Macierzyństwo

Problem narasta – w Polsce coraz więcej kobiet cierpi z powodu depresji poporodowej

Media Room
Media Room
29 lipca 2021
fot. kieferpix/iStock
 
Najnowsze badania wskazują, że w okresie pandemii narósł problem obniżonego nastroju i lęku u kobiet w ciąży do roku po urodzeniu dziecka.  

Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Stanu Alberta w Kanadzie donoszą o prawie trzykrotnym wzroście obniżenia nastroju i lęku kobiet w ciąży do roku po urodzeniu dziecka [1]. Te przeprowadzone na Uniwersytecie Gdańskim, w ramach projektu „Przystanek Mama” wskazują, że w Polsce problem również narasta i można zauważyć kilkuprocentowy wzrost tych problemów w stosunku do czasu sprzed pandemii [2].

Trudne stany emocjonalne po porodzie są doświadczeniem wielu kobiet. To normalna reakcja na ważne życiowe wydarzenie. Większość mam w tym okresie radzi sobie z obniżonym nastrojem przy wsparciu bliskich.

Zdarza się jednak, że kobiety ignorują pierwsze symptomy depresji albo opóźniają szukanie pomocy, ponieważ obawiają się opinii innych, wstydzą się lub czują się winne, że nie czerpią radości z bycia matką. Kiedy stan gorszego samopoczucia psychicznego nie mija, warto zwrócić się o pomoc do specjalisty (psychologa, psychoterapeuty, psychiatry). Pomocnym narzędziem badania stanu emocjonalnego kobiety może być Formularz Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej. Jest to badanie przesiewowe służące wstępnemu wykrywaniu ryzyka obecności depresji poporodowej.

Im wcześniej rozpoznana jest depresja okołoporodowa, tym szybciej przebiega jej leczenie. Nieleczona depresja to przedłużające się cierpienie matki, trudności w nawiązywaniu więzi z dzieckiem i możliwy negatywny wpływ na rozwój dziecka i na całą rodzinę.

Depresja poporodowa występuje stosunkowo często − dotyka od ok. 13 do 30% kobiet po narodzinach dziecka i stanowi poważny problem zdrowotny. Według WHO znajduje się w czołówce chorób występujących na całym świecie. W wielu przypadkach zachorowanie na depresję poporodową może wynikać z braku właściwego rozpoznania depresji rozpoczynającej się już w czasie ciąży. Ostatnie badania dowiodły, że co najmniej jedna trzecia przypadków „depresji poporodowej” rozpoczyna się w czasie ciąży lub jeszcze przed jej rozpoczęciem.

Warto podkreślić, że depresja nie powinna być powodem do wstydu. To choroba, którą można wyleczyć.

Centrum Medyczne „Żelazna” w partnerstwie z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę realizuje projekt dofinansowany z funduszy europejskich pt. „Program w zakresie edukacji i profilaktyki depresji poporodowej w makroregionie centralnym” [3].

Celem projektu jest:

– zwiększenie świadomości społecznej na temat depresji poporodowej poprzez prowadzenie działań profilaktycznych,

– wzrost odsetka kobiet z wcześnie wykrytą depresją poporodową na terenie województwa mazowieckiego i łódzkiego.

Z 3 dostępnych w programie bezpłatnych konsultacji psychologicznych może skorzystać kobieta, która spełnia następujące kryteria:

– mieszka na terenie województwa mazowieckiego lub łódzkiego,

– jest w okresie poporodowym (do roku po urodzeniu dziecka),

– na podstawie formularza Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej, który został wypełniony wspólnie z położną/pielęgniarką POZ podczas wizyty patronażowej (w placówce POZ, która realizuje nasz program) albo samodzielnie na stronie programu (Test dla Mam), uzyskała wynik ≥ 12 punktów.

Kobiety spełniające powyższe kryteria mogą kontaktować się z infolinią (tel. 22 255 98 56 lub 660 453 597) od poniedziałku do piątku w godz. 08:00-16:00.

Większość konsultacji psychologicznych odbywa się w formie online.

***

Źródło informacji: Centrum Medyczne „Żelazna”


Macierzyństwo

Borówki są ulubionym owocem dietetyków. Powód?

Media Room
Media Room
29 lipca 2021
fot. Pekic/iStock
 
Według sondaży opinii publicznej, ulubionym owocem Polaków są truskawki. Tymczasem, rodzimi specjaliści ds. żywienia za najlepszy owoc uważają borówki! Dowiedz się dlaczego.

Borówka, zwana też borówką amerykańską albo borówką wysoką, to owoc, w produkcji i eksporcie którego Polska stała się w ostatnich latach potentatem nie tylko na skalę europejską, lecz również światową. Coraz większa popularność tego owocu i szybko rosnący nań popyt nie są jednak dziełem przypadku. Biorą się przede wszystkim stąd, że borówki są zaliczane przez dietetyków i lekarzy do tzw. kategorii superżywności (superfood)- z uwagi na wyjątkowe walory odżywcze i zdrowotne.

W tym kontekście warto wspomnieć m.in., że borówka zdobyła tytuł „Najlepszego owocu świata 2020 według dietetyków” – w branżowym, sześcioetapowym plebiscycie, zorganizowanym przez największy w Polsce portal dla zawodowych dietetyków – Dietetycy.org.pl. W konkursie tym specjaliści ds. żywienia oceniali w sumie 48 różnych gatunków owoców.

Tymczasem, według „Narodowych badań konsumpcji warzyw i owoców”, czyli badań sondażowych realizowanych w naszym kraju przez firmę Kantar, ulubionym owocem polskich konsumentów jest inny przedstawiciel owoców jagodowych – a konkretnie truskawka. Borówki z roku na rok umacniają jednak swoją pozycję w tym rankingu i należą już do pierwszej dziesiątki – obok jabłek, malin, czereśni, śliwek, gruszek czy bananów.

Dlaczego warto jeść borówki

„Borówki zapracowały na miano superowocu. Są nieocenione w zapobieganiu miażdżycy, cukrzycy, otyłości czy zespołowi metabolicznemu. Spowalniają procesy starzenia komórek, w tym mózgowych, działają przeciwwolnorodnikowo i ochronnie na struktury DNA. Są produktem niskoenergetycznym o wysokiej gęstości odżywczej, bogatym w aktywne związki o działaniu prozdrowotnym, wielokrotnie wykazanym w badaniach naukowych” – podsumowuje dr Justyna Bylinowska, dietetyk i redaktor naczelna portalu Dietetycy.org.pl.

Wyjątkowe walory żywieniowe i zdrowotne borówek potwierdzają liczne badania naukowe, a także publikacje i rekomendacje wielu uznanych instytucji zajmujących się żywieniem i zdrowiem publicznym z całego świata.

„Borówki, bogate w prozdrowotne związki roślinne, mogą poprawić zdrowie mózgu, oczu i serca, a także zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka. Spożywaj je regularnie” – zaleca Amerykański Instytut Badań nad Rakiem (American Institute for Cancer Research – AICR).

Również renomowana Mayo Clinic gorąco namawia wszystkich do konsumpcji borówek, wskazując, że mogą one poprawiać pamięć i wspierać zdrowe starzenie się organizmu czyli innymi słowy opóźniać procesy starzenia.

 

„Głęboki, niebieski odcień borówek pochodzi od antocyjanów, czyli zawartych w tych owocach przeciwutleniaczy, które mogą pomóc chronić organizm nie tylko przed chorobami serca i rakiem, lecz także zmniejszać stany zapalne i wzmacniać funkcjonowanie układu immunologicznego. Badania sugerują również, że związki znajdujące się w borówkach mogą opóźniać skutki demencji naczyniowej i choroby Alzheimera” – czytamy na stronie Mayo Clinic.

Jeszcze więcej korzyści zdrowotnych, jakie może przynieść regularne jedzenie borówek, wskazuje m.in. amerykański rząd.

„Borówki są doskonałym źródłem wielu niezbędnych składników odżywczych, takich jak witaminy C i K czy manganu, a także dobrym źródłem błonnika pokarmowego. Jednocześnie, borówki obfitują w fitozwiązki, takie jak np. flawonoidy, dzięki którym owoce te wykazują działanie przeciwutleniające i przeciwzapalne” – czytamy na stronie internetowej Agricultural Research Service działającego w ramach amerykańskiego resortu rolnictwa (US Department of Agriculture – USDA).

Jeśli ktoś chce się przekonać jak wiele różnych składników odżywczych zawierają borówki, może to bez trudu sprawdzić np. w bazie danych o wartości odżywczej produktów spożywczych, udostępnianej przez rząd USA (Food Data Central).

Cudze chwalicie… czyli, jedzmy polskie sezonowe superowoce!

Oczywiście, jak już zresztą wspomniano na samym początku, walory borówek są promowane przez specjalistów ds. żywienia i zdrowia także w Polsce, podobnie zresztą jak i w całej Unii Europejskiej. W naszym kraju np. do jedzenia borówek, a także innych owoców jagodowych, od lat namawiają konsumentów nie tylko dietetycy i przedstawiciele resortu rolnictwa, lecz także m.in. naukowcy z Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej (NCEŻ), a nawet Główny Inspektorat Sanitarny.

Na koniec, warto w tym kontekście wspomnieć jeszcze o tym, jak wypowiada się o borówkach The European Food Information Council (EUFIC), czyli organizacja, której główną misją jest przekładanie „twardych” dowodów naukowych na informacje zrozumiałe dla przeciętnego konsumenta oraz ich upowszechnianie – z korzyścią dla zdrowia publicznego. Otóż, EUFIC przekonuje, że borówki można bez cienia przesady zaliczać do kategorii superfood, z uwagi na siłę dowodów naukowych przemawiających za walorami zdrowotnymi tych owoców.

Jednocześnie EUFIC potwierdza, że borówki są tak zdrowe głównie za sprawą wysokiej zawartości antyoksydantów, wyjaśniając zarazem w prostych słowach, w jaki sposób substancje te wspierają nasze zdrowie.

„Antyoksydanty (przeciwutleniacze) to cząsteczki, które chronią komórki organizmu przed szkodliwymi wolnymi rodnikami. Wolne rodniki pochodzą ze źródeł zewnętrznych, takich jak np. dym papierosowy czy alkohol, lecz są one także wytwarzane naturalnie w organizmie w ramach metabolizmu. Zbyt wiele wolnych rodników w organizmie może powodować tzw. stres oksydacyjny, który skutkuje m.in. uszkodzeniami komórek, co z kolei może prowadzić do rozwoju chorób związanych z wiekiem, takich jak np. nowotwory, cukrzyca typu 2 czy choroby serca” – czytamy na stronie EUFIC.

Wiktor Szczepaniak, zdrowie.pap.pl

Materiał przygotowany we współpracy z Krajowym Związkiem Grup Producentów Owoców i Warzyw.

Źródła:

Źródło informacji: Serwis Zdowie


Macierzyństwo

Zakrzepica a szczepienie przeciw COVID-19. Wątpliwości wyjaśnia kardiolog

Media Room
Media Room
29 lipca 2021
fot. Aleksandr_Vorobev/iStock
Problemy zakrzepowe, czyli między innymi żylna choroba zakrzepowo-zatorowa czy incydent zatorowości płucnej to doświadczenie setek tysięcy osób w Polsce. Czy mogą one się szczepić przeciwko COVID-19? Kiedy istnieją przeciwskazania do zaszczepienia? Praktyczne wskazówki daje prof. Piotr Pruszczyk, specjalista kardiologii, chorób wewnętrznych i hipertensjologii z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, który jest współautorem wytycznych dotyczących tych problemów.

Najważniejszą kwestią w tym aspekcie jest fakt, że jeśli osoba z zakrzepicą lub nawet tylko wysokim ryzykiem zakrzepicy zachoruje na COVID-19, musi liczyć się z bardzo dużym niebezpieczeństwem groźnych powikłań zakrzepowo-zatorowych. Dlatego tacy pacjenci powinni w szczególny sposób strzec się zakażenia SARS-CoV-2 – wirusa, który i u zdrowych często prowadzić może do tego rodzaju problemów. Jednocześnie obecnie wiadomo już nie tylko z badań przed rejestracją szczepionek, ale i danych empirycznych, że wszystkie dopuszczone do obrotu na terenie Unii Europejskiej szczepionki przeciwko COVID-19 są skuteczne w zapobieganiu ciężkiej postaci COVID-19 i zgonu z powodu tej choroby. Tym samym – pośrednio – zmniejszają ryzyko wystąpienia powikłań zakrzepowo-zatorowych.

Jeszcze wiosną Międzynarodowe Towarzystwo Zakrzepicy i Hemostazy (ISTH) podkreśliło w specjalnym oświadczeniu, że na podstawie wszystkich dostępnych danych korzyści ze szczepienia na COVID-19 zdecydowanie przewyższają potencjalne powikłania, „nawet u pacjentów po przebytej zakrzepicy lub u przyjmujących leki przeciwkrzepliwe”.

Specjaliści zwracają uwagę, że powikłania zakrzepowe po szczepieniu są niezmiernie rzadkie, a niewykluczone, że przynajmniej do części z nich doszło niezależnie od szczepienia, choć wystąpił związek czasowy (ale nie przyczynowo-skutkowy).

Wszystkie przeciwkowidowe szczepionki są posądzane o zwiększenie ryzyka powikłań zakrzepowo-zatorowych. Warto jednak pewne kwestie zrozumieć i nie wyolbrzymiać tego problemu – zastrzega prof. Piotr Pruszczyk.

Wyjaśnia, że epidemiologia w przypadku zakrzepicy jest nieubłagana: w milionowej populacji w Polsce codziennie diagnozę zakrzepicy otrzymają trzy osoby.

Załóżmy, że podamy milionowi osób „szczepionkę” składającą się wyłącznie z soli fizjologicznej, a zatem całkowicie obojętną dla organizmu. Wciąż będziemy mieć trzy przypadki żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej – mówi.

Zaznacza, że istnieje związek między szczepieniami przeciw COVID-19 a powikłaniami zakrzepowo-zatorowymi, ale niewielki. O wiele większy jest pomiędzy stosowaniem różnych leków, na przykład środków antykoncepcyjnych, a zakrzepicą. Szacuje się, że jedna na 1000 kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną (niezależnie od jej formy – plastry, tabletki itd.) będzie miała epizod zakrzepicy żylnej. Tym samym na milion kobiet stosujących hormonalną antykoncepcję obserwuje się kilkaset przypadków zakrzepicy (ryzyko wzrasta oczywiście w sytuacji, gdy kobieta pali i/lub jest obciążona genetycznie ryzykiem zakrzepicy).

Natomiast jeśli zaszczepimy milion osób szczepionką przeciw COVID-19, to powikłania zakrzepowe wystąpią u kilkudziesięciu – 30-50, a nie – u kilkuset. Szczepienia na pewno są nadmiernie obciążane obawą przed powikłaniami zakrzepowo-zatorowymi. Niesłusznie – tłumaczy prof. Pruszczyk.

Zakrzepica: kiedy lepiej się nie szczepić

Są jednak sytuacje, kiedy szczepienie z uwagi na zakrzepicę lepiej odłożyć na trochę później.
Profesor wyjaśnia, że chodzi tu o osoby z „aktywną” chorobą zakrzepową, np. takie, u których w ciągu ostatniego miesiąca została zdiagnozowana żylna choroba zakrzepowo-zatorowa. Lekarz podkreśla, że nie chodzi o osoby, które otrzymały taką diagnozę przed miesiącami czy latami i ją wyleczyły lub nadal leczą.

Chodzi o świeże rozpoznanie, czyli chorobę, która właśnie zaczęła być leczona. Po diagnozie przede wszystkim należy podjąć terapię i przez okres od miesiąca do trzech nie należy poddawać się szczepieniu przeciwko COVID-19 – mówi prof. Pruszczyk.

Decyzję co do tego, czy powinien być to miesiąc, czy trzy, podjąć należy wraz z lekarzem. Generalnie chodzi m.in. o to, że przyjmuje się, iż u pewnej grupy pacjentów skrzepliny rozpuszczają się w ciągu trzech miesięcy stosowania leków przeciwkrzepliwych.

A co z tymi, którzy przewlekle chorują na zakrzepicę? To grupa pacjentów, która leki przeciwkrzepliwe musi stosować przez czas dłuższy niż trzy miesiące. Profesor podkreśla, że taka sytuacja nie jest przeciwskazaniem do zaszczepienia się czy odłożenia szczepienia  i przypomina, że zarówno polskie, jak i międzynarodowe wytyczne dotyczące kwestii szczepień u pacjentów z problemami zakrzepowymi podkreślają, że nie należy przerywać terapii z uwagi na szczepienie przeciw COVID-19.

Ma jednak istotną radę dla pacjentów, którzy przyjmują doustne leki przeciwkrzepliwe.

Należy poddać się szczepieniu nie w momencie szczytowego działania leku. Jeśli zatem pacjent przyjmuje na przykład nowoczesne doustne leki przeciwkrzepliwe, to na szczepienie nie powinien się udać po 4-5 godzinach od przyjęcia leku, tylko najlepiej przed przyjęciem kolejnej dawki, kiedy działanie leku jest najsłabsze – tłumaczy prof. Pruszczyk.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie


Zobacz także

Jestem złą matką, bo dzieci nie są pępkiem mojego świata

„Nie ma dzieci – są ludzie”. 12 myśli Korczaka, które sprawiają, że zaczynamy widzieć więcej

Kroki milowe twojego dziecka w wieku 9-12 miesięcy