Listy do redakcji

„Ale jak nazwać to, co czuję? Niewyobrażalny ból – nie życzę nikomu”. Akcja „Napisz nam swoja historię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 października 2017
Fot. iStock / © Larisa Lofitskaya
 

Pochowałam w tym roku koleżankę.  Zabrał  Ją rak.  Nie zapomnę Jej słów: „Nie chcę tak dalej żyć. Nie życzę nikomu takiego bólu. Nie chcę się tak męczyć. Walczę dla syna”. Choroba pokonała Agnieszkę.

Ja też mam raka. Wiem, grzeszę. Wyolbrzymiam. Ale jak nazwać to, co czuję? Niewyobrażalny ból – nie życzę nikomu. Nie chcę się dalej męczyć – a jednak daje się pokonać  temu stanowi. Nie chcę tak dalej żyć – a ciągnę to i wegetuję. Oddycham z powodu córki, chociaż Ona jest wystarczająco już duża i widzi…

Agę pokonał rak jelita grubego. Mój rak to rak emocjonalny. Taki, który zabrał  mi radość  życia, który sprawił, że przestałam się śmiać. Który sprawił, że umiera we mnie wszystko w to, co wierzyłam.

Tak – wierzyłam, że On będzie moim pierwszym i ostatnim. Wierzyłam, że nie będzie dla Nas rzeczy niemożliwych. Wierzyłam, że zawsze będziemy się dopełniać i nie będziemy się sobie wyrządzać krzywdy.

16 lat. Tyle Go znam. Tak myślałam, że znam. Zaufałam.

16 lat byłam dla Niego. Spełniałam każde marzenie. Byłam niczym ta woda, która gasi pożar. Chciałam by czuł się wyjątkowy, pewny – by wierzył, że jest bardzo kochany. Było mi dobrze. Byłam szczęśliwa.  Aż do zeszłego roku.

To właśnie wtedy padły pamiętne słowa, które zaczęły burzyć – moje poczucie bezpieczeństwa, moją pewność  siebie, moją radość… powolutku skrupulatnie zabijały mnie od środka. Schudłam 12 kilogramów. Przestałam się śmiać. Zawaliłam swoje życie zawodowe. Rodzina cała się posypała. To, co dawało mi siłę i sprawiało, że się śmiałam przestaje istnieć…

W sobotę był punkt kumulacyjny. To właśnie wtedy, przeleciało mi przed oczyma 16 lat z Nim. Sama zadałam sobie pytanie: Ile jeszcze zniesiesz? Ile jeszcze możesz? Czy tego chciałaś?

Nie! Chciałam normalności. Wspólnych rozmów o tym, jak dzień minął, wspólnego planowania wakacji, randek, bycia dla siebie, empatii, pomocy, przytuleń, całusów, seksu, który sprawia mi przyjemność, a nie jest obowiązkiem małżeńskim…

Nie chciałam łez wylewanych w poduszkę, nie chciałam czuć, że będąc z kimś jestem sama, nie chciałam by nazywał mnie aktorką. Nie chciałam kłamstw, tajemnic, które wychodziły na jaw, jak kolejne guzy i bolały coraz to bardziej. Nie trzeba było użyć pistoletu by mnie zabić. Wystarczyły słowa i ta obojętność na mój ból, brak reakcji

Co mam robić? Chciałabym żyć – tak jak kiedyś. Jednak to wszystko mnie pokonało. Nie potrafię.

Chciałabym, aby to co czuje – ten ból emocjonalny się skończył. Nie przestaje boleć.  Agnieszka mówiła, że morfina Jej pomagała. Moja morfina to córka. Ona daje mi siły. Ona sprawia, że na chwilkę się uśmiecham i zapominam, a potem znów ten ból wraca i znów tak bardzo cierpię. Agnieszka się leczyła, chciała żyć. Ja też się leczę – chce pomóc sobie! Robię to dla siebie, dla córki, więc chodzę na terapię, ale widzę, że pomimo tego, ciągle to wraca niczym bumerang.

Agnieszka już nie cierpi. Pokonał Ją ten rak. Umarła. Powiedziała mi : „Masz być szczęśliwa, bo nie wiadomo ile życia Ci jeszcze dała Bozia”.

Agnieszko, ja chcę być szczęśliwa. Z Nim, czy bez Niego. Kocham Go pomimo tego, że mnie rani. W sobotę przesadził. Poddałam się.  Ale chcę być szczęśliwa! Walczę z tym emocjonalnym rakiem, który zatruwa mi każdy dzień. Może jestem za słaba, może się boję, co będzie- skoro dla mnie coś przysięga małżeńska znaczyła, skoro tyle lat razem, plany, marzenia, a przede mną wielka niewiadoma. Może się boję samotności, a przecież mówił że kto by mnie chcia… Och! Walczę i chcę żyć! Ja też mam walczyć dla kogo ! dla siebie i mojej córki! Chcę żyć pełnią życia! A to chyba już dużo, więc trzymaj kciuki za mnie bo ja pokonam- muszę- to co zżera mnie od środka już tak długo… za długo.

Ania

Akcja „Napisz nam swoją historię”

Przez cały miesiąc będziemy czekać na wasze historie pod adresem [email protected] Będzie nam niezmiernie miło, gdy zechcecie się podzielić tym, co wam w duszy gra. Co was boli, a co cieszy, kim jesteście i gdzie byście chciały być. Najciekawsze z historii opublikujemy na łamach portalu, a najlepsze z nich nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Nagrody:

10 x zestaw 7 dwufazowych ampułek POWER EFFECT Bi-Phase serum od KLAPP Cosmetics, idealny jako 7-dniowa intensywna kuracja

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


10 x zestaw kosmetyków Kneipp® – W HARMONII Z NATURĄ, składający się z:

Bestseller marki Kneipp®BIO-Olejek do ciała,

BioOel_100ml_Pl_hi_40

Kneipp®Balsam pod prysznic Kwiat migdała Jedwabna skóra,

BC_PSD0308Duschbalsam_Mandelbluete102_hi_40

Kneipp®Olejek do ciała Kwiat migdała Jedwabna skóra,

Hautoel_Mandel_100ml_Pl_hi_40

Kneipp®Olejek do kąpieli Kwiat migdała Jedwabna skóra,

Oelbad_Mandel_20ml_Pl_hi_40


8 x egzemplarz książki „Projekt: Związek”

To książka, która ukazuje wszystko to co ważne i poważne w naszym związku w formie komiksu. Fantastyczna lektura, w której temat najważniejszej dla nas relacji potraktowano w nietuzinkowy sposób.

projekt zwiazek druk


10 x film „Azyl” na nośniku DVD

FILMOSTRADA_logo_bez_tla

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W Polsce, w 1939 roku, Antonina Żabińska (dwukrotnie nominowana do Oscara ® Jessica Chastain) i jej mąż, z powodzeniem zarządzają warszawskim ZOO, gdzie mieszkają wraz z rodziną w idyllicznych warunkach. Jednak ich świat wali się w gruzy, gdy hitlerowcy napadają na Polskę, a oni zostają podporządkowani przybyłemu z Rzeszy zoologowi (Daniel Brühl). Dla odzyskania wszystkiego co stracili, Żabińscy ryzykują życiem, podejmując współpracę z ruchem oporu, wykorzystując klatki i sekretne tunele ZOO do ratowania ludzi przed okrucieństwem nazistów.

To jedna z takich historii, o które kino musiało się upomnieć. Poruszająca filmowa opowieść, która wydarzyła się naprawdę. Antonina Żabińska, żona dyrektora warszawskiego zoo, wspólnie z mężem, Janem, ukrywali podczas II wojny światowej dziesiątki Żydów. Osobiście wydostawali ich z getta i pomagali przetrwać w opustoszałych murach ogrodu zoologicznego. Niektórzy ukrywani byli w miejscach przeznaczonych dla zwierząt, inni w willi Żabińskich. W 1965 roku Jan i Antonina Żabińscy zostali odznaczeni przez instytut Jad Waszem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Scenariusz filmu powstał w oparciu o wstrząsającą książkę Diane Ackerman „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo”.

O samej Antoninie mówiono, że była nie tylko piękną kobietą, ale także mądrym, dobrym, odważnym człowiekiem, który dobro innych stawiał nad własne bezpieczeństwo. W roli Antoniny zobaczymy dwukrotnie nominowaną do Oscara Jessicę Chastain. W pozostałych rolach m.in.: Johan Hendelbergh (w roli Jana Żabińskiego) i Daniel Brühl.

Czas trwania akcji: 05.09.2017 – 05.10.2017 roku. Wyniki zostaną opublikowane na www.ohme.pl do dnia 15.10.2017.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Listy do redakcji

„Dostawał w tyłek, bo go kocham, bo chciałam go wychować na dobre dziecko. Biłam, bo nic innego nie pomagało”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 października 2017
Fot.iStock/wundervisuals
 

Biłam mojego niespełna 4-letniego syna. Dostawał w „tyłek” bo go kocham, bo chciałam go wychować na dobre dziecko, biłam bo nic innego nie pomagało, z bezsilności, bo zostałam sama z jego problemami. Nie zrozumcie mnie źle. Próbowałam opanować jego ataki agresji i wściekłości, jego ogromną chęć rządzenia wszystkim i wszystkimi. Na każde „nie” z naszej strony reagował furią. Prosiłam, tłumaczyłam, przekupywałam, groziłam klapsem, płakałam i błagałam. Ale niestety nic nie pomagało. Jedyne co działało to strach mojego dziecka przede mną.

Nienawidziłam tego robić, czułam wstręt do siebie i wyzywałam siebie od najgorszych. Ale kiedy syn znowu kogoś pogryzł czy pobił znowu go biłam. On płakał. Ja nie- byłam przy nim twardą, wredną suką. Swój płacz zostawiałam na noc, kiedy mały spał. Kładłam się wtedy koło niego i godzinami przytulałam go, mówiłam, że przepraszam, że go kocham.

Zaraz na końcu września, jak tylko syn poszedł do przedszkola, zostałam wezwana do pani dyrektor. Na podstawie jego zachowania (również tam był agresywny, nie było dnia bez awantury), razem z panią pedagog stwierdziły, że ma autyzm. Dały mi czas do końca października na poprawę, bo jak nie mam usunąć dziecko z placówki. Załamałam się, przepłakałam cały dzień ale wtedy też podjęłam decyzję, że nie poddam się tak łatwo.

Po kryjomu przed rodziną pojechałam z nim do neurologa. Pani doktor postawiła diagnozę: brak autyzmu, zaburzenia słuchu spowodowane przerostem trzeciego migdała, opóźniony rozwój mowy przy jednoczesnym rozumieniu poleceń, zaburzenia integracji sensorycznej i cóż , ogromne błędy wychowawcze. Rozpłakałam się wtedy. Tłumaczyłam, że jest mi ciężko cokolwiek z synem wypracować bo wszyscy w rodzinie go rozpieszczają, pozwalają mu robić co tylko chce (jedyny wnuk od jedynego syna oprócz dwóch córek). Od kiedy się urodził, nasza córka straciła z ich strony jakiekolwiek zainteresowanie. Była cały czas przez nich pouczana, że jest starsza to powinna mu ustąpić. A kiedy płakała jak ją uderzył, twierdzili, że nie ma o co robić afery bo nie uderzył jej zbyt mocno. Przyznałam się pani doktor, że go bije, że jest mi z tym źle, że córki, nigdy w życiu nie uderzyłam. Mówiłam, że kiedy tłumaczyłam im, że musimy być wszyscy konsekwentni, stanowczy, że to mu pomoże, to oburzali się, że przesadzam, że sam z tego wyrośnie.

Wróciłam z nim do domu, wyżaliłam się mojej mamie. I to ona powiedziała mi, że jeśli go kocham to powinnam o niego walczyć, żebym nie słuchała, co mówią inni, tylko robiła to, co mi podpowiada instynkt. Wzięłam się do roboty. Na początku telefon do rzecznika praw dziecka i  od razu moja wygrana – władze przedszkola nie mogą usunąć dziecka bez mojej zgody. Następnie internet i noce spędzone na poszukiwaniu różnych form terapii, które mogą pomóc. Już wtedy przekonałam się, że poleganie na samych państwowych poradniach pedagogiczno- psychologicznych to porażka. Znalazłam panią, która pracowała integracją sensoryczną, inna metodą Castillo Moralesa, psychologa, logopedę (niezastąpiona metoda krakowska), refleksoterapię, basen, zajęcia z hipoterapii. Postarałam się o opinię o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju, w ramach których dużo z tych zajęć miał bezpłatnie. I rozpoczęłam walkę.

Pierwsze pół roku wszystkich tych zajęć było koszmarem. Mały złościł się strasznie, bił, gryzł terapeutów i mnie, w ogóle nie chciał współpracować, krzyczał tak głośno, że zanim weszliśmy na terapię wszyscy wiedzieli, że się zbliżamy. Do tej pory pamiętam ten współczujący i oceniający wzrok innych rodziców. Dalej po każdej aferze na zajęciach dostawał ode mnie lanie za to, że był niegrzeczny. Również przed każdymi zajęciami ostrzegałam go, co go czeka jak będzie się źle zachowywał. Codziennie ćwiczyłam z nim też w domu, często w nocy jak już spał masowałam go, uciskałam punkty. Spałam po 3 – 4 godziny. Buntował się, złościł ale ja byłam stanowcza. Cały czas powtarzałam, że to ja rządze, nie on i tak dzień w dzień to samo. Mąż i teściowie złościli się na mnie, że go męczę, że ciągle gdzieś wiozę na jakieś zajęcia. Ale nie słuchałam ich. Czasami tylko jak bardzo mi dogryźli to sobie popłakałam z żalu w nocy w poduszkę.

Byłam zawzięta i nie odpuszczałam sobie ani małemu.

I wreszcie zaczęło się dziać to, na co tak długo czekałam. Powoli, powoli syn chyba zrozumiał, że nie wygra, że nie opłaca mu się robić awantur na zajęciach a nawet chyba z czasem pojął, że te „męczarnie” , na które musi chodzić mają jakiś sens. Wyciszył się, zniknęła jego agresja, zaczął o wiele lepiej mówić. Kiedy pani z przedszkola powiedziała mi, że zapytała syna, kto go nauczył tak pięknie mówić, on powiedział: moja mama, wybuchnęłam płaczem.

Teraz dalej ćwiczymy w domu, a na zajęcia syn biegnie w podskokach uśmiechnięty. Nie bije go. Zmienił się z agresywnego chłopca w gadułę, otwartego na ludzi i wesołego dzieciaka. Rodzina twierdzi, że sam wyrósł z „tego”, pedagodzy, którzy wcześniej twierdzili, że nic z niego nie będzie, nazwali „metamorfozą roku”, pani w zerówce nie mogła uwierzyć w to, że on był kiedyś niegrzeczny albo agresywny.  Bez problemu mogę z nim pójść do sklepu i zrobić spokojnie zakupy. Pomaga mi w domu- sam sprząta swoje zabawki, talerze i kubki po jedzeniu, wyciąga rzeczy ze zmywarki i nawet odkurza swój pokoik.  W wieku 6 lat pięknie czyta, dodaje i odejmuje do 10. A ja? Ja jestem tak mega, przeogromnie dumna z niego i  tego co osiągnął . Mimo, że wszyscy inni go rozpieszczali to do mnie pierwszej biegnie, żebym go przytuliła, mówi, że mnie kocha i że jestem najlepszą mamą.

Czasami myślę, czy kiedyś mi wypomni to, że go biłam, czy będzie mnie osądzał? A drugiej strony zastanawiam się jaki by był gdybym pozwoliła mu rządzić, bić, krzyczeć? Co by było gdybym odpuściła sobie chodzenie na terapie, ćwiczenia w domu, konsekwencje? Jaki by był ?

Koleżanka, która pracuje z trudnymi dziećmi powiedziała, że powinnam napisać książkę o tym, co przeszliśmy z moim synem, że zajęcia z dziećmi powinny najpierw zaczynać się od „terapii szokowej” dla rodziców, którzy najczęściej uważają, że to szkoła czy terapeuci są od tego aby pomóc dzieciom, którzy myślą, że jak raz na tydzień zabiorą syna czy córkę na terapię, powinno pomóc i nie chcą poświęcić swojego czasu na codzienne ćwiczenia z dzieckiem w domu.

Pamiętam, jak kiedyś przeczytałam słowa Korczaka do rodziców na temat zwalczania złych nawyków u dzieci. Owszem pokonałam je, ale niestety jedynym sposobem do osiągnięcia tego celu była moja przemoc wobec mojego dziecka. To w połączeniu z różnymi terapiami i konsekwencją oraz stanowczością podziałało. Piszę to wszystko chyba po to, żeby ktoś mi dał rozgrzeszenie za to co zrobiłam bo mimo tego, że widzę same pozytywne efekty mam wciąż wyrzuty sumienia, wciąż pamiętam co mu zrobiłam. Chciałabym, żeby ktoś powiedział, że mimo wszystko wykonałam kawał dobrej roboty, że byłam dzielna. Że jestem dobrą matką?

 


Listy do redakcji

10 powodów, dlaczego warto zrobić sobie przerwę od kawy. Akcja #30dnibezkawy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 października 2017
Fot. iStock/Ridofranz

Nie wiedziałam, że propozycja zrobienia sobie przerwy w piciu kawy wywoła tak wiele emocji! Ba, nie zdawałam sobie nawet sprawy, że tak bardzo przywiązujemy się do własnych nawyków i przyzwyczajeń. A pojawiające się pytanie, że właściwie to po co rozstawać się z kawą zmusiło mnie do wyłuskania właśnie tego, dlaczego warto.

I umówmy się – ja nie mówię o porzuceniu kawy całkowicie, z tym byłoby pewnie ciężko, ale o detoksie 30-dniowym, który warto przejść. Dlaczego? Oto kilka istotnych powodów.

Przerwa w uzależnieniu

Jakby nie patrzeć kofeina jest substancją uzależniającą. W jakim stopniu? Tu pewnie można dyskutować, ale jednak jest, bo kofeina zmienia chemię mózgu, czego skutkiem jest potrzeba zwiększania dawki kofeiny, by osiągnąć pożądane rezultaty. Przerwa w piciu kawy powoduje przerwanie cyklu i uwalnia nas od konieczności codziennego podawania organizmowi kofeiny.

Obniżenie ciśnienia krwi

Dobra, jestem przed 40-tką, więc bardziej powinnam uważać na swoje zdrowie i dbać o siebie, a jednak kofeina może podnieść ciśnienie krwi. Przerwa w jej spożyciu działa więc dla nas korzystnie i daje odpoczynek naszemu sercu.

Lepszy sen

Kofeina może znacznie zmniejszyć ilość i jakość snu. Picie kawy lub napojów energetycznych zbyt późno może zakłócić sen, ponieważ czas działania kofeiny wynosi od czterech do sześciu godzin. Okazuje się, że ci, którzy przestają pić kawę po godzinie 12-tej w południe zgłaszają lepszą jakość snu.

Poprawa nastroju

Zobaczcie, jak bardzo się frustrujecie do czasu, aż wypijcie kawę z samego rana. Sama jestem przykładem na to, że dopóki nie wypijałam porannej kawy byłam podminowana, zniecierpliwiona. Teraz, od kilku dni to napięcie odpuściło…

Zmniejszenie niepokoju 

Czy wiecie, że kofeina zwiększa poziom lęku?  Ma to związek z tym, że kofeina stymuluje gruczoły nadnerczy.

Ograniczenie bólu głowy

Zdziwieni? Kofeina jest jednym z czynników wywołującym bóle głowy. Może być migrenowym wyzwalaczem.

Rzadsze wizyty w toalecie 

Kawa powoduje częste wizyty w toalecie. Jestem na to żywym przykładem. U niektórych osób może powodować także problemy z nietrzymaniem moczu.  Częste wizyty w toalecie mogą być bardzo uciążliwe zwłaszcza podczas spotkań. ale co ważne – częste oddawanie moczu pozbawia nas minerałów, takich jak wapń, magnez i potas. Brak równowagi elektrolitowej może prowadzić do poważnych powikłań.

Brak bólu brzucha

Kwasowość kawy jest związana z dyskomfortem trawiennym, niestrawnością, jej nadużywanie zaburza równowagę w florze jelitowej. To jest jeden z plusów, które ja już dostrzegam – nie boli mnie brzuch.

Zdrowsza dieta

Wiecie, co już zauważyłam? Wcześniej, gdy piłam kawę z samego rana byłam w stanie obejść się bez śniadania, co wiem, że jest złe i że śniadania są niezwykle ważne choćby w celu utrzymania wagi. Teraz rano po wypiciu kawy zbożowej i szklanki wody jestem przyjemnie głodna i w końcu nie mam problemu ze zjedzeniem śniadania.

Lepsze samopoczucie

Kofeina w kawie zwiększa katecholaminy, hormony stresu. W odpowiedzi na stres nasz organizm zwiększa ilość insuliny, a ta tym samym zwiększa stan zapalny. To wszystko sprawia, że czujemy się kiepsko.

I jak? Uspokoiłam tych, co oburzali się na ten pomysł? A może warto przyjrzeć się temu, dlaczego odstawienie kawy budzi w nas taki opór. Nie jest łatwo – żeby nie było. Zwłaszcza, gdy w niedzielę po obiedzie pod nos serwują ci twoje ulubione lody, a ty masz je zjeść bez kawy?!? Mój mózg broni się przed odstawieniem, łapię się na tym, że myślę, że senność to przez brak kawy, a to pewnie jeden z syndromów odstawienia. To co czuję po tych kilku dniach, to z pewnością brak bólów brzucha, tego uczucia właśnie zakwaszenia organizmu i nie ukrywam – jest to miłe.

A u Was, jakie zmiany? Jaka motywacja dla porzucenia na 30 dni kawy? Napiszcie w komentarzach, a tych którzy mają wątpliwości, zachęcam do przyłączenia się. Warto coś zrobić dla swojego zdrowia. Ja cały czas myślę, jak pysznie będzie mi smakować kawa, kiedy w końcu się jej napiję.

Akcja #30dnibezkawy

Zadanie konkursowe: Przyjmij wyzwanie #30dnibezkawy i pod kolejnymi artykułami dotyczącymi akcji, w komentarzach bądź ze mną, pewnie będę miała niejedno pytanie dotyczące tego, jak się czujecie i czym zastępujecie kawę. Ja chcę na 30 dni wyeliminować kawę, by dać swojemu organizmowi oddech od jej nadmiaru. Co mnie do tego skłoniło? Informacja o tym, jak wiele pozytywnych właściwości ma kawa zbożowa. Czy dam radę? Nie wiem, ale przecież spróbować zawsze mogę. A ty? Dlaczego chcesz dać sobie wytchnienie od kawy naturalnej? Napisz, jak będzie nas więcej, to może damy radę!

Nagrody: Dla najbardziej aktywnych i wspierających uczestniczek akcji Inka ufundowała zestawy kawy zbożowej.

Nagrody:

Nagroda I stopnia

1 x zestaw Inka w skład, którego wchodzą:

1 x Porcelanowy imbryk Eva Solo w czerwonym „sweterku”

1 x kubek Inka

1 x puszka Inka Klasyczna

1 x Inka Magne

1 x Inka Błonnik

1 x Inka Wapń

1 x Inka z orkiszem

1 x Inka Bio z figami

1 x Inka karmelowa

Nagroda II stopnia

2 x zestaw Inka w skład, którego wchodzą:

1 x kubek Inka

1 x poduszka Hayka wypełniona łuską gryki

1 x puszka Inka Klasyczna

1 x Inka Magne

1 x Inka Błonnik

1 x Inka Wapń

1 x Inka z orkiszem

1 x Inka Bio z figami

1 x Inka karmelowa

Nagroda III stopnia

7 x zestaw Inka w skład, którego wchodzą:

1 x kubek Inka

1 x puszka Inka Klasyczna

1 x Inka Magne

1 x Inka Błonnik

1 x Inka Wapń

1 x Inka z orkiszem

1 x Inka Bio z figami

1 x Inka karmelowa

 9720017-01-Inka-Wapn-100  9483923-10-Inka-Magne-100  9483998-03-Inka-Blonnik-100g
9720051-00-Inka-Bio-Orkiszowa-100g 9960957-10-Inka-puszka-2014 inka kubek wizualizacja lg 9720052-00-Inka-Bio-Figowa-100g 9483967-04-Inka-karmelowa-200g
czajnik+kubek-lg big_STRAW_buckwheat_50x30

Akcja trwa od 28.09.2017 do 27.10.2017 roku.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.


Zobacz także

„Pamiętam jak skrawek miejsca na mym łóżku znajdywałeś, by móc przy mnie oko zmrużyć”. Akcja „List do dziecka”

„Marzę o tym, żebyś była po prostu sobą. Bez etykietki niepełnosprawnego biedactwa. Wierzę w Ciebie…”. Akcja #matko i córko

Nikt tak, jak inna kobieta, nie potrafi zniszczyć drugiej kobiety. Dlaczego jesteśmy mistrzyniami w podkładaniu sobie świń?