Lifestyle Macierzyństwo

Jeden plus jeden to dwa (nie jeden!). Nie mówcie, że kolejne dziecko w rodzinie nie robi różnicy

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
22 stycznia 2016
Fot. iStock / forsiba
 

Jeden plus jeden to dwa. Nie inaczej. Żadne cztery, pięć a tym bardziej nie jeden! W przypadku potomstwa obowiązują te samy wzory matematyczne. Jedno dziecko plus jedno to razem dwoje. Dwoje plus jedno to troje. A ta i tamta powtarzają, że kolejne dziecko w rodzinie nie robi różnicy. Że co? Może miłość się multiplikuje, ale uwaga, aktywność, czas czy sen – nie. Więc proszę nie wmawiajcie nam matkom, że nie odczujemy różnicy, gdy zdecydujemy się na kolejną ciążę.

Wiem wiem. Są subtelne różnice jak płeć, kolejność urodzenia czy różnica wieku. To prawda, dwie dziewczynki, które dzieli rok lub dwa lata potrafią spędzać ze sobą czas, bawić się i wykonywać czynności razem. Ale nie wszystkie. Znam mnóstwo rodzin, w których dziewczyny (chłopcy) są bardzo rywalizujący, generują konflikty i prawie każda ich zabawa kończy się awanturą. Wraz z rozwojem drzwi ich pokoi (jeśli mają osobne) zamykają się, a na nich zamiast zawieszki „Tu mieszka Zosia” pojawia się „Obcym i Poli wstęp wzbroniony” (Pola to siostra).

Jeszcze gorzej bywa z płcią odmienną. Pobawcie się razem. Mamo, on nie chce ze mną grać, ciągle mnie „zastrzeliwuje”. Nie moja wina, że jest głupia i nie umie grać. Mamo, Jurek robi mi na złość. „Nic nie robię, ona pokazuje mi fucka (środkowy palec). A Ty plujesz we mnie jedzeniem. Może zagracie w scrabble? No dooobra. Mamo, czy ona nie ma mózgu, że tyle myśli nad słowem? Haha, a on napisał podpowiadać przez t, nie dziwne że ma tróję z polskiego. Jesteś rozwinięty jak papier toaletowy. Czy możesz jej zwrócić czasami uwagę? Daj mu karę wreszcie, Mamo!

Werbalne deklaracje a więc odpowiedź na pytanie czy chciałbyś mieć rodzeństwo? NIE. Właściwie nie pamiętam innej odpowiedzi. Chciałbym być jedynakiem jak Michał, a jeśli już to mieć brata. Starszego. A ja bym chciała siostrę. Każdą byle nie jego. Mój brat jest najgorszy na świecie. Mamo, musiałaś mieć kolejne dziecko? Byłoby nam tak dobrze razem. Nie jesteś podobna do naszej rodziny, Klara (płacz). Każdy to mówi. Może jesteś podrzucona? Standard.

Wieczory. Znacie to? Każde nagle czegoś chce. Ona woła, żeby jej umyć włosy, on szuka flamastra na plastykę na jutro. Ona zgubiła zeszyt, on przypomniał sobie, że nie zrobił matmy. Ona chce, aby jej poczytać, on, żebym posiedziała z nim i zobaczyła fajny filmik na YouTube. Ona się boi zasnąć, on rozmawia przez telefon mimo iż jest po dwudziestej drugiej, ona krzyczy, że jej przeszkadza jego głos, potem kręcenie się w łóżku, nawet szept. Ona przeszkadza jemu, on jej, a ty jesteś potrzebna przy wszystkich czynnościach jego i jej. Pat.

Wczoraj zebrania. Jedno na 18, drugie 18.30 (wyrozumiałość szkoły). Wpadasz z wywieszonym jęzorem po ciężkim dniu pracy, ledwo pochylisz się nad „laurką” młodszej, już biegniesz do starszego, gdzie poważniej, mroczniej i mniej optymistycznie. Tam trzeba poprawić krainy geograficzne, tu bezkręgowce, tam nazwy zwierząt, tu zakon krzyżacki. Najbliższy weekend, który właśnie został pozbawiony złudzeń. Siedzą na kanapie, gdy wracasz; każde ciekawe, co masz do powiedzenia. Od kogo zacząć? Zaraz, zaraz, dwa miesiące temu mówiłam najpierw o nim, więc teraz zacznę od niej, przecież ona miała wcześniej pretensje, że nigdy nie mówię o niej pierwszej (argument o skali trudności jego zachowania nie jest przekonujący). Więc najpierw ona, że to jest super, tamto świetnie, tylko małe korekty. Rośnie w dumę, gdy on komentuje, żeby nie cieszyła się jak głupia do sera. Płacz. I tak dalej. Pat.

Spanie. Przywilejem jest spanie z mamą czasami. Gdy wolna sobota, chore gardło lub wyjazd na turniej. Jak jedno chce, to zaraz drugie. Mam więc wybór: albo dwoje naraz, albo piątek i sobota śpisz w pozycji embrionalnej. Po dłuższej dyskusji, kto gdzie (każde chce z lewej) i z której strony jamniczek, przechodzimy do programu wieczornego. Który film i dlaczego. Detektyw Monk kontra Niania Mcphee (ja bym się zgodziła nawet na Barbie, aby tylko dali spokój). Rzucają w siebie okładkami od DVD (ja leżę w środku), a więc dostaję wreszcie w twarz i wtedy wpadam w furię. Idą do swoich pokoju, pokrzykując, „twoja wina”. Wiem, że za chwilę wrócą z okrzykiem na trzy cztery „przepraszamy i kochamy”. To ten unikalny moment, gdy są zgodni i robią coś naprawdę razem. Generalnie można by z tego sformułować regułę: po awanturce, gdy wytrącają mnie z równowagi potrafią genialnie współpracować (kwiatki z ogrodu, laurki, wierszyki i okrzyki wchodzą w grę). Tak jak w dorosłych związkach: po konfliktach czas na miłość.

Mogę wymienić także sytuacje, gdy byli zgodni:

  • Gdy byliśmy w Grecji, Klara była chora, a on się przestraszył i rozśmieszał nas cały wyjazd
  • Gdy błagali mnie o psa i zbierali punkty zw współpracę
  • Gdy pojawiał się wspólny wróg (nielubiany kolega na wyjeździe lub mój chłopak, ten ostatni powoduje absolutne zjednoczenie sił)
  • Gdy babcia była w szpitalu
  • Gdy Tata się na nich bardzo wkurzył i przywiózł ich do domu niespodziewanie
  • Gdy ja byłam chora i robili mi kanapki
  • Gdy płakałam, bo ktoś mnie zawiódł
  • Gdy chcieli, by babcia już pojechała, bo ciągle ich ochrzaniała
  • Gdy usłyszeli, że będzie wojna w TV i bali się, że będziemy musieli emitować (znaczy emigrować)
  • Gdy jego spotkała przykrość w szkole (ktoś coś napisał na murze) i ona uświadomiła sobie, że też ma na nazwisko Ohme
  • Gdy odkryli Lego Gwiezdne Wojny na PlayStation
  • Gdy wspomniałam, że chciałabym jeszcze kiedyś wyjść za mąż…

Pytam siostrę, czy jak się ma troje dzieci to nadal troje. Patrzy na mnie przez chwilę i odpowiada „Kochana, zanim się zdecydujesz na swoje trzecie, siądźmy i porozmawiajmy”.

Ale aby nie było tak pesymistycznie. Mieć dwoje lub więcej dzieci to także:

  • Nauka współpracy, dzielenia i pokory od najmłodszych lat, a dla nas jeszcze większej cierpliwości i sztuki kompromisu
  • Większe prawdopodobieństwo, że będąc starszymi, będziemy mieli do kogo zwrócić się o pomoc albo tak zwyczajnie pogadać
  • Więcej powodów do dumy i miłosnych endorfin, które wypełnia nasze macierzyństwo
  • Chwile spokoju, gdy nagle jakimś cudem robią coś razem
  • Chwile wzruszenia, gdy jedno staje w obronie drugiego (mimo deklaracji, że wolałoby być jedynakiem)
  • Spokój w sercu, że gdyby coś się stało, to zostaną we dwoje lub troje
  • Więcej osób na Wigilii, urodzinach, imieninach i innych świętach
  • Więcej osób do kochania po prostu

A więc jeden plus jeden to dwa. Dwa plus jeden to trzy. Trzy plus dwa to pięć (o rany!). A jednak mimo tej bezkompromisowej prawdy matematycznej, gdyby ktokolwiek mnie zapytał „Warto?”. Warto. I czy gdybym miała jeszcze szansę na jedną małą wojnę, to czy bym zaryzykowała? Hmmmm….

A Wy jakie macie doświadczenia ze swoimi dziećmi?


Lifestyle Macierzyństwo

Probiotyki dla niemowląt – kiedy, jak i czy stosować?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
22 stycznia 2016
Fot. iStock / KristinaGreke
 

Jedni je kochają, inni zaliczają je do preparatów czarowników. A jest naprawdę z probiotykami i małymi dziećmi? Sprawdzamy  kiedy, jak i czy  w ogóle stosować probiotyki dla niemowląt?

Czy i kiedy stosować probiotyki dla niemowląt?

Z pewnością są sytuację, w których zastosowanie probiotyków jest bardzo wskazane, wręcz konieczne – i chyba nie zdarzyło się, by ktoś działanie probiotyków w tych okolicznościach kwestionował. Przede wszystkim należy zaopatrzyć swoją apteczkę w dobroczynne szczepy bakterii w przypadku biegunek czy antybiotykoterapii. Na szczególną uwagę rodziców zasługuje jeden ze szczepów Lactobacillus – dokładnie badany od 1983 roku L. rhamnosus .

Lactobacillus rhamnosus, dlaczego jest skuteczny?

Ponieważ jest jednym z najlepiej przebadanych szczepów probiotycznych. Należy pamiętać, że różne preparaty zawierają różne szczepy bakterii – a przez to maja różne działanie. Wśród probiotyków dla niemowląt i małych dzieci najczęściej występują te, ze szczepem Lactobacillus rhamnosus – ponieważ jego dość szerokie działanie zostało potwierdzone klinicznie. A kiedy jest najbardziej pożyteczny, a jakich sytuacjach?

  1. Biegunka infekcyjna. Według badań stosowanie probiotyku z tym szczepem przyczynia się do skrócenia czasu trwania biegunki (nawet o 1-1,5 doby). Są to dane dla infekcji wirusowych.
  2. Biegunka po stosowaniu antybiotyku. Zastosowanie probiotyku zmniejsza jej ryzyko (szacuje się, że jest to nawet 60-70%). Nie każdy szczep bakterii jest skuteczny, w tym przypadku. Skuteczność dotyczy L. rhamnosus.
  3. Biegunka podróżnych
  4. Infekcyjne zapalenia górnych dróg oddechowych i zwiększenie odporności.
  5. Biegunki wewnątrzszpitalne (zwłaszcza wywołane rotawirusami)
  6. Czynnościowe bóle brzucha (również wykazuje pozytywne działanie w przypadku zespołu jelita nadwrażliwego)

Probiotyki dla niemowląt profilaktycznie – czyli czy warto podawać je zdrowemu dziecku?

Tu zdania są podzielone. Zdecydowanie nie zaszkodzą. Korzyści z podawania probiotyku – odpowiedniego dla niemowląt są duże. Oprócz korzystnego wpływu na przewód pokarmowy (co w pierwszych miesiącach życiach dziecka jest ważnym procesem – ponieważ przewód pokarmowy jest jeszcze niedojrzały), probiotyki wykazują również pozytywny wpływ na odporność organizmu. Dlatego suplementację zaleca się w miesiącach jesienno-zimowych. Bywają pomocne również w przypadku alergii pokarmowych u dzieci.

Aby mówiąc kolokwialnie „nie rozleniwić” naturalnego utrzymywania równowagi w naszym ciele żadnej suplementacji nie powinno się stosować nieprzerwanie (chyba, że lekarz z jakiegoś powodu zaleci taką terapię). Warto zachować zwykły ludzki umiar i najlepiej stosować się do szczegółowych zaleceń producenta – podanych na opakowaniu. Zaleca się robienie okresowych przerw w szczególnie miesiącach letnich.

Probiotyki dla niemowląt z witaminą D3 – nowe rozwiązanie PharmaS ProBalans Baby

To nowa na rynku propozycja dla rodziców najmłodszych dzieci. Produkt jest bardzo wygody w użyciu ponieważ nie wymaga przechowywania w lodówce oraz łączy ze sobą funkcję probiotyku oraz witaminę D3 (co w okresie suplementacji witaminą D3 upraszcza nieco życie – kupujemy i podajemy dziecku tylko jeden produkt).

Jakie jest zastosowanie PharmaS ProBalans Baby?

♦ krople dla niemowląt i dzieci zawierające Lactobacillus rhamnosus SP1 oraz witaminę D3
♦ zawierają witaminę D3, konieczną do prawidłowego rozwoju i wzrostu kości u dzieci
♦ zawierają żywe, liofilizowane szczepy bakterii kwasu mlekowego Lactobacillus rhamnosus SP1

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Jak prawidłowo stosować PharmaS ProBalans Baby?

♦ Produkt jest przeznaczony do spożycia przez niemowlęta i dzieci.
♦  Przed podaniem należy dokładnie wymieszać zawartość butelki w celu uzyskania jednolitej zawiesiny, osad na dnie butelki występuje naturalnie.
♦ Zalecane dzienne spożycie: niemowlęta od dnia narodzin, małe dzieci oraz starsze dzieci w wieku do 6 lat: 6 kropli, raz dziennie, niezależnie od posiłków.
♦ Podanie produktu może nastąpić z posiłkiem lub niezależnie od posiłku lub też z chłodnymi napojami np. sokiem owocowym lub mlekiem.
♦  Zalecane jest regularne stosowanie w okresie jesienno-zimowym. W okresie wiosenno-letnim zalecane jest stosowanie przez 14 dni, a następnie 14 dni przerwy.
♦ Nie należy przekraczać zalecanej porcji do spożycia porcji w ciągu dnia.
♦ Suplement diety nie może być stosowany jako substytut zróżnicowanej diety i zdrowego stylu życia.
♦ Podczas antybiotykoterapii, podanie kropli powinno nastąpić 3 godziny przed lub po podaniu antybiotyku.


Artykuł powstał we współpracy z firmą Salveo.


Lifestyle Macierzyństwo

„Tak, jestem sama. Nie przeszkadza mi to. Że niby oszukuję, bo co innego miałabym powiedzieć? Grubo się mylisz”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 stycznia 2016
Fot. iStock / skynesher

Anka ma 38 lat. Od samego początku inwestowała w swój rozwój. Zresztą zawsze była pewną siebie – najpierw dziewczyną, potem kobietą. – Wiecznie wchodziłam w konflikty z koleżankami, bo otwarcie mówiłam co sądzę o tym, co robiły. Kiedy moja szkolna przyjaciółka biegała za chłopakiem, uważałam, że to głupie, że nie szanuje siebie. Przestała się do mnie odzywać. Mówiła: „zazdrościsz mi”. Czego jej miałam zazdrościć, że ugania się za chłopakiem?

Podobnie było na studiach. Anka ambitna. Zdawała egzaminy w terminach. Chodziła na imprezy, potrafiła być duszą towarzystwa, ale solą w oku dla niektórych były jej wyniki na uczelni. – Wiesz, dostałam staż w świetnej firmy – cieszyła się mówiąc o swoim sukcesie przyjaciółce. „Po co ci to? Jeszcze się w życiu napracujesz” – usłyszała.

– Nie wiem, zawsze była we mnie pewność, gdzie chcę dojść, co osiągnąć. Kocham moich rodziców, ale nie chciałam tak jak oni skończyć. W małym mieszkaniu, w tej samej pracy od lat, z popołudniem spędzanym przed telewizorem. W takiej szarej codzienności. To, kim jestem dzisiaj, zawdzięczam im, bo pokazali mi, jak nie chcę żyć.

Dzisiaj Anka jest dyrektorem w jednym ze znanych banków. – Wiesz dlaczego mi się udało? Bo potrafiłam stawiać granicę. Nie pozwoliłam swoim szefom wejść sobie na głowę. Skończyłam studia z mega wynikami, od razu dostałam pracę. Nie musiałam szukać poklasku w oczach innych. Udowadniać pełnym oddaniem, wieloma nadgodzinami i pracami w weekend, ile jestem warta. Organizacja to moje drugie imię, nie chciałam, żeby praca stała się całym moim życiem. Tak, wiem, takich kobiet się nie lubi.

Anka zakochiwała się, chodziła na randki. Zresztą robi to do teraz. – Jestem otwarta na świat. Kocham towarzystwo, ludzi z pasją. Zapraszam do siebie znajomych. Uwielbiam gotować. W czasie moich podróży poznaję fantastyczne osoby, z którymi często się zaprzyjaźniam. W dobie internetu, jakie ma znaczenie, skąd jesteś. Mam dwie przyjaciółki jeszcze z czasów studiów. One czasami na mnie patrzą pytając z troską: – Anka, czy ty jesteś szczęśliwa? A moje „tak, jestem” – wiem, że ich do końca nie przekonuje. Bo jak być szczęśliwą dobiegającą 40-tki singielką bez dzieci? W ich oczach to niemożliwe. Wiesz, na zasadzie „coś tu nie gra”.

„Z nią jest coś nie tak, skoro nikt jej nie chce”

To chyba najczęściej wypowiadane zdanie za plecami Anki. – Przecież nie jestem głupia. Nikt mi tego wprost nie powie, nie spyta: „A czemu ty właściwie jesteś sama”, jakby miała za to pogryźć, lepiej domniemywać na boku. A ja po prostu nie trafiłam na odpowiedniego faceta. Jakoś tak mam, że przyciągam tych, którymi to ja muszę się opiekować. Mówi, że nie wybrzydza, chce po prostu partnera – do życia, do rozmowy, do dzielenia się swoimi pasjami. – Dlaczego mam wchodzić w związek tylko dlatego, że „lata mi lecą”. I przez resztę życia zastanawiać, co ja robię do cholery z tym facetem? Szczerze wierzę, że znajdę tego odpowiedniego. Rozglądam się, ale nie skupiam na tym szukaniu mojej całej uwagi.

„Co ty wiesz o życiu, skoro nie masz dzieci”

Tak, dzieci uczą życia, wystawiają na próbę cierpliwość, przesuwają granice wytrzymałości, ich obecność testuje związek. – Nie mogę mówić przy koleżankach, które mają dzieci, że byłam na świetnych zajęciach fitness, albo spytać, czy nie poszłyby ze mną do kina w ramach rozrywki. „Stara, ja nie pamiętam, jak kino wygląda” – słyszę. „Jak będziesz miała dzieci, to zobaczysz, wszystko się skończy”. Hmm, cóż, nie mam jeszcze dzieci. Zajmuję się dziećmi mojej siostry, chętnie z nimi zostaję, jak oni chcą gdzieś wyjść sami. Tylko nie rozumiem tego wartościowania – dlaczego moje życie jest słabsze, niepełne? Mogłabym powiedzieć: „Co ty wiesz o życiu, utknęłaś z dziećmi”. Ale ja w ogóle tak nie myślę. Przecież to jest nasz wybór. Decydujesz się na dziecko – świetnie. Ale proszę nie mów, że skoro ja ich nie mam, to g**no wiem. Bo to nie fair.

„Zazdroszczę ci, też bym tak chciała”

– Ostatnio usłyszałam to od koleżanki z pracy. Po 30-tce, dwójka dzieci. W związku. Otworzyłam oczy szeroko. „No chciałabym jak ty, mieć czas na wyjazdy, na basen, na poznawanie innych ludzi”. Zawsze w takich momentach mówię: „Kochana ciesz się z tego, co masz – to dużo, a jeśli chcesz coś zmienić – droga stoi otworem”. Ja naprawdę wiem, że życie jest tylko i wyłącznie w naszych rękach.

Nie bywa smutna wieczorami, samotna. Pewnie myślisz, że siedzi w swoim czystym mieszkaniu, w ciszy z głową między kolanami i marzy, by ktoś ją przytulił, by był obok. Albo, że siedzi z papierami firmowymi, odpisuje na maile. – Żyję jak normalny człowiek, nie jestem jakimś freakiem. To, że jestem sama, to dzisiaj mój wybór. W domu wskakuję w dresy, karmię koty. Dzwonię do mamy, do siostry. Umawiam się na randki, idę do kina. No tak – po prostu. Biorę to, co dostaję.

Z jednym ma problem. – Dlaczego nikt nie martwi się o samotnych facetów dobiegających 40-tki. O nich mówi się, że wybrali wolność, nikt nie pyta dlaczego są sami, czemu nie mają dzieci. Facet może. Takich facetów się podziwia, mówi się o nich, że są silni. Pewni siebie. Jak już wybiorą kobietę, to będą nosić ją na rękach, kochać do końca życia. A tymczasem ja w oczach innych jestem samotną starą panną, na którą ukradkiem patrzy się ze współczuciem, o której mówi się: „Biedna, sama przed sobą nie chce się przyznać, że jest nieszczęśliwa”. Jak walczyć z takim stereotypem? Chyba lepiej odpuścić, bo i tak każdy „wie swoje”.


Zobacz także

Przetrwaj odrzucenie. Dobre rzeczy przychodzą do tych, którzy cierpliwie czekają

Koncertowo spartolić życie potrafimy tylko my sami. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi

TOP nowości prezentowe od RUSSELL HOBBS. Prezentownik Oh!me 2018