Listy do redakcji

Żyłam w bańce mydlanej, a później zostałam zdradzona. To dla innej dzisiaj jest gotów zrobić wszystko….

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 października 2021
fot.istock
 

W jakim jestem momencie życia? W wieku 35 lat, w wieku, w którym spodobałam się samej sobie. Podoba mi się moja kobiecość, od kilku lat lubię moją seksualność, mój umysł, rozwagę. Wrażliwość ceniłam u siebie już wcześniej. Jednym słowem polubiłam siebie. I? Wtedy?

Po 13 latach związku, 9 latach małżeństwa, z dwójką dzieci, psem (już niestety odszedł za tęczę) zostałam sama – skrzywdzona, zraniona, bo ten jedyny okazał się niedojrzały i wymienił mnie na koleżankę z pracy. Mój mit o cudownej miłości, o lojalności, miłości aż po grób, bieganiu po łące, trzymaniu się na starość za rączkę padł tak boleśnie, że bardziej się nie da. Wstanę, pewnie wstanę, bo wstawałam już kilka razy przez ostatnich kilka miesięcy… Ale co jakiś czas wydarza się znowu coś takiego, że upadam. Przy każdym upadku trochę łatwiej mi się podnieść, ale nie boli mniej, chaos w głowie, nieprzespane noce. Odgrywanie miliona scenek w głowie zdarzają się nieustannie, oj zdarzają. A miałam takie szczęśliwe życie. Taki był mój osąd sytuacji.

Ale po kolei… Żyłam w bańce mydlanej. Mając 22 lata poznałam chłopaka. Cudowny opalony, skromny, wzbudzający zaufanie. Tak stworzyliśmy parę, potem rodzinę. Wszystko razem, wspólne plany, mieszkanie i całe życie dwóch osób wyszło najbardziej naturalnie w świecie. Dzięki niemu uwierzyłam, że mężczyźni nie muszą się mnie bać, mogą mnie oswoić. Z natury mam dość silny charakter, osobowość, przynajmniej tak mi się wydawało, a jestem krucha, jak chińska porcelana i właśnie zostałam roztrzaskana przez kogoś, komu ufałam najbardziej w świecie.

Ja, taka rozsądna, nie widziałam, że nie da się być mądrą za dwoje. Nie da się kochać za dwoje. Gdzie popełniłam błędy, nie wiem jeszcze dokładnie, nie wiem, czy potrzebuję się tego dowiedzieć… Może jeszcze nie. Nie czuję się winna, czuję się ze sobą dobrze. Starałam się z całych sił. Nie wyszło. Boli mnie jak czytam, że zawsze jest wina dwojga. No tak, bo się związali. Ja mogę patrzeć w lustro. A to chyba najważniejsze. Zawsze ważne było dla mnie bycie dobrym człowiekiem, niekrzywdzenie innych, pomaganie. Taka natura. Po tym co się stało, poszły za mną tłumy, tłumy aniołów podnosiły mnie z podłogi, zostali najwytrwalsi. Dzięki tej armii dobrych ludzi wiem, że inni nie przynoszą ze sobą tylko łez i krzywd, ale również ciepło, pomoc i nadzieję.

Zostałam zdradzona. Z kobiety, dla której robił wszystko, która wzbudzała pożądanie, której spełniał marzenia, stałam się dosłownie niczym. Nie będę się rozwodzić nad szczegółami, bo już tyle razy ta historia wybrzmiała, że jestem już nią zmęczona, ale będę musiała na sali sądowej ją ponownie opowiedzieć, by zostać nie Panią S., a rozwódką. Tak jest taka rubryka w dokumentach. Za miesiąc ten przydomek będzie mój.


Listy do redakcji

„Smutni, zmęczeni, w kryzysie. Takie są nasze dzieci. Tylko razem możemy im pomóc”. Apel nauczycielki

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
14 października 2021
fot. Fertnig/iStock
 

Z okazji dnia Nauczyciela życzyłabym sobie porozumienia. Między nami a rodzicami. Bo tylko wspólne stanowisko może nas uratować. Tylko próba zrozumienia. Zaufanie. A tego nie ma.

Wrzesień. Rok temu. Zaczynam pracę jako nauczycielka. Jestem pełna pasji. Uczę chemii i biologii. Najpierw liceum. Trzydzieści milczących osób. Nie reagują na próby zagadywania. Otwarcie mówią, że ostatnią nauczycielkę „przegonili”. Za dużo wymagała, stawiała złe oceny. „A ja mam chemię gdzieś, bo nie będę jej zdawać na maturze” – rzuca blondyn w pierwszej ławce.

Później dowiem się od dyrekcji. Chemiczka, kobieta starej daty, nie miała autorytetu. Ale wystarczy kilka lekcji i wiem.
Te dzieci słyszą w domu, że mogą mieć nauczyciela gdzieś. To tak, jak podczas rozwodu. Rodzice obgadują się nawzajem i dziecko widzi, że może „pływać” od jednego do drugiego. Jeśli się wścieknie na matkę – dostanie akceptację i wsparcie ojca. Jeśli będzie złe na ojca – obgada go z mamą. Nie ma wspólnego frontu. Tak samo tutaj.

Wiem też, że łatwo można ich oswoić. Wystarczy ich słuchać, nie robić zbędnego ciśnienia. Ostrzegać, gdy się robi kartkówki. Tłumaczyć z pasją. Oni wtedy też zaczynają interesować się przedmiotem – nawet jeśli nie mają go na maturze.

Oceny

Zajęcia w podstawówce. Ósmoklasiści. Kilkoro z nich ma orzeczenia o depresji. Dwie dziewczynki po próbach samobójczych.
Uczniowie są przestraszeni egzaminem, który będzie za tyle miesięcy. Od rodziców słyszą, że muszą się starać, uczyć, bo inaczej nie dostaną się do żadnej dobrej szkoły. Gdy robię kartkówkę i klasówkę, pada zawsze to samo pytanie: „A będzie poprawa?”, „A kiedy będzie poprawa?”…

Szybko zaczynam dostawać od rodziców wiadomości na Librusie.
„Dlaczego mój syn dostał tylko czwórkę plus”?
„Dlaczego moja córka ma tylko ocenę dostateczną”? Naprawdę nie wiem, co mam na to odpisać. Oceniam sprawiedliwie. Poza tym, to przecież tylko oceny. Zawsze można je poprawić. Nie wszyscy znają przedmiot na piątkę. Nie każdy musi mieć piątkę. Niektórzy rodzice tego nie rozumieją. Uczniowie też.
Scena w klasie ósmej. Wyciągam sprawdziany. Zanim je rozdam, chłopiec z trzeciej ławki, nazwijmy go Adam, podnosi rękę.

– Czy ja mogę poprawić? – pyta.
– Ale dostałeś sześć mniej– mówię
– Właśnie – odpowiada. – Ja bym chciał szóstkę bez minusa.

Uczennica z liceum płacze, że dostała dostateczny. Bo mama będzie niezadowolona. Oni są non stop oceniani przez rodziców. Że mogli więcej, lepiej.
Nie chcę generalizować, ale kiedyś rozmawiałam z nimi na godzinie wychowawczej. Na palcach jednej ręki mogę policzyć rodziców, którzy mówią dzieciom: „Trója jest w porządku, nie musisz być ze wszystkiego dobry, nikt nie jest dobry ze wszystkiego”.

Próbny egzamin ósmoklasisty. Uczniowie ściągają. Po co? Przecież chodzi o to, żeby wiedzieli, czego jeszcze nie potrafią. To ma być informacja dla nich, gdzie są dobrzy, gdzie słabsi, czego się jeszcze powinni dowiedzieć. Dlaczego ściągacie – pytam. Przecież ten egzamin jest dla was. Spuszczają głowę.

Albo rodzice odrabiają za dzieci prace domowe. Przygotowują prezentacje. Przecież to widać. No i prace plastyczne. Przy wejściu do szkoły podstawowej ściana z pracami uczniów klas 1– 3, wszystkie na konkurs plastyczny. Może jedno, dwoje dzieci namalowało to samodzielnie.
Dlaczego rodzice to robią? Nie rozumiem. Czy każdy musi być utalentowany plastycznie? Nie. Dlaczego my te dzieci chcemy nauczyć, że mogą być we wszystkim doskonałe?
Nie mogą. Nikt nie może.

Kontrola

Mnóstwo jest rodziców roszczeniowych. Wymagających. Piszą na Librusie, awanturują się podczas zebrań.
„Dlaczego nie zgłasza pani młodzieży do konkursu A. a zgłasza do B. A jest lepsze”.
„Dlaczego uczy pani z tego podręcznika, tamten jest lepszy”.
„Dlaczego ten poziom jest tak niski, powinna pani równać do lepszych uczniów”.
„Dlaczego ten poziom jest tak wysoki, powinna pani wspierać słabszych”.
„Dlaczego w internacie jest wifi, ale nie po kablu. Lepszy byłby internet po kablu”.
„Musi pani postawić mojemu synowi szóstkę. On tego potrzebuje. Co pani szkodzi. A jemu to podwyższy średnią”.

Muszę, powinnam, mam. Ta narracja sprawia, że od razu rodzi się w nas bunt. A dlaczego muszę, powinnam, mam?

Nie jestem też zwolenniczką Librusa. Nieustannej komunikacji między rodzicem a nauczycielem, w celu kontroli dziecka. Kiedyś dostawało się jedynkę, rodzic o tym nie wiedział, uczeń poprawiał, załatwione. Teraz rodzice cały czas śledzą poczynania dziecka, kontrolują je, zmuszają do nauki, poprawiania. Ono w ogóle się nie uczy samodzielności. Kiedy ma to zrobić?

A nauczyciele też czasem nie potrafią wziąć za nic odpowiedzialności. Piszą absurdalne uwagi. „Jan chodzi na lekcji i rzuca śmieciami”, „Janek macha nogą”, „Jan klnie”. Też zastanawiam się, co z nami, że musimy wysyłać takie uwagi. Że nie potrafimy sami upomnieć Janka. Albo porozmawiać z nim dlaczego przeszkadza.

Gdy sama dostaję takie uwagi, jako matka, myślę: naprawdę? I co ja mam teraz zrobić z tym, że syn machał nogą na piątej lekcji?

 

Niezaradność

I jeszcze to, że nie wychowujemy dzieci do samodzielności. Oczekujemy od nich bycia super w szkole, ale nie uczymy codziennych obowiązków. Jako nauczyciel mam dyżury w internacie. Co widzę? Mama przywodzi szesnastolatka i układa mu majtki w szafce. „Tu masz bawełniane, tu takie, tam inne”.
Szybko okazuje się, że te dzieci chyba nigdy nie pomagały w domu. Nie potrafią zetrzeć kurzów, pościelić sobie łóżka, nie wiedzą, jak się obsługuje mopa.

I ta ich samotność. Zauważyłam, że klasy są mało zgrane. Na przerwach, mimo tego, że nie mogą mieć telefonów, często siedzą sami. A my, nauczyciele nie bardzo robimy coś, żeby to zmienić.
Podobnie, jak i rodzice. A chyba największym problemem naszych dzieci jest właśnie ta samotność i poczucie niepewności. Oni często nie widzą sensu niczego. Po co się uczyć, jak i tak nie wiadomo, co będzie ze światem? Po co zdawać do szkoły dwujęzycznej, jak i tak nie wiadomo, czy będzie można jeździć na wymiany, studiować za granicą?
Po co planować wycieczki, wyjazdy integracyjne, jak i tak nie wiadomo, czy pojedziemy. Po co?

Oni nie wiedzą, co będzie jutro. Mam wrażenie, że przed nami najtrudniejsze zadanie, dam im, choć odrobinę poczucia bezpieczeństwa. To dużo ważniejsze od ocen, presji, egzaminów. Kto ma dać im to poczucie bezpieczeństwa, jak nie my? Razem?

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska


Listy do redakcji

Światowy Dzień Wzroku – Polacy i ich słaba kondycja wzroku

Redakcja
Redakcja
13 października 2021

W tym roku Światowy Dzień Wzroku obchodzimy 14 października (drugi czwartek października). To doskonała okazja do zainteresowania się kondycją naszych oczu. Organizatorzy kampanii „Czas Na Wzrok” edukują polskie społeczeństwo, jak dbać o ten zmysł i podpowiadają jak dobrać odpowiednią korekcję okularową.

Bardzo mocnym i wyraźnym trendem jest wellbeing. Dbamy o naszą kondycję psychiczną, fizyczną, zapominając przy tym o wielu istotnych sprawach, m.in. o kondycji wzroku. Wzrok to bardzo ważny zmysł – to właśnie za pomocą wzroku odbieramy 80% bodźców, które do nas docierają.

Niestety pandemia negatywnie wpłynęła na jakość widzenia Polaków. Było to spowodowane tym, że spędzaliśmy długie godziny przed ekranami laptopów, smartfonów, telewizorów. Niestety Polacy odłożyli badania wzroku na później – z ankiet zrealizowanych w 2021 r. przez instytut badawczy SW Research, na zlecenie Grupy Essilor, wynika, że w ubiegłym roku aż 70 proc. dorosłych Polaków nie zbadało swojego wzroku u specjalisty. Światowy Dzień Wzroku to doskonała okazja do powiedzenia głośno i wyraźnie o potrzebie wykonywania regularnych badań wzroku u specjalisty: okulisty, optometrysty. Dotyczy to nie tylko nas – dorosłych, ale także dzieci. Jakość ich widzenia znacząco wpływa na osiągane przez nich wyniki, przede wszystkim negatywnie oddziałując na ich ogólny rozwój.

Należy pamiętać, że pierwsze problemy ze wzrokiem u najmłodszych mogą pojawić się bardzo wcześnie, nawet tuż po urodzeniu. Wrodzonymi wadami wzroku są między innymi astygmatyzm, zaćma i jaskra. Występowanie w rodzinie tych genetycznie uwarunkowanych chorób oczu powinno dla rodziców być sygnałem, aby już w okresie niemowlęcym skonsultować się z okulistą w celu skontrolowania wzroku dziecka. Wady wzroku u dzieci w wieku szkolnym mogą być trudne do zauważenia, gdyż najmłodsi często ignorują to, że gorzej widzą i nie skarżą się – nie wiedzą po prostu, że mogą widzieć lepiej. Wada wzroku u dziecka z minusami oznacza krótkowzroczność – nie widzi ono wtedy wyraźnie obiektów, które znajdują się w dalszej odległości. Natomiast w sytuacji, kiedy występuje problem z widzeniem rzeczy położonych blisko – mamy do czynienia z nadwzrocznością u dzieci.

Jak rozpoznać pogorszenie widzenia u dzieci:

  1. Mają tendencję do zamykania jednego oka podczas czynności takich jak czytanie lub oglądanie telewizji
  2. Unikają czynności wymagających widzenia do bliży (czytanie, praca domowa, korzystanie z komputera) lub widzenia na odległość (sporty, inne zajęcia rekreacyjne)
  3. Ich oceny są niższe niż normalnie
  4. Mówią, że ich oczy są zmęczone lub narzekają na ból głowy
  5. Często pocierają oczy
  6.  Wydają się wrażliwe na światło
  7. Ich oczy łzawią bez wyraźnego powodu
  8. Trzymają książki bardzo blisko twarzy
  9. Gubią litery, gdy czytają
  10. Używają palca, aby kierować wzrokiem po stronie
  11. Siedzą bardzo blisko telewizora lub ekranu komputera
  12. Mrużą lub przechylają głowę, żeby lepiej widzieć

Jak pomóc dziecku?

  1. Regularnie badaj jego wzrok
  2. Zapewnij mu najlepszej jakości okulary korekcyjne
  3. Zachęcaj do częstego przebywania na świeżym powietrzu
  4. Chroń jego oczy przed szkodliwym światłem
  5. Ogranicz jego korzystanie z urządzeń elektronicznych

 

Problemy Polaków ze wzrokiem

Cyfrowe Zmęczenie Wzroku

Cyfrowe Zmęczenie Wzroku to efekt przeciążenia narządu wzroku na skutek długotrwałego korzystania z urządzeń cyfrowych. Występuje zwykle u osób korzystających na co dzień z komputerów, tabletów, smartfonów oraz innych urządzeń z wyświetlaczami. Brak odpowiedniej ochrony przed nadmiarem światła niebieskiego, emitowanego przez wspomniane urządzenia, wywołuje szereg dolegliwości związanych z zaburzeniem prawidłowego widzenia. Jeśli więc ograniczenie czasu spędzanego przed ekranami jest niemożliwe, warto zadbać o odpowiednią ochronę oczu. Pomoże w tym nie tylko stosowanie w urządzeniach odpowiednich filtrów zmniejszających poziom oddziaływania światła niebieskiego, ale przede wszystkim – okulary ze specjalnymi powłokami ochronnymi lub wielofunkcyjnymi inteligentnymi szkłami.

Prezbiopia

Po 40. roku życia w wyniku naturalnych procesów, zaczynamy cierpieć na prezbiopię – większość osób zauważa pierwsze kłopoty ze wzrokiem podczas pracy z bliskich odległości. W pierwszym etapie zauważamy, że szybko się męczymy podczas np. czytania. Prezbiopia jest znana od lat i od dawna istnieją rozwiązania optyczne, które pomagają w komfortowym funkcjonowaniu osobom dojrzałym. Klasyczne rozwiązanie w postaci jednoogniskowych soczewek okularowych nadal są popularne wśród prezbiopów.

Okulary jednoogniskowe do bliży oczywiście zapewniają ostre widzenie przedmiotów położonych w bliskiej odległości, ale jednocześnie obiekty w większej odległości będą niewyraźne, co powoduje znaczny dyskomfort. Pacjenci mówią często, że takie rozwiązanie jest dla nich niewystarczające. Nawet wtedy, gdy używają dwóch par okularów- osobnych do patrzenia w dal i kolejnych do pracy z bliska. Najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich prezbiopów są okulary progresywne, czyli takie, które gwarantują ostre widzenie na każdą odległość. Okulary progresywne można nosić cały czas i widzieć wyraźnie – do dali i do bliży i na odległości pośrednie (tak jak TV czy komputer). Jedna para okularów, która sprawia, że w każdej sytuacji widzimy dobrze i nie żonglujemy okularami.

Czas Na Wzrok – Światowy Dzień Wzroku

11 września firmy: Essilor Polonia, JZO, JAI KUDO w ramach kampanii „Czas na Wzrok” rozpoczęły obchody Światowego Dnia Wzroku. Z okazji Dni Wilanowa w Warszawie mieszkańcy mogli bezpłatnie wykonać badania ostrości wzroku, a także skonsultować się ze specjalistą ds. ochrony wzroku. W ramach wydarzenie odbyła się również konferencja OCHRONA WZROKU 100% z udziałem Ekspertów, Ambasadorów, Ambasadorek kampanii „Czas Na Wzrok”, ale także znanych i lubianych gwiazd.

Danuta Stenka, Sergiusz Ryczel, Tomasz Zimoch, Filip Chajzer, Ewa Kasprzyk, Anna Korcz, Marek Kaliszuk, Artur Żmijewski, Adam Mamok, Maciej Orłoś, Marcin Mroczek, Magdalena Steczkowska, Anna Samusionek, Małgorzata Ohme, fot. Podlewski/AKPA

 


Zobacz także

Akcja #BeMumSelf

„Dawno, dawno temu była sobie mała dziewczynka…”. Akcja #BeMumSelf

„Chcę żebyś wiedziała, że nie mogłam zostać. Nie mogłam nadal udawać”. Akcja #matko i córko

„Chciałabym, żeby ten list zawsze był przy Tobie”. Akcja „List do dziecka”