Macierzyństwo

Wojciech Bojanowski o stracie dziecka. Dom pogrzebowy zaproponował wysyłkę ciała kurierem

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
20 listopada 2022
 

„Myślę, że nie jest fajnie, jak masz urodzić to dziecko i zostajesz z tym zupełnie sama. Dostajesz jakąś tabletkę na wywołanie porodu i masz sobie z tym sama poradzić w kiblu. Rodzisz to dziecko po to, żeby włożyć je do takiego pojemnika plastikowego jak na, nie wiem, zupę chińską i oddać do badania. Nie ma przy tym lekarza, pielęgniarki, nikogo. […] Dziewczyny zbierają te płody czy te swoje dzieci z tych białych kafelek i wkładają w te pojemniki […] i to jest dla nich tak traumatyczne przeżycie, że nawet najbliższym o tym nie mówią” – mówi dziennikarz Wojciech Bojanowski w rozmowie z Martyną Wojciechowską, wspominając trudny czas, kiedy z żoną stracili dziecko.

Wojtek Bojanowski jest jednym z najbardziej cenionych polskich dziennikarzy śledczych. Jego materiały o uchodźstwie czy tajemniczej śmierci Igora Stachowiaka we wrocławskim komisariacie poruszyły cała Polskę. Dziennikarz śledczy i reporter Faktów TVN niedawno udzielił wstrząsającego wywiadu Martynie Wojciechowskiej. Opowiedział o tym, jak wysoką cenę płaci za bycie reporterem wysyłanym na pierwsze linie frontu: kiedy nie można ugasić pożaru nad Biebrzą, kiedy toną ludzie migranci na Morzy Śródziemnym i kiedy wybucha wojna tuż za polską granicą. Dziennikarz, który dziś jest szczęśliwym ojcem dwuletniego synka, opowiedział Martynie o stracie swojego pierwszego dziecka. Zrobił to, ponieważ uważa, że sposób, w jaki traktowane są kobiety w polskich szpitalach – jest ważny podniesienia. Wojtek wraz ze swoją żoną stracili synka cztery lata temu, kiedy dziennikarz realizował na Morzu Śródziemnym dokument pt. „Niech toną”, za który dostał nagrodę Grand Press.

W 2018 roku znajdował się na pokładzie statku Sea-Watch 3. Z niego nagrywał migrantów, którzy próbowali przedostać się do Europy na różnych łódkach, pontonach i statkach.

„W tym samym czasie Marta była w ciąży. Dogadaliśmy się, że to jest OK, że ja pojadę”, opowiada Wojtek. Dziennikarz miał nadzieję, że za trzy tygodnie na święta Bożego Narodzenia uda mu się wrócić do żony. Okazało się jednak, że żaden europejski port nie mógł przyjąć pasażerów jego łodzi. W pewnym momencie Wojtek otrzymał telefon od żony z informacją, że jej ciąża jest zagrożona. Był zrozpaczony, nie mógł do niej wrócić.

„Dzwoni i mówi, że była na badaniach. Okazuje się, że nasze dziecko jest chore, bardzo. Prawdopodobnie nie urodzi się żywe, że ma na wierzchu wnętrzności. Że ta ciąża się nie może udać, nie może się skończyć dobrze. No i jest oczywiście rozpieprzona tym zupełnie. Ja jestem na tym statku i czuję się bezsilny, bo mogę stanąć na głowie, ale nie zmuszę włoskiego rządu i straży granicznej, żebyśmy mogli się zbliżyć do tego brzegu”, opowiadał Bojanowski.

Czuł się bezsilny. Jednak stacja zrobiła wszystko, by reporter mógł wrócić do żony. Wysłał po niego statek. W końcu udało mu się przylecieć do Warszawy w sylwestra.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Wojciech Bojanowski (@w.bojanowski)

Trauma w szpitalu

„Późno wieczorem, jedziemy do Wrocławia po to, żeby się przekonać już chwilę później, że temu chłopczykowi przestało bić serce”, wspomina Bojanowski. „Strata dziecka to taki temat, o którym warto mówić. Co to znaczy dla rodziny, też dla faceta. Myślę sobie, że jest naprawdę bardzo dużo do zrobienia, jeśli chodzi o to, co się dzieje w szpitalach i w jaki sposób traktowane są kobiety, które trafiają na oddziały położnicze po to, żeby mówiąc wprost, urodzić martwe dziecko. Bo to naprawdę pozostawia bardzo, bardzo wiele do życzenia”.

Marta – żona Wojtka została w szpitalu, by urodzić martwy płód. Wiedziała, że nie będzie miała dziecka, jednak w szpitalu nie udało się znaleźć dla niej osobnej sali, tak by nie musiała leżeć razem z innymi kobietami, które czekają jeszcze na poród i zwyczajnie są szczęśliwe, a co jakiś czas przychodzi do nich pielęgniarka, by zrobić KTG i posłuchać bicia serca maluszka.

„Myślę, że nie jest fajnie, jak masz urodzić to dziecko i zostajesz z tym zupełnie sama. Dostajesz jakąś tabletkę na wywołanie porodu i masz sobie z tym sama poradzić w kiblu. Rodzisz to dziecko po to, żeby włożyć je do takiego pojemnika plastikowego jak na, nie wiem, zupę chińską i oddać do badania. Nie ma przy tym lekarza, pielęgniarki, nikogo. […] Dziewczyny zbierają te płody czy te swoje dzieci z tych białych kafelek i wkładają w te pojemniki […] i to jest dla nich tak traumatyczne przeżycie, że nawet najbliższym o tym nie mówią”, zaznacza Bojanowski.

Chcieli pochować dziecko

Doszło jednak do kolejnej traumatycznej sytuacji, tym razem w domu pogrzebowym.

„To jest taka rzecz, która naprawdę mnie wkurwia. Chciałbym zaapelować do zakładów pogrzebowych, które zajmują się takimi rzeczami, gdy ktoś stracił dziecko, że nie jest najlepszym pomysłem, żeby proponować rodzicom, że wyślą przesyłką kurierską to ciało tego dziecka, bo jak rodzic coś takiego słyszy, to nie jest fajne dla niego”, powiedział Bojanowski ze łzami w oczach.

Ukochany synek

Reporter opowiadał dalej Martynie Wojciechowskiej, że kiedy jego partnerka była drugiej ciąży – on znów pojechał zrealizować materiał na temat gaszenia gigantycznego pożaru w Puszczy daleko od domu. Kiedy już miał wsiadać do helikoptera, z którego mógł nakręcić wspaniałe zdjęcia z góry, zadzwoniła do niego żona, która byłą w ósmym miesiącu ciąży. Powiedziała, że właśnie odeszły jej wody. Wojtek był wtedy 250 km od domu. Postanowił jednak, że po raz pierwszy w życiu rzuca obowiązki zawodowe i natychmiast do niej jedzie. Kiedy dojechał pod szpital, Marta już urodziła. Ponieważ była pandemia nie mógł wejść i uściskać żony ani zobaczyć szczęśliwie urodzonego synka.



Macierzyństwo

Ra Ma Da Sa – mantra uzdrawiająca. Pieśń, która ma moc

Klaudia Kierzkowska
Klaudia Kierzkowska
20 listopada 2022
joga, medytacja
fot. filadendron/iStock

Mantra jest domowym lekarstwem na nerwy i stres. Wystarczy zacząć dzień od śpiewania mantry, by dodać sobie energii i wzmocnić swoją wewnętrzną siłę. Czym dokładnie jest ta wciąż tajemnicza mantra i czy naprawdę działa?

Mantra – czym jest?

Mantra to wibracja dźwiękowa, która koi umysł, absorbując go. To jakże tajemnicze słowo, które powstało z połączenia dwóch słów – „man” czyli umysł i „tra” czyli wznieść, wywodzi się ze starożytnych Indii. Mantra może przyjmować postać dźwięku, słowa lub połączonych ze sobą kilku słów. Wydawany dźwięk „wznosi” umysł ponad ziemski wymiar. Wibracje mogą mieć różne natężenie – od niskich do wysokich. Złe, negatywne, agresywne i niepokojące informacje wytwarzane są jako ciężkie i niskie wibracje. Im więcej niskich wibracji dookoła, tym pojawia się w nas więcej zmartwień i negatywnych emocji. Jesteśmy wyczerpani, przemęczeni i nie czujemy się najlepiej. Im w naszym otoczeniu więcej wysokich wibracji tym więcej szczęścia, spokoju i radości odczuwamy. Dobra energia oczyszcza umysł i pomaga dostrzec rozwiązania problemów, których do tej nie widzieliśmy. To pewnego rodzaju sposób myślenia i pracy ze swoim umysłem, który pomaga wyciszyć się, skoncentrować i usprawnić proces oddychania.

Mantra uzdrawiająca – jak działa?

Mantry czyli pieśni składające się ze specjalnych sylab tworzą określoną wibrację. Kiedy słuchamy lub śpiewamy mantrę, zamieniamy złą energię na dobrą. Wystarczy kilkanaście minut, by zmienić niskie wibracje na wysokie. Najsilniej działają mantry śpiewane przez nas samych, prosto z serca. Regularna praktyka słuchania lub śpiewania mantry ma działanie uzdrawiające, ale także profilaktyczne. Zmienia energię, pomaga pozbyć się negatywnych myśli i emocji oraz poprawia nastrój. Mantrę możemy traktować jako pewnego rodzaju modlitwę i sposób wyciszenia.

Zobacz również: Zmień kierunek myślenia. Ci, którzy opanują tę umiejętność, znajdą radość i zadowolenie z życia

Rodzaje mantr

Rodzajów mantr jest kilkadziesiąt, a ich wybór uzależniony jest głównie od sytuacji. Jedne dodają więcej siły, inne koją lęk, a jeszcze kolejne śpiewane są gdy potrzebujemy więcej obfitości. Są i mantry dedykowane kobietom spodziewającym się dziecka. Niektóre sprawdzą się podczas podróży, a inne w zaciszu domowym.

Mantra uzdrawiająca i oczyszczająca

Składa się z ośmiu prostych sylab, które stymulują przepływ energii w centralnym kanale kręgosłupa i centrach energetycznych.

Ra Ma Da Sa

Sa Say So Hung

To jedna z najsilniejszych i cieszących się największą popularnością mantr. Posiada działanie uzdrawiające na poziomie fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i duchowym. Najczęściej śpiewamy ją podczas choroby lub pojawienia się jakichkolwiek problemów zdrowotnych. Pomoże uporać się również ze zmartwieniami, kłótniami i konfliktami.

 

Mantra, która chroni i przyciąga dobro

Rozwiewa obawy, odgania lęki. Otwiera na mądrość, przyciąga dobrostan i obfitość.

Ad Guray Nameh

Jugaad Guray Nameh 

Sat Guray Nameh 

Siri Guru Dayvay Nameh 

Mantra OM

OM ma wiele znaczeń – to wszechmoc, wszechobecność i wszechwiedza. To jeden z bardziej uniwersalnych dźwięków, który odzwierciedla nasze połączenie ze wszechświatem. To pewnego rodzaju świadomość i źródło wszelkiego istnienia. Choć OM składa się z dwóch liter,  to wydawany dźwięk powinien składać się z trzech dźwięków – A,U,M. Mantra OM pomaga połączyć umysł z ciałem. Podczas śpiewania wprawiamy niektóre części ciała np. gardło i klatkę piersiową w rezonans. Wytworzone wibracje pomagają nam osadzić się w przestrzeni. Łączymy się z naturą i wszystkimi żywymi istotami.


źródło: Naturalnie o Zdrowiu

Zobacz także

Twój plan budowania odporności u dziecka

1000 pierwszych dni życia dziecka – co zrobić aby dobrze wykorzystać ten czas?

Ponad 17 000 przeszkolonych dzieci i ponad 50 000 zł przekazanych dla Fundacji Echo – podsumowanie programu Mali Ratownicy