Psychologia

6 inteligentnych sposobów na radzenie sobie z toksycznymi ludźmi

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 listopada 2017
Fot. iStock/Pekic
 

Przetrwanie wzlotów, upadków, burzliwych nastrojów innych dla każdego może być sporym wyzwaniem. Ważne jest jednak, by pamiętać, że czasami ludzie przechodzą w swoim życiu trudne etapy. Mogą być chorzy, coś sprawia, że budzi się w nich lęk, z którym nie potrafią sobie poradzić, cierpią na deficyt miłości i wsparcia. Oni potrzebują zrozumienia, wysłuchania, co nie znaczy, że nie powinniśmy się chronić przed ich kiepskim samopoczuciem i zachowaniem.

Jednak ten typ ludzi, to jedno, trudno ich nazwać toksycznymi, oni nie manipulują, nie zastraszają. Toksyczny tyran wykorzystuje huśtawkę nastrojów do tego, by w określony sposób na ciebie wpłynąć. Chodzi mu tylko o jedno – o zaspokojenie swoich egoistycznych potrzeb, które są przez niego zawsze traktowane priorytetowo, jak relacje, z których może czerpać najwięcej korzyści.

Wiem jedno, nikt nie powinien być w ten sposób traktowany, nikt nie musi się tłumaczyć ze swoich zachowań, tego, co myśli i czuje, tylko po to, by druga osoba poczuła się dobrze. Nikt nie powinien spełniać zachcianek kogoś, kto wzbudza w nim poczucie winy i podkopuje poczucie własnej wartości.

Prawda jest taka, że początkowo nawet nie zauważamy, że tkwimy w toksycznej relacji, a gdy dociera do nas, że jesteśmy manipulowani, wykorzystywani, trudno nam się z sideł takiej osoby wyplątać. Jak to zrobić? Najlepiej inteligentnie.

6 inteligentnych sposobów na radzenie sobie z toksycznymi ludźmi

Uwolnij się

Jeśli znasz kogoś, kto wywiera na tobie presję destruktywnej i emocjonalnej dyskusji – prawdopodobnie jest toksyczny. Już i teraz musi rozmawiać, zarzuca cię tysiącem argumentów, podsyca atmosferę, a gdy ty próbujesz coś wytłumaczyć, każde twoje słowo potrafi obrócić przeciwko tobie. Jeśli nie radzisz sobie w takiej sytuacji, a każde zwrócenie uwagi, że nie chcesz w ten sposób rozmawiać spełza na niczym, spytaj się siebie, czy potrzebujesz w swoim życiu tej osoby?

Kiedy odsuwasz się od toksycznych osób z twoje środowiska, czujesz, że oddychanie staje się o wiele łatwiejsze. Bądź silna i wiedz, kiedy należy powiedzieć: dość! Uwolnienie się od toksycznych osób nie oznacza, że ich nienawidzisz czy że źle im życzysz, oznacza jedynie, że dbasz o siebie, o swój spokój i komfort.

Jeśli jednak nie możesz odsunąć od siebie toksycznych ;ludzi, powinnaś wiedzieć, jak sobie z nimi poradzić.

Przestań udawać, że ich toksyczne zachowanie jest w porządku

Jeśli nie jesteś ostrożna, twoje nastroje mogą być wykorzystywane, możesz przez chwilę poczuć się wyjątkowo traktowana i postrzegana. Ale nie daj się na to nabrać. Toksyczni ludzie się nie zmieniają, jeśli są nagradzani za to jacy są. Przestań chodzić na palcach wokół nich i nieustannie wybaczać ich agresję w stosunku do ciebie. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie.

Stań w swojej obronie

Niektórzy ludzie zrobią wszystko, by osiągnąć osobiste korzyści kosztem innych – oczernią cię w towarzystwie wspólnych znajomych, wezmą pieniądze na wiecznie nieoddanie, będą cię poniżać, znęcać się, obarczać cię nieustannym poczuciem winy. Nie musisz akceptować tego zachowania. Wiesz, że większość z tych osób wie, że robi coś niewłaściwego i w momencie, kiedy się odezwiesz i powiesz, że to ci się nie podoba – one się wycofają?

Kwestionowanie negatywnych zachowań być może uświadomi drugiej osobie, że zachowuje się toksycznie, że grając na twoich emocjach manipuluje tobą.

Spróbuj powiedzieć:

„Zauważyłam, że jesteś zły. Czy coś cię denerwuje?”.

„Myślę, że wyglądasz na znudzonego. Czy uważasz, że to, co mówię, jest nieistotne?”.

„Denerwuje mnie teraz twoje zachowanie/to co mówisz. To właśnie chciałeś osiągnąć?”.

Takie bezpośrednie stwierdzenia mogą być rozbrajające, ale też mogą otworzyć możliwość pomocy takiej osobie, jeśli ma ona do czynienia z poważnym problemem.

Nawet jeśli mówi: „Co masz na myśli?” i zaprzecza, to jednak dociera do niego, że ty zdajesz sobie sprawę z jego próby manipulowania tobą.

Odpuść

Serio. Jeśli twoja godność została zaatakowana, spustoszona i skandalicznie wyszydzona, znajdź siłę do obrony swoich granic. Pokaż, że nie pozwolisz być obrażana i poniżana. Niestety, nie zawsze zostanie to zrozumiane. Możesz na przykład usłyszeć: „Przykro mi, że wzięłaś to, co powiedziałem/powiedziałam tak bardzo do siebie”. Czasami lepiej zakończyć rozmowę obrzydliwą słodyczą lub – gwałtownie.

Naprawdę toksyczne osoby zatruwają wszystkich wokół, w tym i ciebie, gdy tylko im na to pozwolisz. Jeśli próbowałaś rozmawiać, tłumaczyć, a one się nie zmieniają – nie wahaj się odpuścić, zrezygnować z tej relacji i zająć się swoim życiem.

Nie odbieraj toksycznych zachowań osobiście

Toksyczni ludzie często sugerują, że zrobiłaś coś złego, naciskając w ten sposób ich ulubiony przycisk – „wzbudzanie poczucie winy”, który jest bardzo skuteczny. Dlaczego? Bo dla ciebie już sama sugestia, że mogłaś zrobić coś złego, może uderzyć w twoją pewność siebie i wywołać niepokój. Nie pozwól na to. Pamiętaj nie bierz niczego osobiście. Nawet jeśli sytuacja wydaje się osobista, nawet jeśli czujesz się bezpośrednio obrażona – zwykle nie ma to nic wspólnego z tobą.

Daj sobie trochę czasu

Jeśli jesteś zmuszony żyć lub pracować z toksyczną osobą, upewnij się, że masz dość czasu na odpoczynek i regenerację. Skupianie się na racjonalności, nie uleganie emocjom i nastrojom manipulatora bywa niezwykle wyczerpujące. Zrozum, każdy powinien zrozumieć, że potrzebujesz czasu dla siebie. Zasługujesz na niego, by spokojnie pomyśleć, bez zewnętrznej presji i toksycznych zachowań, bez problemów do rozwiązania, granic do pilnowania. Czasami musisz znaleźć czas dla siebie, z dala od świata, w którym mieszkasz, a który nie ma czasu dla ciebie.


źródło: marcandangel.com

 


Psychologia

Po co nam małżeństwo? Po co druga osoba? Żeby rozczarowywać, ranić, nie spełniać naszych oczekiwań? Małżeństwo to przede wszystkim spotkanie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 listopada 2017
Fot. iStock/Geber86
 

Sziti mąż w swoim ostatnim wpisie (tutaj możecie do niego zajrzeć) odwołał się do słów, które gdzieś kiedyś przeczytał. Postanowiłam je odszukać i tak dotarłam do historii Seth’a Smith’a. Przeczytajcie, proszę.

 

Będąc żonatym dopiero od półtora roku, niedawno doszedłem do wniosku, że małżeństwo nie jest dla mnie.

Zanim zaczniecie mnie oceniać, przeczytajcie moją historię do końca.

Poznałem moją żonę w szkole średniej, kiedy mieliśmy jeszcze po 15 lat. Byliśmy przyjaciółmi od dziesięciu lat do czasu aż… postanowiliśmy nie być już dłużej tylko przyjaciółmi. Wspaniałe jest to, kiedy przyjaciele się w sobie zakochują. Zapowiada to cudowne chwile.

Niemniej jednak to, że zakochałem się w swojej przyjaciółce nie spowodowało, że zapomniałem o niepokoju i obawach związanych ze ślubem. Wraz ze zbliżającym się ślubem, byłem coraz bardziej wypełniony paraliżującym strachem. Czy byłem pewien tej decyzji? Czy dokonałem odpowiedniego wyboru? Czy Kim była odpowiednią osobą? Czy dzięki niej będę szczęśliwy?

Jednej, pamiętnej nocy, podzieliłem się tymi przemyśleniami i obawami z moim tatą.

Chyba każdy z nas ma w swoim życiu taki moment, kiedy czuje, jakby czas nagle zwolnił albo powietrze znieruchomiało i wszystko wokół nas zaczyna się walić – takiej chwili nigdy się nie zapomina.

Odpowiedź taty na moje pytania okazała się być w moim życiu bardzo ważna. Z porozumiewawczym uśmiechem powiedział, „Seth, jesteś całkowicie samolubny. Dlatego odpowiem bardzo prosto: małżeństwo nie jest dla Ciebie. Nie żenisz się, żeby uszczęśliwić siebie, tylko po to, aby uszczęśliwić drugą osobę. Co więcej, wchodzisz w związek małżeński dla rodziny. Nie tylko dla teściów i innych bzdur, ale dla Twoich przyszłych dzieci. Kto ma Ci pomóc w ich wychowaniu? Kto ma mieć na nie wpływ? Małżeństwo nie jest dla Ciebie. Nie chodzi o Ciebie. W małżeństwie chodzi o osobę którą kochasz i z którą postanawiasz spędzić resztę swojego życia.”

To był ten moment w którym uświadomiłem sobie, że Kim jest właściwą osobą. Zrozumiałem, że chce ją uszczęśliwiać: widzieć uśmiech na jej twarzy, sprawiać aby się śmiała każdego dnia. Chciałem zostać częścią jej rodziny i moja rodzina chciała, aby Kim została częścią naszej. Przypomniałem sobie, kiedy te wszystkie razy widziałem ją bawiącą się z moją siostrzenicą, wtedy wiedziałem, że jest tą jedyną osobą z którą chcę założyć i zbudować naszą własną rodzinę.

Rada mojego ojca była dla mnie zarówno szokująca jak i odkrywcza.

W prawdziwym małżeństwie (i prawdziwej miłości) nigdy nie chodzi o Ciebie. Związana jest natomiast z osobą, którą kochasz – jej potrzebami, zachciankami, nadziejami i marzeniami. Egoiści pytają, „A co ze mną?”, podczas gdy prawdziwa miłość pyta, „A co ja mogę dać drugiej osobie?”

Jakiś czas temu, moja żona pokazała mi co oznacza bezinteresowna miłość. Od wielu miesięcy moje serce było hartowane mieszaniną strachu i złości. Ciśnienie rosło nieustannie tak bardzo, że żadne z nas nie mogło tego wytrzymać, aż w końcu emocje eksplodowały. Byłem nieczuły. Byłem egoistą.

Uświadomiłem sobie, że zapomniałem o radach mojego taty. Kim przez ten cały czas była wspaniałą żoną, mocno mnie kochała, w czasie kiedy ja skupiałem się tylko na sobie. Ta okropna rzeczywistość doprowadziła mnie do łez. Obiecałem Kim, że postaram się być lepszy.

Do wszystkich tych, którzy czytają ten artykuł – po ślubie, przed ślubem, single, czy zaręczeni – chcę, żebyście wiedzieli, że małżeństwo nie jest dla Was. W prawdziwym związku i miłości nie chodzi o Was, tylko o osobę którą kochacie.

I paradoksalnie, im bardziej kochasz tę osobę, tym więcej miłości otrzymujesz. Nie tylko od drugiej połówki, ale od jej przyjaciół, rodziny i setki innych ludzi, których nigdy byś nie spotkał, gdyby Twoja miłość pozostała samolubna.

Szczerze? Miłość i małżeństwo nie są dla Ciebie. Są dla innych. *

Faktycznie, takie spojrzenie na małżeństwo daje do myślenia. Co więcej – nie dotyczy jedynie mężczyzn, powinno być ważnym przesłaniem także dla kobiet. Przecież, jak bardzo byśmy się nie zarzekały, to jednak na pewnym etapie naszego życia marzymy o tym księciu, który się nami zaopiekuje, przy którym nasze życie będzie łatwiejsze, bardziej znośne, który rozwiąże wszystkie nasze dotychczasowe problemy. Nie jest tak? Jest, dopóki nie dojrzejemy, dopóki nie zrozumiemy, że małżeństwo składa się z dwóch osób. Z dwóch zupełnie od siebie odrębnych bytów, gdzie żaden nie ma obowiązku (a nawet nie powinien) być uzupełnieniem dla drugiego. Tymczasem my tak łatwo oczekujemy, że nasz związek będzie jakiś, że on będzie takim, jakim go sobie wymarzyłyśmy, że my będziemy czuć się szczęśliwe i kochane. Tymczasem rzeczywistość rozczarowuje zawsze. Bo zawsze przychodzi kryzys, bo zmieniamy się, a z nami priorytety i wartości.

To nie ktoś powinien być dla nas, ale my dla tej drugiej osoby. Nie w służalczy sposób, nie w zależności, nie po to, by coś dostać w zamian, ale dlatego, że tak chcemy. Że sprawia nam przyjemność dzielenie swojego życia i czasu z drugą osobą. Że chcemy, by ona była szczęśliwa, rozumiejąc, że jej szczęście jest naszym szczęściem. Jej uśmiech, wywołuje w nas radość.

Spotkaliśmy się po to, by dzięki sobie nawzajem stawać się coraz lepszymi ludźmi – to jest dla mnie istotą małżeństwa, by uczyć się o sobie także od siebie nawzajem, by przeglądać się w oczach męża czy żony i zrozumieć kim jestem i kim chcę być, a może kim być nie chcę. Małżeństwo to radość dzielenia się miłością, która jest w nas i swoim szczęściem, do którego nie potrzebujemy drugiej osoby, bo szczęście znaleźliśmy sami i zrozumieliśmy, jak cudownie jest je dawać temu, kogo kochamy.

*Wpis Seth’a Smith’a pochodzi ze strony sethadamsmith.com


Psychologia

Żyjesz nie swoim życiem. Obudzisz się któregoś dnia i poczujesz, że to koniec. Albo coś zmienisz, albo się ostatecznie poddasz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 listopada 2017
Fot. iStock/portishead1

Załóżmy, że masz trzydzieści lat. No, może trochę więcej. Odkąd pamiętasz, chciałaś, żeby wszyscy wokół byli zadowoleni. Najpierw rodzice, potem nauczyciele, w końcu znajomi. Na samym końcu jesteś ty. Nie wiesz już, czego tak naprawdę chcesz, zapomniałaś o swoich marzeniach. Wierzysz, że ICH marzenia są twoimi marzeniami. Że oni wiedzą lepiej. Albo wybierasz po prostu „święty spokój”.

Nie byłaś „trudnym dzieckiem”. Rodzice nie mieli z tobą żadnych kłopotów, z trojga rodzeństwa to ty byłaś najbardziej „przezroczysta”. Nie walczyłaś o swoje, nie miałaś swojego zdania (a może nikt nie był go ciekawy?) Zresztą ani mama, ani tata cię do tego nie zachęcali. Uznano cię chyba z góry za tę „najmniej zdolną”, tę, do której trzeba mówić „dużymi literami”. Nie buntowałaś się, mówili ci, że masz dobry charakter. A ty chciałaś mieć dobry charakter. Ale chciałaś też, żeby jeszcze ktoś zauważył w tobie coś więcej niż „grzeczną dziewczynkę”. Jeden, jedyny raz zachowałaś się inaczej, niż można było przewidzieć. Uparłaś się, że na urodziny koleżanki pójdziesz ubrana tak, jak chcesz. Nikt się tego nie spodziewał.

Czas tak szybko mija. Pamiętasz, jeszcze całkiem niedawno byłaś małą dziewczynką. Lubiłaś grać z koleżankami w Króla Skoczka, na podwórku. To one rządziły, ty stawałaś tam, gdzie ci kazały. Już wtedy nauczyłaś się udawać, że tak ci jest dobrze.

To takie twoje życie „w rozdwojeniu”. Gdzieś głęboko w środku czujesz, że jesteś kimś innym, niż o tobie wszyscy myślą. Rozlewa się w tobie smutek i strach przed tym, że nigdy nie odważysz się być tym, kim chcesz. Tak bardzo boisz się rozczarować bliskich, że pozostajesz dalej, by grać w tym filmie, który nawet nie jest opowieścią o tobie. To historia kogoś, kogo nie znasz, kim wcale nie chcesz być.

Leżysz na łóżku, kulisz się w sobie. Jest bardzo wcześnie rano, budzik zadzwoni dopiero za godzinę, ale ty już nie możesz spać. Obudziło cię poczucie lęku i niechęci. Tak bardzo nie chcesz wstać, tak mocno czujesz, że nie żyjesz swoim życiem. Marzysz o tym, by „nie musieć” tam iść. Szukasz wymówek, zastanawiasz się, czy masz jeszcze do wykorzystania kilka dni urlopu.

Ale, jak co rano, wygra twoje poczucie obowiązku. Wstaniesz w końcu, zaparzysz sobie kawę, przejrzysz wiadomości. Ubierzesz się w to, co znajdziesz pod ręką, bo już coraz bardziej wszystko ci jedno, jak wyglądasz. Wyjdziesz jak robot na ulicę, wsiądziesz w samochód, autobus albo metro i znów znajdziesz się wśród ludzi, z którymi niewiele cię łączy.

Brak ci odwagi, by zacząć myśleć o sobie, o tym, czego dla siebie pragniesz, o tym, w jakim punkcie i z kim chciałabyś być. Rezygnujesz z tego myślenia, odrzucasz je. Chcesz, żeby inni byli z ciebie zadowoleni, dumni. Nie możesz zawieść zaufania rodziny, szefa, przyjaciół. Ty jesteś na szarym końcu. A właściwie cię nie ma. Żyjesz jak zaprogramowana. Żyjesz nie swoim życiem. Obudzisz się któregoś dnia i poczujesz, że to koniec. Albo coś zmienisz, albo się ostatecznie poddasz.

Może istnieją sytuacje, w której powinniśmy zrezygnować z siebie. Może wtedy, gdy w grę wchodzi jakieś „wyższe dobro”. Ale, na litość boską, nie pozwalajmy sobie na to, by spędzić miesiące i lata jako ktoś, kogo nie znamy, z kim się nie identyfikujemy, kto jest dla nas obcy.


Zobacz także

Jak wzmocnić zdrowie psychiczne

Jak wzmocnić zdrowie psychiczne? Jest na to 5 sposobów

Jak przetrwać poniedziałek? Jest jednak kilka zasad, które pozwolą na stałe oswoić myśl o początku tygodnia

Każda postać z Kubusia Puchatka reprezentuje chorobę psychiczną. Czy wiesz, kto jest kim?