Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Och, tato! Musiałam Cię zabić już w swojej głowie… Na wszelki wypadek.”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 października 2015
 

Och, tato!

Dlaczego kiedy dzwonię tak szybko mówisz: „zadzwonię wieczorem”?
Och, tato!
Przez telefon słyszę Twój wystraszony głos. Jesteś taki mały, szczupły, słaby, cichy.
Och, tato!
W rzeczywistości byłbyś twardy. Wszystko schowałbyś za mimiką, grubą skórą pokrytą bruzdami, gestami, rozmową z innej beczki o tym jak wrzuca się do automatu w szpitalu 2 złote i można oglądać telewizję przez jakieś 2 godziny.
Och, tato!
Dlaczego gaśniesz? Jesteś jeszcze taki młody! Co się stało?!
Och, tato!
Nigdy mnie nie przytulałeś. Nie pamiętam. Teraz mój chłopak musi mnie tulać, inaczej dostaję histerii.
Och, tato!
Musiałam Cię zabić już w swojej głowie. Jesteś martwy, to straszne. Straszne. Byłam już na Twoim pogrzebie i pamiętam w co byłam ubrana. Na wszelki wypadek.
Och, tato!
Duszę się, bo pamiętam jak całkiem niedawno zabrałeś mnie do Kędzierzyna–Koźle i pokazałeś miejsca, gdzie spędziłeś swoje młodzieńcze lata, gdzie mieszkała Twoja niemiecka narzeczona. Ja też pokażę swoim dzieciom i potem umrę.
Och, tato!
Dlaczego czas tak szybko mija a ja mieszkam 5 godzin drogi od Ciebie! Gdyby nadszedł ten czas — nie mam szans.
Och, tato!
Dlaczego tak mało kochałeś mamę, tak rzadko mówiłeś jej, że ją kochasz? Czy ona wie? Boję się.
Och, tato!
Słyszę Twój strach wtedy gdy mówisz „zadzwonię wieczorem”, bo tak naprawdę Cię boli i boisz się, że się dowiem. Wiem.
Och, tato!
Dlaczego pozwoliłeś mi Cię zabić? Duszę się, bo jesteś martwy, a żyjesz. Dlaczego nie mogę żyć z tym, że powoli odchodzisz? Jesteś jeszcze taki młody!
Och, tato!
Mojemu chłopakowi wyrośnie nad tyłkiem taka sama wycieraczka z włosów, jaką Ty masz. Sprawdzałam.
Och, tato!
Dożyj do mojego ślubu! Do pierwszego dziecka, do posadzenia sadu…
Och, tato!
Dopiero niedawno zaczęłam Cię rozumieć, kochać, szanować. Poznajmy się jeszcze trochę…

O.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Prawdziwa miłość wybroni się sama, nie trzeba nic udowadniać, do niczego przekonywać, o nic prosić.”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
26 października 2015
 

Drogi M.

Kiedy zobaczyłam Cię po raz pierwszy, a to już będzie jakieś 9 lat temu, od razu w mojej głowie zaświeciła się lampka. Mówią, że nie ma miłości od pierwszego wejrzenia, a ja jednak śmiem twierdzić, że jest inaczej….

Przez prawie 5 lat łączyły nas tylko relacje służbowe. „Tylko”, choć to na nich zbudowaliśmy swoją przyjaźń: wzajemne relacje oparte na coraz większym zaufaniu, sympatii i życzliwości. Lubiłam, kiedy prosiłeś mnie o radę, bo czułam się wtedy potrzebna. Współczułam, kiedy pisałeś o trudnych doświadczeniach z dzieciństwa i myślałam wtedy o tym, że bolesne wspomnienia nas łączą. Byłam dumna, kiedy okazywałeś mnie swoje zainteresowanie: nawet nie wiesz, jak może cieszyć mms z widokiem na morze….

Jakoś przeoczyłam w tym wszystkim osobę, która potem okazała się najważniejsza. Wiesz, o kim mówię. To E.

Nadszedł dzień, który nieoczekiwanie zmienił wszystko. Przypadek, zbieg okoliczności?? Nie wiem, co zadziałało. Wtedy myślałam, że to przeznaczenie. Dzisiaj, że to raczej był pech.

Zbliżyliśmy się do siebie. Bardzo. Najintymniej jak można. Ja pamiętam tę datę do dzisiaj: 15 lipca 2011 r. Ty już następnego dnia chyba wykreśliłeś ją z pamięci. Wtedy tego nie widziałam, dziś wiem, że tak po prostu było.

Cztery kolejne lata to była ciągła walka: zostać czy odejść, walczyć czy się poddać, warto zabiegać o uczucia czy odpuścić??? Prawdziwa miłość wybroni się sama, nie trzeba nic udowadniać, do niczego przekonywać, o nic prosić.

Między kolejnymi rozstaniami, moimi postanowieniami, że to już koniec, między wylewanymi łzami i przykrymi słowami, których nie szczędziłam, były chwile piękne, cudowne, przepełnione miłością i czułością. To właśnie one sprawiały, że nie chciałam/ nie umiałam (?) odejść…

Każda kobieta potrzebuje ciepła, akceptacji, miłości. Twoja „miłość” (?-nie znam synonimu, który mógłby właściwie zastąpić to słowo) do mnie dodawała mi skrzydeł. Byłam gotowa zrobić dla Ciebie wszystko i tyle też z siebie dawałam. Stąd każdy mój czuły gest, romantyczne słowo, wsparcie, troska…. Romantyczna kolacja? Przygotuję. Kolejny projekt? Zrobię. Choćbym nie miała sił, choćbym  czuła, że i tak nie wywalczę Twojej miłości, to zrobię to. DLA CIEBIE. Żebyś choć przez chwilę był MÓJ.

Tylko że Ty nigdy mój naprawdę nie byłeś. Ile w tym naszym „związku” –tak pogmatwanym, że aż trudno to pojąć – było TWOJEJ miłości, TWOJEGO wsparcia, TWOICH starań…??? Znamy odpowiedź.

Czułam, kiedy coś zaczęło się naprawdę psuć. Przeczuwałam, że – choć pozornie jesteśmy ze sobą bliżej niż kiedykolwiek wcześniej – to tak naprawdę jest to początek końca. Mówiłam: „Jeżeli chcesz odejść, powiedz mi”. Nigdy mi tego nie powiedziałeś. Pewnie nie miałeś odwagi. Swoim postępowaniem chciałeś doprowadzić do tego, żebym zrozumiała, że sama powinnam odejść.

Nie chcę wracać pamięcią do tego momentu, kiedy po prawie 4 latach wszystko się rozpadło. Ktoś może powiedzieć: nie mieliście ślubu, nie macie dzieci, nie tworzyliście formalnego związku. O co taka afera? Ty piszesz: „Przestań lamentować. Wiedziałaś jak jest”. No właśnie nie wiedziałam. Myślałam, że skoro się ze mną spotykasz, to jednak musi Ci na mnie zależeć. Chwilowa namiętność szybko mija, a zostaje uczucie. Ja uważałam, że 4 lata to długo. Myślałam, że jest Ci ze mną dobrze. Zawsze mówiłeś, że uwielbiasz się ze mną kochać. Że jestem kochana, dobra, zasługuję na to, co najlepsze… Tak mówiłeś….

Dzisiaj… Dzisiaj, to we mnie jest dużo żalu, pretensji, złości, niewypowiedzianych słów. Już nie jestem wesołą, roześmianą dziewczyną, która widzi wszystko w pozytywnym świetle. Dziś jestem częściej smutna, zła, przygnębiona. Na szczęście jeszcze dość silna.

Zabrakło rozmowy, słowa „przepraszam”. Może nie chciałabym wtedy tego słuchać. Ale minęło pół roku od rozstania i wiem, że tego zabrakło najbardziej.

Byłeś dla mnie ważny. Byłeś mi potrzebny. Byłeś w moich myślach, gdy zasypiałam i gdy się rano budziłam. Byłeś uosobieniem miłości, o którą warto walczyć. Byłeś smakiem największej słodyczy. Byłeś dotykiem, który przeszywał dreszczem. Byłeś ciepłem, które ogrzewało w najchłodniejsze chwile.

BYŁEŚ. Czas przeszły.

Przepraszam, że pozwoliłam sobie uwierzyć, że możemy razem zbudować piękny związek na całe życie.

Przepraszam, że nie umiem wybaczyć. Byłoby łatwiej.

Twoja A.


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres [email protected] – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO



Listy do redakcji

Zanim wystartujesz w wyścigu po dziecko – zrelaksuj się tu i teraz i zacznij od zdrowia, tylko ono nie może zaczekać

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
26 października 2015
kwas foliowy - epigenetyka
Fot. iStock / AleksandarNakic

Ciągle się ścigamy – z czasem i biologią, z innymi i z samą sobą. W pędzie po najlepsze, często zapominamy o tym, co jest ważne tu i teraz. Czasem rzeczy proste i oczywiste, najłatwiej nam umykają.

Tak. To najlepsza pora, żeby o siebie zadbać. Usłyszysz to od przyjaciół, rodziny i ginekologa podczas wizyty w poradni. I w sumie sama o tym wiesz. Przecież chodzi o twoje dziecko. Tylko co się za tym zadbać kryje?

Twoje dziecko zasługuje na wszystko co najlepsze. Już od samego początku ciąży – dbasz najlepiej jak potrafisz o jego przyszłość. Zdrowa dieta, pożegnanie z nałogami, aktywność fizyczna, regularne wizyty u lekarza i badania. Potem przygotowujesz świat, który będzie je otaczał. Zaczynając od ubranek z ekologicznej bawełny, po precyzyjny przegląd dziecięcych słoiczków sklepach – tak na przyszłość, bo przecież to bardzo ważne. I ganiasz za ekologiczną marchewką, śpiochami z certyfikatem – robiąc przerwy na przeglądanie katalogów z meblami – oczywiście tymi bezpiecznymi, z drewna, Eko-bejcą i ochraniaczem w prezencie, ale…

… czy w tych wszystkich ważnych sprawach nie zapomniałaś o tym najważniejszym?

A jak dbasz o siebie? Owszem, wszystko co robisz jest bardzo ważne i potrzebne. Ale to nie wszystko. Zapomnij na chwilę o pospiechu i polowaniu na wszystko to, co najlepsze dla swojego dziecka i wróć na początek.

Nie startuj w wyścigu

Po co tak biec? Gdy już dotrzesz do celu i staniesz na podium „Dziecko” zadyszka będzie ci zupełnie niepotrzebna. Skup się na tym co jest tobie i dziecku potrzebne. Zacznij od zdrowia – bo tylko ono nie może zaczekać. Zwracasz uwagę na to co jesz, jednak to nie wszystko.

Epigenetyka – zapewnij swojemu dziecku ochronę przed chorobami, zanim się urodzi

Epigenetyka, to stosunkowo młoda dyscyplina w świecie nauki i medycyny. Jednak mimo swojej świeżości, nie można jej odmówić wielkich odkryć.

„To, jak wyglądała dieta naszych przodków oraz jakim wpływom środowiskowym podlegali, zostawiło po sobie trwały ślad w naszym kodzie genetycznym. „Duch poprzednich pokoleń” może być przekazywany w wyniku zmian nie w samej sekwencji DNA, ale przez precyzyjne modulowanie tego, w jaki sposób kod genetyczny zostanie odczytany.”*

Epigenetycy nieco podważyli dotychczasowy model myślenia o genach i dziedziczeniu. I pokazali, że wiele czynników może mieć wpływ na zdrowie i jakość życia następnego pokolenia. A dokładnie, że niedobory żywieniowe podczas ciąży mają wpływ na przyszłość dziecka – na jego podatność na niektóre choroby cywilizacyjne, gdy będzie dorosłym człowiekiem.

„To właśnie epigenetyka powiązała ze sobą geny, środowisko prenatalne, rozwój wewnątrzmaciczny oraz narażenie na choroby w wieku dorosłym.”*

Zmiany epigenetyczne mogą powstawać na każdym etapie rozwoju – jednak według prowadzonych badań najbardziej wrażliwe jest na nie ludzki zarodek na początku ciąży. Bardzo wrażliwym okresem jest czas od zapłodnienia do zagnieżdżenia w macicy – pierwsze osiem dni. Dieta przyszłej mamy ma kluczowe znaczenie i wpływ na rozwój dziecka na wszystkich etapach ciąży. To właśnie ona zdeterminuje w dużym stopniu kształtowanie się cech morfologicznych i fizjologicznych rosnącego organizmu.  Wiemy również, że sama zdrowa i zbilansowana dietach zazwyczaj nie jest w stanie dostarczyć organizmowi wszystkich niezbędnych składników lub nie są one w pełni przyswajane. Potrzebna jest zewnętrzna pomoc. Kwas foliowy, kwasy DHA czy witamina D3 – są szczególnie zalecane przez specjalistów  kobietom planującym ciąże, ciężarnym oraz mamom karmiącym piersią.

W Polsce wcale nie jest różowo. Podczas przeprowadzonych badań, okazało się, że polskie mamy – w olbrzymim stopniu nie realizują tych zaleceń.

„W populacji polskich kobiet w wieku rozrodczym stwierdzono znaczne niedobory kwasu foliowego: aż 90% kobiet nie przyjmowało rekomendowanej dawki 400 μg tej witaminy o udowodnionym korzystnym wpływie na redukcję wad cewy nerwowej”*

Nie napawa optymizmem fakt, że kwas foliowy jest od lat zalecany przyszłym mamom, to taki absolutny produkt podstawowy, standardowy (i niedrogi) suplement diety. A gdzie pozostałe składniki, których nie zdołamy dostarczyć ciału?

Pozostałe elementy, które mają epigenetyczny wpływ na matkę i dziecko, to cholina, kwas dokozaheksaenowy, witamina D3, jod, selen i żelazo.

Szybko można się przekonać, że wybór przysłowiowych „witaminek” w okresie ciąży wcale nie jest łatwy. Przede wszystkim należy korzystać tylko z preparatów przeznaczonych dla przyszłych mam (nadmiar niektórych witamin może być wręcz niebezpieczny dla rozwijającego się dziecka),  a wśród nich warto zawierzyć preparatowi kompleksowemu – który zaoszczędzi nam zjadania tony zbędnych suplementów i tableteczek. W ciąży nie liczy się bowiem nadmierna ilość a jakość.

Produkty marki Prenatal wykorzystują w swoim składzie tylko potrzebne i skomponowane w odpowiednich proporcjach składniki – wykorzystując najnowsze osiągnięcia epigenetyki i w zgodzie z zaleceniami specjalistów. Warto zwrócić uwagę na fakt, że ich producent proponuje inny rodzaj produktów – ze względu na tydzień ciąży. Dla mnie to znakomita wskazówka. Wiem, że dziecko na różnych etapach rozwoju potrzebuje innego rodzaju wsparcia i wiem, że nie jest to tylko pusty slogan z opakowania.

Gonimy za designerskim wózkiem, Eko-meblami z dobrą metką, wydajemy często tysiące złotych, aby zapewnić potomstwu bezpieczeństwo.  Może warto zacząć od drobnej inwestycji w nowoczesne suplementy dla kobiet w  ciąży, skoro już wiemy, że w przyszłości zaprocentuje po stokroć – i nie da się tego przeliczyć na żadne pieniądze? Chyba warto zjechać na jedno okrążenie w tym szalonym wyścigu i zacząć tych rzeczy często prostych, małych – ale najbardziej potrzebnych. Na całą resztę będziemy mieli jeszcze sporo czasu.


Artykuł powstał we współpracy z firmą HOLBEX

* Krzysztof Kamiński, Marzena Kucia, Ewa Wietrak „Epigenetyka, czyli jak przez metylację możemy oszukać genetyczne przeznaczenie”; „Postępy Neonatologii” nr 1/2015

kwas foliowy


Zobacz także

Akcja #BeMumSelf

Zapomniałam o sobie. Zrozumiałam, że jeśli ja sama się o siebie nie upomnę, nie zrobi tego nikt inny. Akcja #BeMumSelf

Może to szansa, że zmienimy się jako ludzie? #WspierajmySię

Pamiętaj, kochana, że zawsze przychodzi poranek, kiedy wszystko wygląda inaczej… List do siebie samej