Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „List do siebie samej”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 listopada 2015
 

Kochana na wstępie chcę ci powiedzieć jak serdecznej przyjaciółce, że jesteś fajną babką tylko troszkę pogubioną. Znam Cię 40 lat i mam o tobie dobre zdanie, ale często jak na ciebie patrzę to się zastanawiam: Jak ktoś taki mógł się tak pogubić, tak dać się omotać? za co? za kilka słodkich słówek, za chwilki uniesień, za kilka obietnic…No myślałam, że z ciebie bardziej racjonalna osoba.
Tak na marginesie, wiem że nie wiele osób zna cię tak jak ja. Wiem, że nie wszyscy są tacy wspaniałomyślni i mówią to, co myślą. I  tylko szkoda, że ja nie potrafię zmobilizować cię do zmiany, która jest ci tak bardzo potrzebna.

Spójrz na siebie.

Latka lecą. Lustra i wagi łazienkowej nie oszukasz. Ludziom łatwiej wciskać kit, że ci nie zależy, że masz to gdzieś. Ale ja przecież wiem, przecież Cię znam. Zależy ci. Tyko że Ty chwiałabyś przeglądać się w męskich oczach a nie w lustrze, ciągle sprawdzając jak bardzo się zestarzałaś, A w łazience chciałabyś robić inne rzeczy niż stanie na wadze. Ale czego TY się boisz? Matki? Sąsiadów? Znajomych? A może dzieci? Że pomyślą że zwariowałaś? Ze egoistka? Że strata czasu skoro tyle razy ci się nie udało? Nie wiesz od czego znacząc? Nie wierzysz, że się uda? Nie masz dla kogo? No widzisz jak Cię znam.

Czasem warto stanąć twarzą w twarz i powiedzieć samej sobie. JESTEŚ DO DUPY. TAKA JEST PRAWDA. Do niczego.

Że co, że destruktywnie? No cóż? Inaczej mnie nie nauczyłaś o sobie myśleć. I co teraz? Tylko nie rycz? Zrób tak jak zwykle, podnieś dupę i idź zeżreć ostatni kawałek ciasta, pocieszyciela. Potem idź do łazienki i wejdź na wagę i się załam swoją wiernością do zasad.

Zasada nr 1 to codzienne dokopanie sobie.Zrobione. Jesteś w tym niezawodna. I co dalej? Dalej jak zwykle. Żal dupę ściska, że nie urodziłaś się gdzie indziej, nie wyszłaś za kogoś innego…. Tylko dzieci byś nie zmieniła i psa… i wierności do koloru swoich paznokci. Czerwony to kolor miłości. Tylko czemu nie masz tej miłości do samej siebie?

Myślałaś kiedyś o tym żeby coś zmienić, ale tak naprawdę? Myślałaś, żeby być tak odważną i wziąć sprawy w swoje ręce. Wziąć odpowiedzialność za swoje życie i zacząć działać. Może już nie myśl. Tobie to chyba jednak szkodzi. Tylko podejdź teraz do lustra. I powiedz. Tak prosto w twarz. Kiedy cię widzę to się wstydzę, że taką Ciebie nosi świat.

Mam nadzieję, że mi wybaczysz tą szczerość. I może szorstkość. Ale to ciągłe litowanie się nad Tobą już mnie mocno mierzi. Szukam sposobów na to żebyś jednak zechciała zobaczyć w sobie tę fajną, mądrą kobietę, która znam tylko ja…

Przytulam Cię mimo wszystko mocno.
Twoja Ty

PS: Tak mi się spodobało pisanie tych listów że nie mogłam się powstrzymać.

PS2: Jestem fanką M. Ohme. Mega pozytywna kobieta!
Z pozdrowieniami dla całej redakcji. Podejrzewam że wszystkie jesteście MEGA


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO

 


Listy do redakcji

Gotowanie – intymnie. Pozytywnie miesza w życiu, daj mu się uwieść

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 listopada 2015
Fot. iStock
 

Nigdy nie lubiłam gotować. W kwestii gotowania zawsze potrafiłam wykpić się byle pretekstem. Z reguły miałam szczęście: oni w kuchni radzili sobie świetnie. Ja ograniczałam moje kuchenne czynności do przygotowania kanapek z żółtym serem, pomidorem wyciętym w serduszko i szczypiorkiem, parzonej zielonej herbaty, albo maślanych ciasteczek w cudnych kształtach.

Po urodzeniu pierwszego dziecka stanęłam przed koniecznością nauki, choćby podstaw, gotowania. Jako prekursorka macierzyńskiego hipsterstwa, postanowiłam sobie między innymi, że wszystkie „pierwsze” potrawy dla mojego dziecka będę przygotowywać sama…

Dziś, choć zmieniło się wiele, nadal nie umiem rozmawiać o przepisach i proporcjach. Dla mnie gotowanie to rzecz intymna.

Za to kocham:
– przeglądać i kupować książki kucharskie. Mogę godzinami podziwiać kolorowe zdjęcia pieczonych kaczek, perliczek i kurczaków, świeżych warzyw i owoców. I pożerać je wzrokiem, razem ze skórką.

– patrzeć jak gotują inni. Słuchać jak kroją i siekają świeżą pietruszkę i koperek, jak łączą starannie wybrane (albo znalezione akurat pod ręką) składniki i próbują swoich dań. I jak dodają do nich przyprawy albo badają miękkość i kruchość mięsa.

– oglądać „Życie od kuchni” i „Czekoladę” i trafiać przypadkiem, (by za chwilę zupełnie się w nich zatracić) na książki takie jak ” Moje życie we Francji” Julii Child.

Bo całe to kucharzenie, o ile nie jest jedynie męczącym domowym obowiązkiem, może nam naprawdę dużo dać, jak każda ulubiona czynność wykonywana z odrobiną namiętności. Nie wierzycie? Przeczytajcie…

1. Gotowanie daje ci poczucie kontroli

W kuchni decydujesz tylko ty, bo to twój smak jest tu najważniejszy. Jeśli zaczynasz, nie daj się wciągnąć w gotowanie z mamą, teściową, przyjaciółką. Zaczynaj sama, od czego tylko chcesz i próbuj, aż poczujesz się pewniej. Jeśli uznasz, że ci nie wyszło, zawsze możesz spróbować jeszcze raz. I jeszcze następny. Tu chodzi o ciebie. Badania wykazują, że gotowanie sprzyja nauce samodzielnego podejmowania ważnych decyzji oraz rozwojowi „zdrowej” asertywności.

2. Gotowanie zbliża cię do ukochanego/ukochanej, do dzieci

Wspólne przygotowywanie posiłków na domowy obiad spaja, daje poczucie wspólnoty, to oczywiste, prawda? Dzieci kochają patrzeć jak gotujemy i chcą brać w tym udział. To cudowna okazja, by uczyć je nowych smaków i zasad zdrowego odżywiania, pozwolić im przekonać się co lubią, a co im nie smakuje.

A gotowanie z ukochanym? Pod warunkiem absolutnej równości, jest wzajemnym poznawaniem kulinarnych upodobań i doświadczeń, możliwością uzupełniania się i uczenia od siebie, współpracy. Co w nagrodę? Pyszna, przygotowana wspólnie kolacja i lepsze relacje w związku.

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / tookapic / CC0 Public Domain

3. Gotowanie rozwija wyobraźnię i kreatywność

Bo to dziedzina, w której bardzo dużo eksperymentujemy. Modyfikujemy przepisy według własnych upodobań, zmieniamy proporcje i dodatki… Szukamy, douczamy się, podpatrujemy, tworzymy coś nowego, a czasem „coś z niczego”.

4. Gotowanie pomaga zwalczyć  depresję i smutek

Udowodnili to nawet naukowcy. Po pierwsze, dowiadujesz się, jak gotować zdrowe potrawy. Po drugie, pozwala ci się skupić na czymś pozytywnym i sprawia, że możesz szybko cieszyć się z efektów twojej pracy.

5. Gotowanie może być wyrazem twojej miłości (do siebie i do innych)

Często, nawet nie potrafiąc gotować, wybieramy ten sposób okazywania uczucia. Dlaczego? Bo jedzenie to przyjemność, którą można odbierać wieloma zmysłami…

Gotując, nie zapominajmy o sobie. Rozpieszczajmy się wymyślnymi daniami albo kruchymi ciasteczkami. Albo nawet jajecznicą.

Gotowanie przez lata funkcjonowało w naszej świadomości dwubiegunowo: albo kojarzyliśmy je z babskim, domowym obowiązkiem, albo z męskim szefowaniem kuchni (przecież „wiadomo”, że mężczyźni są lepszymi kucharzami…) . A dziś? Dziś wreszcie gotowanie nie ma płci, jest dla każdego.

Jeśli powrócisz do niego, nawet po kilkunastu nie udanych próbach,  pozwoli ci uspokoić myśli, oderwać się od złych przeżyć, a nawet pogodzić z sytuacjami, na które nie masz wpływu. Daj mu szansę…


Listy do redakcji

Każdy ma swój niewysłany list. „Misiek poczekaj jeszcze chwilę”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 listopada 2015
Fot. Pixabay/Unsplash / CCO

Piszę to, chociaż wiem że nigdy tego nie przeczytasz. Tak jest lepiej, tak jest dobrze. Chociaż ja czuję się okrutnie. Taka zraniona, skrzywdzona, a może trochę oszukana? Jak mała dziewczynka.

Wierzyłam w Ciebie i to co mówiłeś.  Myślałam że jesteś facetem, że wiesz co mówisz, wiesz co czujesz, wiesz czego chcesz i wiesz co chcesz zrobić. A ty okazałeś się zwykłym życiowym pozerem. Zwykłym małym chłopczykiem, który nie potrafi stanąć twarzą w twarz z wyzwaniem. Teraz potrzebny jest czas. Czas  w którym przestaniesz się dla mnie liczyć. Przestaniesz dla mnie istnieć. Przestaniesz być dla mnie priorytetem i najważniejszą osobą w życiu. A byłeś. Byłeś kimś wyjątkowym. Najważniejszym. Byłam w stanie zrezygnować dla Ciebie z części swoich marzeń, pragnień. Swoje życie w ostatnim czasie ułożyłam pod Ciebie. Wiedziałam że nie będzie łatwo. Byłam tego świadoma i wiedziałam że muszę podporządkować się pod Twoje życie, pod Twoje zobowiązania i Twoje obowiązki rodzicielskie. Przecież miałeś córki i złożone kiedyś, komuś obietnice. Byłam na to gotowa i pewnie jako jedna z nielicznych rozumiałam to, a nawet byłam gotowa
pomóc Ci w tym wszystkim.  Poświęciłam Ci dwa i pół roku mojego życia. Jak sam kiedyś zauważyłeś to aż 10%. Ktoś zapyta dlaczego? Dlatego, że wierzyłam i ufałam. W Twoje obietnice, Twoje zapewnienia. Podtrzymywałeś mnie nimi zawsze, kiedy miałam doła i chciałam to wszystko zostawić, zakończyć. A pamiętasz?

Kiedyś przyjechałeś bez zastanowienia, kiedy napisałam Ci że bardzo Cię potrzebuję. Wystarczył jeden sms, a Ty spakowałeś się i po 300 km dojechałeś do mnie koło północy. Jak ja Cię strasznie mocno kochałam! Byłabym w stanie zrobić dla Ciebie naprawdę wszystko. Byłeś dla mnie idealnym mężczyzną.Chciałam dać Ci to wszystko co miałeś do tej pory z nią i znacznie więcej. Wszedł byś w ten związek bez żadnej straty dla siebie. Byłabym w stanie się dla Ciebie poświęcić i myślałam że będziemy najszczęśliwszą parą na świecie. Zwariowaną, szaloną, po prostu szczęśliwą!

No ale nie wyszło….

Ty bałeś się zaryzykować. Uwierzyć że będę w stanie zająć się Twoim nowym domem, prasowaniem Twoich koszul czy wspieraniem Cię w opiece nad dziewczynkami. Wszystko to było na wyciągnięcie ręki. Ale Ty cofnąłeś się do tyłu. To było jak niewypowiedziane: „jeszcze nie teraz” „to nie jest dobry moment” „nie jestem gotów”. Nie mogę jej zostawić. Bo co? – Bo ona sobie nie poradzi. A Ty Dorka jakoś musisz.

!Sorry baby skończyło się Love Story!

Dzięki Bogu nie powiedziałeś „Misiek, to była pomyłka” – bo chyba tego bym już nie przeżyła.

Tak zdecydowałeś. Sam wybrałeś. Świadomie lub mniej ale to był Twój wybór. I tylko Twój bo mnie nie zapytałeś o zdanie. Ale często mnie nie pytałeś i zawsze
raczej robiłeś to, co Ty uważałeś za stosowne.

Teraz Ty będziesz dalej żył obok kobiety, wobec której jesteś tylko tym „z przyzwyczajenia, dla wygody, dla finansowego bezpieczeństwa „. Pewnie znajdziesz sobie nawet kogoś w zastępstwie mnie. Kogoś z kim czasem zaiskrzy, czasem zaszalejesz, zapomnisz, odpłyniesz. Ja? ja znajdę sobie kogoś, bez uczuć, bez emocji, taki zamiennik. To samo imię, podobny styl życia, podobne życie zawodowe i status społeczny. Facet dla zapomnienia, nie myślenia, zagrzebania miłości, która cały czas rozdziera moje serce. Zabija mój uśmiech, moją spontaniczność, moją chęć życia. I wiesz co jest najlepsze? On wie, jesteśmy szczerzy. Wie że jest tu w zastępstwie, jest zamiennikiem.

Ale minie jakiś czas, poukładam sobie to w głowie i w sercu. I znowu będę obłędnie szczęśliwa. Zakocham się w cudownym facecie który tak jak Ty będzie dla mnie inspiracją. Z którym będę celebrować wspólne śniadania, śpiewać ‚Somewhere over the rainbow’- podczas jazdy, któremu będę leżeć na piersi po udanym seksie. To jemu urodzę syna i może nawet dam mu na imię Napoleon. To będzie niezwykłe i cudowne dziecko a my będziemy najszczęśliwsi na świecie. I wiesz co jest ironią losu? – tak bardzo wierzyłam że to czeka właśnie nas, razem, we dwoje. Teraz nie
pozostaje mi nic innego jak tylko w moich wyobrażeniach zostawić wszystko na swoim miejscu. Zmianie ulegnie tylko jedno- tylko Ty. To Twoje miejsce będzie musiał zająć ktoś inny. I to tyle.

Życie toczy się dalej. A każde z nas ma za sobą trochę nowych prywatnych doświadczeń a na sercu jedną ranę więcej.

Na koniec życzę Ci tylko powodzenia i szczęścia przy boku swojej kobiety.

 


Każdy z nas ma swój „niewysłany list”

Czasem zapisany tylko w sercu. Czekający w szufladzie niezałatwionych spraw. Na wysłanie niektórych jest już za późno, na inne brak odwagi, brak aktualnego adresu…  A może wszystko byłoby inne, gdyby się tylko od nich uwolnić?

Piszcie do nas, anonimowo jeśli chcecie. Wyślijcie wreszcie swoje listy i poczujcie ulgę. Wybrane listy nagrodzimy bonami zakupowymi o wartości 200 zł do Limango.

Listy wysyłajcie na adres kontakt@ohme.pl – w temacie wiadomości wpisując „Niewysłany list”

Wszystkie „Niewysłane listy” możecie przeczytać tutaj.

Sponsorem nagród jest LIMANGO


Zobacz także

„To są Twoje korzenie. Ode mnie dostaniesz jeszcze skrzydła”. Akcja „List do dziecka”

„Chciałbym Ci życzyć, żebyś potrafił być uczciwy z samym sobą i słuchać głosu serca”. Akcja „List do dziecka”

„Dałyście mi silę bym żyła – żyła dla Was, kiedy zostałyśmy same, kiedy bieda zajrzała nam w oczy”. Akcja „List do dziecka”