Lifestyle Macierzyństwo

Marzenia Matki Niespełnione. Czyli co ułatwiłoby mi życie, a czego jeszcze nikt nie wymyślił

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 listopada 2015
Fot. iStock / RapidEye
 

Lubię się czasami rozmarzyć. Pomyśleć o tym wszystkim, co ułatwiłoby mi być matką bliżej idealnej. O tak, już nie mówię o dwóch dodatkowych rękach, ale im dłużej jestem mamą, tym większą przestrzeń odkrywam dla wynalazców. Jeśli kiedyś ktoś wpadnie na pomysł biznesu pod tytułem: „Jak ułatwić matce życie” zbije majątek.

Kiedyś myślano, że wynalezienie pieluch jednorazowych to szczyt marzeń każdej matki. Tylko kasy trochę mniej w kieszeni niż przy tetrówkach. Chociaż gdyby zliczyć liczbę prań. Wodę. Prąd. Proszek. A na przykład takie jedzenie w słoiczkach. Przecież nie raz, każdej nieidealnej uratowało życie. Która gotowała królika swojemu niemowlakowi? Ręką w górę! Bo ja nie. Kurczaczki, zupki i owszem. Ale w góry zabieraliśmy słoiki i odgrzewaliśmy zupki, gdzie się dało.

Brak kaftaników. Ułatwiające życie body i pajace. Wózki, którymi wszędzie da się wjechać. Ale to wszystko na etapie niemowlęcym. A ja się pytam, co z matkami dzieci starszych? Nie jesteśmy mamami tylko przez pierwsze trzy lata życia dziecka. O nie. Na własnej skórze czuję, że im starsze dzieci, tym większe problemy. To 100% racji. Prawda jest jednak taka, że starsze dzieci nie chodzą w pieluchach, raczej brudzą i niszczą niezliczone ilości ubrań. Nie jedzą papki ze słoiczków, tylko mają swój smak i gdy jednego dnia zjedzą marchewkę z groszkiem to nie mamy żadnej pewności, że następnego nie odsuną talerza z obrzydzeniem.

Nie mówię już o czasie. O gdzież ty słodki czasie popołudniowych drzemek. Skończyło się. Pełna dyspozycyjność. I jeśli myślisz, że zabawa klockami zajmuje twój cenny czas, to poczekaj, kiedy twoje dziecko zacznie mówić i prosić, i się domagać.

Kiedy tak się właśnie rozmarzę, to do głowy przychodzą mi rzeczy, które ja z dziką przyjemnością bym kupiła.

Tłumacz nastrojów

Jest dla niemowlaków tłumacz płaczu. Twoje dziecko płacze przyłóż rejestrator a dowiesz, się, czy płacz jest wynikiem głodu, zmęczenia czy kolek. I gdyby dla starszych dzieci wymyślono taki tłumacz nastrojów. Wstaje. Wydaje pierwsze: Mamoooo i już wiesz. W słuchawce dostajesz sygnał: „Jest dobrze”, „Uwaga, potrzebna cierpliwość”, „Uciekaj. Najlepiej zamknij się, w łazience”.

Zegar z funkcją: dłuższa doba

Czego najbardziej brakuje matkom? Czasu. Czasu dla dzieci, dla domu, dla siebie. Ile razy myślałaś: „Gdyby tak doba miała choć dwie godziny więcej”. I zobaczcie, gdyby powstał taki zegar, który potrafi nam te dwie godziny, albo chociaż godzinę potrafiłby wygospodarować. W niewidoczny dla nas sposób skrócić godziny, które się da skrócić, a z nadwyżki wydłużyć dobę. Można by było sobie samemu ustawiać. Dziś godzina więcej, a jutro półtorej. Ale by mi było dobrze. Oczywiście byłyby limit na wydłużenie, na przykład maksymalnie dwie godziny dłuższy dzień.

Ręka a la Inspektor

Oglądałyście kiedyś taką bajkę „Inspektor Gadżet”. On miał taką zdolność wydłużania swoich kończyn. Mi się marzy jedna taka ręka. Jakby na wysięgniku. Długa do 5 metrów. Która pozwałaby mi podnieść kurtki, które dostrzegam akurat siadając na kanapie. Wstawić z daleka kubek do zmywarki zostawiony przez któreś z dzieci na parapecie. Słowem siadam. Ogarniam przestrzeń w zasięgu mojego wzroku i nie ruszając się z miejsca mogę poodmykać szafki czy szuflady, zamknąć drzwi od łazienki, wrzucić do śmietnika zostawione pod stołem papierki, nalać mleka kotu. Bo jedno z dzieci zdążyło wyciągnąć mleko, ale już do miski nalać zapomniało.

Pilot do wszystkiego

I tu do wszystkiego wcale nie znaczy do niczego. Wyobraźcie sobie, że macie w domu taki pilot, w którym jeden przycisk włącza ekspres do kawy, inny gasi niewyłączone światło w łazience. Kolejny uruchamia zmywarkę, a jeszcze następny pralkę. Wiem, że są urządzenia, w których można ustawić godziny pracy, ale ile razy myślałyście: „Kurde znowu pralki nie włączyłam” i czasami przypominacie sobie o tym leżąc w łóżku. A tu cyk. Pilocik. I włączone. I światła pogaszone. I magiczna ręka jeszcze skarpetki mężowi koło nosa położy, żeby nie zostawiał ich więcej na środku podłogi.

Powtarzacz

To jest szczyt moich marzeń. Stawiasz sobie takie urządzenie w centralnym miejscu mieszkania. Przez trzy dni rejestruje najczęściej powtarzane przez ciebie frazy. „Podnieś kurtkę”, „Nie bijcie się”, „Odstaw kubek”, „Nakarm kota”, „Ubierz czapkę”. Po tych trzech dniach wykonuje analizę, ma już nagrany twój głos. I od dziś nie musisz już powtarzać po tysiąc razy tego samego. Do znudzenia zrobi to za ciebie powtarzacz. Naiwnie wierzę, że jego siła tkwiąca w upierdliwości sprawiłaby, że dzieci nie chciałby słuchać po raz kolejny: „Nie krzycz”, „Zamknij drzwi” i w końcu nauczyłyby się nie zapominać o rzeczach, na które zwracamy im uwagę.

Gdyby dłużej pomyśleć pewnie znalazłoby się więcej urządzeń, które byśmy z dziką rozkoszą wykorzystały w macierzyńskiej codzienności. Ktoś szuka pomysły na własny biznes? Przemyślcie to 🙂


Lifestyle Macierzyństwo

Święta Godzina Pani Domu

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
12 listopada 2015
Fot. iStock / Casarsa
 

Mówię do niego: pozmywaj kochany po obiedzie. On do mnie na to: za chwilę. Godzinę później zmywam więc, bo za chwilę to trzeba iść spać, a głupio tak górę naczyń zostawić w zlewie. On już w łóżku oczywiście, zęby umyte, coś tam sobie jeszcze w necie szpera. Moment i zaraz usłyszę pierwsze zwierzęce chrapnięcie. Zmywam więc po cichutku, po co go budzić skoro już śpi. Zmęczony.

Mówię do niego: żarówka przepaliła się przedwczoraj, ciemno trochę, może byś wymienił? Żarówkę kupię jutro i wymienię, mówi. No więc tydzień później przedzieram się przez regał światła w pobliskim Home Depot i wybieram żarówki trzy. Zawsze to zwiększa szansę na to, że akurat właściwą utrafię. Nie zmniejsza za to szansy na komentarz typu: po co zabierasz się za rzeczy, o których pojęcia nie masz? No to idę oddać te niepasujące żarówki i tym razem na szczęście strzelam w dziesiątkę. Kupuję właściwe światło i w pokoju od razu robi się radośniej. Więc sobie winko otwieram bo zasłużyłam na małą lampkę (obok tej dużej, która już teraz pięknie świeci).

Kontynuując…

Hamulce w Hondzie piszczą już kilka miesięcy. Podobno to znak, że wymienić je nadszedł czas. No to mu mówię, że od kilku miesięcy, że piszczą, że hamulce, że w Hondzie. W weekend wymienię, mi mówi. Nie pytam w który, bo powie, że złośliwa jestem i że to cała ja. Więc czekam 1,2,3 weekendy. Hamulce w Hondzie piszczą niemiłosiernie. Zrezygnowana, oglądam video na YouTtube ale już widzę, że choć praktycznie niczego w życiu się nie boję, ta zmiana hamulców to brudna robota. Smary, tarzanie się po podłodze…. Kobiecie nie przystoi przecież. Biorę  się więc na sposób i mówię niby to pod nosem, a niby trochę tak żeby usłyszał aż za dobrze: Przemo mówi, że mi te hamulce w Hondzie wymieni w ten weekend. Wiec w piątek wieczorem wymienia on.

No błagam! Kochani! Czy ktoś mi wyjaśni, wyłoży jak w szkole, kawę na ławę po prostu? O co chodzi z tym głupim damsko-męskim odwiecznym tańcem? Bo że to  taniec jest jakiś to chyba każda się zgodzi. Ja krok, on krok, a potem wariacje. Jeśli się nie wysilę i zrobię krok z serii: „poddaję się miły” no to niestety on schodzi z parkietu. Ja dalej tańczę już sama (przy garach, w elektrycznym na dziale żarówka, czy nie daj boże pod piszczącą Hondą). Jeżeli natomiast włożę wysiłek w kolejny mój krok, a zatem jeśli taktycznie do sprawy podejdę, szansa jest taka, że to on się roztańczy, co więcej pod dyktando figury będzie wyczyniał (coby przed Przemem zwinnie zdążyć, a jak! A zatem: raz, dwa, trzy, auto na podnośnik, cztery rzut na ziemię twarzą w dół, pięć, sześć, siedem, trzy szybkie ruchy magicznym kluczem, osiem i dziewięć szybka wymiana starych na nowe hamulców, dziesięć wyjazd spod Hondy w kaskaderskim stylu i wreszcie ukłon głęboki i standing ovation. Prawie czarujący on).

Tyle że mnie się tak tańczyć nie chce. Zmyślnie, przemyślanie, planowo. Tak każdorazowo wojnę zaczepną planować. Nie może on po prostu zrobić czegoś co i tak zrobione być musi? Ja wiem, bo słyszałam. Podobno nie należy powtarzać facetowi, żeby zrobił to o co się go raz już poprosiło. Powiedział, że zrobi to zrobi. Masz jasność? Nie trzeba powtarzać co sześć miesięcy.

Problem w tym, że to mnie nic a nic nie urządza. Takie czekanie na moment, w którym on wielmożnie uzna, że oto czas nadszedł, projekt trzeba wykonać. Nie urządza mnie i już bo brudnych garów nie lubię, siedzenie w ciemnościach to też średnia przyjemność no i co jak co ale życie mi jeszcze miłe więc do diaska człowieku! wymień mi te hamulce!…. Nie wymieni. No chyba ze Przemem postraszę. Taki to gatunek do diaska!

Więc ja się pytam: co to za licho w facecie siedzi, które mu każe taki opór stawiać?

Jakim to cudem wszystkie prośby moje trafiają do kufra z napisem „POTEM”, a niektóre nawet do tego obskórnego, kurzem pokrytego pudła z wielkim słowem „NIGDY” na wieku wymalowanym? Masakra to jakaś panowie mili ta wasza natura opozycjonisty. Strasznie jest ona też nie w porządku wobec nas kobiet, rzekomo równouprawnionych. I fakt, może i chodzimy wszyscy do tej samej pracy, może nawet i płaca czasem się nam pokrywa (chociaż w tej kwestii to pewnie niejeden głos sprzeciwu mógłby się tutaj zasadnie podnieść). Równouprawnienie kończy się w sposób drastyczny po tak zwanych godzinach. Kiedy to on, zasłużony wypoczynek uprawia z pilotem na kanapie, a ona leci z psem, obiad gotuje, wypakowuje zakupy, które notabene sama do domu przytargała, pierze, zmywa, obiad podaje, lekcje z dziećmi odrabia i jeszcze na YouTube sprawdza jak te cholerne hamulce w Hondzie wymienić zanim ich pisk przeraźliwy odbierze jej rozum.

Kobieto równouprawniona, puknij ty się wreszcie w głowę. Jakoś faceci, tak zwani single, którzy sami pomieszkują w całkiem obszernych apartamentach i ugotować sobie potrafią i uprać jak należy i pościel zmienić i kurze zetrzeć. Szokujące? Ale prawdziwe! Bo, ogólnie facet jak chce, to przetrwa i to w całkiem luksusowych warunkach. Jak jednak taki facet ma przy sobie kobietę, to ów luksus nabiera zupełnie nowego znaczenia. Wtedy wystarczy mu wyszeptać: stoliczku nakryj się i w chwilę potem żyje jak w bajce, dając Kopciuszkowi pole do popisu, skoro taka jest nadgorliwa.

Wiem. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zwłaszcza, że mąż przyzwyczajony, dzieci, pies, nawet rybki mają swoje oczekiwania. Orzech trudny do zgryzienia, więc nie nawołuję do rewolucji. Przynajmniej nie do tej krwawej i nieokiełznanej. Bądźmy bowiem realistkami, na barykady nikt nie będzie szedł. No ale taka mała rewolucja, taka mini mini „vive la revolucion” to chyba już bardziej realna jest sprawa. Wiadomo, taktyka musi być. Trzeba faceta na parkiet wypuścić. Niech tańczy, niech  czuje się wspaniały. Zaradny, męski, pomocny. „Przemo” jak wyżej nadmieniłam, sprawdza się w sytuacjach wielu. Inna opcja to „pani do sprzątania” Też działa. Wystarczyło, że raz zaproponowałam, że poproszę taką miłą panią do domu za pieniądze, a w chwilę potem on na szmacie przez pokój pięknie płynął jak jacht na pełnym wietrze. A zwinny był! Aż miło było patrzeć.

A kiedy już część obowiązków w ramach tych rewolucyjnych zmian uda się wreszcie oddelegować, wtedy pora na etap drugi. Na początek złożony powiedzmy z godzinki. Jednej, małej, sześćdziesięciominutowej godzinki. Takiej tylko dla siebie. Nieważne co i nieważne jak. Choćbyś i miała leżeć do góry brzuchem w tym czasie, albo fejsbuka z maniakalnym upodobaniem przeglądać. Ta jedna godzinka niech będzie święta. I konsekwentna. To słowo klucz. Choćby się bowiem paliło i waliło nie wolno ci oddać Świętej Godziny Pani Domu. Pewnie, że na początku opór może być krwawy ale z czasem zobaczysz… nawet i rybki się nauczą. Trening bowiem, jak wiadomo, mistrza czyni. A Ty kobieto miła, poczujesz się jak człowiek wreszcie. Więc powtórz za mną, może być po cichutku: niech żyje mini rewolucja! Niech żyje Święta Godzina Pani Domu!


Lifestyle Macierzyństwo

Zadbaj o biel zębów we własnym domu. Czyli domowe sposoby na skuteczne i bezpieczne wybielanie

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
12 listopada 2015
Fot. Materiały prasowe

Lśniący, biały uśmiech, to marzenie wielu mężczyzn i kobiet, nie każdemu jednak Matka Natura podarowała uśmiech godny gwiazd z Hollywood. Niestety, na kondycję i wygląd szkliwa ma negatywny wpływ wiele czynników. Naturalna barwa zębów ulega pogorszeniu m. in. w wyniku osadzania się kamienia nazębnego, przyjmowania leków, picia herbaty, kawy i czerwonego wina w większych ilościach. Szczególnie palacze widzą na własnym przykładzie, jak nikotynowy nałóg destruktywnie wpływa na wygląd uśmiechu. Szczęśliwie jak na większość urodowych bolączek, i na to można znaleźć odpowiedni sposób.

Jeśli z marszu myślicie o tym, że koniecznie musicie wybielić zęby w gabinecie stomatologicznym, ale boicie się wysokiego kosztu zabiegu, możecie wypróbować domowe sposoby. Oto garść porad, jak uczynić swój uśmiech jaśniejszym, począwszy od typowych metod naszych babć, po bardziej zaawansowane i pewne sposoby:

iStock_000015141801_Large

 

Metody z babcinej kuchni:

  • Soda oczyszczona. Jak się okazuje, soda wykorzystywana była nie tylko do wypieków i porządków w kuchni. I nie jest to pomysł pozbawiony sensu, bo ten biały proszek posiada działanie oczyszczające i hamujące rozwój bakterii. Dlatego jest ona dodatkiem do wielu past do zębów. Niestety nie możemy zapominać, że nadmierne stosowanie sody może zaszkodzić zębom, ponieważ osłabia szkliwo, które paradoksalnie staje się bardziej podatne na przebarwienia. Nie poleca się więc ani stosowania płukanek z niej, ani czyszczenia nią zębów bezpośrednio na szczoteczce.
  • Węgiel aktywny. Samo skojarzenie – węgiel = wybielenie zębów, powoduje dziwne odczucia. Rzeczywiście, takie połączenie brzmi dość oryginalnie, ale nie da się mu odmówić pewnych walorów skuteczności. Wystarczy 2-3 tabletki węgla aktywnego (tak, to ten na niestrawność i biegunki) zmienić w papkę z łyżka stołową ciepłej wody i wziąć się za eksperyment myjąc nim zęby. Węgiel dobrze oczyszcza, ale nie pozostaje obojętny dla szkliwa. Przy częstym stosowaniu istnieje ryzyko mechanicznego ścierania i uszkodzenia zębów.
  • Cytryny i truskawki. Można się nimi nie tylko zajadać, ale i wypróbować zawartą w nich moc kwasów owocowych i umyć nimi zęby. Tu nie potrzeba szczoteczki, wystarczy przyłożyć owoc do zębów i pocierać. A efekt? Z tym bywa różnie, za to z truskawkami pozytyw będzie zupełnie inny – mnóstwo zjedzonych zdrowych owoców. Z cytryną bądźcie ostrożni, nadmiar kwasów owocowych niestety uszkadza szkliwo.
  • Sól. Niejedna pani domu sięgała po ten specyfik, aby szorować nim zęby. W obiegu powszechny jest osąd, że sól skutecznie wybiela zęby. To jednak marny sposób, w dodatku za wątpliwym efektem niesie niewątpliwe szkody. Ma zakwaszające działanie, na domiar złego kryształki soli uszkadzają szkliwo, mogąc szkodzić nie tylko zębom ale i dziąsłom. Ta metoda nie warta jest waszego czasu i starań.

A co zamiast babcinych sposobów?

Jeśli w żaden sposób nie kalkuluje się wam wizyta celem wybielania u stomatologa, koniecznie spróbujcie z pastami wybielającymi. Te sprawdzonym firm, używane z rozsądkiem nikomu nie powinny zaszkodzić. Na półkach sklepowych i w aptekach, można znaleźć wybielające pasty, płyny do płukania jamy ustnej, gumy do żucia, różne paski i żele wybielające. Warto dobrze zastanowić się, po jaki środek sięgniecie, aby nie wydając majątku, rozjaśnić uśmiech, zachowując zdrowie zębów.

SYSTEMY WYBIELAJĄCE  Biała Perła

To propozycja która pozwoli cieszyć się zdrowym, białym uśmiechem, bez wizyt w gabinecie dentysty. SYSTEM Biała Perła to pełna kuracja wybielająca zęby przeznaczona do stosowania w warunkach domowych, opracowana z pomocą stomatologa w oparciu o rozwiązania stosowane w gabinetach stomatologicznych. Daje to możliwość bezpiecznego rozjaśnienia szkliwa zębów bez ryzyka naruszenia jego struktury. Skuteczność produktów Biała Perła potwierdzona została w badaniach klinicznych i testach konsumenckich. Wielką zaletą jest zastosowanie innowacyjnych nakładek termokurczliwych, dzięki którym możliwe jest idealne dopasowanie aplikatorów do uzębienia, a tym samym jeszcze dokładniejsze działanie.

To działa w prosty sposób!

Można wybrać jeden z dwóch SYSTEMÓW wybielających Biała Perła: SYSTEM 5 dni dla radykalnego efektu wybielania, lub SYSTEM 10 dni dla przywrócenia naturalnego koloru szkliwa.

Stosowanie obu SYSTEMÓW jest proste.

SYSTEM 5 DNI umożliwia wybielanie zębów aż do 8 odcieni w krótkim czasie.  Oparty jest na 1 fazowej formule oksydacyjnej. Żel wybielający aplikowany na zęby w nakładkach, intensywnie usuwa zanieczyszczenia powierzchniowe i głębokie osadzone na i w szkliwie. Aktywny środek wybielający, działa równie skutecznie jak związki wybielające stosowane w gabinetach stomatologicznych, będąc jednocześnie bezpiecznym dla szkliwa. Wystarczy stosować 2x dziennie po 20 minut pojedynczych aplikacji.

System5dni_kolaz_opisy

SYSTEM 10 dni to 3 fazowa formuła oparta na sekwencyjnym działaniu 3 żeli. Żel inicjujący rozpoczyna wybielanie zębów przez enzymatyczne usuwanie zanieczyszczeń. Kolejne fazy to zastosowanie żelu aktywującego i wybielającego, których dwa składniki Sodium Chlorite oraz Citrid Acid, wywołujące proces utleniania zanieczyszczeń, zawartych na i w szkliwie. Stosowanie Systemu 10 dni jest wygodne, wystarczy 10 minut pojedynczej aplikacji przy dwóch aplikacjach dziennie. Wybór zależy jedynie od indywidualnych preferencji.

System10dni_kolaz_opisy

Polecam kuracje Biała wybielające zęby tym, którzy chcą w sposób bezpieczny i skuteczny wybielić zęby w warunkach domowych. Byłam konsultantką składu obu produktów i testowałam oba produkty na moich pacjentach. Systemy Biała Perła jako jedyne zawierają rozwiązanie stosowane w gabinetach stomatologicznych –  indywidualnie dopasowywane nakładki, które zwiększają skuteczność działania poprzez dobry kontakt żelu ze szkliwem oraz bezpieczeństwo stosowania (mniejsze ryzyko podrażnień mechanicznych i chemicznych wynikających ze źle dopasowanych tzw uniwersalnych aplikatorów).

Dr stomatolog Silvia Timkova

ENZYMATYCZNE PASTY WYBIELAJĄCE

To kolejna opcja dla bezpiecznej, codziennej troski o białe zęby. Wszystkie pasty Biała Perła zawierają w swoim składzie enzymy, a ich wyjątkowe działanie polega na chemicznym procesie rozkładania zanieczyszczeń zawartych na i w szkliwie. Zarówno kiedy zależy ci na stopniowym uzyskaniu rezultatów jaśniejszych zębów, jak i podtrzymania bieli uzyskanej dzięki stosowaniu SYSTEMÓW WYBIELAJĄCYCH Biała Perła. W zależności od indywidualnych potrzeb i nawyków, wybierz najlepszą dla siebie, enzymatyczną wybielającą pastę spośród szerokiej oferty Biała Perła, i ciesz się białym, pięknym uśmiechem.


Artykuł powstał we współpracy z Biała perła

 


Zobacz także

Wakacje? Jakie wakacje? Dopiero po nich odpocznę. Dekalog urlopowicza

Wstyd mi za to, jak się upokarzam dla tej miłości...

Pięć fizycznych oznak, że już nie kochasz. Słuchaj swojego ciała, ono naprawdę jest mądre

Czas sprawia, że pamiętamy to, co dobre, rzadziej to, co złe. Co z tego? Przecież i tak już nigdy się nie spotkamy