Patronaty

Już dziś kolejne wydanie publikacji „Zdrowie kobiety”. Przeczytaj online przed premierą

Redakcja
Redakcja
22 października 2015
 

Wydawnictwo Medical Media Solutions dedykuje czytelniczkom kolejną edycję projektu „Zdrowie Kobiety”, która ukazuje się 23 października. Wybierając nośnik jakim jest Dziennik Rzeczpospolita, przede wszystkim przyjrzy się temu: jak Polki troszczą się o swoje zdrowie i urodę, kondycję (sport) i odżywianie. Partnerem medialnym kampanii został magazyn Oh!me.

Na łamach projektu znajdziecie materiał na temat Słodkich Mam, czyli programu edukacyjnego, który skutecznie wspiera kobiety, w tak ważnym dla nich momencie życia. Prof. Dr hab. Ewa Wender-Ożegowska wyjaśnia, dlaczego diagnoza cukrzycy u kobiety w ciąży wywołuje uzasadniony niepokój o zdrowie dziecka i matki i jak ważne jest dostarczenie kobietom niezbędnych informacji, oswojenie emocji oraz przygotowanie pacjentki do wizyty w poradni diabetologicznej.

W publikacji znajduje się również artykuł na temat: niepłodności. Okazuje się, że zagadnienie to stało się chorobą cywilizacyjną i społeczną, dlatego czytelnikom prezentujemy wskazówki dla par starających się o dziecko.

Polscy pacjenci, zmagający się ze stwardnieniem rozsianym nadal walczą o dostęp do nowoczesnego, refundowanego leczenia. Dlatego zaprosiliśmy do kampanii Prof. dr hab. n.med. Adama Stępieia z Kliniki Neurologicznej Wojskowego Instytutu Medycznego Centralnego Szpitala Klinicznego MON, który w wywiadzie, odpowiada dlaczego dostęp do różnorodnej gamy terapii oznacza, iż można będzie pomóc większej liczbie pacjentów. Jakie są największe zalety nowych leków doustnych, dostępnych już w wielu krajach na świecie, o które nadal walczą pacjenci w Polsce.

Dla wielu kobiet poruszenie tematu suchości pochwy podczas wizyty u lekarza czy w aptece jest trudne. O komentarz na temat tego zagadnienia poprosiliśmy Prof. dr hab. n.med. Violettę Skrzypulec-Plinta oraz dr Andrzeja Depko Neurolog specjalistę seksuologa. Eksperci  podkreślili jak ważną rolę ma edukacja i łamanie tematów tabu, po to by ograniczyć te dolegliwości a co a tym idzie pozytywnie wpłynąć na jakość życia kobiet.

Dr n. med. Michał F. Kamiński oraz Dr n. med. Andrzej Nowakowski w edukacyjnym materiale zachęcają Polki do badań profilaktycznych w kierunku wykrycia nowotworów: raka szyjki macicy i raka piersi. Podkreślając rolę edukacji i wyjaśniają dlaczego warto wykonywać cytologię i mammografię. Wskazują dzięki temu zalety profilaktyki i profile kobiet, które szczególnie powinny skorzystać z Populacyjnego Programu Profilaktyki i Wczesnego Wykrywania Raka Szyjki Macicy oraz Populacyjnego Programu Wczesnego Wykrywania Raka Piersi.

Na łamach projektu znajdziecie również wywiad z Anetą Łańcuchowską. Dietetyk podpowiada jak zapracowana kobieta powinna dbać o styl życia i dietę. Agnieszka Cegielska, prezenterka telewizyjna
związana z TVN, TVN 24 i TVN Meteo Active – została twarzą publikacji i opowiada nam na pytania jak o siebie dba podczas codziennej gonitwy. Polecamy Wam materiał zachęcający do dbania o swoje zdrowie, właśnie poprzez ruch. Program Obudź Swoje Ciało! oraz jego Liderki Animatorki, które podjęły wyzwania mobilizowania Polaków do zmożonego ruchu inspirują do zmiany stylu życia uprawiania sportu.

Dla czytelników portalu publikacja dostępna jest online
Pobierz publikację

-okładka_Zdrowie Kobiety

 

 


Patronaty

„Czy może pani zabrać tego cholernego psa?!” Dlaczego nie potrafimy być dla siebie uprzejmi?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 października 2015
 

Smutno mi dziś i wcale nie dlatego, że rozmawiałam z psychologiem o smutku (tak, ta rozmowa tutaj będzie), tylko dlatego, że jesteśmy dla siebie źli, agresywni i nie uśmiechamy się.

Bo na przykład, czy uśmiechacie się do Pani w kasie w markecie? Przecież to nie jej wina, że się papier do kasy fiskalnej skończył akurat przy was, czy, że klientka przed wami upiera się o dokładne sprawdzenie rachunku. Tak, wiem, że się spieszycie, bo dzieci w szkole, w domu, ktoś czeka na obiad, a ktoś inny musi wyjść z psem, albo dostał telefon z pracy, że jeszcze szybko sprawdzić maila trzeba.

Albo inaczej. Uśmiechacie się do osób, które stoją z wami w kolejce? Puszczacie te, które mają raptem dwa produkty, kiedy wy jeszcze wypakowujecie cały kosz zakupów? Czy myślicie: „A se stój babo, nawet nie myśl, że cię puszczę”, a może w ogóle osoby obok nie zauważacie. Ja zawsze snuję historie o ludziach na podstawie tego, co kupują – jakie mają plany, czy mają dzieci, co zjedzą na kolację. Ale to tak na marginesie.

A może uśmiechacie się do kierowcy, który was wpuścił, kiedy stoicie w korku, albo do tego, którego wy wpuściliście? Machacie ręką, żeby jechał i obdarzacie szerokim uśmiechem? I wcale nie myślicie poirytowani: „No jedź już, na co czekasz”.

A do sąsiadów się uśmiechacie? Kiedy mijacie ich na schodach, przed domem? Albo do rodziców innych dzieci ze szkoły, przedszkola? Czy tylko w myślach przeklinacie, że ta gruba baba znowu stanęła w przejściu i nie ma jak dostać się do szafki dziecka?

No więc, dziś jest mi smutno, bo ja generalnie się uśmiecham. Lubię się uśmiechać do innych, życzyć dobrego dnia, a nie tylko burknąć pod nosem „Dzień dobry” dla zasady, bo tak wypada. Wiem też, że jeśli ktoś ten uśmiech odwzajemni, to czuję się radośniejsza. Uwielbiam to zaskoczenie na twarzy, kiedy uśmiecham się do obcej osoby, ona szuka w głowie, czy przypadkiem mnie nie zna, a potem uśmiecha się do mnie, choć wie, że jestem dla niej kimś obcym.

Ale miało być o smutku. Bo dziś taka scenka. Biegnę rano z psem, którego puszczam luzem na o tej godzinie bardzo mało uczęszczanej trasie (dwie spotkane osoby). To jest taka pętla wokół jeziora. Po jednej stronie jest las, po drugiej  miasto. Azor zawsze biega bez smyczy, przywiązuje go tylko wtedy, gdy biegnę drugą stroną, blisko miasta. Wiadomo, więcej ludzi, psy, dzieci – w ogóle nie ma o czym dyskutować, zresztą wisi znak nakazujący prowadzenie psa na smyczy. No, ale wróćmy do tematu, więc biegnę z psem, na uszach mam słuchawki, mija mnie Pan na rowerze, myślę „chyba coś do mnie mówił”, ale nie słyszę co. Kiedy mija mnie drugi raz, po drugiej stronie jeziora, wymachuje coś palcem i pokazuje w stronę psa. Azor biegł do końca lasu, po czym, jak zawsze wzięłam go na smycz.  Ściągam słuchawki, zatrzymuje się i pytam czy coś do mnie wcześniej mówił. Pan podniesionym głosem zaczyna zarzucać mnie paragrafami mówiącymi o tym, że pies musi być na smyczy. Na moją uwagę, żeby nie wymachiwał mi palcem przed nosem na chwilę się uspokaja, ale zaraz zaczyna ponownie swoją tyradę. W końcu mówi: „Mam złe doświadczenia z psami”. Wtedy grzecznie pytam: „A czy nie mógłby pan od razu tego powiedzieć, że boi się psów i poprosić o to, żebym go przytrzymała, kiedy widzę, że Pan jedzie? Albo powiedzieć, że Pan właśnie w tych godzinach tu jeździ i czy bym nie mogła wcześniej lub później biegać?” Wygląda na zbitego z tropu, ale tylko chwilę. Znów się odgraża, w końcu, wciąż wściekły, odjeżdża.

Wtedy robi mi się smutno

Bo ja rozumiem, że można bać się psa, mieć złe doświadczenia, ale dlaczego tego po prostu nie powiemy, prosząc o zrozumienie. Dlaczego Pani w kolejce w sklepie nie powiemy, że się spieszymy, bo syn czeka na nas w przedszkolu, tylko przepychamy się „na chama”.

Mamy w sobie tyle złości, tyle zawiści wobec drugiego człowieka, wylewamy frustracje na innych, bo na obcych łatwiej niż na bliskich. Czerpiemy satysfakcję w robieniu komuś przykrości, złośliwości. Przyjaciółka opowiadała, jak wczoraj wyjeżdżając z parkingu o mało nie uderzyła w inne auto. Cofnęła, samochód przejechał, ale jego kierowca blokował jej drogę, zwalniał, przyspieszał. W końcu zadzwoniła po policję, na szczęście szybko podjechali.

Wiem, że jestem naiwna,  że wierzę, że można to zmienić. Ale gdybym nie miała takiej nadziei, to bałabym się ludzi, a wierzę, że z natury jesteśmy dobrzy. Więc może warto przyjrzeć się sobie. Choć chwilę. I pomyśleć, na co tak naprawdę jestem zły. Na tę kobietę, co biegnie z psem, który nawet nie spojrzał w moją stronę, czy na strach, który odczuwam wobec zwierząt? Na kasjerkę, która pomyliła kody, czy na męża, bo to on miał zrobić zakupy? Na dziecko, które krzyczy w domu, czy na siebie, że z czymś nie zdążyłam i muszę dzielić uwagę pomiędzy odbieraniem „ważnych” telefonów a uspokajaniem syna czy córki.

Agata Sliwowski wczoraj pisała, żeby kochać siebie, a może zacząć od polubienia? Jak będziemy lubić siebie i akceptować, to może łatwiej będzie nam uśmiechać się do innych. Rozmawiajmy ze sobą, a nie atakujmy. Atak to tylko forma obrony.

Ja nadal uśmiecham się do was szeroko. I rozumiem stres, frustrację i strach. Jesteśmy tylko ludźmi, więc traktujmy siebie nawzajem dobrze, bo po ludzku.


Patronaty

Kobieto, kochaj się!

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
21 października 2015
Fot. iStock

Niedzielny poranek zaczął się od chmury. Zaciągnęła się na okno jak muślinowa firanka, choć z lekka szarawa była. Dałam nura pod kołdrę i skupiłam się na oddechu. Taka medytacja dla leniwych, ale lepsze to niż nic. Głęboki oddech od razu dał się odczuć w całym ciele. Za każdym razem, kiedy tak sobie niby medytuję z poziomu kołdry, ale to dokładnie i niezmiennie każdorazowo, odnoszę to niepokojące wrażenie, że kiedy nie oddycham tak jak w łóżku o poranku, głęboko i całkowicie świadomie, to nie oddycham wcale. Brnę przez dzień na bezdechu niemalże, łapiąc powietrze w stęsknione płuca w przerwach na kawę albo szybki spacer. A potem znowu długo, długo nic. Aż do wieczora, kiedy przed zaśnięciem uświadamiam sobie, że kobieto! Oddychać trzeba.

Więc teraz oddycham, głęboko, z pełną świadomością, a ciało mi się pławi w oddechowej rozpuście. Wypiłam też wodę z cytryną na pusty żołądek, by podlizać się wątrobie na dzień dobry. Przede mną dwie łyżeczki siemienia lnianego czekają na spożycie, w kolejce warzywa prężą się gotowe wskoczyć do sokowirówki na palca skinienie. Bo sok z zielonych darów natury, to dalsza część niedzielnego rytuału, który odprawiam w ramach niedzielnego kochania siebie. To taka „miłość własna” przy dźwiękach barokowej muzyki, która podobno ma właściwości  kojące. Na liście mam jeszcze taniec z lekka szalony, ale co komu do tego skoro we własnym pokoju zamierzam go odbyć przy dźwiękach muzyki, której wstyd słuchać. Zrobię to bo lubię, bo tańczyć kocham, a i moje ciało błaga o ten bezwładny bałagan ruchowy, który załącza mu małe, piękne lampki szczęścia. Zrobię jeszcze wiele innych rzeczy dla siebie tego dnia. Tak samo jak robiłabym je dla kogoś innego, kogo kocham miłością nierozumną.

Bo zarazą dzisiejszych czasów jest to, że siebie nie kochamy

My kobiety zwłaszcza… Miłością własną nie grzeszymy. Być może spowodowane jest to modelem społecznym. Tym całym wychowaniem dziewczynek, które powinny być kobietami na wzór i podobieństwo…  Męczymy się potem przez całe życie, a na tyłach głowy tłucze nam się absurdalne zaklęcie: „nie jesteś wystarczająco dobra kochana, więc może postaraj się bardziej”.  A że oprogramowanie na „staranie się” mamy zainstalowane, to i słuchamy się owego mózgo-rozkazu i dajemy z siebie wszystko… na próżno niestety. Nikomu bowiem taka starająca się istotka do niczego potrzebna nie jest. Zwłaszcza, że choć dla niej samej brzmi to niedorzecznie, stara się ona dla siebie, a nie dla mnie. Stara się bo musi, bo taki ma program wewnętrzny. Jak zagubione psisko, które goni własny ogon. Stara się sterowana obciążającym tym pragnieniem by ktoś pochwalił, ktoś pogłaskał, ktoś poadorował… ktoś zobaczył jej nagą duszę i powiedział: jesteś piękna, jesteś wystarczająca, kocham cię taką jaką jesteś. Idealną. Perfekcyjną. ….

Niestety. Może w filmie a la Hollywood, ale w życiu, taki scenariusz się nie zdarza. Życie bowiem jest wymagające. W zdrowy i życiowy sposób. Życie nie uznaje kompromisów, słabości też raczej nie toleruje. Za to preferuje kwiaty w pełnym rozkwicie, ptaki w szalonym locie, deszcz, który pada, jakby to miał być jego ostatni raz. Życie preferuje istoty, które ogarniają swoją niepojętość. To wewnętrzne piękno, rozwinięte skrzydła i odwagę, która graniczy z szaleństwem. Bo życie kocha tych, którzy kochają siebie. Tych, którzy szanują swoje ciało, dbają o swoją duszę, którzy znają swoje granice, potrafią powiedzieć  NIE kiedy myślą NIE i TAK kiedy myślą TAK. Życie kocha tych, którzy mają moc, którzy walczą o swoje marzenia i kochają naprawdę, którzy walczą o siebie i wymagają szacunku, tych, którzy wiedzą, czego chcą i którzy nie poddają się z byle powodu. Więc powiem to jeszcze raz, żeby sprawa jasna się stała: życie kocha tych, którzy kochają siebie. I basta.

My ludzie też, kochamy istoty takie.  Podziwiamy je za te wszystkie cudowne właściwości, zachwycamy się ich gracją, pięknem i tą siłą, która czyni ich obłędnie atrakcyjnymi. Spędzamy nieraz godziny, dnie i tygodnie całe w tym zachwycie nad inną ludzka istotą, zapominając całkowicie o tym, że przecież do tego samego gatunku przynależymy i że potencjał do tego, by stać się obiektem zachwytu, jest dla nas po prostu osiągalny. Warunek? Dokładnie tak! Musimy pokochać siebie.

To tutaj jednak zaczynają się schody. Mentalne schody, które fizycznie wręcz bolą. Torturujemy się w związku z nimi we własnych głowach poczuciem winy, braku wartości, przekonane o tym, że czego nie zrobimy to i tak dobrze nie będzie. I tak angażujemy się w związki. Z facetami którym w to graj. Taka kobieta bowiem, z małym poczuciem wartości, to dla predatora super jest gratka. W sam raz do używania i emocjonalnej tortury. „Toksyczne związki” tak o nich mówi mądra psychologia. Oparte na manipulacji, która wyzyskuje każdorazowo jeden fakt: miłości własnej brak.

Fot. Pixabay / jill111 / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / jill111 / CC0 Public Domain

Mam przyjaciółkę. Piękną, mądrą, zaradną, kobietę sukcesu. Jest matką. Samotną, bo tata nie podołał zadaniu bycia tatą. Pomimo tego, że sama jest w macierzyństwie, jest matką z kategorii tych Super Matek Nie do Zdarcia i Nie do Zadarcia. Wydawałoby się, że kobietą jest niezłomną. Że świat do stóp jej się ściele. I tak też właśnie jest. Tyle, że w jednym departamencie, zastój parszywy się u niej panoszy. Departament związkowy u przyjaciółki mojej nie działa. A jak już coś się w nim dziać zaczyna, to z reguły kłopotem zalatuje. W tym departamencie ta moja przyjaciółka już nie jest kobietą przez dorosłe, świadome i pewne siebie K. Jest w nim dziewczynką, małą, wystraszoną, całkowicie podporządkowaną, nieprzyzwoicie uległą, na zawołanie, na telefon, na dzwonek do drzwi pośrodku nocy. Znokautowaną. Ofiarą kompromisu, na który każdorazowo chodzi, bo w głębi duszy i wbrew wszelkiej logice, nie wierzy w to, że zasługuje na dużo więcej. Tak ją przy tym ten defekt myślowy w garści trzyma, że jest w tej kwestii durna totalnie. Sparaliżowana przekonaniem tym idiotycznym, że oto ona, kobieta pod każdym względem kosmiczna, nie zasługuje na faceta, ciało niebieskie, który jak Księżyc na punkcie Ziemi, oszaleje na jej cudownym punkcie.

W departamencie związkowym u mojej przyjaciółki miłości własnej brak. Zamiast niej, jest zgoda na faceta półśrodek, taki ochłap męski, który żywi się kobiecą słabością, bo sam pooraną duszę ma niemiłosiernie i nie stać go na kobietę prawdziwą. W pewnym sensie są oni parą dobraną. Niepełni, niespełnieni, pogodzeni z tym, że oddech mogą mieć płytki. Zmanipulowani przez własną niemoc są w rzeczy samej jak dwie połówki pomarańczy. Tej niedojrzałej, kwaśnej w smaku i skarłowaciałej. I chociaż miewają momenty uniesień, które głaszczą ich po obolałych duszach, to jednak i oni w głębi owych dusz wiedzą, że ta ich miłość wcale nie jest prawdziwa. Że brak jej życia, tej napędowej energii, tego płomienia, który rozświetla mleczne drogi. Bo miłość tych którzy siebie nie kochają nie ma źródła, nie ma płomienia. Jest jak wyschnięta studnia, z której nie ma jak i czego czerpać.

Więc kochaj się kobieto. Kochaj się, abyś mogła zdarzyć się naprawdę. Bądź dla siebie dobra, bądź zaprzyjaźniona. Wystaw krytyka za drzwi umysłu razem z całym tym smutnym bagażem, który targa on ze sobą, łażąc jak żebrak od drzwi do drzwi. Przytul się, pogłaskaj i popłacz, jeśli trzeba. Jesteś kobietą i Bóg dał ci wszystko. A życie da ci resztę.


Zobacz także

Ponad 1000 bibliotek w całej Polsce otworzy się w nocy 4 czerwca, by przekonywać, że wolno i warto czytać w bibliotekach.

Dni Rodzinne Prudential po raz pierwszy we Wrocławiu! Weekend pełen atrakcji dla całych rodzin!

Warszawskie Dni Rodzinne Prudential – 18-20 marca 2016