Listy do redakcji Związek

Niczym mitologiczny Syzyf każdego dnia próbujemy na nowo. Nie tak miało być

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 sierpnia 2018
Fot. istock/Mixmike
 

Kilka miesięcy temu przeczytałem wasz artykuł pt. „Zostań s*ką dla swojego męża. Polecam ten eksperyment, w naszym małżeństwie zmienił wszystko”. Właśnie wtedy miałem pierwsze myśli, by przeprowadzić go u siebie, ale tym razem to ja miałbym zostać s*kinsynem.

Z moją żoną – Julią, poznaliśmy się ponad 10 lat temu. Wspólne przejażdżki, trzymanie się za ręce, długie spacery i patrzenie na siebie z zachwytem. Czysty niezakłócony żadną głębszą wiedzą o drugim człowieku zachwyt – to pamiętam do dziś.

Wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy razem. Nadal było pięknie, choć pojawiły się pierwsze problemy dotyczące czystości i obowiązków. Okazało się, że ani ja, a tym bardziej ona nie znamy się na gotowaniu. Dodatkowo ja wychowywany przez nadopiekuńczą matkę, nie wiedziałem nawet jak obsłużyć pralkę. Jednak, co ważne, u nas w domu były zasady. Proste zasady. Gdy rodzice wyjeżdżali do pracy, zostawiali nam (siostrze i mi) listę spraw do zrobienia: odkurzanie, zmywanie naczyń, mycie podłóg, wieszanie prania. Dzięki temu w dorosłym życiu nie mam z tym problemu, a wręcz czuję się komfortowo, gdy naczynia po jedzeniu od razu lądują w zmywarce, a kuchenny blat nie klei mi się do rąk.

U Juli było inaczej. Wychowywana przez dziadków, bo rodzice biznesmeni byli zajęci robieniem kariery i gromadzeniem kapitału. Jedynaczka, ale z wyraźnym brakiem miłości rodzicielskiej w dzieciństwie co odbija się czkawką do dzisiejszego dnia. Rodzice przez cały okres jej życia w domu zawsze mieli Panią do sprzątania oraz gotowania. Julię ominęła zatem wiedza dotycząca podstaw sprzątania, a tym bardziej jakakolwiek wiedza dotycząca gotowania i postępowania z żywnością.

Zawodowo ja prowadziłem firmę (fizycznie), a żona zajmowała się całą papierkową pracą z tym związaną. Mieliśmy więc elastyczne godziny pracy i starczało nam na życie z lekką górką.

Faza krytyczna naszego związku zaczęła się z przyjściem na świat naszego pierwszego dziecka – Filipa.

Moja żona dotychczas miła i łagodna, nie była na to przygotowana. Potrafiła całkowicie ignorować jego płacz, nie miała cierpliwości, by wspólnie z nim się bawić i spędzać czas. Wykazywała emocjonalny chłód, który być może wyniosła z dzieciństwa.

Teściowe ratowały nas jedzeniem, które robiły dla Filipa, bo Julia nie była tym zainteresowana i zazwyczaj kupowała gotowe kaszki do zalania wrzątkiem. Atmosfera w domu była napięta. Po sześciu miesiącach nerwów zdecydowaliśmy się na nianię. Ciśnienie spadło, choć sytuacja w domu pozostała bez zmian. Julia nadal nie miała cierpliwości do dziecka, potrafiła na niego wrzeszczeć i standardowo czasami nie reagować na jego płacz. Los potoczył się tak, że gdy Filip skończył 18 miesięcy na świecie pojawiła się jego siostra – Zosia. Niania została z nami na dobre i dodatkowo raz w tygodniu pojawiła się pani do sprzątania.

Wtedy po raz pierwszy poczułem niepokój. Niepokój o przyszłość. Widząc w naszym domu dwie zatrudnione osoby do sprostania normalnym, wydawałoby się, czynnością, czułem, że podążamy w złym kierunku. Nasza sfrustrowana sprzątaczka, często pod nosem powtarzała „ale syf, ale syf”. Robiłem tyle, ile mogłem, starałem się na bieżąco ogarniać kuchnię i łazienki. Ale przychodziły momenty załamania, gdy totalnie odpuszczałem. Do dziś pamiętam zdziwienie sprzątaczki, gdy zobaczyła na ziemi stwardniałe surowe jajko, które spadło mojej żonie dzień wcześniej. Poza tym czekające na nią spalone suche garnki. Jedzenie leżące na stole od kilku dni. Zalepione brudem stoły i blaty kuchenne. Długo by jeszcze wymieniać.

Od narodzin Filipa minęło już kilka lat, a my nadal walczymy z demonami przeszłości. Niewiele się zmieniło, choć zrezygnowaliśmy z Pani do sprzątania. Czułbym się jednak o wiele lepiej, gdyby wróciła, ale chwilowo finanse nam na to nie pozwalają.

Po co to piszę? Czuję potrzebę wygadania się, wyrzucenia tego, co leżało mi na sercu. Rację mają ci, którzy powiedzą: wina zawsze leży po obu stronach. Też jestem o tym święcie przekonany. Kocham moje dzieci i spędzam z nimi dużo czasu. Kocham też moją żonę, ale czasami mam dość sposobu życia, który prezentuje.

Chcę tylko pokazać, że nie tylko faceci potrafią wykazywać się brakiem przygotowania do życia rodzinnego i codziennych obowiązków. Chciałbym też, abyście potraktowali to jako przestrogę.

Dzieci powinny i to naprawdę powinny być angażowane w obowiązki domowe. Mycie szyb to przecież dla nich frajda. Układanie zabawek już mniej, ale w dorosłym życiu nam za to podziękują. Nie chowajcie ich pod kloszem w obawie, że „zepsuję im dzieciństwo”, „będą miały lepiej ode mnie”. Lepiej wspólnie posprzątajcie dom. Nauczcie je robić kanapki, a potem jajecznicę. Pokażcie, jak obsługiwać pralkę. To wszystko jest proste, a przynosi potem wspaniały efekt w postaci samodzielności i potrzeby zachowania (choćby względnej) czystości.

Nie wiem jak będzie dalej w naszym związku. Ciągle „walczę” o życie, w którym nie dominuje smród starego jedzenia, czy też oblepionej brudem łazienki. To bardzo ciężka praca…  Niczym mitologiczny Syzyf każdego dnia próbujemy na nowo. Nie tak miało być.


Listy do redakcji Związek

30 różnic pomiędzy miłością a uzależnieniem od partnera

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 sierpnia 2018
Nikt nie ma prawa wtrącać się w twoje małżeństwo. Nawet rodzice
Fot. iStock / Klubovy
 

Wydaje ci się, że kochasz go tak mocno, że nie potrafiłabyś bez niego żyć? Zatrzymaj się na chwilę, oprzytomniej. Relacje oparte na uzależnieniu od miłości mogą być odurzające. Z biegiem czasu jednak przeradzają się w prawdziwe dramaty, są coraz trudniejsze do utrzymania i sprawiają, że emocjonalne koszty rosną w zastraszającym tempie. Po obu stronach.

Zarówno miłość, jak i uzależnienie od miłości mogą być ekscytujące, mogą zmienić twoje życie. Początkowa faza romantycznej miłości, zarówno w „zdrowych” jak i złych związkach, może wywoływać radość i zmiany nastrojów, reakcje neurobiologiczne podobne do tych wywołanych przez narkotyki. Istnieją jednak wyraźne oznaki, które pomagają odróżnić uzależnienie od miłości od prawdziwej miłości. Przeczytaj, przemyśl, a jeśli trzeba, podejmij decyzję o wprowadzeniu koniecznych zmian.

30 różnic pomiędzy miłością a uzależnieniem od partnera

  • Związek jest oparty na potrzebie

Związek opiera się na naturalnym pożądaniu

  • Związek opiera się na uczuciu, że bez partnera jesteś „niekompletna”

Związek opiera się na poczuciu, że jesteś „wystarczająca” niezależnie od tego, czy będziecie razem

  •  Twój związek opiera się na twoim dążeniu do tego, by druga osoba stała się taka, jaka chcesz

Twój związek opiera się na akceptacji tego, kim jest ta druga osoba

  • Chemia jest najważniejszym priorytetem na początku

Chemia jest jednym z kilku priorytetów

  • Twoje życie staje się „uwiązane”, uwarunkowane tą relacją

Relacja zwiększa twoją chęć do osiągania indywidualnych celów

  • Zakochujesz się w uczuciu miłości

Zakochujesz się w  danej osobie,  w tym, jaka ona jest

  • Próbujesz w związku kogoś ratować lub chcesz być uratowaną

Pragniesz związku pomiędzy równymi sobie osobami, na równych zasadach

  • Nie ustanawiasz zdrowych granic

Nalegasz na zdrowe granice

  • Szukasz na zewnątrz kogoś innego, aby naprawić, wypełnić lub uzupełnić pustkę w tej relacji

Twoja miłość płynie z wnętrza, jej bazą jest poczucie wystarczalności

  • Możesz mieć zawsze gdzieś „obok” jedną lub więcej osób na wypadek, gdyby bieżący związek się zakończył

Skupiasz się na tej relacji nie myśląc o tym, z kim mogłabyś być, gdyby ten związek się zakończył

  • Znajdujesz zawsze emocjonalnie niedostępnych partnerów

Znajdujesz emocjonalnie dostępnych partnerów, którzy traktują cię dobrze

  • Idealizujesz drugą osobę, ale potem dewaluujesz ją w swoich własnych oczach

Masz w miarę stały pogląd na mocne i słabe strony swojego partnera

  • Możesz użyć nadmiernie uwodzicielskiego zachowania, aby przyciągnąć lub utrzymać partnera

Twoje życie seksualne jest wyrazem autentycznego związku z partnerem

  • Ukrywasz lub ignorujesz pewny aspekty waszej osobowości, jeśli obawiasz się, że mogą one zagrozić tej relacji

Akceptujesz nawet te aspekty osobowości swojego partnera, których nie lubisz, i dążysz do świadomości i przejrzystości w              waszym związku

  • Masz fantazje lub obsesyjne myślisz o związku, co pomaga uniknąć uczucia pustki

Twój partner jest obecny w twoich myślach

  • Używasz uczucia lub seksu jak narkotyku, wykorzystujesz je aby czuć się dobrze i uniknąć złych uczuć

Widzisz okazywanie uczuć i seks jako wyraz swojej miłości

  • Lekceważysz swoje potrzeby ze strachu przed tym, że on od ciebie odejdzie

Zajmujesz się zarówno swoimi potrzebami, jak i potrzebami twojego partnera, wiedząc, że oba te warunki muszą być spełnione w zdrowym związku

  • Ignorujesz lub tolerujesz zachowanie dysfunkcyjne, utratę poczucia własnej wartości i zachowania samosabotujące, aby uniknąć rozstania

Wiesz, że zdrowe relacje mogą być trudne lub bolesne i wiążą się z kompromisem, ale nie obejmują samosabotażu lub ryzykownych zachowań

  • Bombardujesz swojego partnera zabiegami o uczucia i uwagę, aby zrekompensować brak miłości, którego doświadczyłeś w dzieciństwie

Oferujesz i otrzymujesz miłość nie jako rekompensatę za to, czego nie dostałeś wcześniej w życiu, lecz jako wyraz swojego zdrowia emocjonalnego

  • Zaniedbujesz obowiązki życiowe, by realizować marzenia o związkach

Integrujesz swoje relacje z innymi obowiązkami w zdrowej równowadze

  • Zbyt szybko wchodzisz w relację, próbując natychmiast czuć się wyjątkowo blisko

 Budujesz relację, która pogłębia się z czasem

  • Szukasz związku lub partnera, aby poczuć się wartościowa

Twój związek jest wyrazem uczucia wystarczalności

  • Tolerujesz nadmierne zaburzenia, chaos lub ból w związkach z obawy przed samotnością

Nie tolerujesz nadmiernej dysfunkcji, chaosu lub bólu w związku

  • Nie zwracasz uwagi na znaki ostrzegawcze i czerwone flagi z obawy przed rozczarowaniem

 Jesteś w stanie zauważyć, że relacja staje się dla ciebie niebezpieczna

  • Często czujesz się zazdrosna, zaborcza

Możesz czasami być zazdrosna

  • Wierzysz, że możesz być szczęśliwy tylko wtedy, jeśli znajdziesz właściwą osobę

Bierzesz odpowiedzialność za dążenie do szczęścia bez względu na to, czy jesteś w związku czy nie

  • Rzadko bywasz singielką

Uważasz, że lepiej jest być singlem niż związać się z  nieodpowiednim partnerem

  • Często zakochujesz się zbyt szybko i często zmieniasz partnerów

Twoja miłość może rozwijać się szybko lub powoli, ale nie kapryśnie

  • Unikasz oceniania czy twój partner „sprawdzi się” w trwałym związku

Patrzysz głęboko i myślisz długoterminowo, wiedząc, że zasługujesz na zdrowy, trwały związek

  • Czujesz, że twoje życie nie byłoby warte życia bez partnera

Doceniasz i cieszysz się z wielu aspektów twojego życia


Na podstawie: psychcentral.com


Listy do redakcji Związek

Zdrada boli niemal fizycznie. Powoduje wymioty, dreszcze, zmiany nastrojów, otępienie przeplatane nadmiarem energii

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
13 sierpnia 2018
Fot. iStock/Marco_Piunti

Aśka zadzwoniła do mnie i mówi, zrobiłam to. Nie byłam zaskoczona. Flirt z sąsiadem trwał od kilkunastu tygodni. W sumie to nawet dłużej, ale Aśka najpierw nie przyjmowała do wiadomości, że będzie w stanie pójść w tango. Najpierw byli kumplami. Przez długi czas. Znała jego miłosne perypetie, czasem radziła albo ganiła jak niefajnie się zachował. Dużo pisali, często razem pili. Nie sami oczywiście. Zawsze była ich ekipa. Między nimi iskrzyło od dawna. Ja to widziałam i czułam. Mówiłam jej, ale Aśka się broniła. Z nim? Nigdy! To taki Piotruś Pan. Fajny kumpel, nie kochanek. Trwała w tym  kilkanaście miesięcy. Ale pewnego dnia poddała się i uległa. Może dlatego, że Krzysiek, jej mąż, poszedł w tango parę miesięcy temu. Aśka przypłaciła to załamaniem nerwowym. Kilka razy męża pakowała, ale gdy skomlał pod drzwiami wpuszczała go i namiętnym seksem jemu pokazywała, co mógł stracić, a sama sobie poprawiała samoocenę.

Życie powoli wracało do normy. Kumpel był i wpadał niemal codziennie. Aśka stała się chyba wrażliwsza na jego teksty. Weszła we flirt. Był przecież bezpieczny. Takie pisanie dla zabawy. Ale zabawa stała się ostrzejsza. Realizowali fantazje. Seks w aucie, na stole w kuchni i na blacie, w przedpokoju na szafce do butów, na dywanie.

Seks był odskocznią i kolejnym dowodem na atrakcyjność. Tak, kobieta czuje się piękna, gdy ktoś jej pożąda. Skupia na tym, co w niej wyjątkowe, a nie niedoskonałe. Kumpel tak ją zdobywał. Tygodniami. Słodkie wyznania, delikatne muśnięcia, gdy nikt nie widzi, namiętne teksty jakby ją najchętniej wziął i jaka jest pociągająca. Aśka uległa. Zdradzona kobieta czuje się niewidzialna.

Zdrada boli niemal fizycznie. Powoduje wymioty, dreszcze, zmiany nastrojów, otępienie przeplatane nadmiarem energii. Choruje ciało i dusza. Chce się zniknąć, zniszczyć tamtą, a gdy pojawia się przypadkiem adorator, życie nabiera smaku. Romans Aśki trwa kilka tygodni. Chodzi jak na haju. Seks uprawia z kumplem nawet przez telefon. Poziom endorfin ma taki, że fruwa. Zaangażowała się.
Wczoraj zadzwoniła z płaczem. Wydało się, mówię. Ale nie. Kumpel ma wyrzuty wobec jej męża. No bardzo to honorowo, ale dlaczego dopiero, gdy bzyknął Aśkę kilka razy. Chyba musimy przystopować, stwierdził. Boję się, że się zakochasz, za bardzo ryzykujemy.

Tak, rozsądek się włączył, gdy sprzęt w spodniach został odłączony.Dziś ponownie się widzieli. Tym razem rozsądek nie był aktywny, za to rozporek i owszem. Sinusoida, że hej. Góry i doliny.  Aśka na nudę nie narzeka. Znów dostaje namiętne wiadomości. Czuje się piękna, atrakcyjna. Nie jest głupia ani płytka. To naprawdę fajna dziewczyna. Pogubiła się. Zdrada męża zniszczyła jej wiarę w monogamię. Nie mści się. Łapie chwile ułudnego szczęścia, choć tak naprawdę tkwi w chorym układzie. I ona to wie. Twierdzi, że ma siłę to zakończyć. Jak alkoholik zapewnia, że kontroluje każdy kieliszek.

Takich Asiek jest pełno. Tkwią w romansach dla chwili ekscytacji, dla spojrzenia pełnego pożądania i zapomnienia o szarej rzeczywistości. Znów mają po 20 lat i chęć na życie. Czują się piękne i szalone. Wiedzą, czego pragną, nie wstydzą się otwarcie mówić o seksie i go uprawiać. Kochają swoje dzieci, z mężami jest trochę nudno i im już nie imponują, znają się przecież jak łyse konie.

Kochanek dodaje koloru tej szarzyźnie. Pytanie na jak długo, czy pojawią się uczucia, zazdrość. Czy się wyda, czy uda się to ukryć. Czy psychicznie będą na tyle silne, by ciągnąć dwa związki, czy pojawią się wyrzuty. Dużo niewiadomych. Aśki nie oceniam. Nie mam takiego prawa. Boję się, że będzie cierpiała. Nawet jestem tego pewna. Życzę jej i każdej Aśce, by odnalazła szczęście takie, które
jest za darmo i za które nie zapłaci łzami, poczuciem winy czy odrzuceniem. Że nie straci rodziny ani szacunku innych, a przede wszystkim do samej siebie.


autorka: Poli Ann


Zobacz także

MIŁOŚĆ to…

Nie czuję nic. Nie jestem już żoną i wcale nie myślę, że to mogło się przecież skończyć inaczej

Mężczyzna „kontrolujący”. To nie miłość, to próba dominacji i obsesja