnym życiem. Przestać użalać się nad sobą i obarczać winą za swoje niepowodzenia kobiety. Powinni wyłączyć komputer albo nauczyć się z niego mądrze korzystać, postawić na własny rozwój i stać się ciekawymi, wartymi poznania i inteligentnej rozmowy mężczyznami. Długa droga przed nimi.


1) Wszystkie przytoczone epitety dotyczące kobiet pochodzą z anonimowych komentarzy czytelników, zamieszczonych pod artykułami, które ukazały się na łamach portalu ohme.pl. Polska, XXI wiek.


Psychologia

Miłości się nie szuka, miłość przychodzi sama. Po prostu zjawia się jak dawno niewidziany przyjaciel

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
7 lipca 2020
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

To się dzieje trochę „poza nami”. Zjawia się w naszym życiu człowiek, który staje się tym najważniejszym. Może na początku jeszcze o tym nie wiemy, może patrzymy na niego zupełnie zwyczajnie. Nie ma tego jednego błysku, który mówiłby nam „to on, to ona”. Z czasem jednak wszystko się krystalizuje i okazuje się, że coraz trudniej nam wyobrazić sobie życie, w którym tej osoby nie ma. A przecież jeszcze wczoraj było zupełnie inaczej. Wczoraj gotowi byliśmy szukać tego zakochania za wszelką cenę.

Moi znajomi poznali się na studiach. Ot zwykła, przyjacielska znajomość, nic więcej. Lubili swoje towarzystwo, ją bawiły jego żarty, a on uwielbiał słuchać jak ona mówi, opowiada, śmieje się odrzucając na plecy ciemne włosy. Wiedzieli o sobie wiele, dobrze się rozumieli. Spędzili we dwoje nie jeden wieczór, znali swoje historie, rozumieli się bez słów.

On był typem samotnika. Może dlatego rozpadały się jego związki? Nigdy nie szukał nikogo „na siłę”. Ale zawsze miał wrażenie, że z osobami, z którymi się spotykał, nie łączyło go aż tak wiele, by móc powiedzieć „to miłość mojego życia”. Nigdy tego nie poczuł. Tak przynajmniej mu się wydawało.

Spotkali się ponownie po 15 latach, zupełnie przypadkiem, na ulicy. Poznała go od razu. Jasne, pewne spojrzenie niebieskich oczu, uśmiech, który wcześniej często dodawał jej otuchy, pewność siebie… Na jego twarzy pojawiło się kilka zmarszczek, ale to tylko dodało mu uroku. I takiej przyjemnej „swojskości”. Wspomnienie dawnych, dobrych lat wróciło, a z nim – radość.

Ucieszyła się. Tak szczerze, mocno. Ogarnęło ją coś w rodzaju wzruszenia. Tłumaczyła sobie to jako sentymentalny powrót do wczesnej młodości. Poza tym zawsze go bardzo lubiła i często zastanawiała się, jak potoczyły się jego losy.

A on? Chyba pierwszy raz zobaczył w niej kobietę, a nie kumpelę. Zmieniła się. Nie była już tą smukłą, wesołą dziewczyną, prawie „dziewczynką”. Była osobą, która przeżyła śmierć rodziców, stratę ciąży i poważne miłosne rozczarowanie. Mądre oczy patrzyły na niego inaczej niż kiedyś. Wzruszyły go te zmiany w jej wyglądzie, poruszyły coś w środku, głęboko. Spontanicznie wziął ją za rękę.

Przez te 15 lat zdarzały się chwile, w których o niej myślał, jasne. Ale to spotkanie zaskoczyło go stopniem emocjonalności. To nie była tylko radość ze spotkania ze starą przyjaciółką. Jej widok tchnął w niego nadzieję na to, że może być szczęśliwy w relacji z drugą osobą.

Umówili się na kawę, potem na wernisaż wspólnej znajomej. Zorganizowali spotkanie dawnych przyjaciół z roku. Odnowili przyjaźń, ale oboje czuli, że rodzi się między nami uczucie, które znaczy dużo więcej.I nagle, po latach okazało się, że to na siebie właśnie czekali. Że chcą tego samego, że jej nie przeszkadza jego powolność w podejmowaniu decyzji, a on widzi w niej motywację do zmian na lepsze. Że nie kłócą się o bzdety, a ściany w mieszkaniu pomalowaliby na ten sam kolor. Że ona lubi spać dłużej, a on wstać wcześniej i przygotować dla nich śniadanie. Że wieczorem ona słucha swojej muzyki, a on czyta opierając głowę na jej kolanach. I tak właśnie jest idealnie.

Dziś mijają 3 lata od tamtego spotkania na ulicy. Basia i Rafał są razem, szczęśliwi, spełnieni. Myślą o założeniu rodziny, adoptowali psa ze schroniska. Oboje mówią, że po raz pierwszy w życiu są w związku, w którym nie czują presji, tylko radość z przebywania w towarzystwie ukochanej osoby. Że ona nie czuje się oceniana, tylko ważna. A on rozumie wreszcie, jak ważne są kompromisy.

Czekali na siebie, to pewne. Dopełniają się i wiedzą, że nie mogą tego stracić, zepsuć. A ja w nich wierzę, tak jak wierzę w to, że czasem miłość przychodzi pózniej. Jak dawno niewidziany przyjaciel.


Psychologia

On nadal kocha dziewczynę sprzed lat, ale nie rozumie kobiety, z którą mieszka pod jednym dachem

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
22 maja 2020
Fot. iStock/Astarot

Nieporozumienia, niedomówienia, brak komunikacji. Jakże prostszy byłby świat relacji międzyludzkich, gdybyśmy tylko umieli mówić. Gdybyśmy potrafili wyrażać uczucia, pragnienia, obawy, lęki. Miłość i troskę. Wdzięczność i szczęście. Wiele relacji rozpada się właśnie dlatego, że nie umiemy ze sobą rozmawiać, ale i dlatego, że nie podjęliśmy wyzwania jakim jest wspólna codzienność. To nie jest wytarty frazes. To jest życie.

Agata i Jacek, razem od 10 lat. Poznali się przez Internet, szybko zamieszkali razem. Potem on znalazł świetną pracę za granicą, a ona pojechała tam za nim. Nie, nie była żoną u boku męża. Przeniosła się do tamtejszej fili swojej firmy, zaszła w ciążę. Nie było łatwo. Jacek pracował do późnego wieczora, w weekendy uprawiał swój sport. Agata rozumiała, sama jest typem samotnika. Z czasem przywykła do tego, że prawie ze sobą nie rozmawiają. Ale kiedy urodził się ich syn, postanowiła wrócić do Polski. Jacek został tam, tak ustalili. Jego kariera rozwijała się w szybkim tempie, miał szczęście i szansę robić to, co kocha.

Minęło kilka lat. Jako małżeństwo, para, razem spędzali jedynie święta i urlop. Agata przywykła do tego, że ze wszystkim jest sama – z budową domu, z chorobami syna, śmiercią mamy, z życiem. Jest silna, radziła sobie. A Jacek miał swój świat, swój sport, swoją karierę – tam. Kocha Agatę i kocha ich syna. Ale nie można powiedzieć, żeby miał z nim dobry kontakt. Jest takim „odświętnym” ojcem. I weekendowym partnerem. Mężem – nie mężem.

Agata i Jacek nie rozmawiają ze sobą dużo. Albo raczej – nie rozmawiają o rzeczach ważnych. On jest z natury milczkiem, a ona perfekcjonistką. Woli, kiedy go nie ma. Wtedy wszystko jest poukładane tak, jak ona tego chce: kubki w szafce na drugiej półce, głębokie talerze na dole, deserowe talerzyki na górze. Nikt nie robi bałaganu, nikt nie zakłóca tego starannie wypracowanego porządku dnia, rutyny. Syn jest spokojniejszy, mniej podekscytowany, grzeczny. Nikt nie denerwuje Agaty swoją obecnością. Jest czas dla siebie, na książkę wieczorem.

Kiedy zamknięto granice Jacek był akurat w Polsce. Od ponad dwóch miesięcy pracuje więc zdalnie z Warszawy. Od ponad dwóch miesięcy, jak nigdy przedtem jest dzień w dzień z żoną i synem. I kompletnie nie potrafi się w tym odnaleźć.

Pandemia pokazała Agacie i Jackowi prawdę o ich związku. Tej relacji nie ma, bo nie miała szansy zaistnieć, rozwijać się. Życie na odległość, wyłączenie Jacka z prawdziwych, rodzinnych problemów, jego brak uczestnictwa w codziennym wychowywaniu syna sprawiło, że nie byli ze sobą w kluczowych momentach, nie widzieli jak się zmieniają, dojrzewają. Nie przeszli tego wszystkiego jako para. On nadal kocha dziewczynę sprzed lat, ale nie rozumie kobiety, z którą mieszka pod jednym dachem.

A ona? Czeka z utęsknieniem na moment, kiedy Jacek wróci „do siebie”. Czy rozmawiają? Tak, ale o tym tylko jak zorganizować dzień, by nie wchodzić sobie za bardzo w paradę. Nie denerwować żony tymi źle odłożonymi kubkami w kuchennej szafce i swoimi kosmetykami w łazience.

Kłócą się, coraz częściej. Bo on chce wychować syna inaczej, ale nie wie jak na nowo nawiązać z nim kontakt. Bo ona ma swoje nawyki i uważa męża za gościa w swoim domu. Bo oboje nie wiedzą jak ze sobą rozmawiać, o czym powinni sobie mówić, a o czym nie. Nauczyli się żyć w relacji, która nie wymaga zaangażowania.

Co będzie dalej? Przecież kiedyś oboje się zestarzeją, przejdą na emeryturę i będą na tę swoją obecność skazani. Czy zostaną by trwać przy sobie, coraz bardziej się wzajemnie denerwując, coraz mniej rozumiejąc? Czy starczy im cierpliwości i miłości, by poznać się na nowo? Zbudować tę relację od początku? Czy rozejdą się w różnych kierunkach, starając się zniszczyć jak najmniej z tego, co ich kiedyś połączyło…?

Dbajmy o nasze związki, rozmawiajmy ze sobą. Pozwólmy sobie razem przeżywać te kluczowe momenty, które tworzą nas jako parę. Czas mija szybciej niż nam się wydaje i pewne emocje, uczucia oraz momenty już nie wrócą.