Macierzyństwo

Palą papierosy w ciąży, żeby dziecko nie było zbyt duże, a przez to poród łatwiejszy. To pomysł nastoletnich matek

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 sierpnia 2016
Fot. iStock / Saso Novoselic
 

Poród bywa trudnym doświadczeniem, obfitującym w mnogość przeżyć. Kobiety wydając na świat potomstwo, muszą zmierzyć się z bólem, strachem, obawą, że sobie nie poradzą, ale i radością, nadzieją, gigantycznym przypływem sił na powitanie dziecka. Owszem, mało która z nas nie marzy, by poród był szybki i jak najmniej bolesny. Aby ułatwić sobie zadanie, uczęszczamy do szkół rodzenia, ćwiczymy mięśnie Kegla, słuchamy rad doświadczonych mam i położnych. Niestety nie tylko…

Kobiety, szczególnie te młode, często będące ciężarnymi bez świadomości czym jest odpowiedzialność za nienarodzone jeszcze dziecko, sięgają po szokujące sposoby, by bolało jak najmniej.

Chcesz mieć małe dziecko i szybki poród? Idź na dymka!

Szczególnie jeśli jesteś nastolatką, której ani odpowiedzialność, ani wyobraźnia nie są głównym atutem, zacznij palić jak najwcześniej. Nastolatki znalazły porażający sposób na zapewnienie sobie całkiem przyjemnego porodu — papierosy. To, że palenie tytoniu w ciąży jest szkodliwe i skrajnie nieodpowiedzialne, zdaje się, powinny wiedzieć wszystkie przyszłe matki. Ale coraz częściej wśród nastolatek spotyka się przypadki przyszłych matek — palaczek. Liczą one na to, że przez wpływ nałogu, ich dzieci urodzą się mniejsze więc sam poród będzie łatwiejszy. W zasadzie proste rozumowanie — mniejsze dziecko, mniej wysiłku, mniej bólu.

Głupota nie boli, ale jej konsekwencje tak

Simone Dennis z Australian National University przez dekadę prowadziła badania nad tym zjawiskiem w Australii. Najczęstszym motywem nastolatek jest obawa przed trudnym porodem, brakiem satysfakcji seksualnej po porodzie, zmienionego ciała. Wychodzą one z założenia, że im mniejsze dziecko, tym mniejszy problem. One są młode i mają tyle planów przed sobą, a współczesny wzorzec nowoczesnej, szczupłej i zadbane kobiety, także matki, zmusza je do zwiększenia starań w odniesieniu „sukcesu”. A kto poniesie konsekwencje głupiej mody? Tak, maleństwo. Matki nie biorą pod uwagę zagrożenia wyższym wskaźnikiem  martwych urodzeń i poronień, przedwczesnego odklejenia łożyska, problemów z sercem lub wad wrodzonych. Nie zastanawiają się nad tym, że urodzenie chorego dziecka może poważnie wpłynąć na dalszy przebieg całego ich życia. Ostrzeżenia lokowane na papierosach czy środkach masowego przekazu również nie robią na nich wrażenia. Problem zatacza coraz szersze kręgi. Jak widać nieodpowiedzialne podejście do tematu rodzicielstwa i zamartwianie się o własny komfort wygrywa ze zdrowiem i bezpieczeństwem dziecka.


źródło: dzielnicastylu.plwiedzoholik.pl


Macierzyństwo

Uciekała przed wojną płynąc wpław przez morze i ratując innych. Dzisiaj startuje w Rio

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 sierpnia 2016
Fot. Facebook/ Yusra Mardini
 

To niezwykła historia o sile, rozpaczy i nadziei, która żyła w sercu dziewczyny.

Pływać zaczęła mając trzy lata. Jej tata był trenerem, więc zadziało się to naturalnie. Miała szczęśliwe dzieciństwo, była dorastającą dziewczynką. Kiedy skończyła 13 lat, w jej kraju, w Syrii, wybuchła wojna. Basen, na którym trenowała  Yusra Mardini został zniszczony przez bomby, podobnie jak jej rodzinny dom. Zginęło jej dwóch kolegów – pływaków. Po tej tragedii rodzice Maridini postanowili uratować życie swoich dwóch córek. Skontaktowali się z przemytnikami i w sierpniu ubiegłego roku to im powierzyli życie Maridini i jej siostrze. Dziewczyny polecały z Damaszku, do Bejrutu, przez Liban do Stambułu, gdzie spotkały się z innymi uchodźcami. Ostatecznie trafiły do Turcji, gdzie w lesie z 300 innymi uciekającymi czekały na łódź, którą miały dopłynąć do Grecji.

„Policja cały czas z helikopterów patrolowała las, ale nie weszła do lasu. Bali się, bo wiedzieli, że przemytnicy mają broń” – wspomina Maridini. Po czterech dniach spędzonych w lesie Maridini wraz z siostrą i 18-toma innymi ludźmi, wśród których był sześcioletni chłopiec została wsadzona do pontonu, który był przeznaczony dla sześciu osób…  Ich próba przedostania się do Grecji została dostrzeżona przez straż graniczną, ale postanowili nie zawracać. Po 20 minutach silnik pontonu zgasł, a on sam zaczął nabierać wody. Spośród 20 osób na pokładzie tylko Maridini, jej siostra i dwóch młodych mężczyzn potrafiło pływać. W czwórkę wskoczyli do wody, żeby odciążyć ponton i popchnąć go w stronę Grecji.

About last race. #olympics2016 #Y_Mardini #Swimming #teamvisa

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Yusra Mardini (@mardiniysra)

Była siódma wieczorem, woda była zimna i wzburzona. „Każdy się modlił, słyszeliśmy nawoływania greckiej i tureckiej policji, krzyczeliśmy, żeby nam pomogli, że toniemy, że wśród nas są dzieci”. Maridini i jej siostra płynęły pchając ponton przez trzy i pół godziny, płynęły nawet wtedy, gdy mężczyźni zrezygnowali, kiedy oni nie mieli już sił. „Myślałam, że przecież jestem pływakiem, najwyżej umrę w wodzie… Tylko ten mały chłopiec patrzył na mnie przerażony, a ja płynąć robiłam głupie miny próbując go rozśmieszyć”. Udalo się. Siostry wraz  innymi ludźmi w pontonie dopłynęły do wyspy Lesbos. I zaczęły swoją wędrówkę. Spały na polu, w kościołach, dobrzy ludzie dali im ubrania, buty. W końcu przez Węgry, Austrię trafiły do Niemiec, do obozu dla uchodźców, gdzie dzieliły namiot z sześcioma mężczyznami. Przez całą zimę stały w długich kolejkach czekając na dokumenty, na azyl. „To tam stojąc po osiem godzin w zimnie płakałam najwięcej” – wspomina Mardini. Dzisiaj jest w Rio. I chociaż nie ma szans na medal startuje w grupie dla bezpaństwowych sportowców. Pomógł jej tłumacz egipski, który skontaktował się z klubem pływackim niedaleko obozu dla uchodźców. Trener dał jej szansę, a kiedy zobaczył, że choć jej ciało jest wyniszczone, to ona jednak potrafi pływać, że tkwi w niej potencjał, wziął ją pod swoje ramiona. Ucieczka z kraju objętego wojną odbiła się na młodziutkiej Mardini, na jej formie. Nie trenowała od dwóch lat. Jej trener widział ją jednak na olimpiadzie w Tokio. Gdy jednak dotarła do nich wiadomość, że Komitet Olimpijski zezwolił na udział w igrzyskach uchodźców, Mardini postanowiła spełnić swoje marzenie udziału w igrzyskach jeszcze szybciej.

Otrzymała stypendium, wynajęła z siostrą mieszkanie, gdzie dołączyli do nich rodzice z dwoma młodszymi siostrami.

Chciałaby, by jej historia była powtarzana, by pokazała innym, że jest nadzieja. „Chciałabym wrócić do Syrii, by pomóc innym” – mówi Mardini.

Dzisiaj powtarza, że gdyby nie pływanie, mogłaby nie żyć. W pierwszym swoim starcie zajęła 41 miejsce, ale nie ma co mówić o rozczarowaniu. W eliminacjach na 100 metrów stylem dowolnym wystartuje dziś o 18:02.


 

źródło: nytimes.com


Macierzyństwo

Odstaw gluten, mleko, albo cukier. Czy dieta eliminacyjna ma sens?

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 sierpnia 2016
Fot. iStock/AnaBGD

Ostatnio nastała moda i pęd do stosowania różnych diet eliminacyjnych. Tak na zaś, dla zdrowia i aby być fit, porzucamy mleko i jego przetwory, odstawiamy tradycyjne pieczywo i odżegnujemy się od „białej śmierci”, czyli cukru. Niestety, nawet najlepsze intencje w rygorystycznym przestrzeganiu diet bez glutenu, laktozy i cukru, nie powinny przechodzić w czyn bez konkretnego powodu.

Diety eliminacyjne trzeba stosować, gdy rzeczywiście zajdzie taka potrzeba

Dieta nie powinna kojarzyć się jedynie  z odchudzaniem, ponieważ to przede wszystkim sposób odżywiania. Powinien być on różnorodny, oparty o zasady zdrowego odżywiania i zapewniać dziennie 2000-3000 kalorii.  Zdrowa dieta oraz oraz ruch jest podstawą dla utrzymania dobrego stanu zdrowia. Dzięki temu można uniknąć wielu chorób, a także z powodzeniem wspierać leczenie różnych dolegliwości.

Dieta eliminacyjna ma szczególne znaczenie. Dedykowana jest osobom z nadwrażliwością pokarmową, w przypadkach alergii pokarmowych, nietolerancji ze strony układu trawienia, zaburzeń równowagi biochemicznej organizmu, przy celiakii, cukrzycy, zaburzeniach pracy jelit, kamicy nerkowej czy żółciowej, dnie szczawianowej, fenyloketonurii itp. Ma ona na celu wykluczyć składniki wywołujące negatywne reakcje w organizmie. Diagnostyczna dieta eliminacyjna wymaga długotrwałej obserwacji (kilka, kilkanaście tygodni), na podstawie stopniowego wprowadzania do jadłospisu w ramach tzw. diety prowokacyjnej; produktów podejrzanych o wywołanie problemu. Po ustaleniu przyczyn niewłaściwych reakcji organizmu, wykluczane są na stałe niekorzystne produkty z menu. Najczęstszymi alergenami są: mleko i przetwory, białko jaja, zboża glutenowe, orzechy, cytrusy, ryby i owoce morza, soja, pomidory.

Efekty diet eliminacyjnych

Ustalenia określone dzięki obserwacji podczas stosowania diety eliminacyjnej, najczęściej pomagają ograniczyć bóle brzucha, wzdęcia, biegunki, zmiany skórne, migrenowe bóle głowy, trudności w koncentracji, bóle mięśni, nieżyt nosa. Poprawiają funkcjonowanie układu trawienia, ułatwiają wchłanianie składników odżywczych i podnoszą odporność organizmu na patogeny. Jednak powinno być wskazanie do ich stosowania, zgodnie z zaleceniami specjalisty. Najczęściej wykluczane są z menu profilaktycznie gluten, laktoza i cukier. Czy słusznie?

Dieta bezglutenowa

Gluten znajdziemy w pieczywie, ciastkach i  makaronach, a niekiedy w wędlinach, jogurtach, przyprawach, a nawet słodyczach. Mimo że jest białkiem, nie przedstawia istotnych wartości odżywczych dla organizmu i nie jest łatwostrawny dla naszego układu pokarmowego. U większości osób jest on substancją neutralną, niepowodującą kłopotów. U pewnych osób organizm nie toleruje glutenu (celiakia) lub jest na niego uczulony, więc pogarsza się samopoczucie i zdrowie. Niestwierdzona alergia lub nietolerancja glutenu może prowadzić do anemii, uczucia ciągłego zmęczenia, niedoborów składników mineralnych i zaburzeń w prawidłowej pracy mięśni czy uszkodzenia jelit. Ale to nie oznacza, że powinno się bez konkretnych przyczyn rezygnować ze wszelkich produktów, w których znajduje się gluten. Większość specjalistów wychodzi z założenia, że nie ma takiej potrzeby, bez wystąpienia objawów nietolerancji. Bezpieczniej jest nie spożywać produktów z glutenem w nadmiernej ilości, ale powinien on pozostać w jadłospisie. Wyeliminowanie tego składnika jest naprawdę trudnym zadaniem i zagraża niepełnowartościowymi posiłkami.

Dieta bezmleczna

U osób, u których występuje niedobór laktazy, enzymu potrzebnego do trawienia laktozy, cukru mlecznego, mówi się o nietolerancji laktozy. W jej efekcie pojawiają się o różnym natężeniu wzdęcia, kruczenie (słyszalne ruchy perystaltyczne jelit), przelewanie, uczucie napięcia i pełności, wiatry, bóle brzucha, a czasem biegunki. Wg badań naukowców, w Polsce ok.  20–37% osób dorosłych cierpi na  zmniejszoną aktywność laktazy i kłopoty z nią związane. Przy stwierdzonej nietolerancji można:

  • zupełnie zrezygnować ze spożywania produktów zawierających laktozę
  • ograniczyć ich spożycie
  • zastosować preparaty zawierające farmakologiczne postacie laktazy (enzymu rozkładającego laktozę).

Ale nawet przy nietolerancji w większości przypadkach można bezpiecznie spożyć bez dolegliwości w jednorazowej dawce produkty zawierające 5–10 g laktozy. Taką ilość laktozy zawiera 100–200 ml mleka słodkiego, jogurtu, kefiru lub maślanki. Rezygnując bez wskazania lekarza z mleka i jego przetworów, rezygnujesz z najważniejszego źródła wapnia i dobrego źródła witamin B2i B12, wysokowartościowego białka, witamin A i B1, magnezu, cynku oraz potasu.

Dieta bezcukrowa

Odnośnie do tej diety, wątpliwości nie ma żadnych. Chodzi oczywiście o wyrzucenie z diety cukru rafinowanego, co przyniesie wymierne korzyści zdrowotne. Cukier rafinowany wpływa na pojawienie się próchnicy zębów, nadmiaru kilogramów, cukrzycy typu 2, obniżenia naturalnej odporności, pracy serca, wątroby i nerek. Już na początku XX wieku, niemiecki biochemik Otto Heinrich Warburg udowodnił, że metabolizm nowotworów złośliwych jest uzależniony w znacznym stopniu od spożycia glukozy. W dodatku cukier działa na mózg w podobny sposób co najbardziej uzależniające substancje – kokaina czy heroina. Decyzja o wykluczeniu cukru wpłynie pozytywnie na twoje zdrowie.

Podsumowując, nie można dać się zwariować w podejściu do troski o zdrowie i prawidłowe odżywianie. Wprowadzenie diety eliminacyjnej, zawsze należy konsultować ze specjalistą, nie wprowadzać jej na własną rękę, bo może przynieść więcej szkody (nie licząc całkowitej eliminacji cukru rafinowanego). Diagnoza alergii wymaga też odpowiednich badań medycznych, a wprowadzanie diety prowokacyjnej powinno odbywać się pod kontrolą lekarza. Usuwając jakiś składnik z menu lub całą grupę pokarmów, należy z pomocą lekarza lub dietetyka zstąpić je innymi produktami, które zrównoważą braki w substancjach odżywczych. Restrykcyjnie wprowadzona dieta eliminacyjna, bez kontroli lekarskiej a szczególnie bez powodu, może pozbawić organizm cennych substancji, ponieważ jest ona trudna do właściwego zbilansowania.


 

źródło: alergie.mp.plhellozdrowie.pl


Zobacz także

Szukasz pracy? Sprawdź czy jesteś blisko czy stoisz w miejscu

Kupiłam bilet, nie próbuj mnie zatrzymać. Zbyt długo odkładałam swoje szczęście na później. Ja żona, matka

„Drodzy nauczyciele. Obserwuję Was z boku ich oczami, oczami rodzica lub dziecka: ignorowanego, nie mającego nic złego na myśli”