Lifestyle Macierzyństwo

„Czasem mam ochotę wyjść i nie wrócić. Tak ranisz.” List matki do nastoletniej córki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 stycznia 2016
Fot. iStock / MagMos
 

Droga córeczko,

Pewnie nie zdajesz sobie sprawy z rozdźwięku między nami. Bo ty wciąż jesteś dla mnie sednem, ja staję się dla ciebie tylko częścią życia. I to tą mniej ważną. Tą męczącą i gderającą. Wydawało mi się, że jestem świadoma, mądra, że zrozumiem te mechanizmy, niestety. Teoria to jedno, doświadczanie drugie.

Jesteś dla mnie największą lekcją cierpliwości i nawet nie wiesz, ile razy po twoim ostentacyjnym wyjściu z pokoju zaciskam pięści, i powtarzam sobie „Oddychaj, oddychaj”. Bo najchętniej pobiegłabym za tobą, nagadała ci strasznych rzeczy. Żebyś się wzięła w garść, bo ciężko haruje na nasze życie i to nie moja wina, że ojciec nas zostawił. Że to on jest dupkiem, nie ja. Że to niesprawiedliwe, że jego idealizujesz, bo go wciąż nie ma, a mnie wciąż degradujesz, bo jestem. Powiedziałabym, że jesteś czasem tak okrutna i niesprawiedliwa, że aż mnie zatyka. I myślę: to serio wciąż ty?!

Milczę. Słowa zbyt ranią. To nie twoja wina, że tak tęsknisz za tatą, a ja jestem twoim parobkiem do bicia. To znak, że czujesz się przy mnie bezpiecznie.

Ja, prawie 40-letnia kobieta, ty – prawie 15-letnia dziewczynka. Przepraszam za dziewczynkę. Już widzę twoje wydymające się usta i jęk: „Nie jestem żadnym dzieckiem, mamoooo”. Tak, wiem, też tak kiedyś jęczałam swojej mamie, choć kiedy mówisz do mnie: „Pomyśl jaką jesteś matką” mam ochotę ci powiedzieć, że nie masz pojęcia co to jest zła matka, bo żyjesz w raju. Skaczę koło ciebie, pląsam, tyle rozumiem. Moja mama w ogóle nie miała tej uważności. Obiad musiał być zrobiony, lekcje odrobione w piątek, nie było miejsca na negocjacje i długie rozmowy.

Wy tak dużo macie. Rozdygotani rodzice nad wami, gotowi, by sami się zmieniać, tłumaczący swoje każde decyzje, bo tak sami zmęczeni dawnym: „bo tak” własnych rodziców. Chcemy być lepsi, a i tak kończy się tak samo, czasem gorzej, bo serio myślę na ile jestem ofiarą nadmiernej cierpliwości do ciebie.

Chciałabym ci powiedzieć szczerze, że jest mi przykro. To trudne, bo przestałaś być moją słodką córeczką wpatrzoną we mnie. Córeczką, z którą lepiłam bałwany i rysowałam godzinami. Nie mogę sobie zarzucić nie poświęcania ci czasu– bo dawałam ci go mnóstwo. Ale akceptuje to twoje dorastanie, choć jest ono dla mnie bolesną dość utratą, ale spokojnie, z tym dam radę. Wiedziałam, że chowam cię dla świata, a nie dla siebie.

Ale nie rozumiem tego okrucieństwa czasem i chciałabym, żebyś zrozumiała, że to, że jesteś dzieckiem nie znaczy, że możesz mnie ranić.

„Nie dziwię się, że tata cię zostawił”

… krzyczysz, gdy jesteś na mnie zła, bo mówię, że najpierw lekcje. Wyrzucasz mi to poukładanie i konsekwencje. Kochanie, gdyby nie moja konsekwencja, to ty nie wiedziałabyś, co jest dzieciństwo, bo musiałabyś ogarniać mnie. Jak ja swoją mamę. Nie żałuj, że nie jestem inna.

„Ale jesteś nudna”

… syczysz, gdy mówię, że w tygodniu nie jest czas na kino, bo masz tyle lekcji. Ale patrz wyżej. Jestem przewidywalna. Potrzebujemy tego, bardziej niż myślisz. Kiedyś, gdy świat przerazi cię swoim chaosem, będziesz mi wdzięczna za ten porządek. Że zawsze dotrzymuję słowa, nie zmieniam zdania. I jestem. Dzięki temu będziesz mogła się bezpiecznie oddalać z poczuciem, że jak daleko nie zajdziesz, ja wciąż w tym samym miejscu poczekam na ciebie.

„Nie, w tym źle wyglądasz”

Wiem, że to czas, gdy odłączasz się ode mnie i możesz poznać siebie tylko mnie degradując. Ale to trudne. Proponuję ci w sobotę rano zakupy, chcę sprawić ci przyjemność, wszystko koncentruje się na tobie. Z cierpliwością znoszę twoje wybory, a potem, gdy ja cię proszę o radę, mówisz: „nie, to nie…”, „to też nie”, „A mama Poli jest modelką”. Fajnie, że jest modelką. Rozumiem, że jest piękna i bardzo szczupła. Ja jestem szczupła mniej. Może kiedyś ci przypomnę, jak Pola mówiła, że jej mama w ogóle nie gotuje i często nie ma jej w domu? Przepraszam, że nie jestem ideałem. Nie wypominaj mi tego.

„Zawodzisz mnie”

Gdy w końcu czasem wybucham. To takie modne słowo w waszym slangu. Trochę manipulacyjne, bo wiecie jak współcześni rodzice nie chcą zawieść dzieci. Ale jestem tylko człowiekiem, czasem zawodzę. Przez to nie wymagam od ciebie, żebyś była idealna, nie zadręczam ciebie i innych perfekcyjnością. Jestem jaka jestem. Jeśli nawet to czujesz, to przecież poczujesz jeszcze nie raz. Nikt nie spełni wszystkich naszych potrzeb. Nawet matka tego nie potrafi.

Podziwiaj mnie czasem, bo ja bardzo podziwiam ciebie

Za to, że tak doskonale znasz angielski, dużo lepiej ode mnie, że jesteś świetna w Minecrafta i mnie tego uczysz, że znasz nazwiska wszystkich blogerów i świetnie poruszasz się w sieci.

Podziwiam twoją ambicję i ogromną siłę. I tę pewność, że jesteś piękną dziewczyną. Bo, gdy ja przemykałam, żeby tylko nie spojrzeć w lustro, ty patrzysz w lustro dumnie i pewnie. Jesteś wspaniałą dziewczyną, tak mało się boisz. Jeszcze nie wiesz, że to nie tylko geny. Jeszcze nie wiesz, że też mam swój udział w tej pewności. I kiedyś mi za to podziękujesz, będziesz wdzięczna i zrozumiesz. Tak, wiem, że wciąż mnie kochasz, pamiętasz o tym najczęściej, gdy jesteś chora, albo cierpisz z powodu szkoły. Łapiesz mnie wtedy za rękę, prosisz bym cię przytuliła.

Pamiętaj o tym, że jestem ważna troszkę częściej, proszę. Troszeczkę.

I też czasem ugryź się w język. Lubisz mówić, że jesteś dorosła.

A dorosłość to też nieranienie bliskich. Pomyśl o tym, bo czasem mam ochotę wyjść i nie wrócić. A co być zrobiła beze mnie, Mała:)

Twoja kochająca matka


Lifestyle Macierzyństwo

„Jak odejść od mężczyzny? Bardzo trudno. Jeśli jesteś na początku tej drogi, posłuchaj mojej historii”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 stycznia 2016
Fot. iStock/MilosStankovic
 

– Żałowałam, że odeszłam, bo myślałam, że nie dam sobie rady. Odchodząc czułam się nikim. Odbudowywanie własnej wartości trwało dłużej niż moje małżeństwo.

Marta mówi, że nie czuje się bohaterką, ale siłę w trudnym okresie życia czerpała z historii innych kobiet. Dzisiaj ma nadzieję, że jej historia pomoże komuś, kto jest dopiero na początku drogi, którą ona przebyła.

Marta: 

To był szybki ślub. Miałam 18 lat, zaszłam w ciążę. Chciałam wyrwać się z domu, wyplątać się z trudnych relacji z matką alkoholiczką. Jedyne o czym wtedy marzyłam, to mieć swoją własną rodzinę, swój azyl, spokój. Rodzinę zupełnie inną od tej, w której zostałam wychowana. Z matką, która pije od dwudziestu lat i ojcem, który nie umiał okazywać uczuć.

Wzięliśmy kredyt. Kupiliśmy nieduże mieszkanko na pierwszym piętrze. Dwa pokoje, kuchnia. Urządzałam je sama, na pewno nie było idealne, ale w końcu nasze, własne.

Jednego w nim brakowało – spokoju. Mój mąż pracował jako urzędnik, na całe dnie znikał z domu – jak najdalej ode mnie, od dzieci. Nigdy nie mogłam na nim polegać. Żyłam w ciągłym strachu. Czy wyłączą nam prąd? Telefon? Chodziłam do administracji z małymi dziećmi i błagałam, żeby odkręcili mi wodę. Wciąż wstyd. Bałam się, że w ciągu dnia zadzwoni domofon – zawsze zapowiadał listonosza z kolejnym wezwaniem do zapłaty. Mąż nie myślał o rachunkach. A ja nie miałam pieniędzy.  Byłam od zajmowania się domem, dziećmi, gotowania i sprzątania.

Najgorsze, że już w dniu ślubu czułam, że to nie jest miłość. Ale nie było odwrotu. Myślałam: „Jakoś się ułoży”.

Na porodówkę wiózł mnie mój tata. Mąż później przepraszał, tłumaczył. Tak bardzo chciałam mu wierzyć. Miałam nadzieję, że coś się zmieni. Mówiłam: „Potrzebuję poczucia bezpieczeństwa. Uwagi. Miłości. Pomocy przy dzieciach”. Powtarzałam: „Czuję się samotna”. Proponowałam terapię. Dzisiaj wiem, że jemu nie zależało.

Kiedy zdecydowałam się na studia, to mój tata przychodził z młodszym synem pod uczelnię, żebym między zajęciami mogła go nakarmić. Gdy z jednym jechałam do szpitala, dziadek zajmował się drugim.

Ale na zewnątrz było pięknie. W końcu ja zawsze uśmiechnięta, dom wysprzątany, dzieci czyste, radosne.

Do jakiego stopnia musisz zostać poniżona, żeby odejść? Jak długo będziesz wierzyć, że on cię kocha? Jak długo będziesz wierzyć, że jednak coś się zmieni? Naprawdę wierzysz w te zmiany? W jego obietnice poprawy?

Płakałam w poduszkę. Sprzątałam, zajmowałam się dziećmi, w weekendy studiowałam, nic dla siebie nie znaczyłam. Były dni, kiedy nie mogłam wstać z łóżka.

Aż pękła szklanka. Miałam 40 stopni gorączki. Potworny ból uszu. Wyłam razem z moimi dziećmi. A on nie przyszedł mi pomóc. Skamlałam o tę pomoc. A on nie zareagował, jakbym nie istniała. Jakby to nie były jego dzieci.

Kiedy wrócił do domu, zastał zupełnie inną kobietę. Wtedy w tej gorączce, bólu i rozpaczy podjęłam decyzję. Decyzję, od której nie było odwrotu. Poczułam ulgę. Powiedziałam, że to koniec, że nie chcę z nim być. Wyprowadził się od razu, po miesiącu był już w innym związku.

Zostałam sama z kredytem, niezapłaconymi rachunkami, zadłużeniem w spółdzielni. Bez pracy. Bez alimentów. Z dwójką małych dzieci. Szaleństwo? Że mogłam poczekać, aż dzieci podrosną? Znowu płakałam. Że nie dam sobie rady. Że co ja zrobiłam. Że może lepiej było trwać w tym związku.

Znasz to? Było we mnie tysiące obaw i wątpliwości. Pewność siebie równa zeru. Byłam jak chorągiewka. Wykorzystywali mnie wszyscy wokół, co kto powiedział, to przytakiwałam. Wiele lat zajęło mi odbudowywanie własnej wartości, budowanie pewności siebie.

Kiedy on odbiera ci poczucie własnej wartości, kiedy sprowadza cię do roli sprzątaczki i opiekunki do dzieci, kiedy ty czujesz się nikim, to pamiętaj – to wszystko jest w twojej głowie. Przestań się przeglądać w jego oczach. Spójrz na siebie własnymi oczami. Jesteś silna, nawet nie wiesz, jak bardzo.

Powiedział mi: „Będę tańczyć i śpiewać, kiedy upadniesz”. Ale ja nie upadłam. Poszłam do pracy. Na staż. Pomagał mi tata i dobrzy ludzie wokół, którzy nagle znaleźli się obok mnie.

Szukałam siebie na nowo. Szukałam siły w sobie.  Tak, wiem – tak bardzo trudno odbudować swoją wartość. Znowu płakałam w poduszkę nocami. Bałam się, że nie podołam, że po co mi to wszystko, że on wygra, że ma rację. Nic nie osiągnę.

Ale skupiałam się na sobie. Nie było mnie stać na terapię. Mój tata jeszcze przed naszym rozwodem miał rozległy zawał. Poprosiłam go o pieniądze na adwokata. Wiedziałam, że sama nie dam sobie z tym rady, nie wypełnię tych pism, nie napiszę pozwu. Wtedy wszystko mnie przerastało. Pamiętam pogardliwy uśmiech mojego wtedy już byłego męża, kiedy orzeczono nasz rozwód. Syczał: „Jeszcze zobaczysz, ja ci pokażę…”

Mój tata nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha. Na jego twarzy nigdy nie było emocji. Nigdy mnie nie przytulił. Ale w tych wszystkich trudnych momentach był zawsze obok mnie. Zresztą, jest do dziś.

Potrzebujesz pomocy. Rozejrzyj się. Zacznij mówić o tym, jak ci źle. Uwierz – są wokół ciebie ludzie, na których wsparcie możesz liczyć. Przełam wstyd. Przecież walczysz o siebie, o dzieci, o wasze życie. Choć on utwierdza cię w przekonaniu, że jesteś sama, że nikt ci nie pomoże – to nieprawda.

Wróciłam do swojej pasji, do tańca, który kiedyś kochałam. Otworzyłam szkołę tańca dla dzieci. I tą pasją udaje mi się dzieciaki zarażać. Ciężko pracuję. Ale spłaciłam długi, mogę wysłać synów na obozy, na zieloną szkołę za granicę. Nie muszę się już martwić tym, co dam im na obiad.

Tak wiem, teraz mi się łatwo opowiada. Ale gdybym miała to przeżyć jeszcze raz, to nie wiem, czy dałabym radę, czy starczyłoby mi siły. Dlatego bardzo współczuję kobietom, które zaczynają tę drogę. Jednak jednego jestem pewna: warto, naprawdę warto.

Dzisiaj jestem z synami sama. Były mąż co jakiś czas próbuje zburzyć mój spokój. Wystąpił o obniżenie alimentów. Zabolało. Jak śmiał – zostawił mnie z kredytem, rachunkami, długami. Pieniądze są dla dzieci, nie dla mnie. Ale nawet nie poszłam do sądu. Zgodziłam się na to obniżenie. Wiem, głupia jestem, ale nie chcę już z nim walczyć.

Kiedy po raz pierwszy chciałam wyjechać na wakacje sama, nie przychodził odebrać chłopców, wysyłał SMS-y: „I jak? Dobrze się bawisz?”. Wiedział, że czekam i się denerwuję. Dziesięć lat po rozwodzie.

Nie wiem, może jeszcze kiedyś kogoś poznam. Krótko po rozwodzie związałam się z mężczyzną. I wpadłam dokładnie w tę samą pułapkę. Byłam od obsługiwania i spełniania zachcianek. Ale tak bardzo pragnęłam, by ktoś mnie kochał, by przytulił. Byłam tak spragniona miłości, że na początku tego nie widziałam.

Dzisiaj wiem i będę to powtarzać każdej kobiecie po przejściach, że nie powinna się wiązać z kimś innym od razu. Poczekać chociaż rok. Że ten czas najważniejszy jest dla niej samej, by mogła się sobie poprzyglądać, przeanalizować, co się stało. Odbudować poczucie wartości, a nie szukać go znowu w spojrzeniu innego mężczyzny.

Jeśli nie wierzysz w siebie, masz niskie poczucie wartości, zawsze przyciągniesz facetów, którzy cię skrzywdzą. A to na początku twojej drogi nie jest ci potrzebne.

Ja sama poczuję się wolna, kiedy unieważnię swoje małżeństwo. Wystąpiłam do Kościoła z takim wnioskiem. Wtedy będę czuć się czysta. Powód unieważnienia? Małżeństwo w zbyt młodym wieku, nieodpowiedzialność, brak uczuć.

Pięć lat żyłam w marazmie, w małżeństwie, które nie dało mi szczęścia. Udało mi się odejść, odbudować siebie. Zajęło mi to dziesięć lat. To była trudna droga. Ale było warto. Może moja historia doda ci wiary w samą siebie?


Przypominamy wam o akcji: „Kobiety, które inspirują – takie jak ty… Zostań naszą bohaterką”. Piszcie do nas na: [email protected], mówcie o sobie, a my wasze historie opiszemy 🙂 Pamiętaj, nie musisz być kimś wyjątkowym, by być bohaterką.

 

 


Lifestyle Macierzyństwo

Mindfulness w 8 krokach. Trening uważności – by lepiej i pełniej cieszyć się życiem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 stycznia 2016
Fot. Unsplash / Angelina Litvin / CC0 Public Domain

Czy umiecie BYĆ tu i teraz? Tak – być nie tylko ciałem, ale i duszą. Przeżywać rzeczywistość świadomie i uważnie. Termin „uważnej obecności” (ang „mindfulness”) związany jest z umiejętnością niezwykle cenną bo taką, którą posiadamy coraz rzadziej. Wymagającą  ćwiczeń i pracy nad sobą. Taką, która pozwala nam przyjmować doświadczenia takimi, jakimi są, uważnie obserwować swoje emocje i reakcje swojego ciała. Dziś, w nieco uproszczonej wersji zasady idei mindfulness, które możemy stosować na codzień. Przy konsekwentnym działaniu, pomogą nam świadomie i głębiej przeżywać to, co się nam przydarza, ale też zwiększą naszą samoświadomość, wiedzę o nas samych.

1. Bądź rozmówcą obecnym

– „Przepraszam, co mówiłeś? Powtórz proszę” – zdarza ci się powiedzieć podczas rozmowy. Bo w jednym momencie twoje myśli pobiegły innym torem. Zgubiłeś się, odwróciłeś uwagę.

Ćwiczenie: Odłóż telefon, usiadz albo stań naprzeciwko swojego rozmówcy. Patrz na niego gdy mówi, daj mu od początku poczucie, że jesteś obecny. Oddychaj głęboko i wsłuchaj się w jego słowa. Staraj się dać mu maksymalną ilość swojej uwagi, tak jakby od tego wiele zależało. Staraj się powtórzyć w myślach sens usłyszanych zdań. Udało się?

2. Oczyszczaj umysł

Czyli zastosuj tak zwany „reset”, wyłącz się z chaosu, w którym żyjesz na co dzień. Mindfulness zakłada wsłuchiwanie się w siebie, w swoje emocje. Trudno to zrobić, gdy w głowie aż huczy.

Ćwiczenie: Znajdź moment w ciągu dnia, kiedy nikt i nic ci nie przeszkodzi. Przez dłuższą (do 10 minut) chwilę nie rób zupełnie nic. Skup się na swoim oddechu i na… ciszy wokół. Obserwuj i zauważaj to, czego w codziennym zgiełku i pośpiechu nie zauważasz. Czujesz tę błogość?

3. Oczyść swoją przestrzeń

Jeśli lubisz gromadzić, chomikować, jeśli otacza cię mnóstwo przedmiotów, które inni uznaliby za zbyteczne, kończy się przestrzeń dla CIEBIE. Wierz lub nie, ale twoja osobowość również potrzebuje przestrzeni.

Rada: Zacznij od sypialni, albo innego miejsca, w którym odpoczywasz. Zredukuj ilość gadżetów wokół, odłóż na półkę książki „ do przeczytania” i zostaw jedną, którą czytasz aktualnie. Czy widzisz różnicę w „jakości” twojego odpoczynku?

4. Nie staraj się wykonywać kilku rzeczy w tym samym czasie (mamy i kucharze stanowią wyjątek 🙂 )

Robiąc wszystko naraz, nie zrobisz nic tak jak trzeba, to dość oczywiste. Dodatkowo musisz wziąć pod uwagę czas jaki będziesz musiała przeznaczyć na poprawki. W treningu uważności liczy się zaś jakość i staranność, z jaką wykonujesz nawet najprostsze czynności. P.S. Odłóż telefon!

Ćwiczenie: Podziel swoje zadanie (np. jakąkolwiek domową czynność) na kilka etapów. Skupiaj się jednakowo na każdym z nich, nie patrz na zegarek. Na koniec obejrzyj efekt i skontroluj czas.

5. Cokolwiek robisz, rób to powoli i z rozwagą

Wiem, w dzisiejszych czasach to brzmi jak herezje… Przecież trzeba działać szybko: czas biegnie jak szalony. Spokojnie: powoli nie oznacza niesprawnie i „ciapowato”. Mindfulness to zasada „Spiesz się powoli”.

Ćwiczenie: Weź do ręki książkę, otwórz na pierwszej stronie i przeczytaj tę stronę szybko. Nie zaglądając do lektury wypisz na kartce jak najwięcej faktów, które zapamiętałeś. Czy potrafisz przytoczyć treść? Teraz weź inną książkę, otwórz ją na pierwszej stronie. Czytaj uważnie, wracaj do niezrozumiałych fragmentów. Kiedy skończysz, odłóż lekturę i wypisz jak najwięcej faktów. Porównaj efektywność obu prób.

6. Nie bierz na siebie zbyt wiele

W pracy, w domu, wśród przyjaciół. Nie obiecuj sobie i innym, nie zakładaj, że może się uda. Jeśli będziesz robić mniej, wolniej, ale bardziej dokładnie, twoje priorytety same się wyklarują.

Rada: Zanim zgodzisz się pomóc, zainterweniować, zastanów się dwa razy. Czy na pewno możesz sobie na to pozwolić?

6. Nie planuj „na styk”

Bo planując swoje zadania jedno po drugim, nie dopuszczasz możliwości, że coś może zająć ci więcej czasu.  Twoje zadania muszą „mieć przestrzeń”, a ty potrzebujesz poczucia, że nic nie piętrzy się w twoim kalendarzu, bo z taką perspektywą trudno będzie ci się skupić na konkretnych celach.

Rada: Gdy układasz swój plan dnia, kieruj się doświadczeniem i realnym wyczuciem czasu, a nie pobożnymi życzeniami.

7. Nie martw się, tym co jeszcze przed tobą

Skupiaj się na chwili obecnej, na świadomym przeżywaniu teraźniejszości. Droga do przyszłości prowadzi przez to, co dzieje się teraz, prawda?

Ćwiczenie: Za każdym razem, gdy w twoje myśli wkradają się obawy o przyszłość, staraj się je zatrzymać i uparcie wracaj do chwili obecnej, na tym, co dzieje się TERAZ.

8. Omijaj fast- foody, jedz smacznie i kolorowo

Bo jednym ze sposób ćwiczenia swojej „uważności” i obserwowania świata, jest skupianie się na zapachach i smakach.

Ćwiczenie: Przygotuj starannie domowy posiłek. I ucz się nim delektować. Jedząc odgaduj składniki według smaków, ciesz się kolorami, zapachem. I pamiętaj, to tylko metafora. Twoim najważniejszym posiłkiem jest życie!

Zadania, które tu opisałam, tylko pozornie są łatwe. Spróbuj wykonać choć jedno z nich, a zobaczysz, że za chwilę twoje myśli zaczną uciekać w całkiem inną stronę. To nie jest nasza wina, tak nas wychowano lub do tego przywykliśmy prowadząc taki, a nie inny tryb życia. Bycie obecnym, uważnym przynosi jednak bardzo dużo korzyści. Przywraca prawdziwą, szczerą radość z prostych czynności i z czasu spędzonego z najbliższymi. Spróbuj: opanowanie zasad mindfulness zajmie ci dłuższą chwilę, ale korzyści są nieocenione.


Zobacz także

„Dwa lata temu zostałam zwolniona z pracy. Nie zgodziłam się z tą decyzją, poszłam do sądu, wygrałam”

Depresja nie jest tylko w twojej głowie. Istnieją fizyczne objawy, których nie należy lekceważyć

7 powodów, dla których posiadacze kotów mają w życiu lepiej