Macierzyństwo

„Najgorsze było to, że tata wyciągnął mnie z wanny i bił na goły tyłek. Na pewno widział, że trochę urosły mi piersi”

Iwona Zgliczyńska
Iwona Zgliczyńska
14 czerwca 2022
Fot. iStock/Bubbers13
 

Książka czeskiej pisarki Petry Dvorakovej „Wrony”, nie pozostawi nikogo obojętnym wobec przemocy wymierzonej w dzieci. Ta książka miażdży serce. Nie pozwala spać po nocach. Dlatego reagujmy zawsze, bo bicie nie robi „tylko siniaków”. Robi znacznie więcej. Zostawia ślady w duszy na całe życie.

„Dwunastoletnia Basia, jej starsza siostra Kasia oraz rodzice tworzą na pozór typową i szczęśliwą rodzinę. Jednak pod powłoką tak zwanej normalności skrywają się wzajemne pretensje, problemy i brak zrozumienia. Dojrzewająca Basia odkrywa w sobie talent plastyczny, lecz im bardziej próbuje żyć w zgodzie z własną naturą, tym usilniej rodzina ściąga ją ku przeciętności i życiowej bierności”. Przyrzekam, że po takim opisie nie koniecznie byłabym zainteresowana tą lekturą. Ale poleciła mi ją koleżanka Marta, mówiąc: – Czytaj „Wrony”, ale na własną odpowiedzialność, bo mnie po tej lekturze serce pękło.

Zaryzykowałam i przyznaję, że po 178 stronach (książka jest dość cienka) poczułam się tak, jakby z mojej głowy wyfrunęło stado czarnych kraczących wron. Znów stałam się małą bezbronną dziewczynką, wróciłam do czasu, kiedy sama miałam 12 lat i wychowywałam się na jednym z warszawskich blokowisk. Wtedy chodziłam do naszej osiedlowej szkoły i byłam tak blisko różnych dramatycznych historii moich kolegów i koleżanek. Ale wtedy tych historii kompletnie nie rozumiałam.

Bo dom, w którym wychowywała się Basia z pozoru jest typowym domem Kowalskiej. Nikt tu nie chodzi głodny. Nikt nie wybija szyb. Nie zatacza się wężykiem pijany, wracając do domu. Gdy wpada sąsiadka – wszystko jest jak być powinno. Akuratnie! Nawet ściereczka do zmywania naczyń tu musi być złożona na czworo, a na dywanie nie mogą leżeć paprochy. Może i owszem… pani Kowalska ciągle czuje się zmęczona nadmiarem obowiązków. Jest podskórnie wściekła, wiecznie nieszczęśliwa i utyskująca na córki. Do tego jej mąż pan Kowalski, to raczej nieudacznik, szukający świętego spokoju. I niestety dość łatwo dający się podpuszczać żonie do robienia tzw. porządku z dziećmi w domu.

Bo w tym domu ładnie – to znaczy równo. Bo grzeczna dziewczynka – to ta schludna. Bo kiedy mama jest niezadowolona z córki – to ojciec chwyta za pas. Znacie taki domy? Widzieliście je? Rodzice wykształceni, dzieci ładnie ubrane i nikt by się nie domyślił, że w tych czterech ścianach cierpi młoda nastolatka. Taka jak Basia.

Tak, dla mnie ta książka opowiada przede wszystkim o przemocy wobec dzieci. I jest genialnie napisana z perspektywy 12-letniej wrażliwej dziewczyny. Takiej, której zaczynają już rosnąć piersi, a której ojciec kompletnie nie szanuje granic.

„Dziś najgorsze nie było to, że tata się wkurzył i że oberwałam, tylko to, że stało się to akurat, kiedy leżałam naga w wannie. Kosz, który podstawiłam za drzwi, odleciał jak piórko. Zanim się zorientowałam, tata chwycił mnie za rękę, wyciągnął z wanny i bił na goły tyłek. Na pewno widział przy tym, że trochę urosły mi piersi i że na pipce pojawiły się włoski. Próbowałam się bronić, ale prawie na nic się to nie zdało. Między innymi dlatego, że z wanny nie miałam dokąd uciec. Strasznie płakałam. Nawet się nie wytarłam, tylko naciągnęłam koszulę nocną i wybiegłam. W drzwiach zderzyłam się z siostrą, która szła umyć zęby. Udawała, że nie widzi, jak płaczę. Zawsze udaje, że tego nie widzi. Pobiegłam do naszego pokoju na górze i skuliłam się za zasłoną. Sięga do ziemi i mam tam swoją kryjówkę”, czytamy we „Wronach”.

„Wrony” budzą wspomnienia z dzieciństwa

Właśnie ten opis sprawił, że nie mogłam zasnąć. Następnego dnia zadzwoniłam do  przyjaciółki, która wychowała się ze mną na warszawskim blokowisku i która poleciła mi tę książkę. Wiem, że obie dostawałyśmy czasem w dzieciństwie klapsy.

– Dlaczego dzieci zwyczajowo bije się na gołą pupę? – spytałam Martę.
– Bo to jest upokorzenie lever hard! Nie ma nic gorszego.
– U mojej babci na wsi wisiał na drzwiach dla postrachu kabel i pas. Ciocia wspominała, że to było okrutne, ale kazano jej w domu wybierać, czym konkretnie ma dostać po pupie – opowiadałam. – Tak było chyba w wielu domach pokolenia powojennego. Wtedy jeszcze nie wiedziano, że dzieci bić nie można. Wydaje mi się, że z tego bicia robiła się cała okrutna ceremonia. Ale jestem ciekawa, czy ty kiedykolwiek oprócz bólu i złości czułaś się Marta zawstydzona, tak jak Basia z książki?
– Czułam, oczywiście. Pamiętam to! – powiedziała koleżanka. – Najgorsze, że mój ojciec kazał, by matka trzymała mnie za nogi, więc to jednak była jakaś ich wspólna egzekucja. Dopóki byłam małym dzieckiem, bicie było dla mnie nawet do zniesienia. Wiem, jak to brzmi, ale serio. nie zdarzało się to zbyt często. Najgorzej było, gdy już dojrzewałam – mówiła moja przyjaciółka.
– Ale dlaczego?
– Bo wtedy czułam, jakby ktoś mnie gwałcił. To było już jawne przekraczanie moich seksualnych granic. Pamiętam taki moment, kiedy chwyciłam smycz psa i zaczęłam sama bić ojca, krzycząc: „Nie jestem już małą dziewczynką. Nie masz prawa mnie bić! Jestem już kobietą! Mam piętnaście lat!” I wiesz co? Mój ojciec od tego momentu już nigdy nie uderzył. Nigdy nie zastawiałam się, co wtedy poczuł, gdy mu to wykrzyczałam. Nigdy do tego temu też nie wracaliśmy. Dziś raczej staram się skupiać na pozytywnych aspektach mojego taty. Mamy po latach całkiem niezłe już relacje.
– Marta, dlaczego my nigdy o tym wcześniej nie rozmawiałyśmy? Dopiero teraz, kiedy mamy czterdziestkę na karku? – spytałam na koniec.
A moja mądra przyjaciółka powiedziała:
– Widzisz to była straszna mieszanka emocji, od upokorzenia, bólu, wściekłości po chyba jednak potworny wstyd. Intuicyjnie czułyśmy, że tak nie wolno robić małym ludziom. Że wstyd się było komukolwiek przyznać do tych klapsów i ciosów kuchenną szmatą gdzie popadnie. Ale najgorsze było to, że nie przychodziło nam do głowy, by poprosić kogoś o pomoc. Kogo? No, kogo?

Jak zwracać uwagę na przemoc?

Obie stwierdziłyśmy, że ani w szkole ani na naszym blokowisku, ani w rodzinie nie miałyśmy takiej osoby, której można by zaufać i poprosić o wstawienie się w naszej sprawie. Dziś przynajmniej dzieci już wiedzą, że mają swoje prawa. Mówi się głośno – DZIECI BIĆ NIE WOLNO. Ani fundować im lania, ani popychać, ani szturchać, ani dawać klapsów, ani z liścia w twarz. Zero! Zero takich!

Sama pamiętam, że kiedy już do mnie dorosłej dotarło, jaką krzywdę wyrządza dzieciom bicie, przyrzekłam sobie, że zawsze będę reagować na wszelką przemoc wobec dzieci. Kilka razy zdarzyło mi się zwrócić uwagę jakiemuś ojcu czy matce, że tak nie wolno. Zawsze jednak starałam się podczas tego „zwracania uwagi” sama nie być przemocowa, choć przyrzekam, że nie raz korciło mnie, by przylać rodzicowi.

Mówiłam: „Widzę, że jest pani zmęczona i już psychicznie nie daje pani rady. Ale szturchanie nie pomoże, szarpanie też. Tak nie wolno postępować wobec dzieci! Jeśli pani nie przestanie, będę zmuszona zadzwonić po policję”. Wtedy słyszałam najczęściej: „Ale on jest niegrzeczny, nie słucha”. Więc dalej starałam się tłumaczyć, uspokoić rodzica, zerknąć, czy się wyciszył, czy już nie robi krzywdy dziecku.

Jeśli kiedykolwiek będziesz zastanawiać się, czy reagować. Reaguj! Bicie nie robi „tylko siniaków”. Robi znacznie więcej. Zostawia ślady na całe życie. Moja przyjaciółka powiedziała mi coś wstrząsającego:
– Wiesz, ja do dziś zastanawiam się, czy ludzie widzą, że byłam bita. Mam 45 lat i pracuję jako szefowa działu w banku. Zarządzam 15-osobowym zespołem. A jak ktoś jest przemocowy, krzyczy albo straszy, to kulę się w sobie i modlę się. Byle on się nie zorientował, że w środku jestem małą zastraszoną bitą dziewczynką.


Macierzyństwo

Jak dobrze być … psychopatą. I dlaczego to się opłaca

Redakcja
Redakcja
14 czerwca 2022
 

Psychopaci są wśród nas. Pracują, wychodzą ze znajomymi, wyjeżdżają na wakacje, chodzą do kina, na biznesowe spotkania. Jest ich więcej niż nam się wydaje i mają się świetnie. Bycie człowiekiem ich nie nadwyręża, nie na tym się skupiają. Rzadko proponują, że zapłacą za taksówkę, rachunek w restauracji, jakimś dziwnym trafem nigdy nie mają przy sobie gotówki. Notorycznie kłamią, nawet wtedy, kiedy nie ma do tego powodu.

Nie biegają z nożem. Potrafią wzbudzić zaufanie i oszukać każdego, a wszystko, czego się o tobie dowiedzą – zawsze wykorzystają przeciwko tobie. I, co najgorsze, ludziom ze skłonnościami psychopatycznymi żyje się po prostu wygodnie… Funkcjonowanie psychopatów podobna jest do życia drapieżników. Potrafią sączyć krew ze swojej ofiary ale konsekwencje ich ataków są dużo poważniejsze i bardziej rozległe, rzadko dotyczą tylko ich prześladowanych celów, sieją spustoszenie wśród ich bliskich, znajomych, rodziny…

Psychopatia ma wiele wymiarów i cech, w tym skupioną na sobie impulsywność, bezduszność i nieustraszoną dominację. Pierwszy jej wymiar wiąże się z porywczością, wojowniczością i narcyzmem. Bezduszność jest związana z niezdolnością do doświadczania ważnych emocji społecznych, takich jak miłość, żal lub wyrzuty sumienia.

Dlaczego bycie psychopatą zwyczajnie się opłaca?

Psychopaci, wyraźnie pozbawieni empatii, są w dość niekorzystnej sytuacji. Empatia wymaga bowiem wzięcia pod uwagę uczucia innych ludzi, a psychopacie chodzić w cudzych butach nie wypada. Zresztą po co ma w nich chodzić, nie interesują go historie innych ludzi, a uważność na innych wymaga energii. Poza tym najwygodniejsze buty, to … swoje buty.  Oni mają tylko dopiąć swojego celu, to ich komfort jest najważniejszy. Empatia, jak wiadomo, jest zbudowana na fundamencie emocji. Emocje z kolei są ważne dla relacji, zasłaniają trzeźwy osąd i utrudniają krytyczne myślenie. Znów punkt dla psychopatów.

Psychopata, uwolniony od emocjonalnych kajdan jest dobrze przygotowany do działania w sposób nieograniczony i bezwzględny. To zła wiadomość dla społeczeństwa ale nie dla psychopaty, zwłaszcza pochłoniętego myślami o władzy i prestiżu.

Po trupach do celu

Nieustraszona dominacja – tak uwielbiana cecha przez psychopatów – wiąże się z zuchwałością i pragnieniem wpływu społecznego. Wyposażeni w poczucie równowagi międzyludzkiej i siły, fizyczną nieustraszoność i odporność emocjonalną – psychopaci robią wielkie rzeczy. Niektórzy stają się bohaterami. Choć często najłatwiej byłoby nam opisać takie działanie jak: „dojście po trupach do celu”. Dobrym psychologicznym przykładem takiej osobowości jest  Yeo-Thomas. Stosując szereg przebrań i fałszywych dokumentów, brytyjski szpieg II wojny światowej regularnie unikał schwytania przez nazistów.  Yeo-Thomas udawał kiedyś trupa podczas podróży w trumnie, a nawet skoczył z jadącego pociągu. Udusił też strażnika więziennego gołymi rękami. Kiedy Yeo-Thomas nie był zajęty duszeniem nazistów, był zajęty uwodzeniem pięknych kobiet. Większość z nas nigdy o nim nie słyszała, za to doskonale znamy pana…  Jamesa Bonda, jego fikcyjne wcielenie. Tak, Yeo-Thomas był inspiracją dla powieściopisarza Iana Fleminga.

Dobry psychopata

Szpieg z czasów II wojny światowej jest typowy dla tego, co psychologowie nazywają „dobrym psychopatą”. W przeciwieństwie do złośliwej psychopatii, która często wiąże się z przestępstwem i więzieniem, „dobry psychopata” wykorzystuje swoją bezwzględność, aby osiągnąć prawdziwy sukces – w dodatku społecznie uznawany za dobrego, szlachetnego, potrzebnego. Psychopaci unikają łamania prawa. Poprzez powstrzymywanie swoich impulsów lub przynajmniej kierowanie ich w bardziej lukratywny sposób, „dobrzy psychopaci” często zajmują pozycje o ważnym znaczeniu.

Więc jakie zawody przyciągają psychopatów?

Badania pokazują, że  psychopaci preferują pewne profesje ze szczególnym zamiłowaniem. Nie będzie niespodzianką, że mają ciągoty do władzy – pomyśl o prezesach, chirurgach, prawnikach, gwiazdach i politykach. Związek między polityką a psychopatią jest szczególnie interesujący…

 

źródło: Psychopathy in women: theoretical and clinical perspectives


Macierzyństwo

„Piekło u zakonnic”. Jest reakcja na wstrząsający reportaż – siostry usłyszały zarzuty

Redakcja
Redakcja
13 czerwca 2022
fot. JannHuizenga/iStock

Na łamach wp.pl ukazał się dziś wstrząsający reportaż o prowadzących DPS siostrach prezentkach, które znęcały się nad dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną. Siostry miały bić, zamykać w klatkach i obrażać swoich podopiecznych. Wystarczyło kilka godzin i już jest reakcja władz – siostry z Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie usłyszały prokuratorskie zarzuty. 

Minister Marlena Maląg zapowiedziała kontrole w DPS-ach w całej Polsce. Politycy Lewicy składają wniosek o przeprowadzenie kontroli wszystkich DPS-ów w Polsce, które są prowadzone przez siostry zakonne. Rzecznik Praw Obywatelskich podejmuje sprawę nieprawidłowości w DPS w Jordanowie: Do takich przypadków nie może dochodzić w XXI wieku, w państwie, w którego centrum jest ochrona godności człowieka, a szczególną opieką należy otaczać dzieci z niepełnosprawnościami – powiedział Marcin Wiącek w rozmowie z PolsatNews.

Dziennikarze Wirtualnej Polski opisali dramat podopiecznych sióstr prezentek z Jordanowa pod Krakowem. Dochodzić w nim miało do wiązania do łóżek, zamykania w klatce, bicia mopem. W ten sposób zakonnice karały dzieci, które były pod ich opieką.

„Wychowali cię w stajni”, „twoja matka jest prostytutką”, „jak będziesz niedobra, dostaniesz wpierdol” – tak zakonnice i niektórzy świeccy opiekunowie mieli się zwracać do podopiecznych z niepełnosprawnością intelektualną – czytamy w reportażu. O wszystkim opowiedzieli dziennikarzom byli pracownicy ośrodka i rodzice skrzywdzonych dzieci.

– W domu znajdują się osoby niepełnosprawne intelektualnie w różnym stopniu. Miejsce powinno być ich bezpieczną przystanią, ale tak nie jest. Jedna z sióstr dręczy podopiecznych fizycznie i psychicznie. Pewna dziewczynka została przez nią pobita, a także skopana na podłodze. Nie jest ona jedyną ofiarą przemocowej zakonnicy – mówi w reportażu Wanda, była pracownica ośrodka.

Na tekst natychmiast zareagowali politycy.

– Niestety, nie jest to pierwsze nadużycie w ośrodkach prowadzonych przez instytucje kościelne. (…) uważam, że ośrodek powinno się odebrać siostrom i go zamknąć – powiedział w rozmowie z wp.pl senator PSL Jan Filip Libicki.

Posłanka Iwona Hartwich napisała na Facebooku:

„Ukrzyżowani za życia! Piekło? Jeśli jest – to na ziemi! Ludzie kościoła gotują los tym, którzy niewiele mogą sami. Los doświadczył ich okrutnie. Często z różnych przyczyn trafiają w miejsca, gdzie powszechnie uznano – że będzie im dobrze, bo ktoś miał opiekować się Nimi w imię Pana Boga, z krzyżem na piersi, symbolami chrześcijaństwa o które tak wielu dziś walczy. Kiedy świat przynosi tego typu informacje, siadam i płaczę. Chciałabym tak bardzo wyrzucić z siebie te wszystkie niecenzuralne słowa publicznie. Tak, te same, które Wam przechodzą łatwiej.
Takie traktowanie ludzi jest poniżające, łamiące Prawa Człowieka. Nawet najgorsza kara dla opiekunów nie cofnie zmian w psychice osób z niepełnosprawnościami, które musiały to przeżyć!! Takich przeżyć nie da się zapomnieć. Będą o tym pamiętać do końca życia.
Dlatego walczę, będę walczyć do ostatniego tchu o dobre życie każdej i każdego z nich Niech nikt nie stawia się w roli Osób Niesamodzielnych i Ich Opiekunów. To Ci ludzie są świętymi. Bardzo się boję jako rodzic niepełnosprawnego dziecka co z nim będzie po mojej śmierci .To obawa każdego rodzica dzieci z niepełnosprawnościami”.

 


Zobacz także

Największe mity na temat macierzyństwa i karmienia piersią 2016 roku

Chcę, żeby dziewczynki na całym świecie wiedziały, że… Ten plakat podbił nasze serca

Dziecko i pies – co powinien wiedzieć każdy rodzic?